Dodaj do ulubionych

Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki.

19.01.05, 16:23
Tak sobie czytam czasem forum i dochodze do wniosku,że większosć z was ma
juz swoje mieszkania.Dla mnie własne mieszkanko to szczyt marzeń a ten post
napisałam trochę z ciekawości i dla sprwdzenia czy faktycznie jest tak ciężko
młodym ludziom po ślubie(bądz też żyjącym razem), brak mieszkania itp.
My jeszcze nie mieszkamy na swoim a jak u was z tym luksusem?

pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • sweet.joan Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 16:29
      Włane mieszkanko... - dla mnie to też na razie marzenie. Oby się spoełniło jak
      najprędzej!
    • melka_x Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 16:33
      Pierwsze własne mieszkanie kupiłam przed ślubem, w połowie je sfinansowała
      mama, w połowie kredyt.
      W tej chwili oprocentowanie w porównaniu do sytuacji sprzed mniej więcej 5 lat
      spadło na tyle, że każdego kogo stać na wynajęcie, stać i na zakup, raty są
      porównywalne z kosztami wynajmu. No i wymagania banków odnośnie zabezpieczeń i
      wkładu własnego też spadły.
      • e_r_i_n Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:01
        melka_x napisała:

        > W tej chwili oprocentowanie w porównaniu do sytuacji sprzed mniej więcej 5
        > lat spadło na tyle, że każdego kogo stać na wynajęcie, stać i na zakup, raty
        > są porównywalne z kosztami wynajmu.

        Tylko do wynajmu nie trzeba mieć długoletniej umowy, do wzięcia kredytu -
        owszem. I to jest niestety czesto bariera.
        • melka_x warunki kredytu 20.01.05, 09:24
          > Tylko do wynajmu nie trzeba mieć długoletniej umowy, do wzięcia kredytu -
          > owszem. I to jest niestety czesto bariera.

          Erin już nie. Są banki, które dają kredyt nawet przy umowie o dzieło, są banki,
          które dają przy rocznej umowie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że perspektywę
          na długoletnie, regularne dochody trzeba mieć (no ale przy wynajmie też są
          potrzebne). Są też kredyty z możliwością 12 lub nawet 24 miesięcznej karencji,
          wreszcie są też specjalne ubezpieczenia na wypadek utraty pracy, wtedy spłata
          kredytu przez rok idzie z polisy. Oczywiście możliwość karencji jest lepszym
          wyjściem. Tym, którzy się zastanawiają nad kredytem polecam ostatnią Gazetę
          Nieruchomości (czy Dom), jest tam zestawienie warunków kredytów w
          poszczególnych bankach.

          • e_r_i_n Re: warunki kredytu 20.01.05, 09:28
            Wiem, ze warunki teoretycznie sa juz duzo dogodniejsze, ale niestety w praktyce
            to jeszcze tak rozowo nie wyglada uncertain Zreszta i tak wszystko ostatecznie jest
            ustalane juz przy konkretnych rozmowach w banku. Ale gazety poczytam, dzieki za
            informacje.
          • kuku-007 Re: warunki kredytu 20.01.05, 10:01
            Są banki, które dają kredyt nawet przy umowie o dzieło...

            Dokładnie, liczy się wysokość zarobków i ich historia (ile czasu tak się
            zarabia, jakie są perspektywy).
            kuku
            • e_r_i_n Re: warunki kredytu 20.01.05, 10:17
              kuku-007 napisała:


              > Dokładnie, liczy się wysokość zarobków i ich historia (ile czasu tak się
              > zarabia, jakie są perspektywy).

              Ze wysokosc to wiadomo, ale perspektywy? Znam przypadek umow o dzielo, ktore
              przynosily duze pieniadze (rzedu kilkunastu tysiecy za jedna), a perspektywy?
              Wlasnie sie okazuje, ze wydawaly sie byc dobre, a jednak nie sa. Mysle, ze
              jednak w takim wypadku bank stosuje inne oprocentowanie, bo tez i inna
              wiarygodnosc klienta jest. Dokladnie tak, jak przy osobach, ktore prowadza
              wlasna dzialalnosc gospodarcza, nawet jesli jest ona dochodowa.
              • kuku-007 Re: warunki kredytu 20.01.05, 21:36
                Ze wysokosc to wiadomo, ale perspektywy?

                Chodzi o to, że są rodzaje działalności, w których bierze się to pod uwagę,
                głównie w tzw. wolnych zawodach. Np. jeśli masz podpisaną umowę z teatrem na
                adaptację i reżyserowanie, z wydawnictwem - na wydanie ksiażki itp. to te
                przyszłe w czasie ale już zagwarantowane umową dochody bank bierze pod uwagę.
                Sama się z tym spotkałam.
                pozdr, kuku
                • e_r_i_n Re: warunki kredytu 21.01.05, 08:12
                  kuku-007 napisała:

                  > Chodzi o to, że są rodzaje działalności, w których bierze się to pod uwagę,
                  > głównie w tzw. wolnych zawodach. Np. jeśli masz podpisaną umowę z teatrem na
                  > adaptację i reżyserowanie, z wydawnictwem - na wydanie ksiażki itp. to te
                  > przyszłe w czasie ale już zagwarantowane umową dochody bank bierze pod uwagę.
                  > Sama się z tym spotkałam.

                  No takie sytuacje rozumiem. Czyli jednak nie kazda umowa o dzielo pozwoli
                  uzyskac kredyt - tak jak myslalam. A jakie byly warunki tego kredytu? Takie
                  same jak przy umowie o prace na czas nieokreslony?

                  > pozdr, kuku

                  Powaznie? smile
                  • kuku-007 Re: warunki kredytu 21.01.05, 09:31
                    Nie wiem, czy warunki były takie same, to była raczej kombinacja różnych
                    warunków. Np. wzięto pod uwage, że to nasz trzeci kredyt, dwa poprzednie (b.
                    duże) spłacilismy przed czasem. Mąż nie ma stałej umowy, tylko zlecenia, ale
                    nie było problemu, musiał przedstawić dokumenty (pity?) z jakiegoś okresu (nie
                    pisze konkretów, bo to on załatwiał, ja w banku zaraz robię sie jakaś
                    agresywna smile Moje ogólne wrażenie - kazdy przypadek jest inny i oddzielnie sie
                    go rozpatruje. Bankom tez zależy, w końcu tych kredytów muszą komus udzielać.
                    Można sie dogadać, my bralismy w bph.
                    pozdr, kuku
                    >
                    > Powaznie? smile

                    A co cie tak dziwi?
                    kuku
                    • e_r_i_n Re: warunki kredytu 21.01.05, 12:30
                      Czyli jak zwykle - ogólne warunki ogólnymi warunkami, a i tak konkretny
                      przypadek jest rozpatrywany indywidualnie. I dobrze.

                      kuku-007 napisała:

                      > A co cie tak dziwi?

                      Ostatnio raczej inne słowa do mnie kierowałaś. Takie, na któe zareagowało
                      forum.abuse.
                      • kuku-007 Re: warunki kredytu 21.01.05, 14:43
                        Ostatnio raczej inne słowa do mnie kierowałaś. Takie, na któe zareagowało
                        > forum.abuse.

                        Owszem, wtedy jednak toczyła sie rozmowa na inny temat. Teraz mówimy o
                        kredytach itp a nie o personalnych przepychankach.
                        • e_r_i_n Re: warunki kredytu 21.01.05, 14:48
                          Ale z Twoich wypowiedzi wyzieral raczej Twoj 'uniwersalny' stosunek do mnie.
                          Ale niewazne. W koncu to tylko internetowa rozmowa dwoch 'anonimowych' osob.
                          • kuku-007 Re: warunki kredytu 21.01.05, 15:32
                            Ale z Twoich wypowiedzi wyzieral raczej Twoj 'uniwersalny' stosunek do mnie.

                            Jezeli masz na mysli moje wypowiedzi nt. kredytu to się mylisz, nie były one
                            nacechowane żadnym "stosunkiem" smile Natomiast jeśli chodzi o mój "uniwersalny"
                            stosunek do ciebie to wiesz jaki jest - nic sie nie zmieniło. Nie o tym jednak
                            w tym watku rozmawiamy i nie ma co doszukiwac drugiego dna.
                            pzdr kuku
                            • e_r_i_n Re: warunki kredytu 21.01.05, 16:17
                              kuku-007 napisała:

                              > Ale z Twoich wypowiedzi wyzieral raczej Twoj 'uniwersalny' stosunek do mnie.

                              Alez skad smile Rozmawiałam z Toba na teamt kredytu, bez podtekstów. Ba, czegoś
                              takiego jak 'uniwersalny stosunek do Ciebie' nie ma. Bo nie mam w
                              zwyczaju 'miec stosunku' do kogś, kogo kompletnie nie znam.

                              > Jezeli masz na mysli moje wypowiedzi nt. kredytu to się mylisz, nie były one
                              > nacechowane żadnym "stosunkiem" smile

                              Wiem.

                              > Natomiast jeśli chodzi o mój "uniwersalny" stosunek do ciebie to wiesz jaki
                              > jest - nic sie nie zmieniło.

                              Wiem jaki jest i szkoda tylko, ze tak szybko wyciagasz wnioski. Ale nie o tym w
                              tym watku, wiec - EOT smile
                              • kuku-007 Re: warunki kredytu 21.01.05, 16:54
                                > Ale z Twoich wypowiedzi wyzieral raczej Twoj 'uniwersalny' stosunek do mn
                                > ie.

                                Ale przeciez to jest twoje zdanie, ja je tylko cytuje! Nie mam zadnego stosunku
                                ani podtekstu... przynajmniej nie w tym watku! Chyba, ze nie chodziło ci o te
                                wypowiedzi, tylko o tamte. Ale ja sie chwilowo odnosze do tych. Co bedzie
                                dalej, czas pokaze...
                                pzdr kuku
                                • e_r_i_n Re: warunki kredytu 21.01.05, 17:00
                                  Przepraszam, racja smile
                                  A o tym 'uniwersalnym' stosunku mowilam a propos tamtych wypowiedzi i dlatego
                                  wyrazilam zdziwienie, gdy dopatrzyłam sie dopisku 'pozdrawiam'.
    • 18lipiec Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 16:38
      Ja mam zamiar zarobić sama na swoje. Wiem że będzie cięzko ale wiem że to
      możliwe.
      Mogę czekać aż mi mama kupi,albo teściowa ale ja nie z tych.
      Własne mieszkanie to również moje największe marzenie i biorę życie za rogi by
      je spelnic, nie siedzę, nie narzekam, nie wyciągam łapy.
      • melka_x Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 16:49
        18lipiec napisała:

        > Ja mam zamiar zarobić sama na swoje. Wiem że będzie cięzko ale wiem że to
        > możliwe.
        > Mogę czekać aż mi mama kupi,albo teściowa ale ja nie z tych.
        > Własne mieszkanie to również moje największe marzenie i biorę życie za rogi
        by
        > je spelnic, nie siedzę, nie narzekam, nie wyciągam łapy.

        Nie musi być ciężko. Przy obecnych warunkach kredytu wystarczy jak zaczniesz
        regularnie zarabiać, a z miesięcznej pensji będziesz mogła przeznaczyć 500 -
        1000 zł na ratę.

        A w ogóle to czy ktoś tu siedzi, narzeka, czy wyciąga łapy?wink))
        • 18lipiec Melko 19.01.05, 17:19
          Ja nie tak chciałam. W życiu pięknym żaden kredyt.
          • melka_x Re: Melko 19.01.05, 17:24
            18lipiec napisała:

            > Ja nie tak chciałam. W życiu pięknym żaden kredyt.

            No cóż osoba, która kończąc studia jest w stanie utrzymać się samodzielnie i
            odłożyć jeszcze 100 - 150 tys. na mieszkanie rzeczywiście nie powinna brać
            kredytusmile
            Jak masz takie plany, no to faktycznie będzie ciężko, ale życzę powodzenia
            (serio)
            • 18lipiec Re: Melko 19.01.05, 17:28
              Mam zamiar zapracować na to. A za zyczenia powodzenia dziękuje - przyda się.
            • 18lipiec Re: Melko skąd te ceny? 19.01.05, 18:20
              jesteś w Warszawy zapewne? W moim mieście ładne mieszkanie, 2 pokojowe można
              dostać już za 80.000
          • e_r_i_n Re: Melko 20.01.05, 09:02
            18lipiec napisała:

            > W życiu pięknym żaden kredyt.

            A dalczego nie? Kredyt to tez swego rodzaju inwestycja, z ktora mozna zyc. Ja
            zapewne bez kredytu sie nie obede i co wiecej, zamierzam wziac go na maksymalny
            okres (czyli okolo 30 - 35 lat).
    • triss_merigold6 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 17:11
      Ja byłam w tej luksusowej sytuacji, że odziedziczone po dziadkach mieszkanie
      najpierw wynajmowałam a potem korzystnie sprzedałam. Wystarczyło na nowe +
      wykończenie i częściowe urządzenie. Na resztę urządzenia i remoncik po paru
      latach sama zarobiłam.smile
      • rhynox ech... jak sobie przypomnę..... 19.01.05, 17:32
        jak sobie przypomnę to łażenie po bankach. Boże drogi. Nie wiem jak u Was, ale
        u nas problemem było to, że mąż nie miał skończonych 28 lat i teoretycznie
        mogli go zawinąć do wojska w związku z czym żaden bank nie chciał gadać z nami
        o mieszkaniu. W desperacji o mało nie wzięliśmy kredytu w Lucas banku, gdzie
        przy kwocei 60000 musielibyśmy dołożyć 800000!!!!!!! ODESTEK!!!!!!!!!!!!
        TEraz mamy w GE Bank Mieszkaniowy. Ale ponieważ mąż już jest przeniosiony do
        rezerwy możemy go zamienić na inny - i chyba pójdziemy do BPHsmile Tam
        zaoszczędzimy przy rzeczonej kwocie 60000 całe 11000 na odsetkach!
        U nas wkładem była nasza gotówka i książeczka od mamy smile)))))

        I NIE MA TO JAK WRÓCIĆ DO DOMKU. PRZESTALIŚMY SIĘ SZWENDAĆ PO PUBACH I
        RESTAURACJACH... URZĄDZILIŚMY JE PRZYTULNIE I PIĘĘĘKNIE. JEST NASZE. CHWAŁA
        BOGU smile
    • fiszerowa Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 17:43
      A ja Wam powiem, że posiadanie własnego mieszkania w młodym wieku wcale nie
      jest dobre. Bo ono bardzo ogranicza. Wiem z własnego doświadczenia, bo
      posiadanie mieszkania bardzo utrudniło nam podejmowanie ważnych dla rodziny
      decyzji. Teraz młodzi ludzie żądni pracy, rozwoju, "kariery" powinni być
      mobilni. No a kto mając własne mieszkanie zakupione za cieżko zarobione
      pieniądze i dodatkowo kredytowane, zdecyduje się z dnia na dzień podjąć decyzję
      o zmianie pracy na inne miasto czy kraj? Od tygodnia jesteśmy z mężem
      szczęśliwymi nieposiadaczami własnego M. W naszym przypadku wiem, że decyzja o
      kupnie mieszkania była podjęta zbyt pochopnie. Mimo, że spędziliśmy tam
      szczęśliwe cztery lata i że tam urodził się Tunio, to odetchnęłam z ulgą kiedy
      wreszcie udało je nam się sprzedać. Kupca szukaliśmy rok!
      Teraz mieszkanie wynajmujemy. I na pewno potrwa to parę lat. Bo tak naprawdę w
      związku z pracą męża i jego karierą nie wiem gdzie będę mieszkała za rok.
      W Europie rzadko ludzie mają własne mieszkania. Większość wynajmuje. I nie
      wydaje mi się że cierpią z tego powodu. Są za to mobilni i przeprowadzki nie
      stanowią dla nich problemu. My Polacy mamy do włąsnych czterech ścian jakiś
      taki... przesadzony stosunek wink.

      pozdrawiam
      Fiszerowa
      • 18lipiec Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 17:59
        Prawda.U nas panuje jakiś szał na posiadanie wszystkiego na własność.Ludzie
        niedojedzą, chodzą ubrani jak dziady ale co tam "mamy wielkie swoje mieszkanie"
        • kasiulka25 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 18:28
          "Ludzie niedojedzą, chodzą ubrani jak dziady ale co tam "mamy wielkie swoje
          mieszkanie" - Lipiec, czy Ty aby nie generalizujesz? Przecież większość ludzi
          (przynajmniej tak wynika z moich obserwacji) kupuje mieszkania na kredyt,
          mniejszy bądź większy, a jakoś na ulicach nie widać zabiedzonych zdziadziałych
          jednostek. Czasem zdarzy się i tak że kupują mieszkanie na kredyt powiedzmy na
          15 lat, po drodze coś im się nie uda w życiu i wtedy faktycznie spada ich
          standart życiowy. Niedojadają, oszczędzają na czym się da, ale z drugiej strony
          mają mieszkanie z którego nikt ich nie wyrzuci, mają zapewniony dach nad głową.

          "U nas panuje jakiś szał na posiadanie wszystkiego na własność".
          Przecież kupno mieszkania nie równa się dożywociu? Mieszkanie zawsze można
          sprzedać wynająć itp. Wynajmowałam mieszkanie przez 2 lata. Praktycznie
          wyrzuciłam 15 tys, spłacałam czyjś kredyt mieszkaniowy. I co? za te pieniądze
          miałabym spłacone 1/3 własnego mieszkania. Zimna kalkulacja - nie opłaca się
          mieszkania wynajmować. Chyba że kogoś stać, to już wtedy inna historia...

          Pozdrawiam
          K.
          • 18lipiec Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 18:34
            kasiulka25 napisała:

            > "Ludzie niedojedzą, chodzą ubrani jak dziady ale co tam "mamy wielkie swoje
            > mieszkanie" - Lipiec, czy Ty aby nie generalizujesz?

            Nie piszę o wszystkich ,ale często ludzie biorą na swoje barki coś czego nie
            udźwigną.Niestety...


            Przecież większość ludzi
            > (przynajmniej tak wynika z moich obserwacji) kupuje mieszkania na kredyt,
            > mniejszy bądź większy, a jakoś na ulicach nie widać zabiedzonych
            zdziadziałych
            > jednostek.

            Nie widać?Może i nie,ale nawet tutaj wielokrotnie były wątki na ten temat.
            Ludzie jedzą ziemniaki z jajkiem a w weekendy stołują się po rodzinie bo ich
            nie stać na żarcie bo mają kredyt. Tak samo w ubraniami "dawno nic sobie nie
            kupiłam" wiele razy coś takiego czytałam.Ja sądzę że trzeba to zawsze mocno
            przemyśleć.


            Czasem zdarzy się i tak że kupują mieszkanie na kredyt powiedzmy na
            > 15 lat, po drodze coś im się nie uda w życiu i wtedy faktycznie spada ich
            > standart życiowy. Niedojadają, oszczędzają na czym się da, ale z drugiej
            strony
            >
            > mają mieszkanie z którego nikt ich nie wyrzuci, mają zapewniony dach nad
            głową.
            >
            >
            > "U nas panuje jakiś szał na posiadanie wszystkiego na własność".
            > Przecież kupno mieszkania nie równa się dożywociu? Mieszkanie zawsze można
            > sprzedać wynająć itp. Wynajmowałam mieszkanie przez 2 lata. Praktycznie
            > wyrzuciłam 15 tys, spłacałam czyjś kredyt mieszkaniowy. I co? za te pieniądze
            > miałabym spłacone 1/3 własnego mieszkania. Zimna kalkulacja - nie opłaca się
            > mieszkania wynajmować. Chyba że kogoś stać, to już wtedy inna historia...
            >
            > Pozdrawiam
            > K.
            • agata_to_ja Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 21.01.05, 11:10
              A jaka jest różnica między spłacaniem 1000 zł miesięcznie kredytu a odkładaniem
              1000 zmiesięcznie na swoje mieszkanie, które kupię za 10 lat, przez ten czas
              gnieżdżąc się u rodziców lub płacąc drugie tyle za wynajem, byleby tylko nie
              wziąc kredytu???
              Ufff, trochę długie zdanie mi wyszło, ale chyba dość zrozumiałe. Jeśli poważnie
              myślisz o zapracowaniu i odłożeniu na swoje mieszkanie, to przecież tak, jakbyś
              co miesiąc spłacała raty, czyż nie? I to też w jakimś stopniu ogranicza Cię w
              szaleństwach.
              No, chyba, że zarobki pozwalają ci na zapracowanie na mieszkanie ez wyrzeczeń,
              to tylko pogratulować.

              A co do pytania głównego - 4 lata po ślubie wprowadziliśmy się do mieszkania
              kupionego za własne pieniądze, ciężko zapracowane. Po kolejnych 5 i urodzeniu
              dwójki dzieci zdecydowaliśmy się na powiększenie powierzchni życiowej przy
              pomocy banku i kupiliśmy dwa razy większe mieszkanie, sprzedając poprzednie.
              Tak więc teraz (od miesiąca) mieszkam z moją rodziną w nowym(ale tak naprawdę 6
              letnim) 85 metrowym mieszkaniu. Jest pięknie. Płacę około 900 zł miesięcznie
              bankowi i nie mam stresów z tego powodu.
              Pozdrawiam
              agata
      • p.hadam Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 10:28
        Tez czesto slysze, ze mieszkanie "uziemia" smile Mnie to nie bardzo przekonuje.
        Jak bede mogl sobie pozwolic na kredyt na mieszkanie, to kupie je pewnie tam
        gdzie popadnie i tam gdzie jego wynajmowanie pozwoli splacac kredyt. W ten
        sposob w przypadku wyjazdu na drugi koniec swiata mieszkanie nie stanowi
        przeszkody, bo zostawie mieszkanie ktore bedzie sie samo splacac i po jakims
        czasie bedzie moje i splacone. Albo je sprzedam, splace kredyt i sie przeniose
        na drugi koniec swiata. Widze ze takie rozwiazania sa praktykowane przez ludzi i
        ze dzialaja, wiec sie nie obawiam "uziemienia".

        Pozdrowka
        Hadzio
        • fiszerowa Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 11:15
          tak tak wink
          pod warunkiem, ze nie bedzie to w biednej robotniczej Lodzi, w ktorej nikt nie
          kupuje mieszkan ;-(. A jesli juz to kawalerki lub 30-letnie dwupokojowe.
          Czasami naprawde trudno jest znalezc amatora na mieszkanie. Moje bylo
          dwupoziomowe ze specyficznym rozkladem (bez przedpokoju) o dosc duzym metrazu i
          niestety "bujalismy" sie przez rok. A wynajac tez nie bylo komu, bo ani nowe
          firmy nie powstaja, ani ludzie nie chca wynajmowac. I zyja tak sobie w "swoich"
          wymarzonych wlasnych M w miescie bezrobocia bez szansy na prace ;-(. No ale
          maja wlasne mieszkanie...

          pozdrawiam
          Fiszerowa

          p.hadam to nie bylo tylko do Ciebie, tylko tak wypadlo ze sie tu dopisalam wink
          • p.hadam Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 21.01.05, 16:01
            fiszerowa napisała:

            > tak tak wink
            > pod warunkiem, ze nie bedzie to w biednej robotniczej Lodzi, w ktorej nikt nie
            > kupuje mieszkan ;-(.
            ...
            > p.hadam to nie bylo tylko do Ciebie, tylko tak wypadlo ze sie tu dopisalam wink

            wink No tak. Mialem na mysli jakies miasto/miejsce gdzie latwo sie mieszkanie
            wynajmuje, gdzie jest np. przeplyw studentow itp. Szczegolnie przy pierwszym
            mieszkaniu bym zwrocil mocno uwage na to, zeby dalo sie je latwo
            sprzedac/wynajac w razie potrzeby.

            Pozdrowka
            Hadzio
    • kasiulka25 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 17:44
      ja też mam własne - od kilku dni. Jestem na etapie zagospodarowywania się.
      Mieszkanie zakupione pół na pół:pół gotówki, pół kredytu. Przez dwa lata
      wynajmowałam i jak policzyłam ostatnio że wtopiłam w ten sposób ponad 15 tys zł
      to.....

      .
    • alewe Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 18:15
      Kupno mieszkania nie wydaje mi się aż takim uwiązaniem.Jeśli kupimy je w duzym
      mieście to wg. mnie jest to pewnego rodzaju lokata kapitału.Zawsze można
      sprzedać, wynając itp.Patrząc na pieniądze wydane na wynajem chyba naprawdę
      lepiej spłacać raty w banky niż płacić za " nie swoje".

      Co do pomocy innych to nie rozumiem dlaczego by ja odrzucac? Skoro teściowie
      czy rodzice chcą i maja mozliwość pomóc? Czy to aż taki dyshonor? Pewnie
      ideałem była mozliwość samodzielnego zarobienia na własne cztery katy-tylko
      wtedy rodzine moznaby założyć pewnie koło 40.No bo skoro sami zarobimy na
      mieszkanie to przeciez nie bedziemy siedzieli z mężem i dzieckiem u rodziców.A
      wynajmowanie w tej sytuacji.. no cóz...
      Owszem pewnie i są osoby które w młodym wieku potrafią zarobic na własne M -
      chociaż osobiście nie znam- wtedy to tylko pozazdrościć...(ciekawe swoja droga
      ile jest takich osób w naszym kraju).

      pozdrawiam
    • hratli Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 18:47
      razem z mezem wynajmujemy mieszkanie. na poczatku mielismy wziasc kredyt, no
      ale te formalnosci i koszty wstepne nas troche odepchnely. placimy za wynajem
      niemalo, troche mniej niz za kredyt. moze kiedys kiedys wezmiemy ten kredyt, bo
      po co placic komus, jak mozna bankowi i miec wlasne. tylko zawsze zastanawial
      mnie fakt. duzo ludzi bierze kredyt i zapozycza sie, zyje na krawedzi
      finansowej zapasci. moim zdaniem szkoda na to zycia. nic sobie nie mozna kupic,
      nic dziecku. zazynanie sie na maksa, no ale na wlasnym... mija mi sie tutaj cos
      z celem. bo kiedy miec czas na swoje przyjemnosci - za 30 lat po splacie
      kredytu? czas tak leci, ze nie wiadomo, co bedzie jutro, a co dopiero za 30
      lat. meczy mnie fakt zarzynania sie dla swojego "m". nigdzie nie wyjdziesz,
      kalkulujesz co bedziesz jesc, czy ci buty wytrzymaja nastepny sezon. nie jest
      tak wszedzie - na pewno wiele malzenstw moze sobie pozwolic. ale jest tez spory
      odesetek zyjacy z miesiaca na miesiac. na mysl o kredycie robi im sie
      niedobrze, odbiera radosc zycia tak naprawde. no ale mozna powiedziec ludziom,
      ze ma sie wlasne, upragnione mieszkanie.... marne to
      • 18lipiec Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 18:50
        zgadzam się z Tobą co do słowa.
        • katklos Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 19:11
          Wynajmowaliśmy mieszkanie ponad 2 lata, baliśmy sie kredytu, w końcu, po
          narodzinach synka, gdy już zrobiło się niemiłosiernie ciasno, postanowiliśmy
          kupić jednak większe mieszkanie. Jest swietnie, załujemy tylko, że nie
          podjęliśmy tej decyzji wcześniej, tylko 2 lata ładowaliśmy kasę do kieszeni
          jakiegoś gościa... Nie warto wynajmowac mieszkania - zgadzam się z tym w 100
          procentach!
          --
          • amelia_s Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 19:32
            My tez mamy swoje.Byliśmy tymi szczęściarzami,że dostaliśmy je w prezencie od
            teściów trochę dołożyliśmy z książeczek.Mieszkanko jest malutkie(30m2)może za
            jakiś czas pomyślimy o zamianie na większesmile
      • kasik751 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 19:42
        Po prostu czesc osob jest niegospodarnych albo nie umieja liczyc i biora
        kredyty na ktore ich nie stac, co nie podwaza sensu istnienia kredytow w ogole.
        Zawsze jacys ludzie beda podejmowac bledne decyzje i wcale to nie jest
        zastanawiajace, po prostu nie wszyscy sa madrzy i przewidujacy i dotyczy to
        wszystkich dziedzin w zyciu.
      • kasiulka25 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 17:49
        Ja przepraszam że wtrącę, ale...

        Nie krytykując nikogo - nawet jesli ktoś kupuje mieszkanie na kredyt, którego
        spłata wymusza baaardzo oszczędne życie, to moim zdaniem takiej osobie należy
        się podziw. Że walczy, że się stara, że kombinuje jak się da żeby osiągnąć
        wymarzyny cel - w tym wypadku własne mieszkanie. Za te dziesięć lat oni będą
        coś mieli, jaką gwarancję względnego bezpieczeństwa. Znam ludzi ok 40 lat, z
        dwójką dzieci, nastoletnich, mają psa z rodowodem, samochód, ubierają się w
        markowych sklepach. I.... wynajmują mieszkanie, od prawie 15 lat. Ale za to
        jeżdzą na wakacje dwa razy w roku itp.itd. Nie pytałam, ale ciekawe ile już
        pieniedzy wyrzucili przez te lata. Teraz płacą 600zł + rachunki, czyli zimą to
        wychodzi ok. 1000 zł. Skąd wiem tak dokładnie? Bo wynajmują to same mieszkanie
        w którym ja mieszkałam prze rok i trochę. Wiec mam naoczny przykład że wynajem
        to żaden plus. Chyba że ktoś chce (czyli ma kase) albo że musi (czyli nie
        kompletnie żadnej zdolności kredytowej).
        Na koniec:
        Sama od czasu do czasu serwuję jajko sadzone z ziemniaczkami i surówką, mam
        kredyt, lubię ciucholandy (podkreslam: lubię, nie MUSZĘ), na wakacje jeżdzimy
        na ok tydzień, raz w roku. Do kina/pubu/kawiarni od czasu do czasu, obiady
        czasem jadam w niedziele u Rodziców. Wychodzi na to że dziadzieję ...wink

        pozdrawiam
        K.
      • maxim31 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 03.03.05, 20:54
        My zdecydowaliśmy się na większe mieszkanie (częściowo kredytowane przez bank)
        wtedy, kiedy wiadomo było, że po zapłacie raty miesięcznej starczy nam jeszcze
        na przyjemności i w miarę wygodne życiesmile
    • mamakevina1 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 19:39
      My mamy to szczęście posiadania własnego M już spłaconego i całkowicie
      własnego, ale z racji wykonywanego zawodu (jestem bankowcem) napatrzyłam się
      na "popłyniętych" kredytobiorców. Nie znam recepty na własne M dla każdego ale
      w większości przypadków odradzam kredyty powyżej 10 lat (a i to ostrożnie!), w
      tym kraju nie wiadomo co będzie jutro a co dopiero za kilkanaście lat! A w
      przypadku braku spłaty bank zabiera mieszkanko... to na pewno nie jest
      najlepsze wyjście.
      • odalie mamokevina? 19.01.05, 21:45
        A co powiesz o kredycie na wiele lat (np. 25) z małymi ratami, z możliwością
        spłaty całości bez strat po np. 4 latach?

        Nie bardzo rozumiem, czemu to miałoby być niepewne?
        • mharrison Re: mamokevina? 20.01.05, 09:32
          Polecam taki kredyt. Bodajże 20-letni udało nam się spłacić w 2 lata.
          Wyznaczona została minimalna rata miesięczna, którą musielismy zapłacić, ale
          mogliśmy wpłacić dowolną kwotę wyższą od ustalonej.

          Dodatkowo, odsetki były naliczane od różnicy sumy kredytu do spłaty i bieżących
          środków na koncie.

          Należy zwrócić jedynie uwagę na to czy bank pobiera dodatkowe opłaty za
          wcześniejszą spłatę kredytu.
      • e_r_i_n Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:36
        Ostatnio rozmawialam z kolezanka na temat dlugosci kredytow. Opowiadala ona o
        swojej wizycie u doradcy finansowego (chodzilo o przewalutowanie kredytu
        wzietego na 30 lat). Otoz doradca ten powiedzial, ze kryterium wyboru banku
        przez niego byl wlasnie czas, na jaki udzielono kredyt - chodzilo o maksymalnie
        dlugi okres. Wzial on kredyt na 35 lat, oczywiscie z mozliwoscia splaty bez
        prowizji wczesniej. Ale - ta osoba powiedziala, ze wcale nie ma zamiaru splacac
        wiecej, niz wyliczona rata, mimo ze go stac. On te nadwyzke inwestuje, bo jest
        to korzystniejsze rozwiazania.
        Co do niepewnosci jutra - im dluzszy okres kredytowania, tym nizsze raty i w
        sytuacji braku pracy wieksza szansa na podolanie splacie.
    • g0sik Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 19:52
      Mieszkanie mamy własne. Mając dziecko chcemy mieć pewność dachu nad głową.
      Zresztą gdybyśmy chcieli wynająć mieszkanie w miejscu którym mieszkamy
      kosztowałoby nas to najmarniej 1500 zł miesięcznie. Własne mogliśmy urządzić po
      swojemu, a do wynajmowanego szkoda kupować np. kuchni na zamówienie. przy
      obecnym koszcie kredytu wynajem się po prostu nie opłaca....
    • kasia_sapulka Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 20:33
      Własne mieszkanko: marzenie !!!!!!!!!!!!!!
    • karola.v Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 20:35
      A ja mam swoje,kupione za własne zarobione pieniadze M-5
      Pięć lat pracowalismy na nie z mężem i warto było.
      Współczuję znajomym,którzy nie mają wyjscia i muszą wynajmować.Po pierwsze
      własciciel w kazdej chwili moze dać wypowiedzenie umowy najmu,a po drugie nawet
      nie opłaca im się robić remontu czy wyposażac takie mieszkanie.
      Fajnie jest mieć swoje gniazdko,wracać do niego z radoscią,móc planować,nie
      martwić się itd...
      • jagnak Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 21:22
        my też przez trzy lata wynajmowaliśmy, od firmy budowlanej (postawiła cały
        budunek i wynajmowała urzadzone mieszkania, tylko pokój trzeba było urzxądzić,
        no i taką gospodarską drobnicę typu garnki itp...), też sporo bo blisko 1500
        płaciliśmy na mies., ale cóż nam nikt nie pomógł, po drodze sami finansowaliśmy
        sobie studia (ja nawet dwa kierunki) do tego ślub i przyjęcie za własną kasę,
        obrączki itp. wiecznie jakieś kredyty...ale jak już zaczęliśmy myśleć o dziecku
        to spięliśmy sie i wzięliśmy kredyt, trochę oszczędności i mamy 50m2...
        i wcale nie chodzimy jak dziedy, jeżdzimy na zagraniczne wczasy, czasem dwa
        razy w roku...jest bardzo dobrze...teraz myślimy o drugim dziecku i o drugim
        lokum, większym, ale to na razie sfera planów i przyszłości
        ale jedno jest pewne stresu o niepewne jutro nie jest mniej w wynajętym przyjść
        może właściciel a do "własnego"-kredytowanego zapukać może komornik..oby nie...
        • rhynox Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 21:52
          widzę, że co niektózy widzą świat tylko w dwóch kolorach - czarnym i bialym.
          Przecież wiele osób najzwyczajniej stać na płacenie kredytu po te 500zł
          miesiecznie.
          Jagnak ma rację i jest kolejnym przykładem.
          Myślę, że takie osoby jak my jesteśmy odrębną grupą - za biedną by kupić sobie
          za gotówkę mieszkanie (odstać od rodziców - też na swój sposób majętność) a
          za "bogatą" by po odliczeniu raty na kredyt grzać się w domu przyświeczce (no,
          ale swoim domu - ech...). Bez przesady.
          Myślę, że kredyt to dla wielu ludzi doskonała alternatywa. Owszem, ryzyko
          jakieś jest, ale bez przesady...
    • sabina74 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 22:21
      Ja po studiach wynajmowałam dwa lata mieszkanie, potem z moim jeszcze wówczas
      nie mężem wynajmowaliśmy kawalerkę przez jakieś kolejne dwa lata, cały czas
      składając na własne mieszkanko. No i po tym czasie, gdy ja miałam około 1/3
      sumki, mój nie mąż swoje 1/3 zdecydowaliśmy się na wybór i kupno, pozostałe 1/3
      dołożyli nam moi rodzice i tak mieszkamy we własnym mieszkanku już jako
      małżeństwo. Dzięki temu, że mamy spłacone mieszkanie mogliśmy wziąć autko na
      kredyt.
    • sandra75 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 22:32
      My mamy dwa - jedno, kawalerkę, w której mieszkałam przed ślubem wynajmujemy i
      z tych pieniędzy spłacamy kredyt za który kupiliśmy drugie- duuuże. Ale marzę o
      domu - za kilka lat planuję sprzedać obydwa i wreszcie kupić domek z ogródkiem!
    • marta_nie_martka Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 23:27
      My mamy własne, a właściwie to ma je mój mąż. Mieszkanie kupili nam rodzice
      męża, dwa dni przed ślubem i dlatego jest zapisane na niego. Mieszkanie jest
      raczej małe 38 m2, dwa pokoje. Mamy jedno dziecko ,ale za dwa lata pewnie
      pojawi się drugie. Mamy zamiar mieszkac tu tak długo jak się da, jednocześnie
      odkładać na większe i skorzystac coś z życia.

      Tu się zgadzam z hratli, nie chcę przez nabliższe lata kalkulować wszystkiego,
      bo mamy kredyt. Z mieszkania nie korzystamy zbyt dużo w ciągu dnia smile, wiadomo
      praca, znajomi. Teraz z dzieckiem duzo czasu spedzam na spacerach.

      Oczywiście jest to rozwiazanie tylko dla osob, ktore mieszkanie mają. W inym
      przypadku wzięłabym kredyt na mieszkanie, ale na małe, żeby krótko spłacać.
      • kuku-007 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 19.01.05, 23:35
        A ja jestem szczęściarą - mam i duże mieszkanie i dom z ogrodem smile))))
        W dodatku rodzice ani teściowie nie dołozyli nam nawet złotówki. To jest dla
        nas powód do dumy smile
        Kuku
    • paliwodaj Re: Własne mieszkano-chcecie kupic?. 20.01.05, 05:55
      Witajcie!
      A ja wzielam meza z mieszkaniem, ale oczywiscie nie z tego powodu wyszlam za
      niego. Mieszkanie jest duze i jasne ....ale w nim nie mieszkamy. Przed slubem
      jeszcze wyjechalismy z Polski, a mieszkanko wynajelismy. Po glowie placze nam
      sie sprzedaz tego mieszkania , (coraz to czesciej)- a moze ktos chce kupic
      mieszkanie w niewysokim bloku , na obrzezach Warszawy, w strzezonym osiedlu.
      Pozdrawiam
    • isma Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 08:40
      Kupilam daaawno temu (o, rany, w grudniu minelo 10 lat), pokoj z kuchnia, 36 m.
      Za gotowke - saksy wink)). I bardzo je lubie, chociaz dla trzech osob jest
      ciasne. Na kredyt sie nie szarpie, bo w domu jest jedna pensja, chociaz
      malzonek marzy o domku wink)).
    • odalie Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 08:57
      Przez kilka dobrych lat (siedem?) mieszkaliśmy w lokalu służbowym, ech. Dwa
      miniaturowe pokoiki bez kuchni i bez prawdziwej łazienki. Opłaty - dochodzące
      do 700 złotych miesięcznie. Brak prywatności. A do tego każdy gość, który nas
      odwiedzał, musiał się meldować na portierni - a myśmy za gościa musieli płacić -
      słono, zważywszy na i tak wysokie opłaty regularne (kiedyś gdy byliśmy
      nakonferencji, a rodzice przyjehali pilnować młodej, musiałam dopłacić ponad 70
      zł!!! pomimo iż liczba osób w mieszkaniu nie zwiększyła się, ech...)

      Plusem był internet (tanio a baaardzo szybko) i niewielka odlegość do pracy. No
      i mieliśmy pewność, że nikt nas a dnia na dzień czy nawet z miesiąca na miesiąc
      nie wyrzuci - dlatego nie chcieliśmy wynajmować.

      Jako, że zarabialiśmy niewiele, a w dodatku wykonując wolny zawód nawet bez
      działalności (nie bójcie jeża, podatki odprowadzaliśmy smile)))) ) banki nie
      chciały brać nas pod uwagę. I tyle.

      W pewnym momencie:
      - kończyła się okres zamieszkania w naszym lokalu,
      - zaczęliśmy bardziej regularnie i nieco więcej zarabiać,
      - tarcia w rodzinie małżonka spowodowały, iż jego babka postanowiła przekazać
      mu w darowiźnie kawalerkę (którą miał od lat niepamiętnych obiecywaną w spadku)
      - pojawiła się możliwość pracy w mieście z kawalerką

      Jednak udało nam się wziąć kredyt, pomimo braku zatrudnienia de facto -
      kawalerkę zamieniliśmy na sporo większe i bardzo wygodne, choć w sumie nieduże.
      Oszczędności i kredyt poszły na dopłatę i gruntowny remont. Rata kredytu jest
      śmiesznie niska, bo suma rozłożona jest na wiele lat (stąd moje pytanie powyżej
      do Mamykevina) - jeśli będziemy w stanie, a sądzę, że tak, to za cztery-pięć
      lat spłacimy cały niewielki kredyt (jak tak sie pozrównam ze znajomymi) i
      powtórzymy operację smile))))

      Nareszcie nie muszę tłumaczyć się, kto i dlaczego zostaje u nas na noc i nikt
      nie wylicza mi, ile goście marnują wody spłukując wc!
      • odalie Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 08:58

        przepraszam za chochliki smile
      • mamakevina1 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 22:22
        Przepraszam że tak późno ale nie zauważyłam tamtego pytania. Długich kredytów
        nie polecam jak napisałam "w większości przypadków" a nie we wszystkich. Super
        że pomimo braku zatrudnienia de facto, możesz sobie pozwolić na spłatę rat. Ja
        po prostu za dużo widziałam załamanych ludzi którzy przez sytuacje losowe
        (utrata pracy, rozwody, jakieś pogmatwane historie rodzinno prawne, długi
        małżonków itp)tracili płynność finans. i robił się duuuuży kłopot. A im dłużej
        trzeba spłacać raty tym większe prawdopodobieństwo że życie jednak dokopie. I
        tylko o to mi chodziło. Pozdrawiam
    • kalina_p Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:13
      My na swoim, ja mialam w spadku po babci mieszkanie, na szczescie...nigdy chyba
      bysmy nie zarobili na mieszkanie w Warszawie, niestety.
    • yola66 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:15
      My kupiliśmy pół roku temu na 30 letni kredyt. A wiec poki co jest bardziej
      banku niż nasze. 5 lat wynajmowałam mieszkanie i wiem, że to tylko
      przepuszczanie pieniędzy, bo o dziwo rata kredytu jest niższa niż koszty
      wynajmu (tak jest w naszym przypadku).
      Nie żałuję, ani przez chwilę tej decyzji. Co więcej też uważam że to zawsze
      jakaś lokata kapitału i rodzaj zabezpieczenia. Gdyby było bardzo ciężko mozna
      sprzedać lub wynająć.
      A po za tym kiedy pojawiło się dziecko to bardzo zapragenliśmy stabilizacji i
      poczucia bezpieczeństwa. Bałam się, że dostanę wymówienie umowy najmu i z dnia
      na dzień będę musiałą przeprowadzać się z Maluchem, a co gorsza pośiwęcić dużo
      czasu na poszukiwania lokum.
      • ewa2233 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:31
        Jeszcze nie-mąż dostał małe mieszkanie w spadku, więc od początku małżeństwa
        byliśmy na swoim. Uważam to za cudownie szczęśliwe rozwiązanie - by nie być ani
        chwili "pod nadzorem" rodziny.
        Poza tym wszelkie pieniądze - zamiast za wynajem, można było przeznaczać na
        odnowienie i zakup potrzebnych rzeczy.
        Nigdy nie myślałam o mieszkaniu jako "uwiązaniu się" do miejsca.
        Kiedyś, gdy byliśmy obydwoje bez pracy - myśleliśmy o jego sprzedaży i
        wyjeździe. Na szczęście udało się pracę dostać i zostać.
        Nie chciałabym się wyprowadzać z mego miasta. Ale nie jest to związane z
        posiadaniem mieszkania, tylko lokalnym przywiązaniem się do miejsca smile
        -----------------------------
        • ewa2233 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:33
          Aha! Poza tym uwielbiam urządzać, planować, ulepszać - po prostu "wić" smile
          więc wynajmowane mieszkanie byłoby dla mnie tylko ciągłą niepewnością i
          bezsensownym "ładowaniem" pieniędzy w nie swoje.
          -----------------------------
      • prunio4 Re: Własne mieszkano-to jednak bezpieczeństwo. 20.01.05, 12:14
        Tak, zgadzam, się, że kiedy pojawia się dziecko, to pojawia się podstawowa
        potrzeba-stworzenie poczucia bezpieczeństwa.Sobie i dziecku.To jakiś instynkt
        chyba(ptaszki też wiją gniazdka przed pojawieniem się potomstwa).

        A co do chorej sysuacji w naszym kraju również co do kredytów i ich niepewności-
        to zgadzam się.Jasna rzecz, że fajnie jest dotać coś od rodziny, ale pod
        warunkiem,że się ma pewność, że nie usłyszę za 5,15 lat-a ty to dostałaś.Ja
        mogłam dostać, moich rodziców stać było na jakieś malutkie 4kąty.Ale wiem, że
        usłyszałałabym kiedyś, że jestem cos winna.Więc nie wyciągałam łapy po
        cokolwiek.
        Wynajmowałam przez 2lata, ale rzeczywiście doszłam do wniosku,że właściciel
        wykańcza za to sobie swój dom.Więc kupiliśy(gdyby nie saksy nie mielibyśmy
        żadnych szans na to w ukochanej ojczyżnie),powoli wyremontowaliśmy i
        mieszkamy.Co prawda dość mam już remontów, bo odkąd mieszkanko jest nasze, to
        non stop coś się robi.A spółdzielnia przeciż nie podpowiedziła, że rok po
        remoncie będzie wymieniać np. inst.gazową(wymieniałam ja na koszt własny 2 lata
        temu.
        A faktem jest, że ludzie na tzw zachodzie w przewazającej części żyją na
        kredytach.Mieszkania, samochody....i jest to normalka.Czy kiedyś dojdziemy do
        noramlności?czy kiedyś będziemy mogli bez strachu i obaw zakładać rodziny, mieć
        gromadę dzieci bez dziadowania od pierwszego do pierwszego,paniki: a co będzie
        jutro? Chcę wierzyć, że tak.Pozdrawiam optymistycznie.
    • ivia Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:38
      My mieszkamy w domku jednorodzinnym. Działkę dostałam od mamy na prezent ślubny
      (to taka tradycja rodzinna, bo ona też dostała od swoich rodziców a dziadek od
      swoich). Kiedyś to było na wsi a teraz jest na obrzeżach miasta. Wzięliśmy
      kredyt, wybudowaliśmy domek i jest super. Owszem są też minusy: musimy brać pod
      uwagę remonty, bo żadna administracja się tym nie zajmie, musimy myśleć i
      utwardzeniu drogi, chodniku, bo nikt za nas tego nie zrobi, musimy sobie
      odśnieżyć i kosić trawę i inne takie. Ale mając troje dzieci (same chłopaki)
      nie muszę się martwić, że przyjdzie sąsiad z dołu lub z góry, bo chyba nie
      jeden raz by miał powód.
      Teraz jesteśmy w dołku finansowym bo mój mąż od dłuższego czasu nie pracuje,
      ale jak już będzie tragicznie to sprzedamy wszystko, spłacimy kredyt i kupimy
      jakieś mieszkanko. Szkoda tylko, że przerwę rodzinną tradycję.

      Ivia
    • jutka7 Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 09:40
      A my mamy malutki domek z ogrodem. Ponad rok temu kupiliśmy domek przedwojenny
      do remontu, właściwie pół bliźniaka. Niedawno skończyliśmy remont, choc
      mieszkamy w nim od stycznia zeszłego roku. Najpierw wyremontowaliśmy dół, teraz
      skończylismy górę. Oczywiście zostało jeszcze sporo rzeczy do zrobienia, typu
      elewacja, ale teraz to już powoli robimy. I urządzamy domek. I uważam, ze takie
      rozwiązanie jest świetne- za kwotę, którą mieliśmy przeznaczoną na ten cel-
      mieliśmy do wyboru okropne mieszkania w zatęchłych dzielnicach w dużym mieście,
      aż w końcu zdecydowaliśmy się na ten domek w małej miejscowości pod tym
      miastem. Dojazd zajmuje nam pół godziny do pracy i nie jest to żaden problem. A
      miasteczko ma wszystkie szkoły, urzedy itp., pełna infrastruktura. Dzieci
      jeszcze nie mamy, ale pracujemy nad tym.
      Domek kupiliśmy na kredyt- kwestia kredytu zawsze byla dla nas oczywista, cena
      za wynajem czegoś przyzwoitego przewyższa ratę naszego kredytu, więc dylematów
      nie było. Owszem, jak podliczyliśmy cenę naszego domu plus koszty remontu, to
      wychodzi na to samo, co wybudowanie nowego domu. Ale już bez działki. A my mamy
      las za płotem i jessteśmy strasznie szczęśliwi!
      W remoncie finansowo pomogli nam teściowie, ale nie tak dużo.
      Jednym słowem, uważam, ze mam LUKSUS, jeśli wziąć pod uwagę fakt, ze 3 lata
      temu skończyliśmy studia, prace mamy dobre, choć bez oszałamiających zarobków,
      ale całkiem przyzwoite te zarobki są. Na pewno nie byłoby nas stać na budowe
      domu. A jesli kiedyś będziemy zarazbiac bardzo dużo, to wtedy wybudujemy
      większy i wg naszych upodobań, ale ominie nas etap mieszkania w bloku. I nie
      czuję się ograniczona faktem posiadania domku.
      Pozdrawiam!
      • katse Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 10:26
        własne,
        średniej wielkości

        z niewielkim kredytem, wziętym na 20 lat, z możliwością cześniejszych spłat.

        Mam nadzieje, że jak wróce do pracy spłace w jakieś 2-3 latasmile
    • iwles Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 10:57
      Tak - własne mieszkanko.
      Przed slubem miałam własną kawalerkę (na obrzeżach miasta), kupioną razem z
      rodzicami na kredyt. Fakt - baaaardzo mi pomogli rodzice.
      Po ślubie sprzedaliśmy kawalerkę, dołożylismy pieniążki ślubne, mąż miał trochę
      oszczędności i książeczkę mieszkaniową. Poza tym pożyczki w pracy - i teraz
      mamy mieszkanko w centrum (blisko miejsc pracy-na piechotę), wyremontowane,
      jasne, czyste, ciepłe.
      I, nie sądzę, by było ono już nasze "docelowe". Kiedyś pomyślimy o większym,
      ale łatwiej już będzie dozbierać, albo wziąć niewielki kredyt, żeby dołożyć do
      kwoty ze sprzedaży obecnego mieszkania.
      Po prostu idziemy do przodu "małymi kroczkami", ale na swoim. Mieszkanie
      traktuję jako lokatę, zabezpieczenie.
      A pracę, na dzień dzisiejszy, i ja, i mąż mamy "na miejscu" juz od kilku lat.
      Gdyby zaistniała potrzeba przeprowadzki do innego miasta - możemy sprzedać i
      kupić nowe.
      Bo mieszkanie, wg mnie to kapitał, który najmniej traci na wartości.
    • ezagraj Re: Własne mieszkano-szczęśliwe posiadaczki. 20.01.05, 12:33
      Na pewno super jest kupic sobie mieszkanko za 3-5 lat za wlasną kasę, a w
      międzyczasie jeździć 2 razy do roku na wczasy za granicę, nie powiem mnie też
      by się podobało. Ja nie moge narzekać bo my dostalismy nasze m od moich
      rodziców całe 40 kwadratów w Kielcach. Zaraz po ślubie mieszkaliśmy w W-wie tam
      wynajmowalismy kawalerkę, szło na to kupe kasy warunki takie sobie jak sie
      później okazało to była tam 2 piętra niżej agencja a za ściana handelek
      prochami ekstra okolica w centrum a na dodatek na końcu okazło się że są
      karaluchy. Za pensje męża nie daliśmy rady się utrzymać rodzice nam dokładali
      bo na przyjazd do domu by nas nie było stać. Później ja dostałam pracę w
      Kielcach mąż jeszcze przez 5 miesięcy mieszkał w W-wie, potem zmienił pracę i
      mieszkamy teraz razem w naszym m w Kielcach mamy dzidzie na ktorą nigdy bym sie
      nie zdecydowała mieszkając w W-wie.
      Na zakup za własna kasę by nas nie bylo stać, stać nas bylo na remont i to też
      łazienkę odłożyliśmy na te wakacje, ale jesteśmy szczęśliwi i to sie liczy.
      Pozdrawiam Edyta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka