Dodaj do ulubionych

Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuka....

20.07.05, 13:34
witam,
dzis na spacerku z młodą zaobserwowalam dwie scenki, ktore mnie...zasmucily
i wzburzyly.
w kazdym razie scenka numer 1; idzie sobie malzenstwo z synkiem, na oko
ponad dwulatkiem; chlopczyk idzie spokojnie, grzecznie,i na ....smyczy. takie
szelki jak do wozka, do nich przywiazana smycz ktora mamusia trzyma w reku.
szlam jakis czas nieopodal, gapilam sie i gapilam, az zauwazyl to tatus
dziecka. co chwila obije strofowali malca, ktory byl naprawde bardzo
spokojny. tak mnie korcilo zeby cos im powiedziec...ta smycz jest
niehumanitarna!
scenka numer 2; oto na placu zabaw po (nie wiem po jak dlugiej nieobecnosci)
powraca " wstawiony" dziadzius. zorientowawszy sie ze nie ma jego wnuka,
zaczyna wiec wydzierac sie na caly glos " Kamil!!". chlopca ni widu, ni
slychu. w koncu dziadek siada zmeczony na lawce i zasypia.
koszmar. bez komentarza.
Obserwuj wątek
    • michiko i co cię tak zbulwersowało?? dziecko na smyczy?? 20.07.05, 13:36
      dobry pomysł...
      • anyamama Re: i co cię tak zbulwersowało?? dziecko na smyc 20.07.05, 13:39
        tak sadzisz? ze to dobry pomysl?
        • michiko tak sądze.. nie przewróci się, nie zgubi na ulicy 20.07.05, 13:41
          nie wbiegnie pod auto...
          wystarczy??
    • e_madziq Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 13:40
      Akurat szelki uważam za świetne rozwiązanie gdy dziecko zaczyna chodzic.
      Zdecydowanie lepsze dla dziecka niż prowadzenie za rękę i mniejsze ryzyko, ze
      dziecko upadnie na twarz. Pierwszy raz je zobaczyłam u kogoś jak synek już
      świetnie chodził, wiec osobiście ich nie wykorzystałam, ale przy drugim
      dziecku-kto wie?
    • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 13:40
      Co do dziadka - to się zgodzę. Co do smyczy... No cóż, ja nie zaryzykowałabym
      spaceru na nogach z moją córcią, bez zabezpieczenia. Do ok. 2,5 roku chodziła
      na szelkach z paskiem - mślę, że smycz była wygodniejsza. Ciągle miewała jakieś
      pomysły typu: po drugiej stronie ulicy idzie piesek, którego trzeba zobaczyć.
      Julenio jest inny, mimo, iż ma 1,5 roku, chodzi luzem, bo reaguje na polecenia
      i nie robi numerów. Co do strofowania - nie wypowiadam się, bo nie widziałam
      sytuacji, ale co do smyczy - dobry pomysł na niesforne dziecko, które nie chce
      chodzić za rękę a chce być bardziej samodzielne. I smycz jest bardziej
      humanitarna niż dziecko pod samochodem.
      Pozdrawiam
      wana
    • bea.bea Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 13:40
      no cóz....należę do matek o niehumanitarnym podejściu do dziecka...moj syn też
      chodzi na smyczy....
      do tego kupiłam taką rzeczywiśćie psią smycz rozciągalną....smile
      jak chce biegać to ma dłuższą , a jak matka nie ma humoru to ma krótką...

      uważam , że raczej dziecko jest szczęśliwe bo biega samo.....a ja nie muszę co
      jakis czas wyskakiwac z butów, bo mój syn akurat zmienił kierunek biegu ...np.p
      stron.e ulicy...czy woduy czy psa wygladającego niezbyt sympatycznie...

      no cóz...taka juz ze maie wrednota smile))
    • tiya Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 13:41
      Smycz? Niehumanitarna? Najlepszy wynalazek pod slońcem. Sama wielokrotnie
      korzystalam.
    • johana2 Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 13:42
      Sama prowadzałam dziecko na szelkach i uważam to za bardzo dobry pomysł. Ja się
      nie stresowałam że malec gdzieś nagle wybiegnie, mały się nie stresował że musi
      iść ciągniety za rączkę, tylko luźno sobie biegał... Obie strony sobie bardzo
      to chwaliły. Właśnie to jest humanitarne, a nie szarpanie się za ręce z
      maluchem próbującym się wyrwać i pobiegać nie zawsze przecież w bezpiecznym
      miejscu.
    • iwles Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 13:42
      Ta smycz to niegłupi pomysł smilesmilesmile
      Bo taki 2-latek nie wie, gdzie kończy się chodnik, a zaczyna ulica, po której
      jeżdżą "takie fajne samochodziki" smile

      Co do dziadka - brak słów .... chyba, że coś mu tam zaświtało, a wnuk wcale nie
      był pod jego opieką kogoś innego.
      • verdana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:01
        Naprawdę znacznie mniej humanitarne jest prowadzenie małego dziecka za rączkę.
        Jak nie wierzysz, to pójdź na półgodzinny spacer z jedną ręką podniesioną cały
        czas do góry.
    • anetina chyba żartujecie ??? 20.07.05, 14:02
      czytam was i nie wiem, czy piszecie poważnie

      naprawdę używacie szelek ???
      • michiko a co w tym złego?? chociaż wolałabym kaganiec dla 20.07.05, 14:03
        niektórych głupich matek
        • anyamama Re: a co w tym złego?? chociaż wolałabym kaganiec 20.07.05, 14:05
          zlosliwa jestes michiko.
          to forum sluzy do tego zeby wyrazic swoja opinie a nie obrazac innych. ugryz
          sie w jezyk kobieto.
        • bea.bea Re: a co w tym złego?? chociaż wolałabym kaganiec 20.07.05, 14:08
          hej ...masz dziś zły dzień ..czy cosmile)
      • wana Re: chyba żartujecie ??? 20.07.05, 14:06
        A czemu nie? Sama zaczniesz (o ile już nie zaczęłaś) przypinać dziecko do
        wózka. Jak zacznie Ci z wózka wychodzić i będzie chciało zwiedzać świat na
        własnych nogach, to sama stwierdzisz, że szelki i pasek to doskonały pomysł.
        Rzeczywiście spacer z jedną ręką ciągle w górze, czy wleczenie wyrywającego się
        malucha nie należy do przyjemności, ani dla malucha ani dla matki.
        Powiem więcej: ja powodowałam swoimi dziećmi jak koniem (na zasadzie
        delikatnego ściągania i operowania cuglami) - delikatne ruchy i dziecku się
        wydaje, że samo chciało iść w tą właśnie stronę wink))) Działało.
        Niehumanitarne, prawda?
        Pozdrawiam
        wana
        • anetina Re: chyba żartujecie ??? 20.07.05, 15:13
          wana napisała:

          > A czemu nie? Sama zaczniesz (o ile już nie zaczęłaś) przypinać dziecko do
          > wózka. Jak zacznie Ci z wózka wychodzić i będzie chciało zwiedzać świat na
          > własnych nogach, to sama stwierdzisz, że szelki i pasek to doskonały pomysł.
          > Rzeczywiście spacer z jedną ręką ciągle w górze, czy wleczenie wyrywającego
          się
          >
          > malucha nie należy do przyjemności, ani dla malucha ani dla matki.
          > Powiem więcej: ja powodowałam swoimi dziećmi jak koniem (na zasadzie
          > delikatnego ściągania i operowania cuglami) - delikatne ruchy i dziecku się
          > wydaje, że samo chciało iść w tą właśnie stronę wink))) Działało.
          > Niehumanitarne, prawda?
          > Pozdrawiam
          > wana



          nigdy nie używałam szelek ani smyczy dla dziecka

          jedynie wózku dziecko miało pasy i tyle

          a Mały jest żywym dzieckiem, ale wystarczyło trzymać Go mocniej za rączkę i
          mogłam z Nim przejść przez jezdnię, chodzić w markecie i nie zgubił się
          • wana Re: chyba żartujecie ??? 20.07.05, 15:25
            A ja wolałam mieć Młodą na szelkach i nie stresować się, gdy chciała się
            wyrwać. Widocznie Twoje dziecko nie jest tak żywe, jak było moje, u mnie mocne
            trzymanie za rączkę nie przeszło.
            Pozdrawiam
            wana
            • anetina Re: chyba żartujecie ??? 20.07.05, 15:45
              nie narzekam na żywotność dziecka
              ale Mały wie, że na jezdnię nie może wybiegać
              wychodząc z klatki schodowej musi się zatrzymać, bo chodnikiem może jechać na
              przykład rowerzysta
              w markecie siedzi w wózku lub trzyma się w pobliżu mnie

              jestem na działce, na placu zabaw czy podobnych miejscach Mały bawi się samopas
              nie zrozumiem nigdy używania szelek i smyczy dla dziecka
              • wana Re: chyba żartujecie ??? 20.07.05, 15:47
                A ja wolę nie ryzykować i zakładałam szelki. Na placu zabaw, to co innego.
                Pozdrawiam
                wana
      • vanilla.2 Re: chyba żartujecie ??? 21.07.05, 14:30
        Mnie strasznie dziwi szok mamuś na punkcie szelek - smyczy dla dziecka. Po
        pierwszym dziecku twierdzę, że smycz sprawdziła nam się rewelacyjnie.
        Dzięki temu moje dziecko nauczyło się chodzić w wieku 10 m-cy. Dodam, że wtedy
        10 lat temu takie szelki ze smyczką miało 90 proc mamuś. Teraz też oczywiście
        je kupię.
        Przeciwniczki - ganiajcie sobie za swymi dziećmi w pozycji pochylonej ile
        chcecie, ale nie krytykujcie mamuś które doceniły ten wspaniały, wygodny
        wynalazeksmile))
        • anetina Re: chyba żartujecie ??? 21.07.05, 14:33
          ja nigdy nie ganiałam dziecka
          a Mały nie należy do dzieci nie rozrabiających
          • ulkad Re: chyba żartujecie ??? 21.07.05, 16:12
            > ja nigdy nie ganiałam dziecka
            > a Mały nie należy do dzieci nie rozrabiających

            Te dwa zdania powyzej sie wykluczaja.....
            Albo jednak ganialas, albo Maly nie jest szczególnie rozrabiajacy. Poza tym
            chyba nie masz innych dzieci?
            Pozdraiwma - Ula
            • anetina Re: chyba żartujecie ??? 22.07.05, 09:44
              w rodzinie u mnie jest dzieci sporo - nas wnuków jest tylko 35 sztuk
              prawie wszyscy z nas mają nawet po kilkoro dzieci i nigdy nikt nie używał
              szelek dla dziecka na spacery
              nie wspominam o znajomych, którzy nawet o tym nie słyszeli

              nigdy nie ganiałam za dzieckiem, wystarczy lekko krzyknąc i synek słucha
              Mały jest rozrabiaka, czyli nie należy do do dzieci nie rozrabiających
              czy wszystko jasne ?
              • ulkad Re: chyba żartujecie ??? 22.07.05, 10:28
                > w rodzinie u mnie jest dzieci sporo - nas wnuków jest tylko 35 sztuk
                > prawie wszyscy z nas mają nawet po kilkoro dzieci i nigdy nikt nie używał
                > szelek dla dziecka na spacery
                > nie wspominam o znajomych, którzy nawet o tym nie słyszeli

                No i dlatego , ze nikt nie slyszaal, nalezy mamy, które czegos takiego uzywaja
                od razu potepic? Ja tez nie uzywam, ale wiem, ze np. moja tesciowa tak
                prowadzala swoje dzieci. Tyle, ze jedno bylo dosc pobudliwe i nie balo sie
                niczego (drugie raczej dlatego, ze przy pierwszym sie sprawdzilo), a do tego
                tesciowa jest inwalidka (krótsza jedna noga), wiec gdyby syn faktycznie gdzies
                jej sie wyrwal nie byla by w stanie go zlapac. Zreszta on mial naprawde dobrego
                Aniola Stróza, ze do tej pory zyje. Ja mam akurat troje dzieci, w tym jedno juz
                w szkole, drugie ma prawie 5 lat, wiec nie sa tacy mali, ale jednak najmlodszy
                jeszcze kilka miesiecy temu (a teraz ma 2 lata i 9) jezdzil zawsze wóżkiem -
                czyli tez praktycznie byl uwiazany, a jego swobda byla ograniczona. Tylko jakos
                nie widze, zeby ktos sie specjalnie oburzal na wozenie dziecka w spacerówce, a
                umozliwienie dziecku samodzielnego chodzenia, tyle , ze z ogranicznikiem jakim
                jest smycz jest godne potepienia.

                > nigdy nie ganiałam za dzieckiem, wystarczy lekko krzyknąc i synek słucha
                > Mały jest rozrabiaka, czyli nie należy do do dzieci nie rozrabiających
                > czy wszystko jasne ?

                Tyle, jasne, ze jest ogolnie grzeczny i sie slucha. Nie wiem w takim razie, co
                rozumiesz przez rozrabianie - normalna aktywnosc dziecka?
                Jak dla mnie rozrabianie jest wtedy, kiedy dziecko sie nie slucha, tylko dalej
                robi swoje (bije kolezanke lopatka po glowie, wyrywa drugiemu zabawke, rzuca
                przedmiotami w zlosci o ziemie, gryzie kogos ze zlosci itp.)
                Jesli dziecko po prostu (w pewnym wieku) wchodzi na meble do tego
                nieprzeznaczone, biegnie jak szalone nie zwracajac uwagi gdzie wyladuje,
                wskakuje do wszystkich kaluz itp. to dla mnie jest zwykla aktywnosc, a moim
                zadaniem jest dopilnowac, zeby nic sie nie stalo zlego.

                Pozdrawiam - Ula
                • anetina Re: chyba żartujecie ??? 22.07.05, 10:42
                  > No i dlatego , ze nikt nie slyszaal, nalezy mamy, które czegos takiego
                  uzywaja
                  > od razu potepic? Ja tez nie uzywam, ale wiem, ze np. moja tesciowa tak
                  > prowadzala swoje dzieci.

                  ja nie potępiam smyczy, każdy robi, co che
                  tylko mnie to zdziwiło
                  mieszkam w mieście 80-tysięcznym , nigdy nie widziałam u siebie dziecka na
                  smyczy
                  jeżdżę dużo po Polsce i też nigdy nie zauważyłam takiego dziecka
                  znajomi mają dziecko chore na ADHD, nie wiem, jak to się pisze, i też nie
                  prowadzą tak dziecka


                  to kiedy używać szelek - jak dziecko "spaceruje" po meblach !?
                  • wana Re: chyba żartujecie ??? 22.07.05, 11:53
                    Wtedy, kiedy dziecko nie chce jeżdzić wózkiem ani nie chce iść za rączkę, a do
                    przejścia jest chodnik i ruchliwa ulica. Poprostu dla bezpieczeństwa dziecka.
                    Proste.
                    Pozdrawiam
                    wana
    • lidkakn Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:03
      Woła o pomstę do nieba, albo chociażby straż miejską
      • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:08
        dziadek czy szelki?
        Bo straż miejska mogłąby zainteresować się mamusiami wlokącymi za sobą
        wrzeszczące dzieciaczki.
        Pozdrawiam
        wana
        • lidkakn Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:33
          Bardziej dziadek, szelki czsasem są koniecznością, ale ciągłe strofowanie
          dziecka to też zgroza.
          • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:46
            Strofowania nie znoszę, a pijaków wysłałabym na Marsa, mam na nich alergię.
            Szelki uratowały nie raz życie mojej Uli (moje też, bo jakby jej się coś... to
            ja...), ale wiem, że dzieci są różne, Ula ich potrzebowała, Julenio już od
            dawna nie.
            Pozdrawiam
            wana
    • e_r_i_n Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:08
      No coz, ja szelek nie uzywalam i zamiaru uzywac nie mam.

      Dziadek - bez komentarza.
    • magdalenkaaa78 Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:39
      O mamo... Co do dziadka.... bez komentarza. Co do szelek: nie używam, mam synka
      2,4 roku, bardzo żywe dziecko, ktore nigdy nie chodzi ze mną za rękę. Ale
      szelki... Może i są świetne, ale okrpone, paskudne , przykre. Mdli mnie na
      widok takiej ciekawostki turystycznej.
      • michiko jejku wynalazek jak każdy inny. Jedne matki 20.07.05, 14:45
        chwalą, inne matki nie.... demokracja jest w końcu.
        Ale kaganiec dla niektórych matek to byłby hit.........
      • aszar.kari Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:47
        A czy Kamil sie w koncu znalazl? Bo gdybym byla swiadkiem zdarzenia, sama
        zaczelabym Kamila szukac. Nalezy tylko miec nadzieje, ze nic Mu sie nie stalo
        gdy dziadek spal.
        Aszar
    • grenta Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:46
      Może jestem zacofana, ale dla mnie szelki u 2-latka to przesada, rozumiem
      dziecko które uczy się chodzić. Nie mogę uwierzyć, że was to nie razi. Można
      przecież iść z dzieckiem w bezpieczne miejsce (plac zabaw, park itp) "za
      rączkę" i dać mu swobodnie pobiegać. Jeżeli nie będzie to długi spacer to
      rączka na pewno nie zaboli
      Ta smycz kojarzy mi się z wyprowadzaniem psów... Skojarzenie jak najbardziej
      prawidłowe, a gdzie szacunek do dziecka i swoboda w poznawaniu świata???
      • e_madziq Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:50
        Prawde mówiąc, tak jak napisałam wyzej takie szelki brałam tylko pod uwagę przy
        uczącym się chodzic dziecku i szczerze powiedziawszy do głowy by mi nie przyszło
        zakładac je np dwulatkowi. Choć nie przeczę, może i to dobre rozwiązanie, ale
        przy dwulatku też by mi się chyba szkoda dziecka zrobiło.....
      • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:51
        Wiesz, ale co byś zrobiła, gdyby dziecko kategorycznie odmówiło jechania
        wózkiem, a do parku musisz przejść przez ruchliwą ulicę, a dziecko rękę Ci
        wyrywa, albo normalnie, spocona rączka się wymsknie, a dziecko w tył zwrot i
        pod samochód? hyba lepiej założyć szelki i mieć żywe dziecko, prawda?
        Co ma to rzeczy szacunek i swoboda w poznawaniu świata? Rzeczywiście uważasz,
        że dziecko prowadzone za rączkę ma więcej swobody?
        Jedni to akceptują, inni nie, ale nie jest to powód do wytaczania dział pt.
        szacunek i godność. dzieci są różne, a szelki pozwalają zapewnić im
        bezpeiczeństwo w pewnym zakresie.
        Pozdrawiam
        wana
        • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 14:52
          Ups... miało być "Chyba", oczywiście wink))
          • dorka.3 Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 15:10
            no a co się w końcu stało z tym dzieckiem? zareagowałaś, czy poszłaś dalej?
            pomogłaś szukać, rozejrzałaś się czy faktycznie zgubiło się to dziecko? czy
            skończyło się na pisaniu na forum.
            • anyamama do Dorka.3 20.07.05, 16:30
              witaj,
              to wygladalo tak: dziadek wraca skads pijany, siada na lawce obok kolegi i
              siatek z zakupami, po czym zorientowal sie ze na placu(ogrodzony) wnuka nie ma.
              wstal , zaczal chodzic po placu i go wolac, po czym wrocil na lawke i zasnal.
              rzeczywiscie dziecka na placu ani w okolicy nie bylo. mysle sobie ze to juz
              musialo byc spore dziecko, moze samo wrocilo do domu? nie wiem, ale ma nadzieje
              ze to sie dobrze skonczylo.
        • grenta Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 15:04
          gdy ja byłam dzieckie (dosyc ruchliwym i sprawiającym problemy) to nie było
          smyczy dla dzieci i nikomu nie przyszłoby do głowy żeby dziecko przywiązywać,
          jakoś nie sadze żeby znacznie częsciej niż w obecnych oświeconych czasach
          dzieci nagminnie wpadały pod samochody. No ale cóz trzeba iść z duchem czasu

          wana napisała:
          > Jedni to akceptują, inni nie, ale nie jest to powód do wytaczania dział pt.
          > szacunek i godność.

          wana nie kojarzy Ci się to z wyprowadzaniem psów, bo ja nie moge pozyć się tego
          skojarzenia
          Pozdrawiam
          • umasumak Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 15:16
            "wana nie kojarzy Ci się to z wyprowadzaniem psów, bo ja nie moge pozyć się
            tego"

            Mi się kojarzy, ale nie widze w tym nic złego - wszak pies jest najlepszym
            przyjacielem człowieka.
            Uważam, że w przypadku wyjątkowo ruchliwych dzieci, szelki są uzasadnione. Pzdr
          • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 15:28
            Samochodów było mniej i ruch nie taki. Mnie matka na szelkach też prowadzała,
            więc nie jest to nowy wynalazek. A z psem mi się nie kojarzy, raczej z chęcią
            zapewnienia dziecku bezpieczeństwa. A szczczepienia z psem Ci się nie kojarzą?
            W tym duchu można więcej...
            Pozdrawiam
            wana
            • mawikt Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 16:35
              Hihi,fajne z tymi szczepieniami!
              ;DDD
          • r.kruger grenta 20.07.05, 15:29
            kiedy byłaś dzieckiem było troszke mniej samochodów,z roku na rok przybywa
            samochodów i piratów drogowych też.
            • grenta Re: grenta 20.07.05, 23:34
              r.kruger napisała:

              > kiedy byłaś dzieckiem było troszke mniej samochodów,z roku na rok przybywa
              > samochodów i piratów drogowych też.


              jasne, bo to było 100 lat temu

              wana napisała:
              >A z psem mi się nie kojarzy, raczej z chęcią
              >zapewnienia dziecku bezpieczeństwa.

              Proponuję na placu zabaw zamknąć dzieci w klatkach żeby sobie przypadkiem
              krzywdy nie zrobiły, wszystko w imie bezpieczeństwa

              >A szczczepienia z psem Ci się nie kojarzą?

              Kojarzą jak najbardziej, więc może radośnie wyprowadzajmy teraz dzieci z
              pieskami na spacer: proponuję mama prowadzi na smyczy Jasia a tatuś Azorka -
              uroczy obrazek

              Kazdy oczywiście robi jak chce, ale sytuacja którą opisała autorka postu jest
              nie do przyjęcia, nie dość, że smycz to jeszcze ciagłe upominanie.

              Pozdrawiam wszystkich zwolenników i przeciwników prowadzania dziecka na
              smyczy smile
              • wana Re: grenta 21.07.05, 08:44
                Ej, nie przesadzaj, nikt nie mówi o wsadzaniu dzieci do klatek, tylko o
                bezpiecznym doprowadzeniu dziecka do miejsca, gdzie może się bawić, biegać,
                itp. Moja Ula nie tolerowała chodzenia za rękę, a z wózka zrezygnowała, jak
                miała nieco więcej, niż 2 lata. Szelki to było idealne rozwiązanie. Mnie raczej
                dziwią (nie oburzają, ale dziwią)dzieciaczki trzyletnie i starsze, do
                przedszkola wiezione wózkiem.
                A jeżeli jest coś, co można wykorzystać dla dobra dziecka, to dlaczego tego nie
                robić?
                Pozdrawiam
                wana
                • grenta Re: grenta 21.07.05, 11:16
                  wana napisała:

                  > Ej, nie przesadzaj, nikt nie mówi o wsadzaniu dzieci do klatek, tylko o
                  > bezpiecznym doprowadzeniu dziecka do miejsca, gdzie może się bawić, biegać,
                  > itp.

                  Oczywiście, że przesadzam i było to moim zamiarem. Powtórzę po raz kolejny, że
                  oburzył mnie obrazek opisany przez autorkę postu, (anyamama napisała: tam gdzie
                  sie to dzialo nie jezdza samochody bo to osiedlowy chodnik)
                  niektórzy rodzice popadają w skrajność i spokojne dziecko jest ciągle upominane
                  i strofowane i jeszcze uwiązane na smyczy - dla mnie nie do przyjęcia i wizja
                  klatek jest w tym przypadku jak najbardziej realna. Co oczywiście nie zmienia
                  faktu, że większość rodziców korzysta z szelek w sposób umiarkowany, jednak
                  zawsze znajda sie tacy, którzy wykorzystują smycz dla własnej wygody, a nie dla
                  bepieczeństwa dziecka

                  Pozdrawiam i lecę na spacer ze swoją dwulatką "za rączkę" smile)
                  • r.kruger Re:100lat temu... 21.07.05, 11:32
                    nie było to sto lat temu ale samochodów było mniej,przynajmniej kiedy ja byłam
                    dzieckiem
                    nie chodzi o to abyś nagle zmieniła zdanie i zaakceptowała coś co cię bulwersuje
                    a dzieci które są bezustannie strofowane i upominane same w końcu nie wiedzą
                    gdzie są granice,upomnienia zaczynają spływać po nich jak woda po kaczce-
                    dziecko któremu nic nie wolno nie umie potem zdecydować co jest dobre,a co złe
                    i chyba nie jest bardzo szczęśliwe
                    niestety plac zabaw który jest obok mojego bloku graniczy z parkingiem,nie
                    tylko ja ale wielu rodziców marzy aby było tam ogrodzenie....
      • ulkad Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 21.07.05, 16:10
        > Może jestem zacofana, ale dla mnie szelki u 2-latka to przesada, rozumiem
        > dziecko które uczy się chodzić. Nie mogę uwierzyć, że was to nie razi. Można
        > przecież iść z dzieckiem w bezpieczne miejsce (plac zabaw, park itp) "za
        > rączkę" i dać mu swobodnie pobiegać. Jeżeli nie będzie to długi spacer to
        > rączka na pewno nie zaboli

        Tylko, ze czasem dziecko idzie grzecznie za raczke, a czasem nagle robi wypad w
        bok, calkiem niespodziewanie. Mi sie ostatnio tak zdarzylo - Grzes szedl sobie
        grzeczniutko, a nagle w jednej sekundzie zobaczyl golebia na krawerzniku ulicy
        i do niego podbiegl. Na szczescie zdarzylam go zlapac.. ale niewiele brakowalo
        do wbiegniecia na ulice. Pomijam juz to, ze Grzes ma nieustanne parcie do
        przodu i np. czerwone swiatlo dla niego nie istnieje - jak idziemy to idziemy -
        tyle, ze w takim momencie jestem na to przygotowana. Czasem tez cos mu sie
        odwiduje, i chce isc w calkeim innym kierunku (moje chodzenie dziecmi zwykle
        nie polega na pojsciu na najblizszy plac zabaw). Dodam, ze zasadniczo Grzes
        jest grzeczy, ale jak karzde male dziecko nieprzewidywalny... I tak idac
        gdziekolwiek Grzes jest do mnei "uwiazany" za reke i o swobodzie nie ma mowy. A
        wyszalec sie moze na dzialce czy tez na tym placu zabaw.

        Pozdraiwma - Ula
    • aleksandrynka Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 15:08
      dziadek - wiadomo, ale szelki... Jestem anty. Mam 19-to miesięczniaka, baaardzo
      zywego synka. Zaczął chodzić dość wcześnie, już ponad pół zycia sam zasuwa.
      Były momenty, kiedy myślałam o smyczy, ale nie poszłam za ciosem. Doszłam do
      wniosku, ze młody musi się nauczyć oceniać odległośc od ziemi, wykształcić
      odruchy ochronne przy upadaniu... Jeśli chodzi o ulicę - całą zimę spędziliśmy
      na naszej osiedlowej uliczce - co poradzę, ze mały nie chciał siedzieć na
      podwórku? wink Rzadko coś tam jeździ, byłam cały czas obok. Trochę się obawiałam,
      że się przyzwyczai, ale przyszła wiosna, on trochę (trochę!) zmądrzał i spacery
      po ulicy się skończyły. Już wie, ze nie wolno i nie wyskakuje jak filip z
      konopii, wtedy był za mały, żeby to pojąć. Teraz na podwórku jest dużo dzieci,
      chodzimy też na pobliski plac zabaw, nad tory machać pociągom, do parku, do
      drugiego parku... Na prawdę, z dzieckiem nie trzeba chodzić w niebezpiecznych
      dla niego miejscach. No, chyba że obok TYLKO ulica, ale chyba gdzieś dalej jest
      jakiś placyk? Można coś zorganizować, tak mi się wydaje.
      Nie wyobrażam sobie dwulatka na smyczy, wybaczcie. Jak mam coś załatwić, iść na
      zakupy, przejść się dłużej obok ulicy pakuję go w wózek, ale jesli to spacer,
      to młody lata zadowolony a ja go śledzę i w razie czego gnam do tej kałuży, w
      której się własnie przewrócił. I mimo prania sądzę, ze większa jest korzyść w
      swobodnym lataniu (nie po ulicy, ale na bezpiecznym terenie) niż prowadzenie
      dzieciaka na smyczy bo mamie się nie chce inaczej...
      • r.kruger Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 15:19
        W centrum Paryża widziałam bardzo wiele maluchów na "smyczy"sama ostatnio się
        nad tym zastanawiam bo mojego 18miesięczniaka strasznie ciągnie do samochodów a
        nie pojmuje jeszcze że te jadące są niebezpieczne!tymczasem mnie brzuch
        rośnie,trudno o bezpieczeństwo.
        Jeśli chodzi o dziadka to przerażające....jeśli opiekun dziecka jest "pod
        wpływem" to naprawde woła o pomste do nieba
      • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 15:34
        Wiesz, ja mieszkam w centrum Warszawy, z kamienicy wychodzę na chodnik przy
        baaardzo ruchliwej ulicy. Żeby przejść do parku, trzeba się pofatygować do
        przejścia (kawałek), przekroczyć ulicę 2 razy i dojść do parku. To nie to samo,
        co osiedle, prawda W parku Młoda była z szelek uwalniana, wtedy latała luzem,
        ale podczas drogi nie chciałam ryzykować i w nosie miałam opinie innych, bo
        gdyby mi się wyrwała i wpadła pod samochód, te same osoby zlinczowałyby mnie
        jako wyrodną matkę, co to dziecka nie pilnuje. Ja sama bym się zlinczowała.
        Pozdrawiam
        wana
        • reed28 Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 16:27
          Szelki zakladam maluszkowi w wyjatkowych sytuacjach np. ostatnio w sklepie ikea
          ktory chcial sam zwiedzic a byly tlumy. Nie jestem przeciwnikiem szelek ale
          alkoholu i dziadka jak najbardziej.
        • aleksandrynka Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 17:09
          no i w takim przypadku szelki mają uzasadnienie - założone tyloo żeby dojść do
          miejsca, gdzie dziecko się wyhasa. Ale "wyprowadzanie na spacer" w szelkach
          stanowczo mi się nie podoba
          • anyamama Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 23:05
            aleksandrynka napisała:

            > no i w takim przypadku szelki mają uzasadnienie - założone tyloo żeby dojść
            do
            > miejsca, gdzie dziecko się wyhasa. Ale "wyprowadzanie na spacer" w szelkach
            > stanowczo mi się nie podoba

            zgadzam sie z Alekandrynka(tam, gdzie sie to dzialo nie jezdza samochody bo to
            osiedlowy chodnik),a teksty w stylu" co jest bardziej humanitarne-szelki czy
            pogrzeb" sa dalekoidace i pozostawie te pytanie bez komentarza.
    • bl_aneczka Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 17:06
      Dziadka zlinczować.
      Sama Anię długo prowadzałam na smyczy, bo wleczona za rękę miała mniejszą
      swobodę ruchów i większe szanse na wyrwanie mi się i sprint na ulicę. Też
      mieszkam przy niebezpiecznej jezdni, a dziecko wolałam na smyczy niż
      rozjechane. Jak sądzisz, co jest bardziej humanitarne: smycz czy pogrzeb?
    • pasibrzuszek Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 17:16
      Nigdy nie założyłabym dziecku szelek. I smyczy. Moim zdaniem to nie oznaka
      żywotności dziecka, ale tego, że matka nieradzi sobie z dzieckiem metodami
      bardziej humanitarnymi. Jeszcze mogę zrozumieć u dziecka uczącego się chodzić,
      ale nie u 2 latka.
      • eni7.08 Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 17:44
        Dziecko to nie jest zwierzątko żeby prowadzać je na smyczy, a jak wy byście się
        czuły jakby ktoś was tak prowadzał? Jeżeli nie chce się słuchać to trzeba
        chodzić z dzieckiem na spacery w bezpieczne miejsca np. do parku. A zresztą
        jeżeli teraz nie nauczycie że dziecko musi słuchać waszych poleceń dla swojego
        bezpieczeństwa, to co będzie jak je spuścicie z tej smyczy?! czyba że będziecie
        prowadzać do osiemnastego roku życia.....
        pozdrawiam
        • goniag33 Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 18:46
          A ja korzystam z szelek i smyczy i uwazam,ze nie ma w tym nic zlego i jest o
          wiele bezpieczniejsze niz spacery za reke.Park parkiem ale istnieja jeszcze
          chodniki przy ruchliwych ulicach,a dwulatek bardzo chce chodzic "siam".Nic tu
          nie ma do rzeczy fakt radzenia sobie badz nie z dzieckiem.Watek dziadka
          pozostawiam bez komentarza,bo mi rece opadly.
        • anyamama Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 20.07.05, 23:07
          eni7.08 napisała:

          > Dziecko to nie jest zwierzątko żeby prowadzać je na smyczy, a jak wy byście
          się
          > czuły jakby ktoś was tak prowadzał? Jeżeli nie chce się słuchać to trzeba
          > chodzić z dzieckiem na spacery w bezpieczne miejsca np. do parku. A zresztą
          > jeżeli teraz nie nauczycie że dziecko musi słuchać waszych poleceń dla swojego
          > bezpieczeństwa, to co będzie jak je spuścicie z tej smyczy?! czyba że
          będziecie
          > prowadzać do osiemnastego roku życia.....
          > pozdrawiam

          i od tum rowniez podpisuje sie obiema rekami.
        • wana Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 21.07.05, 08:48
          Nie przesadzaj. Mnie mama prowadzała na szelkach i jakoś nie mam z tego powodu
          traumatycznych wspomnień. dziecku należy zapewnić bezpieczeństwo i już. Może i
          jest to dowód na brak umiejętności pedagogicznych, ale wolę tak być odbierana,
          niż eksperymentować na własnym dziecku, czy w krytycznym momencie posłucha, czy
          nie. W pewnym wieku dzieci nie dają takiej gwarancji nawet najlepiej
          pedagogicznie przygotowanym matkom.
          Pozdrawiam
          wana
    • johana2 Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 21.07.05, 08:45
      Bez przesady. Wychodziłam z domu z dzieckiem w szelkach przez ok. pół roku. Gdy
      docieraliśmy w bezpieczne miejsce, mały latał swobodnie bez szelek. Od dawna
      nie ma już takiej potrzeby, żeby go trzymać na szelkach, ponieważ teraz
      grzecznie trzyma się za rękę. Niestety, kiedy był mniejszy rękę wyrywał i były
      ciągłe szarpaniny. Tak - nie radziłam sobie inaczej. Nie każda matka jest
      urodzonym pedagogiem. Radziłam sobie tak jak umiałam, byleby moje dziecko było
      bezpieczne.
    • chimba Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 21.07.05, 08:56
      Dziadek - niedopuszczale, ciekawe czy rodzice dziecka wiedzą co dizeję się pod
      opieką dziadka. Jakbym ja się dowiedziała, ze dziadek tak się zachował w
      stosunku do mojego dziecka...
      Co do szelek - mi też to przypomina wyprowadzanie psa na smyczy - przepraszam,
      jeśli kogoś uraziłam.
      Mam synka 23 miesięcznego i nigdy go w taki sposób nie potraktowałam. A i
      dziwne, mimo, ze jest żywym chłopcem, to jednak zna zasady i nawet mnie
      terroryzyje... Tzn. kiedy choć na chwilę zejdę z chodnika, on mi każe wejść na
      chodnik. Tak to fakt na chodniku idzie sam, lecz gdy zbliza sie ulica grzecznie
      idzie za rączkę i jeszcze patrzy czy samochód żaden nie jedzie... Ale gdy
      jeszcze chodziliśmy z wózkiem na spacer po prostu mowiłam mu i nadal mu
      tłumaczę, ze chodnik jest dla nas, a ulica dla samochodów i że samochód moze
      zrobić krzywdę - myślę że zrozumiał.
      Takze dla mnie szelki są czymś niepotrzebym.
      Pozdrawiam
    • mynia_pynia Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 21.07.05, 10:19
      Gdy pierwszy raz zobaczyłam dzieci na smyczy to poprostu oniemiałam z
      zachwycenia.
      Jak będe miała swoje to pierwsze spacerki i smycz, oczywiście takak krótka, bo
      przecież nie nędę wykręcać dziecku rąk na spacerze.
      Pozatym nie mam ochoty na bóle kręgosłupa przez schylanie wink
    • weronikarb Re: Dziecko na smyczy i dziadek ktory zgubił wnuk 21.07.05, 13:32
      Co do dziadka to bez komentarza...
      Co do smyczy to super wynalazek. Mieszkamy na wsi i nawet tesciowa jest
      zachwycona i marudzi jak to zal ze tego nie bylo jak jej dzieci byly male.
      Musi przejsc ulica (niema chodznikow a piratow sporo) jak chce isc do sklepu
      czy do ciotek na ploty. Do tej pory trudno jej bylo chodzic, bo choruje na
      kregoslup i na wpol schylona trzyma na sile wyrywajacego sie synka.
      Jest bardzo zywym dzieckiem, dla niego iscie spokojnie to horror jak siedzenie
      w jednym miejscu nawet minute.
      Ja jak jade z nim do miasta to tez ja mam, dlatego ze on nie wie jak sie
      poruszac w miescie - rzadko tam bywa i niech sie wyrwie mi to moment i
      tragedia, a tego niechce.
      Fakt ze w miescie u nas chyba to raczej nie jest znane te szelki bo patrza na
      mnie jak na niehumanitarna wariatke.
      Synek ma 20 m-cy i sporo wybrykow na koncie smile)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka