Dodaj do ulubionych

Nie cierpię weeknedów:(

18.06.05, 12:43
Jak co weekend nachodzi mnie chęć by gdzieś wyjść, pobawić się,
by coś zrobić innego niż zwykle, by odpocząć, ale jak zwykle nic z tegosad
Dzień jak codzień, cała rodzinka siedzi w domu, mąż jak zwykle ma robotę,
dom na mojej głowie, krzyki i wrzaski dzieci...
I nie zapowiada sie na zmianę w najbliższym czasie, zero wakacji, spacerów z całą rodzinką, jakiegoś wyjazdu by sie oderwać od codzienności...
Tak niestety musi narazie byćsad
Obserwuj wątek
    • 18lipcowa Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 12:51
      wisienka78 napisała:

      > Jak co weekend nachodzi mnie chęć by gdzieś wyjść, pobawić się,
      > by coś zrobić innego niż zwykle, by odpocząć, ale jak zwykle nic z tegosad
      > Dzień jak codzień, cała rodzinka siedzi w domu, mąż jak zwykle ma robotę,
      > dom na mojej głowie, krzyki i wrzaski dzieci...
      > I nie zapowiada sie na zmianę w najbliższym czasie, zero wakacji, spacerów z
      ca
      > łą rodzinką, jakiegoś wyjazdu by sie oderwać od codzienności...
      > Tak niestety musi narazie byćsad


      Dlatego właśnie nie wychodzę za mąż, ani nie mam dzieci....
      • wisienka78 Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:05
        Ale chyba nie każde małżeństwo z dziećmi tak wygląda?
        • sowa_hu_hu Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:08
          nie każde.... ale tak to jest jak sie jest młodym i trzeba sie dorabiać...
          niestety...


          u nas na wsi natomiast gra dzisiaj ivan & delfin buahaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
          i ja sie chyba wybiore hehe smile będe miała zajebistą rozrywke!!!

          a nie wychodzisz niegdzie z kolezankami? mąz ci nie przypilnuje dzieci...?
          • wisienka78 Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:21
            Dorabiać, oj dobrze by było...

            U nas była Dode Electrode, w ogole często przyjeżdżają znani wykonawcy,
            ale na żadnym nie byłam!!!

            Nie wychodzęsad
            Nie zostawię męża z robotą na głowie i małymi dziećmi,
            a jak narazie każdy weekend ma coś do zrobienia.
            Jeśli mam wyjśc to tylko z dziecmi albo z jednym, ale sama, zapomnij...
            Buuuuuuuuuu, ale życie...

            Sowo udanej zabwy na Ivan & delfinsmile
            • sowa_hu_hu Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:25
              ale jak to? nawet raz na dwa tygodnie mąz z dziecmi nie zostanie? wieczorem? jak
              dzieci idą spać? bez przesady... mój tez ma teraz nad wyraz duzo pracy ale
              zostaje z małym czasem a wtedy ja ide do kolezanek... ja bym umarła w domu!
              ja zawsze wychodze jak mały ma iśc spać i mój chłop zostaje z nim godzine albo
              dwie bo potem mały zasypia... ale oczywiscie zdarzało sie ze zostawał i pół dnia
              jak ja miałam coś załatwić... a nawet jak jechałam na akupy... oczywiscie jesli
              nie miała duzo pracy...

              a dzisiaj to nie wiem czy wyjde - niemąz wróci zmeczony skrobaniem ścian wiec
              małego pilnowac nie bedzie... moge tylko liczyc ze moj syn zasnie w miare
              wczesnie...
              • wisienka78 Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 14:23
                Mąż chętnie by został, ale przeważnie ma właśnie kupę roboty i to właśnie takiej,o której pisałam...
                Czasem się zdarzało, ale to rzadkość, raz byłam
                nawet na dyskotecesmile
                No i czasem wyjeżdżam z jednym dzieckiem do rodziny,
                choć niechętnie, (ale gdzieś musze bo wariuję) i wtedy mąż zostaje
                z drugim i też z robota na głowie.

                A koleżanki? No właśnie, mieszkam tu dość krótko,
                nie znam prawie nikogo, znam dziewczyny z placu zabaw i chętnie bym sie
                umówiła z jakaś na piwko, ale... no cóż zobaczymy, mam nadzieję, że sie
                z którąś zgadamsmile

              • palka_zapalka Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 16:19
                Ja lubię to jest jedyna okazja aby spędzić go z mężem bo z córcią jestem
                codzienniesmile
                Wymyslamy wspólne wypady, a czasami jak się uda możemy tylko we dwoje coś zrobićsmile
                Mój mąż pracuje od poniedziałku do piątku i właściwie kazdą sobotę do 14:00, ale
                potem choćby skały srały nie ma go dla nikogo z firmy.
                Kiedyś potrafili wydzwaniać nawet w niedzielę, ale wprowadziłam zakaz!
                I przynajmniej jeden dzień w miesiącu (weekendowy) jest na mój wypad- fryzjer,
                koleżanka itpsmile
                Powiedz mężowi, ze chcesz troszkę luzu i czasu dla siebie - wyegzekwuj od niego
                koniecznie!
            • 18lipcowa Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:33

              Nie wychodzęsad
              Nie zostawię męża z robotą na głowie i małymi dziećmi,



              Wyrazy wspólczucia za męza fajtłapę.
              • wisienka78 Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:55
                Lutowanie, naprawa sprzętów przy 3 latku i 2 latce
                to nie lada wyczyn.
                Poza tym nie chodzi tu o to, czy on sobie poradzi,
                ale o niebezpieczeństwo poparzenia dziecka.
                Chwila nieuwagi i może być tragedia, wolę wiec być wtedy
                w domu lub zabrac ze sobą dzieci.

                Lipiec jesteś mistrzynią w ocenianiu kogoś kogo nie znasz.

                • dzindzinka Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 14:00
                  Wisienka masz dzieci o rok młodsze od moich smile
                • 18lipcowa Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 14:07
                  wisienka78 napisała:

                  > Lutowanie, naprawa sprzętów przy 3 latku i 2 latce
                  > to nie lada wyczyn.
                  > Poza tym nie chodzi tu o to, czy on sobie poradzi,
                  > ale o niebezpieczeństwo poparzenia dziecka.
                  > Chwila nieuwagi i może być tragedia, wolę wiec być wtedy
                  > w domu lub zabrac ze sobą dzieci.
                  >
                  > Lipiec jesteś mistrzynią w ocenianiu kogoś kogo nie znasz.

                  Nie musze znać, by wiedzieć że zostawienie faceta z dziećmi i robotą, tak samo
                  jak Ty zostajesz nie jest wielkim problemem.
                  >
        • 18lipcowa Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:32
          wisienka78 napisała:

          > Ale chyba nie każde małżeństwo z dziećmi tak wygląda?
          prawie każde.
          • dzindzinka Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:59
            E tam, bez przesady, dla chcącego nic trudnego. My często wychodzimy: na
            spacery, na plac zabaw, na basen, jeździmy na wycieczki za miasto, jeździmy do
            moich rodziców. Byliśmy nawet z maluchami za granicą.
            • wisienka78 Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 16:12
              Napewno.
              Ale na spacery wychodze sama z dziećmi, na plac zabaw sama
              z dziećmi, bo mąż albo pracuje albo jest chory
              (duże problemy z kręgosłupem, teraz jest na lekach)
              przemęczony, od wielkiego dzwonu chodzimy gdzieś wszyscy razem.
              Do rodziców jeżdże sama z jednym dzieckiem (ale nie lubię)
              O wycieczce zagranice nawet nie marzę(finanse).Za
              miasto nie jeździmy, skoro ze zwykłym
              wyjściem na plażę( mieszkamy nad jeziorami) jest problem.



          • lola211 Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 14:00
            > prawie każde.
            Zaliczam sie do tych "prawie", problemow z fajnym spedzeniem weekendu nie mam,
            bo dziecko nie jest do mnie na szczescie przyspawane.Moja kolezanka zas,
            studentka, w wekendy nudzi sie niemiłosiernie, przydaloby sie jej dziecko, to
            na nude by nie narzekala.I jej pare kolezanek tez.Ale im wspolczuje.
            • marcelino1 Lola211 18.06.05, 14:06
              Z tego co pamietam to masz jedno dziecko, które ma już 7 lat. Zatem obiektywnie
              rzecz biorąc jest to sytuacja nieco łatwiejsza niż ta o której pisze autorka
              postu.
              • lola211 Re: Lola211 18.06.05, 14:10
                W poscie nie odnioslam sie do sytuacji autorki watku, a do wypowiedzi Lipca
                (ktora zacytowalam).Problem z weekendami nie dotyczy tylko dzieciatych
                malzenstw, jak sie Lipiec wydaje, ale zdarza sie i mlodym wolnym strzelcom.
                • 18lipcowa Do loli 18.06.05, 14:20
                  lola211 napisała:

                  > W poscie nie odnioslam sie do sytuacji autorki watku, a do wypowiedzi Lipca
                  > (ktora zacytowalam).Problem z weekendami nie dotyczy tylko dzieciatych
                  > malzenstw, jak sie Lipiec wydaje, ale zdarza sie i mlodym wolnym strzelcom.

                  To nie tak. Autorka postu napisała że chce wyjść a nie może. W sytuacji osoby
                  bezdzietnej ten problem nie istnieje i tylko mi o to chodziło, a nie o to kto
                  nudzi się w weekendy.
                  • lola211 Re: Do loli 18.06.05, 14:25
                    Dobrze.W takim razie co powiesz o studentach - tez czesto chcieliby
                    poimprezowac, a musza calymi dniami zakuwac? Albo zaoczni, ktorzy weekend maja
                    zaladowany zajeciami? Ich ten problem równiez dotyczy, wbrew temu co piszesz.A
                    posiadanie dziecka wcale nie oznacza braku mozliwosci spedzania wolnego czasu
                    jak sie chce.
                    • 18lipcowa Re: Do loli 18.06.05, 14:55
                      lola211 napisała:

                      > Dobrze.W takim razie co powiesz o studentach - tez czesto chcieliby
                      > poimprezowac, a musza calymi dniami zakuwac?


                      No nie żartuj. Kto jest najbardziej imprezową grupą w społeczeństwie? Właśnie
                      studenci, którzy cały czas imprezują, a zakuwają tylko w czasie sesji. Z resztą
                      stan zakuwania trwa jakiś tam czas, a posiadanie dziecka to niestety sytuacja
                      na lata i na codzień więc jest cięzko.


                      Albo zaoczni, ktorzy weekend maja
                      > zaladowany zajeciami?


                      Byłam zaoczną i nie miałam weekendu załadowanego zajęciami, tak szczerze to
                      zjazdy były dla nas okazją do wspólnego imprezowania bo każdy był z innego
                      miasta.Poza tym zjazdy są w co drugi, czasem nawet co trzeci weekend...


                      Ich ten problem równiez dotyczy, wbrew temu co piszesz.

                      Dotyczy ale nie tak jak rodziców. Ja też mam obowiązki, miałam studia, pracę
                      ale nie czułam się ograniczona. Gdybym miałą dziecko czułabym się..

                      A
                      > posiadanie dziecka wcale nie oznacza braku mozliwosci spedzania wolnego czasu
                      > jak sie chce.
                      • marcelino1 Re: Do lipiec 18.06.05, 14:58
                        Lipiec, zgadzam się z Tobą. Studia, a dziecko to 2 różne sprawy. Dziecko to
                        obowiązek na całe życie, a studia tylko na czas sesji smile
                        • 18lipcowa Re: Do lipiec 18.06.05, 15:06
                          marcelino1 napisała:

                          > Lipiec, zgadzam się z Tobą. Studia, a dziecko to 2 różne sprawy. Dziecko to
                          > obowiązek na całe życie, a studia tylko na czas sesji smile


                          Przecież studia to prawie sama zabawa...
                          Nie znam osoby która studiując cały czas zakuwa...no chyba że jest na
                          medycynie...
                          • lola211 Re: Do lipiec 18.06.05, 15:25
                            Nie wiem, co studiujesz, ale zapewniam Cie, ze sa kierunki, na ktorych czlowiek
                            musi sie uczyc.Oprócz sesji sa jeszcze do zaliczenia kolokwia.Ja w kazdym razie
                            nauki mialam sporo, wiele weekendów zawalonych, no ale mnie zalezalo na dobrych
                            wynikach, a nie tylko zaliczeniu na 3.
                            Ciesze sie niezmiernie, ze okres studiow mama zas soba, uff.
                            Natomiast jesli chodzi o dziecko to przeciez nie pilnujemy go cale zycie,
                            dziecko ma to do siebie, ze rosnie i w koncu staje sie na tyle samodzielne, ze
                            moze sie obyc bez opieki najpierw matki, a potem jakiegokolwiek doroslego.
                            Akurat pozbylam sie dziecka na cale 3 dni, choc przedwczoraj wrocila od
                            znajomych po 2 dniach nieobecnosci, a za tydzien wyjezdza na 4 dniowa wycieczke.
                            Jak widac ograniczona jestem baardzo..

                            • 18lipcowa Re: Do lipiec 18.06.05, 15:29
                              Nie wiem, co studiujesz, ale zapewniam Cie, ze sa kierunki, na ktorych czlowiek
                              musi sie uczyc.Oprócz sesji sa jeszcze do zaliczenia kolokwia.Ja w kazdym razie
                              nauki mialam sporo, wiele weekendów zawalonych, no ale mnie zalezalo na dobrych
                              wynikach, a nie tylko zaliczeniu na 3.

                              Ja wiem, bo i ja miałam okresy cięzsze i takie kiedy był luz, ale nikt mi nie
                              wmówi że studenci to poszkodowana grupa pod względem spędzania czasu na
                              rozrywce bo oni balują najwięcej...
                              • lola211 Re: Do lipiec 18.06.05, 16:04
                                Przypadek Wisienki jest skrajny i nikt mi nie wmowi, ze macierzynstwo wiaze sie
                                koniecznie z tak daleko posunietymi ograniczeniami jak brak swobodnego wyjscia
                                na spacer, na piwo, na impreze.Tak sie zdarza, ale moze byc zupelnie inaczej.
              • lola211 Re: Lola211 18.06.05, 14:18
                A tak w ogole, to najwiecej w weekendy balowalam, gdy dziecko mialo 2 latka-
                zostawalo albo z mezem, albo z ktoras babcia, gdybym miala dwojke, byloby tak
                samo od momentu, az przestalabym piersia karmic.Mam komfortowa sytuacje pod tym
                wzgledem, ale czesto checi brakuje na szalenstwa, z wiekiem staje sie domatorka.
    • lila1974 Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 13:38
      No Moja Droga wysil sie nieco!!!
      Nie mozesz meza obarczac dodatkowymi obowiazkami, jestem w stanie zrozumiec ale
      dlaczego sama nie postarasz sie o atrakcje dla siebie? A moze zamiast obiadu
      ognisko w jakichs chaszczach? Duze te Twoje dzieciaczki? Na wycieczke sie
      wybierz. nie mozna z mezem, to kolezanke zwerbuj. Jak sie chce to wiele
      mozna.....
    • kkatie Re: Nie cierpię weeknedów:( 18.06.05, 14:08
      no to z takimi dzieciaczkami juz mozna gdzies wyjsc bez problemu, bo nowym
      miejscem sie zainteresuja smile
      gorzej z takim 10 mcznym brzdacem jak moj, ktory wszystko by chcial i nic, i
      marudzi jak nie wie czego chce wink
      ale problemow z nuda nie mam. czesto ostatnio wychodze, sama oczywiscie, bo maz
      z synkiem zostaje smile
      do kina na przyklad, czy chociazby pospacerowac wink
      rozejrzyj sie dokola, na pewno znajdzie sie cos co mozesz robic, by przelamac
      te monotonie smile
      pozrdawiam
      • ala67 Re: Nie cierpię weeknedów:( 19.06.05, 00:42
        A do nas dziś wpadli znajomi z synkiem (wizytka nieplanowana), winka trochę
        wypilismy la la la, pogadaliśmy i było miło bardzosmile))), no i nadal jestsmile)).
        Jutro dla odmiany jedziemy do koleżanki ze starych, dobrych studenckich czasów,
        dzieciaki w wieku zbliżonym do naszych. Powspominamy nie tak stare, piękne
        czasysmile))))) i tak sobie myślę, że dzień będzie udany.
        My jesteśmy ludzie stadni. Tak się szczęśliwie złożyło, że sporo wokół nas
        ludzi w podobnej życiowej sytuacji. Jak przychodzi koniec tygodnia, kombinujemy
        na ogół, gdzie by się tu z dziećmi wybrać, żeby im było super, a my żebyśmy też
        coś z tego mieli. Choćby możliwość pogadania.
        Czasem jest to klub, dzieci się bawią, my gadamy albo gramy w kręgle czy
        bilard. No, ale wiadomo - jest to rozrywka droga i trzeba mieć do niej dostęp.
        Co nie wszędzie jest możliwe.
        Jak pogoda dopisuje, wystarczy plac zabaw - dzieci szaleją, my gadamy. Czasem
        grill - dzieciaki się bawią, my podjadamy. Czasem spacer albo basen - zależnie
        od pogody.
        A najczęściej spotykamy się u kogoś, dzieciaki się bawią, my sobie gadamy.
        Nie czuję się ograniczona przez dzieci - zycie towarzyskie kwitnie.
        Gwoli prawdy muszę też powiedzieć, że mamy babcię, która poproszona zostanie z
        dziećmi. Zdarza się to rzadko, niemniej idziemy sobie wtedy do knajpy,
        potańczyć, pograć w coś...
        Mam też koleżanki, z którymi regularnie chadzam na kręgle. Z dziećmi siedzą
        mężowie i babcie.
        Dziewczyny, trzeba tylko chcieć i mieć ludzi wokół siebie, a weekendy będą tymi
        dniami, na które się czeka cały tydzień.
        Pozdrawiam
        • ledzeppelin3 Re: Nie cierpię weeknedów:( 19.06.05, 10:23
          My dla odmiany najbardziej lubimy być we trójeczkę- mąż, mała i ja. To
          najfajniejsze chwile.
    • pampeliszka Re: Nie cierpię weeknedów:( 19.06.05, 22:17
      Wcale nie musi tak byc, moim zdaniem. Dla zdrowia psychicznego przynajmniej w
      niedziele moglabys oderwac meza na kilka godzin od pracy i wspolnie gdzies wyjsc.
      My w soboty i niedziele razem z 3 miesieczna coreczka jezdzimy na wycieczki i
      odreagowujemy nude z calego tygodnia. Tylko dzieki temu w poniedzialek znowu mam
      sile isc do tego samego parku na spacer.
    • lila1974 Re: Nie cierpię weeknedów:( 19.06.05, 22:34
      A my dzisiaj bylysmy skazane tylko na siebie, bo nasz tatus pracowal do 18:00.
      Zabralam wiec dziewczyny do Parku Kasprowicza:
      - pokarmilysmy kaczki
      - pohustalysmy sie na oponach (kto sie hustal ten sie hustal rzecz jasna)
      - pobabralysmy w piachu
      - nabilysmy sobie guza (a raczej ktos nam nabil)
      - potrenowalysmy chodzenie, bo lezenie nie wchodzilo w gre mimo, ze oczka az
      sie prosily o spanie
      - pogralysmy w paletki
      - pogralysmy w kolanko
      - pogralysmy w gole
      - pogralysmy w kolory
      - zezarlysmy loda (jednego na 3) i frytki
      - poskakalysmy na poduszce powietrznej
      - poglaskalysmy kucyka, na konia mialysmy ochote ale jednak strach zwyciezyl
      i juz mialysmy wracac do domu, gdy ...
      wpadlysmy na pomysl, by odebrac tate z pracy, wiec:
      - wybralysmy sie na wycieczke autobusem przez pól miasta,
      - zerwalysmy jakies kwiecie na trawniku
      poczym grzecznie poczekalysmy az tata sie wyrwie i juz prawie jedna noga
      bylysmy w autobusie powrotnym, gdy nastapila zmiana planów, niech tata tez
      poczuje, ze jest niedziela
      - poszlismy cala banda na okoliczny placyk zabaw
      - potem jeszcze na male co nieco, w sumie nie z glodu a dla jajka z dinozaurem
      - pozjezdzalismy w rakiecie
      - znów pozrywalysmy kolorowe chwasty
      - poscigalismy sie
      - pospiewalismy
      i cali szczesliwi wrócilismy do domu.
      Niedziele uwazam za udana big_grinDDDD
      • pesteczka5 Re: Nie cierpię weeknedów:( 19.06.05, 23:23
        Kiedy ja jestem sama z dziećmi, bo męża nie ma w ogóle albo pracuje, za wszelką
        cenę wybywam (ze strachu przed ich wyczynami i swoją frustracją):
        -do swojej miłej przyjaciółki z ogrodem i dziećmi
        -do lasu
        -do parku z rowerami
        -do rodziny
        -do teatru (raz nawet zaliczyłam Tomka Sawyera z 3,5 i 2 latkiem, bo złą gazetę
        w amoku wzięłamsmile))
        -na krakowską Paradę Smoków
        -do pierwszego lepszego muzeum - naszego regionalnego, Lotnictwa, Wawel,
        pomniejsze zamki w okolicy
        -różne wioski indiańskie, minizoo, ZOO, skanseny
        -mosty wiszące
        -gniazda bocianie
        -obowiązkowo koszyk wiklinowy z czymkolwiek i koc, wtedy to się piknik nazywa
        -rowery, choć dwójki sama na rower nie weźmiesz raczej, to może wywieź je
        gdzieś autem (dysponujesz?)i wsadź na rowerki
        -pamiętam, żeby na koniec dzieciaki bezpiecznie spuścić z ramion i spokojnie
        wypić kawkę, a więc - po tych atrakcjach daję dzieciom kilka złotówek, żeby się
        pobujały w jakimś jeździdle, albo wrzucam je do kulek w Ikei (choć
        najbezpieczniej w dzień powszedni przed południem - mały ruch, bezpiecznie,
        można się prawie zdrzemnąćsmile))
        Wieczorem dzieci padają, a ja mam czas dla siebie. Wtedy udaje się nie
        marudzić, że mnie życie omija, mam beznadziejnie, a wszyscy po teatrach chodzą,
        kawę piją, piknikują sięsmile)
      • pesteczka5 Re: Nie cierpię weeknedów:( 19.06.05, 23:26
        lila1974 napisała:

        > - potem jeszcze na male co nieco, w sumie nie z glodu a dla jajka z dinozaurem


        O-o! też mamysmile I tego stwora ryczącego też! Skąd, skoro w tym przybytku bywamy
        raz na rok, moje dzieci dokładnie o tym wiedziały!?
        • lila1974 Re: Nie cierpię weeknedów:( 19.06.05, 23:32
          Moje nie wiedzialo, tylko widzialo a zapragnela miec mamusia bardziej niz
          dziecie smile
          a teraz spia razem z Okruszkiem (czyli tym z fioletowego jajka)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka