Dodaj do ulubionych

Kobiety domowe

01.08.05, 13:15
Kobiety domowe jak wygląda Wasz dzien powszedni?Czy nie jestescie znuzone
codziennoscią?To prawda ze we wszystkim jest jakas monotonia ale spedzanie
zycia wyłacznie w domu przy dzieciach moze zbrzydnąc chyba najszybciej?
Z moich obserwacji wynika ze wiodąc domowe zycie kobiety zapuszczają sie i
paradoksalnie rozleniwiają , zapominają o sobie, przestają o siebie dbac , bo
nie starcza czasu ,energii,nie ma motywacji ,stroic nie ma sie dla kogo skoro
maz całymi dniami w pracy, dziecko wysysa wszystkie siły...
Obserwuj wątek
    • kalina_p Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:18
      e tam, przesada.
      właśnie od fryzjera wrócilam, mała spi, spokój i cisza, mąż w pracy...

      Ja nie chce pracowac, musiec gdzies byc o 8 czy 9 rano...wole te domowa wolność
      i dobrze mi tak. Dzieje sie wiele rzeczy, na pewno sie nie nudzę.
      • ankazmalym Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:30
        Stawiam "głowę" że do wieczora ten wątek będzie przodujący i będzie miał ponad
        100 odpowiedzi, oczywiście wiekszość to będą pyskówki
    • pade Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:20
      ej, mam ochotę napisać brzydo, że bredzisz.

      Czasowo jestem "domowa" i ani zapuszczona, ani rozleniwiona, dom zadbany,
      dzieci też. Sił czasem brak, fakt, ale dlatego, że zawsze znajdę sobie coś do
      roboty. Nie generalizuj. Chyba, że podpuszczasz i chcesz, żeby wątek się
      rozwinął w pyskówkę.
    • courtney Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:28
      Nie podpuszczam absolutnie ,dobrze wiem ze wiekszosc mam na wychowawczym
      wypowie sie w tym wątku jako hiper szczesliwe zadbane spedzajace aktywnie czas
      kobiety. Mało ktora przyzna ze w nawale domowych obowiazkow jedyne na co ma
      siłe to internet i jakis serial.Ze jest zmeczona ,ze nie chce jej sie malowac,
      pacykowac ,stroic bo to na tym etapie zycia nie ma sensu, zadna nie napisze ze
      czuje sie jak w wiezieniu ,czuje sie ograniczona rola kobiety domowej.
      • kalina_p Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:34
        a Ty uważasz, ze jeśli ktoras mama chce siedziec w domu i jest jej z tym
        dobrze, to kłamie?
        Mylisz się, niestety. Ja mam nadzieje, ze nigdy nie bede musiała iśc do pracy.

        A siłe i ochote na wszystko sie ma, chociaz wiele zalezy od tego, jakie jest
        dziecko/dzieci, jaki mąz, czy ma sie "na glowie" dom czy mieszkanie itd, itp.
        Oraz od tego, czy jest sie leniem czy osobą, ktora lubi byc aktywna.
        • semijo Re: kalina p.. 01.08.05, 14:02
          kalina_p napisała:

          > a Ty uważasz, ze jeśli ktoras mama chce siedziec w domu i jest jej z tym
          > dobrze, to kłamie?
          > Mylisz się, niestety. Ja mam nadzieje, ze nigdy nie bede musiała iśc do pracy.

          A że tak zapytam masz jakiś plan awaryjny, w sytuacji gdy mąż odejdzie. Nie
          życzę ale wiadomo że różnie bywa i co wtedy po 10 latach, bez dnia
          przepracowanego, gdzie znajdziesz pracę?
          • kalina_p powiesze się, wiesz? 01.08.05, 14:04
            tak planujewink))

            albo faktycznie, od jutra zaczne sie katowac praca, dziecko oddam do żlobka,
            albo co zarobie oddam opiekunce. Na wypadek, gdyby za 10 lat cos sie złego
            stalo.

            Sa różne sposoby zabezpieczenia sie...tak juz na powaznie.
            • semijo Re: powiesze się, wiesz? 01.08.05, 14:23
              kalina_p napisała:

              > tak planujewink))
              >
              > albo faktycznie, od jutra zaczne sie katowac praca, dziecko oddam do żlobka,
              > albo co zarobie oddam opiekunce. Na wypadek, gdyby za 10 lat cos sie złego
              > stalo.
              >
              > Sa różne sposoby zabezpieczenia sie...tak juz na powaznie.

              Wiesz, sama powiedziałaś że nie zamierzarz pracować nigdy, chyba że sytuacja
              Cię zmusi. Tylko wtedy może być ciężko coś znaleźć. No ale skoro twierdzisz że
              masz zabezpieczenie, nie pracując, to gratuluje.
              • kalina_p Re: powiesze się, wiesz? 01.08.05, 14:26
                a tak powaznie - zabezpieczenie jakis tam mam. pewnie, gdybym pracowała, byloby
                lepiej la mnie "w razie czego". Ale wazniejsz jest dla mnie te ew. 10-15
                szczesliwych lat bez pracy. Tym bardziej, że nie zgine, nawet, gdybym zostala
                na lodzie, bez męża.
                Grunt to optymizm!
                • semijo Re: powiesze się, wiesz? 01.08.05, 14:33
                  kalina_p napisała:

                  > a tak powaznie - zabezpieczenie jakis tam mam. pewnie, gdybym pracowała,
                  byloby
                  >
                  > lepiej la mnie "w razie czego". Ale wazniejsz jest dla mnie te ew. 10-15
                  > szczesliwych lat bez pracy. Tym bardziej, że nie zgine, nawet, gdybym zostala
                  > na lodzie, bez męża.

                  Ale nie masz ambicji osiągnięcia czegoś więcej niż tylko dzieci? Pytam bez
                  złośliwości. Fajnie posiedzieć w domu, ale 15 lat?
                  > Grunt to optymizm!
                  • kalina_p Re: powiesze się, wiesz? 01.08.05, 14:40
                    a czy musze miec ambicje zawodowe?
                    nie mozna dla przyjemności czytac, rozwijac sie jakos dla siebie? trzeba iśc do
                    pracy?

                    wiesz, osiagniecie sukcesu zawodowego jest dosyc trudne, wile, bardzo wiele
                    osób pracuje tylko dlatego, że musi a nie dlatego, że lubi swoja prace, ma z
                    niej radość i satysfakcje.
                    jeśli moglabym robic cos, co by mi sprawiało przyjemnośc i dostawac za to
                    piniadze, a przy okazji żeby to nie zajmowalo wiecej niz 3-4 godziny dziennie -
                    bardzo chetnie. Niestety jest to raczej nierealnesad

                    Przykłady moich znajomych sa raczej dołujace - malo kto chwali prace i cieszy
                    sie, ż idzie rano do pracy, raczej jest to 'odbebnianie" godzin i wyczekiwany
                    powrot do domu. Smutne, niestety. A może źle patrze? nie wiem, pacowałam
                    okresowo swego czasu, praca nawet mi sie podobała, konakt z ludxmi i pieniadze
                    z prowizji - zależne ode mnie. Niestety taka praca to całe dnie, wieczory,
                    weekendy...odpada w sytuacji, kiedy mam dziecko.
                    Na razie wybrałam tai model, dobrze mi, ciesze się z tego. Pewnie jak mała
                    pójdzie do przedszola zaczne szukac czegos ciekawego, może na pół etatu?
                    zobaczymy.
                    • semijo Re: powiesze się, wiesz? 01.08.05, 14:52
                      Oczywiście masz swoją rację. Fajnie że masz wybór. Ale ja sobie nie wyobrażam
                      spełniać sie tylko w domu. Z rok bym wytrzymała, ale dłużej...wiem że bym
                      zgnuśniałasmile
                      • kalina_p Re: powiesze się, wiesz? 01.08.05, 14:56
                        ja bym zgnuśniala dopiero, jak bym miala jakąś beznadziejną, nudną prace. Życ
                        by mi sie pewnie nie chcialo. A tak - mam dobry humor, duzo energii.
                        na razie poza tym mała ma roczek z kawalkiem, jak pójdzie do przedszkola pewnie
                        bede miała ochote zając sie czyms...i wtedy chciałabym iść właśnie na pół etatu
                        do fajnej pracy.
                        Hehehe, ciekawe, czy mi sie uda?
      • lidkakn Masz trochę racji 01.08.05, 13:34
        Mam wakacje, spędzam je w domu z dziećmi i mężem. Mąż chozi do pracy, a ja na
        cały dzień zostaję z małymi. No i właśnie, łapię się na tym, że nie chce mi się
        umalować, gruntowne sprzątanie obiecuję sobie od miesiąca, nawet telewizji nie
        chce mi się oglądać. Został jeszcze internet i Forum. Może w sierpniu coś
        zmienię? Jeśli tego nie zrobię cały rok szkolny będę żałować. Pozdrówko.
      • wieczna-gosia Re: Kobiety domowe 01.08.05, 14:05
        > Nie podpuszczam absolutnie ,dobrze wiem ze wiekszosc mam na wychowawczym
        > wypowie sie w tym wątku jako hiper szczesliwe zadbane spedzajace aktywnie czas
        > kobiety. Mało ktora przyzna ze w nawale domowych obowiazkow jedyne na co ma
        > siłe to internet i jakis serial

        co innego jak sie popracuje 8 albo 9 godzin dziennie wink wtedy to sie ma sile na
        wszystko wink

        kazda rola w jakims stopniu ogranicza czlowieka. Jesli czlowiek robi cos czego
        generalnie nie lubi, to nic mu nie pomoze pensja do kieszeni co miesiac- tez
        bedzie glupial.

        Nie zauwazylam jakiejs przesadnej ilosci obowiazkow domowych. nie mam ambicji na
        ohiady trzydaniowe, staram sie sprzatac w maire regularniem, ale nie uwazam zeby
        fakt siedzenia w domu zmuszal mnie do mycia okien raz na dwa tygodnie. Obecnie
        siedze i hobbystycznie tlumacze harrego pottera (choc nie publikuje, niech mnei
        media rodzina nie sciga) chodze na 6 rano na basen a wieczorami biegam lub
        jezdze na rolkach.

        Na bycie w domu trzeba miec pomysl. Sa takie dni ze czlowiek ma sie ochote
        zakopac w suchych lisciach, sa i takie w czasie ktorych da sie zrobic wszystko.

        Ja bardzo lubie stan niepracujacy, bo wtedy robie wszystko na co nie mialam
        czasu gdy pracowalam. A potem odpoczywam wink

        Nie czuje sie jak w wiezieniu. W pracy zreszta tez sie tak nie czuje. A jak
        zaczynam sie czuc jak w wiezieniu to robie sobie dzien wolnosci.
    • ankazmalym Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:29
      No jasne: wszystkie mamy siedzące w domu są brzydkie, zaniedbane, leniwe i w
      ogóle. Przypomina mi się wątek jaki tu czytałam (przysłano mi) o leniwych
      matkach i niepracujacych.
    • ejka.pe Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:33
      I ja jestem kobietą domową. Cieszę się z tego i lubię nią byc, są, owszem,
      trudne chwile, kiedy jestem rzeczywiście baaardzo zmęczona, ale to mija i potem
      jest już ok. Staram się dbac o siebie, podobac sobie i mężowi, chcę, żeby Zuzia
      miała ładna i zadbaną mamusię, fakt, że trudne to czasem, ale chyba nie
      niemożliwe. Wydaje mi się, że każda mama - kobieta domowa ma czasem takie
      chwile, kiedy codziennosc ją dobija, to chyba normalne. U nas na ogół jest
      dobrze, ja nie narzekam wcale a wcale. Pozdrawiam
    • adsa_21 Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:43
      troche w tym racji jest - ja wytrzymalam pol roku w domu
      • annba1 Re: Kobiety domowe 01.08.05, 13:52
        Wg mnie to prawda, dopadająca mnie czasami - kilka dni kryzysu i wracam do
        formy. Zaobserwowałam jeszcze że łatwiej niż na wszędobylskie dzieci łatwiej
        zrzucić wine na..pieniądze! Nie można odświeżyć garderoby, iść do fryzjera czy
        kosmetyczki, aerobik też odpada..błędne koło...Wtedy różnorakie centra handlowe
        dodatkowo dobijają...!!!
        Fakt, zupełnie odbiegam od formy sprzed ciąż - bywa ciężko, jednak bilans , mój
        bilans, nie tylkoo rodzinny, wychodzi zdecydowanie na plus.
        pozdrawiam
        Matka żona kucharka sprzątaczka w trybie 48 godzin na dobę.
    • wieczna-gosia a zreszta wg zyczenia ;) 01.08.05, 14:10
      Ja sie przyznam. Sfrustrowana jestem maksymalnie, gruba, zapuchnieta od placzy,
      nieumalowana i zbrzydnieta. Nie mam znajomych, siedze calymi dniami w domu albo
      na spacerze. Codziennie te same czynnosci. Zgluplam tez, bo caly dzien tylko
      zbuntowany aniol albo maria luiza, a nie ma do kogo geby otworzyc.

      Co ja mam robic.... buu.. kalina pozycz tego sznura.....
      • kalina_p Re: a zreszta wg zyczenia ;) 01.08.05, 14:18
        hehe, razem możemy sie powiesic, może nas nawet w TV pokaża?

        no właśnie...a ja oglądam wlosy na nogach (juz odrosly) i zastanawiam sie nad
        moja ortografia...zglupiałam od tego "kuciania w garach", jak to ula_max ładnie
        ujęławink))
      • viviene12 siedzisz w szlafroku i lokowkach? 01.08.05, 14:24
        A zreszta po co lokowki, po co robic sobie fryzwink
        I stres mi pls co sie dzialo w ostatnim odcinku marii luizy, bo kurna, przegapilam.
    • viviene12 moze ja sie jeszcze nie kwalifikuje 01.08.05, 14:22
      na kobiete domowa, bo moj Maly ma dopiero 3 miesiace. Moze potrzeba wiecej czasu
      zeby calkiem zbrzydnac?smile Po ponad dziesieciu latach pracy na calych etatach z
      wieloma nadgodzinymi, ktore staly sie regula, mam teraz wiecej czasu na wlasne
      sprawy. Pewnie, ze wczesniej latwiej bylo mi wyjsc z domu kiedy "chcialam"
      (jesli liczyc tu czas poznowieczorny oraz weekendy), bo nie trzeba bylo sie
      zastanawiac, kto zostanie z Malym. Moglam, a mniej wychodzilam niz teraz. Powod?
      Lepsza organizacja czasu - kiedy wiesz, ze masz mozliwosc zalatwic cos w tylko
      sobote (kosmetyczka, fryzjer, sklepy itp) to tak organizujesz wszystko, zeby dac
      rade.
      Dodam, ze maz stesskniony za dzieckiem w tygodniu - wraca na kapiel - sam pyta
      juz od srody, co sobie zaplanowalam na najblizszy weekend.
      • misia695 Re: moze ja sie jeszcze nie kwalifikuje 01.08.05, 14:39
        od 7 lat należę do tej kategorii.różnie bywa.
        przeczytałam w tym czasie dużo ksiązek,spotykam się z innymi zaprzyjażnionymi
        mamami,pielęgnuję przyjaznie.
        rano nie musiałam nigdzie się śpieszyć,od września będę prowadzać małego do
        szkoły.
        teraz szczególnie cieszyłam się,że jestem z małym i mogę mu czytać bez
        pośpiechu.
        minus otyłość,ale nie chodzę w rozciągniętych dresach i w ogóle nie oglądam tv.
        mam zakurzony dyplom i teraz chcę trochę pracowaćnp.w domu,dotychczas
        sprzedawałam kosmetyki.
        ostatnio lubię przeglądać wprost i neesweeka,uwielbiam czytać zwierciadło.to
        tyle.pozdrawiam
        ps.ostatnio moja kumpela została wyrzucona za burtę-rozwód i konieczność
        poszukiwania pracy..
        ps2.niedawno dowiedziałam się,że znajoma-kobieta domowa będzie otrzymywać
        emeryturę bo płaciła składki i to jest chyba sposób na zabezpieczenie
        przyszłości.
    • courtney Re: Kobiety domowe 01.08.05, 14:37
      Tak jak przypuszczałam ironizujecie(tak to do Ciebie Kalino) , dzis nie wypada
      zrzedzic i gledzic nie mozna uzalac sie nad swoim losem to uwłacza, trzeba
      utrzymywac ze zawsze i w kazdej sytuacji zyciowej jestesmy szczesliwe... Nie
      twierdze ze wszytkie domowe kobiety są zaniedbane fizycznie i intelektualnie
      jednak niestety ta rola wymusza konkretny styl, tryb zycia no bo niestety małe
      dziecko pochłania mnostwo energii trzeba miec mnostwo siły, super motywacje lub
      duzo kasy aby wiesc zycie pieknej zadbanej aktywnej kobiety
      domowej.Rzeczywistosc jest niestety nieco inna z reguły
      • kalina_p zaraz, zaraz... 01.08.05, 14:42
        a gdybym (majac dziecko) zamiast siedziec w domu poszla do pracy to mialabym
        wiecej czasu na fryzjera? Przeciez PO pracy zajmowalabym sie dzieckiem i
        dopiero bym na nos padala ze zmeczenia. Nie rozumiem twojego toku rozumowania...
        • courtney Re: zaraz, zaraz... 01.08.05, 14:51
          Kalino bo tu chodzi o tą motywacje juz nawet nie o brak czasu bo czasami majac
          go niewiele pracując w domu i poza nim mozemy byc 1000 razy bardziej efektywne
          czesto bywa ze nadmiar czasu czesto wąłsnie ten na wychowawczym rozleniwia
          paradoksalnie.Przyznasz ze gdy wychodzimy do ludzi pracujemy mamy motywacje i
          chcemy dobrze wygladac chcemy cos robic, rozwijac sie ,poprostu nam sie chce i
          nie wazne ze mamy prace nadgodziny zawsze znajdziemy czas na fryzjera bedac z
          dzieckiem w domu jakos ciezej nam sie zebrac...
          • kalina_p to zalezy, co dla kogo jest wazne 01.08.05, 14:54
            Znam mamy siedzace w domu, ktore nie maja najmniejszej ochoty na malowanie
            paznokci, bo nie lubia kolorowych i juz. A znam takie, które co 3 dni lataja na
            czesanie do fryzjera i malowanie do manicurzystki.
            Pewnie, że jakos rozleniwia siedzenie w domu, bo nic nie trzeba na juz. I to
            jest własnie taka fajna wolnośc - moge iść do fryzjera teraz albo za 3 godziny
            albo wieczorem, jak mi wygodniej. Nie musze zdążyć miedzy praca a dzieckiem,
            szybko, żeby zdążyć je pocalowac przed snem.
            Co kto lubi.
          • viviene12 >>> courtney 01.08.05, 15:12
            NO wlasnie o tym wyzej pisalam. Pracujac bardzo intensywnie, ale nie majac
            dziecka wiedzialam, ze moge gdzies wyjsc i zazwyczaj tego nie robilam, bo wtedy
            kiedy wiesz, ze mozesz "zawsze" przekladasz to na pozniej. Teraz moge wyjsc,
            kiedy maz zostanie w domu albo babysitter zamowic i wtedy cos robie dla siebie,
            bo wiem, ze jesli nie dzisiaj to dopiero kiedys tam. I to motywuje -
            przynajmniej mnie.
        • fugitive Re: zaraz, zaraz... 02.08.05, 09:39
          owszem możet tak być, przez dwa lata byłam kobieta domową i powiem ci, że po
          powroxcie do pracy jestem jednak miniej zmęczona niż siedząc w domu cały czas.
          po prostu przez pól dnia robię coś innego ( pracuje intelektualnir nir
          fizyczniresmile) i nastepuje nieco inne zmęczenie materiału
      • wieczna-gosia Re: Kobiety domowe 01.08.05, 15:08
        > Tak jak przypuszczałam ironizujecie(tak to do Ciebie Kalino) , dzis nie wypada
        > zrzedzic i gledzic nie mozna uzalac sie nad swoim losem to uwłacza, trzeba
        > utrzymywac ze zawsze i w kazdej sytuacji zyciowej jestesmy szczesliwe...

        courtney slonko, ale czego ty w zasadzie oczekujesz? Zalozylas sobie od razu, ze
        wszystkie kobiety domowe to nieszczesliwe misie, a jak napisza ze super to
        znaczy ze klamia. No przeciez to takie oczywiste wink

        Powiem tak. Dziecko nie pojawia sie znikad. Jak juz czlowiek powiedzial A i
        dziecko ma to grunt zeby powiedzial B i wybral sobie taki uklad zyciowy, jaki mu
        pasuje. Czlowiek, ktory siedzi w domu z wlasnego wyboru czuje sie duzo mniej
        nieszczesliwie niz ten ktory siedzi w domu z przymusu, bo go wywalili z
        pracy/jest bezrobocie. Czlowiek ktory bez pracy zyc ne moze- powinien pracowac i
        oddawac cala pensje opiekunce, bo w domu by zwariowal.

        Ja z natury jestem aktywna. I dzieci tego nie zminily. Jak juz musze chodzic na
        plac zabaw to chodze, ale np codziennie na inny. Albo najpierw funduje dzieciom
        7 km rowerem. Albo robie wyprawe polaczona z piknikiem. Albo z basenem. Albo
        zapraszam dzieciatych znajomych i ich domowe mamy. Albo wpraszam sie do siostry
        do Gdanska na tydzien (oczywiscie pociagiem bo to atrakcja). Itd.

        Uwielbiam moment gdy za moim mezem zaykaja sie drzwi i staje sie pania czasu
        swojego i dzieci. I lubie go widziec wieczorem i rozbawic opowiesciami coz to
        dzisiaj robilismy.
    • 18lipcowa Re: Kobiety domowe 01.08.05, 14:46
      courtney napisała:

      > Kobiety domowe jak wygląda Wasz dzien powszedni?Czy nie jestescie znuzone
      > codziennoscią?To prawda ze we wszystkim jest jakas monotonia ale spedzanie
      > zycia wyłacznie w domu przy dzieciach moze zbrzydnąc chyba najszybciej?

      Czy nuży? Trochę tak, ale nie non stop.
      W tej chwili nie pracuję, ale mam mnóstwo zajęć i mnóstwo znajomych do
      odwiedzenia.
      Wstaję, sprzątam, jem śniadanie i najczęściej gdzieś wychodze, ale w domu też
      lubię posiedzieć. Poczytać coś, pooglądać.

      > Z moich obserwacji wynika ze wiodąc domowe zycie kobiety zapuszczają sie i
      > paradoksalnie rozleniwiają , zapominają o sobie, przestają o siebie dbac , bo
      > nie starcza czasu ,energii,nie ma motywacji ,stroic nie ma sie dla kogo skoro
      > maz całymi dniami w pracy, dziecko wysysa wszystkie siły...

      Oj nie. Ale ja nie mam dziecka. Odkad nie pracuje mam czas na robienie włosów
      codziennie, malowanie paznokcie codziennie, jakieś zajęcia gimnastyczne, itp.
      • 18lipcowa Re: Kobiety domowe 01.08.05, 14:48

        >
        > Oj nie. Ale ja nie mam dziecka. Odkad nie pracuje mam czas na robienie włosów
        > codziennie, malowanie paznokcie codziennie, jakieś zajęcia gimnastyczne, itp.
        >
        No i jestem rewelacyjnie wyspana a dla mnie to duzo i psychicznie i fizycznie.
        W sumie podoba mi się,choć porobiłabym cos juz.
    • akseinga Re: Kobiety domowe 01.08.05, 15:48
      Coś w tym jest . Ja nigdy nie byłam zaniedbana, ale kiedy pracuję zawodowo dbam
      o siebie bardziej. Na ironię nawet mieszkanie lepiej posprzątane zgodnie z
      zasadą,że im mniej się ma czasu to ma się go więcej. Kiedy byłam w domu czas
      przeciekał mi przez palce a teraz wiem, że każda minuta jest cenna. Jedynie
      obiady nie są codziennie, ale teraz mam przynajmniej wytłumaczenie bo nie lubię
      gotować chyba, że coś ekstra . No i finanse lepsze co pozwala na większą
      dbałość o siebie i stan garderoby. Dla mnie idealne rozwiązanie to pół etatu,
      ale o to ciężko, a jeszcze żeby nie było za 500 zł.
      Ja należę do kobiet które siedząc w domu mają mniejszą motywację do dbania o
      siebie jakoś ekstra ( bo do fryzjera to latałam konieczność codziennego
      wyjścia do pracy motywuje mnie .
      • courtney Re: akseinga 01.08.05, 16:24
        Ja tez jestem tego typu kobietą wiem ze gdybym siedziała w domu pewnie w
        przerwach od wykonywania obowiązkowych domowych czynnosci (do ktorych tez
        pewnie nie mogłabym sie zebrac) błąkałabym sie po domu kursujac miedzy tv i
        komputerem, nie chciało by mi sie chciec ,miałabym 0 motywacji.
    • madi75 Re: Kobiety domowe 01.08.05, 17:52
      Jest kobietą domową z wyboru, ekh tzn. byłam ale też nie do końca zaraz Wam
      opowiem. Córa chodzi do 5 klasy więc już tak bardzo nie potrzebuje mojej
      opieki. Ja zadbana, dom, mężuś i córcia też, więc zajęłam się naszą Wspólnotą
      mieszkaniową, jestem w zarządzie i działam w trójce klasowej u córki, co cieszy
      zarówno wychowawczynię w szkole, córcie i mnie. Uwielniam dzieci (niestety nie
      możemy mieć już więcej dzieci) więc tu jak mawia mój mąż i córcia mogę wyzwolic
      swoje instynkty macierzyńskie. Jeźdżę jako opieka na wszystkie wypady klasowe,
      organizuję dla nich zabawy i wyjścia ( dodam, że córa uczy się wzorowo więc nie
      robię tego dla lepszych jej ocen bo ma prawie same 6-ki dzięki tylko i
      wyłącznie swojej pracy). Współnotę postawiłam na nogi, szukam coraz to nowych
      rozwiązań dla upiększenia budynku i terenu wokół niego. Nie jestem znudzona
      codziennością, co więcej mam chęć do życia a przy okazji mogę działać
      charytatynie. Pozdrawiam wszystkie kobiety domowe a tym znudzonym daje radę
      zróbcie coś dla innych a Wasze życie nie będzie już takie nudne a może przy
      okazji znajdziecie coś co lubicie.
    • flurcia Re: Kobiety domowe 01.08.05, 21:04
      Przesada. Jak się chce, to wszystko można. Ja regularnie chodzę do fryzjera - byłam w piątek i w najbliższy czwartek jestem umówiona do kosmetyczki na hennę. Zastanawiałam się jeszcze nad zrobieniem paznokci, ale po namyśle zrezygnowałam, z uwagi, że dużo czasu spędzam z córką w piaskownicy i lakier zaraz by szlag trafił. Zrezygnowałam tylko przez rozsądek, a nie dlatego, że nie che mi się dbać o siebie.
      Rano po śniadanku z moją córką, piję kawę i idę się umalować - delikatny makijaż. Po domu chodze w domowych ciuchach, bo tak lubię i tak mi wygodnie, ale to nie znaczy, że w jakiś porozciąganych, nieestetycznych ubraniach. Teraz np. są to t-shirty i spodenki. Na dwór strój staram się zawsze dopasować w zależności od tego, gdzie idę z Olą np. do piaskownicy jest to wygodny dla mnie sportowy strój, na zakupy zakładam np. spódnicę i buty na wyższym obcasie.

      Poza tym ja bardzo lubię nazwijmy to bycie mamą i spędzanie czasu z moją córką. To wcale nie znaczy, że nie mam gorszych dni.
      • pesteczka5 Re: Kobiety domowe 01.08.05, 21:33
        A ja kocham "być w domu".
        Siedziałam z dziećmi rok po urodzeniu drugiego dziecka (po pierwszym
        macierzyński+urlop, 8 mcy) i to był cudny czas. Byłam prawdziwie wdzięczna
        mężowi, że to on co rano wstaje, ubiera się, maskę walki na twarz i idzie
        stawiać czoła światu, ludziom, sukcesowi i pieniądze przynosi. A ja obracam się
        na drugi bok, od ciepłego jak bułeczka Bartusia do pachnącego mlekiem Kubusia,
        potem wstanę, wypiję kawę, powącham, jak powietrze pachnie, poczytam, posłucham
        dzieci, sprzątnę albo i nie, pojadę z nimi do lasu, pójdę na targ podziwiać
        białe kalafiory, błyszczące bakłażany, wygrzane słońcem pomidory. Umęczę się,
        pomyślę, ża być z dziećmi, to dopiero majstersztyk wszelkich zdolności i
        umiejętności! Popiszę, posłucham, co w trawie piszczy, pójdę z dziećmi do
        teatru. Pojeżdżę na rowerze. Powitam męża uśmiechem, usadzę rodzinę przy
        obiedzie. Porozmawiamy. Ukoję ich swoją harmoniąsmile Odwiedzę znajomych. Zauważę,
        kiedy Bartek wyrósł ze spodni, kiedy Kuba założył bluzę, w której Bartek
        dopiero co piłkę kopał. Pogrzebię w ziemi. Na pianinie sobie trzy godziny
        pogram, jak będę sama, a co. Przypomnę sobie, po co żyję. Znajdę zakurzone
        wiersze Leśmiana i numer koleżanki ze studiów na okładce, zadzwonię! Wsiądę w
        auto i pojadę, i przegadamy pięć godzin! Obejrzę program publicystyczny i
        podyskutuję z mężem.
        A potem ponienawidzę sobie luksusowo prasowania i tego, że tyle robię zakupów i
        tyle śmieci wynoszę. Że coraz lepiej czuję się w ogrodzie, a z miasta uciekam.
        A potem podziękuję Bogu za to, że się tak u nas kręci.

        Jestem lekarzem, pracuję w 3 miejscach, dokształcam się, a potem nadganiam
        strzępki marzeń. Padam na pysk. Jestem w takim momencie zawodowego życia, że
        nie mogę teraz zrobic sobie przerwy.
        Ale jeszcze trochę, będzie tak.
        Albo coś wymyślę.
        Póki co, zakisiłam ogórki w słoju, żeby pachniało koprem. Siądę sobie i
        popatrzę, jak orzech dojrzewa.
        Amen.

        ____________
        Mój mąż dostał "śmieszny" podkoszulek z napisem "ojciec dyrektor". -To znaczy,
        że wszyscy macie mnie słuchać - mówi. Bartuś ze zdziwieniem:
        -Wszyscy??? NAWET MY???
        • liberata Re: Kobiety domowe 01.08.05, 23:38
          Pesteczko, jak ty to pięknie napisałaś! To brzmi jak poezja. Zachwycające.
          Masz dar. Może zmienisz zawód? Pisać można i w domu.
        • fugitive Re: Kobiety domowe 02.08.05, 08:26
          pesteczka ale się ubawiłam czytając two post i nie musiałam doczytać
          zakończenia, żeby sie domyslić że akurat kobieta domowa to ty własnie nie
          jesteś bo to co piszesz tak sie ma do tego w jaki sposób żyje kobieta z
          malutkimi dziec jak wyobrażenie nmałego jasia o życiu króla
          pojeżdze na rowerze , pogram trzy godziny na pianinie, poczytam heheh
          przypominam ze watek jest o umęczonych kobietach domowych, które siedza same w
          domu z małymi dziećmi i nimi sie opiekują,rozumiem, że tak robiłas mając roczne
          dziecko i trzylatka, a one tak słuchały tego trzygodzinnego grania ale się
          uśmiałam, tylko po co takie rzeczy wypisywać, lepiej realizowac się w
          harlekinach
          ps. a tak w ogóle to styl pisania masz paskudnie sentymentalny, jakby landrynki
          sie jadło
          • viviene12 ... a mnie sie podobalo:-) 02.08.05, 10:50
            Pomarzyc - fajna rzecz. Czy to w pracy, czy w domu biegajac za dziecmi.

            A trzy godziny na pianinie? Obawiam sie, ze nie tylko dzieci nie znioslyby
            takiej dawki, sasiedzi tez niesmile
    • haganna Re: Kobiety domowe 01.08.05, 21:29
      Robię wszystko to, na co nie miałam czasu pracując. Nareszcie mogę gruntownie
      się przebadać, wyleczyć zęby (są bielusieńkiesmile ), poczytać Spiegel'a, zdobyć
      wymarzone i cenione w mojej branży kwalifikacje. Nie miałam na to czasu kiedy
      pracowałam.
      Brakuje mi czasem kontaktu z przyjaciółkami i wspólnych wypadów do teatru, ale
      nie okłamujmy się, skoro się uczę, to i tak nie mogłabym się z nimi umawiać.
      Nareszcie mam czas, żeby odnowić garderobę - nie tak w biegu, bo właśnie
      zamykają sklepy, ale z rozmysłem.
      Poza tym - nareszcie się WYSYPIAM, z pożytkiem dla cery i samopoczucia.
      Co do ubioru, to owszem, nie chodzę już na wysokich obcasach i garderobę mam
      bardziej "casual", ale za to mam więcej strojów wizytowych wink.
      • blum5 Re: Kobiety domowe 01.08.05, 22:33
        to i ja sie dopisze, bo siedze w domu i .....musze powiedziec ze coraz bardziej
        zaczyna mi sie to podobac, bo gdy sobie pomysle ze musialabym chodzic do pracy
        np do biura i tam wysiedziec na krzesle 8h, to od razu ,i lepiej ze jestem w
        domu bo moge wyjsc kiedy chce i isc na spacer i ruszyc tylkiem. a strasznie nie
        lubie sie nie ruszac (za duzo nie). po za tym wysylam dziecko do przedszkkola
        na 3 dni i mam wolnesmile czyli chodze na basen, spaxceruje, robie zakupy, troche
        odwiedzam kolezanki (chociaz za wiele ich nie posiadam) , czytam, ogladam filmy
        na dvd, albo ucze sie jezyka obcego. i wiem ze gdybym pracowala nie mialabym na
        to czasu.
        owszem nudzi mi sie czasami i chcialabym isc do pracy, i....pojde jak juz
        dzieci troche podrosna, bo uwazam ze narazie jak przypadlo mi siedziec w domu
        to musze to jakos wykorzystac, i nie narzekac.
        aha maluje sie codziennie, chodze regularnie do fryzjera, ubieram sie dosc
        schludnie, i ogolnie o siebie dbam. ostatnio bylam na pedicur. cos waspanialego.
        pozdrawiam
        • fugitive Re: Kobiety domowe 02.08.05, 08:32
          super moja droga, tylko dzieci to ty masz w przedszkolu, to tak jakbyś była na
          urlopie, pogadajmy lepiej o tym jak to jest siedzieć z dwoma maluchami w domu i
          nie móc ich gdziec podrzucić, no to o basenie i języckach obcych możesz
          pomarzyć, czy o wyspokojnej wymianie garderoby jak napisała mama powyżej nie
          mówiąc juz o tym ze większość młodych rodzin żyjących z jednej pensji tez może
          sobie o tej wymianie garderoby pomarzyć z zupełnie innych powodów. W ogóle to
          uważam, że autroka wątku nie pisała tego do mam, których dzieci sa odchowane do
          wieku przedszkolnego, ale raczej do matek które czynnie sie nimi opiekuja przez
          cały czas
          • twinmama76 no to pogadajmy 02.08.05, 09:21
            fugitive napisała:

            > super moja droga, tylko dzieci to ty masz w przedszkolu, to tak jakbyś była
            na
            > urlopie, pogadajmy lepiej o tym jak to jest siedzieć z dwoma maluchami w domu
            i
            >
            > nie móc ich gdziec podrzucić

            Ja siedze z dwójką maluchów w domu (22 miesięcy, może być?).
            Nie mam faktycznie czasu ani pieniędzy na kursy języków, ale mam czas, żeby
            sobie przeczytać jakąś książkę czy prasę w oryginale. Czasem oglądam jakiś film
            (napisy wyłączam).
            Do fryzjera chodzę regularnie, włosy myję i układam codziennie. Nie wyjdę rano
            z łazienki bez tuszu na rzęsach.
            Śmiem twierdzic, że w łachmanach nie chodzę. Ostatnio buszowałam na
            wyprzedażach (dzieci były z tatusiem).
            Na basen mam daleko, biegac nie ma gdzie, ale za to sobie robie godzinkę z
            callaneticsem (dopiero od tygodnia, ale za to codziennie).
            Do tego mam czas na siedzenie na forum, a dom nie przypomina pobojowiska.
            A tak wogóle chyba pójde do pracy bo mi się nudzi wink
          • donatta Fugitive, dzieci, landrynki i Pesteczka 02.08.05, 13:37
            Moja droga Fugitive, żal i frustracja aż uszami Ci się wylewa smile
            Uwierz mi, z dziećmi w domu można zrobić wiele rzeczy, trzeba tylko umieć smile
            I chcieć.
            Z noworodkiem i dwójką dzieci w wieku przedszkolnym można napisać książkę. Z
            trójką maluchów można drugą. Można kilka też przetłumaczyć, jednocześnie ucząc
            korzystania z nocnika, czytając na głos Koszmarnego Karolka i bawiąc się
            klockami. I nie tracić tych cudownie błogich momentów powolnego wstawania rano,
            małej ciepłej buzi na poduszce obok, wspólnego krojenia pieczarek na obiad. I
            na pianinie też można pograć, jeśli się potrafi.

            A landrynki? Nie, to raczej była słodka, dojrzała, soczysta brzoskwinia. Z
            Pesteczką w środku smile
            • fugitive Re: Fugitive, dzieci, landrynki i Pesteczka 02.08.05, 13:59
              hahahhahhahhahahhahhahhhahhahhahhahahha
              wiem cos o tym córeczkę wychowywałam do wieku 3, 5 roku synka do blisku 2 lat
              wiem te powolne wstawanie taaa, jak to część mam podnosi wstawanie, o której
              chcesz , jakieś wyjątkowe te dzieci mam bo nigdy nie pozwoliły mi wstawać o
              godzinie której chciałam , jak się udało to max spaliśmy do 7.30 ale to bardzo
              żadko,
              wiem jak to zdarza sie wygospodarować w ciągu dnia trzy godziny wolnego czasu
              na granie na pianinie a dzieci w tym czasie grzecznie sie bawią w pokoju obok,
              no bo nie śpią przeciez przy pianinie,
              wiem wiem te długie wieczory spędzone na czytaniu książek, o tak , uczenie sie
              języków w czasie gdy dzieci samodzielnie sie bawią
              można napisac książke a trójka maluchów w tym czasie układa sobie klocuszki w
              drugim pokoju, kobiety o czym wy piszecie??????? przez ponad trzy lata byłam
              kobietą domową znam plusy i minusy tego stanu, jestem gorącą zwolenniczką
              wychowywania dzieci do lat 3 tylko przez mame jeśli może sobie na to pozwolić,
              ale poziom absurdu niektórych postów w tym pesteczki przekracza moją granicę
              mdłości, jej styl pisania też
              • donatta Re: Fugitive, ale jesteś namolna 02.08.05, 14:28
                Dzisiaj wstaliśmy o 10.30 smile
                Teraz siedzę przy kompie i tłumaczę, a dzieci bawią się "klocuszkami", jak to
                ładnie raczyłaś określić. Najmłodsza zestawem Bellville, syn cysterną Lego, a
                najstarsza buduje wóz policyjny. Mam przesłać fotkę?

                Nie lubię się chwalić, i po raz pierwszy to piszę, ale, lekko mówiąc,
                rozsierdziłaś mnie. Wieczorem potrafię czytać długo. Jeszcze dłużej pracować. W
                weekend przeczytałam Harrye'go Pottera w oryginale. Od czasu, kiedy urodziłam
                pierwsze dziecko, napisałam dwie i pół książki, przetłumaczyłam prawie sześć, i
                współtworzyłam (i nadal to robię) cztery wielkie słowniki. Chcesz linki do
                księgarni internetowych? Przeczytałam dziesiątki książek, setki razy uprawiałam
                seks, spędziłam długie godziny w Internecie.

                Można. Trzeba tylko umieć. Widocznie Ty nie potrafisz. A staż "domowy" mam
                dłuższy od Ciebie. Wychowuję każde moje dziecko od dnia narodzin do chwili
                obecnej. Pojutrze będzie osiem lat smile

                I nie są zaniedbane. Mam też czas na wycieczki w plener, zwiedziliśmy już
                multum miejsc. Coś jeszcze?
                • courtney Re: Fugitive, ale jesteś namolna 02.08.05, 14:36
                  donatta napisała:

                  > Można. Trzeba tylko umieć. Widocznie Ty nie potrafisz. A staż "domowy" mam
                  > dłuższy od Ciebie. Wychowuję każde moje dziecko od dnia narodzin do chwili
                  > obecnej. Pojutrze będzie osiem lat smile

                  O czym Ty mowisz moja droga ???Przeciez masz juz duze samodzielne dzieci nic
                  dziwnego ze potrafią organizowac sobie czas same ,ze klocki i inne samodzielne
                  zabawy zajmują je, podczas gdy Ty mozesz realizowac sie na full
                  sposobow.Czyzbys zapomniała juz jak wyglądały czasy gdy dzieci były
                  noworodkami???
                  • courtney Re: Fugitive, ale jesteś namolna 02.08.05, 14:38
                    Uprzedze Twoja odpowiedz pewnie zawsze byłąs tak idealnie zorganizowana i
                    pisałas ksiązki z trójka małych dzieci na rekach...Wybacz ale Twoj przypadek
                    jest zupelnie oderwany od rzeczywistosci niestety...
                  • donatta Re: Fugitive, ale jesteś namolna 02.08.05, 14:41
                    Nie wiem, czy dwa latka to duże i samodzielne dziecko. A kiedy dzieci były
                    noworodkami, tak samo pracowałam. Może nie kiedy miałam tylko jedno, bo wtedy
                    jeszcze nie wiedziałam, co chcę tak naprawdę robić w życiu. Ale z dwójką i
                    trójką - owszem. I nie sądzę, żebym była ewenementem. Jestem tylko dobrze
                    zorganizowana.
                    • cocollino1 Re: Fugitive, ale jesteś namolna 02.08.05, 14:47
                      no to gratulacje, bo ja sobie tego wszystkiego co napisalas z 3 malych dzieci
                      nie wyobrazam, hmm moze dlatego ze nieumiem grac na fortepianie?????smile
                • fugitive Re: Fugitive, ale jesteś namolna 02.08.05, 14:44
                  donatia to teraz ty mnie rozbawiłaś, dziewczyno droga , ja nie mówię o 8 letnim
                  dziecku czy 5 letnim dziecku, no faktycznie przy takich dzieciach można zrobić
                  na prawde wiele a może wręcz wszystko, szczególnie jak są w szkole czy
                  przedszkolu, takie dzieci bawuią się długo same i faktycznie luz musi być spory
                  ja mówie o malutkich dzieciach do 3 roku życia. Faktycznie jeśli nie pracujesz
                  i masz takie dzieci duże no to moja droga sztuką byłoby ten czas przetracić
                  przez palce. Na tym forum piszą na ogól mamy małych dzieci i jak sądze one
                  odczytują te bzdury o umiejętności organizowania wolnego czasu.
                  Ja mając dwójkę małych dzieci skończyłam studia podyplomowe i zrobiłam pierwszy
                  rok studiów doktoranckich( dośc trudnych bo prawo) ale raczej nie była to
                  zasługa mojej dobrej organizacji czasu tylko pomocy bliskich.
                  Kobieto droga jeśli masz takie duże dzieci to nic dziwnego że się wysypiasz
                  ale kończe ten wywód min dlatego też że uważam że jestś osobą nie na tym
                  poziomie z którymi staram się wchodzić w dysputy, zwróć uwagę że w moim poście
                  nie było słów obraźliwyxh typu np namolna,
                  • cocollino1 Re: Fugitive, ale jesteś namolna 02.08.05, 14:51
                    mnie tez jakos nie bardzo chce sie wierzyc w te leniwe poranki z maluchami, w
                    te kawki, gry na pianinie, wycieczki itp z naprawde malymi dziecmi, ale moze
                    moja wyobraznia jest zbyt ograniczona pobudkami o 7 rano, nawet kiedy mam
                    wolne, jak pisalam wyzej nie umiem grac na pianinie, no moje dziecko za to gra
                    na organkach ma poltora roku i gra nawet czasem 5 minut, w tym czasie nie dam
                    rady posta porzadnie napisac, a co tu mowic o ksiazkach, ach alez ja jestem
                    niezorganizowana.....
                  • donatta umiejętność czytania to ważna rzecz :-) 02.08.05, 14:59
                    Gdybyś ją posiadła, wiedziałabyś że pracowałam także mając zupełnie malutkie
                    dzieci: będąc w ciąży z dwulatką u boku, potem z 2-3 letnim dzieckiem i
                    niemowlęciem. A potem z kilkulatkami i noworodkiem. Nadal mam dwulatkę w domu,
                    nadal podtrzymuję to, co napisałam. Przepraszam za "namolną", dla mnie to słowo
                    ma wydźwięk neutralny, a nawetlekko dowcipny.

                    PS. Moje dzieci nie chodziły do przedszkola (jedynie najstarsza, ale tylko
                    rok).

                    Pozdrawiam i mniej emocji w podchodzeniu do postów życzę. A także zrozumienia,
                    że na własnym nosie świat się nie kończy smile
                    • fugitive Re: umiejętność czytania to ważna rzecz :-) 02.08.05, 15:04
                      gdzie publikowałaś swoją biografię , bo mi umknelą i nie doczytałam,
                      natomiast nie rozumiem co ma do naszej dyskusji fakt że pracowałaś, mówimy o
                      tym jak to jest byc z małym dziekiem ( dziećmi ) w domu, ja twierdzę że nie da
                      się wtedy trzy godziny grać na pianinie a ty twierdzisz że to wyłącznie kwestia
                      organizacji czasu,
                      uff znowu dałam sie sprowokować natomiast mimo przeprosin nadal podtrzymuje
                      swoją opinie na temat osób z którymi prowadze dyskusje i już więcej sprowokować
                      się nie dam, pozdrawiam życząc dokładnie tego samego plus umiejętności wczucia
                      się w sytuacje innych mam
                      • wieczna-gosia Re: umiejętność czytania to ważna rzecz :-) 02.08.05, 15:09
                        na gitarze sie da wink

                        poza tym jesli donatta umie tlumaczyc w domu, czy pisac ksiazki to pewnie
                        umialaby i grac na pianinie gdyby miala pianino oczywiscie wink

                        Fugitive wez dziewczyno napisz JA nie umiem, MNIE sie nie chcialo robic
                        makijazu, a nie kazdesz dziewczynom udowadniac ze im sie chce i ze umieja grac
                        na pianinie.

                        Nie kazdy musi napisac trzy ksiazki, wazne by byl zadowolony z tej sytuacji w
                        ktorej jest. By byl w domu z WLASCEGO wyboru, albo zasuwal jak maly motorek poza
                        domem bo ON tak chce. Wtedy sfrustrowanych kur domowych oraz sfrustrowanych mam
                        pracujacych bedzxie mniej.

                        Ja nie pracowalam X lat. teraz pracuje. Aczkolwiek nie na pelen etat i chwalic
                        pana. Podoba mi sie, ale te lata w ktorych nie pracowalam tez mi sie podobaly wink
                        • fugitive Re: umiejętność czytania to ważna rzecz :-) 02.08.05, 15:13
                          mnie też się podobały , natomiast wiem, też jak wyglądały, ok bije się w pierś
                          nie potrafię zająć się przez trzy godziny czymś ( graniem na pianie) kiedy obok
                          są moje małe dzieci ( i nikt mi nie pomaga w ich pilnowaniu. Natomiast bardzo
                          prosze Ciebie żebyś mi potwierdziła że Ty potrafisz.
                          A co do reszty prosze zacytuj mi gdzie napisalm cokolwiek o makijażu i ogólnym
                          zaniedbaniu kobiet na wychowawczym jesśli mi znajdzesz taki cytat to możemy
                          dyskutowac dalej
                          • wieczna-gosia Re: umiejętność czytania to ważna rzecz :-) 02.08.05, 15:19
                            Ale te trzy godziny to maja byc ciurkiem? pewnie nie. Natomiast summa summarum
                            dzisiaj przez godzine uczylam sie francuskiego podczas gdy na placu zabaw dwoje
                            dzieci sie bawilo a jedno dziecko spalo.
                            Ponadto rano spedzilam pasjonujacy czas czytajac ksiazke, kariac nieuwaznie
                            najmlodsze oraz dajac sniadanie starszym. Pewnie tez z godzina wyszla.

                            Trzy godziny ciurkiem bym nie mogla sie zajmowac graniem, bo na pewno ktos
                            chcialby siusiu wink
                • wieczna-gosia Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:01
                  Przeciez to wiadome ze zmyslasz.

                  Ja z noworodkiem i roczniakeim zdalam mature.
                  Z trojka dzieci skonczylam studia.
                  Ucze sie jezykow.

                  Wstaje fakt dosyc wczesnie, bo dziecko mam male, ale tak sobie zorganizowalam
                  dzien, zeby mi sie chialo wstawac.

                  Ale jesli droga donatto nie jestes lekko wkurzona jak fugitive albo zniechecona
                  jak courtney to klamiesz jak z nut bo to jest NOEMOZLIWE. Pojmujesz trollu jeden wink
                  • fugitive Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:08
                    albo nie jesteś tak mądra i mająca tak ogromną wiedzę i doświadczenie życiwowe
                    jak wieczna gosia, poparte naturalnie wielkim auturytetem na forum....
                    • wieczna-gosia fugitive droga, 02.08.05, 15:11
                      Ja nie napisalam tylu ksiazek co Donatta czego jej szczerze zazdroszcze, a
                      jednak w swej zazdrosci jej raczej nie zarzuce ze zmysle bo SIE NIE DA. No nie
                      da sie po prostu.
                      • courtney Re: fugitive droga, 02.08.05, 15:24
                        Moze i da sie wszystko ale cholera zawsze kosztem innych obowiązkow czy
                        zajec,moze to rzeczywiscie raczej kwestia wyborów typu skrajny bałagan w
                        mieszkaniu lub czas na pianino.Jednak ta sielankowa wizja macierzynstwa
                        zaprezentowana przez Donattę nie przemawia do mnie, brzmi za przeproszeniem jak
                        sranie w banie na potrzeby internetowego forum.Nie wierze ze mozna wiesc tak
                        idealne sielankowe zycie idealnej gospodyni matki pasjonatki z trojka dzieci na
                        szyi.Jestes wirtualna.
                        • donatta Droga Courtney 02.08.05, 15:50
                          Uszczypnęłam się mocno. Zabolało. Chyba jednak bardzo rzeczywista jestem. Ale
                          tę idealną gospodynię to sobie dorobiłaś smile Oczywiście, że odkąd tyle pracuję
                          i mam troje dzieci, zaniedbałam nieco dom. Syfu nie ma, obiady gotuję
                          codziennie (wyłączając dni, kiedy mi się nie chce i wtedy zamawiam kebab lub
                          pizzę), ale to nie to, co kiedyś. Są jednak rzeczy ważniejsze niż dom na wysoki
                          połysk smile Przynajmniej dla mnie.

                          I nie ma wątpliwości, że jest to kwestia wyborów. Ja na przykład nie oglądam w
                          ogóle TV (może raz na parę tygodni jakiś film na kompie). Na większe zakupy
                          wysyłam męża. Nie wiszę na telefonie. Nie zdarza mi się leżeć i nic nie robić.
                          No, nigdy, bezczynność mnie mężczy potwornie.

                          I żeby zamknąć już tę dyskusję: każdy ma takie życie, na jakie sobie pracuje.
                          Żadne nie jest lepsze, żadne nie jest gorsze. Są różne. Grunt, żeby czerpać
                          satysfakcję z tego, co się robi (nawet jeśli jest to "tylko" wychowywanie
                          dziecka, czy uprawa ogródka). I rozumieć, że inni mogą żyć inaczej.
                  • cocollino1 Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:10
                    Gosiu, tu nie chodzi o to ze ktos mzysla, nie nie, tylko jak sama napisals zeby
                    zrobic cos wiecej dla siebie musisz wstac wczesniej np, mnie tylko troche
                    rozsmieszyl tekst o graniu na pianinie przez trzy godziny np przy rocznym
                    dziecku tak sobie to wyobrazam i nie moge jakos tego pojac, no ty masz wieksze
                    doswiadczenie, ale mimo wszystko takiej sielanki to chyba nie masz ze swoja
                    gromada, ze chcesz wsiadasz wsamochod jedziesz do przyjacilki na wies, chcesz
                    grasz na pianinie czy perkusji, chccesz lecisz po miescie i szukasz
                    wystrzalowych ciuszkow. No nie wiem, ale jakos nie moge w to uwierzyc, ze tak
                    zupelnie na wszystko jest czas. No chyba ze jest pani do sprzatania, gotoweania
                    itp.
                    • wieczna-gosia Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:14
                      cocolino no nie mam samochodu cholera. Ale jak bym mogla to bym wsiadla.

                      Za to- przyznaje bez bicia moj dom przypomina zawsze chate tuz przed
                      przeprowadzka, okna mylam nie pamietam kiedy, maz je w pracy bo szansa ze nie
                      opedze obiadu kluskami z jagodami jest niska. W zimie zamiast klusek z jagodami
                      sa mrozonki waqrzywne Hortex.

                      Wole pograc na gitarze. I poczytac ksiazke. I pobawic sie z dziecmi.
                      • cocollino1 Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:19
                        no wlasnie i super, ale wiadomo wszystkiego zrobic sie nie da, obiadu
                        trzydaniwego, okna blysk, poprane, poprasowane, ogrodek wypielony, dziecko
                        zadbane, wybawione, a ja siedze na tarasie gram na trąbce (fortepian mi sie
                        znudzil juz), w miedzyczasie pisze prace magisterska. no cos za cos.
                  • cocollino1 Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:12
                    ja z noworodkiem skonczylam studia, napisalam i obornila prace, ale to dzieki
                    pomocy meza, rodzicow, tesciow, nie bylo tak ze ja 3 godziny nad ksiazkami, a
                    tym czasie noworodek bawil sie karuzelka, a obiad sam sie gotowal.
                    • wieczna-gosia Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:16
                      cocolino,
                      nigdy w zyiou nie powiem ze maz mi nie pomaga. Ale to chyba naturalne? w koncu
                      jestesmy malzenstwem. Tesciowie mi pomagaja czasami intensywnie, po czym sie
                      zremy i nie pomagaja mi przez miesiac. Wtedy jest mi troche ciazko, ale plan
                      dnia nie zmianuia mi sie dramatycznie.

                      A na basen to ja latam o 6 rano przed praca meza i szkola dzieci, inaczej pewnie
                      bym czasu nie znalazla.
                      • cocollino1 Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:20
                        tekst z tesciami mi sie podobal najbardziejsmile)))
                  • donatta Re: Donatta wez sie nie wysilaj ;) 02.08.05, 15:12
                    Ło Boże, to mnie zdemaskowałaś smile
                    Przyznaję się bez bicia, jestem trollem, którego jedynym celem jest wkurzanie
                    Bogu ducha winnych mam smile Specjalizuję się w wyszukanych epitetach oraz
                    wymyślaniu rzeczy niemożliwych.

                    A Ty jesteś kłamczuchą. Bo z Twojego postu wynika, że masz tylko troje dzieci i
                    skończyłaś na magistrze. A czwarte i pięte, a doktorat? Ty mi się tu basenem i
                    rowerkiem nie wymiguj wink

                    No nic. Idę sfrustrować jakieś inne fora smile

          • haganna Re: Kobiety domowe 02.08.05, 17:28
            11-miesięczniak to chyba jeszcze nie odchowane dziecko.
            Od czego jest mąż i babcia - od czasu do czasu mogą się dzieckiem zająć.
            Co do nauki, to od czego są wieczory, kiedy dziecko śpi i drzemki, które trwają
            nawet trzy godziny.
    • flurcia Re: Kobiety domowe 02.08.05, 08:50
      Wszystko zalezy od układów w domu. My tu gdzie mieszkamy nie mamy kompletnie żadnej rodziny (rodzina mieszka na drugim końcu POlski bez mała). Zostawienie z kimś dziecka więc odpada, a jakoś sobie radzimy. Mąż mimo swojej pracy bardzo pomaga mi w domu i przy Oli. Posprząta, pozmywa, jak trzeba to uprasuje. Po pracy wychodzi z małą do parku, a ja mam wtedy trochę czasu, żeby odsapnąć, coś zrobić w domu albo dla siebie np. maseczkę.
      A co do garderoby, to można ją sobie wymienić za całkiem skrome pieniądze. Ja na przykład pokupowałam sobie ładne ubrania w ciuchlandzie. Nie pójdę przecież z córką do piaskownicy w garniturze, czy kostiumie, a taką miałam do tej pory garderobę z uwagi na pracę.
    • olamad Re: Kobiety domowe 02.08.05, 09:11
      Byłam kobietą domową przez cztery lata i tak naprawdę sama nie wiedziałam, czy
      mi sie to podoba, czy nie. Bywały dni, że myślałam, że oszaleje z samotności i
      monotonii każdego dnia. Jakiś rok temu cudem udało mi się zdobyć pracę,
      taką "normalną", poniedziałek-piątek, 8-16. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak
      fajnie było "siedzieć" w domu, jak fajnie nigdzie się nie spieszyć, chodzić
      spac po północy i wstawać bez budzika... Los jednak chciał, że straciłam tę
      pracę - siedzę w domu od ponad dwóch tygodni, i wiecie co? Znowu zaczyna mnie
      nosić, znowu bym chciała coś robić.. Przez ostatni rok nie miałam urlopu
      dłuższego niż trzy dni, wiec teraz to sobie powetuję, wybybyczę się do woli..
      Ale jeszcze tydzień, dwa i znowu zacznę przeglądać ogłoszenia..
      Życie jest naprawdę przewrotne, i nie mogę sobie pozwolić, by w razie jakiejś
      życiowej katasrofy zostac z córką z niczym. Podziwiam optymizm co poniektórych
      eMam.. Może 10 lat temu, bez tego calego bagażu doświadczeń na plecach, też bym
      tak myślała, ale teraz.. teraz poprostu muszę pracować.. bo chcę i muszę.
      • babsee Re: Kobiety domowe 02.08.05, 09:44
        otóz, to!Ja też podziwiam optymizm.Mnie na mysl by nie przyszlo siedziec w domu
        ale to jest akurat kwiestia charakteru- mnie by rozniosło.jak byłam z Jagusia w
        domu( 9 mies) to tez spedzalam aktywnie czas.Ale prawda jest taka, ze ileż
        można facetowi opowiadać o dzieciakach?To na pewno tez zależy od męża ale to ja
        zaczęłam się czuc żle-że tylko dziecko i gary.I poszłam do pracy.
        I tak sobie mysle- czy Wy sie nie boicie o przyszłość?Pomijam rozwód- co się
        często zdarza, ale przeciez istnieją wypadki, i co wtedy? Znam dwie kobiety z
        dziećmi, które własnie wychowywały i siedziały na chacie i teraz( po rozwodach)
        ledwo wiąż koniec z końcem- pracy znależć nie mogą i pretensje mają nnie
        wiadomo o co.Trzeba było pomysleć wczesniej.Nie wiem.Ja bym sie po prostu bała
        liczyc tylko i jedynie na męża.
        • viviene12 tylko czy jestescie pewne, 02.08.05, 09:57
          ze za 30 lat - bo tyle pewnie brakuje przecietnej mamie do emerytury - te
          emerytury beda jeszcze istniec? Bo ja bym taka pewna nie byla. Albo beda
          smiesznie male. Sa osoby, ktore w domu dlugo nie wytrzymaja i chca pracowac, bo
          je roznosi.
          Albo robia kariery, albo naprawde swietnie zarabiaja... Ale pracowac w srednio
          lubianym zawodzie, na nieciekawym stanowisku po to, zeby oddawac prawie cala
          pensje opiekunce i na przyszlosc tzn. dodatkowe zabezpieczenie nie odlozyc? No
          to juz sobie kazdy powinien odpowiedziec, jaki model mu lepiej odpowiada. Przede
          wszystkim nie robic nic wbrew sobie.
          • fugitive Re: tylko czy jestescie pewne, 02.08.05, 10:39
            ok ale zabezopieczenie to nie tylko emerytura, kobieta która pracuje ma choćby
            cos takiego jak doświadczenie zawodowe i n ie musi nagle w razie czego szukac
            pracy mając w cv wiek 38 lat doświadczenie zawodowe 3 lata sprzed lat 10
            • viviene12 no tak, troche prawdy w tym jest 02.08.05, 10:47
              szczegolnie na dzisiejszym rynku pracy. Ale cala reszta?
              • kasper68 Re: no tak, troche prawdy w tym jest 02.08.05, 11:27
                Teraz, jako kobieta domowa jestem w naprawdę komfortowej sytuacji. Naprawdę! I
                nie jest ważne to czy chodzę do fryzjera i czy się maluję. Mogę to robić ale
                nie muszę. A dla mnie ważne jest to, że nie muszę wstawać o 4.45, żeby zdążyć
                do pracy. I jak myślicie, że chciało mi się o tej porze malować albo układać
                włosy to się mylicie. Tak samo z ubraniem, wkładałam byle co na grzbiet i do
                roboty - w pracy i tak trzeba było się przebrać w strój roboczy. Jak jestem
                chora to nie muszę jak wtedy iść do pracy i patrzeć jak się sytuacja rozwinie -
                pogorszy się i wtedy do lekarza albo trzeba to przechodzić bo to tylko
                przeziębienie i żaden lekarz na to zwolnienia nie da. Mam ten komfort, że na
                wywiadówki czy zebrania albo szczepienia dzieci nie muszę się zwalniać. Gdy
                dzieci chorują nie muszę się zastanawiać czy brać urlop a może nie. Dodam że
                mieszkam w małej miejscowości gdzie nie istnieją opiekunki do dzieci i raczej
                każda mama zajmuje się swoimi w miarę swoich możliwości. A jak się ma dziecko w
                wieku szkolnym to wiadomo na ile dodatkowych zajęć trzeba to dziecko zawieźć.
                Nie wyobrażam sobie zresztą, kto bybył przy dzieciach - 2,5 oraz 12 - gdy mój
                mąż pracuje do szóstej a czasem i dłużej. A co do ambicji zawodowych to
                zauważcie że tylko nieliczna grupa ludzi może się rozwijać zawodowo i piąć się
                po szczeblach kariery. Reszta przez całe życie wykonuje bardzo prozaiczne
                czynności.
    • zona_wojtka Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 13:06
      Kobiety pracujące zawodowo, jak wygląda Wasz dzień powszedni? Czy nie jesteście
      znużone codziennością? To prawda, że we wszystkim jest jakaś monotonia, ale
      spędzanie życia wyłącznie w pracy, np. przy biurku, może zbrzydnąć chyba
      najszybciej?
      Z moich obserwacji wynika, że wiodąc zawodowe życie kobiety są ciągle zmęczone,
      niedospane i tylko pozornie są pełne energii, bo nie starcza ani czasu ani
      chęci; stroić się nie za bardzo jest jak, bo połowę (oby!) pensji oddają
      opiekunce, opony na brzuchu się robią, bo ciągle tylko na tym fotelu za
      biurkiem, a do domu po pracy, bo dziecko (dzieci) czeka na chwilę (no, dwie
      chwile) tylko z mamusią, więc ani na basen, ani na aerobik tudzież inne ruchowe
      zajęcia.

      Jak widzisz, courtney, sprawa wygląda podobnie z perspektywy tych "domowych"
      kobiet w odniesieniu do pracujących zawodowo.

      Moim zdaniem istnieją miliony argumentów zarówno kobiet w pierwszym jak i w
      drugim przypadku. I tak jak ktoś tu juz wcześniej napisał - dla którejkolwiek
      kobiety, domowej czy pracującej zawodowo, czy na pół etatu, czy leżącej bykiem
      pół dnia, czy też "całoetatowej" plus nadgodziny, sytuacja będzie
      satysfakcjonująca i fajna, jeśli nie będzie ona robiła tego co robi pod
      przymusem, a z własnej nieprzymuszonej woli.

      Inną sprawą jest to, iż z moich akurat obserwacji wynika, iż kobiety pracujące
      zawodowo, które nie mają czasu dla swoich dzieci, bo spełniają swoje zawodowe
      ambicje (no, priorytety są różne...), piszą takie bzdury jak courtney z czystej
      zazdrości. Bo nie powiesz mi, że nie zżera cię dlatego, że mogę wstać kiedy
      chcę, przygotować dzieciom prawdziwe śniadanie (prawdziwe - nie płatki
      kukurydziane zalane w biegu zimnym mlekiem), wziąć prysznic, umalować się
      stosownie do okazji, wystroić się stosownie do okazji i udać się swoim szybkim
      autem tam gdzie akurat chcemy; my - czyli ja i moje dwie córki. Dla mnie
      płaszczenie tylka za biurkiem nie jest aż tak ważne jak:
      po pierwsze primo: latem - budowanie z córkami zamków z piasku na plaży (nie ma
      znaczenia, czy jest to plaża nad morzem, jeziorem, czy jakąkolwiek rzeką),
      po drugie primo: zimą - lepienie z nimi bałwana, zjeżdżanie na sankach z
      leśnych górek za miastem;
      po ptrzecie promo: tak, właśnie! nie jest tak ważne jak po prostu bycie w domu
      z rodziną i robienie tego, co w nim zwyczajnie trzeba zrobić.
      Mogłabym tak wymieniać długo, ale szkoda mi czasu.
      Wolę jechać nad wodę i łapać opaleniznę.
      Pozdrawiam wszystkie pracujące zawodowo, a w szczególności te zawodowe "kury
      domowe", do których sama się zaliczam, a które wcale nie są zaniedbane,
      rozleniwione ani mało atrakcyjne. Gdyby choć 1/3 pracujących zawodowo wyglądała
      i miała takie samopoczucie i tyle energii co np. ja, ta, jak to było?... ach,
      DOMOWA (hmm, bynajmniej...), to nie byłoby na ulicach tyle zgorzkniałych i
      nadąsanych kobiet, a panie w banku czy na poczcie obsługiwałyby klientów z
      uśmiechem, a nie burcząc coś tam pod nosem i narzekających, że tak im źle, bo
      deszcz pada, głowa boli, a mąż to taki cham, a ten to czego tu jeszcze,
      przecież już za trzy minuty zamykamy...
      • margarettka Re: Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 13:30
        Je urodzilam synka na piatym roku studiow i nie pracowalam pozniej. Maly ma
        prawie 1,5 roku i stwierdzam od jakiegos czasu, ze pora do pracy. To, ze z nim
        jestem w domu, to moj wybor, bo wiem jak wazne dla dziecka jest bycie z mama w
        tym pierwszym okresie, ale teraz chce juz do pracy, chce do ludzi. Nie mam
        kolezanek z dziecmi, wiec jest mi troche ciezko. Nigdy jednak nie czulam sie
        zaniedbana, codziennie sie maluje, dbam o siebie, chcadzam do fryzjera takze i
        robie wszystko to, co robilam ze soba jak jeszcze nie bylam mama. Jakos nie
        wyobrazam sobie, ze moglabym sie "zapuscic".
        No ale brakuje mi juz ludzi, chcialabym miec cos poza domem, zrealizowac sie
        zawodowo. W czasie bycia z maly w domu zrobilam studia podyplomowe i chce to
        wykorzystac. Nie wyobrazam sobie spedzenia wielu lat w domu z dziecmi, to chyba
        nie dla mnie. Takze zamierzam szukac pracy niedlugo, jedyny problem jaki mam to
        z kim zostawic malego...boje sie opiekunek, a babcie daleko...mam nadzieje, ze
        znajde kogos godnego zaufania.
        • l.e.a Re: Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 16:14
          no to Was dobiję, mało tego,że Donatta tłumaczy pisze ksiązki, zajmuje się
          fantastycznie domem, mężem i dziećmi, to na dodatek znajduje czas na to aby
          samodzielnie i bardzo ciekawie udekorować mieszkanie smile
          • cocollino1 Re: Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 16:16
            no to chwala jej za to, ja zazdroszcze bo ja tak nie potrafie, i nie znam
            nikogo takiegosmile)))
          • pesteczka5 Do Fugitive! 02.08.05, 16:20

            • pesteczka5 Re: Do Fugitive! 02.08.05, 16:23
              Upsssmile
              Słuchaj, załatw mi fuchę w takim Harlekinie! Popiszę, zapłacą, a ja wrócę do
              tego, co napisałam.

              ____________
              Mój mąż dostał "śmieszny" podkoszulek z napisem "ojciec dyrektor". -To znaczy,
              że wszyscy macie mnie słuchać - mówi. Bartuś ze zdziwieniem:
              -Wszyscy??? NAWET MY???
              • mharrison Re: Do Fugitive! 02.08.05, 17:46
                Pesteczko,
                a może byś wróciła do siedzenia w domu i "machnęła" materiał marketingowy dla
                jakiegoś panaceumsmile?


              • fugitive Re: Do Pesteczki 03.08.05, 07:20
                moja droga pesteczko, gdybym miała dojścia do harlekina, sama przerzuciłabym
                sie na pisanie o : "delikatnych promykach słońca odbijających sie w oczach
                ukochanego, przywodzących na myśl rozkosze spędzonych razem chwil" no ale nie
                mam
          • donatta Re: Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 16:24
            L.e.a, zawstydzasz mnie smile

            Na swoją obronę powiem, że to wszystko szyłam, zanim urodziłam najmłodszą. I
            zanim napisałam te książki smile
            O, teraz z szycia też musiałam zrezygnować, to kolejna rzecz. Ale nie żałuję,
            nie jestem krawcową-pasjonatką smile
            • mharrison Re: Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 18:00
              Dodam jeszcze, że nieistniejąca Donattasmile jest ładna, szczupła i zadbana.
              Donatto, napisz proszę ku uciesze niektórych, że w wolnych chwilach zajmujesz
              się retuszem zdjęćsmile

              Tłumacz to wymarzony zawód do "siedzenia" z dziećmi w domu. Można go zgrać z
              rytmem dnia dzieci, obiad ugotować (uwielbiam!), dotlenić się 2 razy dziennie.
              I nawet zarobić na to, by ktoś inny "wybłyszczył" domsmile

              Wirtualna na potrzeby forumsmile, jest nas już więcejsmile, pracująca w domusmile,
              sielankowasmile i muzyczne beztalenciesmile
              • l.e.a Re: Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 18:05
                noo i fajowo się ubiera smile))
                • donatta Do Mharrison i L.e.i 02.08.05, 22:40
                  No już nie przesadzajcie. Że jestem pracowita, zorganizowana i cokolwiek innego
                  na tę nutę - mogę przyklasnąć. Ale z tym wyglądem i urodą ą i ę to się już nie
                  zgodzę.

                  Jak nic, musi że retusz smile
                  • courtney Re: 02.08.05, 22:45
                    L.E.A to widze połowe forumowych kolezanek zna na wylotwink
                    • l.e.a Re: 02.08.05, 23:30
                      ano znam - to źle ?
            • kubara1 Re: Kobiety pracujące zawodowo 02.08.05, 18:08
              Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jestem z małą bo tak wybrałam, ale nie poweim,
              że nie mam czasami dość. Kto powiedział, że ma być łatwo??? Jrestem znużona
              codziennością i czasami mam dość zabaw z własnym dzieckiem. Ale to mija i
              generalnie cenię sobie życie bez wyścigu z czasem, lubię patrzeć jak mój mąż z
              apetytem zjada codziennie domowy obiadek, jak moje dziecko rozwija się i ja to
              mogę codziennie obserwować. Staram się o siebie dbać, również intelektulanie.
              Chodzę na kurs językowy, czytam gazety, robię tłumaczenia, udzielam kilku
              lekcji tygodniowo. MOja sąsoadka jest typową biusnesswoman i ma roczną
              córeczkę. Czasami jej zazdroszczę jak wychodząc po bułki widzę ją elegancką,
              pachnącą, z teczką pod pachą, wsiadającą do nowiutkiej Toyoty. Co innego po
              południu kiedy obujaczona siatkami biegnie do domu, żeby chociaż trzy godziny
              pobyć ze swoim dzieckiem chociaż w głębi duszy jest tak bardzo zmęczona, że
              zabawa z małą jest ostanią rzeczą o której marzy. Cóż , życie....
    • nanuk24 Re: Kobiety domowe 02.08.05, 19:31

      Jak sie ma nieodpowiedni uklad w domu, meza tyrana, ktory to musi miec na czas
      podstawiony obiad i odstawiony, posprzatane, uprasowane. Skoro zona jest na
      kazde zawolanie meza, to sie nie dziwie, ze kobiety wola zostawic dzieci w domu
      i uciec do pracy na caly dzien. Nie mowie o przypadkech kiedy sytuacja
      materilana zmusza kobiete do pracy.
      Ja mam dopiero teraz wiecej czasu, niz wtedy kiedy pracowalam. Wstawalam o 5:30,
      z pracy wracalkam padnieta o 20:00.Wtedy o kolacji nawet nie myslalam.
      Teraz czuje, ze zyje. Poscielilam sobie calkiem wygodnie i tak zeby sie nie
      nameczyc.
      Mam maciupenko obowiazkow domowych. Rachunkami, zakupami, sprawami
      urzedowo-technicznymi zajmuje sie moj maz. Ja sprzatam, ale przeciez nie biegam
      ze szmatka codzien. Zdarza sie, ze obiadu nie gotuje prze dwa tygodnie. Prasowac
      nie musze, bo mam suszarke do ubran, ale ze prasowac lubie, to sama przyjemnosc
      dla mniesmile
      A jak wyglada moj dzien?
      Wstajemy z synem rocznym o roznych godzinach. Czasem jest to siodma, czasem
      dziesiata. Syn je sniadanie, ja pije kawe z maseczka na twarzy. Szykuje siebie,
      szykuje syna...Nigdzie sie nie spiesze, bo nic pilnego nie musze zalatwiac.
      Dzwonie do znajomych, umawiam sie na spotkanie. Wychodze z dzieckiem z domu.
      Wracam wieczorem, przed przyjsciem meza z pracy.
      Dziennie pokonuje z dzieckiem 10 mil na piechote. Chodze tam, gdzie jestem w
      stanie dojsc.Ogladam to, co mnie interesuje. Czasem jest to wesole miasteczko,
      czasem zoo, czasem ksiegarnia(w ktorej mozna zamowic kawe i ciasto, usiasc na
      wygodnym fotelu i poczytac ksiazke, ktorej nawet nie zamierzasz kupicsmile,czasem
      jest to lodziarnia lub kafejka, do ktorej mozna wpasc z dzieckiem. Jezdze do
      kolezanek i spedzam tam caly dzien. A czasem po prostu siedze w domu i gapie sie
      na bawiacego syna.
      • iwoniaw w czasach, gdy pracowałam 8 h poza domem... 02.08.05, 20:06
        ... w domu nie było mnie po 10-12 godzin. Wstawać musiałam, gdy w zimie było
        jeszzcze ciemno, następnie śniadanie i dojazd do pracy do innej dzielnicy. Potem
        8 h przed komputerem, powrót do domu i byłam tak padnięta, że nawet czasem jeść
        już nie miałam siły. Potem urodził się synek i życie stało się wreszcie normalne wink
        Obecnie opiekuję się 14-miesięczniakiem (te, które miały lub mają dziecko w tym
        wieku wiedzą, jakie to absorbujące, ale jakie miłe też...) i mam czas na:
        - obejrzenie swego własnego mieszkania w świetle dziennym, sprawdzenie, czego mu
        trzeba i zrobienie tego w tempie, które mnie nie wykończy i nie znudzi malucha
        - przeczytanie stosów wiecznie niegdyś odkładanych na urlop książek w czasie,
        gdy dziecko śpi (ok. 1,5 h dziennie - na spacerze lub w domu, w zależności od
        okoliczności)
        - odwiedzanie tych znajomych, które też są w domu
        - zakupy w czasie, gdy w sklepach nie ma dzikich tłumów
        - przyrządzanie normalnych posiłków dla siebie i rodziny
        - dokończenie pisania rozprawy doktorskiej.
        Dziecko wygląda na wybawione i szczęśliwe w tym wszystkim. Gdy idę do fryzjera,
        z synkiem zostaje mąż. Ubieram się normalnie, nie widzę związku między byciem w
        domu a rozwleczonym dresem. Wyspana jestem z całą pewnością bardziej, niż wtedy,
        gdy pół doby spędzałam w pracy i w drodze do/z niej, mimo że młody do śpiochów
        nie należy. Właściwie to kiedyś nie zwracałam aż tak uwagi na wygląd, bo zbyt
        padnięta byłam. Pewnie pójdę do pracy gdy synek podrośnie, ale w życiu na tyle
        godzin codziennie, chyba żebyśmy już na jedzenie nie mieli...
      • semijo Re: Nanuk24... 02.08.05, 22:50
        nanuk24 napisała:

        > Mam maciupenko obowiazkow domowych. Rachunkami, zakupami, sprawami
        > urzedowo-technicznymi zajmuje sie moj maz. Ja sprzatam, ale przeciez nie
        biegam
        > ze szmatka codzien. Zdarza sie, ze obiadu nie gotuje prze dwa tygodnie.

        Troche mi żal Twojego męża

        > A jak wyglada moj dzien?
        > Wstajemy z synem rocznym o roznych godzinach. Czasem jest to siodma, czasem
        > dziesiata. Syn je sniadanie, ja pije kawe z maseczka na twarzy. Szykuje
        siebie,
        > szykuje syna...Nigdzie sie nie spiesze, bo nic pilnego nie musze zalatwiac.
        > Dzwonie do znajomych, umawiam sie na spotkanie. Wychodze z dzieckiem z domu.
        > Wracam wieczorem, przed przyjsciem meza z pracy.
        > Dziennie pokonuje z dzieckiem 10 mil na piechote. Chodze tam, gdzie jestem w
        > stanie dojsc.Ogladam to, co mnie interesuje. Czasem jest to wesole miasteczko,
        > czasem zoo, czasem ksiegarnia(w ktorej mozna zamowic kawe i ciasto, usiasc na
        > wygodnym fotelu i poczytac ksiazke, ktorej nawet nie zamierzasz kupicsmile

        A ile ma Twoje dziecko? Jakoś trudno mi sobie wyobrażić że lecisz z małym do
        księgarni poczytać ksiązkę i wypić kawkę, a co dziecko wtedy robi?

        > Jezdze do kolezanek i spedzam tam caly dzien. A czasem po prostu siedze w
        domu i gapie sie na bawiacego syna.

        Tylko czekać na post " co mam zrobić koleżanka przyjeżdza z dzieckiem na cały
        dzień, w domu nic nie zdąże zrobić, jak jej powiedzieć że siedzenie u kogoś
        cały dzień to przesada?"

        Niemniej pozdrawiam
        • nanuk24 Re: Nanuk24... 02.08.05, 23:50
          semijo napisała:

          > nanuk24 napisała:
          >
          > > Mam maciupenko obowiazkow domowych. Rachunkami, zakupami, sprawami
          > > urzedowo-technicznymi zajmuje sie moj maz. Ja sprzatam, ale przeciez nie
          > biegam
          > > ze szmatka codzien. Zdarza sie, ze obiadu nie gotuje prze dwa tygodnie.
          >
          > Troche mi żal Twojego męża

          -
          • nanuk24 Re: Nanuk24... 02.08.05, 23:52
            na dworze, nie na dworzu.
            • semijo Re: Nanuk24... 03.08.05, 00:34
              Wiesz ja też jestem przeciwniczką usługiwania mężowi. Ale dla mnie jest to
              dziwne, że majac czas na całodzienne ploteczki z koleżanką nie masz czasu
              ugotować obiadu. Normalnego faceta już dawno szlag by trafił. Mnie zreszta też
              gdybym to ja chodziła do pracy a On siedział z dzieckiem.

              co do znajomych...skoro twierdzisz że odpowiadają wam takie relacje to
              spoko...ale dla mnie to jest dziwne. Mam sporo znajomych, ale nie wyobrażam
              sobie siedzieć z nimi całymi dniami i bąki zbijać. To było dobre jak miałam 16
              lat.
              • nanuk24 Re: Nanuk24... 03.08.05, 01:01
                To, ze nie gotuje obiadu nie oznacza, ze maz po pracy nie je goracego posilku.
                Bo oczywiscie je z zamrozonych polproduktow, ktore kilka dni wczesniej
                przygotowalam. Czasem maz je pelny, goracy obiad w pracy.

                A znajomi nie przesiaduja u mnie dzien w dzien. A jesli juz sa, to nie siedzimy
                w chalupie bezczynnie. Sporty uprawiamy jednym slowemsmile
              • nanuk24 wracajac jeszcze do gotowania... 03.08.05, 01:13
                kiedys gotowalam codziennie, ale za kazdym razem kiedy ugotowalam maz nie jadl.
                bo albo nie byl glodny, albo po drodze kupil jakies jedzenie albo tamto albo
                siamto.Jedzenie sie marnowalo.
                Wiec sie zbuntowalam i przestalam gotowac. A zaczne dopiero wtedy, dopoki maz
                nie nauczy sie jesc wtedy kiedy przygotujebig_grin
                • semijo Re: wracajac jeszcze do gotowania... 03.08.05, 01:26
                  nanuk24 napisała:

                  > Wiec sie zbuntowalam i przestalam gotowac. A zaczne dopiero wtedy, dopoki maz
                  > nie nauczy sie jesc wtedy kiedy przygotujebig_grin

                  I słuszniesmilePozdrawiam
                  • nanuk24 Re: wracajac jeszcze do gotowania... 03.08.05, 06:10
                    No. To chociaz w jednej sprawie sie zgadzamysmile
                    Pozdrawiam rowniezsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka