sowa_hu_hu
21.03.05, 15:18
może komus sie wydać że przesadzam ale ja tak nigdy sie nie bałam...
mój marcelek nigdy nie spi w ciagu dnia a dzisiaj zasnal o 11 i spał dwie
godz. po przebudzeniu był jakis dziwny ale myslałam ze musi sie dobudzić...
oglądała bajki a ja wyszłam po ubranko dla niego bo mielismy iśc na spacer ,
wracam a on lezy na podłodze i sie nie rusza , biore go an ręce a on oczka
zamyka , na nóżkach ustać nie może , jest jakis taki zwiotczały , oczka jak
szparki ledwo co owteierał , mirze gorączke - 38,3 on coraz słabszy... mojego
niemeza nie było bo sam był u lekarza... dzwonie po niego , ojcec mu pozyczył
chwała Bogu samochud , przyjechał i pojechalismy do lekarza a nawet do dwoch -
podobno to jakiś wirus , dostał coś na zbicie temperatury... teraz sobie lezy
grzecznie i ogląda bajki , juz wygląda lepiej... ale to co ja przezyłam tego
sie opisac nie da - dziecko mi przez rece przelatuje , ja sama w domu...
płakałam i prosiłam go zeby oczków nie zamykał... az mi sie znowu ryczec chce
jak sobie przypomne... jeszcze sie tak nie bałam o moje dziecko... dopiero
teraz jestem w stanie sobie wyobrazic co czuja matki gdy dziecko trzeba wiexc
do szpitala...