Dodaj do ulubionych

Co byście zrobiły?

28.07.05, 16:31
Dziewczyny zmieniłam nicka, bo sprawa o której napisze jest dla mnie dość
niefajna. Przeczytajcie i proszę , napiszcie co o tym myślicie.
Otóż 3 lata temu mój mąż załatwił pracę swemu koledze. Rodzina tego kolegi i
rodzina mojego męża znają się od lat, mąż jest chrzestnym ich dziecka,
dlatego też mąż nazywa tego kolegę przyjacielem, choc według mnie taki z
niego przyjaciel, jak z koziej dupy trąbka. Ja nigdy za nim nie przepadałam i
dlatego proszę wypowiedzcie się bo może jestem nieobiektywna.
Otóż po załatwieniu tej pracy mój mąż i ten kolega jedzdzili razem do pracy
naszym samochodem. Przez pierwszy rok kolega nie dokładał się do kosztów
paliwa, a do prcy w jedną stronę ponad 20 kilometrów. W końcu teściowa się
wkurzyła i zrobiła na ten temat jakąś ostrą aluzję przy jego rodzicach. Od
tamtej pory zreflektował się i zaczął dokładać po 70 zł. miesięcznie bo tak
umówił sie wtedy z moim mężem.
Mój mąż jest kochanym i dobrym człowiekiem, ale zero asertywności, nie
potrafił się upomnieć sam o dokładanie do paliwa.
Tak więc zaczęli dokładać do tego paliwa, ale od 2 miesięcy po prostu
przestali nic nie mówiąc , mnie krew zalewa, widzę że mąż też już nieźle
wkurzony, ale wiem że on się nie upomni, po prostu taki jest. Poza tym przez
te 2 lata kiedy płacą benzyna drożała chyba ze 100 razy, a oni nie
zaproponowali, że będą dokładać więcej. Nasz staus materialny jest podobny-
przeciętny. Ja jestem teraz na bezpłatnym wychowawczym i nie mam ochoty
sponsorować temu palantowi dojazdów do pracy.
Wczoraj wzięłam kalkulator i obliczyłam że na paliwo do pracy i z powrotem
wydajemy miesięcznie ok. 300 zł.
Tem kolega z żoną nie mają samochodu, w razie potrzeby np. w weekend biorą
samochód teściów jednych lub drugich, w związku z tym nie odczuwają potrzeby
kupienia własnego.
Poza tym np. zima gdy mój mąż musi wcześniej wyjść aby samochód odsnieżyć
tamten ani razy nie zaproponował swej pomoby, zachowuje się jak prezes po
którego pod dom podjeżdża szofer.
Nigdy nie zaproponował że np. weżmie samochód na muyjnię czy odkurzy, choć
przeciweż korzysta z niego więcej niż ja-właścicielka.Samochód jest moj i
męża , dołożyła nam do niego teściowa, więc też się wkurza na to
wykorzystywanie.
Mój mąż nie chce psuć relacji, bo jest chrzestnym ich dziecka, znają się od
lat itd.
A ja czuję się wykorzystywana.
Sporadycznie w ciągu tych 3 lat prosiłam męża aby zostawił mi samochód bo
miałam cos do załatwienie, i żeby pojechali samochodem teściów kolegi-zawsze
był z tym problem, bo teściowie akurat tego dnia mieli do załatwienia super-
hiper-ważną sprawę.
Postanowiłam wziąc tę sprawę w swoje ręce bo jak prosiłam z mężem żeby z nim
porozmawiał to miał opory - nie potrafi rozmawiać o pieniądzach, upomnieć się.
Czy uważacie że powinnam z nimi porozmawiać? Z jego żoną mam koleżenskie
relacje, ale nie spotykamy sie specjalnie często. Mam więc do niej w tej
sprawie zadzwonić? Co byście zrobiły na moim miejscu?

Obserwuj wątek
    • 18lipcowa Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:35
      latozima napisała:

      > Dziewczyny zmieniłam nicka, bo sprawa o której napisze jest dla mnie dość
      > niefajna. Przeczytajcie i proszę , napiszcie co o tym myślicie.
      > Otóż 3 lata temu mój mąż załatwił pracę swemu koledze. Rodzina tego kolegi i
      > rodzina mojego męża znają się od lat, mąż jest chrzestnym ich dziecka,
      > dlatego też mąż nazywa tego kolegę przyjacielem, choc według mnie taki z
      > niego przyjaciel, jak z koziej dupy trąbka. Ja nigdy za nim nie przepadałam i
      > dlatego proszę wypowiedzcie się bo może jestem nieobiektywna.
      > Otóż po załatwieniu tej pracy mój mąż i ten kolega jedzdzili razem do pracy
      > naszym samochodem. Przez pierwszy rok kolega nie dokładał się do kosztów
      > paliwa, a do prcy w jedną stronę ponad 20 kilometrów. W końcu teściowa się
      > wkurzyła i zrobiła na ten temat jakąś ostrą aluzję przy jego rodzicach. Od
      > tamtej pory zreflektował się i zaczął dokładać po 70 zł. miesięcznie bo tak
      > umówił sie wtedy z moim mężem.
      > Mój mąż jest kochanym i dobrym człowiekiem, ale zero asertywności, nie
      > potrafił się upomnieć sam o dokładanie do paliwa.
      > Tak więc zaczęli dokładać do tego paliwa, ale od 2 miesięcy po prostu
      > przestali nic nie mówiąc , mnie krew zalewa, widzę że mąż też już nieźle
      > wkurzony, ale wiem że on się nie upomni, po prostu taki jest. Poza tym przez
      > te 2 lata kiedy płacą benzyna drożała chyba ze 100 razy, a oni nie
      > zaproponowali, że będą dokładać więcej. Nasz staus materialny jest podobny-
      > przeciętny. Ja jestem teraz na bezpłatnym wychowawczym i nie mam ochoty
      > sponsorować temu palantowi dojazdów do pracy.
      > Wczoraj wzięłam kalkulator i obliczyłam że na paliwo do pracy i z powrotem
      > wydajemy miesięcznie ok. 300 zł.
      > Tem kolega z żoną nie mają samochodu, w razie potrzeby np. w weekend biorą
      > samochód teściów jednych lub drugich, w związku z tym nie odczuwają potrzeby
      > kupienia własnego.
      > Poza tym np. zima gdy mój mąż musi wcześniej wyjść aby samochód odsnieżyć
      > tamten ani razy nie zaproponował swej pomoby, zachowuje się jak prezes po
      > którego pod dom podjeżdża szofer.
      > Nigdy nie zaproponował że np. weżmie samochód na muyjnię czy odkurzy, choć
      > przeciweż korzysta z niego więcej niż ja-właścicielka.Samochód jest moj i
      > męża , dołożyła nam do niego teściowa, więc też się wkurza na to
      > wykorzystywanie.
      > Mój mąż nie chce psuć relacji, bo jest chrzestnym ich dziecka, znają się od
      > lat itd.
      > A ja czuję się wykorzystywana.
      > Sporadycznie w ciągu tych 3 lat prosiłam męża aby zostawił mi samochód bo
      > miałam cos do załatwienie, i żeby pojechali samochodem teściów kolegi-zawsze
      > był z tym problem, bo teściowie akurat tego dnia mieli do załatwienia super-
      > hiper-ważną sprawę.
      > Postanowiłam wziąc tę sprawę w swoje ręce bo jak prosiłam z mężem żeby z nim
      > porozmawiał to miał opory - nie potrafi rozmawiać o pieniądzach, upomnieć się.
      > Czy uważacie że powinnam z nimi porozmawiać? Z jego żoną mam koleżenskie
      > relacje, ale nie spotykamy sie specjalnie często. Mam więc do niej w tej
      > sprawie zadzwonić? Co byście zrobiły na moim miejscu?
      >


      Nie dziwię Ci się, trudna sprawa dla Ciebie, bo powinien załatwić to mąż.
      Jeśli nie umie wprost, Ty też widzę się wahasz, to może jakaś sztuczka wobec
      kolegi np. "słuchaj stary dziś jedziemy do pracy PKSem bo nie mamy na paliwo"
      czy coś w tym stylu.
      A jak nie to najlepiej wprost i nie zonie kolegi tylko koledze.
    • asientos Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:37
      zaczęłabym korzystać z samochodu i swych praw własności - stałabym się bardzo
      mobilną mamą wink
      • dagmama Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:42
        No cóż. Należało ustalać te rzeczy na początku tych dojazdów, czyli przed rokiem.
        Ja udałabym, ze samochód się zepsuł. Na jakiś czas. I powiedziałabym: Kolego,
        teraz ty załatw dojazd.
        Naprawdę. Mój mąż jeździ z kolegą, dokładnie liczą przejechane kilometry i
        dzielą koszt po połowie.
        • 18lipcowa Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:58
          dagmama napisała:

          > No cóż. Należało ustalać te rzeczy na początku tych dojazdów, czyli przed
          rokie
          > m.
          > Ja udałabym, ze samochód się zepsuł. Na jakiś czas. I powiedziałabym: Kolego,
          > teraz ty załatw dojazd.
          > Naprawdę. Mój mąż jeździ z kolegą, dokładnie liczą przejechane kilometry i
          > dzielą koszt po połowie.


          O to jest super rada.Zgadzam sie!
    • jagienkaa Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:40
      cóż ja bym to zostawiła mężowi, w końcu to jego kolega i z nim pracuje, jeśli
      popsułabyś (nwet nieświadomie czy niechcąco) między nimi układy to atmosfera
      byłaby nieprzyjemna a mąż miałby Ci to za złe.
      Mężczyźni inaczej pojmują przyjaźń - jeśli mąż nie chce poprosić o kasę to jego
      sprawa.
      Ale na pewno nie wtrącałabym się na Twoim miejscu.
      • latozima Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:44
        Jagienko, bez urazy ale nie zgadzam się z Tobą że to nie moja sprawa. Pieniądze
        na paliwo są wspólne więc też moje, a więc to ja płacę za jego dojazdy do
        pracy. A tymczasem wolałabym rozporządzić nimi w inny sposób. Nie wiem czy mąż
        nie chce-chyba raczej nie potrafi sie przełamać.
        • jagienkaa Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:47
          nie napisałam że to nie Twoja sprawa (w sensie: w ogóle) tylko że jeśli mąż nie
          chce poprosić o pieniądze to jego sprawasmile
      • karolcia111 Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:45
        a ja bym zrobiła tak jak Lipcowa. Możecie powiedzieć że paliwo zdrożało i juz
        nie stać was żeby tyle wydawać na benzyne, że taniej was wyniesie jazda
        autobusem. bo bilet mieisęczny to jakieś 70 zł ( przynajmniej w Warszawie-dawno
        nie jeździłam autobusem ale chyba coś koło tego ). jak pan prezes będzie chciał
        żeby mu tyłek dalej wozić top sam zaproponuje że będzie się dokładał. PROSTE JAK
        DRUT
    • palka_zapalka Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:47
      U mnie taka sytuacja trwa juz od dawna mój mąż zabiera swojego pracownika swoim
      autem do pracy i jeszcze ani raz sie nie dołożyłcrying
      Uwaza że skoro szef to ma kasę - przykre, ale cóż.
      Jednak kiedy nam ukradli auto on jeździł swoim i brał od męża za paliwo - dodam
      jego auto stoi pod blokiem.
      I jeszcze tankował na BP a jak mu kasa zostawała to dotankowywał prywatnie na
      tańszej stacjicrying
      Niestety ja raz sie wtrąciłam i powiedziałam do męża ze za tę kasę to mogłabym
      nawet ciuchy sobie kupować, a nie sponsorować komuś transport - odburknoł ze to
      kumpel i ze nie bedzie sie prosiłcrying
      To cięża sprawa moze niech Twój mąż powie,ze nie stać go na paliwo i niestety
      albo MPK, albo dokładka .
      • latozima Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 16:53
        Nie chcę żeby mój mąż dojeżdzał autobusem, bo to kawał drogi, połączenie jest
        kiepskie, a poza tym nie po to był kupiny samochód, żeby jezdził autobusem. To
        ten kolega powinien jeżdzic autobusem, a nie mój mąż. Właśnie zapłaciłam
        ubezpieczenie, a teraz saomochód ma sobie stać pod blokiem?
        • karolcia111 Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 17:03
          tylko tak powiedzcie!!!!! a jak koleżka załapie to sam zaproponuje dopłatę. a
          jak nie to go nie zabierajcie i koniec. nie cierpie takich nietaktownych ludzi.
          darmozjady.
        • palka_zapalka Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 22:50
          niech kolega jeżdzi autobusem jeśli nie moze dopłacać do paliwa
    • kokolores Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 17:00
      Ja bym trula mezowi ,zeby pogadal z kolega .Do skutku!
      To nie sa tylko jego pieniadze tylko WASZE!
      :o)
    • g0sik Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 17:10
      A może kolega to taki typ który uważa, że mąż tak czy inaczej jedzie a jego
      osoba kosztów nie zwiększa?

      To co radzi Lipiec jest może i dobre ale przyniesie zapewne którkotrwały
      rezultat. Najlepiej otwarcie porozmawiać z kolegą. Jeśli macie opory możecie
      powiedzieć, że zastanawiacie się nad sensem dojazdów samochodem ze względu na
      rosnące koszty. Jeśli kolega nie zakuma o co chodzi należy mu powiedzieć
      wprost, że na paliwo miesięcznie wydajecie 300 zł i jeśli chce nadal dojeżdżać
      z mężem to niech dokłada 150 zł. I niech się cieszy że nie doliczacie kosztów
      ubezpieczenia i napraw.
      • 18lipcowa Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 17:15
        g0sik napisała:

        > A może kolega to taki typ który uważa, że mąż tak czy inaczej jedzie a jego
        > osoba kosztów nie zwiększa?


        Jestem pewna że własnie tak ten pan mysli.
        To myslenie jest czesto spotykane u ludzi.
    • sonis Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 17:11
      Lipcowa ma racje. Jestem pewna, że sytuacja by się rozwiązała do 2-3 dniach.
      Warto spróbować jaka będzie reakcja kupla - wykorzystywacza.
    • kokolores To jest oczywiscie tylko zart !! 28.07.05, 17:11
      Powiedz im ""Sępy to są fajne ptaki ,tylko krótko żyją"
      :o)
    • mamadwojga A ja nie rozumiem... 28.07.05, 17:20
      .... nie rozumiem jednego. Czy gdyby przyjaciela nie było to mąż by jeździł TEŻ
      tym autem? Bo jakby i tak wydawał na benzynę dla siebie to nie widzę aż takiej
      konieczności składania się na paliwo. Oczywiście byłoby to na miejscu (to
      znaczy JA bym się dokładała) ale niedokładanie się nie byłoby w moich oczach aż
      takim przestępstwem.
      Jeśli znajomy wymaga tego by pod niego podjeżdżać a nie jest to po drodze to
      powinien się dołożyć bezwzględnie do tego kawałka albo co rano meldować się u
      waszych drzwi na swój koszt.
      Podsumowując, ja bym nie interweniowała.
      • latozima Re: A ja nie rozumiem... 28.07.05, 17:33
        Mamodwojga, owszem mój mąż dojeżdzał do pracy samochodem jeszcze w czasach gdy
        kolega pracował gdzie indziej. Czy w związku z tym uważasz, że teraz powinien
        sobie dojeżdżać prawie 50 km każdego dnia (licząc tam i z powrotem) na koszt
        mojego męża? Ten samochód nie spadł nam z nieba, dochodzą koszty ubezpieczenia,
        napraw, a zarobki mają zbliżone. Czy Ty w takiej sytuacji gdyby kleżanka
        załatwiła Ci pracę i codziennie zawoziła i odwoziła jeżdziłabyś za darmo i
        uważała że to jest w porządku?
        Ja uważam że jeżeli jeżdżą dwie osoby to koszty powinny być podzielone, w
        przeciwnym razie jest to wykorzystywanie czyjegos dobrego serca.
        • mamadwojga Re: A ja nie rozumiem... 28.07.05, 17:50
          ---------------------
          latozima napisała:

          > Mamodwojga, owszem mój mąż dojeżdzał do pracy samochodem jeszcze w czasach
          gdy
          > kolega pracował gdzie indziej. Czy w związku z tym uważasz, że teraz powinien
          > sobie dojeżdżać prawie 50 km każdego dnia (licząc tam i z powrotem) na koszt
          > mojego męża? Ten samochód nie spadł nam z nieba, dochodzą koszty
          ubezpieczenia,
          >
          > napraw, a zarobki mają zbliżone.
          -------------------------

          No ale koszty Wam NIE WZRASTAJĄ przez to że wozicie znajomego. I tak i tak by
          były właśnie takie jakie są.

          ---------------------------

          Czy Ty w takiej sytuacji gdyby kleżanka
          > załatwiła Ci pracę i codziennie zawoziła i odwoziła jeżdziłabyś za darmo i
          > uważała że to jest w porządku?
          > Ja uważam że jeżeli jeżdżą dwie osoby to koszty powinny być podzielone, w
          > przeciwnym razie jest to wykorzystywanie czyjegos dobrego serca.

          ----------------
          Jasne że ja tak uważam. Kolega powinien się składać ale nie dlatego żeby
          wyrównać Wam to co zużywa, tylko dlatego że również powinien ponosić koszty
          dojazdu do pracy. W końcu, gdyby nie Twój mąż to kolega by musiał czymś
          dojechać. Wychodzi więc tak że bez świadczenia przysługi Wy płacilibyście tyle
          samo ile płacicie ale za to koledze by koszty wzrosły (bo teraz nie ma
          żadnych). I na tym powinna bazować rozmowa o pieniądzach za transport. Niech
          chociaż oddaje tyle ile by płacił za bilet miesięczny. W takim przypadku on
          zyskuje komfort dojazdu a Wy zyskujecie ekstra kasę. Chociaż oczywiście
          najuczciwiej byłoby podzielić pieniądze wydawane na benzynę.
          Nikt przecież nie lubi być wykorzystywanym.
          • iwles Re: A ja nie rozumiem... 29.07.05, 12:58
            Mamodwojga - to tak, jakbyś wsiadła do autobusu i nie kupiła biletu, bo
            przeciez autobus i tak jedzie w pasującą Ci stronę, a przez to, że Ty wsiadłas
            koszty podróży nie wzrosną smile

            To chyba trochę nie w porządku, że "przyjaciel" wozi "swój tyłek" 50 km.
            dziennie za darmo.
            • cocollino1 Re: A ja nie rozumiem... 29.07.05, 13:57
              taaaa to samo co autobusem, no takie przegiecia lubie, tak jakbys bez biletu
              jechala, dobre. sprawa jest taka ze przyzwoitosc nakazuje koszty paliwa jednak
              ponosic, ale wtedy to juz nie jest przysluga, dobe serce tylko pewnego rodzaju
              umowa, na ktorej korzysta zarowno jeden jak i drugi i tyle. Ten ktoego sie wozi
              bo ma wygodnie, ale za to placi, ten co ma auto bo mimo ze i tak jezdzi i tak
              ma polowe kosztow paliwa z glowy. Ale porownywanie do autobusu, troche
              smieszne. I mozetak jak pisza dziewczyny, moze maz zawsze mowil ze nie ma
              sprawy, jak kolega chcial sie dolozyc dlatego powstala niejasna sytuacja.
              • iwles Re: A ja nie rozumiem... 29.07.05, 14:51

                Ja nie sądzę, że porównanie do autobusu to przegięcie.
                Przegięciem dla mnie jest wozić swoje szanowne cztery litery i nie poczuwać się
                do zapłaty.
                "Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi" - stare to przysłowie, ale
                zawsze na czasie.

                Rozmowa na temat rozliczenia powinna się odbyć. Inaczej - atmosfera raczej
                będzie się zagęszczać i stosunki się pogorszą.

                Gdzie w grę wchodzą pieniądze - sytuacja powinna być jasno konkretnie
                postawiona. Inaczej będą jakieś aluzje, domysły, żale itp.

                • iwles Re: A ja nie rozumiem... 29.07.05, 14:57
                  A na takich ludzi mam tylko jedno określenie: p o s o ż y t y.
      • kokolores Re: A ja nie rozumiem... 28.07.05, 17:34
        mamadwojga napisała:
        Bo jakby i tak wydawał na benzynę dla siebie to nie widzę aż takiej
        > konieczności składania się na paliwo.
        Oczywiście byłoby to na miejscu (to
        > znaczy JA bym się dokładała) ale niedokładanie się nie byłoby w moich oczach aż
        >
        > takim przestępstwem.

        Cos mi tu nie pasuje! "nie widzę aż takiej
        > konieczności składania się na paliwo","to
        > znaczy JA bym się dokładała" Albo,albo?

        Przestepstwem to nie jest ,ale nie ladnie jest wykorzystywac kogos!!!!
        :o)
        • dagmama Re: A ja nie rozumiem... 28.07.05, 17:43
          Czy gdyby przyjaciela nie było to mąż by jeździł TEŻ
          tym autem? Bo jakby i tak wydawał na benzynę dla siebie to nie widzę aż takiej
          konieczności składania się na paliwo.


          To nie jest tak. Koszt dojazdu poniesiony przez męża autorki wątku to 300zł,
          tak? Tyle musiałby ów kolega płacić za swój dojazd, tak? Dlatego powinno się
          opłacać dzielić koszt, ale OBU PANOM!
          A tak kolega oszczędza 300 zł miesięcznie, lub 150 zł, które płaciłby za paliwo
          na spółę.
          Innymi słowy jego żona może kupować sobie coś za 150 zł miesięcznie, czego nie
          może robić autorka wątku.
          • kokolores Re: A ja rozumiem... 28.07.05, 18:13
            ...,ze to mialo byc do mamadwojga, bo ja liczyc umiemsmile))))))
            :o)
          • e-mamulka Re: A ja nie rozumiem... 28.07.05, 18:17
            Jeżeli Twój mąż jeździł do pracy samochodem wcześniej i wydawaliście 300zł. na
            benzyne a teraz jeździ z nim kolega, ale koszty nie wzrosły, bo to ta sama
            droga, to ja rozumiem że, kosztem kolegi chcielibyście zaoszczędzić na
            benzynie? Wiele osób znam które jeźdzą ze znajomymi i jeszcze nigdy nie
            słyszałam, żeby za to płacili. Mój mąż jeździ czsami specjalnie po kolege,
            nawet jak mu nie podrodze, uważasz, że ten kolega powinien mojemu mężowi płacić
            za to? Jeżeli chcieliście zwrotów kasy za benzyne to było to uzgodnić z kolegą
            na samym początku i jasno mu powiedzieć, że albo jeździ autobusem albo się
            składa na benzyne, wtedy my przemyślał czy te 150zł. które od niego chcecie to
            dla niego nie za dużo.
            • kokolores Re: A ja nie rozumiem... 28.07.05, 18:20
              Jezeli czasmi/sporadycznie kogos zabiera to nie krzyczalabym o zwrot kosztow,ale
              jezeli jest to "przysluga" codzienna, to owszem!
              :o)
              • e-mamulka Re: A ja nie rozumiem... 28.07.05, 18:26
                Jeździsz do pracy codzien przez ileś lat, koleżanka Twoja zaczyna prace w tym
                samym miejscu to za jazde z nia brałabyś kase? A może bałabys się, że ta
                koleżanka uszkodzi Ci samochód i pobierałabys opłate za naturalne zużycie
                auta smile
                • latozima Re: e-mamulko 28.07.05, 18:29
                  Zadam to pytanie z drugiej strony-czy gdyby dzień w dzień koleżanka podwoziłaby
                  Cie do pracy samochodem to nie zaproponowałabyś podziału kosztów?
    • glonik Utrzymuję sama swój samochód 28.07.05, 18:30
      I każda z Was wie, że ten koszt, to nie tylko cena paliwa. To obowiązkowe OC,
      naprawy - zapewniam, zdarzają się; ew. AC.
      Koszt paliwa, to tylko niewielka cena utrzymania samochodu.
      A, do tego dochodzi tzw. NW - czyli - jeśli koledze psażerowi krzywda się
      stanie, to i tak może do sądu o odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu wystąpić.
      Czego nie życzę, mimo że NW zostało opłacone.
      • e-mamulka Re: Utrzymuję sama swój samochód 28.07.05, 18:41
        Koszty utrzymania samochodu i tak ponosisz, czy jeździsz sama czy z kimś, nie
        płacisz więcej. Niech mąż jeździ sam jak palec i wtedy problemu nie będzie.
        • kokolores Re: Utrzymuję sama swój samochód 28.07.05, 18:58
          Jaaasne!

          Stan najlepiej na przystanku i spytaj czy ktos jedzie w Twoja strone to mozesz
          go zabrac przeciez jak powiedziala e-mamulka :
          > Koszty utrzymania samochodu i tak ponosisz, czy jeździsz sama czy z kimś, nie
          > płacisz więcej.

          Moja siostra pojechala wlasnie na wakacje.Jej samochod stoi pod
          blokiem.Wlasciwie to mogla spytac sasiada czy nie chce pod jej nieobecnosc
          jezdzic nim do pracy ,przeciez : Koszty utrzymania samochodu i tak ponosisz, czy
          jezdzisz czy nie!!!!
          Hehe, niezle sie usmialam.
          :o)
    • tomasdyg Re: Co byście zrobiły? -latozima 28.07.05, 19:07
      latozima napisała:
      "mąż nazywa tego kolegę przyjacielem, choc według mnie taki z
      niego przyjaciel, jak z koziej dupy trąbka. Ja nigdy za nim nie przepadałam i
      dlatego proszę wypowiedzcie się bo może jestem nieobiektywna."

      -Nie wiem czy jesteś nieobiektywna, ale ja bardzo zdziwiłbym się, gdyby to
      moja żona miała decydować o doborze moich przyjaciół i prawie do określania tym
      mianem osób, które wg mnie na nie zasługują.

      latozima napisała:
      "Postanowiłam wziąć tę sprawę w swoje ręce bo jak prosiłam z mężem żeby z nim
      porozmawiał to miał opory - nie potrafi rozmawiać o pieniądzach, upomnieć się."

      -Jeśli rozmawiałaś o tym z mężem i on Cię do tego upoważnił, to oczywiście
      możesz wziąć sprawy w swoje ręce, ale musisz być pewna, że powodem tego, że
      twój mąż nie żąda od swojego przyjaciela, by ten, ponosił część kosztów dojazdu
      wynika z powodów, o których piszesz, a nie, że czuje się do tego zobowiązany,
      gdyż np. tenże przyjaciel odwzajemnia mu się inną przysługą -choćby w sferze
      zawodowej- o której nie masz pojęcia.
      • e-mamulka Re: Co byście zrobiły? -latozima 28.07.05, 19:21
        Do Kokolores
        Kochana teraz to trochę chyba przesadziłaś co ma piernik do wiatraka?
        • kokolores Re: Co byście zrobiły? -latozima 28.07.05, 19:32
          Ponioslo mnie ,fakt!Sorry!
          Bardzo lubie ludziom pomagac,ale kazda pomoc ma swoje granice.Jezeli jezdze do
          pracy codziennie to moge rowniez zabierac kogos po drodze, bo koszty sa dla mnie
          te same!Myslac po Twojemu to wlasciwie dlaczego nie mialabym odstapic koledze
          samochodu na czas urlopu np.???
          Bo to jest moj samochod i ja na niego pracuje ,a ktos oszczedza na mnie!Ja bym
          nie potrafila kogos tak wykorzystywac.
          Nie chce sie z Toba klocic i Cie przekonywac, wiec zostawmy to.W tym punkcie
          jestesmy odmiennego zdania.
          Pozdrawiam.
          • e-mamulka Re: Co byście zrobiły? -latozima 28.07.05, 20:04
            Wiesz, jak bym Cię poznała w realu to bym Cię bardzo polubiła, choć już teraz
            poczułam do Ciebie sympatie, fajna z Ciebie mamusiasmile. To fakt mamy w tej
            chwili odmienne zdania. Pozdrawiam Cię serdecznie.
          • glonik Re: Co byście zrobiły? -latozima 28.07.05, 20:13
            kokolores napisała:
            > Ponioslo mnie ,fakt!Sorry!
            > Bardzo lubie ludziom pomagac,ale kazda pomoc ma swoje granice.Jezeli jezdze do
            > pracy codziennie to moge rowniez zabierac kogos po drodze, bo koszty sa dla
            mni
            > e
            > te same!Myslac po Twojemu to wlasciwie dlaczego nie mialabym odstapic koledze
            > samochodu na czas urlopu np.???


            Nie, nie poniosło Cię. Myślę podobnie. To, że jadąc z peryferii do centrum mam
            wolne 4 miejsca, nie oznavza, że mam się zamienić w charytatywną taksówkę.
            Podwożę wtedy, kiedy JA chcę. I nie oczekuję, że ktoś będzie mi musiał oddać
            np. bilet na autobus.
            Ostatnio szlag trafił mi moją nową oponę. Nie moja wina, reklamacja
            uwzględniona. Ale pozbawiona byłam samochodu. I nikt z jadących do centrum
            miasta, nie zaproponował mi podwiezienia - może w rewanżu -wink.
            Teraz jestem na urlopie, bez samochodu. I patrz... tak się biedny marnuje, a
            wszystko poopłacane... Jejejejej... samolub ze mnie, oj tak.
            Pozdrawiam.
            PS Lubię, kiedy podaje się skrajne przykłady, doprowadzone do absurdu, bo
            pozwalają trochę inaczej na problem spojrzeć.
      • jagienkaa Re: Co byście zrobiły? -latozima 28.07.05, 20:09
        oj jak fajnie że jakiś męski głos się znalazłsmile
    • mamadasia5 Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 21:22
      A może namów kogoś aby z wami i z tym kolegą pojechał i namów też tę osobę, aby
      przy końcu jazdy zapytała np. jak się rozliczamy za paliwo, żeby była pod TYM
      względem "upierdliwa", po to żeby kolega zobaczyła, że są ludzie którzy nie
      jeżdzą na wodzie. Może wtedy się zreflektuje?
    • grea01 Re: Co byście zrobiły? 28.07.05, 22:12
      Ja na miejscu Latozimy upewniłabym się u męża, czy na pewno, kiedyś, przy
      jakiejś okazji, nie zapewniał kolegi, że podwózka to żaden problem - "bo i tak
      jeżdzi". Przecież, z nieznanych autorce wątku powodów, mogło tak być i teraz
      jej mąż,nieasertywny zresztą, nie wie jak się wycofać "z twarzą " z tej
      sytuacji.
    • szymanka co by przypadkiem inny nie miał lepiej 29.07.05, 00:36
      powtórzę:
      "co by przypadkiem inny nie miał lepiej niż ja"
      czyli "dlaczego kolega ma mieć darmowe przejazdy do pracy, a ja za swoje muszę
      płacić?"
      Oj, jak ja to lubię smile

      Owszem, Twój mąż robi koledze swego rodzaju przysługę podwożąc go do pracy.
      Ale gdyby nie podwoził, wyszedłby na nieżyczliwego sobka.
      Wszak koszty te same.

      Pytanie: Kto zaproponował ten układ? Kolega? Czy mąż?
      Bo jeśli mąż...
      Natomiast jeśli kolega był inicjatorem, to od czasu do czasu jakaś kolacja
      dziękczynna by się przydała. Absolutnie na miejscu męża nie przyjęłabym
      pieniędzy.
      I ja, i mój mąż podwozimy znajomych do pracy. Około 30 km. Do głowy by nam nie
      wpadło, żeby wołać za podwozenie jakiekolwiek pieniądze. Mimo, że zdarza mi się
      nadrabiać drogi. Wszystko załatwiane jest na zasadzie "uprzejmości za
      uprzejmość"
      - Ty mnie podwieziesz do pracy, ja ci odbiorę dziecko z przedszkola
      - Ty mnie podwieziesz do pracy, ja ci załatwię coś tam przy okazji, itd...



      (...} Lecz ludzi dobrej woli jest więcej...

      • wieczna-gosia Re: co by przypadkiem inny nie miał lepiej 29.07.05, 02:03
        Uffffff..............

        U mojego meza w pracy ludzie sie podwoza. Poki my mielismy samochod to maz
        podwozil do pracy, specjalnie nadkladajac drogi. Nieduzo, ale jednak. Teraz nie
        mamy samochodu i ktos meza podwozi. Tez, jak sadze drogi nadklada.

        Nigdy nie przyszlo mi do glowy naciskac na meza, zeby od ludzi bral forse.
        Piszesz, ze moglabys te pieniadze inaczej zagospodarowac. To fakt. MOzecie tez
        kolege przestac wozic i wowczas nie bedzie zadnych pieniedzy do
        zagospodarowania, problemu tez nie bedzie.

        Szymanko, jednak nie jestem sama wink
        • atenka11 Re: co by przypadkiem inny nie miał lepiej 29.07.05, 10:30
          ale wy mieliscie samochod slozbowy
          • wieczna-gosia Re: co by przypadkiem inny nie miał lepiej 29.07.05, 11:44
            nie, mielismy prywatny. mojego meza w firmie po prostu sa trzy osoby ktore maja
            samochody i 4 ktore ich nie maja. I wszyscy sie podwoza. Gdybym kogos zbierala
            po trasie to nawet by mi przez mysl nie przeszlo oczekiwac zaplaty. Jednoczesnie
            nie czulabym specjalnie wyrzutow sumienia, gdybym musiala cos rano zalatwic.
            Normalnie, kolega meza dzwoni, mowi ze dzisiaj nic z tego maz idzie do autobusu.
            • atenka11 Re: co by przypadkiem inny nie miał lepiej 29.07.05, 13:21
              napisalam na priv
      • koala500 Re: doszymanki 29.07.05, 08:07
        Nie doświadczyłam żadnych przysług ze strony owego kolegi, więc nie mozna tego
        okreslić jako "uprzejmość za uprzejmość".
        Ja odczytuję jego postawę jako "mi się należy".
        Sporo wypowiadających się osób skoncentrowało się wyłącznie na tych pieniądach,
        natomiast chodzi też o inną rzecz, np. tak jak juz pisałam na początku była
        umowa, że gdy ja będę potrzbowała samochód (zdarza się to rzadko) to kolega
        wezmie samochód do pracy od rodziców. Zaś gdy dochodziło do sytuacji że
        samochód był mi potrzebny, o czym informowaliśmy z wyprzedzeniem, to w tym dniu
        był również niezbdnie konieczny owym rodzicom.
    • liberata Re: Co byście zrobiły? 29.07.05, 01:37
      Czasem zdarzało się, że po koleżeńsku podwoziły mnie koleżanki. Zawsze im
      płaciłam po połowie, lub jeśli było więcej osób, równo dzieliłyśmy koszty
      paliwa. Zdarzało się, że koleżanka nie chciała pieniędzy - ale powiem wam -
      bardzo rzadko. Co innego autostop. Ktoś cię zabiera dla towarzystwa, albo ze
      współczcia, że cię nie stać na autobus. Natomiast sytuacja - jesteś moim
      kolegą, wobec czego po koleżeńsku (za darmo) mnie zabierasz, bo inaczej
      przestaniesz być moim kolegą (i zrobię ci gnój w pracy), jest wykorzystywaniem
      układów i dobrego serca. Tłumaczenie - i tak przecież musi tę kwotę wydać na
      przejazd - jest beznadziejne. Jadę, więc płacę, to oczywiste.
      Z pewnościoą twój mąż jest zbyt pogrążony w tym układzie i boi się odezwać.
      Prawdopodobnie jednak sam czuje się wykorzystywany i po cichu (lub otwarcie)
      się z tobą zgadza. Wobec tego, ty, jako osoba niezaangażowana w relacje
      koleżeńskie z jednej strony, ale poszkodowana z drugiej, powinnaś wkroczyć do
      akcji. Rozmowa z żoną, na stopie koleżeńskiej jest dobrym pomysłem, jednak może
      nie przynieść efektów, skoro jej z tym dobrze (straci 150 zł/m). Ale uświadomi
      jej, że czujecie się wykorzystywani. Być może okaże się uczciwa i wpłynie na
      męża. Rozmowa z nią nie wystarczy, bo jej mąż powie: no dobra, poskarżyła jej
      się, ale On (twój mąż) nie zgłasza pretensji, wobec czego wszystko będzie po
      staremu. Po wstępnej rozmowie z Nią, po której Ona (piszę tak, bo nie znam
      imion) przygotuje tobie grunt musisz jeszcze zadzwonić (porozmawiać)z Nim.
      Wszystko to w porozumieniu z twoim mężem, który z pewnością się na to nie
      zgodzi, ale po fakcie (ponieważ był uprzedzony) może zaakceptuje (ty znasz
      lepiej swojego męża).
    • glonik Sytuacja z życia. Mojego. 29.07.05, 07:37
      Koleżanka wożona do pracy przez męża, bądź syna. Samochodu, bądź kierowców nie
      ma. Widzę ją na przystanku - jasne, że zabieram i NIE OCZEKUJĘ.
      Koleżanka dalej bez "dowozu".
      Dowiozłazłabym, ale wystąpiły dwie rzeczy: Koleżanka czeka na mnie, ale ja mam
      inne plany.
      Np. przed pracą pojechać gdzie indziej.
      Przychodnia, jakieś inne fanaberie... Ale ja już wiem, że Ona tam czeka na
      mnie.
      I co? Mam zrezygnować z MOICH planów, bo Koleżankę przyzwyczaiłam?
      Wiem, że Jej układ wróci do normy. Bo wracał.
      I nie te pieniądze, które wcześniej wyliczałam, są najważniejsze, bo to to samo
      miejsce startu i pracy, tylko oczywistość - w pewnym momencie zakładana pewnego
      działania.
      Że jestem, będę i własnych spraw nie mam.
      Ale miewam. I one są jednak dla mnie ważniejsze.
    • lippy Re: Co byście zrobiły? 29.07.05, 09:09
      trudna sprawa
      jezdze do pracy samochodem, wydaje pieniadze na paliwo, ubezpieczenia i to
      wszystko o czym piszecie
      we wrzesniu zeszlego roku sasiadka pracujaca w miescie, do ktorego jezdze
      zapytala czy moglaby zabierac sie ze mna; zgodzilam sie na to bez problemu,
      jezdzilam droga nieco dluzsza dla mnie, bo nie pracuje w centrum, i moglabym je
      omijac, ale ona miala by dosc daleko pozniej do przejscia; do glowy mi nie
      przyszlo, ze moglabym brac od niej pieniadze, przeciez gdyby ona nie jezdzila,
      ja i tak MUSIALABYM je wydac!
      fakt, ze po dwoch miesiacach sama zaproponowala, ze bedzie mi dokladac, ale tez
      nie ustalalam kwoty, poprostu ona raz w miesiacu daje mi ile moze, albo placi
      za tankowanie, ja tez nie zarabiam krocia, mam raczej nizsza pensje, ale jakos
      nie umialabym wymagac od kogos by mi placil za to, ze ze mna jezdzi, przeciez i
      tak jade, i tak musze wydac; cos mi sie zdaje, ze zaproponowaliscie koledze
      podwozenie wlasnie po to, by Wasze koszty paliwa spadly
      z drugiej strony gdybym to ja sie z kims zabierala zaproponowalabym udzial w
      kosztach,
      co do Twego pytania, uwazam, ze nie powinnas sie wtracac, to maz musi te sprawe
      zalatwic, owszem mezowi mozesz wiercic dziure w brzuchu skoro tak mocno Ci to
      przeszkadza
      • ewa2233 Re: Co byście zrobiły? 29.07.05, 10:15
        Ja też mam zawsze opory przed upominaniem się o pożyczone przez kogoś
        pieniądze, ale jak już nieźle się wkurzę (sama na siebie, że ktoś się cieszy,
        że głupia jestem) to siadam, myślę, nakręcam się na maxa i idę pogadać.

        Na Twoim miejscu (jeśli nie wierzysz w możliwości męża, co do rowiązania
        sprawy) zadzwoniłabym do znajomych (obojętnie na kogo bym trafiła) i
        powiedziała tak: Słuchaj, dzwonię by się dogadać w kwe4stii wspólnych diojazdów
        do pracy. Przeliczyliśmy ile nas to kosztuje: 300 zł miesięcznie. Jeśli chcesz
        (twój mąż chce) jeździć z X, to ustalmy raz na zawsze, że będzie się dokładał
        po 150 zł (oleju i innych dodatków nie będziemy już liczyć) np. zaraz po
        wypłacie. A tak przyu okazji - to fajnie by było jakbyś uregulował za ostatnie
        2 miesiące! No to pa!

        I nie chodzi o to, że I TAK mąż wydajena dojazd do pracy! Chodzi o zwyczajne
        naciąganie przez kolegę! On TEŻ I TAK BY PŁACIŁ za dojazd do pracy, gdyby nie
        miał innej możliwości! A jednak znalazł możliwość! Bezpłatne przejazdy!
        Nie liczyłabym na auto teściów kolegi, tylko rozwiązała problem WPROST.
        Ta "przyjaźń" i tak już nie będzie taka jak kiedyś, więc nie ma nic do
        stracenia.
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
    • ania.freszel Re: Co byście zrobiły? 29.07.05, 11:20

      > Tak więc zaczęli dokładać do tego paliwa, ale od 2 miesięcy po prostu
      > przestali nic nie mówiąc , mnie krew zalewa, widzę że mąż też już nieźle
      > wkurzony, ale wiem że on się nie upomni, po prostu taki jest.


      Piszesz ze nic nie mowiac, wiec nic nie mowiac w takim razie przestalabym byc
      szoferem tego niefajnego Pana o ot co.
      • gorgolka Re: Co byście zrobiły? 29.07.05, 11:50
        właśnie, płacili przez jakiś czas więc chyba wiedza że tak trzeba.
        Rozumiałabym sytuację, gdyby przyszli powiedzieli że mają jakieś finansowe
        wydatki czy coś i przez jakiś czas nie mogą sie dokładać.
        Ale oni zachowali sie bardzo nieładnie bez słowa przestając płacić, uważam że
        to nie w porządku. Dlatego myślę że jednak powinniście porozmawiać, powiedzieć
        że Waszym zdaniem to nie w porządku, że czujecie sie trochę wykorzystani i
        ustalić że np co drugi tydzień będzie kolega brał od teściów samochód.
        Jednak nie rób nic bez porozumienia z mężem, najlepiej porozmawiajcie w czwórkę.
        pozdrawiam
    • lola211 Re: Co byście zrobiły? 29.07.05, 13:47
      Jest to nietakt kolegi.Niewazne, ze koszty Wam nie wzrosły, ze maz tak czy
      inaczej ponosi koszty dojazdu.Facet sie wycwanil, ma komfort jazdy samochodem,
      w dodatku za darmo.Powinien czuc sie zobowiazany do tego, by polowe za paliwo
      placic.
      Jednak nie masz zadnej pewnosci, ze on Twojemu mezowi takiej propozycji nie
      zlozyl, tylko Twojemu bylo glupio ja przyjac, skoro jest jaki jest.

      Mialam okazje jechac ze znajomym nad morze, zgadalismy sie, ze jedziemy w to
      samo miejsce, termin udalo sie zgrac i zamiast pociagiem udalo mi sie pojechac
      z nim.Gdybym myslala tymi kategoriami, to nie powinnam sie do benzyny dokladac,
      bo przeciez tak czy inaczej on by tam jechal, koszty przeze mnie mu nie
      wzrosły, ale dla mnie bylo oczywiste, ze polowe paliwa finansuje ja, nie
      potrafie "na krzywego".
    • elasz4 Masz w 100% rację 29.07.05, 14:53

      W pełni się z tobą zgadzam, ten kolega powinien się dokładać do benzyny. Jeśli tego nie robi to po prostu uważa że trafił na frajera. Gdyby takie podworzenie byłoby sporadyczne to nie powinien się dokaładać, ale w przeciwnym przypadku jak najbardziej tym bardziej, ze każdy liczy pieniądze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka