Dziewczyny, już czasami brak mi sił. Obrastam futerkiem tu i tam, walczę z nim
(staram się systematycznie, choć nie zawsze daję radę), a ono rośnie i rośnie.
Taka biologia

Przy małym dziecku idzie mi to mozolnie, a tak chciałbym nie
być zaniedbana pod tym względem. Używam maszynki do golenia nóg i trymeru do
bikini i pach (jak się tam ogolę, to strasznie mnie wypryszcza...i efekt jest
nieestetyczny!). A i tak na drugi dzień jest tarka. Poszłabym na wosk, ale
cóż, nie mam z kim dzieci zostawić, a po 20.00 to już żadne gabinety nie są
czynne... Sama nie umiem sobie depilować woskiem, ani plastrami. Kremy
odpadają - uczulenie. Więc spędzam w łazience więcej czasu niż bym chciała.
Jakaś koleżanka powiedziała mi, że jak mąż kocha, to i z futerkiem powinien
mnie kochać. No niby tak, ale... nie podobam się sobie zarośnięta, wiem też że
mąż lubi jak mam wszędzie odpowiednie fryzurki

no i przyjemność większa.
Jak sobie z tym radzicie?