Dodaj do ulubionych

przeprowadzka do Warszawy i moje obawy

18.01.05, 18:58
Dziewczyny, nie ukrywam, że potrzebuję pocieszenia i dobrego słowa, a mój
apel kieruję głównie do tych mam, które mieszkały "gdzieś w Polsce" i z
takich czy innych powodów przeprowadziły się z rodziną do Warszawy. Obawiam
się, że niedługo czeka mnie to samo. Mój mąż już tam pracuje prawie od roku i
codziennie ( o zgrozo ) dojeżdża 120 kilometrów tam i 120 z powrotem. Wiem,
to da się przeżyć, choć łatwo nie jest, bo mały ojca widuje od czasu do czasu
i bardzo za nim tęskni. Ale nie o tym chciałam. Moja praca w moim mieście
chyba się kończy. Stoję zatem przed decyzją, która wydaje się logiczna.
Trzeba się przeprowadzić do stolicy i tam szukać pracy. A ja się zwyczajnie
po ludzku boję. Że sobie nie dam rady w drapieżnym świecie pracy w Warszawce,
nie wiem, gdzie szukać miaszkania, jak dać sobie radę bez mamy-babci pod
ręką, jak mały zaaklimatyzuje się w nowym przedszkolu i gdzie tego
przedszkola szukać. Nikogo nie znam w Warszawie, nie mam tam znajomych ani
rodziny. Co zrobić, jak mały będzie chorował? Teraz staram się radzić sobie
sama, bo męża i tak większość czasu nie ma w domu. Lecę więc z pracy biegiem,
zabieram z przedszkola, czasem zabiera małego moja mama, jak ja się nie
wyrabiam. Ona też z nim zostaje, jak mały jest chory. Mam straszne obawy, czy
w Warszawie dam sobie radę. Nowa praca, nowe mieszkanie, nowe miasto...
Proszę mamy, które przeżyły podobną zmianę o listy i pociechę. Napiszcie jak
sobie poradziłyście i tak zwyczjanie po babsku pocieszcie. Przekonajcie, że
nie jest to takie straszne, a może ostrzeżcie, że łatwo nie będzie...
Obserwuj wątek
    • luizaa2 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 19:24
      Nie jest takie straszne. Miałam identyczną sytuację, mąz pracował w Warszawie,
      żeby codziennie nie dojeżdżać wynajmował pokój, więc widywaliśmy się raz w
      tygodniu i obawiałam się, że dziecko zacznie do niego mówić wujku. Kupiliśmy
      więc mieszkanie, bo wynajmowanie nie ma sensu za wynajem zapłacisztyle ile
      wyniesie rata kredytu. Pewnie, że jest ciężej jak nie ma komu dziecka
      podrzucić, ale wszystko da się zorganizować. Znajomi też się znajdą (jak będzie
      cieplej mam w piaskownicy dostatek) Będzie lepiej niż myślisz. Ja już bym do
      swojego rodzinnego miasta nie wróciła.
      • junga Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 19:26
        Rany, dzięki za dobre słowo. Powiedz, czy pracujesz? Jeśli tak, to jak sobie
        radzisz z katarkami i chorobami dziecka? Czy trudno było odnaleźć ci się w
        pracy? Jak szukaliście mieszkania?
    • luizaa2 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 19:38
      Nie pracuję, bo jeszcze pracy nie szukałam. Dziecko 4 m-ce temu oddałam do
      przedszkola i właśnie obawiałam się że jakbym pracowała to będę stale na
      zwolnieniu, ale dziecko na szczęście nie choruje. Na pocieszenie Ci powiem, że
      koleżanka (zapoznana właśnie w piaskownicy imigrantka z Mazur)znalazła pracę z
      ogłoszenia w GW po pierwszej rozmowie na jakiej była. Mieszkanie kupiliśmy od
      kolegi męża, ale wcześniej szukałam na www.oferty.net Niestety agencje
      nieruchomości trochę biorą.
    • el_jot Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 19:46
      Ja byłam przed czterema laty w takiej sytuacji, a może trochę bardzie
      stresującej, bo ja się przeprowadziłam do Wawy do faceta mniej więcej po
      misięcznej znajomości. Wszystko się dobrze ułozyło i z nim i z pracą. Jesteśmy
      18 mies. po ślubie no i lada dzień zostaniemy rodzicami. Ty jesteś w tej
      lepszej sytuuacji, że Twój mąż jakiś czas już pracuje w Wawie. Do w
      Wawy przeprowadziłam się na początku września a 25 października już zaczęlam
      pracę.Znalazłam ją z ogłoszenia, nie miałam żadnych znajomości.Tylko, że to
      było ponad cztery lata temu, teraz jest podobno trochę gorzej z pracą, ale i
      tak najlepiej niż gdzie indziej w kraju. Jeżeli chodzi o mieszkanie - to
      wynajęcie jest na pewno tańsze po praskiej stronie Wawy i myślę że nie mieszka
      się gorzej niż q innych dzielnicach. Jest dobre połączenie z centrum. Co do
      przedszkola nie pomogę Ci niestety,bo po priostu nie mam pojęcia jak to się
      załatwia.A jeżeli chodzi o lekarza, jak jeszcze nie pracowałam to poszłam do
      lekarza do przychodni tzw rejonowej, możesz się popytać wsród mieszkańców
      osiedla na którym będziesz mieszkać gdzie ona jest. Jak zaczęłam pracować to
      już nie musiałam chodzić do rejonowej, bo z firmy mam abonament do prywatnego
      centrum medycznego.A Warszawa jako miasto - na początku przerażał mnie jej
      ogrom. ale szukająć pracy musiałam jeździć, więc jeździłam po całym mieście z
      planem i udało mi się nie zgubić. Potem zauważyłam że to miasto ma też swoje
      urokliwe miejsca. Ale zauważyłam też i nadal mi to strasznie przeszkadza -
      chamstwo wśród ludzi.Mam nadzieję, że choć trochę Ci pomogłam. Najważniejsze że
      nie będziesz sama w obcym mieście, bo to byłoby najgorsze.
      • junga Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 19:56
        A co było dla was najtrudniejsze po przeprowadzce? Co was zaskoczyło? Czy, gdy
        jechałyście na walizkach do Warszawy lubiłyście to miasto, czy też nie? Co was
        do niego przekonało?
    • luizaa2 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 20:11
      Mnie Warszawa jawiła się jako najgorsze na świecie miasto, gdzie na każdym rogu
      stoi bandyta lub gwałciciel. Na szczęście żadnego do tej pory nie spotkałam
      chociaż mieszkam po tej "gorszej" praskiej stronie. Co do chamstwa to zgadzam
      się z przedmówczynią, ale jak wejdziesz na forum warszawskie to rodowici
      warszawiacy twierdzą, że chamy to ci przyjezdni. Może...?
      Poza tym którym z mniejszych miast znajdziesz takie wielkie parki i gdzie
      odbywa się tyle imprez plenerowych?
    • agawa79 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 20:12
      Też parę lat temu byłam w takiej sytuacji. Z początku wydawało mi się, że to
      miasto jest bardzo nieprzyjazne, przyjechałam tu z głową pełną stereotypów o
      zarozumiałej Warszawce.
      Ale tak naprawdę to tu jest świetnie. Poznałam dużo rodowitych Warszawiaków i
      teraz stolica wydaje mi się całkiem przyjaznym, ciepłym miejscem. Pracę
      znalazłam po tygodniu szukania, za świetne pieniądze. Wiesz, moim zdaniem o
      pracę w Warszawie nie jest trudno, uważam, że tu nie pracują tylko ci, którzy
      nie chcą. Przedszkola, przychodnie - jak w każdym mieście, zapisujesz się i
      chodzisz. Gdzie są te instytucje, to można łatwo spraawdzić w internecie albo w
      książce telefonicznej. No i naprawdę jest gdzie wychodzić wieczorami i nie
      tylko.smile
      Pozdrawiam
      Aga
    • mamamarka Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 21:29
      Napewno dasz sobie radę. Dobrze, że mąż już wawę trochę zna, nie jedziecie
      oboje w ciemno. Radziłabym kupno mieszkania w miejscowości pod Warszawą np.
      Ząbki. To mała mieścina ale coraz więcej w niej nowych super osiedli gdzie
      mieszkania są dokładnie o połowę tańsze niż gdziekolwiek w wawie. Jest też
      kilka innych takich miejscowości.
      Dacie radę napewno, w końcu kogoś tu poznasz. Żeczywiście najgorsze, że nie
      będzie Twojej mamy bo to wspaniała pomoc ale może uda Ci sięznaleźć jakąś
      zaufaną opiekunkę.
      pozdrawiam
      jakby co to pisz na gazetowego, mieszkam w Ząbkach i mogłabym Ci poopowiadać
      jak tu się fajnie mieszka smile
    • ania.silenter_exunruzanka Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 23:01
      Nie jest tak źle - da się tu żyćsmile. Ludzie jak ludzie ani lepsi ani gorsi niż
      gdzie indziej (choć czasem może im się wydawać inaczejwink. Nie wiem czy
      pocieszę, ale miałam ciężej niż Ty. Przyjechałam do pracy, byłam w Warszawie
      zupełnie samasad, rodzina bardzo daleko. I poznałam tu mojego przyszłego męża
      (notabene też przyjezdnego ale z drugiego końca Polskiwink, tu urodziła się nasza
      córeczka tu przyjdzie na świat druga...Powinnaś zobaczyć plusy tej sytuacji:
      będziesz miła męża (a dziecko ojca) na codzień, masz większe szanse znalezienia
      pracy w Warszawce.
      Dasz sobie radę w Wawie (skoro taka nieśmiała i strachliwa osoba jak ja dała
      sobie radę). Naprawdę kwestia czasu - kiedy tu przyjechałam to swoim
      zachowaniem przepraszałam, że żyję a teraz? Teraz robie prawo jazdy i jak
      jeden idiota trąbił za mną to już się rwałam aby wysiąść i auta i mu
      nastukaćwink. A mieszkanie? Twój mąż tu pracuje niech popyta, gdzie najtaniej
      (Tarchomin, Białołęka, Ursus, Ursynów?). Jeśli masz jakieś pytania to napisz na
      mail gazetowy.
      Będzie dobrzesmile)).
      pozdrawiam
    • mamakacpra10 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 23:16
      Witam Cię Jungo!
      Nie jestes sama mnie niedługo czeka to samo. Moj mąz juz jakies pięć lat
      pracuje w Warszawie Na początku przez pierwsz 3 lata byl;am tam razem z nim
      potem sie troche pokomplikowalo i wrócilismy do domu ale po kilku miesiacach
      bezowocnych poszukiwan przez mojego meza pracy w naszym miescie masz ponownie
      wrocil do Warszawy. Dzieli nas 300 km wiec widzimy sie rzadko mamy 11
      miesiecznego synka i planujemy przeprowadzic sie do warszawy na stale chcemy
      kupic tam mieszkanie na razie jestesmy w trakcie poszukiwan i choc mieszkalam
      tam trzy lata to i tak panicznie sie boje tego ze nie dam sobie rady z dala od
      rodzicow i tych ( nieoszukujmy sie ale czasami) wygód na ktore pozwalaja
      dziadkowie opiekujac sie malym wieczorwm co pozwalalo nam wyjsc do znajomych.
      Ale coz musimy sie trzymac i byc twarde. Jak bedziesz chciala sie ddowiedziec
      czegos wiecej to podaje numer gg. Pozdrawiam Beata!
      • mireille1 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 18.01.05, 23:32
        warszawa nie taka straszna jak ja maluja... ja dalam rade majac 18 lat
        pojechalam z tysiacem zlotych i jedna walizka szukac pracy zaraz po liceum. I
        to samiutka jak palec.

        No i warto bylo.


        jestem pewna ze dasz rade, naprawde Warszawa da sie lubic, zwlaszcza starowka
        latemsmile
    • agata_to_ja Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 19.01.05, 09:56
      Hej, no nie ma co przesadzać, kupa ludzi mieszka w Warszawie, normalnych ludzi,
      między innymi ja. Co prawda przyjechałam tu uczyć się w szkole średniej i już
      zostałam, więc mozna rzec, że wrosłam całkowicie, ale dobrze mi tutaj. Nie
      odczuwam tego miasta jako drapieżnego, nieprzyjaznego. Może dlatego, że jest
      już moje? Uważam, że łatwiej jest tutaj, gdzie pracy jest jednak trochę więcej,
      niż w innych miastach, gdzie zdobycie pracy graniczy z cudem.
    • yola66 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 19.01.05, 10:25
      Ja się dopiszę, bo temat mi bardzo bliski....

      Moja przygoda z Wawa (piszę przygoda, bo miało być tylko na czas studiów)
      rozpoczęła się 8 lat temu. Przyjechalam tu sama, bez oparcia w znajomych i
      rodzinie, do domu 300 km.
      Mój mąż też nie jest stąd i nie tu się poznalismy, ale w Wawie urodził się nasz
      syn (prawie dwa lata temu) i na razie tu zostaniemy.

      Praca
      Pracy szukałam pół roku, ale zacznę do tego że byłam od razu po maturze i nie
      miałam żadnego doświadczenia. Powiem tak, to jak szybko coś znajdziesz zależy
      od bardzo wielu czynników: doświadczenia, studiów, tego co chcesz robić i za
      ile - no i przede wszystkim od szczescia! Teraz pracuje na bardzo dobrych
      warunkach, za sensowne pieniadze i z calkiem pokaznym pakietem socjalnym. Mój
      mąż przyjechał tu po naszym slubie - byl od razu po studiach dziennych
      (akademia rolnicza?!!), wczesniej pracowal tylko dorywczo i znalazl prace w
      ciagu miesiaca. Teraz tez nie narzeka ani na zarobki ani na charakter pracy.
      Pod względm finansowym jest nam bardzo dobrze i na pewno nie żylibysmy na takim
      poziomie w naszych rodzinnych miastach (słyszymy i widzimy jak żyją nasi
      przyjaciele).

      Mieszkanie
      Pół roku temu kupiliśmy swoje - częsciowo na kredyt - na Ursynowie. Szukaliśmy
      pół roku mieszkania, bo mielismy dość jasno sprecyzowane wymagania: zależało mi
      na zielonej okolicy, sensowym rozkladzie mieszkania i przede wszystkim na
      szybkim dojezdzie do centrum i odpowiedniej infrastrukturze dookoła. Mieszkania
      pod Warszawą są dużo tańsze, ale niestety dużo czasu traci się na dojazdy. I w
      dodatku ja pracuje w ścisłym centrum i musiałabym płacić straszne pieniądze za
      parking.

      Dziecko
      Leczymy się prywatnie, bo takie możliwości daje mi moja praca, a więc nie wiem
      jak wygląda sprawa państwowych przychodni. Przedszkole to też jeszcze mi nie
      znany problem, bo na razie mamy opiekunkę. Prawdziwe szczescie i strzał w 10 –
      kochana, ciepła osoba.

      Przyjaciele
      To jest moja największa bolączka, bo nie udało mi się do tej pory znaleźć w tym
      mieście prawdziwych oddanych przyjaciół. Są znajomości dłuższe i krótsze, ale
      nie ma przyjaźni. Oczywiście są to moje doświadczenia. Tych prawdziwych
      przyjaciół mamy w swoich rodzinnych miastach i pomimo odległości nadal te
      kontakty są intensywne i ważne.

      Napisałam szczerze jak ja postrzegam moje życie tutaj. Jak wszędzie są zalety
      i wady bycia tutaj. Na pewno dasz sobie radę! Warszawka nie gryzie, ale też nie
      rozpieszcze. Warszawka do raj dla ludzi, którzy chca coś zrobić zawodowo – bo w
      żadnym innym mieście nie ma aż tylu możliwości! Ale mnie doskwiera tu duża
      odległość od rodziny i przeogromna tęsknota. Nauczyłam się tu żyć i jestem tu
      szczęśliwa, bo jest ze mna mój mąż i mój synek, ale nie kocham tego miasta!
      Jest tu dużo nieżyczliwości i chamstwa, dużo ludzkiej zazdrości i pychy….
      Czytałam dzisiaj na onecie artykuł jak ludzie oceniają mieszkańców stolicy i
      najwięcej było porównań do PAWI i LISÓW. I to jest cała prawda o większości
      mieszkańców stolicy.

      Chyba nie do końca Cie pocieszyłąm…. Chciałam być po prostu szczera….
    • martucha1 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 19.01.05, 10:48
      Hej!
      My przyjechaliśmy do Warszawy 5 lat temu. Szukałam pracy 3 miesiące i dostałam
      cały etat w stabilnej firmie.
      Jezeli chodzi o odnalezienie się w Warszawie to przynajmniej w mojej firmie
      jest większość osób spoza Warszawy, więc na poczatku miałam wrażenie jakbym
      była na jakimś młodziezowym obozie smile.
      Ale dzięki temu można się wymieniać informacjami, które są istotne a trudno się
      czegoś dowiedzieć szukającnie z polecenia (jak niania czy spec do pralki).
      Mieszkamy na Ursynowie, które przez Warszawiaków zwany jest sypialnią Warszawy
      ponieważ jest tam mnóstow nowych domów i tym samym dużo młodych, przyjezdnych
      ludzi (w tym oczywiście młodych mamuś). Mówiąc szczerze na Ursynowie czuję się
      trochę jak nie w Warszawie: zielono, daleko od śródmiejskiego zgiełku. No i
      przede wszystkim super dojazd do centrum- metro. nie korzystamy więc na codzień
      z samochodu (metrem znacznie szybciej).
      Co do przedszkoli- kiedy juz bedziecie wiedzieć w jakiej okolicy zamieszkacie
      poszukaj poleconych na forum przedszkola (warszawskie są podzielone dzielnicami)
      pozdrawiam
      Marta
    • wij-drewniak Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 19.01.05, 11:15
      Nie nastawiaj się tak, nie uprzedzaj. Warszawa to normalne miasto, tylko trochę
      większe, ale wcale nie znaczy że zaraz pożre cię jakiś potwór. Ja traktowałam
      przyjazd do Warszawy nie jako skazanie, ale jako szansę. Moim zdaniem jesteś na
      wygranej pozycji. Zresztą ja nie zgodziałabym się by mój mąż przez tak długi
      czas męczył się dojazdami, a mnie skazywał na rozłąkę.
      Przeczytaj jeszcze raz co ci dziewczyny napisały i odstresuj się. Mąż pracuje w
      Warszawie więc zna już realia, nie jedziecie w ciemno. Wynająć mieszkanie można
      bardzo szybko, nawet tylko na chwilę. Naprawdę wiele rzeczy wygląda tu lepiej
      niż w małych miastach
    • junga Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 21.01.05, 17:38
      Dzięki za wszystkie posty. Wiedziałam, że na emamy mogę liczyć. Pewnie, że
      chętnie będę korzystać z waszych porad i podpowiedzi. Mam jeszcze kilka pytań.
      Między innymi o to, gdzie szukać ofert sprzedaży mieszkań. Czy lepiej rozglądąć
      się za nowym, czy za używanym do remontu? Jakie dzielnice brać pod uwagę? Nie
      chcę mieszkać obok cmentarza, ani w pobliżu spalarni śmieci. Wiem, że będę
      raczej poruszać się komunikacją miejską, więc połączenie do centrum też ma
      znaczenie. Boję się, że wydam wszystkie pieniądze które mam i których nie mam,
      a muszę pożyczyć i kupię mieszkanie "nie do mieszkania". Słabo znam Warszawę,
      więc oferty z nazwami dzielnic, które czytam w internecie niewiele mi mówią.
      Podpowiedzcie, jakie dzielnice warto brać pod uwagę. Będę wdzięczna.
      Jak widzicie pytań mam sporo, a to dopiero jedno z zagadnień.
      Następne będą dotyczyły pracy...
      • mama.krzysia.kacperka Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 21.01.05, 22:12
        Hej!
        My mieszkamy w Warszawie 1,5 roku.
        Na początku nie było łatwo:rodzina oddalona o 600km,mąż caly dzień w pracy a ja
        z dwójką małych dzieci(2,5 miesiąca i 3 lata)
        Ale teraz nie żałuje i zrobiłabym to po raz drugi.
        Spróbuje odpowiedzieć na niektóre twoje pytania.
        Oferty sprzedaży mieszkań można znależć w dużych ilościach na stronach
        internetowych gazety wyborczej i onetu.
        Moim zdaniem najlepsze mieszkania są z drugiej ręki,ale nie do remontu.
        Do mieszkania polecam Ursynów,nie ma cmentarza,ani spalarni śmieci,za to las
        kabacki w pobliżu,place zabaw dla dzieci,drogi rowerowe,dużo przedszkoli no i
        metro,które bardzo ulatwia życie.
        Jak masz ochotę to napisz na priv.
        Pozdrawiam,Ania
        • ewalm Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 22.01.05, 12:26
          Ja jestem warszawianka, tzn urodzialam sie tu i mieszkam od zawsze - wiec nie
          potrafie napisac jak to jest kiedy sie tutaj przyjezdza. Chcialam tylko napisac
          na chociaz warszawiacy maja zla opinie (chamstwo, wywyzszanie sie i w ogole
          tzw. warszawka)i pewnie nie bez powodu (sama sie z tym zetknelam - kompletnie
          obca osoba ktora miala do mnie i synka pretensje o korzystanie z windy zamiast
          ze schodow zarzucila mi od razu ze pewnie jestem z prowincji i dziecko nie
          widzialo windy), to jednak jest tu wiele naprawde milych ludzi. I mysle ze
          zyczliwosc wzgledem innych nie zalezy od tego skad sie pochodzi. Ale zawsze
          jakos mi przykro kiedy slysze te wszytkie zle opinie o Warszawie i jej
          mieszkancach. Dlatego napisalam.
          W kazdym razie na Tarchominie mieszka sie bardzo fajnie. Serdecznie pozdrawiam
          i zycze powodzenia.
          Ewa
      • martucha1 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 24.01.05, 11:56
        Zadajesz bardzo trudne pytania smile
        Co do tego czy nowe czy używane- zdania są podzielone.
        Jezeli chodzi i dzielnicę- wszystko zalezy od tego gdzie będziecie pracować.
        Jeżeli będziesz korzystać z komunikacji miejskiej raczej optowałabym przy linii
        metra. Metro ciągnie się od Kabat aż do Dworca Gdańskiego.
        Ursynów jest naprawde fajny (sama tu mieszkam) ale niestaty dość drogi.
        Najbardziej eksluzywnymi częściami Warszawy jest stary Mokotów i tzw. Żloliborz
        oficerski. To sa dość zielone, willowe części Warszawy.
        Ursynów (Kabaty, Natolin, Imielin, Służew), jak już pisałam, to takie miasto w
        mieście.
        Dość fajnie rozwija się bliska Praga (zaraz za mostem) okolice Grochowskiej.
        Dużo nowych budynków powstaje w okolicach Szczęśliwic i Tarchomina ale co do
        dojazdów nie jestem w stanie się wypowiedzieć.
        Nie znam Woli, Ochoty.
        Marta
    • kdb.se do junga :)) 22.01.05, 12:39
      hej

      Ja pzreprowadzialm sie po 27 latach zycia w Polsce do Szwecji i naprawde jest
      ok , widomo trudniej mI poniewaz nie znam jezyka i to najbardziej przszkadza mi
      w nawiazywaniu nowych znajomosci sad(( ale to nie na temat

      chcialam Ci tylko zyczyc , powodzenia i wierze , ze wszystko Ci sie ulozy !

      Pozdarwiam Cie serdecznie i pisz po przeprowadzce co u Ciebie .
    • asiaasia1 Podziwiam Was :) 23.01.05, 13:05
      Jak w temacie . Podziwiam Was , kobiety smile

      Jestem warszawianką , mam tutaj rodzinę , przyjaciół i myślę o emigracji z
      Wawy . Moi przyjaciele , znajomi warszawiacy , rówieśnicy , których rodziny
      mieszkają tu od pokoleń , są właśnie świeżo po studiach i nie mogą znaleźć w
      miarę przyzwoitej pracy z w miarę przyzwoitą płacą . Ludzie ze znajomością
      języków obcych , z dyplomem UW ( co prawda większość po humanistycznych
      kierunkach ), ze stażami i praktykami , które mogą wpisać w CV żyją w
      większości na częściowym utrzymaniu rodziców lub dziwnym trafem lądują w tej
      samej firmie , w której pracuje mama , tata , wujek , przyjaciel i wykonują tam
      robotę zupełnie nie związaną ze swoim wykształceniem . Ewentualnie pracują na
      zlecenie . Opowieści o ludziach , którzy tu przyjeżdżają zaraz po szkole
      średniej i dostają pracę a po kilku latach kupują mieszkanie , po prostu
      zwalają mnie z nóg . Szczególnie mieszkania są tu przecież tak bardzo drogie .

      Jeśli chodzi o chamstwo - przez półtora roku wynajmowałam mieszkanie w Wawie
      od facia , który był zawodowym żołnierzem i te mieszkanie dostał w czasach PRLu
      od rządu . Potem postawił dom a mieszkanie wykupił i wynajął . Mimo stopnia
      pułkownika czy jakiegoś innego generała chłopaczyna był strasznym chamem . Na
      początku potraktował mnie jak kobiecinę nie-z-Warszawy , to było bardzo
      upokarzające . Po prostu mówił do mnie , jak do idiotki , wymyślał niestworzone
      historie o okolicy , w której mieszkałam i myślał oraz sugerował mi , że 2-
      pokojowe mieszkanie w bloku z widokiem na Wisłę jest dla mnie luksusem .
      Kiedy okazało się , przy spisywaniu umowy , że jestem zameldowana w stolicy i
      że tu się urodziłam oraz kiedy później moja mama i babcia przychodziły do nas
      zająć się dzieckiem , facet trochę wyluzował .

      Kiedyś moja babcia poinformowana o pseudowarszawskiej postawie właściciela
      tego lokum " rzuciła mimochodem " w czasie jego wizyty , że ciężkie czasy
      nadeszły , bo rodowitych warszawiaków nie stać na kupno przyzwoitego mieszkania
      w stolicy i muszą się tułać po blokowiskach przy Wiśle a tu taka wilgoć
      niezdrowa w powietrzu smile)). Normalnie by tego nigdy nie powiedziała ale facet
      był strasznym chamidłem a na końcu tej całej historii z mieszkaniem okazał się
      nieuczciwy . Dopiero wtedy uzmysłowiłam sobie , że jest w Warszawie problem
      warszawiaków , którzy udają warszawiaków ( jak ten facet ) i dyskryminacji
      przyjezdnych .

      Mam ochotę stąd wyjechać po ukończeniu studiów . Myślę jednak o zagranicy bo
      Wawa jest jedynym miejscem w PL ,w który mogę mieszkać na stałe .

      pozdrawiam i trzymam za Was kciuki .
      Asia
    • agawa79 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 24.01.05, 14:31
      Do mieszkania dla młodego małżeństwa z dziećmi najlepszy jest chyba Ursynów -
      nowe budownictwo, dużo fajnych placów zabaw, świetne połączenie z centrum
      (metro, ach metro), fajne zajęcia sportowe czy dla maluchów... A ja sama marzę,
      żeby z Bielan (maja tę zaletę, że są tanie i "niedługo" dociągną tu metro)
      przenieść się kawałek dalej, na Żoliborz Dziennikarski, do jednej z tych
      uroczych, snobistycznych willi w zalewie zieleni.wink
      • agawa79 Re: do kdb.se 24.01.05, 14:34
        Ależ, szwedzki jest łatwy, co się martwiszsmile Poza tym Szwedzi, z tego co
        zaobserwowałam, uwielbiają, jeśli ktoś choćby próbuje mówić w ich języku i są
        bardzo pomocni. Zazdroszczę Ci mieszkania na północy Europy, naprawdę.smile
      • ame-lka do asiaaaa 24.01.05, 14:39
        Niestety---opowiesci o przyjezdzających i zanjdujących prace oraz kupujących
        zaraz mieszkanie to mity.
        Prawda jest taka,że ludzie ci przyjeżdzają i pracuja w firmach gdzie ktos z
        rodziny jest albo w zarzadzie albo ma w tej firmie udziały a
        mieszkania..........wiele przyjezdzających ma duzo pieniązków bowiem babcia lub
        dziadek na wsi sprzedał pole,krówki,płody rolne.Wiele osób ze wsi ma uprawy
        chmielu,tytoniu,malin,porzeczek a z tego jest niezła kaska.Babci pieniązki nie
        potrzebne więc kupuje wnukowi/wnuczce mieszkanie w Warszawie.Dorzuca tez do
        tego niezły samochód.
        Nie wszyscy tak robią ale wiele osób ma niezłe zaplecze finansowe w postaci
        rodzinki na wsi.Dlatego prawdziwi Warszawiacy uciekaja a pozostaja tylko ci z
        Polski wschodniej z hektaramisad
        • martucha1 nie zgadzam się 24.01.05, 14:52
          Nam rodzice nie kupili mieszkania a pracę znaleźliśmy sami.
          Najpierw pracę znalazł mój mąż (w czasie rekrutacji przyjedżał do Warszawy za
          pieniądze z naszych stypendów naukowych), trochę później ja.
          Co do mieszkania- tu rodzice pomogli o tyle, że teść wziął kredyt wraz z mężem
          (nie byliśmy jeszcze wtedy małżeństwem a sam nie miał wystarczającej zdolności
          kredytowej) ale spłacamy go sami.
          W wynajmowanym mieszkaniu mieszkaliśmy dwa i pół roku
          Marta
          • agawa79 Re: nie zgadzam się 24.01.05, 14:58
            Ja też się nie zgadzam. Z mieszkaniem nie miałąm problemu, bo po prostu
            wprowadziłam się do mieszkania męża, ale pracę naprawdę można znaleźć bez
            trudu, trzeba tylko chcieć.
            • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 24.01.05, 20:47
              Ale jaką pracę ?
              W supermarkecie czy przy sprzątaniu można znaleźć bez problemu ?
              To nie jest ironia czy dyskryminacja przyjezdnych .
              Po prostu pytam ...
              • martucha1 Re: nie zgadzam się 24.01.05, 21:02
                Zaspokoję Twoją ciekawość: ja pracuję w mediach a mąż jest audytorem.
                Marta
                • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 24.01.05, 21:07
                  Dzięki . Moje pytanie nie było ironiczne . Ktoś napisał , że w Warszawie
                  dostaje się pracę bez problemu . Mam inne doświadczenia . Pisałam już o
                  znajomych , moich rówieśnikach , którzy TERAZ skończyli studia , znają języki ,
                  odbyli różne praktyki i staże w Polsce i za granicą . I co na nich BEZ
                  PROBLEMU czeka ? IKEA , Media Markt lub żebry o 500 złotych w Zachęcie czy CSW
                  ( dla historyka sztuki ).
                  • martucha1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 11:15
                    Ja sobie myslę, że to jest tak, że jest nasycenie w niektórych branżach a
                    ponadto część bardzo zdolnych absolwentów nie wiem gdzie szukać. Warto
                    korzystać z Targów Pracy organizowanych przeważnie na wyższych uczelniach.
                    Teraz sytuacja na rynku pracy jest taka, że warto być elastycznym. Po historii
                    sztuki warto szukać w agencjach reklamowych, jeżeli ktoś ma smykałkę do
                    nawiązywania kontaktów i umiejętność nawiązywania kontaktów duże pole do popisu
                    mają agenci w agencjach aktorskich (Gudejko itd).
                    A poza tym w części dużych firm poszukują osób z wyższym wykształceniem
                    (obojętnie jakim), niekoniecznie z doświadczeniem ale właśnie z ciekawym cv i
                    znajomością angielskiego (przykładowo zajrzyj na stronę KPMG, E&Y, PWC, D&T).
                    To dla tych, którym raczej marzy się etat.
                    Podałam oczywiście tylko przykłady.
                    pozdrawiam serdecznie
                    Marta
                    • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:16
                      Z ciekawości wysłałam im ( D&T) maila z pytaniem , czy miałabym szansę na
                      praktyki w dziale doradztwa gospodarczego . Opisałam im dośc szczegółowo swoja
                      sytuację , doswiadczenie , wykształcenie ( konczę studia i na razie mam tylko
                      licencjat ).Odpowiedzieli tak :

                      "Szanowna Pani,

                      Dziekujemy za zainteresowanie możliwością podjęcia stażu w Deloitte.

                      Aby móc odpowiedzieć Pani na to pytanie, potrzebne jest mi więcej informacji.

                      Zachęcam do wysłania swoich aplikacji w postaci CV, listu motywacyjnego oraz
                      formularza aplikacyjnego,

                      który znajduje się na stronie www.kariera.deloitte.pl"

                      Czy to znaczy , że mnie zbywają ? Czy rzeczywiście chcieliby wiedzieć o mnie
                      więcej niz napisałam im w mailu , żeby zoreintowac się w moich mozliwościach ?
                      Na ich stronie jest napisane , że na praktyki w dziale doradztwa gospodarczego
                      maja szansę ludzie studiujacy ekonomie , socjologię , psychologie i kierunki
                      pokrewne . Ja miałam pytanie , czy kulturoznawstwo i polonistyka zaliczaja sie
                      jeszcze do tych " kierunków pokrewnych " czy nie ...
                      Pozdrawiam ...
                      • e_r_i_n Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:20
                        Samo zainteresowanie Twoim CV to jest tylko początek. Potem długi okress
                        rekrutacji. Na pierwsze spotkania (ja byłam na testach w PwC) zapraszaja bardzo
                        duzo osob.
                        • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:26
                          Pewnie tak .
                          Ja w sumie nie jestem tym bardzo zainteresowana , bo na razie śleczę nad pracą
                          mgr i nie mam na nic innego czasu .
                          Miałam tylko pytanie czy kulturoznawca , polonista ma w ogóle sznasę sie tam
                          dostac czy nie zawracać sobie głowy i nie tracic czasu , bo i tak zostana sami
                          ekonomiści i psycholodzy .
                          Pozdrawiam ...
                          • e_r_i_n Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:35
                            asiaasia1 napisała:

                            > Miałam tylko pytanie czy kulturoznawca , polonista ma w ogóle sznasę sie tam
                            > dostac czy nie zawracać sobie głowy i nie tracic czasu , bo i tak zostana
                            > sami ekonomiści i psycholodzy .

                            Szczerze mówiąc nie widzę jakoś swiezo upieczonego polonisty czy kulturoznawcy
                            na stanowisku doradcy gospodarczego (ale to tylko takie moje zdanie).
                            • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:48
                              Właśnie .
                              A psycholog ? smile
                              Tomasz Lis też jest po polonistyce smile
                              Kazia Szczuka również .
                              Ważne są także indywidualne predyspozycje kandydatów .
                              Na kulturoznawstwie jest bardzo duzo socjologii i antropologii .
                              Socjologia jest jednym z preferowanych kierunków na objecie praktyk w dziale
                              doradztwa gospodarczego .
                              • e_r_i_n Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:50
                                Dlatego napisałam - świezo upieczonego abslowenta, nie w ogóle kogoś z takim
                                wykształceniem smile
                                • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:55
                                  Szczerze mówiąc , masz rację . Większośc ludzi z moich studiów ( łącznie ze
                                  mną ) nie ma pojęcia o gospodarce . Ja nie ruszam sie z domu bez kalkulatora smile
                                  Może jednak na takich praktykach mozna byłoby sie wiele nauczyc . Nie sądzę ,
                                  zeby świezo upieczony psycholog ( zalezy jeszcze jaka skończył specjalizacje )
                                  miał wieksze pojęcie o gospodarce niż polonista .
                                  • e_r_i_n Re: nie zgadzam się 25.01.05, 17:58
                                    Ja nie wiem, jaki jest program studiow na polonistyce, ale podstawy ekonomii
                                    macie?
                                    Oczywiscie, ze praktyka moze wiele dac, nawet poloniscie smile, ale hmmm, no nie
                                    wiem - jakbym byla osoba rekrutujaca, to predzej bym przyjela kogos, komu
                                    podstaw ekonomii nie musze tlumaczyc smile
                                    • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 18:07
                                      Nie , podstawy ekonomii były na polonistyce w czasach PRLu . Mamy za to wiele
                                      róznych , fajnych międzydyscyplinarnych specjalizacji . Jest takze oddzielny
                                      kierunek : kulturoznawstwo , który cieszy się ogromną popularnościa i dostało
                                      jakis czas temu kupę kasy od Socratesa za nowatorski program nauczania .
                                      Kulturoznawstwo zapewnia studentom praktyki w warszawskich osrodkach kultury
                                      CSW , Zachęta , rózne teatry ,gazety , czasami nawet Telewizja . Na polonistyce
                                      mozna miec staz w róznych redakcjach . Moja kolezanka pracuje teraz na pół
                                      etatu w Gali ale i tak źle zarabia . W takich osrodkach kultury czy w
                                      redakcjach ( oprócz TV , w której mile widziane jest danie łapówki smilebardzo
                                      kiepsko się zarabia .
                                      Zainteresowałam się działem doradztwa gospodarczego , ponieważ jednym z
                                      preferowanych kierunków jest tam psychologia . Czy psycholodzy maja podstawy
                                      ekonomii ?
                                      Mój brat jest na Europeistyce i ma duzo ekonomii , prawa i socjologii - jednak
                                      jego kierunek nie był wymieniony w ofercie .
                                      • e_r_i_n Re: nie zgadzam się 25.01.05, 18:32
                                        W to, że kulturoznawstwo może być ciekawe, wierzę. I że daje możliwości pracy i
                                        praktyk też smile

                                        asiaasia1 napisała:

                                        > Zainteresowałam się działem doradztwa gospodarczego , ponieważ jednym z
                                        > preferowanych kierunków jest tam psychologia . Czy psycholodzy maja podstawy
                                        > ekonomii ?

                                        Nie wiem, czy mają, szczerze mówiąc. Nie moja to dyscyplina smile Ale przy
                                        doradztwie psychologia sie przydaje, wiec psychologa doksztalcaja ekonomicznie,
                                        ekonomiste psychologicznie i juz. A poloniste musieliby i w jednym i w
                                        drugim smile Poza tym podejrzewam, ze preferowane są pewne specjalizacje w
                                        psychologii, a sa takie, ktore sie zajmuja zjawiskami ekonomicznymi.

                                        > Mój brat jest na Europeistyce i ma duzo ekonomii , prawa i socjologii -
                                        > jednak jego kierunek nie był wymieniony w ofercie .

                                        Podejrzewam, ze jego kierunek łapie się jako te 'pokrewne'.
                                        • asiaasia1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 20:10
                                          Myśle , że polonistów nie trzeba byłoby szkolić w doradztwie czy
                                          negocjacjach . Gorzej z ekonomią .Na polonistyce jest teraz dużo
                                          interdyscyplinarnych specjalizacji m.in. medialna , kulturoznawcza . Na tych
                                          spaecjalizacjach jest wiele warsztatów i zajęc związanych z przyszłą pracą .
                                          Zresztą kulturoznawstwo także jest na Wydziale Polonistyki .
                                          Szkoda tylko , że pracodawcy nie wiedzą , jakich studentów " dostaja " po
                                          polonistyce .
                                          Pewnie każdemu przypomina sie polonistka ze szkoły smile
                                          A specjalizacja nauczycielska jest jedną z wielu ...
                                          Historycy i archeologowie mają jeszcze gorzej ...
                                          Pozdrawiam
                                          Asia
                      • martucha1 Re: nie zgadzam się 25.01.05, 20:07
                        Na pewno Cię nie zbywają smile
                        Warto wysłać więcej danych na swój temat.
                        Ale proces rekrytacji rzeczywiście jest wieloetapowy. Jezeli już zaproszą Cię
                        na testy to znaczy, że uważają, że warto się z Tobą spotkać.
                        Mój mąż pracuje w jednej z firm wielkiej czwórki i są tam ludzie po różnych
                        kierunkach.
                        Jeżeli (odpukać!!!!) nie uda się w jednej z tego typu firm warto aplikować do
                        innej (kilku moich znajomych odpadło np. w czasie rekrutacji do D&T a przeszło
                        do KPMG). Dzieje się tak często dlatego, że w trakcie rekrutacji do drugiej
                        (tzrecie )mniej więcej wiesz czego się spodziewać na tych nieszczęsnych
                        testach, które w tych firmach są podobne.

                        Marta
        • ageman Re: do ame-lka 24.01.05, 16:37
          Jesteś bardzo niesprawiedliwa albo myślisz stereotypami albo... zazdrość Cię
          zżera sad
          Ja też mam wielu znajomych i z Warszawy i przyjezdnych i każdy ma mieszkanie. I
          nikt nie ma rodziny na wsi. Nie wiem, czemu zakładasz, że Ci przyjezdni to
          wieśniaki ? I może jeszcze nieokrzesani ?
          Tak się dziwnie składa, że wszyscy moi "przyjezdni znajomi" to ludzie bardzo
          dobrze wyształceni, z doświadczeniem zawodowym, którzy przyjechali do Warszawy
          dlatego, że w miejscowościach i mniejszych miastach, z których pochodzą, nie
          mieli szansy na dalszy rozwój i awans. A tu się doskonale odnaleźli. Większość
          przeprowadziła się dlatego, że znalazła pracę a nie odwotnie.
          Może Twoi znajomi, rodowici Warszawiacy, mają zbyt duże oczekiwania w stosunku
          do możliwości ?
          pozdrawiam
          Aga
        • mama.krzysia.kacperka Re: do ame-lka 24.01.05, 17:23
          A może niektórzy pracownicy są tak dobrzy,że ściągają ich prawie 600km z
          zachodu polski,żeby tutaj pracowali.Tak było właśnie z moim mężemsmile
          wierz mi,że nie miał tutaj żadnych znajomośći.
          A co do mieszkania-nikt nie napisał,że dostał je za friko.Niektórzy biorą
          kredyt-tak taka możliwość też jest.
          Acha,nie jesteśmy też ze wsi,chyba że ktoś uważa za takową 500 tysięczne
          miastosmile
        • wij-drewniak Re: do asiaaaa 24.01.05, 17:51
          Niestety---opowiesci o przyjezdzających i zanjdujących prace oraz kupujących
          > zaraz mieszkanie to mity.
          > Prawda jest taka,że ludzie ci przyjeżdzają i pracuja w firmach gdzie ktos z
          > rodziny jest albo w zarzadzie albo ma w tej firmie udziały a
          > mieszkania..........wiele przyjezdzających ma duzo pieniązków bowiem babcia
          lub
          >
          > dziadek na wsi sprzedał pole,krówki,płody rolne.Wiele osób ze wsi ma uprawy
          > chmielu,tytoniu,malin,porzeczek a z tego jest niezła kaska.Babci pieniązki nie
          >
          > potrzebne więc kupuje wnukowi/wnuczce mieszkanie w Warszawie.Dorzuca tez do
          > tego niezły samochód.
          > Nie wszyscy tak robią ale wiele osób ma niezłe zaplecze finansowe w postaci
          > rodzinki na wsi.Dlatego prawdziwi Warszawiacy uciekaja a pozostaja tylko ci z
          > Polski wschodniej z hektaramisad
          Nooooooo nie wytrzymam
          Przeczytaj sobie powyższe Junga i przemyśl. Tak właśnie będą cię traktować.
          A teraz piszę do Ame-lki:
          Wiesz, to bardzo wygodne znaleźć sobie takie wytłumaczenie własnych nieszczęść
          (?), niepowodzeń (?). Zastanów się dziewczyno, co ty piszesz. Jak by tak na
          tych wsiach było wspaniale, to nikt by tu nie zjeżdżał. Gdzie ty widziałaś tych
          ustawionych, bogatych i na dodatek z hektarami ZE WSCHODU. Och biedni ci
          Warszawiacy, gdyby tylko mogli to by się na te krówki i uprawy zamienili. Tylko
          mało który z nich pamięta jaką kasę czesze na przyjezdnych, gdy im mieszkanie
          wynajmuje. To dla nich dodatkowy dochód a dla przyjezdnego dodatkowy koszt,
          więc bilans jest podwójnie na niekorzyść tych bogaczy.
          Niestety Warszawiaków bardzo boli i kłuje w oczy, że nie mają wyłączności na
          rynek pracy, ze już nie mogą żądać wyimaginowanych sum, za samo podniesienie
          się z łóżka. Tylko musicie sobie uświadomić, że stolica jest nie tylko dla
          ludzi stąd. Właśnie dlatego, że to stolica, że tu są inwestycje, że Sejm daje
          pieniądze na metro. I z wielu jeszcze innych powodów. A takie podejście jak
          Amel-ki jest dowodem na dulszczyznę w głowie, a nie powodem do chwały.
          Ech, słów brakuje
          • ame-lka skąd to wiem............ 24.01.05, 18:33
            nie pisałam że wszyscy w Warszawie to pochodza ze wsi ale popatrzcie sobie po
            miastach w stylu--Lublin,Ryki,Dęblin,Radom ,Puławy---prawie cała młodziez
            wyjechała do Warszawy w poszukiwaniu pracy--owszem sa potrzebni specjaliści
            których sćiąga się i 6oo km ale wiele osób wyjechało tylko dlatego,że
            miało"plecy" i zapewnienie bytu.
            Pracowałam w Lublinie w spółce deweloperskiej gdzie przychodziły babcie i
            dziadkowie oraz rodzice mający hektary którzy kupowali mieszkanie tylko i
            wyłącznie w Warszawie dla dzieci i wnuków.
            Nie oszukujmy się---ile z nas stac by było na kredyt gdyby nie pomoc rodziców.
            Generalnie ludzie ze wsi zawojowali teraz większe miasta bo maja pieniązki--z
            upraw,z hodowli z wynajmu pola.
            Ja zarabiałam tylko 1000 zł.a znajoma która miał róże(pochodziła z Konskowoli)
            za same krzewy otrzymywała w granicach 100.000 zł.
            Niech nikt mi nie mówi ,że ja tez mogę posadzić róże---niestety moje babcie nie
            posiadały pola a mnie nie stać na jego kupno.
            • junga Re: skąd to wiem............ 24.01.05, 20:42
              no słów mi zabrakło. Ame-lka, tak się składa, że ja jestem z Radomia, z 250
              tysięcznego miasta, w którym jest ponad 30 procentowe bezrobocie. Mam wyższe
              wykształcenie uniwersyteckie ( tak, tak, Uniwersytet Warszawski), własne
              mieszkanie za ciężko spłacany kredyt i dziesięcioletni staż pracy w zawodzie.
              Czy jeszcze należę do tych z wiochy, czy już zakwalifikujesz mnie do godnych
              zamieszkania w stolicy? Przykro mi mówić, ale właśnie takich ludzi jak ty
              obawiam się spotkać w Warszawie, sfrustrowanych własną niemocą,
              ksenofobicznych. Urodzeni w Warszawie nie mają monopolu na stolicę. Powinniście
              się cieszyć, że los dał wam taką szansę, o którą my musimy dopiero zawalczyć.
              Zapewniam cię też, że "prawie cała młodzież z Radomia nie wyjechała do Warszawy
              bo miała plecy". Pojechali bo moje rodzinne miasto nie miało im nic do
              zaoferowania. Ale to nie jest wina tych młodych ludzi i nie wiem, jakie masz
              prawo, aby komukolwiek to wytykać. Naprawdę, samo miejsce urodzenia to za mało,
              aby być mieszkańcem stolicy... Kiedyś w kultowym już piśmie "Na przełaj"
              wyczytałam takie hasło: "W Warszawie nawet psy szczekają centralnie". Coś w tym
              jest...
            • asiaasia1 Re: skąd to wiem............ 24.01.05, 20:42
              Dla mnie to też dziwna sprawa z kupnem mieszkań w Wawie . Przecież tu taka
              drożyzna !

              Mam znajomą ze studiów z Kielc , której rodzice kupili mieszkanie na
              Ursynowie , bo cyt. " dobrze mieć mieszkanie w Warszawie " . I w sumie mają
              rację . Znajoma skarżyła się , że w bloku jest niewygodnie , kiepska akustyka
              a ona przywykła do luksusu mieszkania w domu jednorodzinnym smile

              Jeśli chodzi o moich znajomych - nie , nie są wybredni . Szukają pracy i
              niestety nie mogą niczego sensownego znaleźć . Koleżanka po historii sztuki ze
              znajomością języków obcych ,ze stopniem mgr i po elitarnym liceum w Wawie ,
              które skończyłyśmy obie , rozpaczliwie chwyta się umów-zleceń .Cieszy się , jak
              wpadnie jej 500-700 złotych miesięcznie z pracy w swoim zawodzie ( w różnych
              ośrodkach sztuki ). Inny znajomy znalazł zatrudnienie w spółce założonej przez
              przyjaciół . Kolejna osoba z wyższym wykształceniem humanistycznym pracuje w
              IKEI . Kolega z licencjatem z ekonomii i stażami m.in. w USA i Niemczech
              pracuje w Media Markt za 1000 złotych .Wszystkie te osoby skończyły dzienne
              studia wyższe na UW , mają w większości tytuły mgr ( niektórzy licencjaty ),
              znają języki obce ( mają certyfikaty ), odbyli w czasie studiów różne staże
              ( także za granicą ), na które dostali się dzięki wysokiej średniej na
              studiach . I co teraz robią ? W sumie dobrze , że rodzice nieźle zarabiają i
              mają duże mieszkania oraz trochę oszczędności ...
            • ageman Re: skąd to wiem............ 25.01.05, 13:02
              Wiesz, faktycznie biedni Ci Warszawiacy, bo ja to w sumie ze wsi jestem
              (miescowość z której pochodzę nie ma praw miejskich) a zarabiam 6 razy tyle co
              Ty. No nie wiem sama, dlaczego tym ze wsi płacą tak dobrze a Warszawiakom nie
              chcą ?
              I wiesz, kiedy zarabia się 6x1000 zł, do tego mąż też swoje zarabia, to nie
              tylko nie liczy człowiek na pomoc rodziców, ale jeszcze sam tym rodzicom pomaga
              finansowo. A i kredyt w banku można dostać.
              Swoją drogą inwestowanie w nieruchomości to od lat dobry biznes. A gdzie tak
              szybko rosną ceny mieszkań jak w Warszawie ? Więc mają rację Ci, którzy
              inwestują w mieszkania w Warszawie, bo wynająć można za dobre pieniądze albo
              sprzedać za kilka lat i na pewno się na tym zarobi.

              Jeśli chodzi o pole - 2 lata temu moja siostra kupiła cztery hektary z domem na
              wsi. Z domu korzystamy ale ziemia leży nieuprawiana. Jak chcesz, to pogadam z
              nią, na pewno zgodzi się oddać Ci w dzierżawę za niewielkie pieniądze. A to
              tylko 80 km do Warszawy. A tak w ogóle to ziemia na Mazowszu jest naprawdę
              tania, za kawalerkę w Warszawie można kupić duże gospodarstwo.

              Pozdrawiam
              Aga
            • wij-drewniak Re: skąd to wiem............ 25.01.05, 13:06
              ale popatrzcie sobie po
              > miastach w stylu--Lublin,Ryki,Dęblin,Radom ,Puławy---prawie cała młodziez
              > wyjechała do Warszawy w poszukiwaniu pracy--owszem sa potrzebni specjaliści
              > których sćiąga się i 6oo km ale wiele osób wyjechało tylko dlatego,że
              > miało"plecy" i zapewnienie bytu.
              To, co piszesz jest zwykłą demagogią! Zapewniam cię, że te miasta nie różnią
              się niczym od Pszczyny, Giżycka czy jeszcze innego. Ludzie chcą pracować w
              Warszawie bo tu jest praca. Czy zabronić im szukania? Kiedyś owszem, był
              obowiązek meldunku i mało kto mógł sobie załatwić taki luksus jak praca w
              Warszawie. I to Warszaiwaków boli, że ten monopol utracili. A że młodzież
              wyjeżdża? Bardzo dobrze, bo to tu się kształci między innymi, niestety
              uniwersytety są tylko w kilku miastach w Polsce. Czy wyjazdu na studia też
              należałoby zabronić?
              Nie twierdzę, że żadna z osób która przyjechała do W. miała plecy. Przecież
              gazety piszą o politykach, którzy ściągają swoich. Ale wybacz - ich nie jest
              większość. Jest wolny rynek i o zatrudnieniu decyduje wypadkowa kompetencji i
              oczekiwań finansowych.
              > Pracowałam w Lublinie w spółce deweloperskiej
              i własnie dlatego masz skrzywiony obraz sytuacji. A gdybyś pracowała na
              lotnisku, to byś uważała, że teraz to Polacy nic tylko emigrują?
              Zastanów się co piszesz:
              > Ja zarabiałam tylko 1000 zł.a znajoma która miał róże(pochodziła z Konskowoli)
              > za same krzewy otrzymywała w granicach 100.000 zł.
              I co w tym złego? Ja też zarabiam mniej od miliona różnych osób ale nie uważam
              tego za niesprawiedliwość dziejową. Taki jest teraz świat, socjalizm się
              skończył (na szczęście). Uważasz, że ktoś kto ma dochody z róż czy innych upraw
              nie powinni być wpuszczani do warszawy? A że może niektórzy kupują dla dzieci
              mieszkania? To źle? To wasz warszawski rynek się kręci, to tutaj firmy mają
              zamówienia, to tutaj pracują ci, którzy wykańczają te mieszkania i nawet jeśli
              są też przyjezdnymi to potem robią zakupy w sklepach, jeżdżą komunikacją,
              kupują meble, zamawiają taksówki.
              To mit, że w praca jest tylko w marketach i innych. To właśnie w tych
              mnmiejszych miastach ludzie świetnie wykształceni są skazani na pracę za marne
              grosze w takich miejscach. To tutaj ja mam szanse pracować w mediach, a mój mąż
              w centrali banku. W moim rodzinnym mieście może pracowałby w banku, ale np. w
              kasie. O, albo w ZUS-ie. Dostał taką propozuycję po studiach. Za 400 zł brutto.
              Bezrobocie w Warszawie wynosi ok. 7 proc. i jest tylko nieco powyżej poziomu
              uznawanego za naturalny w gospodarce. Bo nie ma gospodarki bez bezrobocia,
              nawet w USA wynosi 5 proc.
              Zapewniam cię, że teraz właśnie większość ludzi bierze kredyty, nie tylko na
              mieszkania w W. Takich co mają gotówkę jest mniejszość (chociaż i ja takich
              znam). Banki ścigają się, żeby przyciągnąć klientów, oprocentowanie wynosi 3-5
              proc.! Zapewniam cię, że nawet z zarobkami 1000 zł, masz obecnie zdolność
              kredytową, no chyba że chciałabyś kupić apartament.
              • asiaasia1 Re: skąd to wiem............ 25.01.05, 14:09
                Wij - drewniak , nie wiem , czy Twoja odpowiedź była skierowana do mnie .
                Na wszelki wypadek odpowiem , że tak , to prawda a nie mit , że prace możesz
                znaleźć w markecie , przy sprzataniu lub opiece nad dziećmi . Nie wiem , kiedy
                skonczyłąś studia i kiedy rozpoczęłaś kariere zawodową . Może kilka lat temu
                było łatwiej .
                Współcześni absolwenci , moi dobrzy przyjaciele , rodowici warszawiacy z
                wyzszym wykształceniem , praktykami w różnych firamch , ze znajomoscia języków
                obcych , po elitarnych liceacu warszawskich , w których naucza się kilku
                języków obcych ( ja miałam cztery języki w LO ) własnie tego typu pracę
                znajduja .
                • e_r_i_n Re: skąd to wiem............ 25.01.05, 14:15
                  Ja sie zgadzam z asia - w tej chwili nie jest tak latwo z praca, nawet w
                  Wawie. 'Od reki' mozna nawet i tej posady w markecie nie znalezc. Wiem, bo moj
                  maz szukal w Warszawie pracy prawie pol roku.
                • wij-drewniak Re: skąd to wiem............ 25.01.05, 14:53
                  Ale ja nie twierdzę, że pracy szuka się tydzień bądź dwa. Żeby tak było to
                  bezrobocie musiałoby być ujemne. Widzę tylko, że bardzo łatwo wam
                  generalizować. Nie każdy znajduje pracę w równym czasie. Jeden skończył
                  ekonomię i szuka pracy rok a drugi znajduje pracę w szkole po dwóch miesiącach.
                  Ale chyba nie chcecie powiedzieć, że pracę w W. trudniej znaleźć niż gdzie
                  indziej. Zwłaszcza teraz, kiedy gospodarka zaczyna się kręcić.
                  Niektórzy ludzie są bardzo wymagający, inni godzą się na mniej. Ktoś kto
                  skończył egzotyczny kierunek może nie wyobrażać sobie pracy nie w ściśle
                  rozumianym zawodzie. I nie wyobraża sobie, że mógłby się przekwalifikować. A
                  znam masę takich ludzi. O pracę w Warszawie trudniej było właśnie 2-4 lata
                  temu, wtedy kiedy ja szukałam. Dziś Gazeta praca ma 100 stron, wówczas miała
                  40. I za nic nie uwierzę, że firmy wydają pieniądze na ogłoszenia tak sobie,
                  żeby była formalna przykrywka dla zatrudnienia krewnego
    • an281 Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 24.01.05, 14:48
      Witam
      Ja tez mam ten sam dylemat tylko ze jest jeszcze poparty pytaniem: Czy wogole
      wracac do Polski a potem jest pytanie czy do Warszawy czy jednak Krakow.
      Mieszkam za granica i juz mam dosc i chcemy wrocic, ale Warszawa bardzo zle mi
      sie kojazy. Bylam tam przez 1 dzien, wrazenia okropne! I wtedy pomyslalam, i ja
      mam miec na codzien do czyniena z tym miastem?! Brzydkie, brudne, ludzie nie
      mili i te budynki komunistyczne. Niestey na starowke nie zdazylam wejsc ale nie
      watpie ze jest ladna. Potem pojechalam do Krakowa i zrobilam Uff zupwlnie inne
      miejce! Stare miasto jest przepiekne. Ludzie inaczej wygladaja, maja
      przyjemniejsze twarze i wogole nie czuc jakiegos napiecia, pospiechu i strachu.
      Wiadomo mniej pracy. Nie wiem jeszcze co zrobie to jest jeszcze trudniejsza
      decyzja bo mieszkam tak daleko i malo moge.

      Zycze udanych decyzji.
    • anek.anek Re: przeprowadzka do Warszawy i moje obawy 24.01.05, 14:52
      to ja jako rodowita warszawianka dopiszę, że jakby Ci źle było i samotno tutaj,
      to zapraszam na kawęsmile
    • malazuzia Re: przeprowadzka.......... i moje obawy 24.01.05, 15:06
      Droga Jungo.
      Widzisz, z mężem jesteśy w tej samej sytuacji. Tylko, że my najprawdopodobniej
      osiedlimy się w okolicach Wrocławia. Od domu rodzinnego będzie nas dzieliło
      ponad 600 km. I przerażenie mnie ogarnia, że co dwa tygodnie będę zmuszona
      ( najprawdopodobniej z dzieckiem ) gnać na studia do mojego miasta.
      Mieszkania szukamu w internecie ( np, poprzez miejscową gazeteę, biura
      nieruchomości. Pytamy się również wśród przyjaciół i okazuje się, że wielu ma
      tam również swoich znajomych ). Najgorsze jest to, że nie będę mogła znaleźć
      sobie stabilnej pracy, bo będę żyła na dwa domy: tu i tam.
      Pomimo wszystko jestem dobrej myśli. Jak będziemy chcieli to z każdej sytuacji
      napewno znajdziemy zadowalające dla każdego rozwiązanie.
      Pozdrawiam i głowa do góry!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka