Musze sie wypłakać bo niby komu mam jak nie tu Wam... Och kiedyś chyba Go
udusze z wściekłości (Go moj mąż). Problem znany - ja żona z dzieckiem w domu
on pracuje w dodotaku jestem 2 miesiąc na obczyźnie. Dziś nie smakował mu
obiad, który to robiłam w najlepszym momencie czyli jak dziecko spało, nic
dziwnego ze mu nie smokowal bo mi tutaj (Glasgow) tez nic nie smakuje, jak
potrafilam gotowac w Polsce tak tu nic nie umiem. Nic bo odbiegam od tematu,
wiec moj maz powiedzial mi dzis ze to co robie (pranie sprzatanie gotowanie
zakupy i dziecko uwieszone mnie caly dzien) to przeciez nic TRUDNEGO !!!!
Normalnie nic juz mu nie powiedzialam bo walkuje ten temat non stop ale
mialam ochote walnac go czyms albo rzucic telewizor, tak mnie zagrzal ze az
cala jestem naladowana zloscia i slucham teraz na ful U2 a jego wyslalam z
mala na spacer.. Ach normalnie czuje ze sie rozchodzimy w dwoch kierunkach i
jakos nie mam ochoty laczyc tego spowrotem, nie rozumiemy sie zupelnie i
nawet nie wiem czy cos jeszcze do niego czuje ale coz taka karma mamy dziecko
i nie chce jej robic tego co zrobili mi moi rodzice, ktorzy to sie rozeszli.
Co za paranoja... Plakac mi sie chce i juz slysze mojego meza "wez sie w
garsc"

Czy patologia jest dziedziczna? Czasem chcialabym byc znowu mala
dziewczynka...