marta_nie_martka
16.08.05, 09:27
Siostra mieszka od roku w Irlandii, w zeszłym tygodniu poleciałam do niej z
mamą i 10 mies. córeczką. Sama jestem w 4 mies. ciąży. W drodze powrotnej
leciałyśmy z przesiadką w Londynie i tam załapałyśmy się na strajk
pracowników lotniska.
Początkowo spanikowałam i nie wiedziałam co mam zrobić. Mama nalegała, żebym
zadzwoniła do siostry, to ona nam kupowała bilety i powinna wiedziac co mamy
zrobić. Przez telefon siotra wydawała sie zdenerwowana, ale nie naszą
sytuacją, tylko naszą prośbą o pomoc. Po powrocie do domu, dwa dni później,
mąż powtóżył mi rozmowę, jaką przeprowadził z siostrą, powiedziała mu -
"Marta jest dorosła, uczyła sie angielskiego i niech sama sobie radzi"
zakończyła to nerwowym śmiechem.
Nie wiem co o tym myśleć. Czuję sie zawiedziona, myślałam że na siostrę można
liczyć. Rzeczywiście poradziłyśmy sobie same, no z pomocą męża. Sisotra
zaoferowała jakąś pomoc dopiero następnego wieczoru, może dopiero do niej
dotarło, że możemy tam spędzić parę dni, a nie jedną noc.
Dodam jeszcze, że leciałyśmy z przesiadką, bo siostrze było łatwiej nas
odebrać z lotniska, na które nie ma bezpośrednich połączeń z Warszawy, dla
nas było to tylko duży kłopot.
Co byście zrobiły na moim miejscu. Porozmawiac z nią o tym? Przylatuje za 2
tyg. i nie potrafię się z tego cieszyć.