Dodaj do ulubionych

Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec.

18.02.05, 13:10
Zapewne niektóre mamy kojazą mnie i to jak sie chwaliłam moim nowonarodzonym
synkiem no i właśnie o nim będe tu pisać.
Wszystko zaczeło sie od rutynowej wizyty u pediatry.
Okazało sie że Kamilek ma niedowage i lekarka skierowała nas do szpitala na
Nikłańskiej (Wawa). Tam po przejściu wielu badań okazało sie ze to nerki a
dokładniej wodonercze i niewydolność nerek. Dowiedziałam sie że jest to
spowodowane zastawkami które blokowały swobodne ujście moczu. Założyli mu
cewnik i siusiał do woreczka. W tym szpitalu nie wiedzieli co maja z nim
robic, lekarze latali w ta i z powrotem, coraz to inni a nam niewiele co
mówili. W końcu postanowili go przenieść do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam
powiedzieli nam ze jego wyniki badań sa tak tragiczne ze musimy sie
przygotowac na najgorsze bo nie siusia juz wcale i ma tak zatruty organizm
tymi toksynami. Dostał leki,kroplówki i sie rozsikał, to był dobry znak.
Wyniki badan zaczoł miec coraz lepsze ale okazało sie ze nerki, pechez i
moczowody sa w złym stanie. Konieczna była operacja. Piszac normalnym
jezykiem zrobili mu dwie dziurki na boczkach, którymi leci mocz zeby poprawic
prace nerek. Tylko ze jedna nerka nie pracuje wcale, druga jest uszkodzona
ale jeszcze nie da sie okreslic w jakim stopniu. Mozna zyc z jedna nerka ale
istnieje ryzyko ze za pare lat bedzie konieczny przeszczep. Koszmar!
Od paru dni jestesmy w domku, Kamilek czuje sie dobrze, ranki juz zagojone.
Nie wiem jak opisac to co czuje, z jednej strony strasznie sie ciesze ze go
uratowali, z drugiej boje sie tego co bedzie w przyszłosci. Czuje tez
straszna złosc, dlaczego akurat mój syn???
Jest jeszcze poczucie winy... mimo ze lekarze mówili nam ze nie moglismy
niczego sami zauwazyc to jednak cały czas zastanawiam sie ze moze jednak...
Gdybysmy nie trafili wtedy do szpitala to pewnego dnia... nawet nie chce tego
pisac.
Przepraszam ze Wam to wszystko opowiadam, tak bez ładu i składu, ale nie chce
trzymać tego w sobie.
Obserwuj wątek
    • czajkax2 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 13:15
      Boże ,tak strasznie mi przykro... Wiem ze to niewiele i ze oklepany frazes>Ale
      naprawde zrobilo mi sie strasznie smutno jak to przeczytalam. Tak mi cie zal i
      tak wam współczuje. Pomodle sie i potrzymama kciuki za was,za twego synka.
      Trzymaj sie dzielnie
    • gagunia Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 13:16
      Straszne to, co piszesz. Mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze i przeszczep
      nie bedzie konieczny. Trzymajcie sie dzielnie. Pozdrawiam
      Basia
    • sowa_hu_hu Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 13:17
      nie ma za co przepraszać... bardzo dobrze że napisałas i wyrzuciłas to z siebie!
      nie wiem co ci napisać - tak bardzo mi przykro...
      nie ejstem w stanie sobie wyobrazić tego co czujesz...
      jedyne co moge to trzymac za was kciuki i pomodlic sie aby wszystko było dobrze!

      ps. ostatnio oglądałam w tv film gdzie małej dziewczynce przeszczepiali nerke
      która oddała jej własna matka...
      mam nadzieje że u was nie będzie to potrzebne i że nereczka "wyzdrowieje"...

      ściskam
    • elasz4 Współczuję 18.02.05, 13:19
      Współczuję mogę sobie tylko wyobrazić co przeżywasz, ale będzie dobrze, tym
      bardziej, ze masz synka przy sobie, teraz musi być już tylko lepiej.

      Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko
      Ela
    • ania.silenter_exunruzanka Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 13:19
      Trzymam kciuki aby Twój śliczny synek wyzdrowiał.
      pozdrawiam
    • e_madziq Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 13:20
      Trzymam kciuki i wierzę, ze wszystko bedzie dobrze. Na pocieszenie dodam, ze
      mam koleżanke, która z jedną nerką żyje juz 32 lata i ma sie bardzo dobrze.
      Bądź dobrej myśli.

      PS śliczny synek
    • mbkow Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 13:26
      nie wiem, co napisac, ale cos musze! Kasiunciu, wszystko bedzie dobrze! Kamilek
      bedzie zupelnie zdrowiutki! Trzymamy kciuki! Badz dzielna mamusia...
      monika
    • kasiuncia25 Dziękuje za te słowa 18.02.05, 13:36
      Lekarze powiedzieli że na jakieś dwa lata mamy "spokój" (jeśli mozna to tak
      nazwać), ze przez ten czas nie powinno sie nic dziać. Oczywiscie czekają nas
      ciągłe badania, kontrole no i nerwy przed każdą wizytą u lekarza.
      Wiecie co? Jestem strasznie z niego dumna. Dzielnie znosił wszystkie badania,
      kłucie, przyczepione rurki no i operacje. Jak widziałam to wszystko co z nim
      robili to pomyślałam że ja na jego miejscu miałabym serdecznie dość już dawno
      (chociaż chętnie bym sie zamieniła) a on zaczoł sie uśmiechać i robi to coraz
      częściej. Kilka razy pozytywnie zaskoczył lekarzy którzy byli zdziwieni jak
      szybko wyniki badań sie poprawiają. Jednak najważniejsze badania jeszcze przed
      nami, dopiero jak skończy rok będziemy mieć jaśniejszą sytuacje. Dlatego jakos
      musimy zregenerować sie psychicznie i fizycznie no i uzbroić sie w cierpliwość.
      Strasznie trudne ale damy rade.
      • lila1974 Re: Dziękuje za te słowa 18.02.05, 14:05
        Kasiu ja mam wodonercze!!!
        Naprawdę nie mogłaś zauważyć.
        Nie wiem jak ta sprawa wygląda u maluszka, ale wierzę, że lekarze dołożą
        wszelkich starań by Wam pomóc i że Twój Synek jest silny facet.
        Przekonałam się już kilka razy, że nawet najczarniejszy scenariusz ulega
        poprawie.

        Przykro mi, że spotkał Was taki pech, że takie Maleństwo musi chorować...
        Postaraj się znależć w sobie spokój ducha.
        Nie słuchaj też ludzi (szczególnie gdy nie mają o tej chorobie zielonego
        pojęcia)- potrafią zatruć życie. Jeśli się nie jest odpornym na ludzkie
        gadanie, to można się załamać.
        Niestety ja też nie jestem wielką ekspertką, ale jeśli już jest chory, to oby
        przybrało to jak najlżejszą postać.
        Życzę Ci aby Synuś wyzdrowiał !!!!

      • jagienkaa Re: Dziękuje za te słowa 18.02.05, 14:10
        ja też piszę, żeby Ci dodać otuchy, bardzo mi przykro, naprawdę. Dzieci mają
        zadzwiającą zdolność wychodzenia w różnych okropnych chorób, więc i Twój synek
        na pewno da sobie radę! A kto wie, może za kilka lat ktoś wymyśli jakiś
        wynalazek bądź lekarstwo na tę chorobę? Trzymaj kciuki i broń Boże się nie
        obwiniaj. Ciesz się maleństwemsmile
      • aleksandrynka Re: Dziękuje za te słowa 18.02.05, 15:02
        Twój synek wszystko wspaniale zniósł, bo była przy nim ukochana, mądra, czuła
        mama, a on jest wspaniałym, dzielnym facetem smile
        Trzymajcie się ciepło i zdrowo, ślę moc dobryc zyczeń i trzymam kciuki!
      • anitawalc Re: Dziękuje za te słowa 18.02.05, 21:30
        Trzymam kciuki i zycze duzo zdrowia Kamilkowi.
        Na pewno bedzie dobrze, bo to taki ladny, pogodny maluch smile
        Pozdrawiam!
        A.
    • mama_szefusia Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 13:59
      Trzymam kciuki
    • lajlah Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 14:13
      Kochanie trzymaj się cieplo i twoje maleństwo także, jesteśmy z Wami całym
      sercem, życzymy wytrwałości, siły i zdrowia.
      • kropisia Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 15:16
        Kochana - jestes bardzo dzielna mama. Kamilek nie moglby miec lepszej mamy! On
        naprawde jest "silny facet" jak to powiedzial juz ktos powyzej. Skoro tyle
        wytrzymal, to teraz powinno byc juz coraz lepiej.
    • matusia3 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 15:17
      Witam Cię i mocno ściskam...

      Ja również Ci współczuję,ale i wierzę w wyzdrowienie Twojego synka.
      Mam pytanie- Czy mogłabyś napisać kiedy lekarze zabrali malutkiego do szpitala?
      Ile waży? Moja córcia też jest drobinka.Ma skończone 16 mcy i waży tylko 8400.
      Czy ja powinnam się martwić?

      matusia 3
      • kasiuncia25 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 16:34
        Mysle ze nie. Moj synek trafił do szpitala w 4 tygodniu zycia. Jesli byłoby cos
        nie tak z Twoja córcia to dowiedziałabys sie dawno temu.
    • marcin-kaminski Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 15:42
      Aż mi łzy się zakręciły.
      Naprawdę bardzo mi przykro i z całego serca życzę aby wszystko było dobrze.

      Mój brat ma chore nerki (białko i krew w moczu). Przeleżał mnóstwo czasu w
      szpitalu i tak naprawdę lekarze do końca nie wiedzą co jest grane. Teraz musi
      tylko wykonywać okresowe badania. Wiem, że to nie to samo.

      Dlaczego życie jest tak cholernie niesprawiedliwe?
      • monika04 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 15:48
        naprawdę nie wiem, co napisać... tak mi baardzo przykro...
        niech Maleńki rośnie zdrowo, a Ty bądź silna, wszystko musi być dobrze
        trzymam kciuki za Was
        dużo zdrówka
    • madziulec Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 15:58
      Na strone refluksowa wrzucilam wiadomosci o wodonerczu i o zastawkach (link do
      forum ponizej i tam jest odnosnik do strony). Mam nadzieje, ze to troszke Ci
      pomoze od strony "technicznej.
      Strasznie mi przykro, ze przezyliscie cos takiego....
    • e-magda Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 16:23
      Cześć Kaieńko!
      Niestety, nie wiem, co napisać żeby Cię pocieszyć. Nie potrafię wyobrazić
      sobie, co czujesz po tych wszystkich przejściach. Wiem, co czułam, gdy na
      jednym badaniu USG (będąc w ciąży) lekarz stwierdził, że u naszego synka (też
      ma na imię Kamilek)jest zastój moczu, jedna nerka jest powiększona i może to
      być wodonercze. Powiedział, że po narodzinach tego problemu może nie być. Kazal
      jednak, żeby nie wcześniej niż 2 tygodnie po urodzeniu udać się na USG nerek
      Kamilka i sprawdzić co wowczas będzie. Jak to usłyszalam, to jakby piorun we
      mnie walnął. Malo, że musiałam leżeć, ciąża zagrożona to jeszcze to. Naczytalam
      się wówczas dużo na ten temat, ale bylo mi z tym jeszcze gorzej. W grudniu
      byliśmy z Małym na USG, ale już było wszystko OK.

      Kasieńko, trzymaj się i nie myśl o najgorszym (pozytywne myślenie pomoglo mi w
      ciąży). Wszystko będzie dobrze. Niech Kamilek zdrowo rośnie i trzyma się
      cieplutko. Mytu wszystkie, na tym forum, będziemy trzymać kciuki i modlić się
      aby Kamilek Wyzdrowiał.
      P.S. Przepraszam, że streścilam Ci moją historię Cię może nawet tym wkurzam,
      ale w ten sposob chciałam przekazać że w pewnym stopniu rozumiem co czujesz.
      POWODZENIA
    • black_currant Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 16:25
      Biedny maluszek...

      Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

      ---------------------------------------
      Ania - podwójna mama październikowa smile
      Emilka (1.10.2001)
      Grześ (18.10.2004)
    • martyna1985 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 16:27
      Wszystko będzie dobrze!!!!! Trzymam kciuki!! Pozdrawiam
    • rugatek Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 17:18
      KAsiu
      Moj synek też urodzil się z wodonerczem. My mieliśmy jednak tyle szczęścia że
      zostało to odkryte juz w ciąży na USG. Inaczej raczej by tego nie stwirdzono bo
      np wyniki moczu były idealne. Też zdecydowalismy się na operację, obecnie
      minął rok i jest spora poprawa. Nerki to taki narząd który potrafi się
      regenerować. Poza tym one wciąż rosną i i coraz więcej jest tej zdrowej części
      także trzymam kciuki za Twojego synka.
      Pozdrawiam
    • wegatka Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 17:34
      Kasiu, przytulam was mocno. Nie wiem jak można Cię pocieszyć ale będę trzymać
      kciuki, żeby maluszek poradził sobie z chorobą. Mam nadzieję, że wszystko będzie
      dobrze. Musi być dobrze!
    • chwojka Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 18:25
      Kasiuncia, jestem całym sercem z Wami, wiem co znaczy ciężko chore dziecko.
      Trzymajcie się i bądźcie dobrej myśli. W codziennym "paciorku" moje dziewczynki
      proszą o zdrowie dla wszystkich dzieci - dziś będzie to modlitwa specjalnie dla
      Kamilka.
    • karinka17 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 19:24
      Jesli cie to moze pocieszyć to koleżanki córcia zaraz po urodzeniu miała
      problemy z serduszkiem i nerkami sad
      miała operacji od groma ale z wszytkiego wyszła w 99%
      pisze w 99%, bo ma niewielkie problemy z nerkami (bakterie itp.rzeczy) -
      niewielkie z tym co było kiedyś - no i nie moze uczeszczać na WF ze wzgl. na
      serce, ale pozatym z nią wszytko OK. Dziewczyna kończy teraz technikum i ma sie
      świetnie smile
      Wiec wierze, że z waszym synkiem też bedzie dobrze!!!
      • aszlan Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 19:54
        Kasiu przytulam Cię wirtualnie smile), a małemu dużo zdrowka, dzielny chłopak smile))))
        • ledzeppelin3 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 21:19
          Piszesz, że badania (pewno wskaźniki wydolności nerek we krwi i ilość dobowa
          moczu)szybko ulegały poprawie- to naprawdę dobry znak. Grunt, że to nie
          wrodzone wodonercze (wada genetyczna), tylko uszkodzenie spowodowane refluksem-
          ta sprawna nerka powinna być w załkiem dobrym stanie, skoro tak szybko wyniki
          się unormowały, i mówią że 2 lata spokoju. Nerka ma dużą zdolność do
          regeneracji, zwłaszcza u tak małych dzieci. Synek jest dzielny i wyjdzie z
          tego. U pacjentów 2/3 sukcesu to pozytywne nastawienie- w tym wypadku Twoje, bo
          mały już spisuje się na medal! Będzie dobrze, Kasieńko. Trzymaj się.
    • songue Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 21:18
      hej kasiu
      wlasnie trafilam na twoj watek i widze ze sporo dziewczyn juz za ciebie trzyma
      kciuki ale i tak chetnie sie dolacze!
      opowiem ci tylko ze u mojego synka tez wykryto wade nerek, tyle ze jeszcze na
      usg w czasie ciazy. zarazpo urodzeniu musial byc operowany i miec wycieta nerke.
      ale jak juz jestescie w centrum z d to na 100% moge ci powiedziec ze swietnym
      specjalista jest dr gastol. zawsze mozesz do niego pojsc i wszystko ci b
      dokladnie wytlumaczy i nawet narysuje (ja do dzis trzymam rysuneczki na ktorych
      tlumaczyl mi co jest nie tak z moim mikolajem). no wiec mikolaj juz ma prawie
      1.5 roku i juz nawet nie musimy chodzic na kontrole. tak wiec wszystko jest
      mozliwe - glowa do gory.
      bedziemy trzymac paluchy, pamietaj ze najwazniejsze zebys ty byla spokojna a i
      twoj synek bedzie czul sie pewniej
      pa
      sonja
    • curly2 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 22:07
      I ja trzymam kciuki i będę się modlić żeby wszystko było ok.
      Ale pamiętaj - najważniejsze żebyś Ty była dzielna - Twój synek "zarazi się" od
      Ciebie i wszystko będzie ok. A takie wielkie wsparcie jakie macie tutaj na
      pewno Wam pomoże.
      Pozdrawiam, Kinga
    • kornelcia75 Re: Przeżyliśmy koszmar i to nie koniec. 18.02.05, 22:33
      Duzo zdrówka!!!
    • leksheygyatso Co mozna jeszcze ew. zrobić? 19.02.05, 08:05
      WITAM,

      SZANOWNA Pani Katarzyno bardzo poruszyła mnie Państwa historia.
      Cudowny chłopiec.Jestem pełen współczucia.
      Sam mam synka, który dzis własnie kończy roczek-Jaś,Karol.Sami tez przeszlismy
      z zoną bardzo duzo z jego nienaturalnie wysoką zóltaczką.
      Co mozna zrobić z nerkami w tej sytuacji, o której była pani łaskawa pisać?
      Co polecam?
      Napewno nie załamawywac sie i szukać WSZELKIEJ POMOCY , która nie zaszkodzi.
      Zasięgnąłem opinii wśród znawców tematu(pracownicy naukowi Akademii Medycznej).
      W ciemno polecam do konsultacji- bardzo,bardzo znanego specjalistę,
      który wielu juz pomógł
      Prof. dr hab. Andrzej Borówka,prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego
      krajowy konsultant w dziedzinie urologii.

      Oddział Urologii Centralnego Szpitala Kolejowego
      04-749 Warszawa, ul. Bursztynowa 2
      tel. (022) 815 68 61
      e-mail: ab@csk.waw.pl

      Co polecam jeszcze osobiście z własnego doświadczenia.
      Pytał Pani o przyczyny.
      Niestety jest tak,ze wiele religii choroby tłumaczy w sposób duchowy (jako
      pewnego rodzaju odpłata) ale i duchowo pozwala je leczyc i wspomagać.
      Mozna w to wierzyc albo nie ale napewno warto spróbować.NIE ZASZKODZI.
      PolECAM DO BEZPŁATNEJ POMOCY(NIEZWKLE STRONY I GRAFIKI NA NICH MAJĄCE WIELKA
      MOC które wielu pomogły)

      MANTRY NA KAŻDY PROBLEM
      www.tendrel.za.pl/mantry.htm

      Autor strony BEZPŁATNIE przesyła niezwykłe mantry buddyjskie mające moc
      uzdrowienia JACEK BUDZIŃSKI

      adres: budzik9@o2.pl

      WYZWOLENIE PRZEZ WIDZENIE
      www.tendrel.za.pl/wyzwolenie.htm

      METODY OCHRONY
      I HARMONIZOWANIA ENERGII

      www.tendrel.za.pl/metody.htm

      WYZWOLENIE PRZEZ ZMYSŁY
      www.tendrel.za.pl/teksty.htm

      UZDRAWIAJĄCE RELIKWIA
      www.sunnataram.org/Buddha_relics
      www.sinc.sunysb.edu/Clubs/buddhism/monthly/Relics0823.jpg
      Do pokazywania i kładzenia na głowie dziecka.

      Polecam też zamówienie bezpłatnych seansów uzdrawiania duchowego i modlitwy
      www.tendrel.za.pl/zabiegi.htm
      Polecamy następujące adresy, pod którymi funkcjonują darmowe serwisy
      uzdrawiania, oferujące uzdrawiające zabiegi na odległość dla osób
      potrzebujących (prana, reiki, modlitwy):
      bardzo chętnie za darmo pomagają!!!!

      www.pranichealing.com (kliknąć z lewej strony na link "free healing list")

      www.tara.org (kliknąć na "prayer request")

      Założony w USA przez Swamiego Yoganandę jogiczny zakon Self Realization
      Fellowship oferuje modlitwy w intencji

      duchowego rozwoju i zdrowia:

      www.yogananda-srf.org/aboutsrf/prayer.cgi
      www.freehealing.org/ - mnóstwo ciekawych linków

      Hawajskie Healing Circle (Koło Uzdrawiania):

      Przeczytaj o Healing Circle: www.huna.org/html/hcircle.html ---
      • misiaczek84 Re: Co mozna jeszcze ew. zrobić? 19.02.05, 18:51
        Kasiu bardzo mi przykro i zycze z calego serca zdrowka Twojemu synkowi. Ja sama
        mam 21 i wodonercze obustronne, wykryte niestety dopiero 5 lat temu-jestem po 3
        operacjach, na bokach brzucha mam z obu stron blizny po 21 szwow. Wodonercze to
        jak sie w moim przypadku okazalo wada wrodzona, ktora powinna byc wykryta w
        pierwszym roku zycia, ale niestety lekarze zaniedbali sprawe i wykryli ja w 16
        roku zycia-wyobraz wiec sobie w jakim stanie sa teraz moje nerki. Marze o tym,
        zeby w najblizszej przyszlosci dac mojemu ukochanemu zdrowe i sliczne dziecko,
        ktore nie bedzie musialo przechodzic w zyciu tego co ja do tej pory przeszlam.
        I modle sie zeby stan moich nerek nie pogorszyl sie bo lekarz powiedzial mi
        wprost ze to oznacza tylko jedno-przeszczep nerek, a wiadomo z czym to sie
        wiaze sad((( Ale staram sie trzymac i nie zalamywac sie. Wierze ze bedzie dobrze
        i Ty tez musisz w to uwierzyc. Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i jeszcze raz
        zycze zdrowia dla Kamilka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka