Dodaj do ulubionych

O różnych rodzinach patchworkowych

12.10.15, 09:53
Z jej mamą rozstaliśmy się, gdy Hania miała 3,5 roku. Proszę państwa, dziecko może żyć w trybie cygańskim i przenosić się z domu do domu, jeśli tylko czuje waszą miłość - powiedziała psycholog. Ucieszyłem się, bo nie wyobrażałem sobie, że będę tylko ojcem weekendowym. Czułem, że muszę uczestniczyć w jej życiu.(...)

Hania już chyba nie pamięta tego, kiedy byliśmy z jej mamą razem. Mieszkanie w dwóch domach jest dla niej naturalne. Ale ta patchworkowa logistyka zaczyna ją trochę męczyć, ostatnio zaczęła napomykać: Może byłoby lepiej, gdybym przeniosła się do jednego z was?. Czy nie będzie wam przykro? - pyta. Pewnie, ale wspieramy ją: Rób, jak czujesz. Decyduj.


Ciekawe. Różne rozwiązania i modele. Najważniejsze jednak: elastyczność, wsłuchiwanie się w dziecko i współpraca rodziców.
Brakuje nam społecznej edukacji w tym zakresie.
Obserwuj wątek
    • nammkha Re: O różnych rodzinach patchworkowych 12.10.15, 17:11
      A dlaczego to dziecko ma podróżować między domami?
      Skoro to rodzić jest odpowiedzialny za sytuację to powinien wziąć na siebie ten ciężar.
      A więc to dziecko powinno mieć stały dom, a rodzic mieszkać raz w jednym a raz w drugim mieszkaniu.
      Ale dla większości rodziców to zbyt niewygodne...
          • yoma Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 10:06
            "Kochanie, w tym tygodniu mieszka z nami moja była. Zostajesz, idziesz do hotelu czy do mojej mamy?"

            "Kochanie, w tym tygodniu mieszkam z Julką. Tak, oczywiście, Marek też będzie, ale obiecuję, że do niczego nie dojdzie".
          • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 10:41
            asia_i_p napisała:

            > Jeszcze nie słyszałam o takiej wersji opieki wymiennej, w której dziecko ma stałe miejsce
            > zamieszkania, a rodzice ruchome.

            Jest to bardzo często podawane za przykład, JAK taka opieka powinna być zorganizowana. Ale raczej nie z Polski te przykłady...
            Bo niesłychanie ważne jest przecież, żeby dziecko miało swoje miejsce, w którym czuje się bezpiecznie. Jak co dwa tygodnie to miejsce zmienia, to niekoniecznie pomaga osiągnąć to poczucie.
            • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 11:02
              ola_dom napisała:

              > Jest to bardzo często podawane za przykład, JAK taka opieka powinna być zorganizowana.

              Aha... spróbowałam sobie właśnie wyobrazić, jak taka opieka może wyglądać w sytuacji, kiedy oboje rodziców zakładają nowe rodziny i mają inne dzieci... czyli w wielu przypadkach.
              No i teraz sobie tego nie wyobrażam.
          • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 11:22
            W Polsce nagminnie myli się opiekę wspólną z opieka naprzemienną, która to opieka naprzemienna jest zaledwie szczególnym sposobem realizacji opieki wspólnej.
            Przecież te dwa fragmenty pokazują, jak elastycznie, czyli zmiennie w czasie- w zależności od potrzeb dziecka- można tę opiekę wspólną realizować. Np. raz naprzemiennie, innymi razem, stacjonarnie u jednego rodzica. Dokładnie- najpierw jedno, a potem drugie- pokazują owe dwa fragmenty.

            Mnie zadziwia to zaczopowanie się/fiksacja negatywna na tym pierwszym. Ludzie piszą o opiece wspólnej, a czytelnik polski czyta: naprzemienna. I widzi: sztywny podział, zero elastyczności i brak zdania dziecka co do tego wszystkiego.
            • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 13:59
              Mnie zadziwia to zaczopowanie się/fiksacja negatywna na tym pierwszym. Ludzie p
              > iszą o opiece wspólnej, a czytelnik polski czyta: naprzemienna. I widzi: sztywn
              > y podział, zero elastyczności i brak zdania dziecka co do tego wszystkiego.

              - bo aby to uzyskać, potrzeba prawdziwej współpracy rozwiedzionych rodziców, o co wyjątkowo trudno. Kiedy opisywałam, że mój tata po rozwodzie z mamą mógł bez problemu pojawiać się w domu, odrabiać ze mną lekcje, przychodzić, gdy np. chorowałam i przy tym wszystkim nie musiał przemykać szybko korytarzem, to odpowiedziano mi m.in. "nie po to rozstawałam się z ex, żeby teraz przesiadywał w moim domu". Zazwyczaj rozwód oznacza konflikt, który uniemożliwia racjonalne, obustronnie elastyczne podejście w opiece nad dzieckiem. Umiejętność rozdzielenia swoich emocji od potrzeb dziecka jest rzadka.
              • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 09:40
                > Umiejętność rozdzielenia swoich emocji od potrzeb dziecka jest rzadka.

                I dlatego takie materiały jak ten, który zalinkowałam, są cenne.
                Rzecz jednak w tym, że to w POLSCE jest to umiejętność rzadka. I nad tym warto się pochylać.

                > Kiedy opisywałam, że mój tata po rozwodzie z mamą mógł bez problemu pojawiać się w domu, odrabiać ze mną lekcje, przychodzić, gdy np. chorowałam i przy tym wszystkim nie musiał przemykać szybko korytarzem, to odpowiedziano mi m.in. "nie po to rozstawałam się z ex, żeby teraz przesiadywał w moim domu"

                U nas było podobnie. Gdy o tym pisałam, wielu nie wierzyło i pytali: "to po co się rozstawali" (ci moi rodzice). Polski model rozstawania się to konieczny konflikt i wojna? I czy jest trudne unikać konfliktu? Otóż, doświadczenia ludzi z innych krajów pokazują, że nie. Mówię oczywiście nie o jednostkowych sytuacjach tylko o modelach właśnie.
                    • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 11:48
                      Ależ mogą, tyle że zwykle ludzie nie rozwodzą się dlatego, że się kochają, lubią i znakomicie dogadują. Przyczyną rozwodu/rozpadu związku jest jakiś konflikt - niezaspokojenie potrzeb, nałóg, zdrada, mocno odmienne wizje dalszego życia itd.

                      Tu masz akurat konflikt na tle kasy i systemu wartości, którego nie można - przynajmniej na razie - rozwiązać polubownie.
                      • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 12:02
                        > Ależ mogą, tyle że zwykle ludzie nie rozwodzą się dlatego, że się kochają, lubią i znakomicie dogadują. Przyczyną rozwodu/rozpadu związku jest jakiś konflikt - niezaspokojenie potrzeb, nałóg, zdrada, mocno odmienne wizje dalszego życia itd.

                        Czyli: "gdyby się dogadywali, to by się rozwiedli"... o tym napisałam wyżej, chyba nie doczytałaś. Takie właśnie myślenie powoduje, że ludzie trwają w konfliktach do obkichanej śmierci, niszcząc po drodze życie swoje dzieci. I o takim MODELU piszę.
                        Ludzie rozstają się z rożnych powodów. A to, co zrobią ze sobą i przyszłością rodziny po rozwodzie to jest kolejna sprawa.

                        Ten konkretny przypadek dowodzi li tylko, że pana - albo i oboje- nie nadają się- do modelu niedestruktywnej relacji porozwodowej. Pytanie, dlaczego się nie nadają, bo nadawać by się mogli, gdyby zechcieli.
              • tully.makker Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 09:06
                Kiedy opisywałam, że mój tata po rozwodzie z mamą mógł bez
                > problemu pojawiać się w domu, odrabiać ze mną lekcje, przychodzić, gdy np. cho
                > rowałam i przy tym wszystkim nie musiał przemykać szybko korytarzem,

                No niestety, takie rozwiazania nie zawsze sa mozliwe. Z moim pierwszym exem byly - mogl w kazdej chwili przyjsc do dziecka, czesto siedzieli razem w domu, ex dostawal zupe :-). Zachowywal sie z mojego punktu widzenia normalnie, tzn, zajmowal sie dzieckiem, a nie mna.
                Z moim nowym exem takie postepowanie nie jest niestety mozliwe, choc probowalam wiele razy. jego wizyta u dzieci polega na tym, ze chodzi za mna po domu i szuka awantury, dogaduje, sprawdza co robie i próbuje ingerowac w moje dzialania.
                Dlatego po ostatnim weekendzie podjelam decyzje, ze niestety nie bede go wpuszczac do mojego domu. Wiem oczywiscie, ze bedzie probowal mnie namowic do zmiany zdania, ale wiem tez, ze wszelkie obietnice, ze zajmie sie dziecmi a ode mnie sie odkopytkuje niestety nie maja pokrycia.

                PS uczesatniczki macoch pewnie pamietaja, jak kiedys zastanawialam sie, czemu exia go tak nienawidzi i nie wpuszcza za prog swojego domu. No wiec, teraz juz wiem, i zamierzam pojsc w jej slady.
    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 15:56
      Ja też jestem od niedawna po rozwodzie ale od 1,5 roku nie mieszkamy razem. Synek ma teraz 4 lata, został ze mną, z tatą widuje się w sobotę lub niedzielę na cały dzień ale bez nocowania. Nie wykluczam tego w przyszłości ale na razie ani ex o to nie prosił ani synek nie nalega. Dla niego ta sytuacja póki co wydaje się naturalna, innej nie pamięta. O opiece naprzemiennej i tak nie mogłoby być mowy ani teraz ani nawet w odległej przyszłości bo mój ex pon-pt jest w ciągłych rozjazdach po PL i nie tylko, nocuje w hotelach, ta praca mu bardzo odpowiada, jeszcze za czasów naszego małżeństwa próbował się "ustatkować" kilka razy ale w ogóle mu nie wychodziło więc nie sądzę żeby kiedykolwiek zmienił pracę na stacjonarną. Synek chętnie jeździ do taty, z ex mamy dobre relacje, w sprawach syna dogadujemy się bez problemów, rozstaliśmy się z powodu klasycznej niezgodności charakterów, nie było żadnych zdrad, awantur itp. więc pewnie łatwiej dogadać się teraz. Jak synek był chory sama proponowałam żeby spędził z nim czas u mnie w domu, nie miałam z tym żadnych problemów, proponowałam herbatę, kawę, zupełny luz. Podczas rozwodu nie wnosiłam o orzeczenie o winie ani o ograniczenie władzy rodzicielskiej ani nawet o ustalenie kontaktów i alimentów, wszystko mamy dogadane "po dobroci" chociaż wnosiłam o wskazanie miejsca zamieszkania dziecka przy matce. Bo szczerze przyznam, że miałabym problem z akceptacją opieki naprzemiennej bo już pomijając, że mam mieszane uczucia w ogóle czy takie dwa domy są dobre dla dziecka to strasznie tęskniłabym za synkiem, zwłaszcza gdyby to był układ np. po dwa tygodnie, może najwyżej gdyby zamiana była co 2-3 dni...Natomiast jedna sprawa byłaby dla mnie naprawdę mega ciężkim orzechem do zgryzienia tj. ewentualna nowa partnerka ojca. Nie chodzi o to że ja coś jeszcze czuję do ex męża, chciałabym żebyśmy się zeszli itp. Broń Boże, wręcz przeciwnie. Jeśli chodziłoby tylko o nas to ex mąż z moim błogosławieństwem może natychmiast nawiązywać sobie nowe związki jakie tylko mu się żywnie podoba ale zupełnie nie widzę roli takiej nowej partnerki w życiu mojego dziecka. Kto to w ogóle miałby dla niego być ? Jeszcze pół biedy gdyby kontakty z ojcem były takie jak teraz czy spotkania 10-19, ot taka pani byłaby po prostu kolejną znajomą ojca, coś w rodzaju koleżanki, żony kolegi czy mojej koleżanki itp. w końcu synek spotyka moich i męża znajomych i nie ma w tym nic złego. Natomiast gdyby syn miał mieszkać u nich w domu ( nawet tylko na weekend ) czy wyjeżdżać razem na wakacje to obawiam się, że mogłabym bardzo ostro postawić granicę, że ta pani wobec mojego dziecka nie może nic, nie ma najmniejszego prawa do niczego, nawet do zwrócenia uwagi, że wolno jej wobec niego postępować tylko tak jak postępuje się wobec dzieci znajomych czy przyjaciół, żeby w żadnym wypadku nie próbowało ingerować w wychowanie dziecka, przynajmniej bezpośrednio bo co mówiłaby jego ojcu na to oczywiście wpływu nie mam i nawet nie chciałabym mieć. No ale póki co to tylko problem teoretyczny bo ex nie ma na razie nikogo a biorąc pod uwagę jego tryb zycia i "słodki" charakterek raczej nie sądzę żeby w ogóle miał ochotę wiązać się z kimś na poważnie.
          • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 16:54
            No na tym, co piszesz o ewentualnej partnerce twojego byłego. Jeszcze jej nie ma, a ty już sobie projektujesz, jak to będzie strasznie, gdyby mieli np. wyjeżdżać na weekendy. I jeszcze otwarcie piszesz, że ona nie będzie miała prawa nawet słusznie zwrócić uwagi twojemu dziecku. Przecież taki zakaz w ogóle uniemożliwiał by im normalne funkcjonowanie, nie mówiąc o tym, że byłby całkiem irracjonalny. No, miła to nie jesteś. Możliwe, że twój eks też święty nie był, ale i ty charakterek masz.
            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 17:02
              Mnie ten temat nie męczy bo jak pisałam jest czysto teoretyczny ale jak weszlam w wątek to tak mnie naszło. Uważam po prostu że relacje nowych partnerów wszystko jedno czy ojca czy matki z dziećmi z poprzedniego związku powinny być takie jak relacje z dziećmi znajomych i nic więcej. Mam przyjaciółkę, jestem chrzestną jej córki, bardzo lubię jej córkę, to fajna mądra dziewczynka, jak się spotykamy pogadam z nią, czasem coś kupię i nawet bardzo się staram przy wyborze prezentów ale do głowy by mi nie przyszło żeby ją wychowywać, pouczać, strofować itp. W sprawy cudzych dzieci ingeruję tylko wtedy jeśli ich zachowanie stanowi bezpośrednie niebezpieczeństwo dla nich samych lub osób trzecich. I tak, uważam, że znajoma nie ma prawa zwracać mojemu dziecku uwagi, nawet jeśli to uwaga słuszna. Czy to mnie czyni wredną ?
              • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 17:19
                Ale rodzina to nie to samo co relacje przyjacielskie. A nawet w relacjach przyjacielskich jak najbardziej można zwrócić uwagę dziecku przyjaciółki w pewnych przypadkach. Na przykład: proszę, nie krzycz, bo mi to przeszkadza.

                I czy się tobie to podoba, czy nie, to nowa żona/partnerka twojego eks w pewien sposób stanie się rodziną dla twojego dziecka. Jeżeli będzie spędzało u nich czas, to będzie musiało się dostosować do ich warunków i ich sposobu wychowania. Nie jesteś wyłączną właścicielką swojego dziecka, ono im będzie starsze, tym większej ilości wpływów będzie podlegać. Ojca, dziadków, nauczyciela, starszego kolegi. Musisz się z tym pogodzić.

                >I tak, uważam, że znajoma nie ma prawa zwracać mojemu dziecku uwagi, nawet jeśli to uwaga słuszna. >Czy to mnie czyni wredną ?

                Oczywiście. I to niesamowicie wredną. :( Nie chciałabym mieć nawet takiej znajomej, już nie mówiąc o przyjaciółce. Takie ślepe zapatrzenie w dziecko nie jest ani dobre, ani mądre.
                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 17:24
                  nevada_r napisała:

                  > Ale rodzina to nie to samo co relacje przyjacielskie.

                  Ale druga zona ojca czy też drugi mąż matki to nie jest rodzina dziecka. Poza tym nawet w rodzinie uważam, że nie należy wychylać się z wychowywaniem cudzych dzieci.
                    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 00:08
                      Ja tez wcale nie mysle o nowym zwiazku. Ani nie czuje ze mnie to do czegokolwiek potrzebne ani nie chcialabym fundowac dziecku nowego 'tatusia". On mimo rozwodu ojca ma. Podoba mi sie uklad u jednych znajomych. Facet jak rozstal sie z zona corka miala z 12-13 lat. Corka bardzo obrazila sie na ojca. Z rok albo i dluzej nie chciala ojca na oczy widziec. On probowal ale nic na sile. W koncu emocje opadly. Ulozyli sobie dobra relacje ale corka postawila warunek. Na oczy nie chce ogladac nowej partnerki ojca. Spotykali sie solo najpierw na miescie albo u jego matki i babci dziewczyny raz w tygodniu ba spora czesc dnia. Kilka razy razem gdzies pojechali sle to sie skonczylo bo zwyczajnie dziewczyna dorosla i juz nie chciala z ojcem wyjezdzac. Nowej zonie tez pasuje. Mowi ze calkiem cisnienia niema na tworzenie sztucznych wymuszonych relacji. I tak to trwa juz wiele lat. Dziewczyna juz skonczyla studia. Mieszka samodzielnie i tam zaprasza samego ojca. Wszyscy zadowoleni i to pomimo faktu ze z druga zona tez ma juz dwoje dzieci. Raz zgodzila sie poznac przyrodnie rodzenstwo ale na tym sie skonczylo.
                      • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 08:00
                        Dobrze, że wszyscy zadowoleni ale według mnie zdrowe to te relacje, które odpisałaś nie są. Bo o ile w zupełności rozumiem niechęć dziewczyny do kontaktów z drugą żoną o tyle szkoda więzi, które mogłyby być nawiązane między rodzeństwem.
                        • differentview Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 09:10
                          > Dobrze, że wszyscy zadowoleni ale według mnie zdrowe to te relacje, które odpis
                          > ałaś nie są. Bo o ile w zupełności rozumiem niechęć dziewczyny do kontaktów z d
                          > rugą żoną o tyle szkoda więzi, które mogłyby być nawiązane między rodzeństwem.

                          sa zdrowe; nie ma zadnego obowiazku zeby dziecko nawiazywalo bliskie wiezi z partnerka ojca czy przyrodnim rodzenstwem- moze, jesli chce i czasem sie tak zdarza; czasem te relacje sa swietne, czasem zdystansowane a czasem najzdrowiej zeby nie bylo ich wcale; przejawem zdrowie w rodzinie jest miedzy innynmi to, ze sie dziecka nie zmusza zeby czulo to czego nie czuje( milosci do przyrodniego rodzenstwa) albo nie czulo tego co czuje( niecheci do partnerki ojca)
                          • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 09:55
                            > nie ma zadnego obowiazku zeby dziecko nawiazywalo bliskie wiezi z partnerka ojca czy przyrodnim >rodzenstwem

                            Nie ma, ale mnie się nie podoba co innego - dziecko [pewnie przekabacone przez matkę] postawiło idiotyczny warunek, że nie chce widywać nowej dziewczyny ojca]. To jest nie do przyjęcia w zdrowej rodzinie . Być może gdyby te kontakty były, to dzieciak przekonałby się, że macocha nie gryzie, a nowe rodzeństwo jest fajne. Nie chodzi o zmuszanie, tylko o normalne życie; bo dzieciak też się musi pogodzić, że sytuacja rodzinna się zmieniła, trudno. Nie musi lubić nowej rodziny, ale nienawidzić ich też nie może [okazywać tego też nie].

                            Smutne, jak dorośli pogrywają dzieckiem. :/
                            • differentview Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:23
                              nevada_r napisała:

                              > > nie ma zadnego obowiazku zeby dziecko nawiazywalo bliskie wiezi z partner
                              > ka ojca czy przyrodnim >rodzenstwem
                              >
                              > Nie ma, ale mnie się nie podoba co innego - dziecko [pewnie przekabacone przez
                              > matkę] postawiło idiotyczny warunek, że nie chce widywać nowej dziewczyny ojca

                              mysle, ze niechec do partnerki ojca nie musi wynikac z przekabacenia przez matke- ot po prostu- dla corki ta kobieta jest obca osoba- moze zaistniec dobra relacja, moze zaistniec zla lub moze w ogole nie dojsc do spotkania- kazda opcja jest moim zdaniem zdrowa i zrozumiala; to tak jakbys uznala, ze ex zona tez powinna podtrzymywac dobra realcje z nowa partnerka meza- czasem tak sie dzieje a czasem byloby to chore i masochistyczne( np w sytuacji gdy porzucona zona nadal kocha ex meza, ktory odszedl od niej bo sie zakochal w nowej partnerce)
                              • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:27
                                No ale tu sytuacja była taka, że ta córka nawet NIE DAŁA SZANSY macosze; nawet nie chciała jej spotkać. A głupi ojciec się na to zgodził, podtrzymując tę nienawiść. To jest nie ok.I już nie chodzi o macochę, ale później było nowe rodzeństwo - i ta córka na nich też przeniosła niechęć czy nienawiść, a to przecież jej bliska rodzina.
                                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:36
                                  Szanse na spotkanie z nowa partnerką ojca dziewczyna miała. Przecież ojciec jej tego nie zabronił, na pewno proponował. To ona WYBRAŁA, że nie chce a biorąc pod uwagę, że była już prawie nastolatką miała do takiego wyboru pełne prawo. Ojciec moim zdaniem zachował się jak najbardziej w porządku szanując jej wybór i jej uczucia. Nie bez znaczenia na pewno były okoliczności rozpadu małżeństwa jej rodziców. Facet twierdzi, że małżeństwo od dawna było fikcją, że nie kochał już żony, że było mu z nią źle ale jednak najpierw przygotował sobie miękkie lądowanie u kochanki a potem zostawił żonę chociaż uczciwie byłoby załatwić sprawę odwrotnie.
                                  Co do relacji z przyrodnim rodzeństwem - trzeba wziąć też pod uwagę róznicę wieku wynoszącą 15-20 lat. To całe pokolenie. Poza tym ona w końcu po x latach zgodziła się poznac to rodzeństwo, dzieci miały wtedy chyba 6 i 2 lata. Spotkała się z nimi raz, przyniosła prezenty i ponownie wybrała, że więcej nie chce. Tu nie chodzi o nienawiść bo wątpię żeby przynajmniej wobec dzieci ją czuła tylko wybór, że nie chce tych relacji.
                                  • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:42
                                    To trzeba było od razu napisać, że chodziło o urażoną dumę i zranione uczucia porzuconej matki.

                                    Ojciec powinien był córkę postawic przed faktem dokonanym i zorganizować w neutralnym miejscu spotkanie ze swoją partnerką. 12-latka nie musiała jej lubić, natomiast powinna była kobietę poznać i zachowywać się uprzejmie.
                                      • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:37
                                        Chyba nie zdajesz sobie sprawy, że osobiście zamierzasz dołożyć swojemu synkowi negatywnych uczuć i ewidentnie chcesz pokazać, kto tu rządzi. Nie rób tego! Nie zabraniaj dziecku kontaktów z next i nie ustawiaj dziecka, bo zrobisz mu krzywdę. Dzieci nie chcą być wciągane w konflikt.
                                    • differentview Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:49
                                      > Ojciec powinien był córkę postawic przed faktem dokonanym i zorganizować w neut
                                      > ralnym miejscu spotkanie ze swoją partnerką. 12-latka nie musiała jej lubić, na
                                      > tomiast powinna była kobietę poznać i zachowywać się uprzejmie.

                                      i czemu to stawianie przed faktem dokonanym mialoby sluzyc? poznalabym i co dalej? nadal moglaby nie miec ochoty na kontakty z ta kobieta; czemu i komu mialyby sluzyc kontakty bedace fasadowo uprzejme a faktycznie pelne niecheci?
                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:43
                                    Znam tez odwrotny przypadek. To matka znalazła sobie kochanka. Syn miał 14 lat. Ona wyprowadziła się z domu i zamieszkała z nowym facetem. Syn stanowczo stwierdził, że chce zostać z ojcem. I ta kobieta z uporem godnym lepszej sprawy zamiast dbać o własne relacje z synem wiecznie, prawie co spotkanie, ładuje chłopaka w kontakty z nowym partnerem chociaż syn bardzo wyraźnie jej mówi, że nie ma na to ochoty, nie chce go poznawać, nie podoba mu się ten facet, nie lubi go, źle się czuje w jego towarzystwie. Chłopak zaraz będzie miał 16 lat. Jak można tak nie liczyć się uczuciami swojego dziecka a mysleć tylko o sobie, a tak naprawde to najbardziej o nowym facecie. No i kobitce bardzo głupio bo chłopak powiedział również przed sądem że nie chce spotykać "tego pana". Sprawa w toku ale bardzo ciekawa jestem orzeczenia sądu bo coś czuję, że sąd stanie po stronie dziecka i ustanowi kontakty bez obecności nowego partnera matki.
                                    • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:22
                                      I co ty z takim nastawieniem zrobisz, jak się zakochasz? Wiem, wiem - teraz nie czujesz takiej potrzeby. Ale to, że teraz jej nie czujesz, nie oznacza, że nigdy nie poczujesz. No man is an island. Czy może chcesz dziecku wmówić, że jak jedna relacja nie wypaliła, to nie należy już nigdy w żadną wchodzić? Skrzywdzisz tym dziecko dużo bardziej, aniżeli przedstawiając mu nowego partnera lub nową partnerkę taty. Związki się czasami rozpadają, ale to nie znaczy, że należy się umartwiać i żyć w celibacie, a tym bardziej pokazywać dziecku, że skoro raz nie wyszło, to nie należy nawet próbować. To mało wychowawcze.
                                      • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:31
                                        Po pierwsze nie żyję z dzieckiem na pustyni. Mam rodzinę i przyjaciół mających dobre związki więc dziecko widzi, że takie też mogą być. Po drugie idąc tym tokiem rozumowania to nawet jeśli nie mam na to zupełnie ochoty powinnam wręcz na siłę kogoś poszukać żeby dziecku pokazać, że po rozpadzie jednego związku mozna mieć inny, udany. Jak dla mnie bez sensu. Poza tym ja nie napisałam, że po rozwodzie jeśli ma się dziecko nie wolno pod żadnym pozorem wchodzić w nowy związek tylko napisałam jaka moim zdaniem powinna być relacja dziecka z nowym partnerem ( a więc przede wszystkim nie uzurpowanie sobie prawa do wchodzenia w rolę rodzica i traktowanie dziecka tak jak traktuje się dzieci z dalszej rodziny czy dzieci przyjaciół ) oraz że należy uwzględniać opinię dziecka jeżeli ono nie ma ochoty na żadne kontakty z nowymi partnerami rodziców. Zgadzam się, że to trudne zwłaszcza jeśli dziecko jest małe ( logistycznie ) oraz wtedy gdy chodzi o partnera tego rodzica z którym dziecko mieszka. ( być może w ogóle niemozliwe ale wtedy tym bardziej trzeba zadbać o wyraźne wytyczenie granic )
                                        • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:46
                                          A wiesz też, jak to wygląda realnie, czy tylko teoretyzujesz? Bo ja ci powiem jak to wygląda realnie - jeżeli ktoś spędza z nieswoim dzieckiem dużo czasu, np. każdy wieczór w tygodniu, każdy weekend czy jakikolwiek okres czasu dłuższy niż 2-3 godziny, to zakazanie mu reagowania na działania dziecka jest po prostu upupianiem. Zakładam, że dorośli ludzie, z którymi decydujemy się mieć dzieci mają tyle naszego zaufania, iż wierzymy, że potrafią sobie wybrać partnera/partnerkę, a nie wprowadzają do domu kryminalistów po odwyku i pobycie w zakładzie psychiatrycznym. Gdyby mój mąż powiedział mi, że nie mam prawa zwrócić uwagi jego synom, kiedy widzę, że źle się zachowują czy robią coś np. niebezpiecznego, to raczej w ogóle zrezygnowałabym ze wspólnych wyjść itp. Analogicznie uważam, że moi przyjaciele/rodzina i inni bliscy mają prawo zwrócić uwagę mojemu dziecku - by nie rozlewało picia, nie rysowało po podłodze i wiele innych. Nie - nakrzyczeć na dziecko, zrobić mu awanturę, tylko zwrócić uwagę.
                                          I nie, nie sugeruję, że dla dobra dziecka masz wchodzić z kimś w relację na siłę. Mówię tylko, że jesteś teraz nieobiektywna, bo tej relacji w tej chwili nie chcesz. Ale może twój ex już chce, albo nawet już ją ma i będziesz musiała się z tym zmierzyć.
                                        • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:50
                                          >nie uzurpowanie sobie prawa do wchodzenia w rolę rodzica

                                          To NIE jest uzurpowanie. To jest to, czego ty nie potrafisz zrozumieć. Zawsze tylko ty będziesz matką, niezależnie od tego,ile macoch by się przewinęło w życiu twojego dziecka, ale i macocha wchodzi do rodziny, czy ci się to podoba, czy nie. Nie musisz być zazdrosna.

                                          Naprawdę cieszę się, że nie jestem twoją znajomą. :/
                                          • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:12
                                            I to nas różni. Nowi partnerzy rodziców nie są rodziną dziecka. O ile dziecko rodziców ma, zyją, nie porzucili dziecka, to powinni zachowywać się wobec dziecka jak osoby znajome, co przeciez nie oznacza że sobie wrogie. Osobną kwestią pozostaje zastąpienie rodzica, którego nie ma, wtedy owszem można wejść w rolę rodzica, a nawet jest to pożądane. Ale jeśli po rozwodzie dziecko ma prawidłowe relacje z obojgiem rodziców to tam za bardzo miejsca dla partnerów nie ma.
                                            • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:40
                                              julita165 napisała:

                                              > I to nas różni. Nowi partnerzy rodziców nie są rodziną dziecka.

                                              Ale słyszałaś pewnie, że "do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska"?
                                              Tu nie chodzi o przejmowanie roli rodzica, przecież.
                                              Ale skoro mowa o "wychowaniu", to w tym uczestniczy nie tylko mama i tata. Którzy oczywiście pełnią tu rolę nadrzędną. Ale niereagowanie na niewłaściwe zachowanie dziecka jest niedobre. Dziecko nie będzie żyło całe życie tylko z mamą i tatą. I będzie musiało liczyć się ze zdaniem różnych osób, które w życiu spotka.
                                              • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:48
                                                Napisałaś, że dziecko w życiu będzie musiało liczyć się ze zdaniem wielu osób. Pełna zgoda. Chcę wychować kulturalnego człowieka, ktory umie zachować się w każdej sytuacji i z każdym człowiekiem. Sama nigdy nie pozwoliłabym synowi na żadne chamskie zachowanie wobec nowej partnerki ojca. Ale to nie znaczy, że sama się zgadzam ani też zgodziłabym się zeby dziecko ( dopóki jest dzieckiem i samo o sobie nie decyduje ) wchodziło w relacje opartą na zupełnie fałszywych przesłankach jakoby partnerka ojca to jakaś jego rodzina i relacje mają mieć rodzinne. Nie, relacje moga być ( o ile dziecko sobie tego zyczy ) jak z moja koleżanką.
                                                • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:24
                                                  julita165 napisała:

                                                  > ani też zgodziłabym się zeby dziecko ( dopóki jest dzieckiem i samo o sobie nie decyduje )
                                                  > wchodziło w relacje opartą na zupełnie fałszywych przesłankach jakoby partnerka ojca to
                                                  > jakaś jego rodzina i relacje mają mieć rodzinne. Nie, relacje moga być ( o ile dziecko sobie
                                                  > tego zyczy ) jak z moja koleżanką.

                                                  Ale chyba nikt nie chce powiedzieć, że partnerka ojca ma matkować jego dzieciom. Tyle że "wychowywanie" to nie jest przejmowanie roli rodzica.

                                                  I choćbyś nie wiem, jak się starała, to SAMA dziecka nie wychowasz.

                                                  Zresztą - czasem w rodzinie jest tak, że jednej ciotki się nie znosi (choć to rodzona rodzina, krew z krwi, jakby nie było), a przyszywaną ciocię, czyli sąsiadkę, przyjaciółkę mamy - uwielbia. I słucha się jej, kiedy "wychowuje".
                                                  Pewnie, że w przypadku nowej partnerki ojca sytuacja jest bardziej drażliwa, nie ma siły inaczej. Ale też nikt tutaj nie mówi, że ma się stać ona drugą matką na czas, kiedy dziecko z nią przebywa....?
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:27
                                                    ola_dom napisała:
                                                    Ale też nikt tutaj nie mówi, że ma się stać ona drugą matką
                                                    > na czas, kiedy dziecko z nią przebywa....?

                                                    No i o to właśnie chodzi. Żeby wyraźnie zaznaczyć, że to nie jest żadna matka na zastępstwo a w związku z tym żadnych "praw" wobec dziecka nie posiada.

                                                  • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:35
                                                    Ale obowiązki już pewnie tak, prawda? Bo pewnie byłabyś świecie oburzona, gdyby np. nie chciała usmażyć twojemu dziecku naleśników na śniadanie, zaprać mu plamy po soku na nowej bluzce i wielu zrobić wielu innych rzeczy. Czy też jeśli nie ma żadnych praw do dziecka, to również żadnych obowiązków?
                                                    Dla mnie to horror. I pisze to osoba, która nie wtrynia się w relacje pomiędzy mężem a jego dziećmi i cieszy się, kiedy przynajmniej znaczna ich część odbywa się poza mną. Ale mimo wszystko uznaję, że to, co wypisujesz jest chore. Kiedy syn M przyjechał przeziębiony, to kupiłam mu lekarstwa i robiłam ciepłą herbatę. Kiedy młodszy wybrudził smarem koszulkę od mamy, to robiłam wszystko, by ją uratować, bo rozumiałam, że jest dla niego ważna. Ale mój mąż też nie powie mi, że nie mam prawa niczego powiedzieć jego dzieciom, zwrócić im uwagi. Ba, parę razy, jak ostro przegięli, to dostali prawdziwy ochrzan. Tak samo rozmawiałam z nimi o wyborze szkoły, problemach, dziewczynach, relacjach. Nawet o seksie z nimi rozmawiałam i jakoś nikt z tego powodu włosów z głowy nie rwie.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:38
                                                    Tak. Ona nie ma żadnych obowiązków. Obowiązkiem ojca jest żeby dziecko nie chodziło głodne i brudne. Czy załatwi to sam czy przy pomocy innej osoby to już sprawa między nim, a ta osobą. Jeżeli w stosunku do kogoś miałabym pretensje to tylko w stosunku do ojca. Dlaczego miałabym się czepiać obcej osoby że nie zajmuje się moim dzieckiem ? Absurd.
                                                  • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:44
                                                    Aha, czyli jakbyś usłyszała: mamo, Next nie zrobiła mi naleśników, choć ją o to prosiłem/am, to powiedziałabyś: musisz zrozumieć, że skoro zabraniem Next ingerować w twoją osobę, to ona może odmówić wykonywania twoich próśb, takie jest jej prawo?
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:22
                                                    Będąc w towarzystwie ojca i partnerki jeżeli mu to odpowiada może ją o coś prosić. Jeżeli mu odmówi to nie powinno mieć do niej żadnej pretensji natomiast powinno zwrócić się w takiej sytuacji do ojca. Tak tłumaczyłabym to dziecku żeby na podanym przykładzie jeśli partnerka ojca nie chce mu robić naleśników do czego ma święte prawo powinien poprosić o to ojca.
                                                  • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:31
                                                    julita165 napisała:

                                                    > jeśli partnerka ojca nie chce mu robić naleśników do czego ma święte prawo powinien poprosić o to ojca.

                                                    To oczywiste.
                                                    Ale napisałaś tak, że dziecko OD RAZU I WYŁĄCZNIE ma prosić o to ojca, i w ogóle nie zwracać się w tej sprawie do jego partnerki.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:52
                                                    Nie jest pierwsze bo może odmówić i nikt nie ma prawa mieć o to do niej pretensji. Czy jeśli podam córce koleżanki podczas wizyty u mnie w domu szklankę soku to upoważnia mnie to do jej wychowywania ? Oczywiście że nie i tu jest taka sama sytuacja
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:21
                                                    A dlaczego zakładasz, że będzie chciała wchodzić w jakąś inna rolę? To chyba normalne, że gdy dzieciaczek wchodzi komuś na łeb, to każdy - znajomy, czy dalsza rodzina ma prawo mu powiedzieć "stop". Twoje dziecko podlega regułom i ma je szanować. Next ma takie same prawa jak znajomi, czy rodzina, zwłaszcza w swoim domu.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:26
                                                    basiastel napisała:

                                                    Next ma takie same prawa jak znajomi, czy rodzina, zwłaszcza w swoim d
                                                    > omu.

                                                    No i wreszcie dotarliśmy do sedna :-) Toż ja od początku piszę, że next to rodzaj takiej znajomej dziecka i ma prawa wynikające z takiej właśnie pozycji.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:26
                                                    Przecież tu nie chodzi o zwrócenie uwagi typu "uważaj bo nadepniesz kota". Chodzi mi o kwestie bardziej zasadnicze dla kształtowania osobowości dziecka. I to wg mnie jest domena rodziców. To będę inne sprawy kiedy dziecko ma 4 lata, inne kiedy ma 10 a inne jak ma 16.
                                                    Piszesz że mam skupić się na tym żeby syn zachowywał się przyzwoicie. Różni ludzi różnie takie pojęcia interpretują. Jest jakieś wspólne minimum ale poza tym można się diametralnie różnić. Nie oceniając kto ma rację uważam, że jeżeli zachowanie dziecka mieści się w granicach normy, nie jest niebezpieczne, chamskie, takie ktore powszechnie przyjmuje się za niedopuszczalne aczkolwiek jest różne od wyobrażeń next jak powinno zachowywać się dziecko w danym wieku, jakie powinno być to powinna ugryźć się w język.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:40
                                                    No i głupi przykład bo pisałam, że nie takie sytuacje chodzi. Tylko np. o takie. Dziecko partnera mieszka z Tobą na stałe czy nawet czasowo ale traf chciał akurat była wywiadówka w szkole. Ojciec wraca z informacją o pięciu lufach, z obserwacji widzisz, że dziecko nie za bardzo przykłada się do nauki. Uważasz, obiektywnie słusznie, że trzba je jakoś do nauki zdopingować. Co robisz ? Dołączasz do ojca, robi dziecku w tej sprawie uwagi czy milczysz, wycofujesz się. Moim zdaniem powinnaś się wycofać, to nie nalezy do Ciebie.
                                                  • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:31
                                                    > Co robisz ? Dołączas
                                                    > z do ojca, robi dziecku w tej sprawie uwagi czy milczysz, wycofujesz się. Moim
                                                    > zdaniem powinnaś się wycofać, to nie nalezy do Ciebie.

                                                    Pytam dziecka z czym ma problem i w czym mogę mu pomóc, biorę książki i zeszyty i siadam do lekcji, na których znam się lepiej niż ojciec.
                                                    I kurczę, moja wyobraźnia jest zbyt ograniczona żeby pojawiła się w niej wizja protestującego pasierba czy jego rodziców.
                                                  • yoma Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:55
                                                    Głupi przykład. Mój jest dobry, bo realny i dotyczy konkretnej sytuacji dotykającej bezpośrednio mnie i stanu mojej podłogi. Słucham. Każesz Zuzi pozbierać papierki czy sama zbierasz? A może piszesz maila do partnera, żeby kazał Zuzi pozbierać?
                                                  • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:27
                                                    julita165 napisała:

                                                    > No rzeczywiście mam mega wymagania. Żeby ewentualna next traktowała moje dzieck
                                                    > o tak samo jak traktuje się dzieci znajomych czy dalszej rodziny i nie wychodzi
                                                    > ła poza taką rolę.
                                                    Horror prawdziwy

                                                    A jeśli tak, to ja się idealnie wpisuję :) Ponieważ wszystkie dzieci przebywające w moim domu traktuję tak samo. WSZYSTKIE. I jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć komentarza, że wychodzę poza swoją rolę :P
                                            • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:48
                                              A czy myślisz, że taki partner to tak marzy o wychowywaniu cudzych dzieci? Ale jak rodzina staje się patchworkowa i są kontakty, to jest też normalność, np. zwrócenie dziecku uwagi. Matka, która mówi dziecku, że macocha nie ma prawa mu zwrócić uwagi, robi własnemu dziecku dużą krzywdę.
                                            • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 10:57
                                              > Nowi partnerzy rodziców nie są rodziną dziecka.

                                              Ale są powinowatymi i w rozumieniu prawa, osobami bliskimi :) Możesz tupać nogą, że się nie zgadzasz, ale takie są fakty.
                                              I powiem, że żal mi Twojego dziecka, bo jeśli będziesz trzymała się swoich głupich zasad (choć mam nadzieję, że zmądrzejesz z czasem), a Twój ex na to też pójdzie, zabierzecie dziecku szansę na to, by zobaczyło, że dwoje ludzi może się kochać i tworzyć dobry związek.
                                      • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:49
                                        Znam jeszcze jedną rodzinę na pozór ideał patchworku. On + ona + jej córka z pierwszego małżeństwa + ich wspólna córka na stałe natomiast jego córka z nimi co drugi weekend, jakąś część świąt , ferii, wakacji. Wiek dzieci to obecnie odpowiednio 18,5,13 lat. Taki układ trwa od dawna, chyba z 9 lat. Przyznam, że zbyt słabo ich znam, widujemy się kilka razy do roku na imprezach w większym gronie, żeby wydawać ostateczne sądy ale na moje oko jakieś tarcia tam są, jego córka zawsze jest mocno nadęta i zatopiona we własnych sprawach ( tablet ) ale może to taki wiek. Ostatnio też powiedziała że nie chce jechac z nimi na wakacje ale może to też wiek. Jej córka podobno ( wiadomości przez osobę trzecią ) sama często podkreśla, że on nie jest jej ojcem, raz sama słyszałam jak na jego uwagę dotyczącą godziny powrotu do domu powiedziała, że to sprawa pomiędzy nią a jej matką i nie ma prawa robić jej żadnych uwag. Także chyba taka sielanka to nie jest.
                                        • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:00
                                          >raz sama słyszałam jak na jego uwagę dotyczącą godziny powrotu do domu powiedziała, że to sprawa >pomiędzy nią a jej matką i nie ma prawa robić jej żadnych uwag.

                                          Matka powinna ucinać w zarodku takie idiotyczne uwagi. Nie jest jej ojcem,ale jest partnerem jej matki i osobą dorosłą, za nią odpowiedzialną. I powinna go słuchać. Cała sytuacja wynika pewnie z tego,że tam wszyscy mają takie chore podejście, jak ty - że to tylko rodzic ma prawo zwracać uwagę dziecku. Sama widzisz, że to nie działa jak powinno,
                                            • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:33
                                              Zgadzam się w 1100% z Nevada_r i od razu odpowiem na:

                                              > A czy Ty czasem sama nie masz problemów z akceptacją nie
                                              > akceptowania Ciebie przez dzieci byłego partnera ?

                                              Nie, nigdy. I dzieci męża nie komentują w żaden sposób tego, że coś im nakazuję, czegoś zabraniam czy o coś opieprzam.
                                              Ale ja mam mądrego męża, a on ma mądrą ex żonę :)
                      • dushychka Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:59
                        Tak ojciec ciapa, córka która go nie szanuje i tyle. Taka to przez kolano trzeba przełożyć i wprac. To jest dopiero chore co wczyniala ta córka. Twoje podejście tez jest chore. Jak Twój partner wejdzie w nowy związek a Twoje dziecko będzie y niego przebywać to normalne że będzie mu zwracać uwagę jak zajdzie potrzeba. Bo w każdym domu są jakieś zasady i będzie musiał się do nich dostosować. Nie wiem jaki jest Twój syn i nie będę oceniać tylko tak np. Nie będzie jej lubią i będzie mówił ze jest głupia lub będzie chciał ją opluc czy uderzyć to co ma jej uwagi nie zwrócić? I to szanować? Chyba coś się Pani pomyliło. Pani obraz jest chory bo jest ex one są niestety toksyczne , rządne i maja nie realne wymagania.
                        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:02
                          dushychka napisała:

                          > Tak ojciec ciapa, córka która go nie szanuje i tyle. Taka to przez kolano trzeb
                          > a przełożyć i wprac.

                          Chore to dopiero byłoby zmuszanie dziecka do spotkań z panią, z która ojciec miał ochotę nawiązać romans. Jego prawo romansować jej prawo wymagac żeby jej do tego układu nie mieszać.
                          • dushychka Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:43
                            Jaki romans? Nowa partnerka będzie w takich relacjach co Ty byłaś z ex. Normalny związek, a później może nawet małżeństwo. A Ty myślisz ze jak jesteś jego była zona czyli pierwsza to było to coś lepszego ponad następny związek. To jest żenada. Ok nie chce mnie widzieć nie ma sprawy. Ale ja czy każda net ma prawo brać udział w uroczystościach rodzinnych a jak dziecko nie chce jej widzieć to niech samo rezygnuje z takich okoliczności. A to ze nie chciała się spotykać z rodzeństwem wskazuje na to jakim jest niestety złym człowiekiem. By swoją złość i frustrację wyrzucać na dzieci i rodzeństwo.
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:48
                              Po co ludziom zaraz przypisywać najgorsze cechy i intencje. pogodziła się w końcu z tym, że ojciec ma nową żonę, spotyka się z nim regularnie, mają swoje układy, a drugiej żonie naprawdę to nie przeszkadza, naprawdę nie ma z tym najmniejszego problemu, że mąż spotyka się z córka z pierwszego małżeństwa solo. Wiem o tym na pewno bo to naprawdę bliska przyjaciółka., rozumie i akceptuje tą sytuację.
                              A co do rodzeństwa ? Między nimi jest ok 15-20 lat różnicy. To i tak nie byłby bliski kontakt.
                              • dushychka Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 17:10
                                To nie są najgorsze cechy tylko realne. Sama pisałaś ze chodzą gdzieś do Babci czy coś. A kontakt z rodzeństwem jest ważny nawet jak są duże różnice. Moja ciocia ma drugiego męża urodziła mu 2 córki i jest różnicy 24 lata. Mój brat cioteczny który jest najstarszy ma 32 lata obecnie a one jakoś kolo 15 i chyba 13 mają super ze soba kontakt. Nigdy nie rodzielał, że są po innym ojcu tylko są jego siostrami i koniec. Ale ta dziewczyna dalej uważa się za jedynaczke z własnego egoizmu by mieć ojca tylko dla siebie.
                                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 17:18
                                  No trudno powiedzieć, że ona sobie ojca zwłaszczyła. W końcu na stale jest z dziećmi z pierwszego małżeństwa a z tamtą córką spotyka się raz tygodniu. W zasadzie to teraz rzadziej bo ona jest już zupełnie dorosła, po studiach, samodzielna, ma swoje życie i ich relacje pewnie nie odbiegają od relacji większości dorosłych dzieci z rodzicami.
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:54
                              dushychka napisała:

                              Ale ja czy każda net ma prawo b
                              > rać udział w uroczystościach rodzinnych

                              Może tam była prostsza sytuacja. Żadnych uroczystości rodzinnych nie ma. Jego rodzice nie zyją, matka jeszcze "zahaczyła" o nową partnerkę może rok czy dwa ale była już staruszką nie wychodzącą z domu, brat od 30 lat w Australii, przyjechał raz na pogrzeb matki. Córka jest jedynaczką. Pozostaje im tylko podział świąt. Córka zawsze spędza Wigilie z matką, a z ojcem widuje się na kilka godzin na obiedzie w pierwszy czy drugi dzień świąt. Nowa żona nie ma ciśnienia, że mąż te pare godzin córce poświęci. Córka nie przyszła na ich slub ale wcale tego nie oczekiwali.
                      • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 10:52
                        > Wszyscy zadowoleni

                        Super.
                        A teraz załóżmy, że dziewczyna bierze ślub. Zaprasza tylko ojca, bez żony i dzieci? I ten ojciec idzie? I wszyscy (łącznie z jego żoną, zaznaczam żoną, nie przelotną panienką) uważają, że to OK, kiedy żonaty facet zachowuje się jak kawaler? Tak z ciekawości pytam.
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:45
                              Żebyś wiedziała że fantastyczne. Może dlatego, że nie szukają problemów tam gdzie ich nie ma ani też ich sobie nie tworzą. Ani on ani ona nie mają żadnego problemu z tym, że jedno popołudnie i część wieczoru w tygodniu spędzają osobno albo też ...OMG mąz pójdzie na ślub raz w życiu sam.
                              • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 12:23
                                Ale przecież nie chodzi o RAZ W ŻYCIU!
                                Przy założeniu, że dziecko męża nie chce mnie znać ani przebywać w moim towarzystwie, spędzamy osobno:
                                - co drugie Święta Bożego Narodzenia,
                                - co drugą Wielkanoc,
                                - tydzień ferii,
                                - miesiąc wakacji
                                - wszystkie uroczystości w rodzinie męża - urodziny jego rodziców, rocznice ślubów
                                Dodatkowo:
                                - jego dziecko nie uczestniczy w naszym ślubie, jego urodzinach
                                Czyli albo małżonkowie spędzają osobno większość ważnych uroczystości, albo / oraz dziecko nie uczestniczy w ważnych wydarzeniach w życiu ojca.
                                Naprawdę uważasz, że jest to zdrowe i normalne?
                                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 12:44
                                  kotradykcja napisała:

                                  > Przy założeniu, że dziecko męża nie chce mnie znać ani przebywać w moim towarzy
                                  > stwie, spędzamy osobno:
                                  > - co drugie Święta Bożego Narodzenia,
                                  > - co drugą Wielkanoc,
                                  > - tydzień ferii,
                                  > - miesiąc wakacji
                                  > - wszystkie uroczystości w rodzinie męża - urodziny jego rodziców, rocznice ślu
                                  > bów
                                  > Dodatkowo:
                                  > - jego dziecko nie uczestniczy w naszym ślubie, jego urodzinach
                                  > Czyli albo małżonkowie spędzają osobno większość ważnych uroczystości, albo / o
                                  > raz dziecko nie uczestniczy w ważnych wydarzeniach w życiu ojca.
                                  > Naprawdę uważasz, że jest to zdrowe i normalne?

                                  Wszystko zależy od okoliczności i nie ma co ukrywać przede wszystkim od wieku dziecka oraz tego, że wszyscy mieszkają w jednym mieście. Zgadzam się, że przy małym dziecku mogło by nie być tak kolorowo. Ale w ich przypadku po kolei
                                  - święta. Wigilie rzeczywiście zawsze spędza z matką. Natomiast z ojcem spotykają się w pierwszy lub drugi dzień na obiad. Spędza z nią popołudnie i wczesny wieczór. Początkowo, dopóki dziewczyna nie zamieszkała na studiach sama spotykali się albo u jego matki ( to była staruszka, z domu już w ogóle nie wychodziła, o nową żonę "zahaczyła" może rok czy dwa i zmarła ) albo "na mieście" . Potem zwyczajnie u córki w mieszkaniu. Zresztą tak też spotykał się z córką normalnie, czasem w tygodniu, czasem w weekend
                                  - wakacje, ferie. Dziewczyna jest dorosła, ma już swoje zycie, nie spędza wakacji z ojcem. Chyba dwa razy jeszcze jak była w LO ojciec pojechał z nią na tydzień na narty. Wakacje pocz części spędzała z matką, a po częsciu już sama na obozach potem ze znajomymi. Nowa żona nart w zyciu na nogach nie miała ( a właściwie miała, jeszcze w szkole ja ją próbowałam uczyć, porażka na całej linii :-) ) i nie ma zamiaru próbować. Poza tym nawet gdyby miały kontakt nie ma nic złego z tym, że ojciec z córka sam na narty pojedzie.
                                  - uroczystości w rodzinie męża. Takowych nie ma. Rodzice nie żyją, ma brata od 30 lat w Australii, który przez ten czas w Pl byl raz. On tam też nie jeździ.
                                  - ich ślub. Córki rzeczywiście nie było, nikt z tego powodu nie płakał i szat nie darł. Ani ojciec, ani nowa żona ani jego córka.
                                  - jego imieniny/urodziny. Facet o ile imprezę urządza to w gronie swoich przyjaciół. Córka pewnie składa mu życzenia i przy najbliższym spotkaniu wręcza prezent. On zaprasza ją na obiad. Ponownie - zero problemów.
                                  Podkreślam, że rozumiem że ten układ wspaniale działa bo córka w momencie rozstania rodziców była nastolatką, na pewno problemów byłoby więcej gdyby miała np. 5 lat. Natomiast nie rozumiem dlaczego taki układ krytykować. I nie rozumiem krytyki w innej gdzies tam wcześniej przytoczonej - matka miała kochanka, zostawiła męża, syn został z ojcem bo sam tak chciał, a że miał 14 lat to trudno dziecko zmuszać. Z matką regularnie się spotyka na kilka godzin w tygodniu. Ona mieszka z nowym partnerem. I chociaz syn tego faceta poznał, wiele razy go widział i wyraźnie komunikuje matce, że go nie lubi, źle czuje się w jego towarzystwie i nie chce go spotykać woli spotykac się z matką u jej matki a swojej babci ( co czasem się zdarza ) albo pod nieobecność jej partnera albo na mieście to matka z uporem godnym lepszej sprawy go do tego zmusza. Trwa sprawa rozwodowa, syn ma juz prawie 16 lat i nawet przed sądem obstaje że chce mieszkać z ojcem, chce spotykac się z matka ale nie chce widywac się z "tym panem". Strasznie ciekawa jestem orzeczenia sądu w zakresie kontaktów z matką.
                          • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 12:01
                            To dlaczego nie dowierzasz, że kobieta nie ma problemu z faktem, że mąż spotyka się solo ze swoim dzieckiem? I skąd u Ciebie przekonanie, że partnerzy wciskają się gdzieś na siłę? Nie czytałaś wątku babki, która wręcz nie chce żadnego kontaktu z dziećmi partnera?
      • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:28
        No to będziesz miała problem, bo ex pewnie kiedyś się z kimś zwiąże i ta next może nie zaakceptować wyznaczonej jej przez Ciebie roli.
        Ja sama byłam taką next, zajmowałam się dzieckiem męża więcej niż on, byłam przez to dziecko bardziej niż on lubiana, ale zwrócić dziecku uwagi nie mogłam, bo dzika awantura była ( chodziło o sytuację, gdy dokuczał siostrze i ta ciągle płakała ). Postawiłam sprawę tak: jeśli ja nie mam prawa nic powiedzieć, to nie będę się zajmowała jego dzieckiem i dzieciaczek nie może bywać w naszym domu. Na szczęście, zrozumiał, że to dość nieuczciwy układ i szybciutko się z takiego jak Twoje stanowiska wycofał. Obawiam się, że będziesz miała ograniczone możliwości decydowania o prawach Twojej next i weź pod uwagę fakt, że 4 -letni chłopaczek za kilka lat może nie być słodkim dzieciątkiem i zwróceniu mu uwagi będzie koniecznością.
        Musisz się chyba liczyć z faktem, że nauczycielka, czy nawet ktoś na ulicy może zwrócić uwagę twojemu dziecku, dlaczego nie next?
        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:35
          Bardzo nie w porządku był układ, że to nie mąż, a Ty musiałaś zajmować się jego dzieckiem. To generalnie problem między wami. Ale gdybym to ja była na miejscu ex żony to porozmawiałabym sobie poważnie z ex mężem w sprawie jego kontaktów z dzieckiem. Skoro nie ma na nie czasu tak bardzo że więcej czasu niż on zajmuje się dzieckiem jego nowa żona to najwyraźniej rewizji wymagają te kontakty bo coś tu mocno szwankuje i on sobie z tym nie radzi.
          • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:41
            A ty zawsze, kiedy tylko nie jesteś w pracy, to zajmujesz się swoim dzieckiem? Kiedy np. zachorujesz, idziesz do lekarza, dentysty, czy wyskakuje ci coś nagłego w pracy to również? Pewnie ktoś wówczas robi to zamiast ciebie - babcia, dziadek, opiekunka, sąsiadka - kto akurat może pomóc. Ja też jestem zdania, że od opieki nad dziećmi są rodzice i czas przeznaczony na to jest czasem ich i dziecka. Ale nie zawsze funkcjonuje to tak idealnie. Rozumiem, że kiedy np. synowe M są u nas, a jemu trafia się w firmie wielki problem, któremu musi zaradzić JUŻ, to ja mam to olać i wyjść z założenia, że to jego sprawa? Bo ja głupia w takiej chwili myślę sobie, że może niech on pracuje i załatwi wszystko jak najszybciej, a my przynajmniej na basen sobie pojedziemy, albo na konie czy zabierzemy psy na spacer.
          • tully.makker Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:48
            z twoich wczesnieszych postów, w tym na emamie, wyjania sie obraz osoby, ktora nie ma pojecia, jak wyglada zycie w malzenstwie i rodzinie. tylko to moze wyjasniac takieb twierdzenia:

            Bardzo nie w porządku był układ, że to nie mąż, a Ty musiałaś zajmować się jego
            > dzieckiem. To generalnie problem między wami. Ale gdybym to ja była na miejscu
            > ex żony to porozmawiałabym sobie poważnie z ex mężem w sprawie jego kontaktów
            > z dzieckiem. Skoro nie ma na nie czasu tak bardzo że więcej czasu niż on zajmuj
            > e się dzieckiem jego nowa żona to najwyraźniej rewizji wymagają te kontakty bo
            > coś tu mocno szwankuje i on sobie z tym nie radzi.

            Otoz w rodzinie jest tak, ze zwykle ludzie dziela sie obowiazkami, Jak jedna osoba robi sniadanie, to dla WSZYSTKICH, a nie osobno robi maz dla swoich dzieci, a osobno zona dla swoich. Kiedy zdarzyl sie wypadek typu polpamienie koszuli, to pomaga ten dorosly, ktory wlasnie jest najblizej i ma czas. O pewnych rzeczach dzieciom latwiej jest rozmawiac z osoba konkretnej plci, albo nie z rodzicem...
            Wszystko to wzbogaca dziecko i jego rozwoj, i przekazuje prawidlowe modele relacji miedzy malzonkami (wspolne zaangazowanie w obowiazki domowe i wzajemna wsparcie) i w rodzinie.
            • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:02
              Dokładnie tak. Dziecko było bardzo lojalne wobec ojca i lubiło robić z nim pewne rzeczy, ale np. lekcje wolało odrabiać ze mną, bo mam więcej cierpliwości. Lubiło sobie też ze mną pogadać. Mamusia jakoś nie miało nic przeciwko i nie obawiała się, że wchodzę w jej rolę, zwłaszcza, że wcale nie miałam na to ochoty. No, ale jak dzieciak był u nas i miał lekcje do odrobienia, to z nim odrabiałam, po prostu.
                    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:18
                      Co to znaczy całkowicie zrezygnować z życia osobistego ? Chodzi o związki damsko-męskie ? Takie pełnoetatowe z zamieszkaniem razem ? Bo przecież życie osobiste to nie tylko zamieszkanie z partnerem. Owszem. Jak już napisałam obecnie w ogóle nie czuję potrzeby wchodzenia w związek z jakimkolwiek facetem a już na pewno w taki ze wspólnym zamieszkiwaniem. A po drugie jestem przekonana, że tak też jest lepiej dla dziecka, które ze mną mieszka.
                      • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:32
                        Tak, miałam na myśli zamieszkanie z kimś i być może założenie rodziny. Przy Twoim podejściu jest to zupełnie niemożliwe. Rozumiem, że w tej chwili możesz nie mieć na to ochoty, z tego co kojarzę jesteś krótko po rozwodzie i dziecko też masz jeszcze małe i absorbujące. Za parę lat się to zmieni. Ja nie twierdzę, że masz na siłę wchodzić w nowy związek jeśli nie czujesz takiej potrzeby. Jednocześnie zrzucanie patologii ludziom, którzy mają odmienne poglądy jest nie ww porządku.
                      • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:50
                        To mogę Ciebie zaskoczyć. Byłam szczęśliwa, gdy moja mama związała się z mężczyzną. Kochałam go jak ojca, wniósł dużo dobrego do mojego życia.
                        Mam też koleżankę, która przez kilkanaście lat ukrywała przed synami związek, bo uważała, że to dla nich lepiej. A oni i tak wiedzieli, dla nich takie spotykanie się po kryjomu było patologią. Na dokładkę facet poznał panią gotową do normalnego związku i sms-em poinformował koleżankę, że już jej dziękuje.
                  • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:17
                    Ale ty nawet nie wiesz, czy twoje dziecko będzie tego odmawiało! No chyba, że mu to wmówisz. Jakoś moje dziecko nie odmawia przebywania z nikim. Jeśli ta osoba jest miła, dobrze się z nią bawi, a w dodatku ma zapewniony odpowiedni czas z mamą i z tatą, to z jakiego powodu ma odmawiać przebywania z kimś innym, bo nie rozumiem? Pojmuję, że np. dojrzewające dziecko rodzica, który rozbił rodzinę, bo się w kimś zakochał, ma prawo czuć niechęć do osoby, która się do tego przyczyniła. Ale jaką niechęć ma czuć do osoby, która nie miała z tym nic wspólnego? Będziesz też bez zastanowienia pozwalać na niechęć np. do nauczyciela muzyki, bo mówi za głośno, do listonosza, bo nie przyniósł nowej gry na czas i ekspedientki w sklepie, bo skończyły się jej ulubione przez dziecko słodycze? Nie, nie należy godzić się na niczym nieuzasadnioną niechęć.
                        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:27
                          Zapewniam Cię, że nie zrobiłabym niczego co mogłoby nastawić dziecko przeciw takiej osobie. W ogóle nie robiłabym ani nie powiedziała dziecku nic na ten temat. Kwestię mojej opinii na temat relacji dziecka z nową partnerką ojca omówiłabym tylko z nim pod nieobecność dziecka przedstawiając swoje stanowisko. Z dzieckiem rozmawiałabym tylko wtedy gdyby dziecko samo komunikowało mi jakieś problemy w tych relacjach. I wtedy w zależności od tego co usłyszałabym od dziecka podejmowałabym odpowiednie kroki.
                          • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:36
                            Dzieci widzą i czują więcej niż chcesz im powiedzieć. Słyszą różnicę w głosie, kiedy mówi się o ludziach, których się lubi i tych, których się nie lubi, widzą inny sposób zachowania wobec nich, czują zdenerwowanie, irytację zmęczenie. Zapewniam cię, że już dziecko 1,5 roczne to zauważa, przedszkolak bez problemu, a im starsze dziecko, tym mniej przed nim ukryjesz. Nie ważne, co sobie wymyślisz, ważna jest umiejętność porozumiewania się z ludźmi i dobrego ich traktowania. A ty z góry chcesz traktować partnerkę swojego ex źle.
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:49
                              edw-ina napisała:

                              > . A ty z góry chcesz traktować partnerkę swojego ex źle.

                              Broń Boże. Przedstawiam tylko swoje stanowisko w sprawie właściwych w moich oczach jej relacji z moim dzieckiem. W ogóle bym o niej nie rozmawiała, ani słowa, chyba żeby sam zaczął. Tak jak i nie wnikam czy ex mąż poszedł z synem do kolegi, który tez ma dzieci w podobnym wieku. Jeśli synek po powrocie opowiada, że widział się z tym czy z tamtym to tylko jakos to luźno skomentuje albo zapytam czy miło spędził czas.
                              • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:54
                                tak ci się wydaje. Ty już ustalasz coś, co nie istnieje. W dodatku od razu zakładasz coś złego. Gdybyś miała tak dobre relacje z ex, jak napisałaś, to nie knułabyś takich wizji jak to, co może, a co nie, bo poczekałabyś na to z kim się zwiąże i dopiero wówczas, gdyby była taka konieczność, interweniowałabyś.
                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:59
                                    Poza tym ja jakoś faktycznie nie rozumiem jednej rzeczy. O ile ja dopuszczam mysl, że ktoś może mieć świetne relacje z nowym partnerem rodzica, zwłaszcza jeśli chodzi o starsze dzieci, bardziej świadomie w to wchodzące i tworzące samodzielne relacje o tyle nie kumam tego parcia na stworzenie jakiegoś układu. Były tu już wypowiedzi, że ojciec powinien 12-latkę zmusić. No nie chce to nie.
                                    • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:25
                                      Kto ma parcie na stworzenie układu? On się tworzy samoistnie, a udawanie, że go nie ma dopiero tworzy problemy. Co ty sądzisz, że np. pani spotyka pana z dzieckiem i hip hip hurra już się cieszy, że będzie mogła mu matkować i do tego prze? To wszystko się toczy po prostu, wraz z tym, jak zmienia się życie o relacje poszczególnych osób. A jeszcze odnośnie wychowywania i tego, kto ma do tego prawo, a kto nie. Mogą mnie tu poprawić forumki o większej wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej, bo mi akurat jest bliżej do antropologii niż psychologii, ale wychowaniem potomstwa zajmuje się de facto cała grupa osób, nie koniecznie ze sobą spokrewnionych. Praktycznie każdy, kto ma regularny kontakt z danym dzieckiem wychowuje go poprzez własny przykład, postawę społeczną itp. Naturalnie największy wpływ mają na to najbliżsi i to od ich wydolności wychowawczej zależy, jaką postawę życiową przyjmie potomstwo, jakie wartości uzna za podstawowe itp., ale świat dziecka nie kończy się na ich wpływie i nie powinien się kończyć.