Rozczarowania...

23.05.05, 13:19
Co myslicie o swoich byłych facetach? Dlaczego zakończyłyście znajomość? Ja
Wam powiem o kilku moich porażkach:
1. Pojechaliśmy pod namioty, facet byl kierownikiem sklepu więc wziął
wałówkę ze swego sklepu. Oszczędnie nam wydzielał racje żywnościowe, a w dniu
powrotu ucieszył się, że będzie mół zwrócić do sklepu resztę towaru i odzyska
kasę. Nie kontynuowałam znajomości po powrocie...
2. Kolejna moja "sympatia". Chłopak wyczaił, że mam zepsuty magnetofon. Pod
pretekstem naprawy przychodził do mnie co jakiś czas. W końcu łaskawie się
zgodziłam dla świętego spokoju. Po naprawieniu kazał mi słono zapłacić...
3. Następny delikwent cały czas używał słowa: "troszku", co doprowadzało mnie
do białej gorączki, często miewał zgagę i miał takie śmieszne, zbyt duże w
stosunku do całego ciała stopy...
Byli i kolejni, ale posłucham teraz jak to było u Was.
    • natiz Re: Rozczarowania... 23.05.05, 14:22
      Tylko ja miałam takie porażki??? Wasze byłe sympatie były idealne???
      • cocollino1 Re: Rozczarowania... 23.05.05, 14:32
        a gdzie tam idealnesmile)) jeden np. przeszlo mi z nim, gdyz zaprosil mnie do
        knajpy po czym okazalo sie ze pieniedzy nie mial,i to nie to ze zapomnial, a
        wystarczylo zaprosic na spacer do parku, nie?smile, inny mial manie wydzwaniania
        do mnie na komorke i gadania godzinami, irytowal mnie tym strasznie, zreszta w
        ogle okazal sie do kitu, inny z kolei, to do dzis jest anegodtka u mie w
        rodzinie, szlismy na sylwestra na impreze studencka, moj brat wtedy studiowal,
        typowa impreza studencka, wiadomo skladkowa za mala kase, w bufecie
        akademickim, a on przyszedl ze swoim dzinem, wtedy to byl rarytas i zapytal
        gdzie jest kostkarka do lodusmile)) wszyscy sie smiali po katach z niego, ale
        usprawiedliwie go, byl dj-em w knajpach, moze dlatego takkie zachcianki mial,
        wystarczy? bo jakby co toma tego wiecejsmile
        • natiz Re: Coccolino 23.05.05, 14:52
          Twoje "sympatie" biją moje o głowę! A swoją drogą jak to łatwo zepsuć swój
          wizerunek jednym małym gestem...
          • cocollino1 Re: Coccolino 23.05.05, 15:32
            wlasnie, ja tak mialam jak bylam mlodsza, ze naprawde czasem niewinny gest
            powodowal ze odkochiwalam sie baaaardzo szybko.
      • niutaki Re: Rozczarowania... 23.05.05, 14:33
        1.kłamał
        2.był wciąż chłopcem, bez widoków na to, że kiedyś zmężnieje
        3.może to zabrzmi małostkowo, ale ...miał przedwczesny wytrysk (oczywiście nie
        jedensmile)
        4.słuchał bardziej swojej mamy niż mnie.
        To są osobne przypadki, żadna z tych znajomości nie była w wieku 15 lat raczej
        takie co to miały być poważniejsze. Nie
        wyszło.

        nie lubię Cię... najwyżej Cię kocham trochę
    • lajlah Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:21
      Ja byłam kiedyś z facetem, ktory zupełnie nie rozumiał, ze koniec oznacza
      koniec. Kiedy z nim zerwałam dalej przyjeżdżał pod moj dom, byłam już zaręczona
      z moim mężem, ale bałam mu się o tym powiedzieć, bo jest cholernie zazdrosny.
      No , ale w końcu się dowiedział. I to mężunio wytłumaczył mu "człowieku
      spier...j, bo ci zrobię krzywdę". Poskutkowało.
      • zuzia_i_werka Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:29
        Hehe a ja sie kiedyś zakochałam w chłopaku,który nie miał górnej jedynki i mówł
        pójdziem...smile Losie oszczędź mi takich miłości mojej córkismile
        • cocollino1 Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:31
          ha ha, no ja tez przez chile mialam takie sympaite, jak sobie przypomne??
        • lajlah Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:37
          zuzia, to musiało być strasznie "zaślepiające" uczucie z Twojej stronysmile
        • tennessee Re: Rozczarowania... 26.05.05, 15:54
          Ha, ha, ha, ha,.... ale mnie to rozsmieszylo. Krotko i tresciwie. Ale chyba
          najbardziej Twoja skondensowana modlitwa o swietnego meza dla Twej coreczki...
          Bosko!
      • kosheen4 Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:30
        > I to mężunio wytłumaczył mu "człowieku spier...j, bo ci zrobię krzywdę".

        maczo-maczo-men smile))))))))))))
        rozczarowania mnie nie spotykały, rozstawaliśmy się raczej w pokoju albo bardzo
        dramatycznie.
        ale kiedy zobaczyłam moją byłą, podstawówkową miłość, obrzękłam. gdzie podział
        się długowłosy facet, za którym szalała żeńska część podstawówki? zjadł go jakiś
        łysiejący kurdupelek! wink
    • anastazja27 Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:39
      oj tez troche by sie znalazlo:
      1. mama byla wazniejsza
      2. bylam mloda on 3 lata starszy, ale tak religijny jak prawie ksiadz
      3. zbyt zadzrosny
      4. auta to byla jego kochanka
      • kosheen4 Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:43
        anastazja27 napisała:


        > 4. auta to byla jego kochanka

        ?
        auta? samochoda czyli?
    • yellow1 Re: Rozczarowania... 23.05.05, 15:52
      Heh, bylo tego troche wink Jedna "sympatia" zaprosila mnie na kawe do ladnej kawiarenki, ale
      "zapomnial" zaplacic, kelnerka nas gonila.... Obciach jak nigdy tongue_out
      Drugi "sympatyczny" bez przerwy narzekal, to byl taki jego styl bycia, ciagle gledzenie, ze nie ma z
      kim wyjechac, pobawic sie, albo dla odmiany ciagle ktos mu glowe zawraca, za cieplo/za zimno,
      nuda/za duzo roboty... matko, jak ja tego nie znosilam.
      Byl jeszcze jeden, z ktorym znajomosc skonczyla sie na 1 randce, facet kolo 30, mieszkajacy z
      mamusia, mamusia mu prala skarpety (z rozbrajajaca szczeroscia wyznal, ze nie potrafi wlaczyc
      pralki) smile))
      A ciekawe jak byli faceci wspominaja nas? smile))))
    • lila1974 Re: Historia pewnej znajomosci 23.05.05, 20:08
      Nie znosze podrywania na kawke i gdybym sie trzymala swoich zasad omineloby
      mnie sporo nieprzyjemnoscie, ale nie ...

      Chlopak wypatrzyl mnie w mojej pracy i zastosowal przebiegle podchody
      telefoniczne, po czym zjawil sie przed moim okienkiem, kiedy uznal,ze nic
      porozumienia zostala nawiazana. Zaproponowal wyjscie na lody i kawke. Normalnie
      to bym jegomoscia splawila, ale tym razem cos mnie podkusilo. No, piekny byl,
      to i podkusilo ... ech.

      Owa randka odbyla sie pare dni pozniej. Ledwie rozpoczelismy rozmowe, a juz
      dowiedzialam sie, ze za trzy miesiace sie pobierzemy. Dusza we mnie wyla zeby
      wiac, gdzie pieprz rosnie, ale nie sluchalam podszeptow. Kazda nastepna minuta
      spedzona w jego towarzystwie stanowila wode na mlyn mej duszy, a ja nadal bylam
      glucha jak pien.

      Nie wiem nawet kiedy ale stalismy sie para. Uroda chlopaka zaslepila mnie na
      tyle skutecznie, ze wylazace z niego wady upychalam po katach. Chlopak byl po
      przejsciach. W jego przypadku owe przejscia zaczely sie juz w dziecinstwie.
      Mial ojca, ktory za niezjedzony posilek okladal go kostka szarego mydla
      wsadzona w siatke po owocach. Do tego mial 3 letniego syna i wieczne utarczki z
      matka dziecka i niedoszlymi tesciami. Wyobrazcie sobie, jak owe utarczki
      musialy wygladac, skoro chlopiec w wieku lat 3 nie mowil (ledwie pare slow i to
      po angielsku). Na koniec dodam, ze moj adorator byl zodiakalna Panna, wiec
      narcyzm widoczny byl u niego golym okiem. I ten narcyzm wlasnie wreszcie do
      mnie przemowil.

      Poszlismy kiedys kupic mu buty. W sklepie byly cztery ekspedientki i WSZYSTKIE
      musialy sie nim zajmowac, co czynily bardzo chetnie, bo uroczy byl do rozpuku.
      Bajerowal je namietnie, a one jak muchy na lep. Popatrzylam sobie na to
      widowisko chwilke, po czym wyszlam ze sklepu, bo mi sie watroba przewracala od
      jego slodyczy i ich naiwnosci.

      Kiedys indziej zostawil mnie na srodku chodnika, bo zauwazyl gdzies w tlumie
      znajomych i popedzil na zlamanie karku. W pierwszej chwili sklonna bylam
      poczekac wierzac, ze zaciagnie ich do mnie i przedstawi. On jednak wdal sie w
      intensywna pogawedke, a jak to ciele. O nie!!! Poszlam dalej sama i z godzine
      trwalo zanim mnie znalazl. Oczywiscie zadnej skruchy.

      Nie bede tu opisywala wszystkich jego zagrywek, bo by mi nocy zabraklo.
      Gwozdziem do jego trumny bylo pewne zdarzenie drogowe. Wjechal na
      jednokierunkowa ulice pod prad, a gdy nieoczekiwanie przed maska zobaczyl inny
      samochod dostal piany na pysku. Wyskoczyl jak oparzony i z takim wrzaskiem, ze
      go chyba slyszeli wszyscy ludzie w promieniu 5 km. Nieszczesliwie trafil na
      kobiete. W jej strone polecialy wszystkie bluzgi swiata. Ja wcisnelam sie w
      siedzenie i probowalam stac sie niewidzialna. Bylo mi potwornie wstyd. Jak juz
      sobie ulzyl, to wskoczyl w auto i odwiozl mnie pod dom. Oczywiscie byl
      przekonany, ze wejdzie do mnie.

      Ale tu juz nie wytrzymalam i po raz pierwszy mialam w nosie cudze uczucia.
      Wcale sie z nim nie certolilam. Wyzwalam go nie gorzej niz on te biedna, Bogu
      ducha winna kobietke. Probowal sie bronic, ze on przeciez dla mnie jest mily.
      Ja mu tylko na to: "Owszem, chwilowo jestes mily, ale skoro stac Cie na takie
      zachowania wobec innych, jestem pewna, ze i do mnie wkrotce zwrocisz sie takimi
      milymi epitetami." Na koncu dodalam "spier...", bo zadne inne slowo nie
      pasowalo mi do calosci mojego wywodu.

      Bylam pewna, ze pozbylam sie go raz na zawsze. DUZY BLAD. Zaczal mnie
      bombardowac telefonami. Przestalam wiec odbierac telefony wogole. Jednak w
      pracy musialam. Pewnego dnia zadzwonil i powiedzial, ze jezeli sie z nim nie
      spotkam dobrowolnie, to on i tak mnie znajdzie, ale wtedy beda to dla mnie
      okolicznosci nader niesympatyczne. Po raz pierwszy w zyciu nie na zarty sie
      wystraszylam. Przez dwa tygodnie staralam sie nie wychodzic z domu. Do pracy i
      z pracy chodzilam w asyscie kolezanek. Schudlam, oczy mi sie zapadly.
      Wygladalam dokladnie tak jak sie czulam. Az pewnego dnia spotkala mnie moja
      dlugoletnia milosc. Nie mogl uwierzyc, ze to ja. Kiedy mu opowiedzialam, co
      jest grane. Zadzwonil do tego oszoloma i zapowiedzial mu, ze jesli sie ode mnie
      nie odczepi, to bedzie sobie kopal dol nad jeziorem. Chlopak sie chyba przejal
      perspektywa, bo od tego dnia stal sie mily i grzeczny ale strasznie nachalny.
      Przychodzil do mnie do pracy nawet po cztery razy w ciagu dnia. Stal i cwierkal
      slodko. I trwalo to przez kolejny rok.

      Nie przejal sie nawet wowczas, gdy nacial sie na mojego obecnego meza. Uprawial
      swoj proceder nadal, tylko bardziej ostroznie. Na moje szczescie wyjechal w
      koncu do Austrii.

      Lo matko ale sie rozpisalam.
      • zona_mi Lila!!! 23.05.05, 20:23
        Czy Ty przypadkiem nie masz na drugie imię i nazwisko Joanna Chmielewska???
        smile)))))))))
        Powinnaś pisać książki!
        Pozdrawiam
        Zona
        • agagacek2 Re: rozczarowania 23.05.05, 22:45
          Mojego nikt nie pobije...
          Mój były na nasze pierwsze (i ostatnie...) wakacje pod namiotami wraz z grupka
          znajomych nie zorganizował namiotu. Poniewaz jego przyjaciel (samotny) miał
          takowy, mój eks powiedział mi ze bedzie spał w namiocie z L. a na pytanie "co
          ze mna?" powiedział :"...kurcze...., no zapytam L. czy mozesz z nami mieszkac".
          Przez 2 tygodnie spałam z nimi dwoma, słuchajac chrapania i wąchajac smierdzace
          nogi L. Po powrocie do domu nie byłam w stanie na nich obydwu patrzec.
        • lila1974 Re: Dziewczyny!!! 24.05.05, 22:30
          No co Wy? Ja niegodna Pani Chmielewskiej sandalki czyscic, a co dopiero w
          konkury z nia stawac.

          Dawno temu mialam jakies tam zapedy literackie, ale wlasnie tworczosc Wyzej
          Wspomnianej pozbawila mnie wszelkich zludzen.

          Milo mi jednak, ze zostalam doceniona przez szanowne kolezanki - takie
          pporownanie - miod na moje serce.
      • natiz Re: Historia pewnej znajomosci 24.05.05, 08:21
        Popieram, pisz książki!!!! Czyta sie Ciebie jak Chmielewską!
    • natiz Re: Rozczarowania... 24.05.05, 08:30
      No to kolejne "kwiatki"
      Byłam z pewnym rozwodnikiem, który prowadzał mnie do dyskoteki, w której
      pracowała jego ex-małżonka (o czym nie wiedziałam). Chciał jej zagrać na
      nosie... Kiedy sie dowiedziałam, pożegnaliśmy się.

      Kolejny goguś przywiózł mnie samochodem na jakąś imprezę rodzinną - musiał
      wejść po coś do domu na chwilę. Powalił mnie jego tekst: "Ty tu siedź i nie
      wychodź!" Po powrocie nie zastał mnie w swoim wozie...

      Kolejny "okaz" zaprzyjaźnił się z moją mamą. Nie było mnie ciągle w domu
      (miałam - naście lat i "latawica" byłam) i kiedy wracałam, klient czekał na
      mnie i prawił mi morały o życiu rodzinnym, o potrzebie poświęcania czasu
      rodzicom i takie tam bla bla bla. Chyba podlizywał się mojej mamie a nie mnie.
      • wieczna-gosia Re: Rozczarowania... 24.05.05, 08:35
        jak was czytam to szlag mnie trafia ze z nikim nei zerwalam wink))
        • natiz Re: Wieczna-gosia 24.05.05, 08:39
          A bo Ty, Gosiu chyba od razu na odpowiedniego faceta trafiłaś! Ciesz się, że
          nie miałaś do czynienia z takimi typkami!
    • saskia123 Re: Rozczarowania...Don Kichot 24.05.05, 09:33
      Wracaliśmy o północy z kina. Zaczepiło nas trzech podpitych meneli. Mój rycerz
      nie oglądając się na mnie, wziął nogi za pas i zwiał. Najciekawsze nastąpiło
      później. Otóż menele były tak ubawione tym faktem, że odprowadzili mnie pod sam
      dom żeby jakieś huligany mnie nie zaczepiły smile
      • saskia123 Re: Rozczarowania...Don Kichot 24.05.05, 09:38
        "jacyś chuligani" miało być!!!
        • natiz Re: Saskia 24.05.05, 09:52
          Buhahahahahahahahahaaaa!!!! Buhahahahahahahahahahaaaaa!!!!!
          • lenka30a Re: Saskia 24.05.05, 11:26
            hi hi czaderskie te Wasze opowieści, oto moje:
            *jeden chłopak (była to 2 klasa liceum), przyszedł raz do do szkoły z podbitym
            okiem, mówiąc, że to o mnie się bił!! fuj, zrobiło mi się niedobrze, nie wiem
            czemu, powiedziałam mu, że juz sie nie będziemy spotykać (bylismy na 1 randce w
            sumie), a on wtedy posłał mi taką wiązankę, że aż mi szczęka opadła, dobrze że
            nikt inny tego nie słyszał...nie umiał biedaczek przegrywać.
            *kolejny koleś nie mógł pojąć że nie chce mieć z nim do czynienia, przyjechał
            kiedyś do mnie do domu, bez zapowiedzi i usiadł na ławce przed domem, poszłam
            do niego i zapytałam co tu robi, powiedział, że przyjechał pogadać, ja na to,
            że nie mamy o czym i poszłam do domu.Ale on uparcie siedział na tej ławce,
            jakby się przykleił, miałam ochotę spuścić na niego psa.
            *miałam kiedyś chłopaka, który się bał ze mną wychodzić na miasto, bo bał się
            swojego kolegi, któremu się podobałam, ten kolega straszył go, że jak ze mną
            nie zerwie to go pobije. Męczyłam się z nim 1,5 roku(!!!!)Nie odprowadzał mnie
            do domu, na przystanek w nocy tez musiałam iść sama, nie chodzilismy do kina,
            kawiarni itp.W końcu nie wytrzymałam, bo ile można. to była najlepsza decyzja w
            moim życiusmile
            *inny znów, byłam u niego w domu, przyszlismy ze szkoły, on zaczął odgrzewać
            obiad, ale niestety zeżarł go sam, ja musiałam zjeść kanapkę, której nie
            zjadłam w szkole, nawet mu przez mysl nie przesżło, żeby mnie poczęstować,
            ihihihihsmile

            to chyba tyle, jak sobie przypomnę to coś napiszę
    • volta2 Re: Rozczarowania... 24.05.05, 12:09
      Super są takie opowieści, a oto moje historie:
      jeden taki, moja największa miłość licealna wieczorami bywał u mnie w domu,
      herbatki, kawki, ciasta, pocałunki i trzymanie za rączkę a na drugi dzień w
      szkole nawet na mnie nie patrzył, i nie mówił mi cześć, bo ON BARDZO NIE LUBI
      MÓWIĆ CZEŚĆ, a wieczorem znów kawka, ciasto, itp.(długo to trwało)

      drugi w ramach spędzania wolnego czasu woził mnie do swojej ex dziewczyny do
      domu, nie wiem po co, ale bardzo tego nie lubiłam w przeciwieństwie do niej(też
      długo to trwało)
    • j_e_s_z Re: Rozczarowania... 24.05.05, 13:22
      Był niższy o głowę, pierdołowaty, chodził jak kaczuszka i pachniał Old Spicem.
      Wyznałam mu miłość na szkolnym korytarzu. Nie mam pojęcia, co mi do głowy
      strzeliło.
      Potem się dowiedziałam, że jest gejem.
      Jeszcze teraz robi mi się słabo, jak sobie o tym przypomnę.
      • grzalka Re: Rozczarowania... 25.05.05, 08:34
        Duzo to tych facetów w moim życiu nie było...no i nie byli tacy zabawni jak Wasi smile)
        1. Ten pierwszy, jeszcze w liceum, to w zasadzie na pierwszy rzut oka był ok.
        Student, przystojny, na poziomie, rozmowy, spacery, kino, teatr, pocałunki itd.
        Ale im dłużej z nim byłam tym bardziej mi cos nie grało...intuicja mi mówiła-
        uciekaj, uciekaj zanim będzie za późno. No i faktycznie- jak próbowałam tę
        znajomośc zakończyc od razu zaczęły się schody- telefony, nachodzenie,
        straszenie samobójstwem, straszenie mnie, telefony do moich znajomych i rodziny,
        no koszmar po prostu...Dał mi spokój w zasadzie dopiero jak sie wyprowadziłam do
        innego miasta, czyli nękał mnie..zaraz...9 lat prawie

        2. Drugi fajny był ogólnie, ale rozwalił mnie tekstem, że ksiądz Tischner to
        wysłannik sztana. Pomysłałam sobie, że fanatyzm gorszy od faszyzmu i zwiałam

        3. Trzeci też był fajny, ale po pierwsze strasznie mu sie pociły ręce, a po
        drugie jak z nim byłam to poznałam obecnego męża i niestety....

        4. A teraz mój mąż- na pierwszej randce miał mega wpadkę: zaprosił mnie do
        teatru i po spektaklu odprowadził na przystanek tramwajowy i powiedział " to Ty
        sobie teraz wrócisz, a ja musze pędzi na basen, bo mam wykupiony karnet"
        • lila1974 Re: Psychopaci 25.05.05, 09:16
          Wiec jednak!
          Mam taka teorie, ze kazda dziewczyna trafi w koncu na psychopate. Moj zabral mi
          z zycia 2 tygodnie, bo potem choc sie za mna wluczyl, to grozny nie byl ... uf

          Natomiast byly chlopak mojej siostry, to byl wariat w pelnym tego slowa
          znaczeniu. Mam nadzieje, ze siostra mnie nie zabije, ze Wam o nim naplotkuje.
          Hihi ... wlasnie mi sie przypomnialo, ze ona miala wieksza rozrywke z facetami
          niz ja, ale do rzeczy:

          Pan X byl studentem, modelem, czlowiekiem wydawaloby sie inteligentnym, obytym
          i wrazliwym. Jak sie pozniej okazalo maniakiem i paranoikiem tez byl.
          Pewnego dnia moja siostre odwiedzil jej byly chlopak, aby przeprosic za mega
          nieprzyjemnosci, jakie musiala przez niego zniesc (dodam, ze znosila je w
          towarzystwie policji, wiec chyba nic dziwnego, ze chlopak stal sie "bylym"). W
          czasie, gdy ja przepraszal zadzwonil chlopak aktualny (Pan X) i na wiesc, ze Y
          u niej jest przygnal czym predzej (daleko nie mial). Lato bylo, a on w czarnym
          prochowcu, ktory zdjal dopiero, jak sie wyjatkowo niewygodnie rozsiadl w
          fotelu. Zamarl w tej niewygodnej pozycji na dluga chwile. Na szczescie ow Y
          widzac konkurencjie zakonczyl przeprosiny i opuscil lokal. Kiedy siostra
          ponownie weszla do pokoju i spojrzala na X ten wlasnie wyciagal cos zza plecow.
          Zgadnijcie co to bylo? ............siekiera, no siekierka. Schowal ja za pasek
          spodni na plecach, dlatego oslanial sie tym czarnym prochowcem.

          W domu mial laleczki wlasnej produkcji, znaczy sie sianko i jakies szmatki, z
          ktorych robil uzytek, kiedy jakas jednostka ludzka monstrualnie mu sie
          narazila. Wowczas bral igly i wkuwal w laleczke, ktora symbolizowala owa osobe.
          Czyli bawil sie w VOODOO.

          Historii mrozacych krew w zylach w jego wykonaniu bylo zatrzesienie, nic wiec
          dziwnego, ze siostra postanowila znajomosc zakonczyc, a ze nerwy miala
          zszarpane do granic, wiec rozstanie nie przebieglo w milej atmosferze. Pan X
          wiadomosci jednak do siebie nie dopuscil, nie strawil i nie przebolal. Niczym
          ten moj, nachalnie nagabywal siostre o kontynuowanie romansu.

          Pewnej nocy zadzwonil do domu naszych rodzicow, by z nia porozmawiac. Siostra w
          kilku krutkich slowach wyjasnila mu co ma ze soba zrobic i dokad sie udac. Pan
          X wyjechal jej wowczas z obietnica samobojstwa. Siostrze perspektywa jego
          samobojstwa zaczynala sie nawet podobac, bo jego nekanie trwalo juz od kilku
          miesiecy. Rzucila mu "powodzenia" i trzasnela sluchawka. Jednak sumienie ja
          nieco podgryzalo, wiec poszla po rade do naszego taty. Tata dziecko uspokoil,
          poglaskal po glowce i stwierdzil, ze on tylko tak straszy, ale na pewno nic
          sobie nie zrobi. Jeszcze zdania nie skonczyl, jak zadzwonila mama Pana X z
          wiadomoscia tragiczna - synus przecial sobie zyly. Szczeny nam wszystkim
          poopadaly, a tacie najnizej.

          Jak sie pozniej okazalo, zadrapal sobie ledwie skore na nadgarstu i wraz z
          pierwsza krwia pobiegl do mamusi, zeby go ratowac. Rana zostala owinieta
          bandazem i nosil ten bandaz triumfalnie przez kilka nastepnych miesiecy.

          Element byl z niego niesamowity, ale chyba w jego przypadku na prawde trzebaby
          bylo ksiazke napisac. Roznych kwiatkow bylo z nim zatrzesienie, wiec Was nie
          bede zanudzac. Dodam tylko, ze w dniu, w ktorym wyjezdzal na studia do
          Poznania, siostra dostala poczta kasete VIDEO, na ktorej to biedny i zakochany
          pan X uwiecznil swoj ogromny bol z moja siostra w tle. Wykorzystal do tego jej
          zdjecia, sledzil ja na miescie, a ostatnie sceny filmu nakrecil w szczerym
          polu, gdzie z oddali dawalo sie dostrzec miejsce, w ktorym pracowala.

          Jak mialyscie do czynienia z podobnymi wariatami podzielcie sie
          doswiadczeniem. smile
          • natiz Re: LILA 25.05.05, 09:36
            Zabrakło mi słów... Powiem tylko: matko kochana!!!!!!!!!!
            A co u Was taki popyt na psychopatów?
            • lila1974 Re: Natiz 25.05.05, 09:45
              Podejrzewam, ze my z siostra mamy na czole napisane DOBRE DUSZE i caly
              konglomerat wariatow dobrze sie czuje w naszym towarzystwie. Wiesz takie
              siostry milosierdzia.

              Na szczescie normalni faceci byli w wiekszosci. A dla niektorych to my
              stanowilysmy owe "rozczarowania", bo jestesmy po jednych pieniadzach i rozne
              glupoty sie nas trzymaly, wiec nie kazdy facet byl to w stanie zniesc.
              • e_madziq Re: do Lili 25.05.05, 09:51
                Sorrki, za pytanie, ale co znaczy wyrażenie "jestesmy po jednych pieniadzach".
                Zapewniam,że to nie jest czepianie się tylko naprawdę nie mam pojecia co to
                znaczy, a ciekawosć gryzie?
                Pozdrawiam, Magda

                PS Psychopatów nie zazdroszczę smile)
                • lila1974 Re: do e_madziq 25.05.05, 09:57
                  To znaczy, ze tyle samo jestesmy warte, tego samego sie mozna po nas spodziewac.
                  big_grin
                  • e_madziq Re: do e_madziq 25.05.05, 10:07
                    dzięki smile
                    • tennessee Re: do e_madziq 26.05.05, 16:08
                      U nas też sie mowi, ze ktos jest po tych pieniadzach... my z Wybrzeza są!
    • natiz Re: Rozczarowania... 25.05.05, 08:48
      Ooooo, grzałka przypomniała mi, że mój mężunio też miał wpadkę. Kiedy
      wracaliśmy późno z knajpki z parą znajomych powiedział, że oni mnie dalej
      odprowadzą, bo mieszkaliśmy obok siebie, a on leci szybko do domu, bo
      następnego dnia musi raniutko do pracy wstać.
      I jeszcze jedno - na pierwszej randce opowiadał mi o swoich chorobach, aż się
      wystraszyłam, że to jakiś hipochondryk. Ale on mnie tak chciał na litość
      wziąć...
    • babka71 Re: Rozczarowania... 25.05.05, 10:21
      Numer 1: długie włosy, szantnowiec, klimaty itp..
      zakochałam się .., zaprosiłam na wesele koleżanki
      po jednej godzinie narąbał się jak meserszmit i zasnął przy bębnach.. podobno
      obudził się rano pod choinką, (26 grudzień )
      Nawet nie miałam ochoty powiedzieć mu cześć pojechałam rano do
      domu...błyskawicznie się odkochałam
      Numer 2: outsider w liceum , luzak i cholernie przystojny, zapach jego swetra
      pamiętam do dziś.., ale jak pociął się nożem dla szpanu i nie zdał odeszła mi
      fascynacja idiotą
      Numer 3: olimpiada w Bydgoszczy stare dzieje chyba lata 84-86 , zawody
      pływackie,facet zabójczy, ja młoda on starszy student AWF...miłość i pamiętnik
      zapisany non stop (wtedy nie było netu)...
      lata 90-te będąc na UW pojechałam do Szczecina na imprezę studencką ,
      przypadek, a może los.. suma sumarum poszłam na disco w akademiku Polibudy !!!
      w Szczecinie i co widzę ????
      Jest moja licealna miłość ale jak wygląda??
      Gruby, AWF-u nie skończył, złoty łańcuch na szyi i dresy
      Koszmar !! rozczarowanie!!???
      p.s tak to jest czasami, że nasze wyobrażenia w zderzeniu z rzeczywistością
      śmiesznie wyglądają
      • cocollino1 babka? jestes z bydgoszczy?n/t 25.05.05, 11:29
        • babka71 Re: babka? jestes z bydgoszczy?n/t 25.05.05, 11:39
          Olimpiada ZMS-u była w Bydgoszczy
          1986 rok chyba...
          Jestem z Warszawy, a Bydgoszcz pozdrawiam choć byłam tam tylko dwa dni ale
          pamiętam "Kombi" , "Maanam" na waszej muszli
          • cocollino1 Re: babka? jestes z bydgoszczy?n/t 25.05.05, 11:42
            to sie ciesze, ze mas zmile wspomienia, juz myslalam, ze mam sasiadke na forum,
            szkodasad
            • chloe30 Re: babka? jestes z bydgoszczy?n/t 25.05.05, 11:49
              Na psychopatę na razie nie trafiłam, za to na miminsynków.
              1. Sobota, lato, cieplutko, super, w sam raz na romantyczny spacer. Przychodzę
              na randkę, a mój pan mówi "wiesz, nie mogę dzisiaj z Tobą zostać, bo musze z
              mamą zaprawiać kompoty" Jeszcze jak wychodził, zbierałam szczękę.
              2. 3 lata z nim byłam, trzy lata jego matka mnie nienawidziła. No coż, jak
              dowiedziałam się ,że ona woła 23-letniego synu coby jej umył plecy (mąż w
              domu), pokazuje mu bliznę po mastektomii i wchodzi mu do łazienki podczas
              kąpieli, znienawidziłam ją też.
              3. Przypadek trzeci z pewnym panem ze znanego radia jest tak upokarzający, że
              go nie opowiem smile
    • natiz Re: Chloe30 25.05.05, 12:03
      No powiedz (napisz)o panu z radia, ja tu swoich wszystkich prawie wyliczyłam.
      Porażek miałam mnóstwo. Każda z nas coś dopisała, więc nie jesteś jedyna!
      • chloe30 Natiz 25.05.05, 12:08
        No powiem tylko tyle - Pan odważył się skrytykować moją fryzurę intymną.
        Pozdrawiam RMF smile))
        • natiz Re: Chloe30 25.05.05, 12:10
          "Przebiłaś" wszystkich! Buhahahahahahahahahahahaaaaaaaaaaaaaa!!!!!
        • lila1974 Re: Chlo30 25.05.05, 13:08
          ales mnie rozbawila big_grinDDDDDDDDDDDDDDDD
          • chloe30 Re: Chlo30 25.05.05, 13:10
            Aha, bo zapomniałam dodać, że ta krytyka wystąpiła na pierwszej "rozbieranej"
            randce smile), ale po konsumpcji.
            Taktycznie do tego podszedł!
        • tennessee Re: Natiz 26.05.05, 16:11
          Ale jestes zajebista!
    • natiz Re: Chloe30 25.05.05, 13:13
      Sorki za niedyskrecję - czyżbyś kłuła go w nosek?
      • chloe30 Re: Chloe30 25.05.05, 13:16
        natiz napisała:

        > Sorki za niedyskrecję - czyżbyś kłuła go w nosek?

        Hihihi smile)))))))))))))))

        Szczerze to do tego stopnia udało mi się wyprzeć ten wieczór z pamięci, że nie
        wiem czy jego nos był okolicach... wiadomych smile
        Zresztą to nie była jakaś dżungla amazońska, tylko taki.. zagajnik, bo
        zwyczajnie nie planowałam takiego zakończenia wieczoru i czasu nie miałam smile
        Może
        • tennessee Re: Chloe30 26.05.05, 16:13
          Jezu, kochana, przestan takie rzeczypisac, bo mi sie dziecko obudzi, jak ja tu
          rycze ze smiechu i wpadam pod biurko, hahahahahahah.
    • lila1974 Re: Chcesz ze mna chodzic? 25.05.05, 13:19
      Juz to pytanie sprawialo, ze chlopak szedl w odstawke. Dretwota straszna.
      • chloe30 Re: Chcesz ze mna chodzic? 25.05.05, 13:22
        lila1974 napisała:

        > Juz to pytanie sprawialo, ze chlopak szedl w odstawke. Dretwota straszna.

        Wieku kiedy to pytanie się zadawało usłyszałam je tylko raz, bo cholernie
        długodystansowa byłam smile
    • babka71 Re: Rozczarowania... 25.05.05, 13:23
      przypomniał mi się taki jeden romantyk na motorze ... chyba z
      Tarnowa...pozdrawiam jeśli to przeczyta
      zabójczo "ładny" ale jak przyjechał, któregoś dnia (był w wojsku w stolicy)i
      nie potrafił powiedzieć czym się interesuję... wymiękłam...odpowiedział - niczym
      cała uroda prysła jak bańka mydlana!!!
    • kartoflanka Re: Rozczarowania... 25.05.05, 21:04
      podrzucam kilka perełek od mojej przyjaciółki, ktora sama sie wstydzi wejsc na
      forum i to opowiedziec:
      "1.jestem u przyjaciolki - 23.00 - mam zamawiac taksowke, bo wiem ze moj
      ukochany pewni juz wypil piwko i nie moze po mnie przyjechac. A tu nagle dzwoni
      na komorke i pyta sie: "kiedy wrocisz?", Ucieszylam si: Kochanie, mozesz po
      mnie przyjechac? - fajnie. Jak milo" On: "nie, ale myslalem ze jak wracasz to
      bys mogla po drodze zajechac mi po papierosy na stacje beznynową, bo mi sie juz
      nie chce wychodzic"
      2."sa moje urodziny (u niego w domu rodzinnym nie przywiazuje sie wagi do
      prezetow i pamietania o urodzinach itp), wracam do domu po pracy pozno i widze
      ze moj partner remontuje szafe - dumny z tego jaki ma wklad w urzadzania
      mieszkania. Nie sklada mi zyczen. Mowie ze zrozumieniem, cieplo, bez
      ironii "wiesz, pewnie zapomniales, dzis sa moje urodziny, wiem, byles
      zapracowany, ale mam ochote to uczcic, wyskoczmy gdzies tak teraz na stare
      miasto do jakiejs knajpki - mam ochote mile spedzic wieczor".
      Moj mezczyzna: "dzisiaj, teraz...? ale ja juz zaczalem robic te szafe...".
      Kiedy sie wkurzylam, on sie OBRAZIL ze nie doceniam jego wysilku, ze on chce
      cos dla domu zrobic."

      to sa tylko wybrane fragmenty...niestety.
    • ma.dzia wracajac do psychopatow... 25.05.05, 21:33
      moj ex byl psychopata totalnym, byl tak zazdrosny,ze sprawdzal mi codziennie
      komore, jak wyszlam gdzies bez niego to po powrocie potrafil mi nawet majtki
      wachac...pozostawie to bez komentarza ok? a do tego twierdzil,ze wszystkie
      kobiety to k...wy. A ja go kochalam jak nienormalna, na szczescie w pore
      ucieklam!

      • kasik751 Re: wracajac do psychopatow... 26.05.05, 10:50
        Natiz zawsze jakis fajowy watek zalozysz smile
        Mam rowniez cos do powiedzenia na temat psycholi: otoz moj jeden ex, gdy juz
        sie blizej poznalismy i przestal sie starac, nagle zaczal sie dziwnie
        zachowywac w sytuacjach intymnych. Pewnego dnia zauwazylam, ze lezy na plecach
        jak kloda i sie nie rusza, wiec pytam co sie stalo, okazalo sie, ze nic sie nie
        stalo, czeka na moja inicjatywe, bo sam nie zamierza nic robic. Kompletnie mi
        sie wtedy odechcialo. Wyobrazcie sobie wielkiego zwalistego faceta gapiacego
        sie w sufit w ramach przytulania i czekajacego na obrobke. A rozstac sie z nim
        tez nie bylo latwo, bo plakal, sledzil, bral na litosc, manipulowal,
        beznadziejne to bylo, mam wyrwe w zyciorysie na 2 lata i do tej pory mi szkoda
        tego czasu, choc minelo juz 10.
        Pozdrawiam.
    • inguna2 Re: Rozczarowania... 26.05.05, 14:56
      I ja sie przylacze
      1.zabojczo przystojny,z rozbrajajacym usmiechemwszystkie kolezanki zazdroscily
      mimo ze znajomosc trwala krotko.Skonczyla sie jak tylko pojawil cien
      podejrzenia,ze zajmuje sie paserstwem (co zreszta porownal sie do Robin
      Hoodasmile).Pogonilam gdzie pieprz rosnie chociaz nie bylo latwo bo koles wracal
      jak bumerang.Ktoregos dnia nie poszlam do szkoly(klasa maturalna)bo mialam
      wizyte u lekarza w centrum miasta.Patrze,godz.10 a moj eks-luby siedzi na
      laweczce i piwko pociaga z gwinta.Normalnie slabo mi sie zrobilo i udalam,ze go
      nie widze.Oczywiscie wydzwanial,napatoczal sie niby przypadkiem.Pozniej zaczal
      sie prowadzac z dlugonoga i dlugowlosa blondyna przed moim domem.Mial w ogole
      kilka psychopatycznych zagran(wizyty pozno wieczorem,dziwne telefony,glupie
      teksty)
      2.kolejny okaz 1.90m,sportowiec wydzwanial przez kilka dni z prosba o
      spotkanie.Na pierwszej randce(nie znalismy sie wczesniej)stwierdzil,ze Sharon
      Stone jest jego idealem urody(ja wygladamzdecydowanie inaczej)Poza tym mialam
      podejrzenia,ze facet zadko korzysta z lazienki.nastepnej randki nie bylo
      3.moj maz.Bylismy w miescie i powiedzial,ze na chwile musi zajsc na swoja
      uczelnie.Ja mialam poczekac przed gmachem najwyzej 15 minut.Zjawil sie po 2,5
      godzinie(nie przesadzam). Do dzisiaj nie wiem czemu czekalam,chociaz nie
      zaluje.A mezunio ma do dzisiaj problem z czasem i jak sie zagada to nie ma sily
      • inguna2 i jeszcze jeden 26.05.05, 17:05
        przypomnial mi sie jeszcze jeden okaz.Umowilam sie z nim wylacznie ze wzgledu
        na prosbe kolezanki.Koles zreszta nie zapowiadal sie ciekawie.No wiec spotkanie
        w miescie,na niewielkim skwerku.Siadamy na najblizszej wolnej lawce.Nagle facet
        mowi"poczekaj chwile,zaraz wracam" i rzeczywiscie po chwili widze go z
        gigantycznym lodem w reku.Staje przede mna i mowi"pyszne lody tu sprzedaja ,jak
        chcesz to idz sobie kup"
        Ucieklam pod pierwszym lepszym pretekstem...
    • tennessee Re: Rozczarowania... 26.05.05, 16:47
      Moje kolezanki juz dawno mialy za soba po kilka zerwan, gdy tymczasem ja, 16-
      letnia blondyneczka, dopiero co zakochalam sie w uczniu wojskowego liceum
      muzycznego. Wypisz - wymaluj Kurt Russel. Byl z innego miasta, liczylismy dni
      rozlaki wakacyjnej, pisal do mnie listy i skrapial je swoim dezodorantem Axe
      (szalalam za tym zapachem wink. Dla mnie gral i spiewal, mozna bylo umrzec z
      czystym sercem z tej milosci.
      A tymczasem...
      Moje 18 urodziny nadeszly (pazdziernik) a on sie nie pojawil, nie wrocil z
      wakacji.. Poczekalam pare dni i zadzwonilam do jego rodzicow, a wlasciwie do
      sasiadki, bo oni nie mieli telefonu (ech, gdzie te czasy..) Jego mama mi
      powiedziala, ze moj K. wyjechal do Holandii na kontrakt w orkiestrze wojskowej.
      A jakies "Pa, ukochana"?????
      Mijaly lata, wyprowadzilam sie z rodzinnego domu, wyszlam za maz, slad po mnie
      ( dla niego ) zaginal.

      Az ktoregos dnia, tak spontanicznie wyslalam mu kartke na 25 urodziny, taka
      zupelnie neutralna, zadnych tam serduszek. Na kopercie napisalam swoje nazwisko
      i adres.
      Rok pozniej dostalam od nigo list, bo dopiero wrocil do domu z kontraktu i
      przeczytal moja kartke.
      Umowilismy sie, ze przyjedzie i pozwiedzany stare katy, pogadamy.

      Bylam juz pol roku mezatka, nie mialam ani jednego jego zdjecia, ani jednego z
      tych pachnacych listow (spalilam, bo moj maz byl zazdrosny..)

      Spotkalismy sie. Przyszlam na dworzec. Myslalam, ze mi sie usta rozerwa od tego
      szerokiego usmiechu! 8 lat !!!
      Jaki on byl zabojczo przystojny. Chociaz utyl i wygladal na starszego, niz
      jest, to i tak byl boski.
      On mial wszystkie nasze zdjecia, moje listy, bla, bla. I rozprawial o tym, jak
      mnie przeprasza, ze wtedy tak uciekl, bo moze teraz bylibysmy razem...

      Bylo super, byl tylko jeden dzien, potem pisalismy listy, dzwonilismy i ...
      Zgadnijcie co??
      Urwalo sie, tak niespodziewanie, jak sie zaczelo.


      • lila1974 Re: tennessee 27.05.05, 13:38
        Przeszlo Ci, czy nadal bedzie miloscia Twojego zycia?
        • tennessee Re: tennessee 27.05.05, 15:40
          Hihi, fajnie napisałaś....był moją miłością w liceum..
          A teraz mi się to przypomniało, jak czytałam wszystkie wątki na tym forum,
          zabawnie tak popatrzec na siebie dorosłymi oczami i z uśmiechem znawcy życia i
          nadawaniu innego znaczenia wydarzeniom przez perspektywę kilkunastoletnią,
          jakby się 16-letniej kuzynce mówiło "oj, wyrośniesz z tego, zobaczysz.."
    • wana Re: Rozczarowania... 27.05.05, 15:29
      Kurcze, świetny wątek smile))
      Dodam swojego:
      Kiedyś wybraliśmy się na spacer romantyczny na Starówkę, a on, nieznacznie się
      do mnie zbliżając, patrząc mi głęboko w oczy wyznał: "... wiesz, nie mogę się
      doczekać... kiedy wrócę do domu i zacznę się uczyć angielskiego...!!!"
      Wymiękłam... Wkrótce stał się "ex".
      Pozdrawiam
      wana
    • galia29 Re: Rozczarowania... 28.05.05, 11:05
      W połowie studiów będąc 23 latką wdałam się w jedyny w swym życiu prawdziwy
      romans z ...19 latkiem.Nie było w tym miłości a tylko ogromna sympatia i
      fascynacja fizyczna. Chłopiec był cudny, uroczy i przesłodki- snuł się za mną
      jeszcze w liceum ale na 15 latka nie zwracałam uwagi, a potem spotkaliśmy się
      po kilku latach i jakoś udało mu się mnie rozbroić.Był kochany tylko...był
      jeszcze taki młodziutki...bylibyśmy nawet ten romans kilkutygodniowy
      skonsumowali jak się należy ale kiedy przyszło co do czego mój słodki książe
      sięgając po prezerwatywę palnął :" a teraz chwila na motyla" - śmiałam się tak
      bardzo ,że seks był już ostatnią rzeczą jaką miałam w głowie.No i nie
      skonsumowaliśmy a potem umarło śmiercią naturalną. Właśnie parę dni temu
      spotkaliśmy się na ulicy po 8(?) latach...Dalej jest cudny i teraz już dorosły
      smile)Ale ja już mężatka i to szczęśliwa- przez chwileńkę nawet mi się żal
      zrobiłosmile)
      • tennessee do Galii 29.05.05, 11:25
        he, he, a moj warek czytalas? Dwie linijki wyzej.... Pozdrowienia!
        • tennessee Re: do Galii 29.05.05, 11:26
          wątek - miało być. Sorki. Dziecko na kolanach, sama rozumiesz...
    • natiz Re: Rozczarowania... 30.05.05, 08:52
      Miałam tych sympatii mnóstwo. Wspomnień też .

      * Stoimy sobie na balkonie, on mnie przytula, w radio piosenka grupy EUROPE -
      The final coundtown,a mój miły nuci: I stu fajnu ciam ciam. I tak mi
      moja "miłość" sie ulotniła...

      * Chłopak był całkiem do rzeczy, ale zabrało mi go wojsko. Tęskniłam do
      pierwszsego listu. Nie mogłam rozszyfrować co miał mi do powiedzenia. Nie pisał
      nic o miłości, tęsknocie, ale o "pobutce" i "mószcze" (o musztrę chodzi)

      * Z kolejnym spotykałam się tylko dla koleżanki. Jej chłopak miał kolegę i w
      czwórkę było nam weselej (w szóstej klasie człowiek woli spotykać się w
      towarzystwie). Nie podobał mi sie okrutnie. Nie chciałam, aby mnie odprowadzał
      do domu i udawałam, że mieszkam w bloku razem z koleżanką. Odczekiwałam w
      bramie aż sobie pójdą nasze "gachy" i wtedy uciekałam do domu.
      • lila1974 Re: Natiz 30.05.05, 08:57
        Ale sie ciesze, ze jestes!
        Mam gwarancje dobrej rozrywki ... pewnie niedlugo dziewczynki wstana ale do
        tego czasu pokrece sie na Twojej karuzeli smile

        Ciagle czekam na watek o milosci mojego zycia, gdzie bede mogla dac upust swoim
        emocjom, ale jak na razie nie mam gdzie ... hihi
        • natiz Re: Lila1974 30.05.05, 08:59
          Cześć Liluś! Witaj po dłuższej przerwie. Już zakładam wątek - "Szaleństwa
          popełnione z miłości" Może być?
          • lila1974 Re: Natiz 30.05.05, 09:07
            Temat watku swietny, tylko ze jak sie w nim wpisze, to mnie chyba w kaftan
            bezpieczenstwa ubierzecie .... ale dawaj taki watek powinien byc ciekawy ...hihi

            Mnie co prawda chodzilo o watek "Milosc mojego zycia", taka co to z jakichs
            wzgledow nie doszla do skutku ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja