kasiuncia25
18.02.05, 13:10
Zapewne niektóre mamy kojazą mnie i to jak sie chwaliłam moim nowonarodzonym
synkiem no i właśnie o nim będe tu pisać.
Wszystko zaczeło sie od rutynowej wizyty u pediatry.
Okazało sie że Kamilek ma niedowage i lekarka skierowała nas do szpitala na
Nikłańskiej (Wawa). Tam po przejściu wielu badań okazało sie ze to nerki a
dokładniej wodonercze i niewydolność nerek. Dowiedziałam sie że jest to
spowodowane zastawkami które blokowały swobodne ujście moczu. Założyli mu
cewnik i siusiał do woreczka. W tym szpitalu nie wiedzieli co maja z nim
robic, lekarze latali w ta i z powrotem, coraz to inni a nam niewiele co
mówili. W końcu postanowili go przenieść do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam
powiedzieli nam ze jego wyniki badań sa tak tragiczne ze musimy sie
przygotowac na najgorsze bo nie siusia juz wcale i ma tak zatruty organizm
tymi toksynami. Dostał leki,kroplówki i sie rozsikał, to był dobry znak.
Wyniki badan zaczoł miec coraz lepsze ale okazało sie ze nerki, pechez i
moczowody sa w złym stanie. Konieczna była operacja. Piszac normalnym
jezykiem zrobili mu dwie dziurki na boczkach, którymi leci mocz zeby poprawic
prace nerek. Tylko ze jedna nerka nie pracuje wcale, druga jest uszkodzona
ale jeszcze nie da sie okreslic w jakim stopniu. Mozna zyc z jedna nerka ale
istnieje ryzyko ze za pare lat bedzie konieczny przeszczep. Koszmar!
Od paru dni jestesmy w domku, Kamilek czuje sie dobrze, ranki juz zagojone.
Nie wiem jak opisac to co czuje, z jednej strony strasznie sie ciesze ze go
uratowali, z drugiej boje sie tego co bedzie w przyszłosci. Czuje tez
straszna złosc, dlaczego akurat mój syn???
Jest jeszcze poczucie winy... mimo ze lekarze mówili nam ze nie moglismy
niczego sami zauwazyc to jednak cały czas zastanawiam sie ze moze jednak...
Gdybysmy nie trafili wtedy do szpitala to pewnego dnia... nawet nie chce tego
pisac.
Przepraszam ze Wam to wszystko opowiadam, tak bez ładu i składu, ale nie chce
trzymać tego w sobie.