Dodaj do ulubionych

Ile warte "siedzenie w domu"?

26.06.05, 16:10
Co Wy na to?

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2781987.html
Rzeczywiście jest to problem do rozwiązania, bo ktoś te dzieci musi rodzić i
wychowywać.
Aśka
Obserwuj wątek
    • wieczna-gosia Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 26.06.05, 17:57
      mi- kurze domowej sie to nie podoba.
      i te wyliczenia jakies dziwne.. uslug seksualnych nie wliczyli wink

      poza tym nie wiem moze ja jakas bardziej zorganizowana, moze wrecz przeciwnie-
      bardziej olewcza, ale u mnie tak zle z rozkladem dnia nie jest wink
    • anna-pia Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 26.06.05, 23:32
      fatalniej rozplanowanego dnia to dawno nie widziałam - codziennie w banku i na
      poczcie sterczy? codziennie sprząta, odkurza, pierze, robi zakupy?
      ta p. Dorota to powinna pójść na kurs planowania czasu wink
      to nie jest organizacja dnia, tylko chaos i tracenie czasu
      mam dwoje dzieci, młodsze budzi się ok. 6.30 i o 9 to ja jestem z powrotem w
      domu po odprowadzeniu starszego do przedszkola i zrobieniu drobnych zakupów
      typu chleb, mleko, owoce i warzywa
      obiad mam zrobiony przed 12; p. Dorota godzinę gotuje, a jedzą 10 minut -
      wrzodów jeszcze nie dostali? może lepiej pizzę zamówić...
      no i nie uwierzę, że kąpiel, czytanie i usypianie 2-latka można załatwić w
      ciagu 45 minut - u mnie to trwało ok. półtorej godziny do dwóch (starsze ma
      teraz prawie 4 lata, więc jeszcze pamiętam)
      mail, tv i czytanie to tylko godzina?
      a tak na boku, to kiedy ten synek śpi w dzień?
      żeby nie było, że jestem tłuk i dlatego łatwo mi idzie - pracuję dorywczo
      (robię tłumaczenia, jestem w wieku p. Doroty i też mam wyższe wykształcenie),
      gotuję, robię przetwory, kwaszę ogórki itp., czytam dziecku, dom nie zarósł
      brudem, a prasowanie od paru lat załatwia mąż (oglądając przy okazji TV, i
      wcale nie jest jakimś fenomenem w tym zakresie, mąż koleżanki robi tak samo)
      bez przesady - p. Jaruga-Nowacka jakoś musi uzasadnić swój byt, więc wymyśla
      problemy, nie robiąc nic - może by się zajęła urlopami macierzyńskimi (powrót
      do 6-mies.) i zaliczaniem okresu wychowywania dzieci np. do lat 3 czy 4 do
      stażu pracy dla ZUS, ale nie stwierdzała w prasie, że jest problem do
      rozwiązania
      no ale ja tej pani nie lubię wink

      ------------------
      • hanna26 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 26.06.05, 23:45
        Dla mnie te wyliczenia są po prostu śmieszne. Za wizytę z dzieckiem w zoo też
        mają zamiar zapłacić? Ja również mam dwuletnie dziecko, jestem w zaawansowanej
        ciąży z drugim maluchem, również mam wyższe wykaształcenie. I przez cały czas,
        tzn. od kiedy mała skończyła rok, pracuję zawodowo. Wprawdzie jako dziennikarka
        nie musze siedzieć iluś tam godzin przy biurku (pracuję w domu, w redakcji
        prawie nie bywam, artykuły wysyłam mailami), ale jednak na zebranie materiału
        muszę wyskakiwać. No i jak szanowni państwo wyliczyliby honoraria za moje
        obowiązki? Czy noszenie w brzuchu berbecia też ma być płatne? A może powinni
        wycenić sweterki, które pasjami robię małej na drutach?
        Pani Dorocie radzę po prostu trochę lepiej rozplanować czas. I tyle.
    • judytak Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 26.06.05, 23:38
      mi to najbardziej się podoba 34 zł za drzemanie w swoim łóżku w towarzystwie
      dziecka :o)))

      pozdrawiam
      Judyta
      • ula_max Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 07:05
        No ale mimo wszystko dziewczyny, ktoś w końcu pokusił się o jakiekolwiek
        wyliczenia, może bzdurne, może nie, ale jednak. Mnie martwi co innego, żeby
        któryś z naszych sznownych posłów nie wpadł na genialny pomysł, opodatkowania
        tego, to dopiero byłyby jaja. smile. Lepiej nie kusić złego.
    • iwles Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 08:09
      Ten Jasio to strasznie mało je. Mleko rano i wieczorem a w ciągu dnia - nic?

      2,5 godziny dziennie na sprzątanie, odkurzanie i pranie....?? a co w tym
      czasie robi dziecko ?????????????????

      Rachunków też nie opłaca się codziennie, a w dziesiejszych czasach można
      założyć bankowe konto internetowe (p. Dorota internet posiada) i robić przelewy
      nie wychodząc z domu (czas - 10 minut).

      Eeeeee tam....... za zabawę z moim dzieckiem wstydziłabym się brać pieniądze.
      Poza tym godzina zabawy - 21 zł. ?? - matko! - jak to usłyszą nianie - to
      dopiero zażyczą sobie stawek !!

      Fajnie, że ktoś się pokusił o takie wyliczenia, szkoda tylko, że wyszła z tego
      parodia....
    • anek.anek Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 09:13
      Wyliczenia są faktycznie dziwne. Nawet się trochę uśmiałam - przy tej drzemce
      za 34 złsmile) Nie mam nic przeciwko temu żeby ktoś mi płacił za to, że się
      poprzytalm przez sen do synkasmile
      Ale z drugiej strony jestem jak najbardziej za tym, żeby matki wychowujące
      dzieci, nie pracujące zawodowo miały zapewnioną składkę ZUS.
      Z tym, że ja przyjęłabym trochę prostsze rozwiązanie: idąc do pracy musiałabym
      zapąłcić opiekunce za 8-9 godzin dziennie pracy - i od takiej kwoty powinna ta
      stawka ZUSu być płacona. Przyjmując wyliczenie gazety ojciec, który idzie z
      dzieckiem na spacer, albo kąpie malucha też powinien mieć płaconą większą
      stawkę ZUSu.
      • katse Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 09:43
        wyliczenia są dziwne
        mnie najbardziej ruszyło prasowanie
        jesli ktos za 3 zl pol godzinki będzie prasował
        to ja zapraszam 3 razy w tygodniu do mnie.

        K
      • miedzymorze Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 10:23
        3,5 tys złotych za kiepską organizację i brak pomyślunku (po co dygać na pocztę skoro ma się w domu net ???). Przecież to BZDURA. Nie oszukujmy się, każdy kto ma dom robi rzeczy wymienione w tekście częściej lub rzadziej, niezaleznie od tego czy pracuje czy nie. Wynika z tego, że dobrze zorganizowna pracująca kobieta, która ma dajmy na to dzieci w szkole powinna oprócz swojej pensji zarobić minumum tyle samo- przy lepszej organizacji wystarczy jej jeden dzień, oraz np. ekstrasy za naukę z dziećmi. No i oczywiście można dodać do tego premie np. za opiekę nad niedołężną sąsiadką, zrobienie przetworów na zimę itp itd.
        A potem przyjdzie Urząd Skarbowy i opodatkuje każdego za 'świadczenie nieodpłatne na rzecz najbliższej rodziny' ;DDD

        pozdr,
        mi


        • aszlan Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 10:46
          smile), uśmiałam się z tego wyliczenia, bo o ile domowe prace fizyczne łatwo
          przeliczyc na pieniądze, to wycenianie 2,5 godz. drzemki z własnym dzieckiem we
          własnym łożku na 34 zł to jakiś surrealizm smile), podobnie wyjście do zoo, zabawa
          i mycie dziecka, itp. a przy tym niekonsekwencja bo pozycja wraca mąz i jedzą
          posiłek wyceniona na 0 zł, no a przecież dziecko w tym czasie wciąz wymaga
          opieki, no chyba, że wreszcie zasnęło po męczącym dniu smile), no ale można byłoby
          wtedy dodać pozycję pilnowanie śpiącego Jasia 10 zł.

    • amb25 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 10:23
      a mnie się podoba, że w ogole ktoś sie nad tym zastanawia. Nawet jeśli każda z
      nas wyliczyłaby to inaczej.
    • izabela1976 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 27.06.05, 10:39
      Kto nam będzie płacił za naszą pracę w domu? Państwo? Od kiedy? Te trzy i pół
      tysiąca miesięcznie przydałoby się mi strasznie. Poprawiłabym organizację dnia
      i znalazłabym nawet czas dla siebie.
    • 18lipcowa śmieszne, 27.06.05, 13:25
      6.30 - 9.00 Jaś się budzi. Dorota wstaje, robi mu mleko i zabiera malucha do
      swojego łóżka i razem drzemią 34 zł


      Nie przesadzajmy, za drzemanie 34 zł??????????? Hahha dobre.
    • twinmama76 same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:01
      Kazdy post dyskredytuje jak nie wyliczenia, to rozkład dnia. A przeciez nie
      chodzi o sczegóły tylko o to, że ktoś sie pokusił o wycenę. Oczywiście mozna
      było prosciej - wystarczy dodać pensje opiekunki do dziecka, sprzątaczki i
      kucharki (lub po prostu pomocy domowej) i juz mamy pensję, którą należałoby
      wypłacić tzw. kurze domowej (oczywiście dodając składki na ZUS).
      Ale z postów w tym wątku wynika, że same kobiety nie uważają pracy w domu za
      jakieś obiążające i wymagające zapłaty zajęcie sad
      • melmire Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:08
        Problem w tym ze trzeba by rtowniez placic, nieco mniej, matkom pracujacym.
        Moja mama wychowywalam mnie sama, chodzila do pracy, a zakupy, rachunki,
        prasowanie i gotowanie nie robily sie same. Wiec co wszystkim placic za fakt
        bycia rodzicami i zycia - bo i osoby samotne tez piora, gotuja itp.
        Natomiast zgadzam sie ze jakies zabezpieczenie dla osob niepracujacych , tzn.
        niepracujacych bo tak sie umowili z partnerem, powinno byc.
        We Francji osoba majaca ubezpiecznie moze pod nie podciagnac druga, wiec moze u
        nas tez by sie dalo? No i czesc pesji osoby pracujacej powinna isc na emeryture
        niepracujacej. Pytanie tylko czy przy polskich zarobkach jest to mozliwe?
        • wieczna-gosia Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:09
          II filar w razie rozwodu sie dzieli na pol. III se mozna zalozyc niezaleznie od
          bycia badz niebycia qura domowa.
          Dlaczego I sie nie dzieli tego nie wie nikt wink
        • twinmama76 Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:17
          melmire napisała:

          > Problem w tym ze trzeba by rtowniez placic, nieco mniej, matkom pracujacym.

          Oczywiście. Przecież chyba nikt nie będzie wymagał, by z polskiego budżetu
          wyciągnąc jeszcze pensje dla matek. Chodzi po prostu o ciąg myślowy: matka
          wykonuje pracę, za którą w innych okolicznościach się płaci, tak więc nie jest
          społecznym darmozjadem. Można by więc jakoś ten czas poświęcony na pracę domową
          objąć ubezpieczeniem emerytalnym (jak i ile, to już inna dyskusja).
          Oczywiście na to tez Polski nie stać, ale uważam, że cenne sa wszelkie artykuły
          pokazujące, że kobieta siedząca w domu niekoniecznie cały dzień ogląda
          telenowele.
          • melmire Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:38
            Jesli ktos tego jeszcze nie zauwazyl,to juz chyba nic go nie przekona smile
      • wieczna-gosia Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:08
        No szczerze powiem, ze nie uwazam zeby bylo to zajecie wymagajace zaplaty.
        Co nie znaczy ze nie jest wymagajace i obciazajace a takze potrzebne i
        zaslugujace na szacunek.
        Natomiast nie wyobrazam sobie prawde mowiac by szacunek do tego zajecia mozna
        bylo zdobyc wyliczajac jego wartosc.
        Bo ja np. siedze z dzieckiem. Nie jestem sprzaqtaczka, praczka, kucharka i
        prostytutka w jednym tylko matka. Oczywiscie te wszelkie czynnosci wykonuje, ale
        rownie dobrze (moim zdaniem) moze wykonac je maz lub pani Ludnila. Jesli juz
        wiec szukalabym analogii do jakiegokolwiek zawodu- to do przedszkolanki.

        Dla mnie to wyliczenie jest nie dosc ze plytkie to prostackie i jak je zobaczy
        znana mi populacja panow to wyciagnie radosny wiosek ze matki to banda
        darmozjadow bo jeden to smiecie wynicsi a drugi placi te rachunki a trzeci to
        odkurza a piaty i dwunasty zmywaja.
        • twinmama76 Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:24
          > Oczywiscie te wszelkie czynnosci wykonuje, ale
          > rownie dobrze (moim zdaniem) moze wykonac je maz lub pani Ludnila. Jesli juz
          > wiec szukalabym analogii do jakiegokolwiek zawodu- to do przedszkolanki.
          U mnie mąż nic nie zrobi, bo go po prostu nie ma - pojawia się o 19.00. Pani
          Ludmiła byłaby jakims rozwiązaniem, ale jej musiałby płacić pensję, więc
          wracamy do punktu wyjścia.
          Według mnie niestety matki siedzące w domu prędzej zyskają szacunek dla swojej
          pracy, gdy okaże się, ile ona jest warta.

          > Dla mnie to wyliczenie jest nie dosc ze plytkie to prostackie i jak je zobaczy
          > znana mi populacja panow to wyciagnie radosny wiosek ze matki to banda
          > darmozjadow bo jeden to smiecie wynicsi a drugi placi te rachunki a trzeci to
          > odkurza a piaty i dwunasty zmywaja.
          Mój małżonek porzucił te radosne rozważania gdy musiał zostac sam z dziecmi
          dwie godziny. Myślę, że ratunkiem dla znanej Ci populacji panów byłby jeden
          dzień wypełniony obowiązkami pani domu (wszystkimi z Gazetowej listy). Chyba
          żaden z nich nie chciałby bakać za darmo.
      • pade Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 14:22
        zgadzam sie z Toba twinmama.
        Owszem, wyliczenia śmieszne, ale nie o to tu chyba chodzi, a Wy jak zwykle
        czepiacie się pierdółek. Wreszcie ktoś zauwazył, że praca w domu, to też PRACA.
        I proszę mi tu nie wmawiać, że kobieta , która pracuje na etat, a potem w domu,
        ma więcej obowiązków. To nieprawda. Pracowłam i zajmowałam się domem,
        dzieckiem, nie pracuję i zajmuję sie dwójką. Sam fakt, że schudłam "siedząc w
        domu" chyba o czymś świadczy, bo w pracy zdarzyło mi się nie raz kilku fałdek
        dorobić...
        Poza tym taka mama, która w domu "siedzi" np. sprząta 10 razy częściej niz ta ,
        która "pracuje", bo jak nikogo nie ma w domu, to nikt nie brudzi, prawda?
        Nie wspomnę tu o spacerach dwa razy dziennie, zakupach, bo jak się "siedzi w
        domu" to trzeba zawsze coś dobrego (czyt. bardziej pracochłonnego) ugotować.
        Ani o tym, że jak się z dzieckiem wychodzi i wraca, to częściej się je
        przebiera, więc: prania więcej,prasowania więcej.
        itd,itd, juz nie bede więcej wymieniać, dodam tylko, że jestem osobą bardzo
        dobrze zorganizowaną, właściwie pędzę przez zycie i własnie ostatnio się
        zastanawiam jak tu zwolnić, bo mnie to już męczy..
        Aha, i jeszcze do tego dodam allegro, kto się w to bawił to wie, ile to czasu
        zajmuje.
        Byłam w domku z synkiem przez dwa lata i wspominam to bardzo miło, nie było
        łatwo, ale z jednym można sobie poradzić bez problemu, zwłaszcza jak dziecko
        nie jest typem uparciucha rozrabiaki. Jestem teraz z dwójką i nagle okazało
        sie, że opieka nad dziećmi to stresująca, ciężka praca. Wyrosną, zapomnę,
        wiem...Ale wychowanie dzieci to PRACA, naprawdę ciężka PRACA i odkąd mam dzieci
        jeszcze bardziej szanuje moją mamę.
        • kasik751 Re: same matki (prawie) i co? 27.06.05, 20:03
          Zgadzam sie z pade i uwazam, ze dziewczyny w tym watku strzelaja gola do
          wlasnej bramki, naszej wspolnej bramki, nie dostrzegajac istoty rzeczy. Jesli
          kobiety same sie nie szanuja, nigdy nie beda szanowane przez mezczyzn a na tym
          forum beda nadal jak grzyby po deszczu postawac watki w stylu: "on twierdzi ze
          nic nie robie" lub "czy wasz maz POMAGA wam w pracach domowych?".
          W Skandynawii status kury domowej nazywany jest "praca bez wynagrodzenia"- tak
          o sobie mowia kobiety pracujace w domu na rzecz tego domu, u nas to... kury, fu!
          Pozdrawiam.
          • joanna35 Re: do pade, twinmamy, kasik i dziewczyn myślacych 27.06.05, 21:34
            KOCHANE!!! Przywróciłyscie mi wiarę w kobiety, które oprócz serca mają i rozum
            i wiedzą jak go używać. Dziekuję
      • e_r_i_n Re: same matki (prawie) i co? 28.06.05, 12:41
        twinmama76 napisała:

        > Ale z postów w tym wątku wynika, że same kobiety nie uważają pracy w domu za
        > jakieś obiążające i wymagające zapłaty zajęcie sad

        Obciazajace jak obciazajace, ale wymagajace zaplaty? A ktos na sile kobiety
        w domu trzyma? Ja praktycznie sama 'prowadze dom', bo meza w domu nie ma, ale
        nie uwazam, zeby mi sie za to jakas zaplata nalezala. Oczywiscie 'dziekuje'
        z ust meza - jak najbardziej, oraz docenienie, a nie slowa, ze nic w domu nie
        robie. Ale zapłata - nie.
    • wieczna-gosia wazne ze sie wzieli? 27.06.05, 22:23
      nie wazne ze byle jak?
      z tym sie nie zgadzam.
      Byc moze strzelam sobie samoboja, ale uwazam, ze jak juz sie bierze za kobiety
      domowe urzad to niech to zrobi dobrze.

      90% planu dnia pani zajmuja pierdoly. Rzeczy, ktore de facto wykonuje sie przy
      dziecku mimochodem. Ktora z kobiet domowych na 100% wykonuje pranie czy
      sprzatanie, realizujac sie w tej czynnosci? czyz nie jest tak, ze wykonujemy te
      czynnosci bo jestesmy w domu a nie jestesmy w domu po to by je wykonac?

      Pare lat temu moja corka przechodzila faze "nic nie robisz idz do pracy". Wtedy
      tez uleglam pokusie tlumaczac jej ze gdybysmy zaplacili za wszystko sprzataczce,
      praczce i opiekunce do dziecka to bla bla wyszlaby kupa kasy bla bla. I moja
      corka w szale dazenia by jej mama byla taka jak mamy innych normalnych dzieci
      wychodzaca do pracy powiedziala- no to zaplacmy a ty idz do pracy.

      Nie tedy droga. Zalozmy ze po macierzynskim wracamy do pracy. Szukamy niani.
      Czego szukamy w niani? czy tego by prasowala jak hrabina? czy gotowala jak
      Maklowicz? czy znala 1000 idiotycznych pioseneczek w stylu kwiateczki
      kwiateczki, umiala ulepic lodke z plasteliny, konika z kasztana i generalnie
      kochala ZAJMOWAC sie dziecmi?

      Kobieta domowa zajmuje sie dzieckiem. Jak wieszam pranie, daje je dziecku i
      nazywam kolory to wieszam pranie czy ucze kolorow? Jak obieram ziemniaki a
      dziecko je wklada do garnka to jedynie trzeba mnie skasowac za obiad? Czy kiedy
      czytam gazete intensywnie sie opedzajac od dziecka to sie opitalam czy tez
      dziecko dastaje kolejan lekcje ze matka tez czlowiek i pozyc musi?
      Zostajemy w domu z naszymi dziecmi dla tychze dzieci. A nie dla garnka i kosza z
      bielizna. Kobieta, ktora pracuje moze przekazac funkcje wychowawcza niani, ale
      nadal musi dziecku zapewnic milosc w czasie kiedy jest w domu. TO jest sens
      zajmowania sie dzieckiem.

      I dlatego uwazam ze takie byleco to wlasnie jest samoboj. I oczywiscie twinnmamo
      zgadzam sie z toba ze gdyby znajoma populacja meska zostralaby w domu z
      dzieckiem to oczywiscie3 po 8 godzinach zwialaby do biura na nastepne 16. Ale
      nie z powodu ziemniaka czy prania smiec sadzic ale z powodu 23456789ego
      DLACZEGO, PO CO? NIE!!!!!!!!

      Ko0bueta w domu to przedszkolanka na etacie 24/7. I od tego nalezy wyjsc. Ze
      przy okazji spelnia funkcje wieloczynnosciowej maszyny czyszczacej to inna
      sprawa. Ale kobieta pracujaca tez je spelnia. A roznica jest taka ze kobuieta
      pracujaca funkcje wychowawcza spelnia o 8- 10 godzin mniej, bo w tym czasie
      zarabia na to by funkcje wychowawcza spelniaj ktos inny. Reszta doby bez zmian.

      Ja sie jak najbardziej zgadzam ze to jest praca. Ale clue tej pracy jest
      kompletnie nieprzeliczalne. A te prania sprzatania i banki to pierdoly. Czepial
      sie pie.. bo w wyliczeniu nie ma nic istotnego.
      • triss_merigold6 Re: wazne ze sie wzieli? 27.06.05, 22:31
        Popieram.
        Dziecko śpi = śpię, czytam, dokształcam się, sprzątam itd. Przeliczalne?
        W sobotę po pracy poszłam poszwędać się po kafejach z kumpelą. Mąż bawił
        dziecię, karmił, położył spać. Powinien mi potrącić z dniówki?
        A jak mieszkałam sama i sobie sprzątałam, gotowałam, robiłam zakupy etc.?
      • kasik751 Re: wazne ze sie wzieli? 27.06.05, 22:40
        Uwazam Gosia, ze nie dostrzegasz istoty problemu. To ze te wyliczenia sa
        niedoskonale, nie zmienia faktu, ze ja np. pierwszy raz widze ujecie "kobiety
        domowej" jako pracujacej a nie bezrobotnej.
        Pozdrawiam.
        • triss_merigold6 Re: wazne ze sie wzieli? 27.06.05, 22:45
          Pierwszy raz? Ciekawe, bo moja babcia przez większą część życia nie pracowała
          zawodowo, moja mama również a nikt nie śmiałby ich nazwać bezrobotnymi. "Panie
          domu" nie "panie domowe". Zasadnicza różnica.
          • kasik751 Re: wazne ze sie wzieli? 27.06.05, 22:53
            No widzisz, a ja wszedzie slysze taka wymiane zdan:
            - Co robi Twoja zona?
            - Siedzi z dzieckiem w domu.

            - Co robisz, pracujesz?
            - Nie, siedze w dzieckiem w domu.

            Pozdrawiam.
            • triss_merigold6 Re: wazne ze sie wzieli? 27.06.05, 22:57
              Kwestia wyjaśnienia na początku. Nie robię NIC. Robię mnóstwo rzeczy, które
              niestety same nie chcą się wykonać. Najlepsza metoda to zostawianie noworodka a
              potem starszego dziecka z tatą na parę godzin (cały dzień) + spis rzeczy które
              w tym czasie ja bym wykonała.
        • wieczna-gosia Re: wazne ze sie wzieli? 27.06.05, 22:47
          Byc moze czegos nie dostrzegam wink
          wiem za to co dostrzegam. Dostrzegam mianowicie ze pierwsze co nasuwa mi sie po
          przeczytaniu wyliczenia to o matko ale sierota. I nie dosc ze leniwa to jeszcze
          niekonstruktywnie leniwa. Bo ja jak sie lenie to mowie ze mam kryzys laktacyjny,
          wlaze do lozka, kaze se gotowac i herbate donosic i pochlaniam slowo pisane.
          jesli nasuwa sie to mi to Maniek co dzisiaj dorwal gazete wroci do domu po pracy
          w fabryce i powie Kryscie co trzecie w brzuchu nosi- ale ty sie kobito
          ochrzniasz, a w gazecie napisali ze za to ochrzanianaie powinni dawac 3000 na reke.
          • wieczna-gosia no dobra powiedzmy tak 27.06.05, 23:30
            Powiedzmy ze ogol spoleczenstwa uwaza ze geologowie to darmozjady. Lataja po
            gorach (co wszak kazdy lubi) grzebia w piasku (babki kazdy lubi robic) od czasu
            do czasu w cos lupna mlotkiem. Tak sle sklada ze jestem geologiem i dobrze wiem
            ze bycie nim to nie tylko latanie po gorach itd.

            Ale otoz GUS postanowil wyliczyc ilez to geolog powienien zarabiac

            i wycenia:

            sprzatanie pracowni
            cerowanie odziezy roboczej
            latanie kaloszy
            amortyzacje mlotka
            wydatki zwiazne z wymiana baterii w latarce
            rozrabiania kwasu solnego w porzadanych porporcjach.
            scieranie tablicy podczas zajec dydaktycznych.

            Czy to wszystko sklada sie na moja prace? tak.
            Gdyby jednak ktos poprzestal na tych czynnosciach zamiast darzyc co jest istota
            mojej pracy i ja wycenic, to bym mu miala za zle.

            A tak sie wlasnie stalo z tym wyliczeniem.

            bedac matka moge:
            isc do pracy
            zatrudnic nianie
            zatrudnic Lude
            kazac mezowi zmywac
            oddac dziecko do zlobka

            moge tez nie zrobic tego wszystkiego i zostac z dzieckiem w domu.

            moge wybrac wariant postedni czyli praca na pol etatu plus niania plus Luda

            itd.

            Ale sprowadzania roli kobiety domowej do "uprala czy nie uprala, bo jak uprala
            to 17 zlotych a jak nie uprala to zero" mnie mierzi. No co ja poradze wink
            • kasik751 Re: no dobra powiedzmy tak 27.06.05, 23:51
              Chyba prowadzimy rownolegle rozmowy smile)
              Mnie ta wycena w ogole nie interesuje w tej publikacji. Nawet jesli przytoczona
              tam kobieta jest niezaradna i to wszystko mozna zrobic dwa razy szybciej to
              wyszloby 1500 a nie 3, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, ze jest to praca, a
              prawie nikt jej za taka nie uznaje.
              Powtorze za pewna kolezanka: mozesz byc trissowa pania domu, zarabiac
              pieniadze, spokojnie dazyc do emerytury, pod warunkiem, ze nie jestes pania
              swojego domu.
              I tu w ogole nie chodzi o te pieniadze, czyli ze niby tyle maz powinien placic
              zonie. Chodzi o to, ze czynnosci, ktore w sposob oczywisty wykonuje za darmo sa
              praca. Gdyby robila to dla kogos byloby to oczywiste, gdy robi to samo w domu,
              jest oczywiste w naszych realiach, ze to nie jest praca.
              I tylko, nic wiecej, uswiadomienie spoleczenstwu, ze pani domu z wyboru -
              kobieta ciezko pracujaca, nie ma z tego tytulu nic, juz nie mowie o jakims
              ubezpieczeniu, ale najczesciej nawet "dziekuje". A istota tej pracy wlasnie
              (mowie tu o opiece nad dziecmi) jest wyjatkowa, szczegolna i fundamentalna, a
              za przeproszeniem g... z tego masz, bo niestety satysfakcja, duma z dzieci itd.
              sie nie najesz, gdy twoj pracujacy maz spadnie z drabiny.
              Pozdrawiam.
              • wieczna-gosia Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 00:00
                a
                > za przeproszeniem g... z tego masz, bo niestety satysfakcja, duma z dzieci itd.
                >
                > sie nie najesz, gdy twoj pracujacy maz spadnie z drabiny.
                > Pozdrawiam.

                a co niby powinnam miec?
                jesli moj pracujacy maz spadnie z drabiny to pojde do pracy bo takie jest zycie.
                I w Polsce i W USA i w Bombaju wink

                Tak wiec jedyna rzecza na jakiej mi autentycznie zalezy jest niskie bezrobocie
                bym mogla prace szybko znalesc.
                • kasik751 Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 00:04
                  No i w zwiazku z tym ze przez x lat bylas bezrobotna Twoja emerytura wyniesie
                  400 zl i tylko to, bo przez te x lat... nie pracowalas.
                  Chyba temat wyczerpany smile
                  Pozdrawiam.
                  • kasik751 Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 00:05
                    Co ja mowie, nie wiadomo kiedy spadnie z tej drabiny - emerytury nie bedzie.
                    • ekan13 Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 00:48
                      Ale mi temat spadł z nieba! Zarówno u moich rodziców , jak i teściów rozpadają
                      się małżeństwa i teraz dwa aspekty;
                      1) teść jest oburzony jaki podział majątku skoro teściowa żadnych pieniędzy do
                      domu nie wniosła. Wychowała czwórkę dzieci, zajmowała się domem, ale dla niego
                      to żadna praca,ważne że nie za "jej" było kupowane.
                      2) moja mama min dlatego boi się odejść od ojca, który ją od lat zdradz, bo za
                      co ona będzie żyć. Wychowała trójkę dzieci, domem się zajmowała, ale za
                      darmochę. Drugi filar ich nie objął więc połowa z II filaru nie wchodzi w grę,
                      na trzeci nie było ich stać. Przysługują jej alimenty ale to są jakieś śmieszne
                      pieniadze.
                      Wydrukowałam ten artykuł bo zamierzam im go pokazać i cieszę się,że ktoś o tym
                      wspomniał i mam nadzieję, że jeszcze nie raz wspomni a potem coś w tym kierunku
                      zrobi.
                      • joanna35 Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 00:57
                        Ekan nie rozumiem Twojej uwagi na innym wątku odnośnie elektoratu LPR i
                        potępiania prostytutek tudzież kochanek - to Ty nie pomyliłam się, mam
                        nadziejesmile, ale cieszę się, że zabrałaś głos i tutaj, bo może oportunistki
                        wreszcie zaskoczą o co chodzi z tym artykułem. Pozdrawiam.
                      • joanna35 Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 00:59
                        Nie liczyłabym na to, że ktoś coś w tym kierunku zrobi skoro same kobiety są
                        tym niezainteresowane i samo pisanie o pieniądzach uwłacza ich godności
                        darmowej służącej.
                  • wieczna-gosia Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 08:54
                    a emerytura mojego meza?
                    a filary?
                    a renta (bo przeciez jak juz gruchnie z tej drabiny jakos tak powaznie to bedzie
                    rencista) wink

                    nie joanno, podsumowywanie mojej pisaniny zdaniem ze rozmowa o pieniadzach
                    uwlacza to swinstwo. Nie wiem kim jestes z zawodu, ale gdyby ktos ci wyliczyl
                    pieniadze za to ze biurko scierasz chusteczka do nosza jak zjesz kanapke, to
                    chyba tez bys sie wkurzyla.

                    obce mi jest po prostu rozumowanie glupoty napisali, ale grunt ze napisali.

                    poza tym interesuje mnie tak naprawde jakie mozna miec pomysly na okolocznosc
                    kobiety domowej, poza oczywiscie faktem by cala emerytura byla dzielona na pol w
                    razie rozwodu.
                    Bo moim zdaniem cos, co kobiete zabezpiecz najlepiej to przeswiadczenie jej
                    wlasnego i osobistego meza ze:
                    ona pracuje
                    pracuje ciezko
                    wychowujac dzieci.

                    i kropka.

                    A ze sprzata i gotuje? Toc w chlewie i na glodniaka ich wychowywac nie bedzie wink

                    kobieta ktora sprzata i gotuje oraz pierze a NIE wychowuej dzieci to pomoc
                    domowa i marze o takowej wink))
                    • joanna35 Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 09:54
                      Gosiu na wstępie powiem tak - jestem zaskoczona Twoja postawą, bo czytając
                      Twoje wcześniejsze wypowiedzi wyrobiłam sobie na Twój temat zupełnie inne
                      zdanie, zresztą to samo dotyczy tris, a tu totalne zaskoczenie. Gosiu to
                      naprawdę nie chodzi o wyliczenia jako takie, tylko o sam fakt, że ktoś wreszcie
                      zauważył, że kobieta nie pracująca zawodowo nie leży na kanapie 24 godziny na
                      dobę i nie pachnie. Ty to wiesz, ja to wiem i milion innych kobiet "siedzących
                      w domu to wie, natomiast w opinii mężczyzn i kobiet pracujących zawodowo nie
                      robimy nic - "Ty to masz dobrze, chodzisz sobie na spacerki" .Mój Boże to
                      zwolnij się z pracy i też miej dobrze. Chodzi mi o to, że nie ma sytuacji
                      idelanych, każda ma swoje plusy i minusy, ale lekceważyć kogoś tylko z powodu
                      tego, że nie pracuje zawodowo to zakrawa na chamstwo i głupotę, a tak zachowują
                      się nawet nie "ci mężczyźni" tylko przedstawicielki naszej płci. Pusty śmiech
                      mnie ogarnia jak słyszę o cofaniu się w rozwoju kury domowej - następne
                      podnoszące na duchu określenie. Mentalność kury domowej nie ma nic wspólnego z
                      siedzeniem w domu, bo zanim urodziłam drugie dziecko pracowałam i 1/3 moich
                      koleżanek ją miała. To samo dotyczy szeroko pojętego rozwoju. To właśnie od
                      moich pracujących zawodowo koleżanek słyszę, że one nie mają czasu książki
                      przeczytać i bynajmniej ta uwaga nie dotyczyła czytania harleqinów, ale
                      dokształcania zawodowego.No cóż nie mam kompleksów tego rodzaju.Pogodzenie się
                      z sytuacją kobiety niepracujacej zawodowo zajeło mi trzy lata, ale teraz mam
                      odwagę powiedzieć, że nie czuję się nieszczęśliwa na wychowawczym, nie uważam
                      też, że się poświęcam, jest mi dobrze, a jedyne co mi spędza sen z powiek to
                      wizja mnie siedzącej pod mostem za lat 30. Gosiu od razu się przyznam, że nie
                      znam dokładnie tych wszystkich zawiłości, ale słyszałam, że kobiecie przed
                      ukończeniem 50 roku życia nie przysługuje prawo do renty po zmarłym mężu.
                      Załóżmy, że mój mąż umrze kiedy ja bedę miała lat 49 i co wtedy? Poza tym
                      ostatnio Pani z ubezpieczeń stwierdziła, że prawo do najniższej emerytury
                      przysługuje po przepracowaniu 20 lat. W związku z powyższym zgadzam się z
                      autorem artykułu, że powinnyśmy mieć chociaż opłacane składki emerytalne. Tylko
                      tyle, chociaż wychodzi na to, że to jest aż tyle. A poza tym takie dyskusje
                      zawsze podnosza mi ciśnienie, bo w moim idealstyczno- naiwnym podejściu do
                      życia życzyłabym sobie, żeby kobiety ceniły się wzajemnie i stały za sobą
                      murem. Pozdrawiam.
                      • pade Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 09:59
                        Joanna35 podajmy sobie ręce, wyprzedziłaś mnie o minutkę, ale ujęłaś wszystko
                        to co sama chciałam powiedzieć ale z nerwów pominęłam. Bo mnie tez podnosi
                        ciśnienie taka wypowiedź ze strony kobiety. Niestety takich jak Gosia jest
                        więcej i one np. siedząc w biurze 8 godzin mają w pogardzie matki, które
                        obwieszone dzieciaczkami, wózkiem, siatkami przychodzą do nich np. w
                        charakterze petentów.
                        nic juz nie pisze bo mi się palce plączą, tak się wkurzyłam
                        • joanna35 Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 10:01
                          Droga pade znam ten stan z autopsjiismile)))
                        • wieczna-gosia Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 10:42
                          Niestety takich jak Gosia jest
                          > więcej i one np. siedząc w biurze 8 godzin mają w pogardzie matki, które
                          > obwieszone dzieciaczkami, wózkiem, siatkami przychodzą do nich np. w
                          > charakterze petentów.
                          > nic juz nie pisze bo mi się palce plączą, tak się wkurzyłam

                          moment pade,
                          matka domowa jestem od lat kilkunastu.
                          Widocznie nie umiem jasniej pisac.
                          Ale jeszcze raz sprobuje.

                          NIE UWAZAM
                          ze kobieta w domu NIE pracuje
                          Uwazam po prostu ze to co w wyliczeniach zostalo ujete to jej poboczna dzialalnosc.

                          UWAZAM,
                          ze kobieta domowa zajmuje sie dzieckiem. TO jest istota jej dzilalnosci. I ten
                          aspekt sprawy zasluguje na szacunek, a nie do cholery to ze ma czysty dywan.
                          Bo smiem twoerdzic ze czysty dywan ma w domu kazdy kto ma elementarne poczucie
                          czystosci.

                          wyliczenie zamieszczone w gazecie Metro UWLACZA mi jako kobiecie domowej. Bo ja
                          jestem w domu dla dziecka a nie dla prasowania za trzy zlote. W czasie prasowana
                          za trzy zlote tlumacze jak powstalo slonce albo dlaczego wrobelek ma jedna nozke
                          bardziej. Prowadze rozmowy o tym dlaczego nie lubie Slowackiego, opowiadam skad
                          sie biora dzieci, ucze kolorow i ogladam obrazki.

                          no trss, pomoz mi wink
                          • pade Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 11:01
                            Gosiu, określenie kobieta domowa jest po prostu uwłaczające, przynajmniej mi,
                            nie wiem jak reszcie.
                            Zgadza się, wychowanie dziecka, to najwazniejszy aspekt "siedzenia w domu". I o
                            tym to chyba nikt nie będzie dyskutować, bo to się rozumie samo przez się.

                            Ale kochana, z małymi dziećmi, lub chorymi związane są obowiązki, których nie
                            wykonuje się już, gdy dzieci są większe, po prostu.
                            Nie chodzi mi o też pranie, prasowanie, czy czysty dywan, ale to tez trzeba
                            zrobić, a oprócz tego zająć się dziećmi. I suma sumarum jest tego duzo,
                            naprawde dużo.
                            Wolałabyś zapewne, żeby w wyliczeniach ujeta była pensja przedszkolanki +
                            drobne prace domowe. Ale te prace nie zawsze są drobne, lekkie, łatwe i
                            przyjemne, sama to chyba wiesz.
                            Nie jestem leniem, sama szukam sobie zajęcia, mąz twierdzi, że na d.. usiedziec
                            nie potrafię, a mimo to, twierdzę, że mam duużo pracy.
                            I stresów. Stresów związanych ze zdrowiem i wychowaniem dzieci. Jak się pracuje
                            i wraca do domu po 18, to tych stresów jest mniej, bo się widzi dziecko dwie
                            godziny, a przez pierwszą jest "słodkie nadrabianie zaległości". Jak się jest z
                            dzieckiem cały bozy dzień, to sytuacji stresujących jest zazwyczaj więcej niz
                            tych rozczulających. I niech mnie nikt źle nie zrozumie, nie chodzi mi o to, że
                            mnie dzieci denerwują, broń boże. Zycie niesie ze sobą wiele stresujących
                            sytuacji. Tym co siedzą w domu wcale nie jest łatwiej.I tyle.
                            • wieczna-gosia Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 11:09
                              > Wolałabyś zapewne, żeby w wyliczeniach ujeta była pensja przedszkolanki +
                              > drobne prace domowe. Ale te prace nie zawsze są drobne, lekkie, łatwe i
                              > przyjemne, sama to chyba wiesz.

                              owszem wolalabym, zeby ktos glosno i wyraznie powiedzial ze to glownie pensja
                              przedszkolanki. A ze przedszkolanka to zawod ciezki zle oplacany i niewdzieczny
                              to chyba jasne wink jak sie ten pensje przedszkolanki pomnozy przez 24 godziny i
                              doda dodatek za nocki to niezla sumka wyjdzie. Mysle ze praca w domu jest
                              stresujaca glownie ze wzgledu na stres zwiazany z wychowaniem dzieci. O ile
                              dwulatek po latach treningu nie podnosi mi cisnienia bardziej niz kawa, to taka
                              nastolatke mam pierwszy raz w zyiu i jak sobie pomysle ze jeszcze cztery
                              przyszle nastolatki i nastolatek czekaja w kolejce to mam ochote uciec wink

                              i prawde mowiac zycze sobie bym za to byla docieniana, nie za czysty dywan. Bo
                              dywan sprzatnelabym nawet gdybym pracowala.

                              W ogole z caloscia twojego postu w obecnej postaci sie zgadzam.
                    • pade Re: no dobra powiedzmy tak 28.06.05, 09:55
                      Całe szczęście, że jesteś tu chyba jedyną ,wieczna-gosiu, kobietą, która uważa,
                      że całe te wyliczenia i w ogóle mowa o kobietach pracujących w domu to kupa
                      bzdur.
                      Może masz jakieś złe doświadczenia zyciowe, albo w ogóle jakies pretensje do
                      świata, nie wiem, ale Twoje stanowisko w tej sprawie jest co najmniej dziwne.
                      Owszem, wyliczenia idiotyczne, zrobili z kobiety idiotkę, albo sama z siebie
                      zrobiła. Może lepiej byłoby napisać do tej gazety, żeby się nie wygłupiali, bo
                      te wyliczenia powinny wygladać tak i tak, a nie twierdzić, że za taką pracę:wg
                      Ciebie przedszkolanki + pani domowej (tak to chyba nazwałaś)nic się nikomu nie
                      należy.
                      Myślę, że wszystkim matkom, które wypowiedziały sie w tym wątku, oprócz Ciebie
                      oczywiście, chodzi o to że wreszcie mówi się o tym, że w domu się PRACUJE.
                      Jak się będzie mówiło coraz częściej to może co poniektórzy mężowie , w końcu w
                      to uwierzą, a jak zrobią dokładne wyliczenia, to może takie kobiety jak Ty
                      zaczną miec szacunek do tych, które SIEDZĄ w domu.
                      Nie zalezy mi na żadnych profitach z tytułu tego, że jestem w domu.
                      Wystarczy mi to, że moja praca będzie doceniona, i że będzie wzbudzała
                      szacunek, a nie drwiący uśmieszek.
                      • triss_merigold6 Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:19
                        Chciałam zauważyć, że szacunku nie zyskuje się ani przez fakt pracy zawodowej
                        ani przez fakt wychowywania dzieci i pracowania z nimi w domu.
                        Chodzi Ci o status społeczny gospodyni domowej?
                        Zauważ, że wiele osób zazdrości tym, które rezygnują z pracy ponieważ budżet
                        domowy lekkim twistem na to pozwala. Stać ich po prostu.
                        Jeżeli juz proponować jakieś systemowe rozwiązania to w wersji francuskiej lub
                        norweskiej - pieniądze idą za dzieckiem i są na dziecko - niezależnie od tego
                        czy matka pracuje czy nie.
                        Widzisz, ja mam niezłe wykształcenie, mogę częściowo pracować w domu zawodowo,
                        mam zamiar to robić i nie życzę sobie finansowania tych kobiet, które nie
                        pracują ponieważ z nędznym przygotowaniem pracy nawet nie szukają.
                        • pade Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:26
                          Wiesz co triss_ Ty jestes po prostu bezczelna!
                          Nie pierwszy raz zresztą...
                          Co Ty o mnie wiesz, kobieto?
                          Ty masz niezłe wykształcenie? Może, ale zero empatii, kultury i delikatności,
                          zero...
                          Skończyłam polibudę, dzienną, a tam raczej tłumoków nie trzymają, ale
                          zdecydowaliśmy z mężem, że teraz jestem potrzebna dzieciom.
                          A może ty zazdrosna jesteś i stąd te podłe komentarze?
                          • triss_merigold6 Nie zrozumiałaś! 28.06.05, 10:31
                            Czy ja pisałam o Tobie?! Zastanów się: Ty, ja, wiele innych kobiet możemy
                            znaleźć pracę po odchowaniu dziecka. Decyzja o zostaniu w domu wspólna, finanse
                            pozwalają itd. - więc jest to świadomy i przemyślany wybór.
                            Jeste natomiast sporo kobiet, które absolutnie nie zamierzają iść do pracy, bo
                            zajmowanie się domem to ich jedyna możliwość. Nie mam zamiaru zgadzać się na
                            finansowanie siedzenia w domu lasek (np. dresiar z mojej okolicy), które
                            radośnie wpadły i wyciagają rączki do państwa.
                            Jestem natomiast ZA jak najbardziej ZA zasiłkami (czy jak to nazwać) na DZIECI.
                            Kwoty, ktore powinny iść na ubezpieczenie dziecka, wykształcenie, koszty
                            wakacji, ubrań, zajęć, przedszkola, podręczników itd. Wersja francuska lub
                            norweska.
                            Nie za pracę kobiety w domu. Na dzieci. Różnica zasadnicza.
                            • joanna35 Re: Nie zrozumiałaś! 28.06.05, 10:37
                              Zasiłek pielęgnacyjny na dziecko wynosi 140 zł. Powiedz mi triss jeżeli nie
                              znajde pracy kiedys tam w przyszłości gdybbedę mogła sobie na nia pozwolić to
                              mam na starość być na garnuszku u dzieci?
                              • joanna35 Re: Nie zrozumiałaś! 28.06.05, 10:38
                                Przepraszam za błędy i palcówki, ale z lekka się wnerwiłam.
                              • triss_merigold6 Re: Nie zrozumiałaś! 28.06.05, 10:44
                                W Polsce. W innych państwach kwoty są wypłacane niezależnie od dochodów
                                rodziny. Uważam to za systemowe rozwiązanie lepsze niż pensje dla matek.
                                Na starość - ubezpieczenie w III filarze, renta po mężu lub emerytura,
                                oszczędności, inwestowanie w nieruchomości, ostatecznie obowiązek alimentacyjny
                                ze strony dzieci (prawo coś takiego przewiduje).
                                Ja nie widzę powodu żeby państwo miało pokrywać koszty czyichś wyborów
                                życiowych tj. pracy lub zostania w domu.
                                Dzieci to co innego - inwestycja państwa w zabezpieczenie bytu i edukację jest
                                sensowna.
                                W sumie kasa mogłaby byc ta sama, bardziej chodzi o to komu i na co byłaby
                                wypłacana.
                                • wieczna-gosia Re: Nie zrozumiałaś! 28.06.05, 10:48
                                  > Ja nie widzę powodu żeby państwo miało pokrywać koszty czyichś wyborów
                                  > życiowych tj. pracy lub zostania w domu.
                                  no wlasnie
                                  • joanna35 do Gosi i tris 28.06.05, 10:56
                                    wieczna-gosia napisała:

                                    > > Ja nie widzę powodu żeby państwo miało pokrywać koszty czyichś wyborów
                                    > > życiowych tj. pracy lub zostania w domu.
                                    > no wlasnie
                                    owszem dokonałam wyboru i powiem więcej dla mnie wybór którego dokonałam był
                                    jedynym słuszny, co jak widać niekoniecznie jest oczywiste dla innych matek
                            • pade Re: Nie zrozumiałaś! 28.06.05, 10:41
                              Triss_ uniosłam się, sorry, ale Twoja wypowiedź była odpowiedzią na mój post.
                              Dlatego przyjęłam, że piszesz to do mnie, zresztą tak to zabrzmiało.
                              Masz rację, że pieniadze powinny iśc za dziecmi, tyle, że to znowu "dresiary",
                              czy tez rodziny patologiczne będa miały mnóstwo dzieci, bo będą je "robić" żeby
                              dostac kasę.A pieniądze przepiją, dzieci nic nie dostaną ...
                              • triss_merigold6 Ok 28.06.05, 10:48
                                Znowu - oczywiście każdy system można ominąć. W wersji polskiej niechby to były
                                talony, dopłaty do kosztów utrzymania, przedszkola, wydatki celowe,
                                ubezpieczenie, polisa posagowa itd. Coś co można w miarę kontrolować nie dając
                                pieniędzy do ręki.
                                Do tego wspieranie aktywności zawodowej kobiet: praca na część etatu,
                                obowiązkowe jak w Skandynawii urlopy tacierzyńskie, firmy przyjazne rodzicom
                                czyli edukacja + system + wiele różnych rozwiązań.
                                Dlaczego Norwegia jest w badaniach uważana za najbardziej przyjazne państwo do
                                życia?
                        • joanna35 Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:34
                          Nie chciałam się wdawać w bardziej osobiste wycieczki, ale dobrze - też mam
                          niezłe wykształcenie zawodowe i na dzień dzisiejszy o pracę w moim zawodzie nie
                          jest trudno, chociaż pensja tam jest żałosna i bynajmniej nie docenia moich
                          kwalifikacji i wiedzy. Mam też dwójkę dzieci , z których jedno ma mózgowe
                          porażenie i wymaga opieki , a przede wszystkim codziennej szeroko pojętej
                          rehabilitacji, stymulacji, a nie stać mnie na to, żeby opłacać rehabilitantkę -
                          70 zł. za godzinę 2xdziennie. Z konieczności więc to ja musiałam sie podjąć
                          tego zadania. Gwarantuję ci, że nigdy nie miałam w planach "siedzenia" w domu,
                          podobnie jak nie zaplanowałam sobie chorego dziecka. Niestety, takie sytuacje
                          się zdarzają i matek będących w podobnej sytuacji jest w naszym kraju mnóstwo,
                          tylko lepiej ich nie widzieć, jak mniemam. No więc powiedz mi co mam zrobić,
                          albowiem mojego wykształcenia zawodowego nie da się realizować w domu, przy
                          komputerze. Pozdrawiam
                          • triss_merigold6 Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:39
                            Toż piszę wyraźnie: rozwiązania zachodnioeuropejskie z wysokimi zasiłkami na
                            dzieci niezaleznie od tego czy matka pracuje czy nie. Na dzieci - opiekować się
                            nimi może ojciec, matka, babcie, żłobek ale wypłata jest na dziecko i jego
                            potrzeby a nie za pracę w domu kobiety.
                            Poczytaj jak jest w Norwegii czy Francji.
                            Nie są to rozwiązania idealne ale lepsze niż zniechęcanie kobiet do pracy
                            zawodowej przez wypłacanie jakichś pseudowynagrodzeń.
                            • joanna35 Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:48
                              Mnie chodzi tylko o to, żebym na starość nie wyladowała pod mostem, czyli miała
                              emeryturę, a tego chyba nie obejmuje zasiłek na dziecko. Powiedz mi tris skoro
                              szacunek nie zalezy od tego czy sie pracuje tzn. czy sie przynosi do domu kase
                              czy nie to dlaczego nas się nie szanuje?
                              • wieczna-gosia Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:49
                                joanno,
                                no mnie tam szanuja wink
                                maz mnie szanuje,
                                kolezanki mnie szanuja.
                                jak ktos mnie nie szanuje to nie zasluguje na moja uwage wink
                              • triss_merigold6 Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:50
                                Nie mam z tym problemu. Moja matka też nie miała a większość życia nie
                                pracowała zawodowo tylko jeździła po placówkach za mężem.
                                Nie mam pomysłu na emeryturę poza inwestycjami i prywatnym ubezpieczeniem oraz
                                II i III filarem.
                                • wieczna-gosia Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:55
                                  ja bym do tego dorzucila pierwszy filar. Niech tez bedzie wlasnoscia wspolna. W
                                  koncu moj maz moze sie realizowac w pracy po 12 godzin miedzy innymi dlatego ze
                                  ja jestem w domu, pilnuje kto ma isc na angielski a kto do dentysty i nie ma
                                  rozterek kto zostaje z dzieckiem jak chore.
                              • wieczna-gosia Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:52
                                > Mnie chodzi tylko o to, żebym na starość nie wyladowała pod mostem, czyli miała
                                >
                                > emeryturę,

                                oczywiscie. Emerytura zostala wyupracowana w czasie wspolnoty majatkowej i jako
                                taka powinna byc wlasnoscia obojga malzonkow. jesli sie rozwodza- na polowe.
                                Jesli maz umiea wczesniej- zona powinna dziedziczyc prawo do niej.

                                Moj ojciec jest wojskowym i z tego co wiem moja mama ma prawo do jego emerytury,
                                czyli juz takie rozwiazania dla sluzb mundurowych istnieja. Stworzone nie bez
                                powodu, bo gdy zolniezy trzymali w takich Miedzyrzecach czy innych Bartoszycach
                                to tam byly getta dla niepracujacych kobiet w czasach gdy krolowalo haslo
                                "Kryska na traktor".
                          • wieczna-gosia Re: Niech pieniadze idą za dzieckiem 28.06.05, 10:47
                            Joanno moment,
                            ale nikt tu chyba nie zaczal pisac ze zasilkow dla dzieci nie powinno byc.

                            jestes w domu dla dziecka. Nie dla prasowania za trzy zlote. Co bys ujela w
                            wyliczeniu swojej pracy domowej?
                            raczej gotowanie obioadu czy raczej koszty masazysty czy rehabilitanta, ktorym z
                            pewnioscia jestes?

                            o to mi chodzi.
                            Ze w wyliczeniui pani Krystyna zostala sprowadzona do roli pomocy domowej. ja
                            sie w takiej roli nie widze. Gdyby mnie bylo stac to pani Luda nie tylko by u
                            mnie sprzatala, ale i gotowala, bo obu czynnosci nie cierpie. Gdy ktos sprowadza
                            moja role w domu do pralki i kuchenki mikrofalowej to sie wkurzam.

                            I wcale nie uwazam ze mam slepo padac na twarz z zachwytu przed wyliczeniami,
                            ktore zrobil poczatkujacy stazysta w GUSie, bezrefleksyjnie i od d... strony.
                            Szanujmy sie troszke.
                            • wieczna-gosia Tymczasem ide na spacer. 28.06.05, 10:56
                              Przy okazji zrobie zakupy. No i co- jak to wyliczyc?

                              papa i sie nie denerwujcie pade i joanno tak bardzo.
                              • joanna35 Re: Tymczasem ide na spacer. 28.06.05, 10:59
                                Gosiu a Ty ciągle swoje
                                • wieczna-gosia Re: Tymczasem ide na spacer. 28.06.05, 10:59
                                  no co ja poradze big_grin
                                  • pade Re: Tymczasem ide na spacer. 28.06.05, 11:07
                                    Gosiu, określenie kobieta domowa jest po prostu uwłaczające, przynajmniej mi,
                                    nie wiem jak reszcie.
                                    Zgadza się, wychowanie dziecka, to najwazniejszy aspekt "siedzenia w domu". I o
                                    tym to chyba nikt nie będzie dyskutować, bo to się rozumie samo przez się.

                                    Ale kochana, z małymi dziećmi, lub chorymi związane są obowiązki, których nie
                                    wykonuje się już, gdy dzieci są większe, po prostu.
                                    Nie chodzi mi o też pranie, prasowanie, czy czysty dywan, ale to tez trzeba
                                    zrobić, a oprócz tego zająć się dziećmi. I suma sumarum jest tego duzo,
                                    naprawde dużo.
                                    Wolałabyś zapewne, żeby w wyliczeniach ujeta była pensja przedszkolanki +
                                    drobne prace domowe. Ale te prace nie zawsze są drobne, lekkie, łatwe i
                                    przyjemne, sama to chyba wiesz.
                                    Nie jestem leniem, sama szukam sobie zajęcia, mąz twierdzi, że na d.. usiedziec
                                    nie potrafię, a mimo to, twierdzę, że mam duużo pracy.
                                    I stresów. Stresów związanych ze zdrowiem i wychowaniem dzieci. Jak się pracuje
                                    i wraca do domu po 18, to tych stresów jest mniej, bo się widzi dziecko dwie
                                    godziny, a przez pierwszą jest "słodkie nadrabianie zaległości". Jak się jest z
                                    dzieckiem cały bozy dzień, to sytuacji stresujących jest zazwyczaj więcej niz
                                    tych rozczulających. I niech mnie nikt źle nie zrozumie, nie chodzi mi o to, że
                                    mnie dzieci denerwują, broń boże. Zycie niesie ze sobą wiele stresujących
                                    sytuacji. Tym co siedzą w domu wcale nie jest łatwiej.I tyle.
                                    • joanna35 Re: Tymczasem ide na spacer. 28.06.05, 11:22
                                      Dokładnie tak. Zanim zakończę swój udział w tej dyskusji chciałam jeszcze
                                      napisać coś o sobie i swoim chorym synku. Mały ma szanse, a ja nadzieje, że
                                      dzięki rehabilitacji i innym moim zabiegom wokół niego w przyszłości uda mu sie
                                      przystosować do życia w naszym społeczeństwie. I nie ulega żadnej wątpliwości,
                                      że obecnie rehabilituję go dla niego samego, ale przecież w przyszłości -
                                      jeżeli moja praca przyniesie efekty - od mojej rehabilitacji zależy czy państwo
                                      czyli Wy bedzie "utrzymywać darmozjada", bo nawet przy najlepszych naszych
                                      chęciach nie będziemy z mężem żyć wiecznie, czy też to on wniesie swój wkład do
                                      skarbu państwa. I takie siedzenie w domu chyba niewiele ma wspólnego z
                                      bezsensem. Zresztą to samo dotyczy i zdrowych dzieci, bo nikt nie zaprzeczy, że
                                      matka , która jest z dziećmi w domu poświeca im wiecej czasu i uwagi i jest w
                                      stanie szybciej wychwycić pewne nieprawidłowości niż nieobecna. Zaznaczam - nie
                                      potępiam matek pracujących zawodowo. Pozdrawiam
    • g0sik Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:08
      Po przeczytaniu niektórych postów pogubiłam się zupełnie. Czy Wy chcecie
      wysokich emerytur za wychowywanie własnych dzieci? Super wtedy każda kobieta
      mogłaby "siedzieć" w domku po parę lat. Tylko skąd na to brać kasę, bo chyba
      nie z podatków tych którzy godzą pracę zawodową i obowiązki domowe? Albo tych
      którzy dzieci mieć nie chcą lub nie mogą i pracują zawodowo żeby mieć z czego
      żyć?

      A komentowany artukuł zamiast przynieść jakiś pożytek tylko ośmiesza kobiety
      pracjuące w domu. Jedyne co mi przychodzi na myśl to, że w życiu komuś obcemu
      nie zapłaciłabym za takie bzdury. Widać po tych wyliczeniach i rozkładzie dnia
      jak autor artykułu traktuje kobiety pracujące w domu, tak jak wycenę - z
      przymrużeniem oka.
      Mnie nie obchodzi co myśleli inni gdy siedziałam w domu. Najważniejsze że mój
      mąż miał świadomość, że lekko nie jest i po powrocie z pracy brał się za
      pomaganie w pracach domowych. Nigdy nie usłyszałam, co Ty robiłaś przez cały
      dzień, że nie ma obiadu, nie posprzątane itp. Co mi po tym, gdy inni doceniają
      wychowywanie dzieci i obowiązki domowe jeśliby mój mąż myślałby inaczej...
      • wieczna-gosia Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:10
        > A komentowany artukuł zamiast przynieść jakiś pożytek tylko ośmiesza kobiety
        > pracjuące w domu. Jedyne co mi przychodzi na myśl to, że w życiu komuś obcemu
        > nie zapłaciłabym za takie bzdury. Widać po tych wyliczeniach i rozkładzie dnia
        > jak autor artykułu traktuje kobiety pracujące w domu, tak jak wycenę - z
        > przymrużeniem oka.

        no dobrze czyli nie mam fatamorgany ufff bo juz sie zaczelam zastanawiac czy ja
        przypadkiem juz zdziecinnialam zupelnie i nie kumam.
        • joanna35 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:26
          Jeszcze ostatnie zdanie - dziewczyny Wy naprawdę nie rozumiecie o co chodzi czy
          nie chcecie zrozumieć?
          • g0sik Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:46
            ja chyba nie rozumię.....

            Skoro jesteście przekonane o wyjątkowości kobiet pracujących w domu, po co Wam
            uznanie innych? Mi w zupełności wystarczyło, że własny mąż doceniał moje
            poświęcenie i trud włożony w prowadzenie domu.

            W takim razie wytłumacz mi zanim zacznę domagaś się jakiegoś pomnika....pracuję
            zawodowo 8 h dziennie, obowiązków domowych nie ubyło jak wróciłam do pracy.
            Jestem tylko lepiej zorganizowana, bo nie poświęcam na sprzątanie, pranie i
            rachunki całego dnia tylko 2 godziny kosztem własnego snu. Pracuję kosztem
            rozłąki z dzieckiem. Robię zdecydowanie więcej niż gdy siedziałam w domu ale
            samopoczucie też mam lepsze bo nie ma to jak wyjść do ludzi...
            Dla mnie problem polega na tym jak kobiety "siedzące" w domu postrzegają
            siebie, a nie jak je widzą inni. Chyba trudno płacić im za to, że gotują obiady
            dla swoich rodzin, bo wtedy mój mąż powinien dostawać dodatek za brak obiadów.
            To o czym pisze Gosia czyli wychowanie dziecka wyceniłam, płacę za to co
            miesiąc opiekunce.....
            Więc o co chodzi, przecież kobiety pracujące zawodowo też wykonują prace
            domowe. A jeśli robi za nie to "Pani Ludmiła" to dlatego, że je na to stać.
            • joanna35 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:57
              No właśnie widzę , że nie rozumiesz. Kto tu mówi o wyjatkowości? Wydawało mi
              się, że raczej o pomiataniu kobietami pracującymi w domu o czym najlepiej
              świadczą Twoje posty. Moja droga ja też pracowałam zanim podjęłam taką a nie
              inna decyzję i to przez dobrych naście lat więc nie opowiadaj mi jakie to
              kobiety pracujące mają cieżkie życie, bo najczęściej słyszałm - "przychodzę do
              pracy odpocząć od domowego cyrku"
              • joanna35 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 12:01
                gosik ja naprawdę nie mam nic przeciwko kobietom pracujacym zawodowo, podobnie
                jak nie miałam nic do "siedzących w domu" kiedy pracowałam o czym już pisałam,
                tylko szlag mnie trafia jak słyszę tę nutkę wyższości w Twoim tonie.
                • g0sik Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 12:12
                  nie było moim zamiarem okazywanie wyższości. Porównuję sytuację do siebie i
                  przypominam sobie swój urlop macierzński i dochodzę do wniosku, że co mi po
                  tym, gdyby cały świat doceniał to co robię jeśli mój mąż uważałby, że nic nie
                  robię tylko siedzę....I gdyby miał takie przekonanie i okazywałby mi to, ten
                  artykuł tylko by go w tym upewnił.....Ja czuję zażenowanie czytając, że ktoś
                  przy zdrowych zmysłach chcąc podkreślić jak ważna i odpowiedzialna jest praca
                  kobiety w domu wycenia drzemkę z własnym dzieckiem za 34 zł. I dotąd dopóki
                  będą takie artykuły i takie wyceny praca kobiety w domu będzie uznawana tylko
                  za siedzenie....Bo jak taki artykuł ma przekonać myślących inaczej i np.
                  pracujących fizycznie przy podawaniu takich prykładów...
                  • kasik751 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 12:21
                    Gdyby cały swiat doceniał, doceniałby rowniez kazdy maz. Wyliczenie nie było
                    doskonałe - wystarczy zrobic własne. Ta drzemka z dzieckiem tez mi podpadła,
                    ale nianiom sie za nia płaci - od godziny spedzonej z dzieckiem i tak to
                    rozumiem.
                    • g0sik Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 12:32
                      >Gdyby cały swiat doceniał, doceniałby rowniez kazdy maz

                      to problem w końcu polega na tym, że nie docenia świat czy nasi mężowie?
                      Co do drzemki, owszem śpi dziecko to niech i niania śpi, przecież nie pójdzie w
                      tym czasie na zakupy, ale na Boga nigdy bym tej czynności nie wyceniła na 1020
                      albo 1054 zł miesięcznie, a tak wychodzi z tego artykułu...
                • wieczna-gosia Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 12:55
                  > tylko szlag mnie trafia jak słyszę tę nutkę wyższości w Twoim tonie.

                  a ja tej nutki wyzszosci nie widze.
                  MOj maz i ja wspolnie podjelismy taka a nie inna decyzje. Uwazam ze emerytura,
                  na ktora wspolnie pracujemy, powinna byc nasza a nie jego.
                  ale co jeszcze "nalezy sie" kobiecie pracujacej w domu? Osobna emerytura? Wczasy
                  od panstwa?
                  • g0sik Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 13:30
                    >ale co jeszcze "nalezy sie" kobiecie pracujacej w domu? Osobna emerytura?Wczasy
                    > od panstwa?

                    no właśnie Gosiu, ja też nie mogę bardzo wiem co jeszcze?

                    Czy oczekujemy od Państwa, że zmieni myślenie najbliższych? Czy, że zapewni
                    emerytury matkom wychowującym własne dzieci?

                    Bo ja nie zgadzam się na opłacenie z moich podatków tego żeby cudzy mąż miał
                    posprzątane mieszkanie i ugotowany obiad, a dzieci odchowane osobiście przez
                    własną żonę. Jeśli podejmiemy wspólną decyzję, że ja zaopiekuję się NASZYM
                    dzieckiem to ciężar utrzymania spadnie na męża a nie na Państwo. I to mąż ma
                    docenić mój wysiłek włożony w prowadzenie domu a nie Państwo. Dlatego też nie
                    rozumię świadomego podejmowania wyborów życiowych i narzekania że inni ich nie
                    doceniają.
            • kasik751 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:57
              > Więc o co chodzi, przecież kobiety pracujące zawodowo też wykonują prace
              > domowe. A jeśli robi za nie to "Pani Ludmiła" to dlatego, że je na to stać.

              za nie? smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
        • kasik751 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:32
          Nadal twierdze, ze w swiadomosci spolecznej pojawia sie wielka dziura, gdy
          przychodzi do okreslenia statusu "kobiety domowej". Bez wzgledu na to jak
          szanuja Was Wasi mezowie nie jest to stanowisko powszechne, a wrecz przeciwnie -
          wyjatkowe. W Norwegii, o ktorej wspomina triss, nikt nie smialby powiedziec o
          kobiecie prowadzacej dom i wychowujacej dzieci, ze nie pracuje, bo nikomu by to
          do glowy nie przyszlo.
          I wg mnie omawiany artykul mial sluzyc li tylko zilustrowaniu obowiazkow takiej
          kobiety po to, aby uswiadomic nieswiadomym, ze kobiety w domu pracuja czego
          dowodem jest np. fakt, ze da sie te czynnosci przeliczyc na pieniadze i w
          dodatku da sie te pieniadze zarobic do reki, pod warunkiem,ze sie te prace
          wykonuje w cudzym domu, a nie wlasnym.
          Nikt sie nie domaga z tego tytulu emerytur czy pensji, ale warto zauwazyc, ze
          faktycznie ten rodzaj pracy jest zupelnie niechroniony, a jednak praca jest,
          skoro innym za to sie placi. Rodzaj paradoksu i tyle.
          Pozdrawiam.
          • iwles Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 12:44
            kasik751 napisała:

            > Nadal twierdze, ze w swiadomosci spolecznej pojawia sie wielka dziura, gdy
            > przychodzi do okreslenia statusu "kobiety domowej". Bez wzgledu na to jak
            > szanuja Was Wasi mezowie nie jest to stanowisko powszechne, a wrecz
            przeciwnie
            > -
            > wyjatkowe. W Norwegii, o ktorej wspomina triss, nikt nie smialby powiedziec
            o
            > kobiecie prowadzacej dom i wychowujacej dzieci, ze nie pracuje, bo nikomu by
            to
            >
            > do glowy nie przyszlo.
            > I wg mnie omawiany artykul mial sluzyc li tylko zilustrowaniu obowiazkow
            takiej
            >
            > kobiety po to, aby uswiadomic nieswiadomym, ze kobiety w domu pracuja czego
            > dowodem jest np. fakt, ze da sie te czynnosci przeliczyc na pieniadze i w
            > dodatku da sie te pieniadze zarobic do reki, pod warunkiem,ze sie te prace
            > wykonuje w cudzym domu, a nie wlasnym.
            > Nikt sie nie domaga z tego tytulu emerytur czy pensji, ale warto zauwazyc, ze
            > faktycznie ten rodzaj pracy jest zupelnie niechroniony, a jednak praca jest,
            > skoro innym za to sie placi. Rodzaj paradoksu i tyle.
            > Pozdrawiam.


            Obowiązki - TAK, jak najbardziej, ale podkreślę, jak tu już wiele dziewczyn to
            zrobiło - śmieszne jest płacenie za drzemkę do 9 rano i za zabawę przez godzinę
            z własnym dzieckiem !
            Idąc tym tropem - każdy ojciec po powrocie z pracy będzie brał dziecko pod
            pachę i szedł się zdrzemnąć - za 34 zł - smile

            Prawdziwe wyliczenie powinno być konkretne za o b o w i ą z k i.
            Czyli ogólnie - opieka nad dzieckiem (średni koszt niani 7 zł/godz. x 8 godzin
            dziennie)
            Sprzątanie - to gruntowniejsze, np 2 x w tygodniu za 50 zł.
            Gotowanie, pranie, prasowanie.

            To bardzo dobrze, że mówi się głośno o wartości pracy w domu, ale większość tu
            podanych przykładów to farsa i kpiny !! I właśnie przez takie głupoty tak ważna
            sprawa może upaść w zarodku. Bo ja pierwsza postawiłabym veto, gdyby moje
            podatki miały iść na opłatę za spanie do 9 rano.

            Stawianie na piedestale (spanie i zabawa z dzieckiem są najwyżej wycenione) -
            tych "obowiązków" tylko nas - kobiety - kompromituje ...
            • kasik751 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 13:02
              Noo.. od poczatku powtarzam, ze to wyliczenie jest niedoskonale, ale usiluje
              dyskutowac ponad nim.
              Pozdrawiam.
        • aszlan Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:42
          o qrczę, ale jazda. Wczoraj się dopisałam traktując te wyliczenia z
          przymrużeniem oka, a tu taka dyskusja. Współczuję, jesli mąż i najbliżsi nie
          doceniają pracy w domu, ale czy takie wyliczenia moga pomoc w nastawieniu
          Waszego otoczenia. Czy jak mąz przeczyta pozycję: wyjście z dziekciem do zoo 15
          zł, otworzą mu się oczy i doceni Wasz wkład w funkcjonowanie rodziny?
          Co innego uregulowania prawne, o których pisała chyba głownie triss, jestem jak
          najbardziej za, choć wiadomo, że od takiej Norwegii dzielą nas lata świetlne;0),
          ale takie uregulowania prawne jak prawo do ...% emerytury po męzu w przypadku
          rozwodu/smierci tegoż, a także dochód przed opodatkowaniem dzielony przez
          liczbę osób w rodzinie (rodzice+dzieci), są moim zdaniem całkiem realne.
          • joanna35 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 11:51
            Współczuję, jesli mąż i najbliżsi nie
            doceniają pracy w domu - to wpółczujesz Małgosiu większości kobiet w tym kraju
            i nie ma znaczenia czy pracje taka zawodowo czy nie. O czym najlepiej świadczą
            posty nie tylko na tym forum. Co do reszty zgadzam się z Tobą. Pozdrawiam

            Jezuuuuuuuu, jak tak dalej pójdzie to nie ugotuję dzisiaj tego obiadu smile
            • pade Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 13:05
              A ja Joasiu nie wyjdę do sklepu..(hi,hi)
              A wracając do dyskusji. Nie zmienimy zdania kobiet, które z uporu chyba nie
              chcą zrozumieć, albo udają, że nie rozumieją o co nam chodzi.
              Dziewczynki kochane, może wspólnie zrobimy jakies wyliczenie (uśrednione) i
              wyslemy do tej gazety? Nie uważacie, że tak by było rozsądniej?
              Bo jak tak dalej pójdzie to matki siedzące w domu będą na tak, pracujące na nie
              i każda jedna będzie się tej biednej drzemki czepiać, aż w końcu wątek się
              skończy i nic się nie zmieni.
              Nie zmienimy myslenia, które pokutuje w naszym społeczeństwie od lat, ale
              możemy choć troszkę spróbować.
              A propo innych krajów: w Szwajcarii np. nie ma żłobków, za przedszkola płaci
              się grubą kasę, a matki pracują najwyżej na pół etatu. Gdyby u nas była
              ogólnodostepna możliwość pracy na pół etatu, sądzę, że wiekszość matek
              siedzących w domu, by się na nią zdecydowała.
              A propo szacunku: mąż mnie szanuje, dzieci też, moja mama mi współczuje mimo,
              że sama miała przerąbane (pamiętacie pralki franie, kolejki po mięso, kartki
              itd.), moi znajomi natomiast wkurzają mnie głupimi pytaniami: a Ty co? nadal
              siedzisz w domku? tak, tak , telenowele sobie oglądam, paznokcie piłuję, a
              głowe mam nieumytą wyłącznie z niedbalstwa.
            • ekan13 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 13:28
              Joanno co do postu o LPR- wyjaśniam w tamtym wątku, zerknij.
              Jestem w domu od kilku dobrych lat. Przynosi mi to satysfakcję większą niż
              jakakolwiek do tej pory praca, ale nie ukrywam, że nie jest to w Polsce dobrze
              rozwiązane. (dobrze,że Maksimum gdzieś się stracił bo pewnie by to wykorzystałsmile
              Ja nie mówię, że ktoś ma mi za to płacić bo niby z jakiej racji, ale składki
              emerytalne-czemu nie? Wszak o korzyściach z wychowywania własnych dzieci nie
              trzeba tu nadmieniać bo to wywarzanie wywarzonych już drzwi. Pracuję nad tym
              aby mój kraj, moja Polska miała zdrowych emocjonalnie obywateli.(ale patossmile).
              Tak, emerytra w razie rozwodu na pól-super tylko nie ma takich prawnych
              rozwiązań. Jestem na tyle zorientowana w temacie, że obecnie ,jak pisałam
              wcześniej, jestem z tematem na bieżąco. Teściowa lat 49. Praca zawodowa 13 lat,
              wychowywanie dzieci 14 lat i mąż, który twierdzi, że ona nie wniosła żadnej
              kasy. Też była to wspólna ich decyzja, tylko że on ma teraz emeryturę a ona
              nic. Dopracować do emerytury- jasne tylko kto ją w tym wieku zatrudni?
              Nie chodzi tu o to wg. jakich kryteriów ktoś to wyliczył bo to rozmienianie na
              drobne ważnego tematu, tylko o sam problem kobiet, które z takich, czy innych
              względów pracują ale w domu. Ile więcej kobiet zostałoby z dziećmi gdyby im za
              to zapłacono choćby jakąś niewygórowaną kwotę(tak jak w przytaczanej Francji)?
              Myślę, że bardzo wiele. To, ze tyle kobiet wraca po macierzyńskim do pracy nie
              jest w większopści powodowane chęcią robienia kariery, ale brakiem kasy, a
              takie rozwiązanie na pewno by wiele w tym temacie zmieniło.
              Tak czy inaczej i tak pozostaje to w temacie z kategori fantazji. Mnie jadnak
              cieszy sam fakt poruszenia tej kwestii.
              • g0sik Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 13:40
                > Ja nie mówię, że ktoś ma mi za to płacić bo niby z jakiej racji, ale składki
                > emerytalne-czemu nie? Wszak o korzyściach z wychowywania własnych dzieci nie
                > trzeba tu nadmieniać bo to wywarzanie wywarzonych już drzwi. Pracuję nad tym
                > aby mój kraj, moja Polska miała zdrowych emocjonalnie obywateli

                A co z tymi matkami których dzieci mimo wysiłku włożonego w wychowanie gdzieś
                się "pogubiły" po drodze i są alkoholikami, złodziejami, mordercami,
                narkomanami, itp,itd. Też płacić emeryturę czy jednak nie, bo korzyści z nich
                Państwo nie ma żadnej?
                I najważniejsza sprawa: SKĄD NA TO WSZYSTKO BRAĆ KASĘ?. Ja nie mam pomysłu bo
                chcieć bym chciała...
                • joanna35 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 13:58
                  Gosik Ty głupią udajesz czy głupia jesteś? To nie ma większego dla mnie
                  znaczenia czy byt zabezpieczy mi mąż czy państwo. Problem polega na tym , że na
                  dzień dzisiejszy to nie mąż ustanawia prawo w tym kraju, a prawda jest taka,
                  że na dzień dzisiejszy prawne uregulowania są takie jakie są. Nie żyjemy też w
                  Norwegi, Fracji czy Bóg jeden wie gdzie tylko w Polsce, a realia tu są takie
                  jakie są. Poza tym wyobraź sobie, że nie jestem sfrustrowaną kurą domową, a mąż
                  też mnie szanuje, chociaż nie zawsze tak było. Dzieki Bogu mój mąż jest
                  reformowalny, ale co mają zrobić te, których mężowie nie są? A jeżeli uważasz,
                  że pod tym wzgledem jest tak dobrze to poczytaj sobie niektóre wątki na tym
                  forum. Nie chodzi o te wyliczenia, nie chodzi o zapłatę za spanie - czego się
                  tak uczepiłyście. Chodzi o sam fakt, że wreszcie ktoś zauważył, że w domu się
                  pracuje, a nie leży bykiem. Zresztą o tym już przede mną tyle dziewczyn pisało.
                  I chodzi o kopanie dołków jednych kobiet pod drugimi.Poza tym w pracy też nie
                  pracuje się bite osiem godzin - jest czas na kawkę, na ploteczki - i co to też
                  masz odliczane od pensji czy płaca ci stawkę za godzinę, bez względu na to co
                  wtedy robisz?
                  • joanna35 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 14:02
                    Gosik przepraszam Cię, poniosło mnie strasznie. Nie znajduję usprawiedliwienia.
                    Sorry
                  • triss_merigold6 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 14:11
                    Dobra. Upierasz się, że nazwanie pracy domowej "pracą bez wynagrodzenia" +
                    wyliczenie ile jest ona warta skłoni ludzi do szanowania kobiet, które zajmują
                    się domem i dziećmi. Moim zdaniem nie, utrwali tylko patriarchalny, tradycyjny
                    podział ról, dla kobiet straszny.
                    Te, ktorych mężowie nie są reformowalni mają kilka wyjść:
                    - pogodzić się zgodnie z zasadą "widziały gały co brały" - było słuchać pana
                    przed ślubem i zwracać uwagę na drobiazgi
                    - rozstać
                    - iść do pracy i mając pieniądze własne byc bardziej decyzyjne
                    Wychować dzieci zgodnie z mniej stereotypowym mysleniem i w szacunku dla
                    pozostających w domu oraz wybierających pracę zawodową + dom.
    • triss_merigold6 Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 13:39
      Najpierw pytanie: jakie były rozwiązania przedwojenne - wtedy większość kobiet
      nie pracowała zawodowo, zajmowały się domem/gospodarstwem same lub z pomocą
      służby i nikt nie twierdził, że "nie pracują". Wypełniały określoną rolę
      społeczną. Cenione były ale ich decyzyjność ze względu na finansowe
      uzależnienie na ogół duża nie była.

      Dla mnie ten pomysł to wizja powrotu do modelu tradycyjnej rodziny: ty, kobieto
      siedź w domu, dostaniesz za to kasę ale pracy nie podejmuj. Po co masz iść do
      pracy skoro państwo da za matkowanie?
      Utrwali tylko stereotyp "wyrodnej" co dla własnej satysfakcji niemowlę zostawia
      z opiekunką lub daje do żłobka.
      Sprzeciw, sprzeciw, sprzeciw.
      Chcę mieć wybór: zostać w domu ponieważ chcę/lubię albo iść do pracy. Nie tylko
      po kasę. Dajcie sobie spokój z utrwalaniem chorego mitu, że kobiety pracują
      wyłącznie dlatego, że przymus ekonomiczny. Mnóstwo pracuje bo CHCE. LUBI.
      • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 13:48
        Upieram sie, ze jednak nie rozumiesz, bo nikt tu nie mowi o braniu kasy od
        panstwa za robote w domu, nawet w postaci skladek tez nie.

        Mam wrazenie ze jeszcze wieksze mnostwo kobiet wraca do pracy, zeby jej nie
        stracic, nastepnie dla kasy, potem, zeby oderwac sie od chaty i dziecka, a na
        koncu dlatego, ze tak kocha swoja prace. Tak czy siak to nie ma zwiazku z
        tematem glownym.
        Pozdrawiam.
        • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 13:54
          Tematem jest wycena obowiązków wykonywanych w domu i propozycja płacenia za to
          wynagrodzeń. Wycena IMO dyskusyjna, propozycja jak dla mnie nie do przyjęcia.

          Sądzisz, że te, ktore wracają do pracy po to żeby więcej zarabiać są w jakiś
          sposób gorsze? Nie ukrywam, że lubię wydawać. Zwłaszcza to co sama zarobię.
          Inne uczucie niż wydawanie tego co dostaję od męża.
          Oderwanie od chaty i dziecka - super. Z czystą przyjemnością. Pracowałabym jak
          ostatnio w weekendy za 3x mniejsze pieniądze żeby tylko pracować.
          • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 13:58
            No to ja dyskutuje na inny temat, nie o pobieraniu wynagrodzen tylko o uznaniu
            pracy w domu za prace niepodlegajaca wynagrodzeniu (slowo klucz: praca).

            Ad.2 jakie gorsze? po prostu nie zgodzilam sie z twoja teza, ze mnostwo kobiet
            pracuje, bo lubi. Ja tez pracuje zreszta zawodowo.
            Pozdrawiam.
            • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:02
              Zmerkantylizować można wszystko. Wychodzenie z psem? Też praca, można komuś
              zlecić i płacić.
              Tę samą domową pracę (wyjąwszy opiekę nad dziećmi) wykonują ludzie samotni,
              bezdzietni, single, emeryci żyjący bez rodzin na kupie itd.
              Dla mnie to samo życie a nie praca.
              • joanna35 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:06
                Owszem, ale nie wiem czy zauważyłaś triss, że o nich nikt nie mówi, że siedzą w
                domu, że mają kurzy móżdżek itp.
                • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:14
                  Kto mówi, że masz kurzy móżdżek? Nikt nigdy w życiu nie ośmielił mi się tak
                  powiedzieć!
                  Zwróć uwagę na jedno zagrożenie: płacenie za "dom + dzieci" grozi całkowitym
                  już uwięzieniem kobiety. Dostaje pieniądze za wychowywanie? Niech siedzi na
                  dupie! Żadnych tam wyjść do pubu, ze znajomymi, sportu, samodzielnego wyjazdy -
                  w końcu w pracy jest...
              • e_r_i_n Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:06
                triss_merigold6 napisała:

                > Dla mnie to samo życie a nie praca.

                Otoz to - to jest zycie. Oczywiscie aktywnosc, wysiłek itd, ale nie praca sensu
                stricte. I nie cos, za co sie nalezy kasa.
                • joanna35 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:13
                  Jezuuuuuuu dzisiaj to bym nie zarobiła ani złotówki, a wszystko przez Wassmile.
                  To wszystko prawda, tyle, że odnoszę wrażenie, że zamiast uważnie czytać posty
                  skupiacie się na odpowiedziach , zresztą z góry na nie. Otóż jest pewien
                  gatunek mężczyzny, który przelicza wszystko na pieniądze, bo tylko one mają dla
                  niego wartość; więc może jak zobaczy, że za te same czynności, które robi żona
                  trzeba by zapłacić innej, zatrudnionej w tym celu pani i to wcale nieźle to
                  może się zastanowi, że jednak bąków połowica cały dzień nie zbija?
              • cocollino1 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:23
                no zgadzam sie wlasnie z Toba triss, przeciez takie rzeczy jak gotowanie,
                sprzatanie, pranie, oplacanie rachunkow to sa czynosci, ktore wykonuja wszyscy
                ludzie, czy maja dzieci czy nie, czy pracuja czy tez nie. Przeciez nie zostaja
                kobiety w domu (chyba), zeby prac i sprzatac tylko zeby opiekowac sie
                dzieckiem, robia to dla dziecka swojego, dla swojej rodziny. Ja nie moge za
                bardzo, ale tez pewnie nie chcialabym byc z dzieckiem 24 na dobe, w zwiazku z
                czym place opiekunce (ja akurat nie, bo maz sie zajmjje, ale to niesistotne),
                place opiekunce za to ze wykonuje ona jakies powiedzmy brzydko zadania na moja
                rzecz, nie dla siebie. A to ze kobieta, ktora pozostaje w domu, czyli nie
                pracuje zawodowo oczywiscie nie oznacza, ze nic nie robi, robi duzo, wie to
                kazda kobieta, ktora ma dom na glowie.
                • joanna35 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:33
                  Może się mylę, ale ponieważ wiem ile mam na głowie to nie potraktowałam tego
                  artykułu, że jest napisany specjalnie dla mnie, żeby mi uświadomić ile jestem
                  warta, bo i bez niego to wiem
      • joanna35 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:00
        I dlatego mają być lepsze od tych które lubią siedzieć w domu?
        • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:05
          Dlaczego lepsze? Dlatego, że wychodzą z domu wykonywać różne czynności
          odpłatnie? Dla mnie to kwestia wyboru i nie życzę sobie żeby państwo w ten
          wybór ingerowało "zachęcając" do pozostania w domu. Świat wg. Ligi Polskich
          Rodzin.
          • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:13
            Owszem, mozna pracowac wyprowadzajac ludziom psy. Rynek uslug jest jeszcze u
            nas slabo rozwiniety. Triss wytlumacz mi tylko jedno, skoro sprzatanie, to
            zycie, a nie praca, dlaczego, gdy zlece to komus obcemu nagle praca sie staje?
            Przeciez to ta sama czynnosc.
            • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:16
              Tak jak z seksem. Część robi to dobrowolnie z kochaną osobą, część zatrudnia
              się w agencji. Wtedy to praca. Ku.. w Niemczech mają ubezpieczenia i związki
              zawodowe. Ta sama czynność.
              • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:24
                Porownujesz seks do mycia garow? Sorry, ale to nie jest tak jak z seksem.
                Chocby dlatego, ze tu trzeba dwojga i oboje powinni byc zaznac przyjemnosci.
                • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:31
                  Owszem, jak z seksem. Dla prostytutki to praca nie przyjemność. Nie musi jej
                  się podobać, podoba jej się kesz. Jedno płaci za usługę i ma przyjemność, inne
                  wykonuje i ma pieniadze. Zapłacę pani za umycie okien - będę miała przyjemność
                  w postaci czystych i oszczędzę siły.
            • cocollino1 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:27
              tak ta samas czynnosc, tylko ktos sprzata dla Ciebie, Twoj dom, za
              wynagrodzenie, gdyz zostalo mu powierzone zadanie do wykonania, jak to w pracy.
              Natomiast w domu sprzatasz dla siebie, zeby brudem nie zarosnac. Pani pospzrata
              dla Ciebie, wezmie kaske, poczym wroci do domu i posprzata dla siebie za darmo,
              posprzta bo chce miec czysto.
              • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:29
                Z tego co piszesz nadal nie wynika, ze to nie jest praca.
                • cocollino1 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:39
                  To zalezy co rozumiesz pod pojeciem praca.
          • joanna35 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:17
            triss błagam cie przeczytaj jeszcze raz moje posty, a zwłaszcza posty kasik,
            pade itd. Cały czas piszemy w związku z tym artykułem, że nie chodzi o taką
            czy innną kasę tylko o sam fakt zauważenia problemu. Teraz nie mam czasu, ale
            zadam sobie ten trud i znajdę specjalnie dla Ciebie i paru innych z tego forum
            przykłady na dyskryminację kobiet nie pracujących określanych z wielkim
            szacunkiem jako kury domowe.
            • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:28
              Joanna ja sie poddaje, jest bariera swiatopogladowa, ktorej nie przekrocze i
              nie zrobi tego triss. Pozwole sobie pozostac przy swoim zdaniu nie bedac ani
              lepsza, ani gorsza.
              Pozdrawiam i dzieki za interesujaca dyskusje.
              • pade Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 15:01
                mnie już ręce opadły
                triss_ strasznie uparta jesteś, mądrze argumentujesz swoje poglądy, ale jednego
                nie rozumiem.Co Ty właściwie robisz?
                Opiekujesz się dzieckiem? Wykonujesz czynności?
                Czy wykonywanie czynności nie jest pracą?
                Boże, do czego to doszło, baba baby nie poprze, nie uszanuje.
                I jak tu mężczyźni mają nas szanować, skoro przyjdzie taka i powie: ja wszystko
                w domku robię z usmiechem na ustach, zajmuje mi to góra pół godziny, to nie
                jest żadna praca tylko sama przyjemność, a jak tylko wytre kurze , to małe
                bzykanko z mężem nie zawadzi a może nawet i w trakcie.
                Dyskusja może i była interesująca, ale tematu, aby ustalić wspólnie własne
                (forumowe) wyliczenie nikt nie podjął.
                No bo lepiej krytykować, odcinać się, niż działać...dla naszego wspólnego dobra.
                • joanna35 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 15:36
                  Tym razem ja Ci podaję rekę. Nie potrafiłam tego tak trafnie ująć jak Ty, ale
                  dosłownie o to mi chodziłosmile)))
                • triss_merigold6 Porównywać i wyliczać nieporownywalne 28.06.05, 15:38
                  Zgoda co do tego, że wykonywane w domu czynności zlecone komuś innemu stają się
                  pracą ZAROBKOWĄ.
                  Jakie wyliczenia proponujesz"?
                  - ja mam jedno dziecko - Wieczna Gosia: piątkę, z tych dzieci starsze już cos w
                  domu robią. Odliczyć od jej obowiązków pomoc dzieci?
                  - jedna w domu piecze ciasta i robi przetwory - ja w wolnym czasie
                  czytam/netuję/przygotowuję konspekty - co jest pracą "domową"?
                  - jedna jest powolna i dokładna, inna opędzi dom po łebkach
                  - spokojne vs upierdliwie szalone dziecko
                  - młodsze dziecko vs starsze - więcej obowiązków
                  - jednej mąż zarabia tyle, że może sprzataczkę wynająć (a cały czas w domu
                  siedzi) - innej nie i wszystko sama robi
                  - u mnie mąż włącza się w "prace domowe" u innych to na głowie kobiet - jak
                  wyliczyć i porównać wkład pracy, czas, wysiłek itd.
                  - a jak w czasie "pracy domowej" pójdę z małym do koleżanki? praca czy
                  przyjemność?

                  Poza działaniem na rzecz wspólnego dobra widzę tu więcej pułapek niż korzyści.

                  Wykonuję czynności. Za niektóre mi płacą (zawodowe) za inne nie. Podobnie
                  mojemu mężowi. On zarabia w tygodniu, ja w weekendy.
                  • joanna35 Re: Porównywać i wyliczać nieporownywalne 28.06.05, 15:50
                    Wiesz co triss, dla mnie wyliczanie tego co kto zrobił i płacenia za to jest tu
                    problemem wtórnym. O wiele bardziej boli mnie fakt, że wreszcie ukazał się
                    jakiś artykuł , w którym kobiety niepracujące zawodowo nie traktuję się jak
                    darmozjadów, głąbów itp. i co? I nic, bo własnie owe bohaterki artykułu
                    zapałały płomniennym oburzeniem - nie faceci, ale właśnie kobiety. No to jak w
                    tym kraju ma się coś zmienić skoro to kobieta kobiecie wbija nóż w plecy? W
                    końcu to kobiety wychowują dzieci, w tym i synów - przyszłych mężów. Pozdrawiam
                    • pade Re: Porównywać i wyliczać nieporownywalne 28.06.05, 16:16
                      Dokładnie tak, ale my się dobrze rozumiemy Joanno.
                      pozdrawiam smile))
                  • pade Re: Porównywać i wyliczać nieporownywalne 28.06.05, 15:56
                    Jak juz napisałam wcześniej, proponuję wyliczenia uśrednione, bo inaczej nigdy
                    do niczego bysmy nie doszły, sama wiesz.
                    Może te wyliczenia nie powinny być dzienne, a tygodniowe. Niektórych czynności
                    nie wykonuje się codziennie.Inne owszem.
                    I na pewni nie mam na mysli tych mam, które mają dwie babcie do opieki nad
                    dzieckiem, albo nianię, Panią do sprzatania i innych "czynnosci", kupują gotowe
                    obiady, albo żywią się na mieście, itd, itd. Mam na myśli "przecietną" Polkę.
                    A z tą koleżanką , to juz kochana triss_ ironizujesz.
                    Ja mam teraz córcię na kolanach, przytulamy się i piszę do Was. I co mam się
                    zastanawiać czy to przyjemność czy obowiązek?
                    Nie o to chodzi! wiem, powtarzam się.
                    • triss_merigold6 Re: Porównywać i wyliczać nieporownywalne 28.06.05, 16:04
                      Dlatego właśnie bardziej by mi odpowiadał model norweski czy francuski w ktorym
                      pieniądze idą za dzieckiem. Niewazne biednym czy z bogatej rodziny - za
                      dzieckiem.
                      Zmiany mentalności swoją drogą.
                      - wychowanie następnego pokolenia (czarno widzę)
                      - ograniczenie wpływu KK
                      - większa niezależność finansowa kobiet - łatwiej żądać i wymagać mając
                      argument finansowy w ręku
                      - więcej femiznimu
                      - wspieranie kształcenia, aktywności zawodowej i społecznej kobiet czyli wiecej
                      feminizmu, mniej KK
                      - zmiany prawne (emerytury itd. o czym pisałyście)
                      • joanna35 Re: Porównywać i wyliczać nieporownywalne 28.06.05, 16:11
                        No triss_ cieszę się, że jednak Cię nie podmienionowink. Bardzo pięknie to
                        wypunktowałaś i osobiście bardziej mi zależy na powyższym niż na kasie za to i
                        owo. Pozdrawiam
            • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:29
              Oczywiście, że są dyskryminowane. Jak większość kobiet. Był w WO artykuł z
              wypowiedziami dziewczynek pt. "Być kobietą.." Potworne, przerażająco
              stereotypowe wypowiedzi (art mozna przeczytać na f. Wysokie obcasy na kobiecie)
              Domowymi służącymi są niezaleznie od tego czy pracuja zawodowo czy nie. W domu
              i tak dominuje wizja pomiatanej matki robota. Jesli nie przynosi pieniędzy jest
              pomiatana bardziej.
              Zauważenie problemu - ok. Ale do tego trzeba zmiany MENTALNOŚCI a przede
              wszystkim tresury panów. Czasem chamskiej. I brutalnego wyłożenia argumentów
              przy pierwszym tekście "bo ty nic nie robisz...".
              • joanna35 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:31
                No wreszcie się w czymś zgadzamysmile)
                • triss_merigold6 To samo napisałam 28.06.05, 14:35
                  Kluczem do zmiany mentalności nie będzie proste przeliczenie.
                  Zmiany w modelu wychowawczym, zmiany w lansowanej przez KK i szkołę wizji ról
                  społecznych.
                  Jak w mojej ulubionej Norwegii.smile Z dziecmi moze zostać ojciec i jest szanowany
                  a nie wyśmiewany jako gospoś domowy i nieudacznik. Mogą zostawać na zmianę itd.
              • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:33
                A jednak sie wlacze znowu - triss przeciez my tylko, a na pewno ja, wlasnie o
                tej zmianie mentalnosci caly czas nadaje. I o tym wlasnie "nic nie robisz".
                • triss_merigold6 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:37
                  Ok. tylko do tego poza rozwiązaniem systemowym potrzebne są lata edukacji,
                  wspierania kobiet w wyborach dróg życiowych (nie tylko w matczyno-domowym) i
                  zmniejszenie fatalnej roli KK. + determinacja samych kobiet.
                  Płacenie kobietom domowych pensji tylko uwięzi je w domu IMO.
                  • kasik751 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:41
                    Oczywiscie, ze tak i to jest temat na odrebna dyskusje. Ja rowniez nie twierdze
                    nigdzie, ze jestem za wyplacaniem kasy gospodyni z funkcji. Zgadzam sie
                    calkowicie z Twoja wypowiedzia nie bez przyjemnosci smile
                    Pozdrawiam.
            • triss_merigold6 Odpowiedziałam niżej, 28.06.05, 14:32
              Może to jakiś wspólny punkt?
            • cocollino1 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 14:37
              no fajnie, fakt zwrocono na to uwage, ale w jaki sposob, to tak jak dziewczyny
              pisza malo profesjonalnie. Przypuscmy, ze facet jest tak ograniczony, ze nie
              zdaje sobie sobie sprawy, ze zona niepracujaca zawodwo jednak w domu sie
              narobi, to jak przeczyta ze za drzemke z dzieckiem 34zl, to powie zapewne, no
              stara to ja tez chce kimac z malym pol dnia za taka kase. I sprawa nadal bedzie
              postrzegana przez niego jak wczesniej.
      • twinmama76 Re: Upieram się, że jednak rozumiem 28.06.05, 15:08
        triss_merigold6 napisała:
        > Dajcie sobie spokój z utrwalaniem chorego mitu, że kobiety pracują
        > wyłącznie dlatego, że przymus ekonomiczny. Mnóstwo pracuje bo CHCE. LUBI.
        A mnóstwo zostaje w domu bo chce i lubi. Różnica jest taka, że te drugie
        większośc społęczeństwa uważa za darmozjadów i obiboków, co to nie chcą sobie
        radzic na dwóch etatach uncertain
        Jak to Wieczna_gosia napisała:
        > MOj maz i ja wspolnie podjelismy taka a nie inna decyzje. Uwazam ze emerytura,
        > na ktora wspolnie pracujemy, powinna byc nasza a nie jego.
        > (...)W koncu moj maz moze sie realizowac w pracy po 12 godzin miedzy innymi
        >dlatego ze ja jestem w domu, pilnuje kto ma isc na angielski a kto do dentysty
        > i nie marozterek kto zostaje z dzieckiem jak chore.


        Tak więc r a z e m pracujemy na emeryturę, tak jak r a z e m wychowujemy
        dzieci.
        Teraz jest tak, że dobry mąż może sie podzielic oszczędnościami z żoną (II i
        III filar), ale państwo zauważa tyko jego pracę (I filar).
        Według mnie słusznym rozwiązaniem byłoby też zaliczenie części lat spędzonych w
        domu do emerytury kobietom, które w pewnym momencie wracają do pracy.
    • g0sik Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 14:49
      >czynności, które robi żona trzeba by zapłacić innej, zatrudnionej w tym celu
      >pani i to wcale nieźle to może się zastanowi, że jednak bąków połowica cały
      >dzień nie zbija?

      Prędzej ten NIEREFORMOWALNY mąż powie, że zatrudniona Pani w ten sposób zarabia
      na rachunki i utrzymanie....czyli mąż pracuje zawodowo żeby żona mogła pracować
      w domu.
      Same jesteśmy sobie winne ulegając stereotypom idealnej matki, żony i kochanki.
      Jako zimny prysznic na niereformowalnych mężów proponuję odwrócenie ról w
      małżeństwie...Mężowi który na codzień pomaga w domu do głowy nie przyjdzie, że
      żona "siedzi" i nic nie robi...
      • joanna35 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 15:40
        No proszę zgadzamy się!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • triss_merigold6 Inny podział ról 28.06.05, 15:41
        Tak jak napisałaś, Gosik.
        Mąż konserwatysta powie "pracujesz na to co zjadasz, prąd, czynsz, środki
        czystości" itd.
        Wspólny front będzie wtedy kiedy wreszcie kobiety zacznął eliminować jako
        potencjalnych partnerów życiowych mężczyzn w domu i przy dzieciach
        nieprzydatnych.
        • joanna35 Re: Inny podział ról 28.06.05, 15:55
          O właśnie o to chodziło - zamiast potępiać autora artykułu co za głupoty
          uwłaczające naszej godności wypisuje może warto byłoby się pokusić o swego
          rodzaju polemikę - nam nie chodzi o pieniądze za pracę domową, ale o działania,
          które doprowadzą do takich czy innych zmian w mentalności męskiej części
          społeczeństwa, o uregulowania prawne na wypadek śmierci małżonka czy rozwodu -
          całe życie w końcu nie bedziemy młode, piekne i dyspozycyjne. Pozdrawiam
    • pade do Joanny 28.06.05, 15:20
      Przeczytaj, proszę, mój post powyżej, i powiedz mi, czy ktoś w ogóle zwrócił na
      to uwagę, że mogłybysmy coś zrobic w tym kierunku, żeby nas te wyliczenia
      nie "osmieszały"?
      Wydaje mi się, że teraz to juz nawet nie jest dyskusja, teraz to jest pusta
      wymiana zdań kilku upartych mam.
      • joanna35 Re: do Joanny 28.06.05, 15:57
        Masz rację, ale mam wrażenie, że powoli i w bólach dochodzimy do podobnych
        wniosków, patrz post powyżej.
        • ekan13 Dziś po premii:))) 28.06.05, 16:28
          No dziewczyny,dziś po premii to na bank maciesmile)) Ja już tu po obiedzie
          popsprzątałam, mieszkanlo lśni, właśnie na spacerek z gromadką się wybieram, a
          Wy tu dalej dyskutujecie, no ładniesmile))
          A tak na marginesie to przyszło mi przedtem do głowy, że oburzenie wywołało 34
          zł za drzemkę, a ile jakby wyliczyć kosztuje zapalenie w pracy 8 papierosów?
          • joanna35 Re: Dziś po premii:))) 28.06.05, 16:35
            Gratuluję! Przy odrobinie szczęścia może uda mi się zupę ugotowaćwink))
          • pade Re: Dziś po premii:))) 28.06.05, 21:14
            Kochana, ja dziś poodkurzałam, podłogi umyłam, dywan wyprałam, byłam na
            zakupach, dwa razy na poczcie, ugotowałam drugie danie, zupę miałam z
            wczoraj,nakarmiłam, pięć razy pozmywałam, byłam z dziećmi trzy godziny na placu
            zabaw, wykąpałam, kolację zrobiłam itd,no i jeszcze z Wami dyskutowałam...
            nieee,ja byłam grzeczna, na wypłatę zasłuzyłam, mąż mi kupił nawet likierek w
            nagrodę...
            oj, będzie się działosmile))
    • bea.bea Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 16:22
      mam taką wade ,a moze zalete, że jestem czarno biała,i trudno mi zaakceptowac
      szarości, choć czasem to robię ....więc , nie rozumiemmojej kolezanki której mąż
      spędza czas w domu na oglądaniu tv , i ona naet samochód idziemu umyć....ale
      kiedy spróbuje sięzbuntowac to własnie słyszy , ze on zarabia , więc ....

      ja kupienowy garnek , ale nie pozmywam , bo taki jest układ
      nie chcesz jeść zupy,ok,jutro ty ugotujesz lepszą....
      kibla nie myję , bo nie ja sikam na stojąco i chlapie w koło...

      jest powiedzenie jak sobie pościelesz tak się wyśpisz...nie jestem
      wojującąfeministką ,
      ale w małżeństwie powinno byc partnerstwo...nawet jeśli żona nie pracuje....

    • linkaa3 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 16:31
      Wyliczenia jako takie marne. I nie wymienione czynnosci stanowia cel nazwijmy
      to siedzenia w domu. Podstawowym celem jest WYCHOWANIE DZIECKA, a wszystko inne
      to czynnosci wykonywane jako tzw proza zycia. Pewnie mozna wyliczyc ile warta
      jest taka praca, ale stane po stronie Wiecznej, to nie jest praca pomocy
      domowej tylko raczej przedszkolanki.

      Uwazam, ze
      1) jesli ta praca ma byc w jakis sposob nagradzana pienieznie to na dzieci
      powinny byc zasilki, ale nie dla najbiedniejszych, tylko jesli maja byc to dla
      wszystkich (choc jestem przeciwna wszelkiego rodzaju rozdawnictwu)
      2) niskie bezrobocie zamiast rozdawnictwa z kieszeni podatnika czyli de facto
      mojej i Waszej powinno pomoc rozwiazac te sytuacje
      3) kolejnym rozwiazaniem powinno byc obowiazkowe podciagniecie osoby
      niepracujacej a wychowujacej dzieci (niezaleznie od tego jak dlugo) pod
      ubezpieczenie emerytalne i rent partnera pracujacego.
      • wieczna-gosia i dzielenie podatku na ilosc osob w rodzinie 29.06.05, 09:13
        a nie na dwie.
        czyli moj staly postulat wink
    • olimama Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 21:39
      Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi. I uważam, że zmiany w mentalności to
      jedno, a wynagrodzenie za pracę to drugie. A że chodzi tu o pieniądze to myślę,
      że państwo powinno płacić za przebywanie w domu z dzieckiem do trzeciego roku
      życia (oczywiście powinny być w tym czasie naliczane składki ZUS).
      Mam wrażenie, że u nas panuje społeczne zakłamanie. Z jednej strony to na matce
      spoczywa odpowiedzialność za wychowanie, zdrowie i wykształcenie dzieci, a na
      dodatek słyszy się wciąż,że trzy pierwsze lata życie dziecka są dla jego
      rozwoju kluczowe. Spada przyrost naturalny ale państwo umywa ręce, bo sprawa
      pzostaje oddelegowana do rodziny. A tam sytuacja wygląda tak, że matka, która
      pozostaje w domu musi liczyć się nie tylko z możliwą utratą pracy (lub
      trudnością w jej znalezieniu), ale i brakiem samodzielności finansowej, brakiem
      zabezpieczeń emerytalnych (nie każda rodzina może sobie pozwolić na III filar),
      nie mówiąc o przerwie w tzw. karierze zawodowej.
      Myślę, że nie ma nic uwłaczającego w wynagrodzeniu, które przysługiwałoby
      każdej matce wychowującej dziecko do lat trzech (albo ojcu oczywiście!). Jeśli
      się nie mylę jeszcze parę lat temu na urlopie wychowawczym był wypłacany
      zasiłek?
      A tak na marginesie, to księża i lekarze umieją się upominać o swoje, choć
      etyczne to nie jest.
      Pozdrawiam serdecznie
      Aśka
      • ekan13 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 28.06.05, 22:23
        Dotknęłaś bardzo istotnego tematu jakim jest niż demograficzny. demografowie
        biją na alarm, wg ich optymistycznych wyliczeń już za 50 lat nie będzie
        polskich rąk do pracy. Ale niestety u nas politycy nie mają zwyczaju uprawiać
        polityki długoplanowej, zresztą pewnie większości z nich już wtedy na tym
        świecie nie będzie więc nie ich problem. A nie, politykę prorodzinną prowadzą-
        wprowadzili wszak w trybie przyspieszonym Viagrę, chylę więc czoło.
        A tak poza tym w niektórych miastach i gminach już wprowadzono dodatkowe
        nagrody pieniężne za urodzenie dziecka, choć jeszcze pewnie parę lat temu
        zapewniano, ze nie ma na ten cel pieniędzy, więc pewnie my już nie,ale nasze
        córki i synowe- kto wie...
        -
        ~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:
        Co dla mężczyzny oznacza obiad z siedmiu dań?
        Hot-dog i sześciopak
      • pola333 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 30.06.05, 09:59
        Oj, w przypadku Polski nie widze wychowywania iprowadzenia domu "zaoplata".
        Wieksza czesc kobiet bylaby ww ciaglej ciazy - byle nie pracowac i brac
        pieniadze, druga czesc dzieki odpowiednim kombinacjom latami wychowywalaby
        dzieci - byle nie pracowac i brac pieniadze. Oczywiscie czeswc facetow tez by
        sobie zalatwila takie "wychowawcze". Polak potrafi i w doskonaly sposob
        wykorzysta taka mozliwosc. Przeciez juz byla akcja samotnych matek - oplacalo
        sie wziasc rozwod, i potem z racji "samotnosci" brac kase. A kto na to pracuje?
        Pewno my.
    • kvm O co chodzi? 28.06.05, 22:51
      Szanowne Panie!
      Dostrzegam tu dwa wątki.
      1 Niedocenianie "pracy" w domu.
      2 Finansowanie owej pracy/
      Jak to zwykle bywa popieram w całej rozciągłości Wieczną Gosię. Ma dziewczyna
      rację. Jak można kogoś przekonać argumentami, że 2h spania z dzieckiem kosztuje
      34zł? Jak się coś takiego widzi, to dalej człowiek szuka innych tego typu
      bzdur, a nie zastanawia się nad przesłaniem. Tak więc takie wyliczenie to
      niedźwiedzia przysługa - robi wiecej złego niż dobrego.

      Odnosząc się do punktu 1. Niestety za niską ocenę pracy w domu w znacznym
      stopniu odpowiedzialne są feministki. To one próbują pogrywać według męskich
      wartości (pięniądz, kariera), uważając, że zajmowanie się dziećmi jest hańbiące
      deprecjonują to zajęcie. Nie ma praktycznie żadnych działań, które faktycznie
      uświadamiałyby tej ciemniejszej części społeczeństwa jak ważne jest zajmowanie
      się dziećmi "praca" w domu. Takie głupie artykuły rzeczywiście całkowicie
      odwracają uwagę od sedna, czyli od wychowywania dzieci. To że matka sprząta,
      gotuje, etc. jest na prawdę nic nie warte w porównaniu z rzetelną pracą
      wychowawczą. Przekazanie dziecku samego siebie, tak by rosnąć w konkretnej
      rodzinie stało się kimś wartościowym to na prawdę trudna sztuka i o wiele
      ważniejsza. Dziecku trzeba przekazać, naszą miłość, nasz system wartości,
      dbając jednocześnie o to by rozwijało się zgodnie ze swoimi indywidualnymi
      predyspozycjami i chęciami. To jest kluczowe w tzw. siedzeniu w domu, owszem
      wydaje się że dotyczy dzieci starszych, ale dzieci uczą się cały czas.

      Czy na prawdę tak trudno zrozumieć, że takie artykuły to parodia problemu, że
      to nie o pieniądze w tym całym siedzeniu chodzi, a na pewno nie o pieniądze za
      sprzątanie/gotowanie!

      Ad 2
      Owszem pieniądze, zabezpieczenie finansowe także są ważne. Warto jednak
      pamiętać, że działanie socjalistyczne zawsze kończy się źle. 500 zł przekazane
      pracującej matce oznacza zabranie 1000 zł jej mężowi. Niestety pobór i rozdział
      pieniędzy publicznych kosztuje i wiąże się zawsze z marnotrastwem.
      Owszem zgadzam się, że emerytura powinna być dzielona na pół i powinna w
      całości należeć się żonie jeśli mąż jej nie dożyje. Ale jeśli chcecie opłacać
      składki niepracującej zarobkowo kobiecie, to najpierw powiedzcie skąd na to
      wziąść pieniądze. Jedyne źródło to pensja Waszych mężów, jeśli uważacie, że
      lepiej oddać sprawy w ręce Państwa i stracić połowę tej kwoty, to gratuluję
      podejścia.
      • triss_merigold6 Re: O co chodzi? 28.06.05, 23:04
        Uważam, że za niedocenianie pracy w domu odpowiadają kobiety, które tolerują
        brak szacunku wobec siebie i ich mężowie.
        Wychowaj sobie męża albo weź wychowanego a nie marudź.
        Zgadzam się z tym, że wychowanie jest odpowiedzialnym zajęciem, nie zgadzam
        się, że wymaga rezygnacji z pracy zawodowej.
        • kvm Re: O co chodzi? 28.06.05, 23:18
          triss_merigold6 napisała:

          > Uważam, że za niedocenianie pracy w domu odpowiadają kobiety, które tolerują
          > brak szacunku wobec siebie i ich mężowie.
          W pełni się zgadzam, ale niestety to feministki zaczęły medialną kampanię
          deprecjonującą "siedzenie w domu". To robienie kariery, pieniądze, według
          programów TV tworzonych przez feministki w USA "tłumaczyły" społeczeństwu, że
          praca w domu jest nic nie warta, a dalej samo się to już kręciło. Ja nie
          twierdzę że odpowiedzialne za to są wyłącznie feministki, ale mają w tym spory
          udział.
          > Wychowaj sobie męża albo weź wychowanego a nie marudź.
          Z tym może być problem, ze względów ideologicznych - przykro mi, ale nie dałoby
          rady przełamać psychicznej bariery przy konsumpcji związku małżeńskiego z innym
          mężczyzną. wink

          > Zgadzam się z tym, że wychowanie jest odpowiedzialnym zajęciem, nie zgadzam
          > się, że wymaga rezygnacji z pracy zawodowej.
          Czy znalazłaś informację w moim poście, że stawiam taki wymóg? Jeśli już
          jesteśmy przy tym temacie i mogę wyrazić swoją opinię, to jest ona taka, że
          praca zawodowa mocno utrudnia owo wychowanie. Szczególnie praca w wymiarze
          większym niż 1,5 etatu na małżeństwo. Oczywiście jeśli jedna osoba pracuje
          więcej niże na 1 etat, to też nie jest dobrze.
          • triss_merigold6 Re: O co chodzi? 28.06.05, 23:24
            Jakoś za bardzo mi to konserwatyzmem trąci żeby się zgodziła.
            Feministki uważały, że kobieta ma pełne prawo do kształcenia i realizacji
            zawodowej. Jeśli chce to może być panią domu ale to jej wybór. Nie jest przez
            to gorsza ale nie jest też lepsza od matek pracujących.
            Stawiałabym na partnerski podział obowiązków domowo-dziecięcych. Wykonalne jak
            najbardziej.
            • kvm Re: O co chodzi? 28.06.05, 23:32
              triss_merigold6 napisała:

              > Jakoś za bardzo mi to konserwatyzmem trąci żeby się zgodziła.
              Ale, co? Bo nie wiem do czego się odnosisz.

              > Feministki uważały, że kobieta ma pełne prawo do kształcenia i realizacji
              > zawodowej. Jeśli chce to może być panią domu ale to jej wybór. Nie jest przez
              > to gorsza ale nie jest też lepsza od matek pracujących.
              No te które prezentują taki pogląd nazwałbym nieco oświeconymi. Niestety wiele
              feministek uważa się za lepsze z powodu robienia kariery/nieposiadania dziecka
              i taką wizję świata lansuje.

              > Stawiałabym na partnerski podział obowiązków domowo-dziecięcych. Wykonalne
              jak
              > najbardziej.
              Oczywiście, że wykonalne, zależy tylko co kto przez to rozumie. Partnerski
              podział obowiązków to może być też podział - Ty pracujesz zarobkowo (bo dobrz
              Ci to idzie), a ja zajmuję się domem i dziećmi. Oczywiscie w wolnych chwilach
              staramy się zajmować dziećmi razem... albo razem wychodzimy gdzieś zostawiając
              dzieci pod opieką niani, która owszem musi dostać za to pieniądze
              • kvm Re: O co chodzi? 28.06.05, 23:36
                Ty pracujesz zarobkowo (bo dobrz
                > Ci to idzie), a ja zajmuję się domem i dziećmi.
                Albo odwrotnie oczywiście - zależy jak gdzie się to układa.
                Gorzej, gdy oboje chcą się spełniać zawodowo, to może lepiej nie mieć dzieci w
                takiej sytuacji? Pieniądze na nianię/żłobek niestety nie rozwiążą sytuacji
              • triss_merigold6 Re: O co chodzi? 28.06.05, 23:41
                W kwestii wizji świata...cóż.. to wolny kraj. Liberałowie mają swoją, Andrea
                Dworkin miała swoją, Młódź Wszechpolska także. To, że niektóre feministki
                traktują macierzyństwo jako zagrożenie dla wolności jest do dyskusji.
                Z prawdą jak z d...ą - każdy ma swoją.

                Krótko napiszę - partnerstwem jest to co OBOJGU odpowiada. W wersji "oboje
                pracują", "ona/on pracuje a drugie zajmuje się domem" itd.
                Obojgu. Znam kobiety, którym by uwłaczało w ich mniemaniu gdyby mąż sam sobie
                robił kanapki do pracy. Ja kanapek chłopu w życiu nie robiłam, bo fakt, że
                aktualnie nie pracuję nie upoważnia nikogo do zrywania mnie o 7 rano.
              • ekan13 Re: kvm 28.06.05, 23:47
                W znamienitej większości się z Tobą zgadzam. Czasem tylko ciężko pogodzić się z
                tym ,że na sensowne rozwiązania funduszy niema, ale Ci którzy rządzą naszym
                krajem sami z niczego nie potrafią zrezygnować. Są pieniądze na ich diety,
                zwroty kosztów, drogie hotele, samochody itd.
                • kvm Re: kvm 29.06.05, 00:04
                  ekan13 napisała:

                  > W znamienitej większości się z Tobą zgadzam. Czasem tylko ciężko pogodzić się
                  z
                  >
                  > tym ,że na sensowne rozwiązania funduszy niema, ale Ci którzy rządzą naszym
                  > krajem sami z niczego nie potrafią zrezygnować. Są pieniądze na ich diety,
                  > zwroty kosztów, drogie hotele, samochody itd.
                  Ja to troszkę inaczej pojmuję. Zgadzam się z Triss - płacenie kobietom za pracę
                  domową/wychowywanie dzieci oprócz demoralizacji leniwej/prymitywnej części
                  dziewczyn przyniosłoby także wiele innych negatywnych konsekwencji.
                  Moim zdaniem pieniądze powinno się dawać tylko w sytuacjach absolutni
                  wyjątkowyhc. Te wszystkie koszty, hotele, samochody, wierz mi to wierzchołek
                  marnotrawionej góry pieniędzy. Wzystko to dziej się pod płaszczykiem socjalizmu
                  pomagania najuboższym i najbardziej pokrzywdzonym.
              • joanna35 Re: O co chodzi? 29.06.05, 10:09
                Oczywiście, jak nie wiadomo komu dokopać to najlepiej od razu feminstkom.
    • miedzymorze Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 29.06.05, 00:22
      Takie różne przemyślenia...
      Jak kilka osób słusznie zauważyło o swój dom dba każdy - lepiej lub gorzej, wspólnie z kimś lub samotnie. Jeśli miałoby być za to wypłacane wynagrodzenie, to płacimy wszyscy wszystkim - minus podatek, który zgarnia państwo. Jak na mój skromny gust, to się nie opłaca. Tak samo fryzjer, który myje w domu głowę nie płaci sobie za to kasy.
      W głosach, które wypowiadają się w tonie 'chodzi o to, żeby kobieta miała jakieś zabezpieczenie na starość' widzę pewne smutne założenie - że po odchowaniu dzieci zostanie ona odstawiona na boczny tor przez wszystkich. No więc jeśli siedzę w domu i wychowuję dzieci - to jest moją sprawą tak je wychować, żeby na starość się mną zaopiekowały. A gdyby się nie udało - to istnieje coś takiego jak obowiązek alimentacyjny wobec rodziców. Także rozwiązanie jest - wystarczy z niego skorzystać. I tu jest rola państwa - żeby takie wyroki zapadały, sprawnie i sprawiedliwie, i żeby były egzekwowane. I to wystarczy. Tak samo przy podziale majątku w przypadku rozwodu.
      Szacunku dla wysiłku włożonego w wychowanie następnego pokolenia nie da się ogłosić ustawą. I nie chodzi tylko o kobiety w domu - zawody takie jak wychowawca, opiekun kolonijny itp też nie cieszą się zbyt wielkim prestiżem.
      I o tym raczej należałoby mówić, bo wychowanie owszem w domu się zaczyna, ale wcale się w domu nie kończy.
      Dostępność pracy np. na pół etatu dla kobiet - kwestia elastyczności rynku pracy. Albo mamy przywileje, albo łatwość w zwalnianiu i zatrudnianiu.
      tyle na razie...
      pozdr,
      mi
      • pade Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 29.06.05, 00:39
        Dostępność pracy na pół etatu, to nie jest kwesta elastyczności. Pracodawcom
        sie to nie opłaca. Gdyby były odpowiednie uregulowania prawne napewno utworzono
        by wiele stanowisk pracy właśnie na pół etatu. A ja bym pierwsza z tego
        skorzystała. Nie chę żeby moje dzieci biegały z kluczem na szyi w wieku np 8
        lat, ale później same będa mnie prosiły żebym została dłużej w pracy.
        • linkaa3 Re: Ile warte "siedzenie w domu"? 29.06.05, 08:35
          I wracamy do przyczyny wiekszosci problemow naszej codziennosci. Mianowicie do
          wzrostu gospodarczego i co za tym idzie do zmniejszenia bezrobocia, obnizenia
          podatkow (lub wprowadzenia liniowego - bez zadnych ulg dla wszystkich po
          rowno), co na pewno wplynie korzystnie na sytuacje ekonomiczna naszych rodzin i
          da nam wieksze pole manewru w podejmowaniu decyzji o zostaniu w domu lub
          powrocie do pracy na caly lub pol etatu.

          Marze o chwili gdy latwiej bedzie znalezc prace, gdy kobieta bedzie szanowana w
          pracy jako pracownik i oplacana zgodnie z jej kwalifikacjami zamiast dostawac
          procent 'meskiego' wynagrodzenia. Ale walka o to wszystko zaczyna sie juz w
          beciku naszych dzieci.

          Mam 2 synow i wiem ze na mnie tez spoczywa ten obowiazek by wychowac ich w
          szacunku do drugiego czlowieka, czyli rowniez kobiety. Oni maja widziec, ze
          mama jest nie tylko od prania i prasowania ich niewymownych, maja widziec, ze
          robi to rowniez tata i nie uwlacza to jego meskosci. Dlatego tez wracam do
          pracy po macierzynskim. Bo ją lubie, bo czuje potrzebe zarabiania pieniedzy. Bo
          chce by widzieli ze mam prawo realizowac swoje ambicje, nie musze sie poswiecac
          i cierpiec w domu, ze mozliwe jest znalezienie kompromisu i partnerstwo.

          Podoba mi sie definicja partnerstwa ktora tu czytalam - to jest to co odpowiada
          obojgu partnerow w zwiazku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka