Dodaj do ulubionych

lekarze a aborcja

24.02.05, 11:34
Nie zamierzam poruszać tematu aborcji, tylko chodzi mi o lekarzy. Dawniej,
gdy była dozwolona podejrzewam, ze wszyscy ją wykonywali. Teraz też niektórzy
to robią tyle, że po kryjomu. Często się słyszy, że kobieta dostajaca
skierowanie na zabieg z powodów medycznych nie może znaleźć lekarza, który
wykonał by to legalnie. (co innego by pewnie było, jakby to było po
kryjomu).No i ciekawa jestem, czy tak im się światopogląd zmienił, czy to
raczej o opinie innych chodzi... Podejrzewam, że zaciety przeciwnik
zaryzykowałby utratę pracy, jeżeli istniała taka groźba za komuny, niz
dziecko nienarodzone zabił. A teraz wszyscy święci... Zeby nie było, ja
jestem przeciw, ale znałam jedną, której nie zdążyli zrobić zabiegu w
przepisowym czasie, bo w dwóch szpitalach sami praktykujący katolicy byli (z
dnia na dzień prawie,bo to był chyba 92rok) i w końcy musiała dziecko
urodzić . Urodziło się przedwcześnie, dostała krwotoku, wycieli macicę (no,
to akurat moze dobrze), ledwo ją odratowali...
Obserwuj wątek
    • mynia_pynia Re: lekarze a aborcja 24.02.05, 12:03
      Kilka razy natknełam się na taki temat i wyglądało to tak, że lekarze ofiarą
      gwałty nie chcieli wykonać aborcji, po wcześniejszym przyzwoleniu przez
      inne "władze".
      Laska kiedyś opisywała że poszła na taki zabieg ze skierowaniem i lekarz
      odmówił więc postanowiła załatwić to za kase i koleżanka dała jej namiary na
      ginekologa który to wykonuje, i tu zdziwienie laski jak się okazało że to ten
      ze szpitala.
      Zapytaj się jakiegokolwiek ginekologa czy aborcja powinna być legalna to ci
      powiedzą że nie, bo z tego taką kase czepią, że umawiają się na niedziele bo w
      tygodniu mają tyle zabiegów.
      Wystarczy mieć zasobny portfel i zabieg od ręki.
      Oczywiście uważam że aborcja powinna być legalna, ale najpierw skierowanie do
      psychologa, żeby później nie było łez.
      • grrrrw Re: lekarze a aborcja 24.02.05, 12:23
        Dawniej bylo tak.
        Zabiegi robiono w szpitalu miejskim. Najczesciej byl wyznaczony dzien
        aborcyjny, z przyczyn organizacyjno-technicznych.
        Lekarz mial teoretycznie prawo, podobnie jak pielegniarka odmowic wykonywania
        takich zabiegow.Bez podawania chyba nawet przyczyn. Ale wtedy nie zawsze latwo
        mu bylo pracowac. Koledzy mówili: obijasz sie , a my zaa ciebie mamy brudna
        robote odwalac. W rezultacie tylko bardzo silne, pewne siebie i ukladów i
        stanowiska jednostki mogly sobie na to pozwolic.
        Np. pani pielegniarka ze zlotym krzyzem zaslugi, ktos z dorobkiem
        niepodwazalnym naukowym.
        Inni musieli szukac sobie innego miejsca. Robili inne specjalizacje np.
        endokrynologie, wieszali w poczekalni "przerywan ciazy nie wykonuje" i tyle.
        Mieli mniej kasy.

        Polozne oczywiscie mialy trudniejsze pole manewru, bo pielgniarka moze zmienic
        profil, a polozna teoretycznie moze pracowac tylko na ginekologii, ale to w
        malym szpitalu, o laczonym oddziale gin-pol bylo niemozliwe.
        I lekarz i pilegniarka z góry wiedzieli na co sie decyduja.
        Byly naciski personalne okresowo, szczegolnie zaraz jak ustawa weszla i kobiety
        zaczely sie zglaszac do szpitali, a tu okazuje sie ze wielu lekarzy starszego
        pokolenia, jeszcze przedwojennego chowu zdecydowanie odmawia. Potem stopniowo
        mlodsi robili to jakby chetniej.

        Z drugiej strony lekarz musi zabieg (łyzeczkowanie) umiec dokonac i to
        wprawnie. Za malo bylo okazji martwych ciaz, zeby cwiczyc. To byl dla
        niektórych jakis argument. O ile wiem studenci cwicza i dzis chyba na fantomie.

        Od roku 1980 ozywilo sie zycie polityczno-spoleczne i wielu lekarzy i
        poloznych zlozylo ponownie zdecydowane nie. I jakos to przepchneli, ze
        najczesciej byl na oddziale jeden-dwoch lekarzy, którzy w ten dzien brali dyzur
        i robili to (specjalizacja - aborter).
        Z pielegniarkami byla osobna historia, której dokladnie nie znam. Ale wiem na
        pewno, ze 1980 uczennice szkol pielegniarskich i poloznych wywalczyly prawo
        odmowy uczestnictwa w zabiegu (to byla w zasadzie tylko obserwacja).

        Prywatnie robiono zabiegi bez zadnych ograniczen, czasem w skandalicznych
        warunkach . Pamietam skandal w Łodzi 1986.
        Gabinet znajdowal sie w suszarni na 11 pietrze, nie bylo nawet tolaty,
        pacjentki czekaly na zabieh na klatce, wymiotowaly na schodach (dostawaly
        foliowy woreczek). I potem sie okazalo, ze facet "zapomnial" gabinet
        zarejestrowac. Na szczecie byl jednak lekarzem i ginekologiem.
        Co gorsza wyrzucal resztki na smietnik ogolny i koty to rozciagaly po bloku,
        ludzie sie zdenerwowali i telewizja przyjechala.
        Wtedy mozna bylo normalnie przerwac ciaze, ale pacjentki wybieraly jednak taki
        wariant. Bo szybciej, bez zapisywania, moralizowania, wscibskich oczu
        pacjentek z innych łózek... No i bral pewnie taniej niz w przyzwoitym
        gabinecie.
        To nieprawda, ze jak aborcja jest legalna to jest bezpieczna.

        P
    • nchyb Re: lekarze a aborcja 24.02.05, 12:12
      Podejrzewam, że nie o światopogląd chodzi, tylko wielu z nich dostrzegło szansę
      zarobku. To czego nie robią z powodów etycznych państwowo, robi wielu z nich
      prywatnie, za forsę. Pieniążki nieśmierdzą i dylematy moralne rozwiewają...
    • ivia Re: lekarze a aborcja 24.02.05, 14:10
      Jak byłam w 3-ciej klasie w liceum, to zorganizowaliśmy taką dyskusję na temat
      aborcji, wszystkie za i przeciw, każdy mógł się wypowiedzieć, zaprosiliśmy
      ginekologa-położnika. Ja wtedy uważałam, że kobieta ma prawo decydować czy
      urodzi czy nie, że lepiej usunąć niż wyrzucać na śmietnik w reklamóce czy też
      oddawać dziecko itp. I bardzo dużo było wtedy takich głosów. Jedna z moich
      koleżanek powiedziała wtedy, że przez tyle lat aborcja nie była zakazana i
      dzieci znajdywano w reklamókach, więc to wcale nie znaczy, że jak będzie
      zakazana, to problem zniknie.
      I teraz sobie myślę, że ona była wtedy dużo mądrzejsza ode mnie. Teraz uważam,
      że aborcja powinna być zakazana, bo nawet fasolka w brzuszku to człowiek, i ma
      prawo do życia, a kobieta ma prawo ale do decydowania o antykoncepcji. Poza tym
      nie znam nikogo, kto by powiedział, że chciałby, żeby jego matka go kiedyś
      wyskrobała bo ma ciężko w życiu.
      Gdybym była lekarzem, to jak mogłabym wykonywać aborcję z takim podejściem? I
      rozumiem, że lekarz może odmówić wykonania aborcji ze względu na swoje
      przekonania. Ale z pewnością są i tacy, którzy czerpią finansowe korzyści z
      aborcji, ale czy naprawdę kobiety hurtowo korzystają z aborcji zamiast z
      pigułki? No skąd mają tyle pacjentek, żeby stały w korytarzu? - to w
      odniesieniu do wypowiedzi grrrrw

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka