Dodaj do ulubionych

O różnych rodzinach patchworkowych

12.10.15, 09:53
Z jej mamą rozstaliśmy się, gdy Hania miała 3,5 roku. Proszę państwa, dziecko może żyć w trybie cygańskim i przenosić się z domu do domu, jeśli tylko czuje waszą miłość - powiedziała psycholog. Ucieszyłem się, bo nie wyobrażałem sobie, że będę tylko ojcem weekendowym. Czułem, że muszę uczestniczyć w jej życiu.(...)

Hania już chyba nie pamięta tego, kiedy byliśmy z jej mamą razem. Mieszkanie w dwóch domach jest dla niej naturalne. Ale ta patchworkowa logistyka zaczyna ją trochę męczyć, ostatnio zaczęła napomykać: Może byłoby lepiej, gdybym przeniosła się do jednego z was?. Czy nie będzie wam przykro? - pyta. Pewnie, ale wspieramy ją: Rób, jak czujesz. Decyduj.


Ciekawe. Różne rozwiązania i modele. Najważniejsze jednak: elastyczność, wsłuchiwanie się w dziecko i współpraca rodziców.
Brakuje nam społecznej edukacji w tym zakresie.
Obserwuj wątek
    • nammkha Re: O różnych rodzinach patchworkowych 12.10.15, 17:11
      A dlaczego to dziecko ma podróżować między domami?
      Skoro to rodzić jest odpowiedzialny za sytuację to powinien wziąć na siebie ten ciężar.
      A więc to dziecko powinno mieć stały dom, a rodzic mieszkać raz w jednym a raz w drugim mieszkaniu.
      Ale dla większości rodziców to zbyt niewygodne...
      • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 12.10.15, 21:46
        Ale gdzie masz, że "ma"? Przecież w zacytowanym drugim akapicie masz, że właśnie NIE MA.
        • asia_i_p Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 09:37
          Ma, w sensie że tak jest zorganizowana opieka wymienna. Jeszcze nie słyszałam o takiej wersji opieki wymiennej, w której dziecko ma stałe miejsce zamieszkania, a rodzice ruchome.
          • yoma Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 10:06
            "Kochanie, w tym tygodniu mieszka z nami moja była. Zostajesz, idziesz do hotelu czy do mojej mamy?"

            "Kochanie, w tym tygodniu mieszkam z Julką. Tak, oczywiście, Marek też będzie, ale obiecuję, że do niczego nie dojdzie".
          • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 10:41
            asia_i_p napisała:

            > Jeszcze nie słyszałam o takiej wersji opieki wymiennej, w której dziecko ma stałe miejsce
            > zamieszkania, a rodzice ruchome.

            Jest to bardzo często podawane za przykład, JAK taka opieka powinna być zorganizowana. Ale raczej nie z Polski te przykłady...
            Bo niesłychanie ważne jest przecież, żeby dziecko miało swoje miejsce, w którym czuje się bezpiecznie. Jak co dwa tygodnie to miejsce zmienia, to niekoniecznie pomaga osiągnąć to poczucie.
            • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 11:02
              ola_dom napisała:

              > Jest to bardzo często podawane za przykład, JAK taka opieka powinna być zorganizowana.

              Aha... spróbowałam sobie właśnie wyobrazić, jak taka opieka może wyglądać w sytuacji, kiedy oboje rodziców zakładają nowe rodziny i mają inne dzieci... czyli w wielu przypadkach.
              No i teraz sobie tego nie wyobrażam.
          • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 11:22
            W Polsce nagminnie myli się opiekę wspólną z opieka naprzemienną, która to opieka naprzemienna jest zaledwie szczególnym sposobem realizacji opieki wspólnej.
            Przecież te dwa fragmenty pokazują, jak elastycznie, czyli zmiennie w czasie- w zależności od potrzeb dziecka- można tę opiekę wspólną realizować. Np. raz naprzemiennie, innymi razem, stacjonarnie u jednego rodzica. Dokładnie- najpierw jedno, a potem drugie- pokazują owe dwa fragmenty.

            Mnie zadziwia to zaczopowanie się/fiksacja negatywna na tym pierwszym. Ludzie piszą o opiece wspólnej, a czytelnik polski czyta: naprzemienna. I widzi: sztywny podział, zero elastyczności i brak zdania dziecka co do tego wszystkiego.
            • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 13.10.15, 13:59
              Mnie zadziwia to zaczopowanie się/fiksacja negatywna na tym pierwszym. Ludzie p
              > iszą o opiece wspólnej, a czytelnik polski czyta: naprzemienna. I widzi: sztywn
              > y podział, zero elastyczności i brak zdania dziecka co do tego wszystkiego.

              - bo aby to uzyskać, potrzeba prawdziwej współpracy rozwiedzionych rodziców, o co wyjątkowo trudno. Kiedy opisywałam, że mój tata po rozwodzie z mamą mógł bez problemu pojawiać się w domu, odrabiać ze mną lekcje, przychodzić, gdy np. chorowałam i przy tym wszystkim nie musiał przemykać szybko korytarzem, to odpowiedziano mi m.in. "nie po to rozstawałam się z ex, żeby teraz przesiadywał w moim domu". Zazwyczaj rozwód oznacza konflikt, który uniemożliwia racjonalne, obustronnie elastyczne podejście w opiece nad dzieckiem. Umiejętność rozdzielenia swoich emocji od potrzeb dziecka jest rzadka.
              • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 09:40
                > Umiejętność rozdzielenia swoich emocji od potrzeb dziecka jest rzadka.

                I dlatego takie materiały jak ten, który zalinkowałam, są cenne.
                Rzecz jednak w tym, że to w POLSCE jest to umiejętność rzadka. I nad tym warto się pochylać.

                > Kiedy opisywałam, że mój tata po rozwodzie z mamą mógł bez problemu pojawiać się w domu, odrabiać ze mną lekcje, przychodzić, gdy np. chorowałam i przy tym wszystkim nie musiał przemykać szybko korytarzem, to odpowiedziano mi m.in. "nie po to rozstawałam się z ex, żeby teraz przesiadywał w moim domu"

                U nas było podobnie. Gdy o tym pisałam, wielu nie wierzyło i pytali: "to po co się rozstawali" (ci moi rodzice). Polski model rozstawania się to konieczny konflikt i wojna? I czy jest trudne unikać konfliktu? Otóż, doświadczenia ludzi z innych krajów pokazują, że nie. Mówię oczywiście nie o jednostkowych sytuacjach tylko o modelach właśnie.
                • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 10:36
                  O tu pani poradź.
                  forum.gazeta.pl/forum/w,898,159018656,,Jak_rozmawiac_o_pieniadzach.html?v=2
                  Nie na modelach, tylko konkretnie.
                  Pan kasy nie daje, bo nie, bo nie widzi takiej potrzeby i co mu zrobisz. :P
                  • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 11:43
                    Poradziłam.
                    Zrobisz mu, zrobisz, jeśli będziesz chciała.
                    I czego ten przypadek ma dowodzić? Że inni nie mogą się dogadywać?
                    • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 11:48
                      Ależ mogą, tyle że zwykle ludzie nie rozwodzą się dlatego, że się kochają, lubią i znakomicie dogadują. Przyczyną rozwodu/rozpadu związku jest jakiś konflikt - niezaspokojenie potrzeb, nałóg, zdrada, mocno odmienne wizje dalszego życia itd.

                      Tu masz akurat konflikt na tle kasy i systemu wartości, którego nie można - przynajmniej na razie - rozwiązać polubownie.
                      • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 12:02
                        > Ależ mogą, tyle że zwykle ludzie nie rozwodzą się dlatego, że się kochają, lubią i znakomicie dogadują. Przyczyną rozwodu/rozpadu związku jest jakiś konflikt - niezaspokojenie potrzeb, nałóg, zdrada, mocno odmienne wizje dalszego życia itd.

                        Czyli: "gdyby się dogadywali, to by się rozwiedli"... o tym napisałam wyżej, chyba nie doczytałaś. Takie właśnie myślenie powoduje, że ludzie trwają w konfliktach do obkichanej śmierci, niszcząc po drodze życie swoje dzieci. I o takim MODELU piszę.
                        Ludzie rozstają się z rożnych powodów. A to, co zrobią ze sobą i przyszłością rodziny po rozwodzie to jest kolejna sprawa.

                        Ten konkretny przypadek dowodzi li tylko, że pana - albo i oboje- nie nadają się- do modelu niedestruktywnej relacji porozwodowej. Pytanie, dlaczego się nie nadają, bo nadawać by się mogli, gdyby zechcieli.
                        • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 12:05
                          Tu akurat odpowiedź jest bardzo prosta: ponieważ pan uważa, że małżonka - oczekując wkładu finansowego w utrzymanie rodziny - wpędza go w długi i że powinno ją zaspokoić 250 zł miesięcznie.
                          Z jakiego powodu pan tak sądzi jest absolutnie trzeciorzędne, bo istotne są fakty, a nie stany świadomości.
                          • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 12:38
                            Jeśli to są fakty. Faktem w takim razie jest również to, że pani się na to wszystko godziła lata.

                            Nie odpowiedziałaś na zasadnicze pytanie o konflikt, tak chętnie ciągniony w polskich modelach w imię "bo się rozstali".
                          • ada1214 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 13:00
                            Triss, jestem Twoja wierna fanka. Jak zwykle, krotko, zwiezle i przede wszystkim praktycznie.
                            Co do modelowych sytuacji i akademickich dyskusji- no, coz, teoria zawsze przegrywa z praktyka. BTW przypominaja mi sie wyklady z makroekonomii; wykladowca kazdy wykres pieczetowal komentarzem: "to jest prosze panstwa sytuacja modelowa, w oderwaniu od czynnikow nieidealnego rynku, rzeczywistosc wyglada troche inaczej"
                            • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 13:06
                              Ano. Też miałam wykłady z makroekonomii.;)
                              Modele piękna rzecz, natomiast praktyka bywa inna i nie chce współgrać z modelami.
                            • vilez Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 14:56
                              Moja droga, za mną stoi praktyka, o czym pisałam tu nie raz.
                              • ada1214 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 15:56
                                vilez napisała:

                                > Moja droga, za mną stoi praktyka

                                Ach tak. Coz to wiec za pech, ze nikt z forum nie chce w to uwierzyc.
              • tully.makker Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 09:06
                Kiedy opisywałam, że mój tata po rozwodzie z mamą mógł bez
                > problemu pojawiać się w domu, odrabiać ze mną lekcje, przychodzić, gdy np. cho
                > rowałam i przy tym wszystkim nie musiał przemykać szybko korytarzem,

                No niestety, takie rozwiazania nie zawsze sa mozliwe. Z moim pierwszym exem byly - mogl w kazdej chwili przyjsc do dziecka, czesto siedzieli razem w domu, ex dostawal zupe :-). Zachowywal sie z mojego punktu widzenia normalnie, tzn, zajmowal sie dzieckiem, a nie mna.
                Z moim nowym exem takie postepowanie nie jest niestety mozliwe, choc probowalam wiele razy. jego wizyta u dzieci polega na tym, ze chodzi za mna po domu i szuka awantury, dogaduje, sprawdza co robie i próbuje ingerowac w moje dzialania.
                Dlatego po ostatnim weekendzie podjelam decyzje, ze niestety nie bede go wpuszczac do mojego domu. Wiem oczywiscie, ze bedzie probowal mnie namowic do zmiany zdania, ale wiem tez, ze wszelkie obietnice, ze zajmie sie dziecmi a ode mnie sie odkopytkuje niestety nie maja pokrycia.

                PS uczesatniczki macoch pewnie pamietaja, jak kiedys zastanawialam sie, czemu exia go tak nienawidzi i nie wpuszcza za prog swojego domu. No wiec, teraz juz wiem, i zamierzam pojsc w jej slady.
                • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:23
                  Może jak trochę ochłonie, to mu minie?
    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 15:56
      Ja też jestem od niedawna po rozwodzie ale od 1,5 roku nie mieszkamy razem. Synek ma teraz 4 lata, został ze mną, z tatą widuje się w sobotę lub niedzielę na cały dzień ale bez nocowania. Nie wykluczam tego w przyszłości ale na razie ani ex o to nie prosił ani synek nie nalega. Dla niego ta sytuacja póki co wydaje się naturalna, innej nie pamięta. O opiece naprzemiennej i tak nie mogłoby być mowy ani teraz ani nawet w odległej przyszłości bo mój ex pon-pt jest w ciągłych rozjazdach po PL i nie tylko, nocuje w hotelach, ta praca mu bardzo odpowiada, jeszcze za czasów naszego małżeństwa próbował się "ustatkować" kilka razy ale w ogóle mu nie wychodziło więc nie sądzę żeby kiedykolwiek zmienił pracę na stacjonarną. Synek chętnie jeździ do taty, z ex mamy dobre relacje, w sprawach syna dogadujemy się bez problemów, rozstaliśmy się z powodu klasycznej niezgodności charakterów, nie było żadnych zdrad, awantur itp. więc pewnie łatwiej dogadać się teraz. Jak synek był chory sama proponowałam żeby spędził z nim czas u mnie w domu, nie miałam z tym żadnych problemów, proponowałam herbatę, kawę, zupełny luz. Podczas rozwodu nie wnosiłam o orzeczenie o winie ani o ograniczenie władzy rodzicielskiej ani nawet o ustalenie kontaktów i alimentów, wszystko mamy dogadane "po dobroci" chociaż wnosiłam o wskazanie miejsca zamieszkania dziecka przy matce. Bo szczerze przyznam, że miałabym problem z akceptacją opieki naprzemiennej bo już pomijając, że mam mieszane uczucia w ogóle czy takie dwa domy są dobre dla dziecka to strasznie tęskniłabym za synkiem, zwłaszcza gdyby to był układ np. po dwa tygodnie, może najwyżej gdyby zamiana była co 2-3 dni...Natomiast jedna sprawa byłaby dla mnie naprawdę mega ciężkim orzechem do zgryzienia tj. ewentualna nowa partnerka ojca. Nie chodzi o to że ja coś jeszcze czuję do ex męża, chciałabym żebyśmy się zeszli itp. Broń Boże, wręcz przeciwnie. Jeśli chodziłoby tylko o nas to ex mąż z moim błogosławieństwem może natychmiast nawiązywać sobie nowe związki jakie tylko mu się żywnie podoba ale zupełnie nie widzę roli takiej nowej partnerki w życiu mojego dziecka. Kto to w ogóle miałby dla niego być ? Jeszcze pół biedy gdyby kontakty z ojcem były takie jak teraz czy spotkania 10-19, ot taka pani byłaby po prostu kolejną znajomą ojca, coś w rodzaju koleżanki, żony kolegi czy mojej koleżanki itp. w końcu synek spotyka moich i męża znajomych i nie ma w tym nic złego. Natomiast gdyby syn miał mieszkać u nich w domu ( nawet tylko na weekend ) czy wyjeżdżać razem na wakacje to obawiam się, że mogłabym bardzo ostro postawić granicę, że ta pani wobec mojego dziecka nie może nic, nie ma najmniejszego prawa do niczego, nawet do zwrócenia uwagi, że wolno jej wobec niego postępować tylko tak jak postępuje się wobec dzieci znajomych czy przyjaciół, żeby w żadnym wypadku nie próbowało ingerować w wychowanie dziecka, przynajmniej bezpośrednio bo co mówiłaby jego ojcu na to oczywiście wpływu nie mam i nawet nie chciałabym mieć. No ale póki co to tylko problem teoretyczny bo ex nie ma na razie nikogo a biorąc pod uwagę jego tryb zycia i "słodki" charakterek raczej nie sądzę żeby w ogóle miał ochotę wiązać się z kimś na poważnie.
      • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 16:05
        Nie dziwię się, że twój eks się z tobą rozstał, masz paskudny charakter, naprawdę. :(
        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 16:22
          A to czemu ??? Na czym "paskudność"polega ?
          • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 16:54
            No na tym, co piszesz o ewentualnej partnerce twojego byłego. Jeszcze jej nie ma, a ty już sobie projektujesz, jak to będzie strasznie, gdyby mieli np. wyjeżdżać na weekendy. I jeszcze otwarcie piszesz, że ona nie będzie miała prawa nawet słusznie zwrócić uwagi twojemu dziecku. Przecież taki zakaz w ogóle uniemożliwiał by im normalne funkcjonowanie, nie mówiąc o tym, że byłby całkiem irracjonalny. No, miła to nie jesteś. Możliwe, że twój eks też święty nie był, ale i ty charakterek masz.
            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 17:02
              Mnie ten temat nie męczy bo jak pisałam jest czysto teoretyczny ale jak weszlam w wątek to tak mnie naszło. Uważam po prostu że relacje nowych partnerów wszystko jedno czy ojca czy matki z dziećmi z poprzedniego związku powinny być takie jak relacje z dziećmi znajomych i nic więcej. Mam przyjaciółkę, jestem chrzestną jej córki, bardzo lubię jej córkę, to fajna mądra dziewczynka, jak się spotykamy pogadam z nią, czasem coś kupię i nawet bardzo się staram przy wyborze prezentów ale do głowy by mi nie przyszło żeby ją wychowywać, pouczać, strofować itp. W sprawy cudzych dzieci ingeruję tylko wtedy jeśli ich zachowanie stanowi bezpośrednie niebezpieczeństwo dla nich samych lub osób trzecich. I tak, uważam, że znajoma nie ma prawa zwracać mojemu dziecku uwagi, nawet jeśli to uwaga słuszna. Czy to mnie czyni wredną ?
              • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 17:19
                Ale rodzina to nie to samo co relacje przyjacielskie. A nawet w relacjach przyjacielskich jak najbardziej można zwrócić uwagę dziecku przyjaciółki w pewnych przypadkach. Na przykład: proszę, nie krzycz, bo mi to przeszkadza.

                I czy się tobie to podoba, czy nie, to nowa żona/partnerka twojego eks w pewien sposób stanie się rodziną dla twojego dziecka. Jeżeli będzie spędzało u nich czas, to będzie musiało się dostosować do ich warunków i ich sposobu wychowania. Nie jesteś wyłączną właścicielką swojego dziecka, ono im będzie starsze, tym większej ilości wpływów będzie podlegać. Ojca, dziadków, nauczyciela, starszego kolegi. Musisz się z tym pogodzić.

                >I tak, uważam, że znajoma nie ma prawa zwracać mojemu dziecku uwagi, nawet jeśli to uwaga słuszna. >Czy to mnie czyni wredną ?

                Oczywiście. I to niesamowicie wredną. :( Nie chciałabym mieć nawet takiej znajomej, już nie mówiąc o przyjaciółce. Takie ślepe zapatrzenie w dziecko nie jest ani dobre, ani mądre.
                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 17:24
                  nevada_r napisała:

                  > Ale rodzina to nie to samo co relacje przyjacielskie.

                  Ale druga zona ojca czy też drugi mąż matki to nie jest rodzina dziecka. Poza tym nawet w rodzinie uważam, że nie należy wychylać się z wychowywaniem cudzych dzieci.
                  • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 14.10.15, 17:43
                    Jesli są wspólne dzieci, to jest rodzina.
                    Masz takie podejście, bo nie weszłaś w nowy związek po rozwodzie, jak z kimś zamieszkasz, to z czasem zmienisz zdanie.
                    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 00:08
                      Ja tez wcale nie mysle o nowym zwiazku. Ani nie czuje ze mnie to do czegokolwiek potrzebne ani nie chcialabym fundowac dziecku nowego 'tatusia". On mimo rozwodu ojca ma. Podoba mi sie uklad u jednych znajomych. Facet jak rozstal sie z zona corka miala z 12-13 lat. Corka bardzo obrazila sie na ojca. Z rok albo i dluzej nie chciala ojca na oczy widziec. On probowal ale nic na sile. W koncu emocje opadly. Ulozyli sobie dobra relacje ale corka postawila warunek. Na oczy nie chce ogladac nowej partnerki ojca. Spotykali sie solo najpierw na miescie albo u jego matki i babci dziewczyny raz w tygodniu ba spora czesc dnia. Kilka razy razem gdzies pojechali sle to sie skonczylo bo zwyczajnie dziewczyna dorosla i juz nie chciala z ojcem wyjezdzac. Nowej zonie tez pasuje. Mowi ze calkiem cisnienia niema na tworzenie sztucznych wymuszonych relacji. I tak to trwa juz wiele lat. Dziewczyna juz skonczyla studia. Mieszka samodzielnie i tam zaprasza samego ojca. Wszyscy zadowoleni i to pomimo faktu ze z druga zona tez ma juz dwoje dzieci. Raz zgodzila sie poznac przyrodnie rodzenstwo ale na tym sie skonczylo.
                      • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 08:00
                        Dobrze, że wszyscy zadowoleni ale według mnie zdrowe to te relacje, które odpisałaś nie są. Bo o ile w zupełności rozumiem niechęć dziewczyny do kontaktów z drugą żoną o tyle szkoda więzi, które mogłyby być nawiązane między rodzeństwem.
                        • differentview Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 09:10
                          > Dobrze, że wszyscy zadowoleni ale według mnie zdrowe to te relacje, które odpis
                          > ałaś nie są. Bo o ile w zupełności rozumiem niechęć dziewczyny do kontaktów z d
                          > rugą żoną o tyle szkoda więzi, które mogłyby być nawiązane między rodzeństwem.

                          sa zdrowe; nie ma zadnego obowiazku zeby dziecko nawiazywalo bliskie wiezi z partnerka ojca czy przyrodnim rodzenstwem- moze, jesli chce i czasem sie tak zdarza; czasem te relacje sa swietne, czasem zdystansowane a czasem najzdrowiej zeby nie bylo ich wcale; przejawem zdrowie w rodzinie jest miedzy innynmi to, ze sie dziecka nie zmusza zeby czulo to czego nie czuje( milosci do przyrodniego rodzenstwa) albo nie czulo tego co czuje( niecheci do partnerki ojca)
                          • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 09:48
                            Być może ta miłość między rodzeństwem pojawiłaby się, gdyby te kontakty były, choćby w obecności tylko ojca. Nie chodzi o zmuszanie, tylko o danie szansy.
                          • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 09:55
                            > nie ma zadnego obowiazku zeby dziecko nawiazywalo bliskie wiezi z partnerka ojca czy przyrodnim >rodzenstwem

                            Nie ma, ale mnie się nie podoba co innego - dziecko [pewnie przekabacone przez matkę] postawiło idiotyczny warunek, że nie chce widywać nowej dziewczyny ojca]. To jest nie do przyjęcia w zdrowej rodzinie . Być może gdyby te kontakty były, to dzieciak przekonałby się, że macocha nie gryzie, a nowe rodzeństwo jest fajne. Nie chodzi o zmuszanie, tylko o normalne życie; bo dzieciak też się musi pogodzić, że sytuacja rodzinna się zmieniła, trudno. Nie musi lubić nowej rodziny, ale nienawidzić ich też nie może [okazywać tego też nie].

                            Smutne, jak dorośli pogrywają dzieckiem. :/
                            • differentview Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:23
                              nevada_r napisała:

                              > > nie ma zadnego obowiazku zeby dziecko nawiazywalo bliskie wiezi z partner
                              > ka ojca czy przyrodnim >rodzenstwem
                              >
                              > Nie ma, ale mnie się nie podoba co innego - dziecko [pewnie przekabacone przez
                              > matkę] postawiło idiotyczny warunek, że nie chce widywać nowej dziewczyny ojca

                              mysle, ze niechec do partnerki ojca nie musi wynikac z przekabacenia przez matke- ot po prostu- dla corki ta kobieta jest obca osoba- moze zaistniec dobra relacja, moze zaistniec zla lub moze w ogole nie dojsc do spotkania- kazda opcja jest moim zdaniem zdrowa i zrozumiala; to tak jakbys uznala, ze ex zona tez powinna podtrzymywac dobra realcje z nowa partnerka meza- czasem tak sie dzieje a czasem byloby to chore i masochistyczne( np w sytuacji gdy porzucona zona nadal kocha ex meza, ktory odszedl od niej bo sie zakochal w nowej partnerce)
                              • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:27
                                No ale tu sytuacja była taka, że ta córka nawet NIE DAŁA SZANSY macosze; nawet nie chciała jej spotkać. A głupi ojciec się na to zgodził, podtrzymując tę nienawiść. To jest nie ok.I już nie chodzi o macochę, ale później było nowe rodzeństwo - i ta córka na nich też przeniosła niechęć czy nienawiść, a to przecież jej bliska rodzina.
                                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:36
                                  Szanse na spotkanie z nowa partnerką ojca dziewczyna miała. Przecież ojciec jej tego nie zabronił, na pewno proponował. To ona WYBRAŁA, że nie chce a biorąc pod uwagę, że była już prawie nastolatką miała do takiego wyboru pełne prawo. Ojciec moim zdaniem zachował się jak najbardziej w porządku szanując jej wybór i jej uczucia. Nie bez znaczenia na pewno były okoliczności rozpadu małżeństwa jej rodziców. Facet twierdzi, że małżeństwo od dawna było fikcją, że nie kochał już żony, że było mu z nią źle ale jednak najpierw przygotował sobie miękkie lądowanie u kochanki a potem zostawił żonę chociaż uczciwie byłoby załatwić sprawę odwrotnie.
                                  Co do relacji z przyrodnim rodzeństwem - trzeba wziąć też pod uwagę róznicę wieku wynoszącą 15-20 lat. To całe pokolenie. Poza tym ona w końcu po x latach zgodziła się poznac to rodzeństwo, dzieci miały wtedy chyba 6 i 2 lata. Spotkała się z nimi raz, przyniosła prezenty i ponownie wybrała, że więcej nie chce. Tu nie chodzi o nienawiść bo wątpię żeby przynajmniej wobec dzieci ją czuła tylko wybór, że nie chce tych relacji.
                                  • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:42
                                    To trzeba było od razu napisać, że chodziło o urażoną dumę i zranione uczucia porzuconej matki.

                                    Ojciec powinien był córkę postawic przed faktem dokonanym i zorganizować w neutralnym miejscu spotkanie ze swoją partnerką. 12-latka nie musiała jej lubić, natomiast powinna była kobietę poznać i zachowywać się uprzejmie.
                                    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:45
                                      Ale po co ? Po co dokładać dziecku negatywnych uczuć skoro to nikomu do niczego nie jest potrzebne ? Chyba tylko ojcu żeby pokazać kto tu rządzi. Na szczęście ten konkretny facet potrafił przełożyć uczucia córki nad własne
                                      • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:37
                                        Chyba nie zdajesz sobie sprawy, że osobiście zamierzasz dołożyć swojemu synkowi negatywnych uczuć i ewidentnie chcesz pokazać, kto tu rządzi. Nie rób tego! Nie zabraniaj dziecku kontaktów z next i nie ustawiaj dziecka, bo zrobisz mu krzywdę. Dzieci nie chcą być wciągane w konflikt.
                                    • differentview Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:49
                                      > Ojciec powinien był córkę postawic przed faktem dokonanym i zorganizować w neut
                                      > ralnym miejscu spotkanie ze swoją partnerką. 12-latka nie musiała jej lubić, na
                                      > tomiast powinna była kobietę poznać i zachowywać się uprzejmie.

                                      i czemu to stawianie przed faktem dokonanym mialoby sluzyc? poznalabym i co dalej? nadal moglaby nie miec ochoty na kontakty z ta kobieta; czemu i komu mialyby sluzyc kontakty bedace fasadowo uprzejme a faktycznie pelne niecheci?
                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 10:43
                                    Znam tez odwrotny przypadek. To matka znalazła sobie kochanka. Syn miał 14 lat. Ona wyprowadziła się z domu i zamieszkała z nowym facetem. Syn stanowczo stwierdził, że chce zostać z ojcem. I ta kobieta z uporem godnym lepszej sprawy zamiast dbać o własne relacje z synem wiecznie, prawie co spotkanie, ładuje chłopaka w kontakty z nowym partnerem chociaż syn bardzo wyraźnie jej mówi, że nie ma na to ochoty, nie chce go poznawać, nie podoba mu się ten facet, nie lubi go, źle się czuje w jego towarzystwie. Chłopak zaraz będzie miał 16 lat. Jak można tak nie liczyć się uczuciami swojego dziecka a mysleć tylko o sobie, a tak naprawde to najbardziej o nowym facecie. No i kobitce bardzo głupio bo chłopak powiedział również przed sądem że nie chce spotykać "tego pana". Sprawa w toku ale bardzo ciekawa jestem orzeczenia sądu bo coś czuję, że sąd stanie po stronie dziecka i ustanowi kontakty bez obecności nowego partnera matki.
                                    • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:22
                                      I co ty z takim nastawieniem zrobisz, jak się zakochasz? Wiem, wiem - teraz nie czujesz takiej potrzeby. Ale to, że teraz jej nie czujesz, nie oznacza, że nigdy nie poczujesz. No man is an island. Czy może chcesz dziecku wmówić, że jak jedna relacja nie wypaliła, to nie należy już nigdy w żadną wchodzić? Skrzywdzisz tym dziecko dużo bardziej, aniżeli przedstawiając mu nowego partnera lub nową partnerkę taty. Związki się czasami rozpadają, ale to nie znaczy, że należy się umartwiać i żyć w celibacie, a tym bardziej pokazywać dziecku, że skoro raz nie wyszło, to nie należy nawet próbować. To mało wychowawcze.
                                      • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:31
                                        Po pierwsze nie żyję z dzieckiem na pustyni. Mam rodzinę i przyjaciół mających dobre związki więc dziecko widzi, że takie też mogą być. Po drugie idąc tym tokiem rozumowania to nawet jeśli nie mam na to zupełnie ochoty powinnam wręcz na siłę kogoś poszukać żeby dziecku pokazać, że po rozpadzie jednego związku mozna mieć inny, udany. Jak dla mnie bez sensu. Poza tym ja nie napisałam, że po rozwodzie jeśli ma się dziecko nie wolno pod żadnym pozorem wchodzić w nowy związek tylko napisałam jaka moim zdaniem powinna być relacja dziecka z nowym partnerem ( a więc przede wszystkim nie uzurpowanie sobie prawa do wchodzenia w rolę rodzica i traktowanie dziecka tak jak traktuje się dzieci z dalszej rodziny czy dzieci przyjaciół ) oraz że należy uwzględniać opinię dziecka jeżeli ono nie ma ochoty na żadne kontakty z nowymi partnerami rodziców. Zgadzam się, że to trudne zwłaszcza jeśli dziecko jest małe ( logistycznie ) oraz wtedy gdy chodzi o partnera tego rodzica z którym dziecko mieszka. ( być może w ogóle niemozliwe ale wtedy tym bardziej trzeba zadbać o wyraźne wytyczenie granic )
                                        • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:46
                                          A wiesz też, jak to wygląda realnie, czy tylko teoretyzujesz? Bo ja ci powiem jak to wygląda realnie - jeżeli ktoś spędza z nieswoim dzieckiem dużo czasu, np. każdy wieczór w tygodniu, każdy weekend czy jakikolwiek okres czasu dłuższy niż 2-3 godziny, to zakazanie mu reagowania na działania dziecka jest po prostu upupianiem. Zakładam, że dorośli ludzie, z którymi decydujemy się mieć dzieci mają tyle naszego zaufania, iż wierzymy, że potrafią sobie wybrać partnera/partnerkę, a nie wprowadzają do domu kryminalistów po odwyku i pobycie w zakładzie psychiatrycznym. Gdyby mój mąż powiedział mi, że nie mam prawa zwrócić uwagi jego synom, kiedy widzę, że źle się zachowują czy robią coś np. niebezpiecznego, to raczej w ogóle zrezygnowałabym ze wspólnych wyjść itp. Analogicznie uważam, że moi przyjaciele/rodzina i inni bliscy mają prawo zwrócić uwagę mojemu dziecku - by nie rozlewało picia, nie rysowało po podłodze i wiele innych. Nie - nakrzyczeć na dziecko, zrobić mu awanturę, tylko zwrócić uwagę.
                                          I nie, nie sugeruję, że dla dobra dziecka masz wchodzić z kimś w relację na siłę. Mówię tylko, że jesteś teraz nieobiektywna, bo tej relacji w tej chwili nie chcesz. Ale może twój ex już chce, albo nawet już ją ma i będziesz musiała się z tym zmierzyć.
                                          • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:01
                                            Nie chodzi o szybka reakcję na niebezpieczną sytuację pod nieobecność rodzica. Ja w całych tych wywodach mam bardziej na myśli generalną zasadę, że to rodzic pod ktorego opieką znajduje się dziecko decyduje o wszystkim i to rodzic swoje decyzje komunikuje dziecku. Te decyzje moga być nawet zbiezne z opiniami nowego partnera ale wobec dziecka występuje tylko rodzic a nie jego partner. Plus jeżeli dziecko wyraźnie mówi, że nie chce spotykać nowego partnera i jest to logistycznie możliwe to nalezy to uszanować.
                                            • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:10
                                              Sądzisz, że osobą wiążąca się z matką/ojcem na dzień dobry ma ochotę wchodzić w rolę drugiego rodzica i raptem nauczać i wychowywać dziecko? Trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację. Zwykle są to właśnie działania doraźne. Za to np. nastawianie dziecka przeciwko wszelkim przejawom ingerencji partnera/partnerki może dopiero skończyć się wielkim bum.
                                            • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:11
                                              >to rodzic swoje decyzje komunikuje dziecku. Te decyzje moga być nawet zbiezne z opiniami nowego partnera >ale wobec dziecka występuje tylko rodzic a nie jego partner.

                                              Macocha ma mówić do ojca dziecka [przy dziecku]: powiedz Kasi, że jutro ja ją odbieram ze szkoły i niech będzie gotowa o 15]. Po czym ojciec przekazuje to samo. No mówię, głupota.
                                              • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:16
                                                Po pierwsze gdyby to partnerka mojego ex miała odbierać moje dziecko ze szkoły a nie on sam to odebrałabym je ja. Bo to ma być czas rodzica z dzieckiem a nie partnera z dzieckiem. Skoro nie ma czasu to wzięłabym to na siebie.
                                                • tully.makker Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:59
                                                  Troche cie pewnie zdziwie, ale badz przygotowana, ze w przypadku, gdy obije rodzice maja pelnie praw rodzicielskich, ojciec moze podjac swoje decyzje w kwestii tego, z kim przebywa dziecko w czasie, gdy on sprawuje bezposrednia opieke.

                                                  Generalnie, jak czytam ciebie, to staja mi przed oczyma wszelkie opowiesci z forum macochy o exiach z horroru. Do tej pory myslalam, ze to urban myth, a tu sie okazuje ze istniejesz. Naprawde?!?

                                                  Nikt nie twierdzi,z e rodzina pachworkowa jest idealnym zrodowiskiem do wychowywania dziecka, Ale kiedy stje sie faktem, dobre, cieple relacje miedzy wszystkimi jeje elemntami, wlaczajac w to ojczyma / macoche, a pezede wszytkim przyrodnie rodzenstwo, moge w nieopidsany sposob wzbogacic dxdziecko, zarowno w aktualnym porcesie rozwoju, jak i perpspektywie calego zycia. Utrudnianie / uniemozliwianie tego dziecku jest zwyklym robieniem mu krzywdy.
                                                  • triss_merigold6 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:10
                                                    Laska jest po prostu teoretyczką (jeszcze), pozna kogoś i jej się odmieni.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:12
                                                    Uwielbiam takie argumenty
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:12
                                                    Ja zaś zupełnie nie rozumiem parcia ( mam wrażenie że to głównie ze strony nowych partnerów ) na relacje z dziećmi z poprzedniego związku. Musi mnie poznać, nie musi mnie lubić ale musi mnie szanować, nie będę sama siedzieć w domu, dlaczego mnie nie słucha, pewnie go matka buntuje a ja chcę dla jego dobra, ja się staram itp itd. A olać to. Cudze dziecko, co mnie do niego i jemu do mnie.
                                                • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:43
                                                  A gdyby dziecko miał odebrać Twój hipotetyczny partner? Też uznałabyś pretensje ojca dziecka za słuszne?
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:48
                                                    Tak
                                                  • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:52
                                                    A jeśli odbierałaby mama kolegi?
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:18
                                                    No właśnie, next to wróg dla julity, choć jeszcze żadnej next nie ma.
                                          • pade Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:29
                                            Podpisuję się obiema rękami.
                                            Pomysł by nigdy żadnemu dziecku nie zwracać uwagi jest kuriozalny.
                                        • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:50
                                          >nie uzurpowanie sobie prawa do wchodzenia w rolę rodzica

                                          To NIE jest uzurpowanie. To jest to, czego ty nie potrafisz zrozumieć. Zawsze tylko ty będziesz matką, niezależnie od tego,ile macoch by się przewinęło w życiu twojego dziecka, ale i macocha wchodzi do rodziny, czy ci się to podoba, czy nie. Nie musisz być zazdrosna.

                                          Naprawdę cieszę się, że nie jestem twoją znajomą. :/
                                          • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:12
                                            I to nas różni. Nowi partnerzy rodziców nie są rodziną dziecka. O ile dziecko rodziców ma, zyją, nie porzucili dziecka, to powinni zachowywać się wobec dziecka jak osoby znajome, co przeciez nie oznacza że sobie wrogie. Osobną kwestią pozostaje zastąpienie rodzica, którego nie ma, wtedy owszem można wejść w rolę rodzica, a nawet jest to pożądane. Ale jeśli po rozwodzie dziecko ma prawidłowe relacje z obojgiem rodziców to tam za bardzo miejsca dla partnerów nie ma.
                                            • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:40
                                              julita165 napisała:

                                              > I to nas różni. Nowi partnerzy rodziców nie są rodziną dziecka.

                                              Ale słyszałaś pewnie, że "do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska"?
                                              Tu nie chodzi o przejmowanie roli rodzica, przecież.
                                              Ale skoro mowa o "wychowaniu", to w tym uczestniczy nie tylko mama i tata. Którzy oczywiście pełnią tu rolę nadrzędną. Ale niereagowanie na niewłaściwe zachowanie dziecka jest niedobre. Dziecko nie będzie żyło całe życie tylko z mamą i tatą. I będzie musiało liczyć się ze zdaniem różnych osób, które w życiu spotka.
                                              • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:48
                                                Napisałaś, że dziecko w życiu będzie musiało liczyć się ze zdaniem wielu osób. Pełna zgoda. Chcę wychować kulturalnego człowieka, ktory umie zachować się w każdej sytuacji i z każdym człowiekiem. Sama nigdy nie pozwoliłabym synowi na żadne chamskie zachowanie wobec nowej partnerki ojca. Ale to nie znaczy, że sama się zgadzam ani też zgodziłabym się zeby dziecko ( dopóki jest dzieckiem i samo o sobie nie decyduje ) wchodziło w relacje opartą na zupełnie fałszywych przesłankach jakoby partnerka ojca to jakaś jego rodzina i relacje mają mieć rodzinne. Nie, relacje moga być ( o ile dziecko sobie tego zyczy ) jak z moja koleżanką.
                                                • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:24
                                                  julita165 napisała:

                                                  > ani też zgodziłabym się zeby dziecko ( dopóki jest dzieckiem i samo o sobie nie decyduje )
                                                  > wchodziło w relacje opartą na zupełnie fałszywych przesłankach jakoby partnerka ojca to
                                                  > jakaś jego rodzina i relacje mają mieć rodzinne. Nie, relacje moga być ( o ile dziecko sobie
                                                  > tego zyczy ) jak z moja koleżanką.

                                                  Ale chyba nikt nie chce powiedzieć, że partnerka ojca ma matkować jego dzieciom. Tyle że "wychowywanie" to nie jest przejmowanie roli rodzica.

                                                  I choćbyś nie wiem, jak się starała, to SAMA dziecka nie wychowasz.

                                                  Zresztą - czasem w rodzinie jest tak, że jednej ciotki się nie znosi (choć to rodzona rodzina, krew z krwi, jakby nie było), a przyszywaną ciocię, czyli sąsiadkę, przyjaciółkę mamy - uwielbia. I słucha się jej, kiedy "wychowuje".
                                                  Pewnie, że w przypadku nowej partnerki ojca sytuacja jest bardziej drażliwa, nie ma siły inaczej. Ale też nikt tutaj nie mówi, że ma się stać ona drugą matką na czas, kiedy dziecko z nią przebywa....?
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:27
                                                    ola_dom napisała:
                                                    Ale też nikt tutaj nie mówi, że ma się stać ona drugą matką
                                                    > na czas, kiedy dziecko z nią przebywa....?

                                                    No i o to właśnie chodzi. Żeby wyraźnie zaznaczyć, że to nie jest żadna matka na zastępstwo a w związku z tym żadnych "praw" wobec dziecka nie posiada.

                                                  • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:35
                                                    Ale obowiązki już pewnie tak, prawda? Bo pewnie byłabyś świecie oburzona, gdyby np. nie chciała usmażyć twojemu dziecku naleśników na śniadanie, zaprać mu plamy po soku na nowej bluzce i wielu zrobić wielu innych rzeczy. Czy też jeśli nie ma żadnych praw do dziecka, to również żadnych obowiązków?
                                                    Dla mnie to horror. I pisze to osoba, która nie wtrynia się w relacje pomiędzy mężem a jego dziećmi i cieszy się, kiedy przynajmniej znaczna ich część odbywa się poza mną. Ale mimo wszystko uznaję, że to, co wypisujesz jest chore. Kiedy syn M przyjechał przeziębiony, to kupiłam mu lekarstwa i robiłam ciepłą herbatę. Kiedy młodszy wybrudził smarem koszulkę od mamy, to robiłam wszystko, by ją uratować, bo rozumiałam, że jest dla niego ważna. Ale mój mąż też nie powie mi, że nie mam prawa niczego powiedzieć jego dzieciom, zwrócić im uwagi. Ba, parę razy, jak ostro przegięli, to dostali prawdziwy ochrzan. Tak samo rozmawiałam z nimi o wyborze szkoły, problemach, dziewczynach, relacjach. Nawet o seksie z nimi rozmawiałam i jakoś nikt z tego powodu włosów z głowy nie rwie.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:38
                                                    Tak. Ona nie ma żadnych obowiązków. Obowiązkiem ojca jest żeby dziecko nie chodziło głodne i brudne. Czy załatwi to sam czy przy pomocy innej osoby to już sprawa między nim, a ta osobą. Jeżeli w stosunku do kogoś miałabym pretensje to tylko w stosunku do ojca. Dlaczego miałabym się czepiać obcej osoby że nie zajmuje się moim dzieckiem ? Absurd.
                                                  • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:44
                                                    Aha, czyli jakbyś usłyszała: mamo, Next nie zrobiła mi naleśników, choć ją o to prosiłem/am, to powiedziałabyś: musisz zrozumieć, że skoro zabraniem Next ingerować w twoją osobę, to ona może odmówić wykonywania twoich próśb, takie jest jej prawo?
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:49
                                                    Tak, tłumaczyłabym dziecku że jeśli czegoś chce to żeby zwracało się do ojca.
                                                  • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:18
                                                    julita165 napisała:

                                                    > Tak, tłumaczyłabym dziecku że jeśli czegoś chce to żeby zwracało się do ojca.

                                                    I zawsze, w każdej sprawie, ma się zwracać wyłącznie do mamy albo taty?
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:22
                                                    Będąc w towarzystwie ojca i partnerki jeżeli mu to odpowiada może ją o coś prosić. Jeżeli mu odmówi to nie powinno mieć do niej żadnej pretensji natomiast powinno zwrócić się w takiej sytuacji do ojca. Tak tłumaczyłabym to dziecku żeby na podanym przykładzie jeśli partnerka ojca nie chce mu robić naleśników do czego ma święte prawo powinien poprosić o to ojca.
                                                  • ola_dom Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:31
                                                    julita165 napisała:

                                                    > jeśli partnerka ojca nie chce mu robić naleśników do czego ma święte prawo powinien poprosić o to ojca.

                                                    To oczywiste.
                                                    Ale napisałaś tak, że dziecko OD RAZU I WYŁĄCZNIE ma prosić o to ojca, i w ogóle nie zwracać się w tej sprawie do jego partnerki.
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:44
                                                    Czyli do robienia naleśników next jest pierwsza w kolejce, ale uwagi zwrócić dziecku nie może, prawda? Nie widzisz, że to chore?
                                                  • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:48
                                                    Nie, naleśniki też powinien zrobić tata. Nawet jeśli next robi właśnie wszystkim śniadanie, to te dla dziecka powinien osobiście usmażyć ojciec.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:52
                                                    Nie jest pierwsze bo może odmówić i nikt nie ma prawa mieć o to do niej pretensji. Czy jeśli podam córce koleżanki podczas wizyty u mnie w domu szklankę soku to upoważnia mnie to do jej wychowywania ? Oczywiście że nie i tu jest taka sama sytuacja
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:08
                                                    Dziecko wchodzi w relacje z macochą na normalnych zasadach społecznych. Nikomu nie możesz nakazać, by tolerował bez żadnego prawa głosu zachowania Twojego dziecka. Fundujesz dzieciaczkowi horror.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:10
                                                    No rzeczywiście mam mega wymagania. Żeby ewentualna next traktowała moje dziecko tak samo jak traktuje się dzieci znajomych czy dalszej rodziny i nie wychodziła poza taką rolę. Horror prawdziwy
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:21
                                                    A dlaczego zakładasz, że będzie chciała wchodzić w jakąś inna rolę? To chyba normalne, że gdy dzieciaczek wchodzi komuś na łeb, to każdy - znajomy, czy dalsza rodzina ma prawo mu powiedzieć "stop". Twoje dziecko podlega regułom i ma je szanować. Next ma takie same prawa jak znajomi, czy rodzina, zwłaszcza w swoim domu.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:26
                                                    basiastel napisała:

                                                    Next ma takie same prawa jak znajomi, czy rodzina, zwłaszcza w swoim d
                                                    > omu.

                                                    No i wreszcie dotarliśmy do sedna :-) Toż ja od początku piszę, że next to rodzaj takiej znajomej dziecka i ma prawa wynikające z takiej właśnie pozycji.
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:12
                                                    A ja jeszcze raz zapytam. Dlaczego oczekujesz, że nie będzie miała prawa zwrócić uwagi dziecku? Skup się sama na wychowywaniu syna tak, by zachowywał się przyzwoicie. Nie będzie kłopotu i tematu do dyskusji.
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:26
                                                    Przecież tu nie chodzi o zwrócenie uwagi typu "uważaj bo nadepniesz kota". Chodzi mi o kwestie bardziej zasadnicze dla kształtowania osobowości dziecka. I to wg mnie jest domena rodziców. To będę inne sprawy kiedy dziecko ma 4 lata, inne kiedy ma 10 a inne jak ma 16.
                                                    Piszesz że mam skupić się na tym żeby syn zachowywał się przyzwoicie. Różni ludzi różnie takie pojęcia interpretują. Jest jakieś wspólne minimum ale poza tym można się diametralnie różnić. Nie oceniając kto ma rację uważam, że jeżeli zachowanie dziecka mieści się w granicach normy, nie jest niebezpieczne, chamskie, takie ktore powszechnie przyjmuje się za niedopuszczalne aczkolwiek jest różne od wyobrażeń next jak powinno zachowywać się dziecko w danym wieku, jakie powinno być to powinna ugryźć się w język.
                                                  • yoma Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:31
                                                    OK. Siedzi u ciebie nastolatka, je cukierki i rzuca papierki na podłogę. Powiesz: Zuziu, proszę podnieść papierki i wrzucić do kosza, czy ugryziesz się w język?
                                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:40
                                                    No i głupi przykład bo pisałam, że nie takie sytuacje chodzi. Tylko np. o takie. Dziecko partnera mieszka z Tobą na stałe czy nawet czasowo ale traf chciał akurat była wywiadówka w szkole. Ojciec wraca z informacją o pięciu lufach, z obserwacji widzisz, że dziecko nie za bardzo przykłada się do nauki. Uważasz, obiektywnie słusznie, że trzba je jakoś do nauki zdopingować. Co robisz ? Dołączasz do ojca, robi dziecku w tej sprawie uwagi czy milczysz, wycofujesz się. Moim zdaniem powinnaś się wycofać, to nie nalezy do Ciebie.
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 17:45
                                                    Uwagi to bardzo kiepski doping. Biedne to dziecko!
                                                  • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:31
                                                    > Co robisz ? Dołączas
                                                    > z do ojca, robi dziecku w tej sprawie uwagi czy milczysz, wycofujesz się. Moim
                                                    > zdaniem powinnaś się wycofać, to nie nalezy do Ciebie.

                                                    Pytam dziecka z czym ma problem i w czym mogę mu pomóc, biorę książki i zeszyty i siadam do lekcji, na których znam się lepiej niż ojciec.
                                                    I kurczę, moja wyobraźnia jest zbyt ograniczona żeby pojawiła się w niej wizja protestującego pasierba czy jego rodziców.
                                                  • yoma Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:55
                                                    Głupi przykład. Mój jest dobry, bo realny i dotyczy konkretnej sytuacji dotykającej bezpośrednio mnie i stanu mojej podłogi. Słucham. Każesz Zuzi pozbierać papierki czy sama zbierasz? A może piszesz maila do partnera, żeby kazał Zuzi pozbierać?
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:26
                                                    Dodam jeszcze jedno, będziesz miała niewiele do powiedzenia w tej sprawie, oprzytomniej!
                                                  • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:27
                                                    julita165 napisała:

                                                    > No rzeczywiście mam mega wymagania. Żeby ewentualna next traktowała moje dzieck
                                                    > o tak samo jak traktuje się dzieci znajomych czy dalszej rodziny i nie wychodzi
                                                    > ła poza taką rolę.
                                                    Horror prawdziwy

                                                    A jeśli tak, to ja się idealnie wpisuję :) Ponieważ wszystkie dzieci przebywające w moim domu traktuję tak samo. WSZYSTKIE. I jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć komentarza, że wychodzę poza swoją rolę :P
                                                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 17:26
                                                    Od wychowywania jesteś Ty i na tym się skup, wtedy next nie będą miały nic do roboty.
                                                  • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 10:59
                                                    > No i o to właśnie chodzi. Żeby wyraźnie zaznaczyć, że to nie jest żadna matka n
                                                    > a zastępstwo a w związku z tym żadnych "praw" wobec dziecka nie posiada.

                                                    Owszem, posiada. Nadane z tytułu porządku społecznego oraz prawa :)
                                              • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:22
                                                Wychowuje tez grupa rówieśnicza, a podobno największy wpływ na człowieka ma rodzeństwo, nie rodzice.
                                            • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:48
                                              A czy myślisz, że taki partner to tak marzy o wychowywaniu cudzych dzieci? Ale jak rodzina staje się patchworkowa i są kontakty, to jest też normalność, np. zwrócenie dziecku uwagi. Matka, która mówi dziecku, że macocha nie ma prawa mu zwrócić uwagi, robi własnemu dziecku dużą krzywdę.
                                            • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 10:57
                                              > Nowi partnerzy rodziców nie są rodziną dziecka.

                                              Ale są powinowatymi i w rozumieniu prawa, osobami bliskimi :) Możesz tupać nogą, że się nie zgadzasz, ale takie są fakty.
                                              I powiem, że żal mi Twojego dziecka, bo jeśli będziesz trzymała się swoich głupich zasad (choć mam nadzieję, że zmądrzejesz z czasem), a Twój ex na to też pójdzie, zabierzecie dziecku szansę na to, by zobaczyło, że dwoje ludzi może się kochać i tworzyć dobry związek.
                                      • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 11:49
                                        Znam jeszcze jedną rodzinę na pozór ideał patchworku. On + ona + jej córka z pierwszego małżeństwa + ich wspólna córka na stałe natomiast jego córka z nimi co drugi weekend, jakąś część świąt , ferii, wakacji. Wiek dzieci to obecnie odpowiednio 18,5,13 lat. Taki układ trwa od dawna, chyba z 9 lat. Przyznam, że zbyt słabo ich znam, widujemy się kilka razy do roku na imprezach w większym gronie, żeby wydawać ostateczne sądy ale na moje oko jakieś tarcia tam są, jego córka zawsze jest mocno nadęta i zatopiona we własnych sprawach ( tablet ) ale może to taki wiek. Ostatnio też powiedziała że nie chce jechac z nimi na wakacje ale może to też wiek. Jej córka podobno ( wiadomości przez osobę trzecią ) sama często podkreśla, że on nie jest jej ojcem, raz sama słyszałam jak na jego uwagę dotyczącą godziny powrotu do domu powiedziała, że to sprawa pomiędzy nią a jej matką i nie ma prawa robić jej żadnych uwag. Także chyba taka sielanka to nie jest.
                                        • nevada_r Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:00
                                          >raz sama słyszałam jak na jego uwagę dotyczącą godziny powrotu do domu powiedziała, że to sprawa >pomiędzy nią a jej matką i nie ma prawa robić jej żadnych uwag.

                                          Matka powinna ucinać w zarodku takie idiotyczne uwagi. Nie jest jej ojcem,ale jest partnerem jej matki i osobą dorosłą, za nią odpowiedzialną. I powinna go słuchać. Cała sytuacja wynika pewnie z tego,że tam wszyscy mają takie chore podejście, jak ty - że to tylko rodzic ma prawo zwracać uwagę dziecku. Sama widzisz, że to nie działa jak powinno,
                                          • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 12:07
                                            A czy Ty czasem sama nie masz problemów z akceptacją nie akceptowania Ciebie przez dzieci byłego partnera ? Czy to nie jakaś urażona duma przez Ciebie przemawia ?
                                            • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:33
                                              Zgadzam się w 1100% z Nevada_r i od razu odpowiem na:

                                              > A czy Ty czasem sama nie masz problemów z akceptacją nie
                                              > akceptowania Ciebie przez dzieci byłego partnera ?

                                              Nie, nigdy. I dzieci męża nie komentują w żaden sposób tego, że coś im nakazuję, czegoś zabraniam czy o coś opieprzam.
                                              Ale ja mam mądrego męża, a on ma mądrą ex żonę :)
                      • dushychka Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:59
                        Tak ojciec ciapa, córka która go nie szanuje i tyle. Taka to przez kolano trzeba przełożyć i wprac. To jest dopiero chore co wczyniala ta córka. Twoje podejście tez jest chore. Jak Twój partner wejdzie w nowy związek a Twoje dziecko będzie y niego przebywać to normalne że będzie mu zwracać uwagę jak zajdzie potrzeba. Bo w każdym domu są jakieś zasady i będzie musiał się do nich dostosować. Nie wiem jaki jest Twój syn i nie będę oceniać tylko tak np. Nie będzie jej lubią i będzie mówił ze jest głupia lub będzie chciał ją opluc czy uderzyć to co ma jej uwagi nie zwrócić? I to szanować? Chyba coś się Pani pomyliło. Pani obraz jest chory bo jest ex one są niestety toksyczne , rządne i maja nie realne wymagania.
                        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:02
                          dushychka napisała:

                          > Tak ojciec ciapa, córka która go nie szanuje i tyle. Taka to przez kolano trzeb
                          > a przełożyć i wprac.

                          Chore to dopiero byłoby zmuszanie dziecka do spotkań z panią, z która ojciec miał ochotę nawiązać romans. Jego prawo romansować jej prawo wymagac żeby jej do tego układu nie mieszać.
                          • dushychka Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:43
                            Jaki romans? Nowa partnerka będzie w takich relacjach co Ty byłaś z ex. Normalny związek, a później może nawet małżeństwo. A Ty myślisz ze jak jesteś jego była zona czyli pierwsza to było to coś lepszego ponad następny związek. To jest żenada. Ok nie chce mnie widzieć nie ma sprawy. Ale ja czy każda net ma prawo brać udział w uroczystościach rodzinnych a jak dziecko nie chce jej widzieć to niech samo rezygnuje z takich okoliczności. A to ze nie chciała się spotykać z rodzeństwem wskazuje na to jakim jest niestety złym człowiekiem. By swoją złość i frustrację wyrzucać na dzieci i rodzeństwo.
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:48
                              Po co ludziom zaraz przypisywać najgorsze cechy i intencje. pogodziła się w końcu z tym, że ojciec ma nową żonę, spotyka się z nim regularnie, mają swoje układy, a drugiej żonie naprawdę to nie przeszkadza, naprawdę nie ma z tym najmniejszego problemu, że mąż spotyka się z córka z pierwszego małżeństwa solo. Wiem o tym na pewno bo to naprawdę bliska przyjaciółka., rozumie i akceptuje tą sytuację.
                              A co do rodzeństwa ? Między nimi jest ok 15-20 lat różnicy. To i tak nie byłby bliski kontakt.
                              • dushychka Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 17:10
                                To nie są najgorsze cechy tylko realne. Sama pisałaś ze chodzą gdzieś do Babci czy coś. A kontakt z rodzeństwem jest ważny nawet jak są duże różnice. Moja ciocia ma drugiego męża urodziła mu 2 córki i jest różnicy 24 lata. Mój brat cioteczny który jest najstarszy ma 32 lata obecnie a one jakoś kolo 15 i chyba 13 mają super ze soba kontakt. Nigdy nie rodzielał, że są po innym ojcu tylko są jego siostrami i koniec. Ale ta dziewczyna dalej uważa się za jedynaczke z własnego egoizmu by mieć ojca tylko dla siebie.
                                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 17:18
                                  No trudno powiedzieć, że ona sobie ojca zwłaszczyła. W końcu na stale jest z dziećmi z pierwszego małżeństwa a z tamtą córką spotyka się raz tygodniu. W zasadzie to teraz rzadziej bo ona jest już zupełnie dorosła, po studiach, samodzielna, ma swoje życie i ich relacje pewnie nie odbiegają od relacji większości dorosłych dzieci z rodzicami.
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:54
                              dushychka napisała:

                              Ale ja czy każda net ma prawo b
                              > rać udział w uroczystościach rodzinnych

                              Może tam była prostsza sytuacja. Żadnych uroczystości rodzinnych nie ma. Jego rodzice nie zyją, matka jeszcze "zahaczyła" o nową partnerkę może rok czy dwa ale była już staruszką nie wychodzącą z domu, brat od 30 lat w Australii, przyjechał raz na pogrzeb matki. Córka jest jedynaczką. Pozostaje im tylko podział świąt. Córka zawsze spędza Wigilie z matką, a z ojcem widuje się na kilka godzin na obiedzie w pierwszy czy drugi dzień świąt. Nowa żona nie ma ciśnienia, że mąż te pare godzin córce poświęci. Córka nie przyszła na ich slub ale wcale tego nie oczekiwali.
                      • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 10:52
                        > Wszyscy zadowoleni

                        Super.
                        A teraz załóżmy, że dziewczyna bierze ślub. Zaprasza tylko ojca, bez żony i dzieci? I ten ojciec idzie? I wszyscy (łącznie z jego żoną, zaznaczam żoną, nie przelotną panienką) uważają, że to OK, kiedy żonaty facet zachowuje się jak kawaler? Tak z ciekawości pytam.
                        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:03
                          A wiesz, że nawet kiedyś o tym rozmawialiśmy. I owszem, jego aktualna zona powiedziała, że mąż pójdzie na ten slub sam i ona nie ma z tym najmniejszego problemu.
                          • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:36
                            > I owszem, jego aktualna zona powiedziała, że mąż pójdzie na ten slub sam i ona nie ma z
                            > tym najmniejszego problemu.

                            No to fantastyczne małżeństwo :D On sobie, ona sobie, miodzio :P
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 11:45
                              Żebyś wiedziała że fantastyczne. Może dlatego, że nie szukają problemów tam gdzie ich nie ma ani też ich sobie nie tworzą. Ani on ani ona nie mają żadnego problemu z tym, że jedno popołudnie i część wieczoru w tygodniu spędzają osobno albo też ...OMG mąz pójdzie na ślub raz w życiu sam.
                              • kotradykcja Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 12:23
                                Ale przecież nie chodzi o RAZ W ŻYCIU!
                                Przy założeniu, że dziecko męża nie chce mnie znać ani przebywać w moim towarzystwie, spędzamy osobno:
                                - co drugie Święta Bożego Narodzenia,
                                - co drugą Wielkanoc,
                                - tydzień ferii,
                                - miesiąc wakacji
                                - wszystkie uroczystości w rodzinie męża - urodziny jego rodziców, rocznice ślubów
                                Dodatkowo:
                                - jego dziecko nie uczestniczy w naszym ślubie, jego urodzinach
                                Czyli albo małżonkowie spędzają osobno większość ważnych uroczystości, albo / oraz dziecko nie uczestniczy w ważnych wydarzeniach w życiu ojca.
                                Naprawdę uważasz, że jest to zdrowe i normalne?
                                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 12:44
                                  kotradykcja napisała:

                                  > Przy założeniu, że dziecko męża nie chce mnie znać ani przebywać w moim towarzy
                                  > stwie, spędzamy osobno:
                                  > - co drugie Święta Bożego Narodzenia,
                                  > - co drugą Wielkanoc,
                                  > - tydzień ferii,
                                  > - miesiąc wakacji
                                  > - wszystkie uroczystości w rodzinie męża - urodziny jego rodziców, rocznice ślu
                                  > bów
                                  > Dodatkowo:
                                  > - jego dziecko nie uczestniczy w naszym ślubie, jego urodzinach
                                  > Czyli albo małżonkowie spędzają osobno większość ważnych uroczystości, albo / o
                                  > raz dziecko nie uczestniczy w ważnych wydarzeniach w życiu ojca.
                                  > Naprawdę uważasz, że jest to zdrowe i normalne?

                                  Wszystko zależy od okoliczności i nie ma co ukrywać przede wszystkim od wieku dziecka oraz tego, że wszyscy mieszkają w jednym mieście. Zgadzam się, że przy małym dziecku mogło by nie być tak kolorowo. Ale w ich przypadku po kolei
                                  - święta. Wigilie rzeczywiście zawsze spędza z matką. Natomiast z ojcem spotykają się w pierwszy lub drugi dzień na obiad. Spędza z nią popołudnie i wczesny wieczór. Początkowo, dopóki dziewczyna nie zamieszkała na studiach sama spotykali się albo u jego matki ( to była staruszka, z domu już w ogóle nie wychodziła, o nową żonę "zahaczyła" może rok czy dwa i zmarła ) albo "na mieście" . Potem zwyczajnie u córki w mieszkaniu. Zresztą tak też spotykał się z córką normalnie, czasem w tygodniu, czasem w weekend
                                  - wakacje, ferie. Dziewczyna jest dorosła, ma już swoje zycie, nie spędza wakacji z ojcem. Chyba dwa razy jeszcze jak była w LO ojciec pojechał z nią na tydzień na narty. Wakacje pocz części spędzała z matką, a po częsciu już sama na obozach potem ze znajomymi. Nowa żona nart w zyciu na nogach nie miała ( a właściwie miała, jeszcze w szkole ja ją próbowałam uczyć, porażka na całej linii :-) ) i nie ma zamiaru próbować. Poza tym nawet gdyby miały kontakt nie ma nic złego z tym, że ojciec z córka sam na narty pojedzie.
                                  - uroczystości w rodzinie męża. Takowych nie ma. Rodzice nie żyją, ma brata od 30 lat w Australii, który przez ten czas w Pl byl raz. On tam też nie jeździ.
                                  - ich ślub. Córki rzeczywiście nie było, nikt z tego powodu nie płakał i szat nie darł. Ani ojciec, ani nowa żona ani jego córka.
                                  - jego imieniny/urodziny. Facet o ile imprezę urządza to w gronie swoich przyjaciół. Córka pewnie składa mu życzenia i przy najbliższym spotkaniu wręcza prezent. On zaprasza ją na obiad. Ponownie - zero problemów.
                                  Podkreślam, że rozumiem że ten układ wspaniale działa bo córka w momencie rozstania rodziców była nastolatką, na pewno problemów byłoby więcej gdyby miała np. 5 lat. Natomiast nie rozumiem dlaczego taki układ krytykować. I nie rozumiem krytyki w innej gdzies tam wcześniej przytoczonej - matka miała kochanka, zostawiła męża, syn został z ojcem bo sam tak chciał, a że miał 14 lat to trudno dziecko zmuszać. Z matką regularnie się spotyka na kilka godzin w tygodniu. Ona mieszka z nowym partnerem. I chociaz syn tego faceta poznał, wiele razy go widział i wyraźnie komunikuje matce, że go nie lubi, źle czuje się w jego towarzystwie i nie chce go spotykać woli spotykac się z matką u jej matki a swojej babci ( co czasem się zdarza ) albo pod nieobecność jej partnera albo na mieście to matka z uporem godnym lepszej sprawy go do tego zmusza. Trwa sprawa rozwodowa, syn ma juz prawie 16 lat i nawet przed sądem obstaje że chce mieszkać z ojcem, chce spotykac się z matka ale nie chce widywac się z "tym panem". Strasznie ciekawa jestem orzeczenia sądu w zakresie kontaktów z matką.
                          • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 12:01
                            To dlaczego nie dowierzasz, że kobieta nie ma problemu z faktem, że mąż spotyka się solo ze swoim dzieckiem? I skąd u Ciebie przekonanie, że partnerzy wciskają się gdzieś na siłę? Nie czytałaś wątku babki, która wręcz nie chce żadnego kontaktu z dziećmi partnera?
      • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:28
        No to będziesz miała problem, bo ex pewnie kiedyś się z kimś zwiąże i ta next może nie zaakceptować wyznaczonej jej przez Ciebie roli.
        Ja sama byłam taką next, zajmowałam się dzieckiem męża więcej niż on, byłam przez to dziecko bardziej niż on lubiana, ale zwrócić dziecku uwagi nie mogłam, bo dzika awantura była ( chodziło o sytuację, gdy dokuczał siostrze i ta ciągle płakała ). Postawiłam sprawę tak: jeśli ja nie mam prawa nic powiedzieć, to nie będę się zajmowała jego dzieckiem i dzieciaczek nie może bywać w naszym domu. Na szczęście, zrozumiał, że to dość nieuczciwy układ i szybciutko się z takiego jak Twoje stanowiska wycofał. Obawiam się, że będziesz miała ograniczone możliwości decydowania o prawach Twojej next i weź pod uwagę fakt, że 4 -letni chłopaczek za kilka lat może nie być słodkim dzieciątkiem i zwróceniu mu uwagi będzie koniecznością.
        Musisz się chyba liczyć z faktem, że nauczycielka, czy nawet ktoś na ulicy może zwrócić uwagę twojemu dziecku, dlaczego nie next?
        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:35
          Bardzo nie w porządku był układ, że to nie mąż, a Ty musiałaś zajmować się jego dzieckiem. To generalnie problem między wami. Ale gdybym to ja była na miejscu ex żony to porozmawiałabym sobie poważnie z ex mężem w sprawie jego kontaktów z dzieckiem. Skoro nie ma na nie czasu tak bardzo że więcej czasu niż on zajmuje się dzieckiem jego nowa żona to najwyraźniej rewizji wymagają te kontakty bo coś tu mocno szwankuje i on sobie z tym nie radzi.
          • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:41
            A ty zawsze, kiedy tylko nie jesteś w pracy, to zajmujesz się swoim dzieckiem? Kiedy np. zachorujesz, idziesz do lekarza, dentysty, czy wyskakuje ci coś nagłego w pracy to również? Pewnie ktoś wówczas robi to zamiast ciebie - babcia, dziadek, opiekunka, sąsiadka - kto akurat może pomóc. Ja też jestem zdania, że od opieki nad dziećmi są rodzice i czas przeznaczony na to jest czasem ich i dziecka. Ale nie zawsze funkcjonuje to tak idealnie. Rozumiem, że kiedy np. synowe M są u nas, a jemu trafia się w firmie wielki problem, któremu musi zaradzić JUŻ, to ja mam to olać i wyjść z założenia, że to jego sprawa? Bo ja głupia w takiej chwili myślę sobie, że może niech on pracuje i załatwi wszystko jak najszybciej, a my przynajmniej na basen sobie pojedziemy, albo na konie czy zabierzemy psy na spacer.
          • tully.makker Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:48
            z twoich wczesnieszych postów, w tym na emamie, wyjania sie obraz osoby, ktora nie ma pojecia, jak wyglada zycie w malzenstwie i rodzinie. tylko to moze wyjasniac takieb twierdzenia:

            Bardzo nie w porządku był układ, że to nie mąż, a Ty musiałaś zajmować się jego
            > dzieckiem. To generalnie problem między wami. Ale gdybym to ja była na miejscu
            > ex żony to porozmawiałabym sobie poważnie z ex mężem w sprawie jego kontaktów
            > z dzieckiem. Skoro nie ma na nie czasu tak bardzo że więcej czasu niż on zajmuj
            > e się dzieckiem jego nowa żona to najwyraźniej rewizji wymagają te kontakty bo
            > coś tu mocno szwankuje i on sobie z tym nie radzi.

            Otoz w rodzinie jest tak, ze zwykle ludzie dziela sie obowiazkami, Jak jedna osoba robi sniadanie, to dla WSZYSTKICH, a nie osobno robi maz dla swoich dzieci, a osobno zona dla swoich. Kiedy zdarzyl sie wypadek typu polpamienie koszuli, to pomaga ten dorosly, ktory wlasnie jest najblizej i ma czas. O pewnych rzeczach dzieciom latwiej jest rozmawiac z osoba konkretnej plci, albo nie z rodzicem...
            Wszystko to wzbogaca dziecko i jego rozwoj, i przekazuje prawidlowe modele relacji miedzy malzonkami (wspolne zaangazowanie w obowiazki domowe i wzajemna wsparcie) i w rodzinie.
            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:53
              Ale zwróciłyście uwagę na ten fragment wypowiedzi, w którym autorka pisze że zajmowała się dzieckiem męża więcej niż on sam. Nie chodzi tu więc o pomoc w naglych sytuacjach tylko o jakiś wykrzywiony model
            • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:02
              Dokładnie tak. Dziecko było bardzo lojalne wobec ojca i lubiło robić z nim pewne rzeczy, ale np. lekcje wolało odrabiać ze mną, bo mam więcej cierpliwości. Lubiło sobie też ze mną pogadać. Mamusia jakoś nie miało nic przeciwko i nie obawiała się, że wchodzę w jej rolę, zwłaszcza, że wcale nie miałam na to ochoty. No, ale jak dzieciak był u nas i miał lekcje do odrobienia, to z nim odrabiałam, po prostu.
          • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:52
            Wyobraź sobie, że ona mi to dziecko podrzucała, wiedząc, że tatusia nie będzie w domu. Ja miałam na to nawet średnią ochotę.
            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:54
              No to jakaś porabana nieodpowiedzialna matka. Zakładam że wypowiadamy się w wątku o normalnych rodzicach a nie o jakiejś patologii bo to osobny temat
              • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 13:56
                no, jak dla mnie to twojej postawie daleko do normalności
                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:00
                  A moim zdaniem nienormalne jest wikłanie dzieci w układy i związki nie mające z nimi nic wspólnego, wymyślanie jakiś pokrętnych ról w rodzinie nie wiadomo kogo, a już w szególności robienie tego wbrew wyraźnym komunikatom dziecka
                  • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:10
                    Czy to znaczy, że jesteś gotowa całkowicie zrezygnować z życia osobistego do czasu wyprowadzenia się dziecka z domu? Lub ograniczyć je do co drugiego weekendu kiedy dziecko jest u ojca?
                    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:18
                      Co to znaczy całkowicie zrezygnować z życia osobistego ? Chodzi o związki damsko-męskie ? Takie pełnoetatowe z zamieszkaniem razem ? Bo przecież życie osobiste to nie tylko zamieszkanie z partnerem. Owszem. Jak już napisałam obecnie w ogóle nie czuję potrzeby wchodzenia w związek z jakimkolwiek facetem a już na pewno w taki ze wspólnym zamieszkiwaniem. A po drugie jestem przekonana, że tak też jest lepiej dla dziecka, które ze mną mieszka.
                      • mag1982 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:32
                        Tak, miałam na myśli zamieszkanie z kimś i być może założenie rodziny. Przy Twoim podejściu jest to zupełnie niemożliwe. Rozumiem, że w tej chwili możesz nie mieć na to ochoty, z tego co kojarzę jesteś krótko po rozwodzie i dziecko też masz jeszcze małe i absorbujące. Za parę lat się to zmieni. Ja nie twierdzę, że masz na siłę wchodzić w nowy związek jeśli nie czujesz takiej potrzeby. Jednocześnie zrzucanie patologii ludziom, którzy mają odmienne poglądy jest nie ww porządku.
                        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:34
                          Znam jedną parę "z odzysku" którzy maja układ taki, że każde mieszka u siebie, spotykają się w weekendy, razem gdzies tam wychodzą, wyjeżdżają na wakacje aczkolwiek nie zawsze i to jest układ dla mnie ideał. Fakt, że dzieci mają już takie starsze nastolatki więc i o czas dla siebie łatwiej.
                          • pade Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:36
                            A jak Twoje dziecko nauczy się relacji między kobietą a mężczyzną?
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:41
                              Przecież nie jest tak, że jeśli ani ja ani ex nie nawiążemy nowych związków to się tego w ogóle nie nauczy.
                              • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:43
                                A poza tym rozwiodłam się z ex głównie dlatego, że moim zdaniem on miał złą wizję tego czym jest dobry związek. Szczerze wątpię żeby w relacji z inna kobieta był o 180 st różny. Wolałabym więc żeby akurat tego się od ojca nie uczył.
                              • pade Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:36
                                Brak wzorca czy zły wzorzec to taki sam problem.
                      • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:50
                        To mogę Ciebie zaskoczyć. Byłam szczęśliwa, gdy moja mama związała się z mężczyzną. Kochałam go jak ojca, wniósł dużo dobrego do mojego życia.
                        Mam też koleżankę, która przez kilkanaście lat ukrywała przed synami związek, bo uważała, że to dla nich lepiej. A oni i tak wiedzieli, dla nich takie spotykanie się po kryjomu było patologią. Na dokładkę facet poznał panią gotową do normalnego związku i sms-em poinformował koleżankę, że już jej dziękuje.
                  • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:17
                    Ale ty nawet nie wiesz, czy twoje dziecko będzie tego odmawiało! No chyba, że mu to wmówisz. Jakoś moje dziecko nie odmawia przebywania z nikim. Jeśli ta osoba jest miła, dobrze się z nią bawi, a w dodatku ma zapewniony odpowiedni czas z mamą i z tatą, to z jakiego powodu ma odmawiać przebywania z kimś innym, bo nie rozumiem? Pojmuję, że np. dojrzewające dziecko rodzica, który rozbił rodzinę, bo się w kimś zakochał, ma prawo czuć niechęć do osoby, która się do tego przyczyniła. Ale jaką niechęć ma czuć do osoby, która nie miała z tym nic wspólnego? Będziesz też bez zastanowienia pozwalać na niechęć np. do nauczyciela muzyki, bo mówi za głośno, do listonosza, bo nie przyniósł nowej gry na czas i ekspedientki w sklepie, bo skończyły się jej ulubione przez dziecko słodycze? Nie, nie należy godzić się na niczym nieuzasadnioną niechęć.
                    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:19
                      Chodzi mi o sytuację, w ktorej dziecko poznało tą nową osobę, spotkało ją kilka razy po czym stwierdza że jej nie polubiło i więcej nie chce z nią spędzać czasu.
                      • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:23
                        Jeżeli będziesz na dzień dobry karmiła dziecko takimi komunikatami werbalnymi i niewerbalnymi jak tutaj, to nie będzie miało nawet szansy polubić tej osoby, bo zwyczajnie będzie się bało.
                        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:27
                          Zapewniam Cię, że nie zrobiłabym niczego co mogłoby nastawić dziecko przeciw takiej osobie. W ogóle nie robiłabym ani nie powiedziała dziecku nic na ten temat. Kwestię mojej opinii na temat relacji dziecka z nową partnerką ojca omówiłabym tylko z nim pod nieobecność dziecka przedstawiając swoje stanowisko. Z dzieckiem rozmawiałabym tylko wtedy gdyby dziecko samo komunikowało mi jakieś problemy w tych relacjach. I wtedy w zależności od tego co usłyszałabym od dziecka podejmowałabym odpowiednie kroki.
                          • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:36
                            Dzieci widzą i czują więcej niż chcesz im powiedzieć. Słyszą różnicę w głosie, kiedy mówi się o ludziach, których się lubi i tych, których się nie lubi, widzą inny sposób zachowania wobec nich, czują zdenerwowanie, irytację zmęczenie. Zapewniam cię, że już dziecko 1,5 roczne to zauważa, przedszkolak bez problemu, a im starsze dziecko, tym mniej przed nim ukryjesz. Nie ważne, co sobie wymyślisz, ważna jest umiejętność porozumiewania się z ludźmi i dobrego ich traktowania. A ty z góry chcesz traktować partnerkę swojego ex źle.
                            • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:49
                              edw-ina napisała:

                              > . A ty z góry chcesz traktować partnerkę swojego ex źle.

                              Broń Boże. Przedstawiam tylko swoje stanowisko w sprawie właściwych w moich oczach jej relacji z moim dzieckiem. W ogóle bym o niej nie rozmawiała, ani słowa, chyba żeby sam zaczął. Tak jak i nie wnikam czy ex mąż poszedł z synem do kolegi, który tez ma dzieci w podobnym wieku. Jeśli synek po powrocie opowiada, że widział się z tym czy z tamtym to tylko jakos to luźno skomentuje albo zapytam czy miło spędził czas.
                              • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:54
                                tak ci się wydaje. Ty już ustalasz coś, co nie istnieje. W dodatku od razu zakładasz coś złego. Gdybyś miała tak dobre relacje z ex, jak napisałaś, to nie knułabyś takich wizji jak to, co może, a co nie, bo poczekałabyś na to z kim się zwiąże i dopiero wówczas, gdyby była taka konieczność, interweniowałabyś.
                                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:56
                                  Przecież to tylko forum. Lubię tak sobie poteoretyzować :-) W realu naprawdę nie zadręczam się wizją jakieś nie istniejącej jeszcze next
                                  • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:59
                                    Poza tym ja jakoś faktycznie nie rozumiem jednej rzeczy. O ile ja dopuszczam mysl, że ktoś może mieć świetne relacje z nowym partnerem rodzica, zwłaszcza jeśli chodzi o starsze dzieci, bardziej świadomie w to wchodzące i tworzące samodzielne relacje o tyle nie kumam tego parcia na stworzenie jakiegoś układu. Były tu już wypowiedzi, że ojciec powinien 12-latkę zmusić. No nie chce to nie.
                                    • edw-ina Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 15:25
                                      Kto ma parcie na stworzenie układu? On się tworzy samoistnie, a udawanie, że go nie ma dopiero tworzy problemy. Co ty sądzisz, że np. pani spotyka pana z dzieckiem i hip hip hurra już się cieszy, że będzie mogła mu matkować i do tego prze? To wszystko się toczy po prostu, wraz z tym, jak zmienia się życie o relacje poszczególnych osób. A jeszcze odnośnie wychowywania i tego, kto ma do tego prawo, a kto nie. Mogą mnie tu poprawić forumki o większej wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej, bo mi akurat jest bliżej do antropologii niż psychologii, ale wychowaniem potomstwa zajmuje się de facto cała grupa osób, nie koniecznie ze sobą spokrewnionych. Praktycznie każdy, kto ma regularny kontakt z danym dzieckiem wychowuje go poprzez własny przykład, postawę społeczną itp. Naturalnie największy wpływ mają na to najbliżsi i to od ich wydolności wychowawczej zależy, jaką postawę życiową przyjmie potomstwo, jakie wartości uzna za podstawowe itp., ale świat dziecka nie kończy się na ich wpływie i nie powinien się kończyć.
                                      • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:35
                                        Dokładnie tak z tym parciem. W moim przypadku to nawet parcie było z drugiej strony, nie z mojej. Ja po prostu, starałam się traktować chłopca przyzwoicie.
                                        • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:43
                                          Czyli rozumiem, że jeżeli dziecko stałoby na stanowisku, że nie chce się z Tobą spotykać spokojnie byś to zaakceptowała a jednocześnie nie miała nic przeciwko jego spotkaniom z ojcem solo ?
                                          • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 21:07
                                            Pewnie, że tak. Co Ty myślisz, że człowiek nawiązuje kontakt z cudzym dzieckiem i pała do niego miłością, nie może bez niego żyć, ma ambicje zaraz, by to dziecko do czegoś (gadaniem!) mobilizować?
                                            Dziwię się, że to Ciebie w ogóle dziwi i pytasz. Nie jestem typem zazdrośnicy. Moje pierwsze spotkanie z pasierbem było przez męża wymuszone. Potem zdecydowałam się na wspólne życie i siłą rzeczy musiałam dołożyć starań, by nasze kontakty były dobre i były, choć mnie to sporo wysiłku kosztowało.
                        • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:43
                          Traktując synka jak świętą krowę, jak w banku ma, że next będzie przed nim uciekała z wrzaskiem.
              • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:04
                Żadna patologia, jest lekarzem, miała dyżur, potrzebowała. Po co tworzysz sobie jakieś chore wizje?
              • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:28
                Twoja postawa jest patologiczna. Niestety, nie zdajesz sobie z tego sprawy. Z czasem zgorzkniejesz bardziej ( bo już jakaś gorycz z Ciebie wychodzi ) i dopiero uwikłasz synka w patologiczny układ z mamusią.
                • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:31
                  basiastel napisała:

                  Z czasem zgorzkniejesz bardziej ( bo już jakaś gorycz z Ciebie wychodzi )

                  pewnie nie uwierzysz ale w obecnej sytuacji czuję się bardzo szczęśliwa :-)
                  • basiastel Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:37
                    w obecnej sytuacji, właśnie !
                    • julita165 Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 14:54
                      ?
                      • danaide Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 16:11
                        Do dwóch lat po rozstaniu, circa.
                        Był fajny wątek na samodzielnej.
                        • panizalewska Re: O różnych rodzinach patchworkowych 15.10.15, 17:27
                          Dajcie popkorn. Jak dzieci pójdą spać to przeczytam całość w ramach masochizmu :P
    • vilez Leki i uprzedzenia 15.10.15, 18:45
      To, co pisze Julita, pokazuje, jak bardzo lęki i uprzedzenia mogą zmieniać percepcję rzeczywistości i pisać czarne scenariusze na przyszłość.

      Julito,w każdej rodzinie- patchorkowej czy niepatchworkowej, zawsze ktoś coś robi więcej w jakimś zakresie, a ktoś mniej. Jeden robi za kierowcę rodzinnego, inny gotuje, jeszcze inny- sprząta. Mój mąż jako ojczym dla moich dzieci dużo zajmuje się moimi synami- służy im pomocą w wielu dziedzinach: od majsterkowania, po elektronikę i komputery, wozi ich, pomaga w ścisłych przedmiotach, objaśnia świat (humanistyka), kupuje książki, razem wyjeżdżamy. I nie wiem, jak miałabym wyliczyć, czy on robi za mało, czy za dużo... po co w ogóle wyliczać? Żyje sie w rodzinie, to się żyje razem. Po prostu.
      Podobnie partnerka mojego eks- też sporo daje moim dzieciom. Razem wyjeżdżają, rozmawiają, urządzają imprezy: jej dziecko i moje dzieci. Da się :-) A dzieci razem spiskują wobec wszystkim "rodziców", hehe....

      Masz bardzo pesymistyczną wizję rodziny patchworkowej, bardzo obronną i niestety opresywną. Czemu tak źle widzisz przyszłą partnerkę i wyznaczasz jej znikomą rolę w rodzinie- w stosunku do pasierbów? Ja sobie takiego domu nie wyobrażam, nie wiem... dom dwóch "bliskości"? Dalszej i bliższej? To się musi źle skończyć, bo ktoś tego nie wytrzyma.

      Jakie lęki na to wpływają? Zagrożenia własnej pozycji? Powiem Ci coś z własnej historii. Ja byłam "córeczką tatusia" i jednocześnie miałam ojczyma- fajnego faceta. I nigdy, ale to nigdy, nie byli oni dla siebie konkurencyjni. Tata to był tata, a ojczym to ojczym. Nigdy nie miałam problemu typu: który jest "bardziej". Byli inni, zupełnie inni, nikt nikogo w roli nie zastępował.
      Jeśli się boisz, to naprawdę niepotrzebnie. Ojca nie da się zastąpić, jeśli ojciec zwyczajnie jest w życiu dziecka.
      Ojczym jest mężem mamy, mieszka z nami lub nie, lubimy go lub nie - jak i ojca (bo nie każdego rodzica się lubi, prawda?). I tyle. I żyjemy z nim, jak z każdym innym członkiem rodziny) (zięciem, synową, ciotką, wujkiem, kuzynem, bratem przyrodnim, siostrą przyrodnią), a z czasem staje się nam- lub nie- osobą bliską. Chyba, ze drugi rodzic ustawi rzecz inaczej: przez uprzedzenie (jest to osoba zła "z usytuowania"), przez złe nastawienie (zemsta). Wtedy dziecko ma w domu piekło.

      Nad urazami i lękami można pracować. I wygrać.
      • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 15.10.15, 20:53
        Ona nie zdaje sobie sprawy, że robi własnemu dziecku krzywdę, że wciąga dziecko w konflikt, który dziecka nie dotyczy i może nigdy nie dotyczyć. Nie zdaje sobie też sprawy, że dziecko nigdy nie będzie wdzięczne za poświęceniu mu życia, bo to stanie się dla dziecka wielkim ciężarem.
        • dushychka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 07:56
          Uprzedzenia mało powiedziane jak ona w ogóle uważa że jej byly mąż wiązac się z kimś wejdzie w romans. Jakby jego następny związek był w sumie niczym ważnym. Tyle jej małżeństwo , które się rozpadło było relacja ponad wszystko. A i jeszcze Julito Ty też już nie jesteś rodzina swojego byłego męża tylko matka jego dziecka.
          • mimfa Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 09:13
            W dodatku Julicie się wydaje, że może swojemu eks narzucić jak ma się zachowywać jego kobieta wobec jego dziecka. Ma go wziąć na rozmowę i powiedzieć jak ona to widzi. Julita nie do końca chyba zdaje sobie sprawę, że jest już po rozwodzie i nie ma prawa mówić już byłemu jak ma żyć. Chyba, że były mąż jest taką ciapą, że posłucha - w takiej sytuacji żadna next się długo nie uchowa. Może o to chodzi...
            Nie rozumiem jak ojciec ma się z dzieckiem spotykać solo, jeśli bierze je na weekend do domu w którym mieszka z partnerką. Czy może jego ojcostwo będzie się realizować już tylko " na mieście", czy przez świadczenie usług takich jak podwożenie, odbieranie itd.
            • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 10:43
              Moje dziecko zawsze będzie moim dzieckiem, rozwód tutaj niczego nie zmienił. O sprawach dotyczących mojego dziecka zawsze będę rozmawiała z moim ex, także jeśli chodzi o sprawy drażliwe czy kłopotliwe. O sprawach dotyczących samego ex nie zająknęłam się od 1,5 roku i nie mam intencji kiedykolwiek się odezwać
              • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 11:42
                A co ma piernik do wiatraka? Jeśli Twój ex będzie w związku, to on ze swoją partnerką (żoną?) będą ustalali relacje między nimi (jako parą!) a Waszym synem. I Tobie nic do tego. Taka jest cena rozwodu.
                • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 11:46
                  Oczywiście ale jeśli uznam, że te relacje są niewłaściwe, szkodzą dziecku to będę interweniowała.
                  • mimfa Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 12:49
                    W jaki sposób? Może to nie jest zbyt przyjemne, ale nie jesteś w stanie wpłynąć za bardzo na to z kim spotyka się Twoje dziecko kiedy jest z ojcem. Przynajmniej dopóki ma pełnię praw rodzicielskich.
                    • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 12:54
                      Gdybym doszła do wniosku, przede wszystkim w oparciu o to co mówi samo dziecko, że charakter relacji mojego dziecka z partnerką mojego ex męża ma zły wpływ na dziecko, ewidentnie mu szkodzi oczywiście najpierw oczywiście porozmawiałabym o tym z nim, starała się ustalić w czym jest problem i być może sami dalibyśmy radę ten problem wyeliminować. Gdyby to się nie udało to poszłabym do sądu.
                      • differentview Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:07
                        julita165 napisała:

                        > Gdybym doszła do wniosku, przede wszystkim w oparciu o to co mówi samo dziecko,
                        > że charakter relacji mojego dziecka z partnerką mojego ex męża ma zły wpływ na
                        > dziecko, ewidentnie mu szkodzi oczywiście najpierw oczywiście porozmawiałabym
                        > o tym z nim, starała się ustalić w czym jest problem i być może sami dalibyśmy
                        > radę ten problem wyeliminować. Gdyby to się nie udało to poszłabym do sądu.

                        a co bys zrobila gdyby Twoje dziecko uwielbialo swoja macoche, tesknilo za nia, gdyby ona miala na nie wielki, pozytywny wplyw?;) bo wydaje mi sie, ze to tez moglby byc problem;)
                      • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:09
                        julita165 napisała:

                        > Gdybym doszła do wniosku, przede wszystkim w oparciu o to co mówi samo dziecko,
                        > że charakter relacji mojego dziecka z partnerką mojego ex męża ma zły wpływ na
                        > dziecko, ewidentnie mu szkodzi oczywiście najpierw oczywiście porozmawiałabym
                        > o tym z nim, starała się ustalić w czym jest problem i być może sami dalibyśmy
                        > radę ten problem wyeliminować. Gdyby to się nie udało to poszłabym do sądu.

                        Czy możesz sprecyzować co masz na myśli mówiąc "szkodzi dziecku", ma "zły wpływ" na dziecko?
                        Bo tak sobie myślę, że dopóki człowiek nie deprawuje dziecka, to co to może być?

                        Tak sobie teoretyzuję poniżej.
                        Dziecko przychodzi i mówi, że pani X, która właśnie wprowadziła się do taty jest buddystką i opowiada mu (dziecku) o swoim wyznaniu, pokazuje zdjęcia z wypraw do Indii, opowiada jak tam jest wspaniale, kolorowo, itd. Dziecko jest ewidentnie zafascynowane buddyzmem. Ty, jako gorliwa katoliczka, uważasz to za szkodliwy wpływ. Rozmawiasz z byłym mężem, który stwierdza, że przesadzasz i nie ma zamiaru zabronić swojej partnerce opowieści, a zwłaszcza ograniczać kontaktu dziecka z nią.
                        Ty idziesz do sądu i mówisz... ? co?

                        Sytuacja kolejna. Chcesz żeby Twoje dziecko było lekarzem. A nowa partnerka ojca jest instruktorką kick boxingu. Dziecko wyraża chęć uczestniczenia w treningach, co Ty uważasz za skrajnie niebezpieczne. Nie dość tego, dziecko stwierdza, że jego powołaniem życiowym jest bycie zawodowym kick boxerem. Następuje rozmowa z byłym mężem, jego reakcja jak wyżej.
                        Idziesz do sądu i co mówisz?
                        • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:16
                          Dopóki nie próbowałaby wywierać na dziecko presji, nie dyskredytowała dotychczasowej wiary czy przekonań dziecka, nie krytykowałaby ani nie komentowała jego wyborów, nie manipulowałby dzieckiem żeby go do czegoś skłonić ani nawet nie namawiałaby ( bo to już uważam za wykraczanie poza swoją rolę i pozycję w życiu dziecka ) a po prostu kultywowała własne a dziecko byłoby po prostu obserwatorem to luz Żyjemy w wolnym kraju. Jeśli coś z tego spodobałoby się dziecku to ja dokonałabym wyboru czy to coś jest dobre dla dziecka, czy może w tym czyms uczestniczyć.
                          • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:18
                            Kwestia wyboru wiary czy zawodu jest to poza tym kwestia dorosłego już człowieka i czy rozstałam się z ex czy byłabym z nim nadal dziecko kiedyś samo będzie musiało tych wyborów dokonać i tak samodzielnie
                            • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:25
                              julita165 napisała:

                              > Kwestia wyboru wiary czy zawodu jest to poza tym kwestia dorosłego już człowieka

                              Człowiek 13-14 letni jest dorosły? Nie bardzo. A ma jak najbardziej prawo decydować o swojej wierze i przyszłym zawodzie.
                              • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:32
                                13-latek to idzie do gimnazjum i jeszcze daleka przed nim droga do wyboru zawodu.
                                Zgodzę się, że sprawa religii jest bardziej skomplikowana bo często niechęć do dotychczasowego wyznania staje się po prostu elementem buntu nastolatka. Jakoś trzeba będzie sobie z róznymi buntami radzić.
                          • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:23
                            Migasz się od odpowiedzi :)

                            > Jeśli coś z tego spodobałoby się dziecku to ja dokonałabym wyboru czy to coś jest
                            > dobre dla dziecka, czy może w tym czyms uczestniczyć.

                            Wyraźnie napisałam, że teoretycznie Ty jesteś przeciwna (abstrahując od Twojej władzy nad tym, której nie masz w rzeczywistości), ale jesteś anty. Ojciec nie współpracuje z Tobą, idziesz do sądu i co mówisz / piszesz?
                            • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:28
                              Jeżeli byłabym przeciwna ( tak na amen ) to przecież dopóki dziecko jest nieletnie i tak nie może w żadnych zajęciach uczestniczyć bez mojej zgody, sama chęć dziecka nie wystarczy. O chęci next nie wspomnę. Nawet jak synka do p-kola zapisywałam konieczny był podpis obojga rodziców. Aczkolwiek trudno mi sobie wyobrazić coś czego dziecko bardzo chce a ja z uporem maniaka mu tak całkiem odmawiam. Raczej byłabym skupiona na tym czego dziecko chce i jak z nim to wyjaśnić a nie na tym, że podpatrzył to coś u jakiejś pani.
                              • dushychka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:45
                                Nie u jakieś Pani tylko nowej partnerki Twojego męża. Mi też się zdaje , że nie chodzi o dobro dziecka tylko Twoja zazdrość i zawieść. A jak Twoj maz zwiqze sie z kims na stale i dziecko bedzie mial z nia kontakt to tez nie bedzie dla niego jakas Pania. Tylko powiedzmy ala macocha (nie do konca macocha bo mame ma), ktora chcesz tego czy nie bedzie miala jakis wplywa na Twoje dziecko. Chyba ze pojdziesz do sadu naklamiesz to zabiora mu prawa rodzicielskie. Pisze ze naklamiesz bo za to ze ktos zaklada nowy zwiqzek/rodzine to wiesz raczej nie zabieraja. Smutne ale schemat ex małżonki zachowany 😀
                                • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:50
                                  A jak Twoim zdaniem ja miałabym się wyrażać o nowej partnerce ? W sformułowaniu ta pani, pani x nie ma nic niewłaściwego, obraźliwego a przecież dla mnie to obca osoba. O przedszkolance też wyrażam się pani Ewa, pani z przedszkola.
                                  • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 13:51
                                    zjadło mi się :-)
                                    cd. chociaż i ja i syn ją bardzo lubimy
                              • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 14:06
                                W całej Twojej postawie bije po oczach paniczny strach, że "jakaś pani" może stać się dla Waszego dziecka kimś ważnym, że może być dla niego osobą bliską, wręcz autorytetem.
                                Ogromna niepewność swojej pozycji (irracjonalne totalnie) i jakieś kompleksy.
                                Szczerze mówiąc jestem bardzo ciekawa Twojej postawy kiedy pojawi się jakiś element dodatkowy w relacji Ty-dziecko-ojciec dziecka.
                                No tak... ja mogę sobie pozwolić na uśmieszek, nie ukrywam, politowania.
                                Waszemu dziecku do śmiechu nie będzie...
                                • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 14:22
                                  Uczciwie Ci przyznam - masz trochę racji. Nie mam żadnego problemu z tym, że ktos inny niż ja może być autorytetem dla mojego dziecka. Jeśli chodzi o ex to nie tylko, że nigdy w zyciu o nim czy to wprost do dziecka czy chociażby w obecności dziecka nie powiedziałam nic złego, nawet przeciwnie mówię w sposób podbudowujący w oczach dziecka autorytet ojca, zawsze szczerze cieszę się z dzieckiem jak opowiada co robił a tatą, zachęcam do kontaktów, robię co mogę żeby mieli jak najlepsze. Nie mam tez żadnych problemów z babcią ze strony ojca ( innej rodziny niż matka ex nie ma, jakiś dalekich kuzynów ale mają wyłącznie kontankt telefoniczny raz na ruski rok), spotykają się regularnie a ja się cieszę, że z powodu rozwodu nie stracił babci. Wyjątkiem jest ta hipotetyczna next. Myślę, że jest tak dlatego, że taka osoba ( mimochodem, nawet nie w sposób przemyślany ) jest ustawiana w pozycji quasi-matki a ja nie chcę żeby ktokolwiek oprócz mnie i ojca dziecka znajdował się w pozycji takiego niby-rodzica. Musi istnieć wyraźna i nieprzekraczalna granica między matką a partnerka ojca czy tez ojcem, a partnerem matki. Zgodzę się, że rózni ludzie w różnym miejscu mogą sobie tą granicę wyznaczać, w moim wypadku ona jest po prostu daleko posunięta. I nie chodzi o samą next. Gdyby nie dziecko to mnie ewentualna nowa partnerka ex męża obchodzi mniej niż...nowa sama nie wiem co, aż trudno znaleźć porównanie.
                                  • mimfa Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 14:48
                                    Wolałabyś, żeby ostentacyjnie olewała Twojego syna, może nawet, żeby jej przeszkadzał? Nie wiem dlaczego zakładasz, że nowa kobieta Twojego eks zechce matkować Twojemu dziecku- raczej miej nadzieję, że będzie go uprzejmie tolerować. Z dwojga złego wolałabym przesadną troskę niż ukrywaną za maską poprawności niechęć.
                                    Żyć bez żalu ...
                                  • mimfa Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 14:50
                                    I jeszcze coś - taką granicę Ty możesz postawić swojemu partnerowi, ale Twój były sam ustali granice między swoją partnerką a dzieckiem.
                                    • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 14:54
                                      Po pierwsze jeśli tolerowanie mojego dziecka ma być dla kogoś problemem to z całym moim błogosławieństwem może go nie tolerować. Nie mój problem. A po drugie - będę miała wpływ na relacje mojego dziecka z ewentualną next tak jak mam wpływ na jego kontakty z bardzo wieloma innymi osobami na czele z jego ojcem.
                                      • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:02
                                        > A po drugie - będę miała wpływ na relacje mojego dziecka z ewentualną
                                        > next tak jak mam wpływ na jego kontakty z bardzo wieloma innymi osobami > na czele z jego ojcem.

                                        Ty jesteś matką czy właścicielka? Bo Twoje wypowiedzi wskazują jednak na to drugie.
                                        • ola_dom Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:08
                                          kotradykcja napisała:

                                          > Ty jesteś matką czy właścicielka? Bo Twoje wypowiedzi wskazują jednak na to drugie.

                                          Oj, trafne....:/
                                      • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:05
                                        I tak jeszcze a propos " na czele z jego ojcem" - a potem baby się dziwią, że ojciec nie ma ochoty na zbyt częsty kontakt z własnym dzieckiem... Weź Ty się zastanów jak byś się czuła jakby Twój ex miał taką postawę. Jak znam życie pierwsza darłabyś się, że Ci nie ma prawa warunków stawiać, bo to tak samo (!!!) Twoje dziecko. I miałabyś rację.
                                        I nad jeszcze jednym się zastanów. Masz syna, tak? To sobie wyobraź, że jakieś babsko traktuje Twoje dziecko tak, jak Ty jego ojca.
                                        Biorąc pod uwagę wszelkie statystyki, za jakieś 30 lat przekonasz się jak to jest.
                                      • mimfa Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:11
                                        Wiesz, te wpływy to maks do 12 roku życia, potem może się nawet rykoszetem odbić. Ojcu dajesz jakieś prawo do decyzji czy raczej ma być tylko wykonawcą Twoich zamysłów. Zdaje się, że pisałaś, że właśnie z braku odmiennych wizji na związek rozpadło się wasze małżeństwo. Po prostu taka Twoja uroda?
                                        • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:20
                                          Jeśli chodzi o relacje z ex w sprawie syna to nie mam sobie nic do zarzucenia. Ojciec ma tyle kontaktów z dzieckiem ile sobie życzy. To ja, biorąc pod uwagę specyficzny charakter pracy męża nie nalegałam a nawet sama zaproponowalam żebyśmy nie ustalali żadnych sztywnych ram tych spotkań bo to przede wszystkim ojciec a nie ja miałby w praktyce problem żeby potem tych ram nie naruszać. To ja go z reguły pytam czy woli zabrać syna w sobotę czy w niedzielę bo mnie 9/10 jest to obojętne, to ja jeśli tylko ex mąż ma extra wolny dzień i ni stąd ni zowąd chce spotkać się z dzieckiem w tygodniu dostosowuję swoje plany bo rozumiem, że ma mniej czasu dla dziecka niż ja. Oczywiście skoro dziecko mieszka ze mną to ja podejmuję większość decyzji samodzielnie, zwłaszcza że to bardzo małe dziecko ale to nie znaczy, że w kilku ważnych sprawach nie potrafiliśmy się porozumieć.
                                      • mimfa Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:19
                                        Zresztą, my tu sobie gadu gadu, a kiedy julita się naprawdę zakocha ( a to może dopaść z nienacka) to sama chętnie odda syna na weekend pod dobrą opiekę eksa i jego ew. partnerki ( nie tak już strasznej) , żeby spędzić czas tylko z ukochanym. :)
                                        • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:59
                                          Raczej nie, przecież to patologia.
                                      • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:03
                                        Wiesz, kiedyś czytałam szereg wypowiedzi psychologów, w tym jedną : człowiek, który usiłuje mieć wpływ na ludzi, ma na nich dużo mniejszy wpływ niż człowiek bez takiego parcia Zgadzam się z tym.
                                  • yoma Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 14:58
                                    Spisz regulamin, co wolno next z twoim dzieckiem, i daj wszystkim zainteresowanym do podpisu.
                                  • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:01
                                    To, że nie przeszkadzają Ci relacje dziecka z własną rodziną (ojciec, babcia, kuzyni, itp.) to akurat nie jest żadne halo tylko norma. Inna sytuacja byłaby po prostu patologią i nadawała się do interwencji psychiatry, psychologa i Rzecznika Praw Dziecka jako przejaw przemocy psychicznej.
                                    Natomiast ewentualna partnerka ojca będzie tym, kim dziecko, nie Ty, nie ojciec, ale samo dziecko pozwoli jej być. No i oczywiście, kim ona sama będzie chciała.
                                    Bo tak realnie, jeśli dziecko ją naprawdę polubi, Twój opór i niechęć z czasem obróci się przeciwko Tobie.
                                    Znam taką sytuację. Macocha z tych zaangażowanych, dużo czasu spędza z dzieckiem, dziecko ją autentycznie kocha. Każdy atak matki na nią spotyka się z oporem dziecka. Dziecko ma lat naście i otwarcie już mówi, że matka ma problem psychiczny i nie pozwala o żonie ojca złego słowa powiedzieć, do tego stopnia, że ukróca kontakt z rodziną matki, która niepochlebnie wyraża się na temat macochy. Z matką poniekąd też spędzając coraz więcej czasu u ojca.
                                    Tak naprawdę jedyne, co Ty możesz zrobić to zbudować z dzieckiem zdrowe (!) relacje oparte na miłości i szacunku. Wtedy dziecko nie będzie potrzebowało "matki" czy niby-matki, a jedynie z życzliwością odniesie się do życzliwego mu (miejmy nadzieję) dorosłego.
                                    • dushychka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:17
                                      Dobrze wiesz Julito o co chodziło z ta "jakas" a nie Panią zresztą jak widzę nie tylko ja zwróciłam a to uwagę. Samymi takimi słowami wyrażasz się agresywnie o kimś kogo nawet nie ma. Dobrze ktoś napisał , że nie jesteś właścicielka dziecka. A nie będziesz ustalać relacje dziecka za swoim ojcem to jest chore. To jest sprawa dziecka i ojca, który posiada władze rodzicielska. Nie wiem kto tu taj miał gorszy charakter , że się rozwiedliscie. Jak ojcu nie pozwoliłas mieć własnych spraw z dzieckiem i relacji. Smutne jak juz pisałam smutne to dla Twojego dziecka robisz mu krzywdę.
                        • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:35
                          Pozwole sobie wtracic swoje 3 grosze;-)

                          kotradykcja napisała:

                          > julita165 napisała:
                          >
                          > > Gdybym doszła do wniosku, przede wszystkim w oparciu o to co mówi samo dz
                          > iecko,
                          > > że charakter relacji mojego dziecka z partnerką mojego ex męża ma zły wpł
                          > yw na
                          > > dziecko, ewidentnie mu szkodzi oczywiście najpierw oczywiście porozmawiał
                          > abym
                          > > o tym z nim, starała się ustalić w czym jest problem i być może sami dali
                          > byśmy
                          > > radę ten problem wyeliminować. Gdyby to się nie udało to poszłabym do sąd
                          > u.
                          >
                          > Czy możesz sprecyzować co masz na myśli mówiąc "szkodzi dziecku", ma "zły wpływ
                          > " na dziecko?
                          > Bo tak sobie myślę, że dopóki człowiek nie deprawuje dziecka, to co to może być
                          > ?
                          >
                          > Tak sobie teoretyzuję poniżej.
                          > Dziecko przychodzi i mówi, że pani X, która właśnie wprowadziła się do taty jes
                          > t buddystką i opowiada mu (dziecku) o swoim wyznaniu, pokazuje zdjęcia z wypraw
                          > do Indii, opowiada jak tam jest wspaniale, kolorowo, itd. Dziecko jest ewident
                          > nie zafascynowane buddyzmem. Ty, jako gorliwa katoliczka, uważasz to za szkodli
                          > wy wpływ. Rozmawiasz z byłym mężem, który stwierdza, że przesadzasz i nie ma za
                          > miaru zabronić swojej partnerce opowieści, a zwłaszcza ograniczać kontaktu dzie
                          > cka z nią.
                          > Ty idziesz do sądu i mówisz... ? co?

                          Nie znam buddystki, ktora rozmawialaby z czyims dzieckiem o swoim wyznaniu.
                          Jesi Julitta (gorliwa katoliczka;) i jej ex brali slub koscielny, to bylo tez pytanie w jakiej wierze/wyznaniu beda wychowywac swoje dziecko. Jesli ojciec nie protestuje wobec rozmow nex o jej wyznaniu to Sad moze byc w rozterce...
                          Nie jestem w stanie teraz sobie przypomniec tytulu ksiazki-wywiadu Dalajlamy z intelektualistami Zachodu. Dalajlama wyrazil swoje zdziwienie zainteresowaniem ludzi Zachodu religiami Wschodu i swoj sceptycyzm w mozliwosc zrozumienia. Jest zdania, ze kazdy niech zglebia swoja religie,bo to cos wiecej niz wyznanie... w ten desen;-)
                          Dalajlama zapytany o kompleks nizszosci odpowiedzial, ze jest to obce ludziom Wschodu.
                          Moze mial na mysli, ze bardzo kolorowo moze byc w Lowiczu w Boze Cialo;-)

                          Probuje obrocic w zart, ale Twoj przyklad teoretyczny nie podoba mi sie.
                          Mysle, ze ateistka Oriana Fallaci tez by oprotestowala.


                          >
                          > Sytuacja kolejna. Chcesz żeby Twoje dziecko było lekarzem. A nowa partnerka ojc
                          > a jest instruktorką kick boxingu. Dziecko wyraża chęć uczestniczenia w treninga
                          > ch, co Ty uważasz za skrajnie niebezpieczne. Nie dość tego, dziecko stwierdza,
                          > że jego powołaniem życiowym jest bycie zawodowym kick boxerem. Następuje rozmow
                          > a z byłym mężem, jego reakcja jak wyżej.
                          > Idziesz do sądu i co mówisz?

                          Jesli Julitta pochodzilaby z rodziny lekarskiej(z dziadapradziada)i dzieciak mialby predyspozycje i dotychczas wyrazal chec kontynuowania tej tradycji... to juz pozostaje tylko sie modlic o to dziecko;-)
                          • kotradykcja Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 15:40
                            O jeesuu, no tak mi przyszło do głowy żeby była jakaś ewidentna skrajność :P
                            Ale równie dobrze mogłam podać przykład Julity gorliwej katoliczki i macochy dajmy na to baptystki lub luteranki.
                            • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:07
                              Ja uwazam, ze to nieuczciwe, zeby nex rormawiala z malym dzieckiem o swoim wyznaniu (jakimkolwiek). I niezaleznie jakiego wyznania matka, i stopien jej gorliwosci... (ciekawe jak to mierzysz? Albo jak zmierzyc gorliwosc? I kto?)
                              • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:16
                                Też mi się wydaje, że nie jest rolą next w ogóle wypowiadać się o religii w życiu dziecka. Co innego opowiadanie jak to fajnie zwiedzać Indie a co innego jaką to super religią jest buddyzm ( czy jakakolwiek religia ). Wychowanie dziecka w takiej czy innej wierze jest wyłączną domeną rodziców, wiara bądź brak wiary to bardzo delikatny temat, jak dla mnie zbyt delikatny jak na relacje partnerki ex męża z moim dzieckiem. I zgadzam się, że gdyby doszło do sytuacji, w której next usiłuje przekonać moje dziecko do jej religii to gdyby sprawa trafiła do sądu raczej nie byłabym na z góry przegranej pozycji.
                                • edw-ina Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:23
                                  Czasami dzieci po prostu pytają i nieodpowiedzenie na ich pytanie jest po prostu formą olania tego dziecka. Ja już tobie napisałam coś, czego nie chcesz zaakceptować, a mianowicie, że dzieci bardzo dużo widzą, wiedzą i rozumieją. Więcej, niż nam się wydaje. Ja kiedyś musiałam odpowiedzieć na pytanie dlaczego związałam się z ich ojcem, w końcu mogłam wziąć sobie pana bez przychówku i mieć święty spokój. I co miałam powiedzieć, że to zbyt delikatny temat i to nie ich sprawa?
                                  • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:32
                                    Nie, to pytanie dotyczyło bezpośrednio Ciebie więc nie było nic złego w udzielaniu na nie odpowiedzi. Tylko Ty też zdajesz się nie rozumieć, że w sytuacji do której odnoszą się poprzednie wpisy nie chodzi o odpowiadanie na pytanie tylko o sytuację jakieś formy propagowania przez next wobec dziecka swojej religii. Z jej własnej inicjatywy. Z sytuacji gdyby to dziecko samo zapytało o religię next moim zdaniem powinna udzielić krótkiej odpowiedzi i nie ciągnąć tematu. Jak sama słusznie zauważyłaś dziecko dużo widzą więc wątpliwe żeby dziecko samo z siebie wałkowało temat.
                                    • edw-ina Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:36
                                      Nie, w pytaniu zadanym ci przez forumkę nie padło nic o propagowaniu religii, tylko o tym, że kobieta nie ukrywa się z wyznawaniem jej, a sam fakt odmienności może budzić ciekawość. I czy ma prawo odpowiadać na pytania zadane przez dziecko w tej kwestii.
                                      • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:44
                                        Nie, w pierwotnym poście dotyczącym tej kwestii autorka przedstawiła hipotetyczną sytuację pisząc, że dziecko mi relacjonuje, że pani która zamieszkała z ex mężem opowiada mu jaka to wspaniała sprawa ten buddyzm. Nie że ona np. oddaje się jakimś medytacjom co obserwuje dziecko i wywołuje jego ciekawość tylko ona mu opowiada. I jeżeli taka hipotetyczna sytuacja miałaby miejsce to ona moim zdaniem w tym momencie przekracza granice tego co jest dopuszczalne.
                                        • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:52
                                          Masz ogromną skłonność do kontroli, tylko możliwości nie takie.
                                          Tak myślę, że masz spore szanse stać się ofiara przemocy synka za ok. 10 lat.
                                        • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:55
                                          Julita, ale chodzi tez o to, ze w takiej sytuacji, jesli Twoj Ex nieoprotestuje takiego zachowania , to nic nie zrobisz. Moim zdaniem tylko rozmowa w 4 oczy z Ex, bardzo dyplomatycznie, na czym Tobie zalezy i niekrytycznie o swiatopogladzie nex.
                                          Ewentualnie wycieczka z dzieciakiem do Indii, popatrzec i wrocic do domu:-)
                                          • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:59
                                            Całkowicie się z Tobą zgadzam i na pewno tak bym w pierwszej kolejności postępowała.
                                          • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:02
                                            Sądzisz, że ona dyplomatycznie i bez krytykanctwa potrafi?
                                            • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:18
                                              Nie mnie sadzic.
                                              Malo kto potrafi, to rzadko spotykana cecha;-) ale mozna sie nauczyc...
                                              Trzeba cwiczyc:-)
                                • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:31
                                  Po co Ty takie duby smalone bredzisz? Jaki powód miałaby next, by przekonywać cudze dziecko do jakiejś religii. I co sąd by w takiej sytuacji zrobił, Twoim zdaniem?. Byłaś kiedykolwiek w sądzie? Skierowałabyś się do rodzinnego, cywilnego, czy do karnego może od razu? I z czym? Przeciwko komu? Czego byś się domagała?
                                  • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:36
                                    Rozwazania sa teoretyczne;-) I nie Julitta wywolala temat, chyba.
                                  • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:37
                                    A czytałaś w ogóle poprzednie wpisy ? Te rozważania nad sprawami religijności next były odpowiedzią na wcześniej zadane pytanie co ja bym zrobiła gdyby znalazła się nawiedzona next buddystka nawracająca moje dziecko
                                    • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:56
                                      No dobrze, a moje pytanie brzmi : do jakiego sądu i z jakim powództwem byś się udała, że ktoś Ci bałamuci religijnie 4-letnie dziecko? Straszenie SĄDAMI zawsze mnie bawi, choć miałam do czynienia ze wszystkimi możliwymi.
                                      • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:57
                                        To jest chyba jasne, że do sądu rodzinnego o ustanowienie kontaktów ojca z dzieckiem bez udziału nowej partnerki.
                                        • gakig Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:02
                                          tak i powiesz że dlatego bo nowa partnerka jest innego wyznania? No proszę Cie, nie da się ukrócić kontaktów z ojcem bo ma nową partnerkę która jest innego wyznania i opowiada o tym dziecku. To nie jest patologia, ani nic co krzywdzi dziecko tylko rozszerza horyzonty.
                                        • vilez Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:04
                                          > To jest chyba jasne, że do sądu rodzinnego o ustanowienie kontaktów ojca z dzieckiem bez udziału nowej partnerki.

                                          Żartujesz? Nie ma takiej możliwości, jeśli nie udowodnisz, że macocha realnie krzywdzi Twoje dziecko (zakaz zbliżania się).
                                          To ojciec decyduje, kogo "wciągnie" jeszcze do kontaktów z dzieckiem ze swojej strony. Może i pół miasta, jeśli tylko zechce, a Tobie będzie nic do tego.
                                          • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:15
                                            Dokładnie tak, to takie szczekanie. Nie potrafi realnie ocenić swoich możliwości.
                                            • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:24
                                              tzn. mogłaby się domagać kontaktów ojca z dzieckiem w obecności kuratora, ale takie orzeczenia muszą być uzasadnione, bo ograniczają prawa do normalnego życia rodzinnego. Jakby Julita się za bardzo pieniła, to mogliby jej ograniczyć władzę rodzicielską. Znam przypadek rodzica ( własnego, niestety), który wytoczył sprawę o ograniczenie władzy rodzicielskiej matce, która się zakończyła pozbawieniem władzy tatusia. Uznano, że pieniacz nie może mieć wpływu na dzieci.
                                              • julita165 Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:28
                                                Pisałam wcześniej, że znam sprawę, w której 16 latek wybrał mieszkanie z ojcem i nie chce spotykać się z matka w obecności jej nowego partnera. Trwa sprawa w sądzie, strasznie jestem ciekawa tego wyroku
                                                • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:38
                                                  I to jest niestety dowod na Twoje leki. Jesli szukasz rady, to rozgladaj sie za przykladami, gdzie ludzie w sposob kulturalny i cywilizowany znalezli rozwiazanie kierujac sie dobrem dziecka. Sad to ostatecznosc.
                                                • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:49
                                                  Nie bardzo sobie wyobrażam, że 16-latek do kontaktów z partnerem mamy jest zmuszany i w czym problem. W tym wieku samemu się o takich sprawach decyduje.
                                                  Wiesz, ludzie składają różne pozwy, głośna była sprawa Adama, co to pozwał rodziców, ale jakoś ucichła, czego się spodziewałam. Sukces Adaś by odtrąbił na całą Polskę.
                                                • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 18:04
                                                  I jeszcze jedno.
                                                  Twoim zadaniem jest, jak byc wystarczajaco dobra matka. Wystarczajaco duzo roboty.
                                                  Jak chcesz, mozesz poszukac warsztatow dla matek malych dzieci.

                                                  A jakim jest ojcem Ex, to nie Twoja sprawa. Oceniac bedzie Wasz syn, o ile bedzie mu sie chcialo;-)
                                                  Ty mu ojca nie zastapisz i lepiej nie probuj;-)
                                        • basiastel Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:11
                                          I masz z ex wojnę gotową, a dziecko gotuje się w kociołku waszych przepychanek.
                                          Dlaczego spodziewasz się od życia złego i walczysz z czymś, czego nie ma?
                                          Pierwszy raz spotykam się z takim negatywnym oczekiwaniem przyszłości i kombinacjami na wyrost.
                                      • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:58
                                        A nie mam pojecia. To nie ja wymyslilam taki teoretyczny problem.
                                      • gakig Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 16:59
                                        trzeba by było zamknąć ludzi Jechowywch oni też chodzą ze swoim posłaniem i "bałamucą"
                                        • napis_z_obrazka Re: Leki i uprzedzenia 16.10.15, 17:04
                                          Ale maja opinie uczciwych, pracodawcy bardzo sobie ich cenia.
                                          Mnie nachodzili. Kiedy powiedzialam, ze chetnie i kawy sie napije, i soli po sasiedzku pozycze ale niech kazdy zostanie przy swoim swiatopogladzie... to przestali miec dla mnie czas;-)
    • differentview Re: O różnych rodzinach patchworkowych 16.10.15, 10:03
      ciekawa audycja o patchworkowych rodzinach- pokazujaca blaski i cienie takiego modelu www.polskieradio.pl/7/3068/Artykul/1398937,Byly-maz-dzieci-partnerka-Jak-pozszywac-rodzine-patchworkowa
    • vilez Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 16.10.15, 17:02
      julita napisała:

      > Myślę, że jest tak dlatego, że taka osoba ( mimochodem, nawet nie w sposób przemyślany ) jest ustawiana w pozycji quasi-matki a ja nie chcę żeby ktokolwiek oprócz
      > mnie i ojca dziecka znajdował się w pozycji takiego niby-rodzica.
      Musi istnieć wyraźna i
      > nieprzekraczalna granica między matką a partnerka ojca czy tez ojcem, a partnerem matki.

      Czyli jednak: LĘK. Lęk o to, że ktoś zastąpi nas jako rodzica. Irrarcjonalny lęk, bo jak już pisałam, jeżeli rodzic jest obecny w życiu dziecka, to nikt tego rodzica nie jest w stanie zastąpić. A to, czy będzie ten rodzic obecny, zależy głównie od niego (pomijam przypadki typu: ciężka choroba).
      Znanym jest fakt, że dzieci nawet niewydolnych rodziców bardzo chcą mieć z nimi kontakt. Trzeba się rodzicowi naprawdę "postarać", by coś tutaj spieprzyć na linii rodzic- dziecko aż tak, że dziecko chciałoby zastąpić rodzica inną osobą w tej funkcji.

      Zatem, skąd taki lęk? Z poczucia niepewności jako rodzica- że ktoś może okazać się lepszym od nas w relacji z dzieckiem? Z zazdrości o uczucia, o relację- że nasze dziecko kogoś jeszcze polubi (lub nawet pokocha) oprócz nas? Że nie będziemy w życiu dziecka na pierwszym planie? Że ktoś oprócz nas może być dla dziecka autorytetem?

      > Dopóki nie próbowałaby wywierać na dziecko presji, nie dyskredytowała dotychczasowej
      > wiary czy przekonań dziecka, nie krytykowałaby ani nie komentowała jego wyborów, nie
      > manipulowałby dzieckiem żeby go do czegoś skłonić ani nawet nie namawiałaby ( bo to już > uważam za wykraczanie poza swoją rolę i pozycję w życiu dziecka ) a po prostu
      > kultywowała własne a dziecko byłoby po prostu obserwatorem to luz...

      Skąd to projektowanie, że przyszła macocha/ojczym będą mieli zły wpływ na dziecko? Że będą wpływać na wyznanie czy będą dzieckiem manipulować? Wyznam, że to mi się wydaje kluczowe- to z góry złe nastawienie co do możliwości macochy. Ona jest z góry ustawiona jako ta, która może mieć zły wpływ. Przy takiej postawie złego wpływu można się dopatrzyć we wszystkim: spojrzała źle, powiedziała coś nie tak itp.

      Najbardziej groźne wydaje mi się jednak to:
      > Jeśli coś z tego spodobałoby się dziecku to ja dokonałabym wyboru czy to coś jest dobre
      > dla dziecka


      Znaczy się, dziecko jest własnością matki absolutną. Jak w takim razie matka poradzi sobie z tym, co przychodzi do dziecka od świata: ze szkoły, od rówieśników, z mediów? Nad wszystkim będzie czuwać, i decydować za dziecko, co jest dobre a co złe dla niego ? Złe według oczywiście własnego widzimisię? To mam bardzo złą wiadomość dla takiej matki- taka kontrola jest złudna, w miarę inteligentne dziecko szybko co najwyżej nauczy się taić przed matką wszystko to, co jest sprzeczne z jej widzimisię.
      Niestety, mniej inteligentne czy bardziej wrażliwe dziecko da się wplątać w toksyczną relację z matką i to dopiero będzie krzywda dla niego. Wyrzuty, że się „mamę skrzywdziło”, bo się jej zrobiło przykrość, Konflikt lojalnościowy, bo „lubię macochę”. Piekło gotowe.

      Konkludując: widzę ogromny obszar lękowy na tle poczucia własnej wartości, i nie dotyczy on tylko macoch/ojczymów, ale każdego „obcego” wpływu na dziecko. Macocha/ojczym jest tu zaledwie eksponentem tego lęku. Ale kiedyś to będą przyjaciele dziecka- bo są za blisko dziecka, nauczyciele- bo "wpływają na dziecko", potem" małżonek czy partner dziecka, który pociągnie "nasze dziecko" ku temu czy owemu z czym się nie zgadzamy.
      Klasyka zawłaszczania życiem dziecka.
      • julita165 Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 16.10.15, 17:23
        Nie bardzo udało się nam dogadać. Jestem ostatnią osobą, która jest zdania że dziecko nie ma prawa w wielu kwestiach decydować o sobie. Już mój 4 latek ma adekwatne do wieku pole do popisu. Część tych przytoczonych przez Ciebie kategorycznych zdań odnosiło się do postawionego wcześniej teoretycznego pytania "a co ja bym zrobiła gdyby" i w dodatku przyciskania mnie żebym jednak jasno zdeklarowała chociaż przedstawione sytuacje były naprawdę mocno wydumane. Piszesz, że najgroźniejsze moje zdanie dotyczyło tego, że to ja dokonałabym oceny czy coś jest dobre czy złe dla dziecka. Nie rozumiem. Rodzice codziennie wiele razy dokonują takich ocen. No nie sposób wykluczyć sytuacji chociaz nie potrafie podać przykładu, że dziecko bardzo czegoś chce a ja jednak jako ten dorosły muszę mu w jak najlepszych intencjach odmówić. Czy jest jakiś rodzic, który nigdy nie znajduje się w takiej sytuacji ? W innych postach pisałam wyraźnie że nie bardzo wyobrażam sobie sytuację, w której dziecko bardzo czegoś chce a ja kategorycznie mówię "nie", pomijając głupstwa typu "chcę dziś juz i teraz samochodzik chcoiaż mam ich już 1055" I nieprawdą jest, że zakładam zły wpływ ewentualnej macochy na moje dziecko. Napisałam co bym zrobiła gdyby taki w mojej ocenie miała. I jeszcze co do lęku. To nie jest lęk o to, że ktoś rzeczywiście mógłby mnie jako matkę zastąpić, ja czuję się w swojej roli naprawdę dobrze i pewnie. To jest bardziej lęk o to, że ktoś mógłby próbować wejść w nie swoje buty nie tyle z obawy przed skutecznością takich zachowań ile z obawy przed narażeniem mojego dziecko na nieprzyjemności, stres. Zwłaszcza dopóki dziecko jest małe.
        • basiastel Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 16.10.15, 17:29
          Tylko, że normalni ludzie żyją, cieszą się dzieckiem i nie generują wydumanych lęków. Idź z dzieciaczkiem do piaskownicy, zamiast się nakręcać.
        • vilez Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 16.10.15, 17:43
          > To jest bardziej lęk o to, że ktoś mógłby próbować wejść w nie swoje buty nie tyle z obawy przed
          > skutecznością takich zachowań ile z obawy przed narażeniem mojego dziecko na nieprzyjemności, stres. > Zwłaszcza dopóki dziecko jest małe.

          Kupiłabym to, gdyby nie te "nieswoje buty", które zdradzają, czego się boisz. Bo zobacz, w "swoich butach" już można dziecku sprawić przykrość i narazić na stres? Ty jako rodzic- możesz? Nauczyciel, który jest w "swoich butach" (nauczycielskich) może? Koledzy mogą? Itd. Ano- mogą. Tylko macocha nie może. Bo?
          Tobie moim zdaniem naprawdę chodzi o to, ze ktoś może zająć Twoje miejsce, czyli wejść w "Twoje buty", a nie- o stres dziecka czy jego nerwy.
          Bo na stres i przykrości dziecko będzie narażone od pierwszych sytuacji socjalizacyjnych. Nie ma życia i rozwoju bez stresu i nerwów. Czyli, nie o ten stres i nerwy dziecka chodzi. Chodzi właśnie o Twoje buty, o to że się o nie lękasz.
          • basiastel Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 16.10.15, 18:01
            Tym bardziej niepokojące jest to, że Julita uważa, że jej dziecko będzie z nią szczęśliwe, że to dla niego najlepsze, gdy będą tylko razem. Będzie tęsknie patrzył na roześmiane rodziny i miał w domu jedynie skłonną do przesadnej kontroli i przepełnioną wydumanymi lękami mamę. Żadne szczęście.
            • vilez Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 16.10.15, 18:14
              Dokładnie.
        • kotradykcja Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 16.10.15, 20:39
          > chociaż przedstawione sytuacje były naprawdę
          > mocno wydumane.

          Zła nowina. To są jak najbardziej realne sytuacje.
          Wyobraź sobie, mam inne wyznanie niż matka pasierbów.
          Dzieci widziały, że idę w niedzielę do kościoła, ale innego niż oni z mamą.
          Zaczęli pytać dlaczego nie z nimi, jaką różnica.
          Potem poprosili żeby ich zabrać.
          Zgodnie z Twoją filozofią powinnam odmówić wszelkich wyjaśnień
          No więc nie odmówiłam. Co więcej, zabrałam dzieci na nabożeństwo. Za zgodą ojca oczywiście. A ojciec, o zgrozo, nie prosił matki o zgodę ;-)
          Piekło i szatni ;-)
          Dzieci, imaginuj sobie, żyją i mają się nieźle. Matkę kochają i szanują. I wcale nie koliduje to z uczuciem do mnie.
          Różnica z teoretyczną sytuacją taka, że mama pasierbów praktykuje raczej świątecznie.
          Jeśli chodzi o wybór drogi życiowej, starszy pasierb porzucił drogę sugerowaną przez dziadków ze strony mamy i wybrał profil w szkole, który ja kończyłam oraz moją dawną szkołę właśnie.
          Będę się w piekle smażyć za przekabacenie "obcego " dziecka :-P
          • basiastel Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 17.10.15, 07:50
            Żyje w poczuciu zagrożenia, zbroi się i ma bojową postawę, choć nic złego się nie dzieje. Dziecko nie może się z nią dobrze i bezpiecznie czuć. Nawet przez dorosłe osoby, choćby tu na forum, jest źle odbierana. A dziecko chciałoby mieć w domu kogoś swobodnego, pewnego siebie, uśmiechniętego.
          • vilez Re: Jeszcze o tym lęku i o zawłaszczaniu 17.10.15, 08:18
            Witaj w klubie. Mój syn wybrał szkołę najbardziej kierując się rozmowami z ojczymem. Rodzony ojciec i ja mieliśmy odrobinę inną wizję, hehe. I wszyscy żyjemy :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka