Witajcie, wogóle to mam mieszane uczucia i sama nie wiem co o tym wszystkim
mysleć.
Od jakiegoś już czasu chce zmienić pracę, ponieważ obecna mnie nie
satysfakcjonuje, pracodawca nie płaci mi pensji (albo płaci na raty) i nie
opłaca moich składek.
Marnie mi idzie to poszukiwanie, żadko kto odpowiada na oferty.
W środę jedna z firm się odezwała i zaprosili mnie na rozmowę, na dodatek
mieściła się 5 min. drogi piechotą od mojego domu (obecnie pracuję na
Targówku).
Rozmowa przebiegała w bardzo symatycznej atmosferze, pan wiceprezes
stwierdził, że nie ma się do czego przyczepić, nawet mu nie przeszkadzało to,
że mam rodzinę, powiedział, że oddzwoni na koniec dnia.Zdążyła do jechać do
pracy i on juz zadzwonił z pytaniem od kiedy mogłabym przyjść do pracy
(odpowiedziałam, że od zaraz)i czy mogłabym jeszcze dzisiaj przyjechać, aby
mogła mnie zobaczyć jego wspólniczka. Umówiliśmy się na 15.30.Pojechałam
znowu na spotkanie po południu, rozmawiałam ze wspólniczka i główną księgową.
Było ok, zostałam przyjęta i pokazano mi stanowisko pracy. Miałam zacząć od
jutra (na rozmowie byłam w piątek).Strasznie się ucieszyłam (teraz żałuję, bo
może zapeszyłam

(() Z godzinę po rozmowie dzwoni wspólniczka, że
przeprasza, ale decyzję musi jeszcze podjąć prezes (wcześniej nie było o tym
mowy), a dzisiaj nie udało jej się z nim rozmawiać, zadzwoni do mnie w
poniedziałek około 12.00. Normalka, weekend miałam zepsuty, cały czas
myslałam co dalej. W poniedziałek czekałam na telefon do 12.15 w końcu sama
zadzwoniłam i się zapytałam, powiedziała, że mają naradę i będą ten temat
zaraz poruszać, żebym dała im 20 minut. Dałam im 4 godziny i znowu sama
zadzwoniłam, ale pani nie raczyła odebrać komórki. Zadzwoniłam więc do
wiceprezesa i się zapytała. Przepraszał, że się wcześniej nie skontaktował,
ale wspólniczka zdecydowała (miał decydować prezes), że przez miesiąc nikogo
nie bedą zatrudniać, na to miejsce (SEKRETARKA) w zastępstwie wezmą
(POMOCNIKA MAGAZYNIERA). Zatkało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć.
Podziękowałam, wspomniałam, że będę czekać jeżeli zmienią zdanie to jestem
zainteresowana. Mogli chociaż zadzwonić i to powiedzieć, (nawet sms). I jak
tu można mieć chęć dalszego poszukiwania pracy?
Jest mi przykro, że mnie tak potraktowali.
Sorki za bazgroły, ale chciałam sie komuś wygadać.
Pozdrawiam i życzę dużo zdrówka