Dodaj do ulubionych

Dlaczego mój mąż się na mnie OBRAZIŁ?

29.08.05, 09:40
Kompletnie nie rozumiem o co mu chodzi.
Chodzimy sobie od czasu do czasu na potańcówki. On średnio za tym przepada,
ale chodzi ze mną dla towarzystwa. Tydzień temu poprosił mnie do tańca jeden
chłopak (nie odmówiłam), a on się na mnie obraził. Potem mu przeszło. W
sobotę byliśmy znowu na tej potańcówce, był tam ten sam gość. I znowu się na
mnie obraził mimo, że z nim nie tańczyłam. Fakt, że przez cały czas gadałam
praktycznie tylko o tym gościu, ale to były jakieś pierdoły, ten chłopak
nawet mi się nie bardzo podoba. Mąż miał "mord" w oczach więc wyszliśmy z
imprezy. Potem planowaliśmy małe co nie co. Mąż odwiózł nianię, ja na niego
czekałam, przeglądając gazetę o odchudzaniu. Gdy się zjawił najpierw dłuższą
chwilę go nie było, potem zajżał do mnie. Ja widząc, że on stoi w drzwiach
rzuciłam na niego okiem, ale artykuł tak mnie wciągnął, że czytałam dalej. On
zniknął. Okazało się, że poszedł spać, potem pochlipiwał (płakakał?)
Kompletnie nie wiem o co mu chodzi. Obraził się na mnie, czy co? Na drugi
dzień nie chciał się do mnie odzywać. Pomóżcie, dziewczyny bo nie wiem co
robić. Co go ugryzło?
Obserwuj wątek
    • fiona111 Re: Dlaczego mój mąż się na mnie OBRAZIŁ? 29.08.05, 09:47
      za wszelką cenę próbuj z nim na ten temat rozmawiać
      Z tego, co napisałaś, wydaje mi się, że mąż jest o Ciebie zazdrosny, to do
      pewnego momentu jest może nawet fajne, ale jak zaczyna być silniejsze to staje
      się chore.
      mam nadzieję, że uda się wam dogadać i wszystko sobie wyjaśnić
      pozdrawiam
    • izzunia Re: Dlaczego mój mąż się na mnie OBRAZIŁ? 29.08.05, 09:53
      oj zazdrosny jestsmile boi sie, ze Cie straci, po prostu. na dobra sprawe, to jesli
      sie jest z mezem (wiem,z e to starswieckie) na potancowce, to wypadaloby spytac
      meza, czy mozesz zatanczyc z innym facetem (a raczej ten inny powinien zapytac
      czy moze zatanczyc) wtedy zwykle nie ma problemu z zazdroscia. jesli chodzi o
      rozmawianie na temat innych facetow w obecnosci meza, to tez troszke nietakt,
      szczegolnie, ze juz raz maz poczul sie urazony. nie twierdze, ze to tylko Twoja
      wina, ale wydaje mi sie, ze powinnas jakos mu uswiadomic, ze tylko on jest dla
      Ciebie wazny i nikt inny - jakis obiadek, moze seksowny seksik?smile i na
      przyszlosc pamietac, ze mezowie tez bywaja zazdrosni, tez maja gorsze dni i nie
      nalezy zbytnio narazac ich na takie emocje - zwykle nie wiedza jak sobie z tym
      radzic.
      A na razie postaraj sie porozmawiac z mezem i wyjasnijcie zaistniala sytuacje.
    • bf109g Re: Dlaczego mój mąż się na mnie OBRAZIŁ? 29.08.05, 10:08
      Powiem wam o co chodzi . Przy dziecku i tak pewno czuje się odstawiony na boczny
      tor. Do tego ma pełno pokus (jeśli nie jest skończoną pierdołą) relacji z innymi
      kobietami. Odsuwa je od siebie myśląc o żonie. I nie widzi podobnego zachowania
      u niej , kiedy przychodzi okazja żeby naprawić trochę to co rozpieprza rutyna,
      on tylko potwierdza że on jest na bocznym torze.
      Pochlipuje pewno, bo zastanawia się ze to z czego on zrezygnował, okazało się że
      zupełnie było nie warto...
      • maya2006 a ciekawam... 29.08.05, 10:12
        co by bylo, gdyby dwie potancowki pod rzad, maz chodzil prosic jedna i te sama
        dziewczyne. i mowil o niej z zapalem.
    • ula_max u mnie nie byłoby problemu, bo 29.08.05, 10:30
      już na pierwszej potańcówce, mój mąż zabiłby tego co się ośmielił mnie porwać
      do tańca. A powaznie, to mam takie pytanie: szanujesz swojego męża? czy tylko
      traktujesz jak coś co się przylepiło i przeszkadza w imprezie. I wcale nie
      piszę tu że należałoby w trakcie takich potańcówek wisieć na swoim małżonku,
      trzepotać do niego rzęskami, nie widząc całego świata wokół. Nie podoba mi się
      sposób traktowania przez Ciebie męża. Czy dobrze zrobił że się obraził. Nie.
      Powinien odpłacić pięknym za nadobne.
    • umasumak No cóż, jeśli sama nie wiesz dlaczego.... 29.08.05, 10:35
      ... to co Ci będę tłumaczyć wink
    • karoolinkaa Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 12:24
      Myślałam, że znajdę tu jakieś wsparcie (on się do mnie nie odzywa).
      Ja z tym chłopakiem przecież drugi raz nie tańczyłam. Fakt, że o niczym innym
      nie gadałam, ale to były pierdoły, że on jest tutaj, że sztywno tańczy i takie
      tam. On się wkurzył ze trzy razy bardziej niż poprzednio. To przecież bez sensu
      ba ja z nim teraz nie tańczyłam, tylko z mężem.
      Może mi poradzicie co ja mam z tym fantem zrobić? Uważam, że w dzisiejszych
      czasach nie trzeba się pytać męża o zgodę, gdy ktoś ma ochotę ze mną zatańczyć!
      W końcu feministki coś dla nas wywalczyły, no nie?
      • triss_merigold6 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 12:58
        Zabawne IMO. W czasach kiedy chodziliśmy balować nie pytałam o zgodę czy mogę z
        kimś zatańczyć. Jeśli mam się dobrze bawić to zakładam, że z różnymi osobami.
        Ja bym chyba obśmiała za taką reakcję..
        • bf109g Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 13:17
          Nie chodzi o samo zatańczenie. Odezwałem się bo przydarzyło mi się coś
          podobnego. Chodzi o kontekst. Żona w domu z dzieckiem, relacje psują się.
          Organizuje wyjście, opiekę by być we dwójkę znowu razem jak dawniej. Ale okazuje
          się że zależało na naprawie tych relacji tylko mnie. Znowu ktoś inny jest dla
          niej ważniejszy. Ty przynosisz forsę i jesteś popychadłem.

          Ale kiedyś na potańcówkach nie raz nie przeszkadzało ze tańczyliśmy ja z innymi
          babkami, i ona z lepszymi przystojniakami. Nawet zamiast zazdrości potrafiliśmy
          to zabawnie komentować i się wzajemnie dowartosciowywać.
          • triss_merigold6 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 13:25
            A tam ktoś inny... To miłe wyjść na chwilę z roli matki i żony i poczuć się
            kobietą z którą jeszcze jakiś obcy facet chce zatańczyć. Uważam zresztą, że raz
            na jakiś czas dobrze jest wychodzić osobno, żeby poczuć się jak dorosły i
            samodzielny człowiek nad którym nikt nie stoi, nie komentuje, nie złosliwi się.
            Po takich tekstach u mnie byłaby awantura tj. ja zrobiłabym awanturę w
            stylu "jesteś beznadziejny, nie można się z tobą dobrze bawić, czepiasz się,
            idź stąd do domu a ja zostanę". Nienawidzę jak ktoś bez sensu ogranicza.
            • bf109g Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:01
              > Uważam zresztą, że raz
              > na jakiś czas dobrze jest wychodzić osobno, żeby poczuć się jak dorosły i
              > samodzielny człowiek nad którym nikt nie stoi

              Tez tak uważam. Ale jak już sie wyjdzie razem, to powinno sie postawić na
              swojego partnera (a tym badzie partnerkę).
              Jeśli po takim wydzarzeniu pochlipywał (!), to albo jest pierdołą, albo
              nawarstwiło sie to na wiele innych wydarzeń o których karoolinkaa nie wspomniała...
              • triss_merigold6 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:06
                To bardziej prawdopodobne tj., że są inne problemy a emocje wyszły akurat na
                imprezie. Tak mi się wydaje.
                • bf109g Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:29
                  Zazdrość wywołuje zasadniczo wściekłość, a nie rozżalenie...
        • tynia3 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 13:27
          triss_merigold6 napisała:

          > Zabawne IMO. W czasach kiedy chodziliśmy balować nie pytałam o zgodę czy mogę
          z
          >
          > kimś zatańczyć. Jeśli mam się dobrze bawić to zakładam, że z różnymi osobami.
          > Ja bym chyba obśmiała za taką reakcję..



          A to zależy wink. Generalnie nie mam nic przeciwko wspólnym tańcom, czy
          meskim/damskim wink wyjściom na piwo, etc. Rzecz tylko Z KIM wink. Pamiętam, że w
          trakcie naszej całej znajomości była tylko jedna "Gwiazda", która działała mi
          na nerwy przepotwornie. Dlaczego - nie wiem, wkurzało mnie jak patrzy, czy mówi
          do mojego meża. Uszanował to wink, zbywał ją, ale przy okazji podśmiewał się ze
          mnie wink - rzecz jasna jak byliśmy sami. Podobnie jeden z moich kolegów budził w
          moim małżonku jakąś niewytłumaczalną w sumie niechęć i też odpuściłam. Tak jak
          mówię, cieżko powiedziać, dlaczego akurat te osoby. Przy innych nie reagujemy
          zazdrościa w takim wydaniu wcale, a te... doprowadzały swoją obecnością do
          szewskiej pasji.
          Może taki typ, którego Twój mąż nie znosi. Jak Ci nie zależy na tej znajomości,
          a mąż w ogóle zachowuje się w porządku (nie bywa chorobliwie zazdrosny) to
          proponuję - obróć w żart i uszanuj to "dziwactwo" wink

          pzdr
      • weronikarb Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 13:31
        karoolinkaa napisała:

        > Myślałam, że znajdę tu jakieś wsparcie (on się do mnie nie odzywa).
        jak sie nei odzywa to nie wsparcie, a potrzeba wygadania

        > Ja z tym chłopakiem przecież drugi raz nie tańczyłam. Fakt, że o niczym innym
        > nie gadałam, ale to były pierdoły, że on jest tutaj, że sztywno tańczy i
        takie
        > tam.
        z tych wypowiedzi wynika że albo jesteś malolata albo starasz sie podpuścić.
        Zachowanie wskazuje, że Ty niemasz serca ani poczucia nawet przyzwoitości.
        Gdyby to mąż wyciągnąl cie na imprezę (na ktora niemasz ochoty isc), do tego
        balowal by na niej z kis innym, tydzien pozniej znowu by cie wyciagnal i
        nadawal caly czas na temat tej osoby. Na koncu zamiast pobaraszkowac z Toba w
        lozku walnalby sie i czytal gazete motoryzacyjna.
        Wtedy inaczej bys pisala

        On się wkurzył ze trzy razy bardziej niż poprzednio. To przecież bez sensu
        >
        > ba ja z nim teraz nie tańczyłam, tylko z mężem.
        Tez bym sie wkurzyla i napewno nie bylaby m tak spokojna jak on

        > Może mi poradzicie co ja mam z tym fantem zrobić? Uważam, że w dzisiejszych
        > czasach nie trzeba się pytać męża o zgodę, gdy ktoś ma ochotę ze mną
        zatańczyć!
        Zawsze gdy ktos prosi mnie do tanca to najpierw pyta sie meza o zgode - chyba
        ze to dyskoteka to wiadomo tam jest inaczej/
        I w tym momencie moj maz sie nie obraza, bo sam pozwolil smile

        >
        > W końcu feministki coś dla nas wywalczyły, no nie?
        Niewiele
        • triss_merigold6 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 13:35
          Dobra, na eleganckim dansingu jeśli para siedzi przy stoliku to owszem,
          uprzejmie jest zapytać mężczyznę czy można zatańczyć z kobietą której
          towarzyszy. Chociaż szczerze nie cierpię tego zwyczaju, to tak jakby pytać
          właściciela.
          Ale w klubie czy pubie, na imprezie na której rozmawia się z różnymi ludźmi,
          chodzi, tańczy?
          • kasik751 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 13:40
            Z tym pytaniem o zgode do tanca to bzdura ta takiej imprezce, zgadzam sie, ale
            reszta wydarzen to kompletna zlewka meza i nic dziwnego, ze sie poczul urazony.
            Dziewczyny na tony wypisuja jak to sie poczuly zignorowane przez mezow, bo
            przed kompem siedza, bo mecz, bo sie nie intresuja, nie przytulaja i nie
            zabiegaja o wzgledy itd. itp. Tu jest lustrzane odbicie, ale tak wyraziscie
            opisane, ze traci mi podpucha smile
            Pozdrawiam.
          • weronikarb Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:14
            oj triss przesladujesz mnie chyba - i do tego zawsze sie nie zgadzasz smile
            No coz, ja nawet na wiejskiej potancowce (zabawa na swierzym powietrzu) zawsze
            pytaja sie czy mozna prosic partnerke pana do tanca?
            Dlaczego zarz wlasnoscia, na imprezeach jak znajoma z mezem moim chce zatanczyc
            to nieraz sie pytaja moge ci porwac meza??

            No coz co do właściciela - kobiety rzadko prosza panow do tanca.

            Pub, klub tez czesto sie zdarza proszenie do tanca najpierw partnera smile
            Ale pisalam o dyskotece, ze tam nei obowiazuje - glosna muzyka calkiem inna
            atmosfera widadomo tam jest inaczej, bo szczerze mwoiac nieraz naet niewadomo
            czy kobieta jest z kims czy sama smile
            • triss_merigold6 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:18
              Kurczę, nie wiem sama...
              Na potańcówkach rzadko bywam. Właściwie wcale. Przeważnie bawiliśmy się w
              towarzystwie w którym ludzie znają się od lat i spotykają w tym samym miejscu
              co tydzień. To by smiesznie wyglądało takie proszenie wśród ludzi znających się
              jak łyse konie.wink Ktoś stał, rozmawiał, inny tańczył, tak naturalnie to
              wychodziło i raczej bezkonfliktowo.
              • weronikarb Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:32
                Triss ja nie mowie o czyms takim, ze podchodzi klania sie i recytuje formulke
                to sa stare czasy i rzadko sie zdarzaja.
                Zastanowi sie czy nie bylo ze gadaliscie przy stoliku ze znajomymi i co znajomy
                cie lapie za reke i ciagnie? Czy poprostu albo mowi (to najczesciej wlasnie w
                klubach i miedzy znajomymi) sluchaj J. porywam Twoja żone lub porywam twoja
                żone, chyba niemasz nic przeciwko?
                • karoolinkaa Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:40
                  To była taka potańcówka bez znajomych, a ten gość był obcy. Mąż wyszedł wtedy
                  do toalety. Miałam niby czekać aż on wróci, by się go pytać o zdanie? Też mi
                  coś.
                  • triss_merigold6 Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 29.08.05, 14:47
                    Karolinka, teraz nie filozuj tylko wyjaśnij chłopu, że przykro Ci, odbiło i
                    przepraszasz. I nie wracajcie do tematu kto o kim i dlaczego rozmawiał.wink
                  • chimba Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 30.08.05, 12:45
                    No nie wiem, ale wg. mnie to jesteście bardzo dziecinni - nie dorośliście do
                    małżeństwa. Awantura - zdarza się, ale żeby sie bić? To w patologiach tak sie
                    zdarza, a nie w normalnej rodzinie, mój mąż w życiu nie podnisłby ręki, i ja
                    też nie. Jeden wart drugiego. Przemyśł swoje postępowanie, niech on przemyśli
                    swoje postępowanie - może potrzebna jest jakaś terapia. Bo widzę brak szacunku
                    dla drugiej osoby z jednej i drugiej strony. A bić dizeci nie wolno.
                  • zona_wojtka Re: Więc uważacie, że to MOJA wina? 30.08.05, 13:00
                    karoolinkaa napisała:

                    > To była taka potańcówka bez znajomych, a ten gość był obcy. Mąż wyszedł wtedy
                    > do toalety. Miałam niby czekać aż on wróci, by się go pytać o zdanie? Też mi
                    > coś.


                    Tym bardziej nie powinnaś była.
                    Nie pisze dalej, bo czytając twoje wypowiedzi doszłam do wniosku, że i tak nic
                    nie dotrze...
        • maya2006 triss 29.08.05, 13:42
          gdyby autorka postu byla do ciebie podobna, to mialabys racje. smiem watpic, ze
          karolinkaa zachowuje sie tak jak ty. nie wierze po prostu. mysle, ze twoj facet
          moze ci ufac triss... z wypowiedzi karolinkaa wynika, ze ta panna dosyc
          zaintereswowana tamtym gosciem. a to nie to samo co taniec. nie umiem tego
          opisac, ale mam wrazenie, ze dobra zabawa a dobra zabawa to ogromna roznica.

          co do sytuacji: nie pozwolilabym zabronic sobie z kims tanczyc, ale gdybym
          widziela ze mojemu gosc przeszkadza, to kiedy nastepnym razem tamten by
          przyszedl to bym albo zatanczyla, albo nie.moj wybor bylby. ale napewno nie
          siedzialabym z moim przy stoliku gapiac sie na goscia i mowiac "jak on sztywno
          tanczy i gadala na jego temat itd." lomatko, alez dziecinadasad i brak taktu
        • twinmama76 jak ja tego niecierpię! 30.08.05, 12:59
          weronikarb napisała:
          >Zawsze gdy ktos prosi mnie do tanca to najpierw pyta sie meza o zgode - chyba
          > ze to dyskoteka to wiadomo tam jest inaczej/
          > I w tym momencie moj maz sie nie obraza, bo sam pozwolil smile

          Aaaaaa niecierpię, nienawidze tego durnego zwyczaju. Gdy jakiś gościu zamiast
          zapytać MNIE, pyta mojego męża, czy może ze mną zatańczyć. Zawsze mam ochotę
          złośliwie odmówić, oczywiście już po aprobacie łaskawego Pana Małżonka wink
          Kurcze, czasy niewolnictwa się już chyba skończyły?
          Takie przedmiotowe traktowanie doprowadza mnie do szału, dlatego nienawidzę
          chodzić na potańcówki z małżem.
    • karoolinkaa Ale co dalej? 29.08.05, 13:51
      Słuchajcie dziewczyny. Mi ten gość na prawdę się za bardzo nie podoba. W sumie
      to nie wiem czemu o nim gadałam, może żeby mąż zobaczył, że mi na nim nie
      zależy? W końcu go trochę krytykowałam (że sztywno tańczy). Może źle to
      rozegrałam. Poradźcie lepiej co dalej, bo on może się tak przez tydzień nie
      odzwyać. Coś w nim siedzi, jakieś emocje, to chyba nie jest złość na mnie, ale
      jakiś żal?
      • triss_merigold6 Re: Ale co dalej? 29.08.05, 14:02
        Faktycznie świetny sposób wybrałaś. D Mówić o typie zeby mąż zobaczył, że Ci na
        typie wcale nie zależy.
        Idź i powiedz, że się wygłupiłaś. Nie wiesz dlaczego, odbiło znienacka, głupio
        ci, przepraszasz i nie wracajmy do tematu.
        • maya2006 Re: Ale co dalej? 29.08.05, 16:33
          karolinka, to sie podchodzi i mowi mniej wiecej "mam wrazenie, ze jestes na mnie
          zly. nie bardzo wiem o co... czy mozesz mi powiedziecczym cie zranilam?" wtedy
          on cos odpowie i bedziesz mogla zajac pozycje tpyu "ja nie czuje sie winna, bo
          mi na tym mezczyznie nie zalezy, nawet nie pamietam jak wyglada. przepraszam
          jeseli zachowalam sie nietaktownie."
          ale jezeli masz faceta kolka, to powie, ze nic i masz ci los.
          zycze ci powodzenia i owocnych, szczerych rozmowsmile

          ps. facetowi troche zazdrosci nigdy nie zaszkodzi, ale prowokowac jej nie
          potrzeba. jestesmy wszyscy od czasu do czasu niedojrzali, wiec sie napewno
          okazja zdarzysmile
          • karoolinkaa Re: Ale co dalej? 29.08.05, 16:43
            tylko, że on nic nie odpowie... Można z nim gadać dopiero jak mu przejdzie.
    • karoolinkaa Była wczoraj awantura 30.08.05, 12:40
      Mąż mnie udeżył. Dał mi klapsa w tyłek za to, że uderzyłam naszą roczna
      córeczkę. Nie powinnam tego robić, ale byłam podenerwowana całą sytuacją i tym,
      że nie pomagał mi w ogóle tylko oglądał TV, i mnie poniosło dałam córce klapsa.

      Rzuciłam się na niego z pięściami, a on się nawet nie bronił. Chciałam jechać
      do mamy ale zabrał mi klucze od samochodu. Potem trochę próbowaliśmy rozmawiać,
      ale tylko się zdenerwowałam. On faktycznie ma żal o tą imprezę. Nie mogę już
      tego znieść.
      • zona_wojtka O ja p... Ale cyrk... 30.08.05, 13:06

      • czajkax2 Re: Była wczoraj awantura 30.08.05, 13:14
        Dziewczyno najpierw dorośnij, to wtedy może zrozumiesz o co maż ma żal i inne
        sprawy. Piszesz bardzo infantylnie, dla mnie trąci to podpuchą. Trudno mi
        uwierzyć ze dorosła osoba moze tak pisac.
    • atenka11 Re: Dlaczego mój mąż się na mnie OBRAZIŁ? 30.08.05, 13:02
      Tk jak nie szanujesz meza tak i dziecka,dorosnij kobieto!
      I nie wyladowoj frustracji na dziecku, to karygodne!
    • karoolinkaa Nie piszcie, że jestem głupia 30.08.05, 13:46
      czasem mnie nerwy poniosą, ale to nie znaczy, że możecie się ze mnie nabijać.
      Przez to wszystko nie mogę się skupić na pracy. Myślę o naszej rocznej córeczce
      i o mężu. Co dalej?
      Ciekawe ja Wy byście sie zachowywały jakby mąż Was tak traktował? Najgorsze
      jest to milczenie. Ja wiem, że on po prostu nie potrafi inaczej musi mu
      przejść, ale wkurza mnie to strasznie.
      Pisze chaoteycznie, bo szef mnie może nakryć.
      • czajkax2 Re: Nie piszcie, że jestem głupia 30.08.05, 17:50
        karoolinkaa napisała:
        > Ciekawe ja Wy byście sie zachowywały jakby mąż Was tak traktował?

        A JAK cię ten mąż traktuje?
        Z twoich postów wywnioskowałam że to raczej twoje zachowanie pozostawia troszkę
        do zyczenia.
        Nie ma nic złego w tańczeniu z nieznajomym. Ale gadanie tylko o nim, tydzień
        później jest szczytem głupoty i dziecinady. Nie ważne ze mówiłaś o nim źle,
        fakt że cały czas o nim mówiłaś, a to oznacza zainteresowanie. Bo gdybyś miała
        go w d... to nie czułabyś potrzeby rozmawiania o nim. Nie dziwie się ze maż
        się wkurzył.
        Ty tez bys się wkurzyla,gdyby mąż gadał ciurkiem o jakiejś lasce.
        A co do wyładowywania nerwów na dziecku,to mąż ma rację ze ci klapsa dal.
        Skoro ty mozesz,to można i tobie.
        Mi tez się zdarzyło dac klapsa córce,ale nie dlatego ze bylam sfrustrowana
        pożyciem z meżęm,tylko za powazne "zbrojenie".
        Pozdrawiam i przemyśl sobie swoje zachowanie,bo jakieś takie dziecinne jest.
        • nanuk24 Re: Nie piszcie, że jestem głupia 30.08.05, 18:58
          Podpisuje sie pod Czajka wszystkimi konczynamiwink
          Najpierw sie zastanow, dziewczynko, jak Ty traktujesz meza...
          Mysle, ze jak dorosniej, to zrozumiesz...
          • nanuk24 Re: Nie piszcie, że jestem głupia 30.08.05, 18:58
            dorosniesz mialo byc
    • karoolinkaa Trochę się pogodziliśmy 31.08.05, 13:16
      Ja jestem trochę za agresywna, a on tłumi w sobie agresję zamieniając się w
      słup soli. Dalej nie mogę zrozumieć jak takie pierdoły mogą sprowokować taką
      reakcję u niego.
      Myślę, że będzie lepiej.
      • bf109g Re: Trochę się pogodziliśmy 31.08.05, 13:34
        Jak chcesz naprawdę zrozumieć, nie pytaj innych mam tylko zobacz jak faceci
        widzą problemy w związku, z dzieckiem np. na etata.
        A generalne najczęściej dotyczą one tego ze faceci czują się ze przestali być
        dla was ważni jak kiedyś to było (jeśli zależy im na związku , bo jak nie sami
        szybko odnajdują sobie pocieszenie).
        Na imprezie facet był ważniejszy, jak wróciliście , sama przyznajesz że gazeta
        była dla ciebie ważniejsza. Niby nic ale mogło byc tą kropla która przepełniła
        dzban.
        Kobiety wyładowują swoją złość i żal awantururą i krzykiem, Facet innaczej, może
        się obrazić albo przylać (jak nie ma kultury).
        • arletta.wagner Re: Trochę się pogodziliśmy 01.09.05, 14:34
          moim zdaniem mąz karoliny poprostu pokazał swoje humorki i zachowal sie
          dziecinnie.ja w takich sytuacjach poprostu czekam az mu przejdzie-nie
          tlumacze,nie przepraszam,jemu po 2-3 dniach mija i jest spokoj bo wie ze
          zachował sie głupio
          • bf109g Re: Trochę się pogodziliśmy 02.09.05, 08:36
            > ja w takich sytuacjach poprostu czekam az mu przejdzie-nie
            > tlumacze,nie przepraszam,jemu po 2-3 dniach mija i jest spokoj bo wie ze
            > zachował sie głupio

            Też dobry sposób!!! Przemyśli i bedzie wiedział że zachował sie głupio - tkwiąc
            w związku gdzie partnerka ma w gdzieś jego i jego odczucia.
            A przejdzie wtedy mu na pewno jak w końcu spotka taką która da mu odczuć że mu
            na nim zależy. I wtedy odpłaci na pewno.
            F
        • czajkax2 Re: Trochę się pogodziliśmy 01.09.05, 22:18
          Moim zdaniem, jeżeli autorka chce zrozumieć swojego meża to nie powinna pytać
          ani na emamie ani na etacie. Powinna pytać........swojego mężasmile)) To chyba
          najbardziej miarodajne żródło jezeli chodzi o ten temat. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka