Dodaj do ulubionych

Poród na wesoło!

    • olka444 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 17:57
      rodzilam z mezem, po wszystkim tzn po porodzie i szyciu i narkozie bylam w
      stanie nazywanym "glupi jas" i lezalam dobe na dyzurce by mnie polozne mialy
      pod kontrolą, przez całą noc mąż mówił ze bylo mu straaasznie glupio bo sie
      dopytywałam czy:
      syn jest ładny (nie widzialam go bo mnie od razu uspili)
      mąż nie będzie oziebły
      syn jest ładny
      ale czy naprawde nie bedzie oziebły
      ale czy na pewno syn jest ładny
      ale czy nie mówi ze nie bedzie oziebły a tak na prawde to bedzie i tak w koło
      macieju

      gdy przyszedł pan dr od usypiania okrzyczał mnie ze mam pomalowane paznokcie u
      rak, nie widac koloru płytki paznkokcia-to podobno wazne-
      kazał asystentc zmyć
      ona :"czym mam zmyć?"
      on:"no chyba woda jest do mycia!!!!"
      pani inna dr mu zaczela tlumaczyc ze lakieru sie woda nie zmywa
      zdjęli mi wiec skarpetki(styczen byl wiec rodziłam w skarpetkach) noi pana
      anasezjologa o mały włos szlag nie trafił bo u nóg też pomalowane miałam
      w koncu zaradna położna z jednego paznokcia mi ten lakier zdrapała-musial byc
      dosć marnej jakości bo zszedł szybkosmile

    • martamaria10 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 18:22
      Mój poród trwał 24 godz., więc wyobrażacie sobie, jak się czułam. Nie wiem, czy
      to jest zabawne, ale gdy lekarz po zszyciu zaczął dezynfekować ranę,
      krzyknęłam: Boże drogi, a cóż to znowu, cholernie piecze. Lekarz na to: ee, ja
      pani tu najlepszy spirytus, a pani narzeka. Ja na to: Rany boskie, to wy na
      takie głupoty spirytus marnujecie!!!
      Pzdr, Marta
    • martamaria10 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 18:28
      Przypomniało mi się coś jeszcze. Na drugi dzień po porodzie mojej mamie i mojej
      bratowej powiedziałam: Wy chyba jesteście nienormalne, żeby po urodzeniu
      pierwszego dziecka decydować się na drugie! Gdybyście zobaczyły ich miny! (he,
      he)
      Marta
    • asientos Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 20:20
      lekarz mnie bada a ja do niego: Heeejjj, delikatniej
      l: dziewczyno tędy musi wyjść dziecko!! a ty marudzisz przy badaniu
      Ja: no własnie wyjść a nie wejść.

      -przy skurczach co 3 minuty siedziałam na muszli i zjadałam MC donalda kryjąc
      się...
      -po porodzie, jak Emu z mężem poszli na badanie mówię do położnej: jezu, ale
      śmierdzę. Ona na to : urodziłaś przecież dziecko. Ja : co nie zmienia faktu, że
      śmierdzę...
    • katarzyna11 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 21:16
      Sam poród śmieszny za bardzo nie był, ale na koniec, kiedy pojawiłay się
      skurcze parte powiedziałam, że nie mam siły i przeć nie będę. Oczywiście
      wyjścia nie miałam smile). Kiedy już syn się urodził, ja czekałam na zszycie,
      pytam męża, jak dziecko (leżało pod taką lampą dla noworodków). Mój mąż na to,
      że syn chyba elektrykiem będzie, bo się kabelkiem od tej lampy bawi.
    • amra1 Re: Poród na wesoło! 17.09.05, 23:11
      Rany, już nie mam siły się śmiać...smile))

      Rodziłam naturalnie, ale z zzo. Cztery godziny od chwili podania znieczulenia
      do skurczy partych spędziłam na piłce w towarzystwie położnej i anestezjolożki,
      plotkując o życiu, facetach, dzieciach, pracy itp. Po czym położna popatrzyła
      na zegarek i stwierdziła, że właściwie mogłabym już urodzić... Położyłam się na
      łóżku i próbowałam przeć. Niestety okazało się, że jestem za bardzo znieczulona
      i niewiele czuję, więc nie za bardzo mi to wychodzi. Przyszedł lekarz, żeby mi
      pomóc, czyli wypchnąć małą łokciem. Więc położna każe mi przeć, a lekarz w tym
      samym momencie opiera się na moim brzuchu całym ciężarem ciała i wbija mi
      łokieć w żebra, ja usiłuję przeć i wrzeszczę. Sytuacja powtarza się dwa albo
      trzy razy. W końcu w przerwie pomiędzy skurczami następuje taki dialog:
      Lekarz (patrząc na mnie z lekką konsternacją) - Proszę Pani, przecież Pani jest
      znieczulona, więc nic Panią nie powinno boleć. Dlaczego Pani tak krzyczy???
      Ja (z wyrzutem): Panie doktorze, bo ja nie krzyczę dlatego, że rodzę! Krzyczę,
      bo mi Pan k... żebra łamie!!!
      Wszyscy obecni na sali porodowej złożyli się ze śmiechu...

      Ale najlepszy numer wywinął mój mąż. Leżałam dwa dni na patologii, bo miałam
      regularne skurcze (na szczęście do wytrzymania), ale rozwarcie nie postępowało.
      Mąż oczywiście mnie odwiedzał. W planach był poród rodzinny, personel w
      szpitalu był na to przygotowany. O 21 mąż wyszedł ode mnie i pojechał do domu.
      O 23 odeszły mi wody i pojechałam na porodówkę. Położna oczywiście pyta, czy ma
      szykować salę do porodów rodzinnych. Ja na to (chyba wiedziona jakimś
      przeczuciem), że na razie chcę na ogólną, a do męża zadzwonię, jak już będę
      znieczulona. Rąbnęły mnie skurcze po oksytocynie, troszkę było słabo, dotrwałam
      jakoś do tych przepisowych 3,5 cm rozwarcia, dostałam zzo, poczułam się w końcu
      błogo i dzwonię do męża (1 w nocy).
      Ja: No to kochanie przyjeżdżaj!
      Mąż (słabiutkim głosem): Ale po co?
      - Jak to po co??? Śpisz???
      - Eeeee... no nie śpię...
      - No to przyjeżdżaj!!! Ja rodzę!!!
      - Nie mogę...
      - Jak to nie możesz?!?!
      - No, nie mogę... Siedzę w kibelku i nie mogę wyjść...

      Okazało się, że tego dnia małżonek w ramach obiadu kupił sobie kotlecika
      mielonego, który mu jakby nieco zaszkodził... I tak wyglądał mój poród
      rodzinny. Dodam, że pomimo przyjścia na świat jego pierworodnej, mąż był w
      stanie dotrzeć do szpitala dopiero następnego dnia ok. godz. 17-stej (urodziłam
      o 4.25 rano), a i tak jeszcze wtedy wyglądał słabo... wink

      Pozdr.
      A
    • anqa3 Re: Poród na wesoło! 18.09.05, 00:58
      Pierwszy poród. Dłuuugi i baaardzo bolesny. Regularne skurcze zaczęły się około
      północy ale dopiero nad ranem pojechaliśmy na porodówkę. Nie spałam całą noc.
      Nafaszerowali mnie oksytocyną, przebili pęcherz a ja wiłam się w bólach aż do
      godz.15.
      Byłam: głodna i zła, półprzytomna (zasypiałam między skurczami nawet skacząc na
      piłce!!! bo tak miło kołysało..), roznegliżowana(szpitalna koszula), potargana
      zapłakana i opuchnięta.

      Wyglądałam chyba najgorzej w swoim życiu!!! Miałam 8 cm rozwarcia.

      A tu nagle do pokoju wchodzi lekarz, za nim facet z kamerą.
      Lekarz mówi:" Robimy reportaż o szpitalu. Tutaj są panowie z TV, czy można panią
      sfilmować?"
      Ja:"NIEEE!"
      Lekarz:"Szkoda. W takim razie sfilmujemy tylko pani zapis KTG." I zaczął
      opowiadać panu z TV na czym polega KTG.

      Chyba nie mam szczęścia do kamery. No nie?
      Pozdrawiam smile
    • lola211 Re: Poród na wesoło! 18.09.05, 08:08
      Poród mialam w miare któtki, wszystko trwalo jakies 2,5 godz.Pamietam, ze gdy
      skurcze mialam juz naprawde silne z uporem maniaka, instynktownie,
      przyjmowalam pozycje "na czworaka" i koniecznie musialam klekac na zimnych
      kafelkach.Polozna latala za mna z mata, a ja i tak z tej maty na czworakach
      szorowalam na posadzke.Widok komiczny.
    • lila1974 Re: Poród na wesoło! 18.09.05, 09:31
      Musiałam dostarczać niezłej rozrywki personelowi, bo przy wypisywaniu mnie ze
      szpitala odbyła sie taka oto rozmowa.
      - Pani Lilu a kiedy możemy się pani znowu spodziewać.
      - Za jakieś cztery lata.
      Tu pielegniarka nachyla się nieco nad kokonem z Konstancją i mówi
      konspiracyjnym szeptem.
      - Szkoda, bo takiej aparatki jak Twoja mama to tu dawno nie było.
    • agatha_mama Re: Poród na wesoło! 18.09.05, 22:12
      Mój 3 poród...grudzień ubiegłego roku....zaczęlo się w 2 dzień świąt(36tc),po
      kolacyjce, wróciliśmy od rodziców do domku i czuje ból w brzuszku,( w zasadzie
      taki ból miałam prawie całą ciążę, którą przeleżałam na patologii), czuje go i
      czuję, więc mówię do męża:
      -choć wpadniemy na momencik do szpitala, niech powiedza, że jest ok
      Mój mąż:
      -torbę bierzemy?
      Ja:
      -a po cholerę?(boli coraz bardziej.......)
      Mąz za moimi plecami zabrał torbę. W szpitalu, mówię do położnej, żeby mnie
      szybko zbadała, bo jestem zmęczona, a chcę mieć pewnośc, że wszystko ok. Po
      badaniu okazuje się, że rodzę! Mąż w szoku, ja też(dobrze, że zdążyłam się
      najeść).Na porodówce, podłączają mnie pod ktg i każą leżeć, skurcze jak świece,
      przychodzi położna , patrzy na te swiece i pyta:
      -a panią to nie boli?
      Ja na to:
      -boli........
      Położna:
      -to czemu pani taka cicha?
      Po 3 godzinkach męczarni w zasadzie coraz głośniejszej z mojej
      strony...nadchodzi upragniony moment porodu właściwego.....położna z racji, że
      to 3 poród nie chce mnie nacinać i każe mocno przeć.....po 4 partych wychodzi
      główka, ja mam już dosyć, zaciskam nieswiadomie kolana!!!! Ginekolog przerażony:
      -rozluźni się pani, bo pani dziecko zaraz udusi!!!!
      ja na to:
      -nie da rady, mam dosyć!
      Przerażony lekarz do mojego męża bladego już jak cholera:
      -łapie pan za jedno kolanko, ja za drugie i rozluźniamy uścisk!!!!

      Nie obyło się bez cięcia krocza niestety, Kuba miał całą siną buźkę , nigdy
      więcej porodów !!!!

    • karolcia111 Re: Poród na wesoło! 18.09.05, 22:48
      mnie zszywał murzyn ...smile i jak tak zakładał mi te szwy to ja go zapytałam czy
      chociaz guziki umie przyszywać smile))
    • babka71 Re: Poród na wesoło! 19.09.05, 12:07
      na temat:
      - tak mnie nadgorliwa położna (chyba z zemsty za moje teksty podczas porodu)
      zszyła, że pół oddziału , personelu przyszło zobaczyć takie cudo.. he he!!
      zdejmowanie szwów, gorsze niż sam poród, wszystko na żywca (supełki nitek po
      szyciu niewidoczne gołym okiem..fajnie co)?..
      A teksty do położnej : Jak ma Pani na imię?
      Kasia no piękne imię , niech się Pani nie wysila nic z tego nie będzie, to nie
      ma sensu itd., a wie Pani że Sw. Katarzyna to to i tamto i takie tam moje
      wywody, babka nie mogła się skupić na pracy.
      Od razu po porodzie, wlazłam do wanny z gorącą wodą, no bo jak tu się nie
      umyć!! i dostałam krwotoku 15 min. później blada jak ściana odjechałam w siną
      dal..., trzeba dbać o higienę nikt mi nie powiedział, że po porodzie nie wolno
      się kąpać.!!!
    • june26 Re: Poród na wesoło! 19.09.05, 12:17
      Podczas porodu smiałam się z mężem z tego że w trakcie skurczów skakałam na
      piłce.Wygladało to komicznie.Choć w trakcie skakania nie było mi tak
      wesoło.Mężuś jednak nie pozwalał na załamkę z powodu skurczów tylko opowiadał
      jakieś śmieszne historyjki.
      • mrockata Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 04:40
        Jeszcze jeden post i zesikalabym sie ze smiechu. Nie wiem czy bedzie smieszne,
        ale sprobuje.
        Drugie badanie w 11 tc.Moja gin: "Tu jest jeszcze jedno".
        Ja "Coo?". Ona "Dziecko". W szoku smialam sie, wilam na kozetce, krzyczalam
        i "no nie, no to dostalam bonusa".
        Porod: Leze po zastrzyku w kregoslup.Wyluzowana po 9 godzinach boli,, a tu
        wchodzi na sale porodowa lekarz. Patrze i nie wierze wlasnym oczom. Ten lekarz,
        ktoremu usmieszki przesylalam w trakcie mojego czterotygodniowego pobytu w
        szpitalu. Przystojny jak cholera. No to zaciagnelam koszulke szpitalna i
        zlozylam nozki.Przez caly czas zyczylam sobie zeby nie bylo go przy porodzie,
        no i mialam zaszczyt byc szyta przez "mojego" przystojnego lekarza.

        Za nim wchodzi pani przypominajaca zone rzeznika. No to pytam sie jej: "A pani
        to kto""Ona na to:"'Ordynatorka, a co pani myslala?".JA: "Myslalam ze pani to
        ktos wazny, jakas polozna nad poloznymi czy jak".Po jakims czasie wyszla i
        przyszla i "No to odlaczamy ten cyrk tutaj" o znieczuleniu. Po jakims
        czasie "No to zaczynamy, niech pani prze". Ja: "Jakto teraz?". Ona zdziwiona:"A
        na co chce pani czekac?"
        (Byla to najlepsza ordynatorka w szpitalu, dzieki ktorej moglam urodzic moje
        coreczki naturalnie, z drugim glowkowym, bez niej od razu cc)
    • e_r_i_n Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 08:42
      Ja dostałąm dozylnie lek przeciwbolowy i po jakichs 30 sekundach od podania
      zapytalam, czy moge dostac jeszcze, bo to, co mi wstrzyknieto, nie dziala smile
    • martadawa Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 09:33
      Uwielbiam takie wątki, można czytać i czytać i humor od razu się poprawia.
      Powinno takich być więcej. Ja też dopiszę się z moimi przeżyciami, bo atmosferę
      przy porodzie pamiętam jako zabawną, o czym powiedziałam swojemu gin, na co on
      wielkie oczy zrobił.
      A zaczęło się od tego, że byłam umówiona na wywołanie za dwa dni, jednak dzień
      wcześniej tak jakoś brzuch zaczął boleć i trochę krwi się pojawiło.
      Postanowiliśmy więc, że pójdziemy sprawdzić czy to może już. Że akurat
      koleżanka była to taxi wezwała, bo ja się uparłam, że na nogach dojdę bo jakieś
      200m mam na miejsce (prywatna porodówka). Przy przyjęciu wypełnianie papierków
      i pytanie "jak oceniasz swoją sytuację materialną?" a ja "to znaczy? nie wiem",
      a męża z boku mało nie trafi. Jak już byliśmy na sali to lekarz dwa razy
      przyszedł przez 4 godziny a potem przez pół godziny tłumaczył nam to co w 1
      zdaniu się zmieści: dzisiaj nic z tego, niech pan idzie do domu, bo nie ma na
      co czekać. No to mąż poszedł a było to około 12 w nocy. A że byłam umówiona na
      wywołanie to zostałam na sali. Za pół godzinki przychodzi połozna i pyta jak
      się czuję. A mnie brzuch boli jednostajnie i mocno a co 3-4min silny skurcz aż
      się zginam. To ona że zajrzy co się tam dzieje i zaraz po lekarza pobiegła bo w
      pół godziny z 4 do 7 cm rozwarcia doszło. Zaraz przygotowania wszelkiego
      rodzaju, na wanne z ciepłą wodą czasu już nie było. A jaki mąż był zdziwiony
      kiedy po niego zadzwoniłam.
      I tak ja sobie leżę i cierpię a tu przychodzi położna z telefonem. Następna w
      kolejce przyjeżdża. Przyszedł mąż a za nim jeszcze jedna. I mina biednego
      lekarza, bo sam na nocce a tu już trzy rodzące w tym 1 do cesarki. A u mnie
      zamiast 4skurczy, jak połozna obiecała, to już druga godzina parcia się
      zaczyna. A tu kolejna do rodzenia. Lekarz biedny biega od jednej do drugiej. A
      ja zator tworzę, bo jakoś tak mała wyjść nie chce. W międzyczasie, że słabiuśka
      się robiłam to tlen mi podali i jeszcze instrukcji udzielałam jak założyć
      mają "jak na amerykańskich filmach, za uszami". W końcu po prawie 3 godzinach
      parcia Maleńka się urodziła, pięć minut później chłopczyk obok, a dwie inne do
      cesarki poszły ale swoje w bólach też odczekać musiały.
      A z męża to dumna jestem, bo przed porodem to rękami i nogami się zapierał, że
      przy porodzie nie będzie, i co? Do samego końca wytrwał i jeszcze za maleńką
      poszedł i do rodziny o 3:35 w nocy wydzwaniał.
      • justinka_27 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 10:56
        Ja z uśmiechem wspominam poród najmłodszego szkraba. Mało brakowało, a
        przyszedłby na świat w taksówce przez... brudne włosy!!!
        O 7.30 obudziły mnie bóle, powtarzały się co 5 minut, poinformowałam drugą
        połówkę, że jedziemy rodzić smile Spanikowany facet miota się po domu, dzwoni po
        mamę, po taksówkę i pyta czy zdąży wypić szybką kawę.
        Na co ja: spokojnie, jeszcze muszę się wykąpać
        On: kąpać???!!! Teraz???!!!
        Ja: no... przecież z brudną głową nie pojadę rodzić!!!
        Uznał że wiem co robię, w końcu to piąty poród. Wykąpałam się, umyłam głowę,
        wysuszyłam porządnie, bo to grudzień był, więc nie będę po mrozie z mokrym łbem
        ganiać, choćby tylko do taryfy.
        Po czym wypadłam z łazienki z okrzykiem "cholera nie ma się kiedy rodzić tylko
        w sylwestra!!! Gdzie ta mama, gdzie taksówka?! Ja tu rodzę (bóle co 2 minuty) a
        ty sobie kawę pijesz!!!
        Do szpitala dojechaliśmy na 9.00, doczołgałam się na porodówkę, jeszcze się
        dobrze na łożu nie ułożyłam, a słyszę "rodzimy" O 9.10 było po wszystkim.
        Personel medyczny zdawał się nie zauważać moich pięknych, świeżo umytych i
        pachnących włosów, ale za to usłyszałam, że oby częściej takie pacjentki się
        zdarzały, wchodzi, rodzi i po sprawie smile
        • basia313 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 14:09
          Mialam podobnie. Przy drugim porodzie dziarsko trwalam w domu w bolach, ale w
          koncu byly tak silne, ze stweirdzilam ze potrzebuje cos na usmiezenie bolu. W
          koncu taksowka przyjechala, pod szpitalem to juz czulam, ze nie moge. Ktos
          dobroczynnie przywiozl mi wozek, zebym nie musiala isc. Wchodze na sale, prosze
          o gaz. Zaciagnelam sie porzadnie az zaczelam przec. Maz szybko z polozna
          pomogli mi sie przebrac. Siadam na lozku, polozna miala sprawdzic rozwarcie,
          patrzy :"A przyj!" Glowka juz byla calkiem widoczna. JEdno parcie i corka juz
          sie urodzila. Wszystko trwalo 12 minut od wejscia na sale.
          • basia313 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 14:11
            A jeszcze zapomnialam dodac o klotni miedzy mna a mezem po wejsciu na sale.
            Podchodzi do nas polozna, dziwnie nam znajoma. Oboje rozpoznalismy ja. Byla
            przy narodzinach naszej pierwszej corki, mimo, ze to bylo w innym szpitalu!.
            Maz mowi do niej, ze widzielismy ja juz tu i tu, a ta mowi, ze ona tam nigdy
            nie pracowala, na co ja sie wydzieram w czasie skurczu, :"nie w tamtym szpitalu
            tylko w tamtym". NA to ona, "ze to wiec mozliwe " i w koncu nawet nas sobie
            przypomniala.
    • aga863 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 11:37
      W moich porodach nie bylo nic zabawnego ale pani doktor pediatra znala moja
      rodzine bardzo dobrze i zdazylo jej sie pare razy widziec mojego tate Marcina
      wstawionego na jakis tam imprezach i kiedy zobaczyla Andzelike powiedziala
      -O BOZE WYGLADA JAK PIJANY MARCIN ! jak zobaczylam coreczke to musialam przyznac
      jej racje
      • sylka22 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 11:48
        ja tez nie miałam żadnych śmiesznych sytuacji..poza tym że moja koleżanka z
        którą razem rodziłam opowiada wszystkim znajomym jak to mój mąz (niemąż) chciał
        bardzo zaglądac mi "tam" i patrzec jak to jest.
        Był od samego poczatku ze mna, jak mi tylko wody odeszły..siedział ze mną 3
        godziny na ktg na porodówce, aż w końcu przyszedł jakiś profesor na
        obchód "męża" wyprosili na chwilę...no i kazali mi przejśc na fotel do
        rodzenia...po 10 minutach dre się: "Gdzie Marcin, żeby przeciąć
        pępowinę??!!"..a połozna na to: "Przykro mi pani mąż uciekł" ...yyyy????
        A mój mąż jak go wyprosili poleciał do dziewczyn na salę powiedziec że zaraz
        będę rodzić (a że Matka Polka wielka to mu trochę zeszło)...i ja wrócił to juz
        było po wszystkim smile....i sie biedaczek nie naoglądał sad
        • sylka22 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 11:59
          aa zapomniałam dopisac że jak zwieżli mnie na porodówkę z tymi tobołami to wody
          jeszcze mi leciały...no i jak przechodziłam z wózka na lózko do ktg, oczywiście
          ze mnie chlunęło na wszystkie moje ciuchy..w tym i aparat fotograficzny sad ...i
          było po zdjęciach sad ...aparat do wywalenia
          • basia313 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 14:02
            SKad ja to znam? Przy pierwszym porodzie rozwalilismy aparat fotograficzny,
            przy drugim kamere. Za miesiac nastepny porod. Az sie boje pomyslec...
    • kornelcia75 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 12:00
      Kiedy odeszły mi wody pojechalismy najpierw zawiesc psa do tesciów,ja czekałam
      w samochodzie a mąz poszedł z psem na górę,a mój tesc do niego:
      -pomozesz przestawić szafę?
      dobrze ze nie przestwił bo bym chyba go zabiłasmile))

      Chodzilismy z mezem do szkoły rodzenia więc niby powinnam wszystko wiedzieć,
      o 14.00 powiedzieli mi ze zadnych skórczy,główka wyskoko i na pewno dziś nie
      urodzę.Ale dali oksytocynę i po 2h lekarz mnie bada i mówi:
      -rozwarcie na 3 palce!
      wszyscy się cieszą,lakarz,połozna,mój mąż...a ja do niego:
      - z czego oni się cieszą jak ma byc na 10!surprised)))

      Pod prysznicem miałam juz niezłe bóle,no i jakos tak sie podparłam ze drzwi
      kabiny wypadły,mąz je próbuje wstawić a ja krzyczę:
      -co Ciebie drzwi obchodzą jak ja mam skurcz własnie!!!

      Niezabardzo współpracowałam przy partych,nabierałam powietrza i zamiast przec
      krzyczałam,wreszcie akcja,pełno ludzi,lekarz przygniata mi brzuch,syn wychodzi
      a ja tak się uwiesiłam jego ręki ze mąz myslał ze zaraz ją całowac bedę-
      rękę,potem przepraszałam ze tak się darłam ze pewnie wystraszyłam inne babki.
      pytam salowej bo się kręciła:
      -głosno krzyczałam?
      a ona:
      -na korytarzach było słychać,wszyscy trzymali kciuki zeby Pani urodziła,hahaha
      • iw82 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 14:15
        Ja miałam baaaardzo długi i bolesny poród. Cały czas siedział przy mnie moj
        mąż , miał taką mała butelke wody i robil jak mu polozna radzila: lal troche
        wody na waciki i ocieral mi usta albo twarz . ja po okolo 10 godzinach wije sie
        z bolu , krzycze cala mokra , maz w szoku -automatycznie leje wode na wacik i
        przyklada mi ja do ust...w koncu podrywam sie ze zloscia , wyrywam mu ta
        butelke ze slowami : daj mi k...a ta wode!!" i chlust sobie na glowe jak jakis
        rowerzysta w czasie wyscigu pokojusmilewszystko od razu na siebie
    • vialle Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 15:25
      Mialam mase komplikacji w ciazy wiec wiekszosc na zwolnieniu. Ale mimo to
      przylazilam do pracy bo robota jakos nie chciala czekac. 39 tc, mialam sie
      pojawic na KTG ok 11:00 ale zapomnialam. O 12:30 dzwoni moja lekarka "gdzie Ty
      jestes, mialas byc na KTG". No to ja na to ze dobra, dobra, juz ide. Laptopna
      biurku, samochod na parkingu, zero torby do porodu, wywijajac torebunia
      podreczna ide na druga strone ulicy do szpitala na KTG. Leze, leze, cos sie tam
      zapisuje, przyszla lekarka, popatrzyla na zapis i mowi "dobra, wystarczy". No
      to ja wstaje i mowie "ok, to ja lece" na co ona "jakie lece? Rodzimy". Do 14:00
      bylam przyjeta do szpitala. Dostalam oksytocyne, siedze z kroplowka przed tv i
      ogladam Janosika. Przy drugiej kroplowce przyszla lekarka popatrzyla na zapis
      KTG i mowi"nooo, nie, tak to my sie nie bedziemy bawic, bo bedziesz tu tkwila
      do rana". Przebila pecherz plodowy, zaraz zaczely sie wyrazniejsze skurcze, zzo
      i w koncu po 4 czy 5 partych urodzil sie moj synek.
      Jego ojciec upieral sie ze bedzie pomocny, wiec lekarka powiedziala "to mozesz
      jej podawac tlen", na co ten z przejecia maske z tlenem przystawial mi glownie
      do czola...
      Moje pierwsze slowa kiedy zobaczylam syna "a przeciez mial byc brzydki"
      (przygotowana bylam na pomarszczone, czerwone, pogniecione, a byl gladziutki
      choc urodzony naturalnie)
      Mialam zzo, ale jak sie okazalo takie, zebym parte czula i mogla wspolpracowac.
      No i czulam, cholera... Przychodzi skurcz party, slysze "przyj" i mowie "nie
      moge bo boli", na co moja lekarka z calym spokojem "co Ty wiesz o bolu
      porodowym, jestes znieczulona, przyj"
      A jak juz mielismy wychodzic ze szpitala to moj synek w czasie przewijania
      obsikal jedna glupia polozna od laktacji, ktora sie na mnie darla i bolesnie
      sciskala mi piersi smile Zuch chlopak.
      Drugie dziecko mam termin w lutym 2006 i mam nadzieje, ze pojdzie rownie
      gladko.... ale stracha mam.
      • mama-hani Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 16:13
        2 styczeń 2004,godzina 2 w nocy mamy jechać do szpitala bo skurcze coraz
        częstsze,a tu?..zamarznięte zamki w samochodzie! nie ma jak wejść,wiedziałam-
        przez cały grudzień nie było śniegu i właśnie musiał spaśc 2 dni temu!puścił
        tylko jeden zamek i wchodziliśmy z mężem od strony pasażera,ale jak ruszyliśmy
        to okazało się że zamarzły wycieraczki i...ja między skurczami wyskakiwałam z
        samochodu i odgarniałam śnieg
        teraz to fajnie powspominać,ale wtedy
    • maczkama Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 16:43
      My się uśmialiśmy po porodzie. Pojechaliśmy z mężem na zdięcie szwów, starszy
      syn (10 lat) i nowonarodzona córcia zostaliz babcią. Przy okazji odebraliśmy w
      szpitalu zdięcie małej. Pokazaliśmy je synowi po powrocie, a on zawiedziony:
      ale to jest zdięcie Małgosi, a miało być zdięcie szwów...
      • musia2002 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 17:52
        Rodzila z mezem.W trakcie calej akcji lekarz zagaduje i pyta"dziewczynka czy
        chlopak"-maz odpowiada[dumny jak paw]"dziewczynka.Lekarz stwierdza"no to bedzie
        blondynka" [i ja,i maz mamy jasne wlosy].Kilka godzin pozniej ten sam lekarz"o
        chlopczyk i jaki slicznie rudy".Do dzisiaj z mezem smiejemy sie z tego.
        • martyna1985 pięknie.... 03.11.05, 18:12
          piękne te wasze historiesmile)
    • monika340 Re: Poród na wesoło! 03.11.05, 22:37
      Ja po 8 godz porodu naturalnego (a raczej jego braku) trafiłam na blok
      operacyjny na cesarkę.Kroiło mnie dwóch lekarzy opowiadali mi kawały okazało
      sie że z jednym lekarzem mamy wspólna znajomą a na koniec jeden mówi do
      drugiego : Ty Pani tarczycę też usuwasz? - ejj nie Pani chciał tylko dzidziusia
      a nie operacje całego ciała i w śmiech. Też się zaśmiałam chociaż wcale mi
      jakoś do smiechu nie było.Potem było pyt:Woli Pani chłopca czy dzieczynkę bo
      dziś spełniamy marzenia.Odpowiedziałm ze chcę dziecko ale jakby była
      dziewczynka byłoby super...No i jest Paulinka.....
    • falka32 Re: Poród na wesoło! 04.11.05, 00:10
      Ja całą ciążę z lepszymi lub gorszymi efektami walczyłam z nałogiem tytoniowym i
      az mnie skręcało od tego. Poród zaś należy do nerwowych wydarzeń. Więc jak mój
      chłop skumał się z położnymi, że palą pokątnie gdzieś w ukrytej kanciapie i
      zaczał się z nimi chyłkiem wybierać na fajka, tak się zaputałam z nerwów i
      zazdrości, że oznajmiłam, ze idę z nimi zajarać, bo się denerwuję (rozwarcie na
      5 cm smile))). Dopiero jak usłyszałam śmiech, to skojarzyłam, gdzie i po co jestem smile
    • asia823 Re: Poród na wesoło! 04.11.05, 08:31
      gdy po porodzie lekarz mnie zszywał zapytałam czy az tak źle to wygląda. Lekarz
      powiedział:" Wyobrazi sobie pani żeby ktoś włożył tam granat i on wybuchł". A
      my wtedy wszyscy wybuchlismy ale śmiechemsmile
      • anetta75 Re: Poród na wesoło! 04.11.05, 10:00
        na sali przedporodowej do czytania był tylko Cosmopolitan. W przerwie między
        skurczami (co 3 min) odpowiadałam na durnowate pytania t tego testu (na temat,
        czy jestem cosmodzieczyną co leży i pachnie i mysli jak mu dogodzić). Jak
        przychodził skurcz, to przestawałam się śmiać i waliłam go bez łeb tą gazetasmile
    • beata132 Poród wodny 04.11.05, 10:03
      Miałam poród do wody. Ciąże przenosiłam 2 tyg. i za pomocą oksytocyny starano
      mi się go wywołać.
      Sytuacja pierwsza została zreferowana mi przez męża już po porodzie.

      1) Podczas nalewania wody do wanny okazało się, że coś jest nie tak z
      nagrzewnicą wody, bo nagrzewa ją tylko do temp. 34 st. W każdym razie coś tam
      nie działało. Moja ukochana położna wzięła mojego M na stronę i powiedziała mu
      co jest na rzeczy, z zastrzeżeniem żeby niczego mi nie mówił (po co denerwować
      rodzącą). Po czym pozwoliła mi wejść do wanny tylko dlatego, że wcześniej
      kazałam pootwierać wszystkie okna (lipiec), bo było mi strasznie gorąco. Gdy
      wyszłam pierwszy raz z wanny i poszłam za parawan położyć się na łóżko, do sali
      weszło dwóch ogorzałych hydraulików w białych kitlach ze śrubokrętami w
      dłoniach (ja ich nie widziałam, M tak) i zaczęli coś tam grzebać przy wannie.
      Niestety nie naprawili usterki. Szymonek urodził się za drugim wejściem do
      wanny.

      2) Tego dnia byłam jedyną rodzącą. W dodatku nic a nic nie krzyczałam.
      Położnym i pielęgniarkom się nudziło więc wszystkie pod koniec porodu przyszły
      sobie popatrzeć. Otoczyły wannę i dopingowały mnie do działania. Nagle zza ich
      pleców wyłoniła się głowa ginekologa, który wytrzeszczonymi oczami patrzył na
      mnie. Spojrzałam na niego i między jednym parciem a drugim powiedziałam mu:”
      Panie doktorze niech się pan nie boi, to ja rodzę a nie pan”. On na to:” Ja się
      nie boję. Jem ciasto.”

      Poza tym położne widząc przerażoną minę mojego M złapały za aparat i
      wypstrykały całą kliszę. Dzięki nim mam pamiątkę z porodu i zdjęcia synka zaraz
      po przyjściu na świat.
      Jestem im za to bardzo wdzięczna.

      To tyle. Ogólnie poród trwał 3,5 godz. i był całkiem przyjemnysmile

      Jego przystojny owoc mozecie podziwiać ponizejsmile
      Beata
      • aga55jaga teraz ja teraz ja 04.11.05, 16:28
        no nareszcie znalazłam chwilę. Bardzo podoba mi się ten wątek i pozdrawiam
        wszystkie was dziewczyny.
        no do rzeczy. Pierwszy poród w zasadzie był raczej "normalny" jeżeli nie
        liczyć tego, iż w całym zamieszaniu zwiazanym z wcześniejszym, niż
        zaplanowałam, odejściem wód, do szpitala pojechałam tak jak stałam. Skutkiem
        czego było to że na blok porodowy dreptałam w kusej szpitalnej koszulince do
        pół tyłka, w skarpetkach (bo mąż kiedy dowiedział się, że ponoć rodzę pojechał
        po moje rzeczy). Byłam w takim amoku i szoku, że kiedy położna pokazała mi
        prysznic, gdzie mogę sobię się umyć bez namysłu wlazłam pod niego dopiero potem
        uświadomiłam sobie, iż przecież nawet nie mam ręcznika. Całe szczęście położna
        wcześniej dała mi wkładkę na odchodzące wody - dobrze że była duża... A potem
        normalnie - oksytocynka ...aż do skutku

        Po takim porodzie, w drugiej ciązy przyrzekłam sobie,że będę na siebie bardziej
        uważać i nie będę jeździć więcej z kolegami maluszkiem po wądobołach. (właśnie
        dlatego wcześniej urodziłam Zuzę). A poza tym strasznie chciałam rodzić na
        nowej sali do porodów rodzinnych i popluskać się w wannie o której tyle dobrego
        słyszałam I tak się zaparłam iż przenosiłam Wiki o 8 dni. Najpierw o 4 rano
        obudził mnie jakiś ból podbrzusz - "o rany" pomyślałam "te przeklęte zaparcia,
        znowu spać nie mogę" ale jakoś przysnęłam. Kolejny skurcz, który mnie wybudził
        był już silniejszy " oho czyżby?" dumałam, jako, że to był mój pierwszy
        naturalny (w sensie, że bez oksytocyny) poród, doszłam do wniosku, naładowana
        wiedzą z ksiązek, gazet i od koleżanek, że skoro skurcze są nieregularne nie ma
        co robić alarmu. Jednak kolejny (trzeci skurcz) pozbył mnie złudzeń. Trochę zła
        (bo przecież się nie wyśpię) zgramoliłam się z łóżka i poszłam budzić
        ślubnego. "Ty chyba rodzę ale nie jestem pewna. Może wstań, nie śpiesz się,
        przecież do szpitala karzą jechać dopiero jak skuuuuu ojj (postękałam) ....rcze
        będą co 3 min a ja mam co 10." Małżonek, jako "oblatany w temacie" (bo drugie
        dziecko) flegmatycznie wstał, poziewał i podreptał do kuchni robić sobie
        śniadanko. Ja tymczasem sobie myślałam, wisząc na ościeżnicy w trakcie
        kolejnego skurczu "hm pewnie to są te przepowiadające takie one nieregularne tu
        co 10 tu już 7 dziwne jakieś" , po czym doszłam do wniosku że może zadzwonię do
        swojej położnej i do mamy. Mama przyleciała jak na skrzydłach, weszła w trakcie
        kolejnego skurczu - "dziecko" zawołała "jedźcie szybko!!!!" Popatrzyłam na
        nią "no jak? przecież do 3 min jedzcze brakuje?" ale niech tam, jadę, najwyżej
        połażę w szpitalnym korytarzu. Jako, że 1 maja, to się działo, to ulice o 5,50
        rano raczej puste, więc w ciągu kilku min byliśmy na miejscu.Zaspana położna
        ślimaczym tempem zaczęła wyciągać dokumenty i wtedy zaczęło się... matka natura
        przejęł nade mną i moim rozumem władzę. To ona kazała mi łazić po izbie przyjęć
        na czworaka. Teraz wydaje mi się, że szukałam jakiegoś cichego kącika, a raczej
        legowiska, w którym mogłabym spokojnie wydać na świat moje dziecko. Wcale nie
        kontrolowałam swoich odruchów zdałam się wyłącznie na własny instynkt, który mi
        właśnie podpowiadał, że zaraz położną pogryzę za pytanie typu - "kiedy miała
        pierwszą miesiączkę?" jednak w tym momencie nadszedł , niczym rycerz, mój
        ślubny. Kiedy zobaczył mnie pod fotelem ginekologicznym na czterech
        ryknął "siostro!!! przycież my jeszcze musimy pobrać krew
        pępowinową" "Co ???!!! Jaką krew???? O matko (tu spojrzała na mnie) na górę!!!"
        Wpakowała nas do windy. Wprawdzie to było tylko jedno piętro ale mnie się
        zdawało, że jadę pół dnia. Kiedy ta winda stanęła i otworzyły się drzwi ja,
        (słowo daję sama nie wiem czy to byłam ja) padłam do mojej ulubionej pozycji na
        czworaka - po czym (o zgrozo) wydarłam się na całe gardło "Rodzęęęę!!!" tu
        przez myśl przeszyły mi wszelkie straszne historie zasłyszane od ludzi o
        znieczulicy personelu medycznego w takich przypadkach jak mój, więc
        dokrzyczałam "słowo honoru!!!!" Poskutkowało ???
        Na korytarz wyleciały ze 4 położne - wszystkie z kołtunami na głowie po słodkim
        śnie (bo to 6 rano) oraz moja pani doktor cała mokra prosto spod prysznica. Ale
        ruch się zrobił!!! Położne: "o matko dawajcie wózek!", "zaniesiemy ją!!" "nie!
        wstawaj dziewczyno pójdziesz sama" i tu uczepiłam się tej myśli. Wpuścili nas
        na salę porodów rodzinnych ("faktycznie ładna" pomyślałam i hop na łóżko ("hm
        dziewczyny nie kłamały, ależ wygodne" za mną cały personel. Ja jednak po chwili
        zeskoczyłam z łózeczka "co pani robi!?" "no jak to? majtki chociaż zdejmę" jak
        powiedziałam, tak zrobiłam, wlazłam spowrotem, rozłożyłam nogi i poczułam jak
        ogromny parowóz wyjeżdża ze mnie. I wyskoczyła Wikuś, co obwieściła wrzaskiem,
        tak głośnym, że zupełnie nie słyszałam, co się do mnie mówi. Po czym pani
        położna, ta która mnie przyjmowała, znowu ślimaczym tempem wyciągnęła swoje
        papierki i kończyła ich wypełnianie. Potem jeszcze był numer, jak pani doktor
        chodziła po całej sali z moim łożyskiem, z którego starała się wycisnąć jak
        najwięcej krwi. Ale najbardziej zaskakujący okazał się finał, kiedy to pełna
        szczęścia i zaszyta, leżałam już na sali. Nagle wpadła pani doktor i
        obwieściła "pani Agnieszko urodziła pani pierwsze dziecko w naszym mieście w
        dniu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wobec tego proszę się
        przygotować i ogarnąć , przyjdzie do pani prezydent miasta, prasa, radio i
        telewizja" Tego było za wiele!!! "Mareeeeek zabierz mnie do domuuuuuu!!!" Ledwo
        mnie zatrzymano oj ledwo
        • mawikt Re: teraz ja teraz ja 04.11.05, 22:29
          Aga55jaga- pieeeekna opowiesc!!!
          Ja tez rodzilam 1.V.2004, ale ledwo sie zalapalam 20 minut przed polnoca.
          smile
          M.
          • aga55jaga Re: teraz ja teraz ja 05.11.05, 20:57
            dziękujęsmile O to nasze byczki majowe są rówieśnikami smile
    • street Re: Poród na wesoło! 04.11.05, 16:48
      Tak jak większość opisanych tu historii moja wydaje się śmieszna po czasie.
      1. W noc przed cc dostałam skurczy, ale KTG niczego nie wykryło - pielęgniarka
      dla mi zastrzyk rozkurczowy, bo pewnie mam skurcze przedwstępne macicy.

      2. Efekt - wioząc mnie ekspresowo na wózku na porodówkę, ściągnięto ze mnie na
      korytarzu koszulę nocną, żeby mnie przebrać w strój operacyjny. Dobrze, że była
      3.00 rano, bo jechałam nago środkiem oddziału.

      3. Po wybudzeniu mnie z narkozy martwiłam się co sie stalo z moim telefonem
      (!!!), bo był służbowy.
      • ursgmo Re: Poród na wesoło! 04.11.05, 17:07
        Mój pierwszy poród , wywoływany , wolno toczący się . Minęło tak z 7 godzin
        mojego pobytu na sali. Przeraźliwie znudzona , śpiąca i zmęczona , a także
        lekko obolała , głoda i spragniona ,po kolejnym masażu szyjki macicy - kto miał
        to wie jaka to przjemność - uznałam że ja dziękuję , zbieram się i na dziś z
        porodu rezygnuję . Jak tylko położna się oddaliła , odłączyłam sobie
        kroplówkę !!!, zebrałam swoje klamoty , wdziałam kapcie , zawiązałam
        szlafroczek i udałam się ku wyjściu. Zatrzymała mnie na schodach położna ,
        zaalarmowana przez salową " siostroooo pacjentka daje nogę" . Na tą scenę
        trafił mój mąż który równie stanowczo jak położna przekonywał mnie że na
        rezygnację już za późno smile). Odebrali mi toboły , zawlekli z powrotem na
        salę , podłączyli do kroplówki i kazali mężowi pilnować .

    • mika_007 Re: Poród na wesoło! 05.11.05, 13:40
      było już 7dni po terminie,umówiłam się z lekarzem,że przyjadę w sobotę bo ma
      dyżur i sam chce poród odebrać
      w poczekalni na dzień dobry witam się z nim:
      -dzień dobry,rodzimy
      -no zobaczymy czy będzie chciał się urodzić-lekarz
      -on ma gucio do powiedzenia,tradycji ma się stać zadość (pierwsze dziecko też
      sobotnie)

      wchodzimy z mężem na salę porodów rodzinnych,ten natychmiast opada na cudny
      skórzany fotel i zaczyna grać nagrze w komórce
      -co ty robisz??!! -pytam
      -no co?nudzi mi się,długo to będzie trwało? mówiłaś,że drugie dziecko rodzi się
      szybciej
      -szybciej-tak,ale nie w ciągu minuty big_grin

      ten sam poród,prę,okazuje się,że dziecko jest duuużo większe jak przewidywali
      więc lekarz prosi żebym przestała przeć,na co ja ...
      -ooo jasne,już wciągam go spowrotem,zakładam majtki i wracam do domu wink big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka