mika_p
05.07.05, 01:04
Czy któraś z emam była w ciąży w okolicach 1991 roku ? Bo mnie nurtuje od
niedawna taka kwestia, która streściłam w temacie, a którą teraz rozwinę.
Czytelniczki M.Musierowicz pamiętają zapewne, że w Dniu Kobiet Kreskę zdybał
poród tak znienacka, że trzeba było Idę-laryngologa wołać do przyjęcia
dziecka, bo na jazdę do szpitala było już za późno, a lepsza była Ida niż
przypadkowy laryngolog z pogotowia. No i, jak wiadomo, Ida dziecko przyjęła i
poleciała do ludzi z chorymi uszami. Po czym dojechał Mamert i okazało się,
że Ida przeoczyła drugiego dzidziusia, urodziły się bliźniaczki Maria i
Magdalena.
Akcja powieści dzieje się w 1991.
Primo, dość ciężko mi uwierzyć, że lekarz, choćby i młoda laryngolog, może
się nie domacać dodatkowego dziecka w brzuchu rodzącej. Ale powiedzmy, że
może.
Ale chyba niemożliwe, żeby normalny ginekolog nie stwierdził ciąży
bliźniaczej ? Nie wiem, czy w 1991 USG było już w powszechnym użyciu, czy
ktoś ma doświadczenia z państwową (bo Ogorzałkowie nie za bogaci byli) służbą
zdrowia w 1991 ? Ale jesli nie było, to chyba jednak w zaawansowanej ciąży
lekarz jest w stanie stwierdzić, czy ona pojedyncza, czy mnoga, skoro jest w
stanie specjalistycznymi chwytami dość dokładnie ustalić położenie płodu. Bo
jakoś nie wierzę, że młoda, wykształcona kobieta w dużym miescie pod koniec
XX wieku ani razu nie poszła w ciązy do lekarza.
Powiedzcie - dobrze myślę, że Musierowicz się rąbnęła lub pofantazjowała dla
dobra akcji ? Czy też 15 lat temu było to mozliwe ?