Poród na wesoło!

16.09.05, 08:42
Wiadomo, że dla każdej z nas poród był wielkim wydarzeniem. Pamiętamy ból,
strach, zażenowanie i inne niemiłe wypadki(rekompensatą oczywiście była ta
mała kruszynka co kwiliła -u niektórych wrzeszczała - niemiłosiernie).
Ale może pamiętacie jakieś WESOŁE przygody związane z Waszym porodem?
Ja miałam kilka:
- nie chciałam dać się przebadać lekarzowi, bo był BARDZO podobny do mojego
kumpla, prosiłam o towar zastępczy
- po porodzie (przez cc) dali mi jakiś lek narkotyczny, po którym byłam tak
podekscytowana, że wykonałam kilkadziesiat telefonów (do pracy również). Nikt
nie chciał wierzyć, że jestem świeżo po porodzie

- po baaardzo bolesnym badaniu, schodząc z fotela, powiedziałam: "spadam
odpocząć", a lekarz do mnie: "spadasz rodzić". No i nie miałam wyjścia...
    • ada_zie Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 08:54
      Ja pamiętam jedną śmieszna sytuację - chociaż mi wcale nie było wtedy do
      śmiechu.
      Po wielkich trudach i wielu godzinach wreszcie urodziłam, leżę wyczerpana na
      maxa i szczęśliwa, ze to już koniec - a tu słyszę "no to jeszcze łożysko -
      przemy". O nie!!! jak to usłyszałam to się normalnie wściekłam i położna
      usłyszała, że ja już nie będę parła bo mam dosyć!! Dopiero jej stanowczy ton
      sprowadził mnie na ziemię.
    • kaja2071 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 08:55
      Fajny wątek, przypomniały mi sie te super chwile.
      Ja mojego skarba rodziłam dosc długo- wszystko trwało 16 godzin. Chyba w 13 godzinie porodu przyszedł lekarz i poinformował ze synek jest odwrócony twarza do spojenia łonowego, i dobrze by było żeby go odwrócic (mniej wiecej, bylam juz tak zmeczona ze pamietam co drugie słowo)No w każdym razie w efekcie wsadził mi "tam" ręke, chyba po to żeby złapac małego za głowke i go "obkręcic" na co ja do pana orydynatora- co?? moze po łokiec pan mi tam łapę wetknie??

      -kazali mi usiąść na piłce, poćwiczyłam na niej parę minut, ale jako że wcale ulgi mi to nie przynosiło, wrzasnęłam: "pieprze tą piłke, gó.. pomaga!!" Połozna rozesmiała sie do łez, a mi zrobiło sie strasznie głupio

      - kiedy urodził sie moj mały i po raz pierwszy go przytuliłam, moje pierwsze słowa brzmiały: witaj kochanie, a zaraz potem dodałam " matko! jakie ty masz spuchnięte jajka!!! Moj M płakał z radosci i ze smiechu

      - w trakcie szycia cos mnie zabolało, wiec zwróciłam sie do pani która mnie zszywała ze słowami: "krawcowa to z pani kiepska"

      Jak teraz sobie o tym pomysle, to az głupio mi sie robi, ale cóż- teraz przynajmniej mam co wspominac!!!!!
    • e_madziq Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 08:56
      Dla przypomnienia załączam watek sprzed roku smile
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=17472423&v=2&s=0
    • czajkax2 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 09:37
      Ja skromnie. Rozbawiłam pesonel jednym zdaniem. Gdy pokazano mi córeczkę, to
      pierwsze moje słowa brzmaiłey mniej więcej tak: " Boze jaka ty brzydka. Całkiem
      jak babcia Wala".
    • atbasz Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 09:39
      ja natomiast jak przystało na nowoczesnego tate chciałem być przy
      porodzie.Stanąłem sobie za głową żony i próbowałem pomagać podtrzymując ją na
      duchu ale w trakcie akcji pielęgniarka musiała coś poprawić i przesunęli mnie w
      nogi gdzie miałem jak się domyślacie dobry widok.W tym czasie lekarz przebijał
      pęcherz płodowy.Jak zobaczyłem te zakrwawione norzyczni wyciągane z...to
      obudziłem się na poodłodze przy ścianie.Lekarz nie wiedział kim się zająć najpierw.
    • agata_to_ja Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 09:49
      Po pierwsze, to syna rodziłam 30 kwietnia, więc logiczne, że musiałam jeszcze po
      drodze do szpitala pojechać na pocztę i wysłać rozliczenie PIT. To znaczy
      wzięłam tylko te świstki, a wypełniałam je w szpitalu, bo mąż by chyba nie umiał. smile

      Kiedyś pobłażliwie tłumaczyłam mężowi, że matki po porodzie to są takie głupie,
      bo jak dziecko nie płacze, to myślą, że nie żyje. Jejku, przecież nie musi wcale
      płakać, no nie?
      Po czym pierwsze moje słowa po urodzeniu Szymka brzmiały: "Paweł, dlaczego ja go
      nie słyszę, dlaczego on nie płacze?!"

      Inna ciekawa sytuacja - parcie w pełni, synek ma się zaraz urodzić, a mój mąż
      właśnie jakoś między wierszami przyznał się ekipie porodowej, że był
      reprezentantem Polski w baseball. No i wszyscy orzekli, że to taka tajemnicza i
      dziwna dyscyplina, że musi im objaśnić dokładnie zasady. No i zaczął objaśniać,
      a ja mu pomagałam między skurczami smile

      Poród córeczki odbył się błyskawicznie, więc niewiele było czasu na żarty, ale
      coś się zdarzyło. Zaczęło się już przed porodem. Zaczął się w nocy, przed siódmą
      rano jedziemy do szpitala, ale po drodze zaglądamy do apteki nocnej, bo mój
      lekarz powiedział mi, że najlepsze nici do szycia krocza to nici firmy xxx a na
      porodówce ich nie mają tylko na sali operacyjnej. Ale możemy sobie kupić.
      Pojechaliśmy do apteki, ja siedzę w samochodzie, a mąż pobiegł. Wyjął kartkę z
      kieszeni i czyta: czy są nici firmy xxx? A pani magister na to: nie ma, są tylko
      Johnson & Johnson. A to nie, dziękuję, mówi mój mąż.
      Wrócił do samochodu i nagle puknął się w głowę, leci z powrotem do apteki - ale
      mnie nie chodzi o nici dentystczne pani magister! Jednak nie było smile

      Następnie wracamy do domu, bo okazało się, że zapomniałam kapci (poród był 2 tyg
      przed terminem, nie byłam spakowana). Dzwonię do niani mojego synka, żeby mi
      rzuciła kapcie w jakiejś reklamówce z balkonu. Ona rzuciła kapcie, i jeszcze
      zauważyła, że 1,5 litrową butelkę z wodą też zostawiłam w kuchni, to dolożyła do
      tej reklamówki. Mąż się nie spodziewał, mało go nie zabiła tą reklamówką.

      P porodzie, kiedy lekarz (inny, mój musiał wyjechać i nie był przy porodzie)
      miał się już brać do szycia, mąz wyjmuje kartkę z kieszeni i czyta: panie
      doktorze, a czy macie nici firmy xxx? Nie nie mamy. Na to mąż - ale wiem, że są
      na sali operacyjnej, może by pan przyniósł? I lekarz przyniósł!
      • bibi2 Re: Poród na wesoło! 02.11.05, 22:27
        To było świetne. Ja nie mam takich wspomnień. 2 x cc - każde w dużym stresie,
        bo pierwsze to lekarze z minionej epoki jakby nie słyszeli o prawach pacjenta i
        akcji "rodzić po ludzku", a drugi w pospiechu o 6,30 rano, bo córci spadło
        tętno i już trzeba było się spieszyć. Pozdrawiam. BIBI
      • kangur4 baseballowe klimaty 03.11.05, 16:25
        agata_to_ja napisała:
        >na rzuciła kapcie, i jeszcze
        >zauważyła, że 1,5 litrową butelkę z wodą też zostawiłam w kuchni, to dolożyła
        > do tej reklamówki. Mąż się nie spodziewał, mało go nie zabiła tą reklamówką.

        He, he, dobrze, że mąż jest (był?) baseballisatą, i złapał, bo rzeczywiście
        mogła go zabić!

        pozdrawiam (też żona baseballisty, też reprezentanta Polski)
        • spacey1 Re: baseballowe klimaty 03.11.05, 16:58
          Już nie pomnę, czy złapał, czy się uchylił smile
          A nasi mężowie to pewnie się znają. Nie za wielu jest baseballistów w Polsce.
          No,c hyba że gra teraz, a mój małż to juz leciwy jest.
          Jaką ksywę miał twój mąż? Bo ja znam kolegów męża z drużyny raczej po ksywach smile
          • spacey1 Re: baseballowe klimaty 03.11.05, 16:59
            o masz, sorry, w międzyczasie zmieniłam nicka, chcąc być bardziej anonimową smile
    • magdalenkaaa78 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 09:57
      Dwa dni chodziłam z rozwarciem na dwa palce. W dniu porodu ( urodziłam o
      16,20 ) około godz. 11 byłam u gina i na ktg - stwierdzł autorytatywnie, że
      urodzę moooże następnego dnia. To ja na zakupy, co by obiad mężowi zrobić. Idę
      z ciężką siatą i czuję w miarę regularne, acz niebolesne skurcze. Wdrapałam się
      na trzecie piętro. Po jakimś czasie czuję, coś mi po nogach leci. Myslę: źle ze
      mną, moczu nie trzymam. Chodzę po domu, a po nogach mi leci. Myślę - rany,
      siusiam, siusiam. Potem dopiero wpadłam na to , że to wody płodowe mi odeszły.
      Zadzwoniłam po męża. Prawie godzinę po jego przyjściu siedziałam na kibelku
      wrzeszcząc do niego, że nie wstanę, nie wyjdę, bo cały czas mi się chce...
      Jakoś jednak wstałam, zeszlismy do auta. W samochodzie już miałam skurcze co
      chwila, aż pokopalam tapicerkę na suficie.
      Podjechaliśmy pod szpital. Okazało się, ze nie mozemy podjechać pod samo
      wejście, więc kawałek musiałam pzrejść. Wyczerpało mnie to do tego stopnia, że
      połozyłam się na podłodze koło izby przyjęć oświadczając, że nie wstanię.
      Pojawiło się dwóch sanitariuszy i razem z moim męzem usiłowało mnie podnieść.
      Bez skutku. Na to wyszła pielęgniarka i kazała mi wstać. No to się gzrecznie
      podniosłam. Na porodówkę nie dojechałam, rodziłam w sukience, butach na sali
      przedoprodowej. Lekarz, ktory już kończył dyrzur miał mnie dość i poiwedział:
      pacjentka nie współpracuje, ja wychodzę. I.... wyszedł. Przyszła moja koleżanka
      ( ginekolog ) i po kilku parciach Kuba był już na świecie smile A w tym czasie moj
      mąż udzielał koledze info pzrez tel jak zabić wirusa w kompiesmile Kolega był
      bardzo zdziwiony, gdy w pewnym momencie kazałam męzowi skończyć dyskusję i gdy
      dowiedział się, w jkaim momencie zadzwonił...
      • g.a.b.i Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 10:16
        Miałam bardzo bolesny porod. Po 16 godzinach na porodowce miałam tak dosyc, ze
        coraz glsniej zaczelam "pojękiwac". W koncu doczekałam sie obchodu. Przyszedł
        akurat moj lekarz prowadzacy i 2, ktorego nie znalam. Był mlody jeszcze, wiec
        chyba sie mna bardzo przejał. Zaczał ze mna rozmawiac i w wtedy dostalam
        skorczow partych. Tak mnie bolało, ze nie moglam wytzrymac, wiec ten młody
        lekarz zalecil zastrzyk po czym jedna reka głaskał mnie po głowie a druga po
        brzuchu do tego opowiadajac kawały.
        po zastrzyku zrobilo mi sie "dobrze" a pan doktor tak mnie rozbawil swoimi
        kawałami, ze zamiast z bólu to ryczalam ze śmiechu.
        po 15 - 20 minutach moj prowadzacy pan doktor nie wytrzymał i powiedzial:

        - Do cholery idz zbadaj pacjentke obok a pani niech sie nie śmieje tylko prze!
        • minikap Re: Poród na wesoło! 18.09.05, 22:55
          ja też ryczę ze śmiechu, bylem Maleństwa nie obudziła...
      • mamamarka Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 12:09
        po prostu łzy mi lecą ze śmiechu smile))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • wana Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 10:13
      Oj, tak wink))
      Oba moje porody były wesołe, ale najśmieszniejsza historię opowiedział mi mój
      mąż (ja tego nie pamiętam): rodziłam Julenia (63 cm, 4850g), poród od 14.00 do
      16.16, w sumie krótko, aczkolwiek intensywnie. Parłam sobie i parłąm, aż w
      pewnym momencie wrzasnęłam: "No, wyłaź wreszcie!!!" I wyszedł wink))
      Ten sam poród, chwilkę wcześniej lekarz poprosił, bym nie parła, a ja na
      to: "bardzo serdecznie pana przepraszam, nie mogę posłuchać, proszę się nie
      gniewać, ale MUUUSZĘ!!!" - mąż stwierdził, że nie wiedział, że ma taką wytworną
      żonę wink))
      Pozdrawiam
      wana
    • mieszkowamama Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 10:16
      Ja po porodzie byłam tak głodna, że podczas rodzenia łożyska trzymałam kabanosa
      w łapie, nie byłam w stanie dłużej czekać wink
    • lila1974 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 10:55
      Wesoło to było pielęgniarkom z położniczego, jak mnie w nocy żegnały idącą na
      porodówkę. Doskonale wiedziały, że na pewno nie wrócę z niej taka rozweselona
      jak na nią poszłam.

      Ja dzielnie znosiłam dopadające mnie skurcze, a w przerwie między nimi bawiłam
      się świetnie opowiadając dowcipy na dyżurce, bo pora już była późna, koleżanki
      z sali spały a mnie energia roznosiła. I jeszcze się odgrażałam, że eeeeeeee
      jak to mają być bóle, to ja mogę rodzić choćby co roku.

      Po wszystkim faktycznie mina mi zrzedła.
      • gkjustyna Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 11:22
        a mnie na sali operacyjnej (cesraka) opowiadały o przepisie na krówki a ja
        głodówkę od rana miałam tylko ochoty mi narobiły...
    • mamapauli1 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 10:58
      Ja miałąm cesarkę po 11 godzinach rodzenia i jak mi dali znieczulenie to ja do
      lekarza "ale ja czuję nogi!!!!!!!!!" na to lekarz " taaaaaak? to proszę poruszać
      nogami" oczywiste było że nie mogłam.
      No i jak juz wyciągnęli Paule i poszli ją oczyszczać to ja do męża " idź zobacz
      czy nie ma nic na twarzy" a lekarz " aczemu miałaby mieć coś na twarzy" ja " bo
      ja się w ciąży myszy wystraszyłam i złapałam sie za twarz" lekarz" taka pani
      stara a taka głupia"
    • karambol45 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 11:09
      ja przy porodzie pierwszego dziecka kilku godzianach w bólach idąc na kroplówkę
      która przyśpiesza / wtedy tego jeszcze nie wiedziałam/ wzięłam ze sobą gazetę
      do poczytania, położna zapytała się mnie po co mi ta gazaeta a ja no sobie
      poczytam trochę żeby mi się nie nudziło, hahaha na to ona proszę pani będziemy
      rodzić i miała rację nie nudziło mi się
      - drugie dziecko, bóle miałam już koło 20.00 więc mówię do męża kladź starszego
      syna spać , chwilę odpocznij /bo przyszedł z pracy/ i będziemy jechać do
      szpitala a on nato że mam spać do 7.00 bo on jest zmęczony, hahaha
      - będąc już w szpitalu wiedziałam że to będzie cesarka a była 23.30 noc położna
      nie wpuściła męża nawet do szpitala /chciał być pod salą operacyjną jak za
      pierwszym dzieckiem/ bo już za późno! o zgrozo dobrze że mnie wpuściła, więc
      moż wdrapał się na drzewo i wszystko widział a sala jest na 1 piętrze i
      wszystko mi opowiadał dobrze że to była noc i nikt go nie widział i że nie spadł

      a ogólnie to dobrze wspominam

      pozdr Agnieszka

      GG 2727306
      • lila1974 Re: :))))))) słowa uznania dla męża 16.09.05, 11:14

    • ola2811 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 11:13
      Ja miałam podobnie . Po porodzie umyłam włosy, i wykonałam milion telefonów.
      Poziom endorfin była tak wysoki, że nic mnie nie bolało. Szalałam ze szczęścia.
      Acha, jeszcze wytarłam podłogę w łazience, bo troszkę zakrwawiłam smile)))
    • pavlaczka Jak sobie to przypomnę..:) 16.09.05, 11:26
      U mnie było tak:
      ok. godziny 2:30 w nocy odeszły mi wody.Mąż spał w sąsiednim pokoju (nie mógł
      spac ze mną po pierwsze z powodu powierzchni łóżka jaką zajmowałam, a po drugie
      z powodu częstych wycieczek w nocy do toalety).Obudziłam go aby przyprowadził
      samochód,bo trzymaliśmy go dosyć daleko.Nie wiem dlaczego...czy był to jakiś
      szok,albo poprostu jakiś senny marazm...wypakowałam ze swojej torby kilka
      rzeczy.
      Ostatecznie pojechałam do szpitala bez koszuli i kapci.
      Kiedy mąż wyszedł, ja zabrałam torbę,pogasiłam światła i spokojnym krokiem
      ruszyłam na parking pod blokiem,aby tam na niego zaczekać.Mieszkamy w Nowym
      Dworze Maz. a rodziłam na Inflanckiej w Warszawie więc mieliśmy kawałek do
      szpitala.Skurcze co 3 min i jakież było moje zdziwienie kiedy mój mąż na
      opustoszałej w nocy drodze stanął na czerwonym świetle smile
      Generalnie mnie chciało się bardzo śmiać...nie bolało mnie absolutnie
      nic...pomyślałam sobie,że jeśli takie są bóle porodowe to ja mam miesiączki
      bardziej bolesne.
      Dojechaliśmy na miejsce (skurcze co 3 min.)a tam cała ta biurokracja,no i fochy
      pielęgniarki,że nie mam koszuli i kapci.Lekarz był sympatyczny i dał mi
      szpitalną koszulę,szlafrok...i tak ubrana, w kozakach i ochronnych woreczkach
      na nich wyszłam do mojego męża...a ten jak nie parsknie śmiechem smile
      Musiałam wyglądać naprawdę komicznie smile

      acha...jak staliśmy w kolejce do KTG przychodzi dziewczyna i pyta się czy
      wszyscy na KTG, a mój mąż z przekonaniem "nie,ja nie" smile
      • cocollino1 pavlaczka, mąz i ktg-boskie:))))))))))))))))))n/t 16.09.05, 16:32
    • marjotka Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 11:28
      To tak jak ja. Jak urodziłam, byłam w tak doskonałym humorze, ze od razu
      chciałam wstawac. Moj porod trwal od 2 w nocy do 17.40 kiedy na swiat przyszedl
      Kubus. Jak juz skurcze byly nie do wytrzmania, a rodzialm bez znieczulena, moj
      niemaz zeby jakos rozładowac sytuacje chcial mi pokazac jakie opcje ma lozko
      porodowe i w rezultacie powciskac jakies guziczki. Poryczalam sie ze smiechu bo
      nijak nie potrafilismy przywrocic poprzedniej pozycji, a moje KTG oszalalo. A
      druga rzecz-mniej zabawna-w ktoryms momencie jak juz wielkie wyjscie bobasa
      bylo tuz tuz, wpadla inna polozna krzyczac i placzac ze wlasnie przed szpitalem
      (Polna w Poznaniu) jakies malolaty zedmolowaly za pomoca roznych narzedzi
      kilkanascie aut, w tym jej samochod.zapytala swojej kolezanki a mojej poloznej
      czy jej auto tez tam stalo, Jej jak sie okazalo, nie, ale nasze nowe auto tam
      wlasnie bylo zaparkowane. W tym momencie optzytomnialam i wrzaskiem zmusilam
      mojego niemieza zeby poszedl sprawdzic co z naszym samochodem smile) Na szczescie
      TYLKO nasze auto bylo nienaruszone-do dzis nie wiemy, jak to sie stalo.
    • marta_nie_martka Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 11:30
      Miałam już skurcze parte, zginałam się na stołku porodowym, a mąż z położna
      mnie dopingowali i nie pozwalali wejść na stół. Poród szedł pełna parą. Na to
      wchodzi salowa i mówi, ze mamy gości, i czy wyjdziemy do nich, czy ma ich
      poprosić na salę. Przez ułamek sekundy byłam gotowa wyjść, ale poszedł sam mąż.
      Właściwie mogliśmy tych gości poprosić na salę. To byli nasi przyjaciele, ona
      matka dwójki dzieci, wtedy w trzeciej ciąży, a on lekarz chirurg.

      Czy Wy też miałyście taką potrzebę, żeby przy bardzo bolesnych skurczach usiąćś
      jak najniżej? Ja ze stołu zlazłam najpierw na nogi, potem na stołek porodowy, a
      wreszcie usiadłam w kucki, a najchetniej bym wlazła pod posadzkę.
    • mola_mama Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 11:32
      Córcię urodziłam expresowo. Około 11-tej mąż wezwał taksówkę (choć ja chciałam
      na spacer, bo uważałam, że wtedy te złe samopoczucie - bóle jak przy miesiączce-
      mi przejdzie smile ), około 12-tej byliśmy na porodówce (po spisaniu na izbie
      przyjęć całego życiorysu). Weszłam na łóżko i położna po badaniu stwierdziła, że
      do obiadu urodzę. Ja po przeczytaniu wielu ksiąg o porodach wiedziałam, że to
      trwa i trwa, a pierwszy poród to dopiero..., więc gdy tylko wyszła mówię mężowi,
      że Ona jest jakaś dziwna. Na to mąż: "Może tu jest jak w Ameryce - teraz lunch,
      a obiad wieczorem." Mała urodziła się o 12.55 smile)).
      Z synkiem przyjechaliśmy do szpitala o 4-tej rano, więc przed 5-tą na porodówkę.
      Położna prowadzi nas do sali, mówi, że możemy się rozgościć, a jakby co to ona
      będzie w sali obok, a mój małżonek na to: "Ale my będziemy się spieszyć, bo ja
      przed 7-mą muszę wyjść, bo dziś mam obronę dyplomu." Pani uśmiechnęła się z
      politowaniem. Maleńki urodził się o 6.25, więc Tatuś przeciął pępowinę i
      pojechał na obronę smile)).
    • eszi teraz ja 16.09.05, 12:46
      bóle miałam od 6 rano -takie słabiutkie - ale były regularne a że była to
      sobota i wesele mojej jedynej siosrty - nic nie powiedziałam mężowi( pierwsze
      dziecko oczywiście ) i wyszykowalam się na wesele - mszę przstałam pod
      kościołem (lipiec był) potem na salę - chyba ze 2 razy zatańczyłam i siedziałam
      za stołami - oczywiście jedzenie smakowało smile) ok. 4-tej nie wytrzymałam
      gadania całej rodziny ( a zapomniałam byłam tydzień po terminie) i mówię że
      jedziemy do szpitala - hm ... a było ze 40 km..... OK. oczywiście torbę miałam
      ze sobą a że wesele było w miejscowości rodziców mojego męża to jeszcze poszłam
      się obmyć i przebrać - makijaż, fryzura i pazury - zostały.... ok. jedziemy mąz
      zestresowany - więc ja - wracaj po kierowce - nie dowieziesz mnie - więc
      wróciliśmy obudziliśmy kolegę - ten pomyślał, że ktoś pobił na weselu mojego
      chłopa i wyskoczył gotowy do walki smile nic .. jakoś dojechaliśmy choć bóle były
      już ciężkie.. w szpitalu zostałam okrzyknięta weselnicą, i leżąc na stole
      odbierałam kolejne telefony - za prawanem rodziły inne kobiety..... czyli
      ogólnie niezłe zamieszanie.. najlepsze jednak było po porodzie - lekarz mnie
      szyje a ja że to cholernie boli - on że nie a takiej możliwości abym to czuła
      więc ja że boli - po chwili słyszę lekarza - patrzcie! nowa igła a bez
      czubka.... no to był dopiero śmiech - choć nie dla mnie - teraz już tak....
      skutek całego zamieszania - córka 7-letnia - leniwa - urodzona w niedzielę -
      może dla Was to nie śmieszne ale ja tak to wspominam pozdrawiam..
    • gemmavera Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 12:52
      Ja mam historyjkę, która mnie śmieszy średnio, ale co tam - za to położną to
      rozbawiło. wink
      Drugie dziecko, druga w nocy, skurcze parte. Wojtek duży i miałam kłopot z
      wypchnięciem go, więc się ta faza porodu nieco przedłużała. Byłam już zmęczona,
      toteż pomiędzy skurczami przysypiałam. Mój mąż, widząc to, rzucił hasło: "nie
      śpij, bo Ci dziecko podrzucą".
      Heh, wtedy mnie to nie śmieszyło ani trochę - przeciwnie, gdyby wzrok mógł
      zabijać...
      smile
    • oluncia Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 13:13
      Taaaaa, wody mi odeszly, badanie, jazda na porodowke, a ja do przemilej
      praktykantki , ze jeszcze chwile pod prysznic, wchodzi po pietnastu minutach i
      oniemiala - no przeciez musialam dogolic nogi i umyc glowe - prawda?smile))
      Dzwonie do mojego M. - koniecznie przyjedz juz rodze - a on - ale ja ci wlasnie
      buleczki kupuje - zrobie kanapeczki to przyjade - nie wytrzymalam, wydarlam sie
      i zrozumialsmile)
      Akcja porodowa w pelni, mam zzo, ale uparli sie co bym czula wiecej niz
      zaladalam, ze czuc bede smile)wiec ja czepiajac sie rekawa anestezjologa - blagam
      jeszcze jedna mala daweczke, plissss, przeciez nikt sie nie dowiesmile)))
      Niestety chlop byl nieprzejednanysmile
    • madziaa26 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 13:39
      po 10 godzinach na porodowce zostala podjeta decyzja o cc,wymeczona i
      wystraszona czekalam na swoja kolej,przyszedl lekarz powaznym tonem
      oznajmil:"to ja bede pania cial,ale prosze sie nie bac,bedzie dobrze,widzialem
      ostatnio na discovery jak sie to robi" i poszedl!do smiechu mi wtedy nie bylo
      • gkjustyna Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 13:44
        przyjechałam tylko z jedną torba a wynosiłam przed koncem chyba z pięc w
        ostatnią noc popakowałam mężowi prawie wszystko
        i wieczorem poszłam pod prysznic chciałam się odpręzyc , oświeżyć a tu ani
        mydła ani szamponu...
    • natiz Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 13:52
      Ze dwa dni po cesarce (pełna narkoza, cięcie wielgachne, pionowe) zwlekłam się
      pod prysznic. Jak na złość wszystkie kabiny były albo nieczynne albo zapchane
      (czyli nie do użytku). Jak już się zwleklam, nie zamierzałam odejść. Zrobiłam
      awanturę karczemną, że oddział poporodowy, a tylko 1 prysznic czynny.
      Przy obchodzie pielęgniarka nie omieszkała wspomnieć lekarzowi: "Pani K. już
      się dobrze czuje, ma niespożyte siły. Można ją wypisać" Hehe.
      • ekan13 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 14:34
        Poród 1
        Niestety, mało wesoły.
        Poród 2
        Najpierw przez tydzień chodziłam z rozwarciem na 4 cm i sączącymi się wodami twierdząc, że to produkcja ciągła, a skurczów nie ma to co ja im bedę głowę zawracała. Nie będę tu przytaczać słów uznania mojego gina.
        W trakcie porodu, położna do mnie-przyj. Ja-ma to już wszystko w dupie. Ona-no całkiem blisko, ale nie zupełnie...
        Potem, z rcji, że mała miała zaledwie 4800, lekarz kazał zamontować taką specjalną rączkę przy fotelu, żeby mógł się zapierać gdy mi ją wypychał z brzucha. Ja dostałam jakiejś histerii i ubzdurałam sobie, że on mi będzie ją tym sprzętem wydłubywał i zaczełam wrzeszczeć, że maja mnie uśpić, zabić i takie tam farmazony. Śmieszne to nie było, zwłaszcza dla pacjentek czekających na swój poród w innych salach...
        Poród 3 CC
        W trakcie przygotowywania do zabiegu, pielęgniarki opowiadały sobie o popełnionych błędach medycznych...
        Mój lekarz, za nim przystąpił do cięcia" to co pani Edytko, mogę zadać cios..."
        Po tym jak mnie zszył dopytywał, czy ma wyhaftować swoje inicjały.
      • matoiju Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 14:36
        A ja postanowiłam że podczas swojego porodu ( drugie dziecko ) będ ebardzo
        elegancka, no więc kolczyki, pierścionki we wszystko to byłam zaopatrzona.
        dziecko było "przeterminowane" więc do szpitala udałam się bo musiała, podczas
        badania okazało się ze mam już rozwarcie i spokojnie mogę rodzić, pamietam jak
        w podskokach biegłam po korytażu do męża i wołałam: będę rodzić, będę rodzić!
        Później już na sali porodowej kiedy byłam uwieziona na łóźku z podłączoną
        kroplówką położna zauważyła że mam na sobie biustonosz... Pani Doroto nie za
        ciasno Pani? i dawaj ściagać ten mój wielgachny biustonosz, najpierw odpiecie
        potem jedna ręka, potem druga i dłuuuuugi lot w powietrzu - bo przecież
        kroplówka... Aha i jeszcze jedno: jak tak sobie rodziłam to mój mąż i teściowa
        siedzieli sobie na kanapce i popijali sok pomarańczowy.....
      • aleksandrynka Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 14:38
        KURKA, ZACZĘŁAM PISAĆ I MI WCIĘŁO!

        Wody odeszły mi o 11, mąż w pracy, zadzwoniłam po niego i poszłam umyć
        głowę smile)) Z brudną przeciez nie pojadę, nie?
        O 12.30 bylismy na izbie, tam kolejka ciężarnych na badania. Pytam, czy mogę
        wejść bez kolejki, ale jedna pani nie chce się zgodzić, bo się struła, boli
        ją... No to mówię, że o 11 odeszły mi wody... Nie miała już nic przeciwko
        przepuszczeniu mnie smile Śmieszy mnie to do dziś, sama nie wiem czemu smile
        Nie miałam żadnych skurczów więc podłączyli mnie pod oksytocynę. Leżałam i
        czytałam "detektywa" (hehe), mąż drzemał w fotelu. O 17 pierwsze skurcze,
        popufałam trochę, ale dalej twardo czytam smile Mąż się obudził, a ja: nic, nic,
        spij sobie smile))
        10 minut później nie byłam już w stanie utrzymać gazety w ręku, a co dopiero
        czytać smile
        Bardzo mi się chciało jeść, ale mi nie pozwolili. Jak nikt nie widział mąż mi
        podawał malutkie cukiereczki i mówił,ze to marcheweczka motywacyjna smile
        W czasie parcia byłam na złozonym łóżku porodowym i nie miałam co zrobić z
        nogami. Zawzięcie kopałam powietrze próbując dosięgnąć położną, żeby się na
        niej zaprzeć. Nie dała się... Wyobrażacie sobie, jak to musiało wyglądać? Taka
        wierzgająca rodząca smile
        Urodziłam o 19.55, później zabrali małego, i mąż nagle nie wiedział, co ma ze
        sobą zrobić! Miotał się po sali i musiałam mu nakazać, żeby poszedł za
        dzieckiem smile Śmiesznie wyglądał, totalnie zakręcony smile
        Podobno jak później wyszedł z sali porodowej to aż się zatoczył, prawie upadł,
        opowiadała mi to inna rodząca, któa tam była smile
        A potem nie było już tak smiesznie... Ale to inna bajka.
        • ekan13 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 15:20
          A mnie przypomniał sie taki dowcip. Kobieta niestety nie zdążyła dojechać na porodówkę i urodziła na przyszpitalnym parkingu. Zazenowana sytuacją popłakuje gdy wnosza ją na noszach. Pielegniarka próbuje ją pocieszać:
          - Niech się pani nie martwi, dwa lata temu jedna taka to urodziła w windzie.
          Pacjentka nagle podnosu szloch...
          - Buuu, to też byłam ja.
    • reszka2 Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 15:55
      Dyzuruję w ambulatorium całodobowym pogotowia, a jak nie ma pacjentów, to
      siedzimy sobie gromadnie w dyspozytorni, podsłuchujemy wezwania i ogólnie
      czekamy aż cos się zacznie dziać.
      No i około południa wezwanie do porodu nr4, wody odeszły. Doktor Tomek, nb.
      specjalizujący się w ginekologii, na którego wypadła kolejka, zabrał załogę
      swojej karetki, tj. kierowcę Marka oraz ratownika medycznego Ramiego (osiadły
      cudzoziemiec, o bardzo ciemnej karnacji, choć nie afrykańczyk), oraz torbę
      porodowa i pojechali.

      Po jakimś czasie odzywa się przez radio kierowca.
      -Ustalcie do którego szpitala mamy jechać, do w K. nie przyjmują - brak miejsc.
      Ustaliliśmy, że do T.
      Włączył się lekko drżącym głosem dr Tomek.
      -Ale do T. jest 40 kilometrów, a tu rozwarcie na małą rekę (czyli ok. 5 cm)
      Pojechali.

      Za chwilę włącza się radio.
      -Pacjentka ma skurcze parte, zatrzymujemy się.
      Zatrzymali sie gdzies w lesie, Tomek zbadał - rany boskie, pełne rozwarcie,
      główka na +2, czyli na wychodzie. No to przemy.

      No to parli, a jako że radia nie wyłączyli, więc było wszystko słychać.
      -No, proszę pani, rodzimy.
      -Co? Tutaj? Yyyy, yyyy...
      -Tak, tutaj. No, oddychac prosze, oddychać, yyyy, yyyy...
      -O rany, z Murzynem będę rodzić ,. eeee, eeeh...
      -No jeszcze troche, przeć, przeć... Rami, przygotuj suche chusty. Yyyy, yyyy...
      -Auu, długo jeszcze?
      -Już niedługo! Zawiadomcie noworodkowy w T. o porodzie w karetce.
      -Koć tesz pszygotować?
      -Tak, Rami, koć też, KOC TEŻ!

      I za chwilę potrójny męski wrzask:
      -JEST! URODZILIŚMY CHŁOPAKA!
      -Nie wrzeszczcie tak, dziecko przstraszycie - dyspozytorka.
      W tle "O mój malutki, kochany, najśliczniejszy" - to mama oczywiście. A potem:
      -A jak pan doktor ma na imię?
      -Tomasz.
      -No to na pierwsze bedzie miał Tomasz.
      -O dziękuje, jak miło...
      -A pan?
      -Ja Marek.
      -To na drugie dostanie Marek.
      -Hie, hie..
      -A ja, a ja? - dopominał sie Rami.
      Tu nastapiła konsternacja, bo mama nie przewidziała trojga imion dla swojego
      berbecia, nie wiadomo też nic na temat jakowegos święego Ramiego, ale
      zaproszenie na chrzciny dostała cała załoga karetki...
      Zaś my w dyspozytorni otworzyliśmy butelke wody mineralnej za zdrowie Tomusia
      Mareczka.
    • kochamcie Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 15:59
      ja rodzilam dluuuugo

      od pierwszego skurczu do zobaczenia malenstwa minelo 20 pare godzin
      tak wiec z nudow, braku sil i bolu juz dostawalam kota!
      siedzialam, chodzilam, lezalam
      moja rodzina mieszka kolo szpitala tak wiec w ciagu tych dwudziestu paru godzin
      odwiedzili mnie:
      - mama
      - tata
      - siostra1
      - siostra2
      - siostra3 z chlopakiem
      - babcia
      Nie wiem skad wpadl im do glowy tak durny pomysl, zeby ogladac mnie prawie
      rodzaca! No i jak jedna z siotr przyszla do mnie o 22.00 w nocy, to ja wlasnie z
      bolu wbijalam pazury w poduszke i do tego probowalam w 5 minutowych odstepach
      miedzy skurczami usnac. Po tym, co zobaczyla powiedziala, ze nie chce miec dzieci smile

      Poza tym jak juz urodzilam, to pierwsze co powiedzialam mojemu mezowi(zadne tam
      'jak cudownie, ze mamy dziecko!'): "nigdy wiecej zadnych dzieci!" A pierwsze co
      pomyslalam to : o Boze! ono wyglada jak moja babcia!

      Jak maz poszedl z malenstwem, mi zostalo jeszcze do urodzenia lozysko. Jedna z
      poloznych powiedziala, ze dopoki nie ma ginekologa (bo akurat na chwile
      wyszedl), to ona wyciagnie sama lozysko (widocznie nie mozna tak robic). Wlasnie
      jak ginekolog wracal, to ona ciagnela za pepowine i lozysko TRACH! wylecialo -
      obryzgujac krwia sciany, mnie, pielegniarki i szanownego pana ginekologa wraz z
      jego okularami! normanie 'krwawa siekiera 4' smile
      • silvik Re: Poród na wesoło! 16.09.05, 17:48
        Ja rodziłam dłuuuugosadAle pamiętam dwie wesołe sytuacje...
        1.Regularne już bardzo bolesne skurcze, rozwarcie na 9cm.Dzwoni moja
        komórka,odbiera mąż.Okazuje się,że to moja mama.Chce ze mną rozmawiać a ja
        akurat dobiegam do szczytu skurczu.Mówię więc do mężatongue_outowiedz mamieee, niechhhh
        poczekaaaa chwilęęę, zarazzz pogadammmm...no i za chwilę mogłam powiedzieć co i
        jak(niestety też nie za długo...smile
        2.Gdy synek wreszcie się urodził,ja wciąż wystraszona czy wszystko z nim dobrze
        (trudny, zabiegowy poród)chyba(ja tego nie pamiętam)z 10 razy się pytałam
        mężowi czy z synkiem wszystko w porządku, czy jest zdrowy.
        A później dostałam narkozę i sobie pospałam.
      • martyna1985 do kochamcie 03.11.05, 17:41
        hehe, moja siostra tez rodzila tak dlugo i tez powiedziala nigdy wiecej, po
        czym rok pozniej zaszla w ciazesmile powodzenia
Pełna wersja