Dodaj do ulubionych

Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzięte.

25.09.05, 11:50


Co byście zrobiły?
Jest 30 latka, Polka, mieszka w Niemczech, ma 2 dzieci ( małych ) jest sama,
i ma stwardnienie rozsiane.
Chcą jej te dzieci odebrać, bo ponoć nie jest w stanie się nimi zajmować.
30 latka ma w tym samym mieście siostrę, też Polkę zdrową, z mężem Niemcem i
dzieckiem.
Rodzina wpadła na pomysł ze na czas rozwijania się tej sytuacji z dziećmi, na
czas załatwiania opiekunek, odwołań i ogólnie robienia czegoś by dzieci jej
nie odebrano – dwójka maluchów powinna znaleźć się u siostry. To znaczy
siostra powinna je bez gadania wziąć i tyle.
Sytuacja może potrwać rok, pól roku, miesiąc. Nie wiadomo ile.
Siostra się mota, mąż siostry się nie zgadza no i są uważani przez rodzinę za
okropnych niewrażliwych egoistów bo to powinno być oczywiste że oni te dzieci
wezmą.
I nie chodzi tu o pieniadze bo kasa się na te dzieci znajdzie. Ale kurcze,
tak się zastanawiam, mam brata i gdybym i ja musiała tak zrobić to mialabym
wątpliwości bo:
nawet jakby mnie było stać, to przecież branie dwójki obcych dzieci na
wychowanie, WYCHOWANIE, nie utrzymanie, bo przecież jestem za nie
odpowiedzialna, za ich rozwój., przekazywanie wartości itp. Gdyby to było
takie proste, buła w łapę i spadaj sam się baw, ale to przecież tak nie jest.
Dodam że siostra chorej, pracuje, mąz pracuje,ledwno mają czas dla swojego
dziecka, a tu nagle 2, dzieci dość nieznośne i absorbujące i do tego jedno
jeszzcze w pieluchach? Z pracy ma zrezygnować by mieć czas.? Dodam że ona nie
wie na ile czasu te dzieci będą u niej, bo co innego wiedzieć że to jest
miesiąc i przetrzymać.

Rozumiem pomoc finansową, prawną, jakieś opiekunki, wizyty, zakupy, nawet
poszukanie np. przyjaciela dla siostry ale branie dzieci- to zbyt duża
odpowiedzialnosc , prawda?

Jak byscie postąpiły?

Czy jest coś co można zrobić by to rozwiązać?
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 11:52
      Trudna sprawa. Ale mysle, ze w takiej sytuacji wzielabym pod opieke dzieci
      swojego rodzenstwa i zgodzilabym sie na opieke nad dziecmi rodzenstwa mojego
      meza.
      Po to jest rodzina, zeby sobie wlasnie w takich sytuacjach pomagac - raz
      z uwagi na siostre - dla jej spokoju, ze dzieci sa w dobrym miejscu, pod dobra
      opieka, dwa z uwagi na jej dzieci, ktore i tak przezyja rozstanie z matka,
      a bycie z ciocia troszke to zlagodzi.
      • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 11:53
        I to dla mnie analogia do adopcji - wiele osob sie na to decyduje, na szczescie.
      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 11:55
        e_r_i_n napisała:

        > Trudna sprawa. Ale mysle, ze w takiej sytuacji wzielabym pod opieke dzieci
        > swojego rodzenstwa i zgodzilabym sie na opieke nad dziecmi rodzenstwa mojego
        > meza.
        > Po to jest rodzina, zeby sobie wlasnie w takich sytuacjach pomagac - raz
        > z uwagi na siostre - dla jej spokoju, ze dzieci sa w dobrym miejscu, pod
        dobra
        > opieka, dwa z uwagi na jej dzieci, ktore i tak przezyja rozstanie z matka,
        > a bycie z ciocia troszke to zlagodzi.
        >
        No tak ale na opiekę trzeba czas poświęcić. A jak się go nie ma?
        • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:04
          18_lipcowa napisała:

          > No tak ale na opiekę trzeba czas poświęcić. A jak się go nie ma?

          Tak samo, jak na opieke nad swoimi dziecmi. Pewnie te dzieci to nie niemowleta,
          chodza do przedszkola/szkoly. Mysle, ze wszystko da sie zorganizowac.
          • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:06
            e_r_i_n napisała:

            > 18_lipcowa napisała:
            >
            > > No tak ale na opiekę trzeba czas poświęcić. A jak się go nie ma?
            >
            > Tak samo, jak na opieke nad swoimi dziecmi. Pewnie te dzieci to nie
            niemowleta,
            >
            > chodza do przedszkola/szkoly. Mysle, ze wszystko da sie zorganizowac.

            No własnie to są małe dzieci. Jedno niecałe dwa lata. Drugie troszkę więcej.
            >
            >
            • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:07
              No ale nie niemowleta. Tym bardziej bym sie nimi zajela - takie maluchy
              straszliwie przezylyby rozstanie z mama i pobyt w osrodku, nawet krotki.
              • 18_lipcowa Erin 25.09.05, 12:08
                e_r_i_n napisała:

                > No ale nie niemowleta. Tym bardziej bym sie nimi zajela - takie maluchy
                > straszliwie przezylyby rozstanie z mama i pobyt w osrodku, nawet krotki.

                Pobyt u cioci przeżyłby podobnie. Rzadko ją widzą, siostry nie są ze sobą
                żżyte, rzadko się spotykają.
                • e_r_i_n Re: Erin 25.09.05, 12:11
                  No ale sie spotykaja jednak. Z ludzmi z osrodka nie widzialy sie w ogole.
                  Zreszta, predzej z siostra, niz z kim z osrodka, odwiedza mame. To tez wazne.
                  --
                  Wiktorek
    • semijo Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 11:56
      Dzieci siostry to nie obce osoby. Ale zgadzam się że sytuacja nie jest prosta.
      Nie wiem co bym zrobiła i tak na prawdę nikt na pewno nie wie. Tyle o sobie
      wiemy ile nas sprawdzono.
      • semijo Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:00
        Myslę jednak że bym wzięła. W przeciwnym razie sumienie i tak nie dałoby mi żyć
    • moofka Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 11:57
      dzieci siostry lub brata nie sa obce sa zaraz po moich najblizsza rodzina
      wprawdzie ja siostrzencow ani bratankow nie mam jeszcze ale jestem przekoanna,
      ze kocha sie ich miloscia prawdziwa
      w sytuacji gdyby taka tragedia dotknela kogos z mojego rodzenstwa byloby dla
      mnie oczywistym ze ich dzieci mialyby u mnie dom i schronienie
      licze na to, ze moje dzieci w podobnej sytuacji mialyby opieke w domu mojego
      rodzenstwa
      a nie tulaly sie po domach opieki
      nie wiem dlaczego Cie to dziwi
      wedlug mnie powinni to zrobic nie tyle z moralnego obowiazku, co z potrzeby
      serca zwyczajnie
      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:02
        moofka napisała:

        > dzieci siostry lub brata nie sa obce sa zaraz po moich najblizsza rodzina
        > wprawdzie ja siostrzencow ani bratankow nie mam jeszcze ale jestem
        przekoanna,
        > ze kocha sie ich miloscia prawdziwa
        > w sytuacji gdyby taka tragedia dotknela kogos z mojego rodzenstwa byloby dla
        > mnie oczywistym ze ich dzieci mialyby u mnie dom i schronienie
        > licze na to, ze moje dzieci w podobnej sytuacji mialyby opieke w domu mojego
        > rodzenstwa
        > a nie tulaly sie po domach opieki
        > nie wiem dlaczego Cie to dziwi
        > wedlug mnie powinni to zrobic nie tyle z moralnego obowiazku, co z potrzeby
        > serca zwyczajnie


        Ale mnie nic nie dziwi.Może trochę to oczekiwanie rodziny takiego ruchu akurat
        od nich. Wybór trudny. Sama nie wiem co bym zrobiła, byłoby mi cięzko zważywszy
        że jestem egoistką, nie lubię dzieci i takich potrzeb serca nie mam. Najprędzej
        z moralnego obowiązku.
      • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:03
        moofka napisała:

        > licze na to, ze moje dzieci w podobnej sytuacji mialyby opieke w domu mojego
        > rodzenstwa

        No wlasnie, o tym zapomnialam dopisac - jesli mi by sie przydarzyla taka
        sytuacja, to bardzo bym chciala, zeby moje dziecko trafily do kogos z rodziny,
        nie do domuy dziecka.
        Znajac chociazby siostre mojego meza, jestem spokojna, ze tak by bylo.
        Moje rodzenstwo jeszcze dzieci nie ma, natomiast siostra mojego meza ma dwojke,
        brat jedno - i sa to osoby bardzo bliskie mojemu mezowi (mi zreszta tez).

        No i pytanie do Ciebie, Lipcowa - a nie dziwisz sie adopcji? Przeciez to taka
        sama sytuacja, z tym, ze wtedy bierze sie rzeczywiscie OBCE dzieci.
        • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:07
          e_r_i_n napisała:

          > moofka napisała:
          >
          > > licze na to, ze moje dzieci w podobnej sytuacji mialyby opieke w domu moj
          > ego
          > > rodzenstwa
          >
          > No wlasnie, o tym zapomnialam dopisac - jesli mi by sie przydarzyla taka
          > sytuacja, to bardzo bym chciala, zeby moje dziecko trafily do kogos z
          rodziny,
          > nie do domuy dziecka.
          > Znajac chociazby siostre mojego meza, jestem spokojna, ze tak by bylo.
          > Moje rodzenstwo jeszcze dzieci nie ma, natomiast siostra mojego meza ma
          dwojke,
          >
          > brat jedno - i sa to osoby bardzo bliskie mojemu mezowi (mi zreszta tez).
          >
          > No i pytanie do Ciebie, Lipcowa - a nie dziwisz sie adopcji? Przeciez to taka
          > sama sytuacja, z tym, ze wtedy bierze sie rzeczywiscie OBCE dzieci.
          >

          Wcale się nie dziwię adopcji. Ale to jest jakiś wybor. Siostra raczej wyboru
          nie ma.
          • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:10
            Ma, skoro nie zdecydowala sie na to bez dyskusji, tylko sie zastanawia.
            Wiesz, z naszej strony to gdybanie, ale mysle, ze reakcja rodziny jest
            uzasadniona. Chyba, ze jest ktos inny w poblizu, kto sie moze zajac, ale wybor
            ot tak padl na nich - wtedy to co innego.
            • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:12
              e_r_i_n napisała:

              > Ma, skoro nie zdecydowala sie na to bez dyskusji, tylko sie zastanawia.
              > Wiesz, z naszej strony to gdybanie, ale mysle, ze reakcja rodziny jest
              > uzasadniona. Chyba, ze jest ktos inny w poblizu, kto sie moze zajac, ale
              wybor
              > ot tak padl na nich - wtedy to co innego.


              Jest jeszcze ojciec tych sióstr czyli dziadek dzieci który je kompletnie olewa.
              Ojciec dzieci zmył się dawno. Z rodziny pozostaje jej jeszcze mój chłopak jako
              ich kuzyn.
              • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:13
                No to kto jest to reszta, oburzona czescia rodziny?
                • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:14
                  e_r_i_n napisała:

                  > No to kto jest to reszta, oburzona czescia rodziny?

                  Mój chłopak chociażby, jego matka, jego siostra, jego babka.
                  • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:17
                    No to moze one sie zadeklaruja i zaopiekuja dziecmi?
                    • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:19
                      e_r_i_n napisała:

                      > No to moze one sie zadeklaruja i zaopiekuja dziecmi?

                      Kto? Matka, babka, siostra?
                      • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:25
                        Ktorakolwiek - ta, ktora moze im stworzyc najlepsze warunki.
                        • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:28
                          e_r_i_n napisała:

                          > Ktorakolwiek - ta, ktora moze im stworzyc najlepsze warunki.

                          Babka i matka są za stare, siostra za młoda i za głupia.Nie wyobrażam sobie że
                          dadzą małe dzieci 75 letniej babce czy też 50 letniej matce mojego chłopaka. O
                          siostrze nie wspomnę, bo ona jest oburzona ale z daleka, bo z Anglii.
                          • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:28
                            18_lipcowa napisała:

                            > e_r_i_n napisała:
                            >
                            > > Ktorakolwiek - ta, ktora moze im stworzyc najlepsze warunki.
                            >
                            > Babka i matka są za stare, siostra za młoda i za głupia.Nie wyobrażam sobie
                            że
                            > dadzą małe dzieci 75 letniej babce czy też 50 letniej matce mojego chłopaka.
                            O
                            > siostrze nie wspomnę, bo ona jest oburzona ale z daleka, bo z Anglii.


                            Pozostaje tylko ON...wink))
                            • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:33
                              18_lipcowa napisała:

                              > Pozostaje tylko ON...wink))

                              Moze to przemyslisz? Odpadnie Ci ciazowe oglupienie wink
                              A powaznie - coz, nie lubie takich swiecie oburzajacych sie ludzi, ktorzy tylko
                              gadac potrafia uncertain
                              • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:35
                                e_r_i_n napisała:

                                > 18_lipcowa napisała:
                                >
                                > > Pozostaje tylko ON...wink))
                                >
                                > Moze to przemyslisz? Odpadnie Ci ciazowe oglupienie wink

                                Wiesz to nie jest taki zły pomysł. Może miałabym z głowy ciążę i rodzenie,,,?
                                A tak serio - taki argument to za mało.

                                > A powaznie - coz, nie lubie takich swiecie oburzajacych sie ludzi, ktorzy
                                tylko
                                >
                                > gadac potrafia uncertain

                                Ja też nie i ja się nie oburzam.
    • triss_merigold6 Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:01
      Zaopiekować się. To sytuacja trudna i wyjątkowa ale w imię dobra dzieci i
      chorej należałoby się zaopiekować. Czyli przyjąć do domu i wychowywać. To nie
      są obce dzieci i skazywanie je nawet na czasowy pobyt w jakimś ośrodku byłoby
      nieetyczne i okrutne.
      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:05
        triss_merigold6 napisała:

        > Zaopiekować się. To sytuacja trudna i wyjątkowa ale w imię dobra dzieci i
        > chorej należałoby się zaopiekować. Czyli przyjąć do domu i wychowywać. To nie
        > są obce dzieci i skazywanie je nawet na czasowy pobyt w jakimś ośrodku byłoby
        > nieetyczne i okrutne.

        Tak ale to oznaczałoby zmianę zycia dla całej rodziny. A nie każdy zrezygnuje z
        pracy, swojego poukładanego zycia i tak bez niczego zajmie się dodatkową dwójką
        malutkich dzieci.To jest prawdziwa rewolucja dla rodziny.
        Podejrzewam że i ja bym to zrobila, tak jak pisze, nie z potrzeby serca, ale
        sumienie ruszałoby mnie wobec brata ( bo postawiłam się w tej sytuacji) i
        zrobiłabym to z obowiązku ale cięzko by mi było. Pewnie byłabym zła na los. Ale
        może by przeszło...smile))

        Większość ludzi by to chyba zrobiło,,,?
      • l.e.a Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:06
        Dla mnie to oczywistość,że zajęłabym się siostrą i dziećmi - to najbliższa
        rodzina, którą kocham.
    • driadea Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:09
      Cóż, gdyby siostra i jej małżonek chcieli stworzyć tym dzieciom rodzinę
      zastępczą - byłoby cudownie. Ale nie chcą, więc nie ma się nad czym zastanawiać.
      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:11
        driadea napisała:

        > Cóż, gdyby siostra i jej małżonek chcieli stworzyć tym dzieciom rodzinę
        > zastępczą - byłoby cudownie. Ale nie chcą, więc nie ma się nad czym
        zastanawiać
        > .

        To nie tak do końca. Siosta się waha, bo moze i chce pomóc, ale jej mąż się nie
        za bardzo do tego pali. Tak o tym myślę i myślę i sama nie wiem...

        Pytam bo chodzi tu o bliskie kuzynki mojego chłopaka i rozmawiamy o tym dość
        często.
        • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:12
          Maz nie jest zwizany z siostra i jej dziecmi wiezami krwi, dlatego pewnie ma
          watpliwosci. Pewnie argumenty ma takie, jak Tyu - rezygnacja z uporzadkowanego
          zycia, wiecej klopotow. Ale mysle, ze w normalnej rodzinie te sprawy sa
          drugorzedne.
          • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:14
            e_r_i_n napisała:

            > Maz nie jest zwizany z siostra i jej dziecmi wiezami krwi, dlatego pewnie ma
            > watpliwosci. Pewnie argumenty ma takie, jak Tyu - rezygnacja z
            uporzadkowanego
            > zycia, wiecej klopotow. Ale mysle, ze w normalnej rodzinie te sprawy sa
            > drugorzedne.



            No własnie dlatego siostra chorej ma dylemat. Kryzys w swojej rodzinie, co moze
            odbic się na jej własnym dziecku przeciez, może i małżenstwie czy nieszczęscie
            tamtych dzieci.
            • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:18
              No ok, racja - tu juz jest problem. Jesli dziewczyna sie zastanawia tylko
              ze wzgledu na meza, to nie ma sie co dziwic. Trudno wybierac w takiej sytuacji.
              Jedyne, co moze zrobic, to starac sie przekonac meza.
              • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:20
                e_r_i_n napisała:

                > No ok, racja - tu juz jest problem. Jesli dziewczyna sie zastanawia tylko
                > ze wzgledu na meza, to nie ma sie co dziwic. Trudno wybierac w takiej
                sytuacji.
                >
                > Jedyne, co moze zrobic, to starac sie przekonac meza.

                No tak bo siostra siostrą, dzieci siostry dziećmi siostry, potrzeba serca i
                pomocy swoją drogą, ale ona ma swoją rodzine, która jest dla niej no jakby nie
                było WAŻNIEJSZA prawda?
                • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:24
                  Wiesz, mysle, ze takie wartosciowanie nie ma sensu. To innego rodzaju relacje -
                  i owszem, jesli ma sie toksycznych rodzicow/tesciow i ma sie do wyboru albo
                  dobre relacje z nimi, albo spokoj rodziny (maz, zona, dzieci), to wtedy ta
                  wlasna rodzina jest wazniejsza. Tutaj chyba nie da sie powiedziec, ze tak jest.
                  Dziewczyna stoi przed ogromnym dylematem, ktorego jej nie zazdroszcze. I powiem
                  szczerze - nie wiem, co by zrobila w takiej sytaucji. Mysle natomaist,
                  ze swojego meza bym przed takim wyborem nie postawila.
                  • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:29
                    e_r_i_n napisała:

                    > Wiesz, mysle, ze takie wartosciowanie nie ma sensu. To innego rodzaju
                    relacje -
                    >
                    > i owszem, jesli ma sie toksycznych rodzicow/tesciow i ma sie do wyboru albo
                    > dobre relacje z nimi, albo spokoj rodziny (maz, zona, dzieci), to wtedy ta
                    > wlasna rodzina jest wazniejsza. Tutaj chyba nie da sie powiedziec, ze tak
                    jest.
                    >
                    > Dziewczyna stoi przed ogromnym dylematem, ktorego jej nie zazdroszcze. I
                    powiem
                    >
                    > szczerze - nie wiem, co by zrobila w takiej sytaucji. Mysle natomaist,
                    > ze swojego meza bym przed takim wyborem nie postawila.



                    Ale czy można zrozumieć choć trochę postawę męża siostry?
                    • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:33
                      Wiesz, myslac w kategoriach hmmm, innych, niz ludzkie odruchy - tak, mozna.
                      Nie ma ochoty na klopot. Ale mi sie wydaje, ze w takiej sytuacji to powinno
                      byc, choc teoretycznie, na drugim miejscu (ta wygoda).
                      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:37
                        e_r_i_n napisała:

                        > Wiesz, myslac w kategoriach hmmm, innych, niz ludzkie odruchy - tak, mozna.
                        > Nie ma ochoty na klopot. Ale mi sie wydaje, ze w takiej sytuacji to powinno
                        > byc, choc teoretycznie, na drugim miejscu (ta wygoda).


                        Bo dwójka dzieci naraz w domu + jedno własne. Każde z nich dość male,
                        krzykliwe, absorbujące. To duże zamieszanie powstanie.
                        Dlatego staram się rozumieć faceta.
                        • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:40
                          No wiec tak jak mowie - facet ma o tyle gorzej, ze jest mniej z tymi dziecmi
                          zwiazany (moze w ogole). Ale mysle, ze powinien jednak wzniesc sie troche ponad
                          swoj egoizm.
                          • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:45
                            e_r_i_n napisała:

                            > No wiec tak jak mowie - facet ma o tyle gorzej, ze jest mniej z tymi dziecmi
                            > zwiazany (moze w ogole). Ale mysle, ze powinien jednak wzniesc sie troche
                            ponad
                            >
                            > swoj egoizm.

                            To tylko egoizm?
                            Uważasz że każdy człowiek jest zdolny do takich poświęcen? Bo to jednak duże
                            poświęcenie jest zakładając że on będzie w tej rodzinie miał rolę ojca,
                            przecież.
                            • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:47
                              Widzisz, gdyby byla to sytuacja taka, ze dzieci sa bez opieki, bo matce sie
                              nimi opiekowac nie chce, to co innego. Tu jest przypadek losowy i on sam moze
                              nie miec ochoty na opieke nad dziecmi, ale zony nie powinien stawiac orzed
                              takim wyborem. To jest wlasnie egoizm, moim zdaniem.
                              • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:49
                                e_r_i_n napisała:

                                > Widzisz, gdyby byla to sytuacja taka, ze dzieci sa bez opieki, bo matce sie
                                > nimi opiekowac nie chce, to co innego. Tu jest przypadek losowy i on sam moze
                                > nie miec ochoty na opieke nad dziecmi, ale zony nie powinien stawiac orzed
                                > takim wyborem. To jest wlasnie egoizm, moim zdaniem.

                                No nie powinien. Tym bardziej współczuję sytuacji tej dziewczynie,
      • driadea Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:13
        O, przepraszam, widzę, że wszystkie panie biorące udział w dyskusji piszą co
        One by zrobiły, a nie co ich zdaniem należałoby zrobić.
        Gdybym ja była tą siostrą, to pewnie, że bym dzieci wzięła. Mam dwie siostry
        (jesteśmy bardzo zżyte) i jeśli zaistniałaby taka potrzeba, mogłabym ich dzieci
        (których na razie nie mają) nawet adoptować.
        Wydawało mi się jednak, że pytanie brzmiało inaczej smile
        • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:15
          driadea napisała:

          > O, przepraszam, widzę, że wszystkie panie biorące udział w dyskusji piszą co
          > One by zrobiły, a nie co ich zdaniem należałoby zrobić.
          > Gdybym ja była tą siostrą, to pewnie, że bym dzieci wzięła. Mam dwie siostry
          > (jesteśmy bardzo zżyte) i jeśli zaistniałaby taka potrzeba, mogłabym ich
          dzieci
          >
          > (których na razie nie mają) nawet adoptować.
          > Wydawało mi się jednak, że pytanie brzmiało inaczej smile
          >


          Zawsze można pójsc dalej. Wziąć dzieci z potrzeby serca czy z obowiązku?
        • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:17
          driadea napisała:

          > Wydawało mi się jednak, że pytanie brzmiało inaczej smile

          Pytanie z pierwsze postu brzmialo: "Jak byscie postąpiły?".
          • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:18
            e_r_i_n napisała:

            > driadea napisała:
            >
            > > Wydawało mi się jednak, że pytanie brzmiało inaczej smile
            >
            > Pytanie z pierwsze postu brzmialo: "Jak byscie postąpiły?".
            >

            To z resztą nieważne czy pytanie brzmiało tak czy siak. Zależało mi by wywołać
            dyskusję i poczytać cos na ten temat, bo myślę o tej sytuacji dosc czesto.
            • driadea Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:31
              No to przeca piszę, że mi się zdawało wink
    • black_currant Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:10
      Wzięłabym dzieci do siebie.

      Ze względu na nie, ale również ze wzgledu na siebie - wyrzuty sumienia, które by
      się pojawiły gdybym im nie pomogła skutecznie zabiłyby całą radość płynącą z
      'uprządkowanego i spokojnego' życia.

      ---------------------------------------
      Ania - podwójna mama październikowa smile
      Emilka (1.10.2001)
      Grześ (18.10.2004)
    • lola211 Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:53
      Nie wyobrazam sobie, by moj facet w takiej trudnej sytuacji stwarzal problemy i
      mial cos przeciwko.Od tego jest rodzina, by sobie pomagac.Tak samo gdyby
      chodzilo o jego siostrzenców(hipotetycznych, bo ich nie ma) to bez dwóch zdan
      nalegalabym, by tymi dziecmi sie zajac.
      Wspolczuje tej kobiecie takiego męza.
      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 12:57
        lola211 napisała:

        > Nie wyobrazam sobie, by moj facet w takiej trudnej sytuacji stwarzal problemy
        i
        >
        > mial cos przeciwko.Od tego jest rodzina, by sobie pomagac.Tak samo gdyby
        > chodzilo o jego siostrzenców(hipotetycznych, bo ich nie ma) to bez dwóch zdan
        > nalegalabym, by tymi dziecmi sie zajac.
        > Wspolczuje tej kobiecie takiego męza.

        No dlatego piszę że ma cięzki wybór kobieta. O ile łatwiej by było gdyby oboje
        sie godzili albo oboje byli przeciw.
        A z ta pomocą w rodzinie to jest róznie, prawie każdy z nas wie. Więc z
        oczekiwaniem pomocy od rodziny to ja bym uważała.
        • lola211 Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:04
          > A z ta pomocą w rodzinie to jest róznie, prawie każdy z nas wie. Więc z
          > oczekiwaniem pomocy od rodziny to ja bym uważała.

          Wlasnie, ciekawe ze zupelnie inny obraz wylania sie z postów- ciagle czytam jak
          to super miec rodzenstwo, bo w przyszlosci bedzie wsparciem, pomoze, itd.
          • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:05
            lola211 napisała:

            > > A z ta pomocą w rodzinie to jest róznie, prawie każdy z nas wie. Więc z
            > > oczekiwaniem pomocy od rodziny to ja bym uważała.
            >
            > Wlasnie, ciekawe ze zupelnie inny obraz wylania sie z postów- ciagle czytam
            jak
            >
            > to super miec rodzenstwo, bo w przyszlosci bedzie wsparciem, pomoze, itd.


            No widzisz Lola. Ludzie lubią dużo mówić, obiecywać, a w praktyce to jest
            zupełnie inaczej.
            Nie bez powodu wzięło się powiedzenie o rodzinie i zdjęciu przecież...
            • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:12
              No coz, ja na rodzenstwo mojego meza narzekac nie moge, na moje tez nie (choc
              w innym wymiarze - bo mlodzi jeszcze sa). Mysle, ze wiele zalezy do wychowania -
              i u mojego meza, i u mnie rodzina byla zawsze bardzo wazna i wiezi
              z rodzenstwem oboje mamy bardzo silne. Dlatego jestem przekonana, ze na nich
              mozemy liczyc, o czym juz mielismy okazje sie przekonac. To samo tyczy sie
              rodzicow - czasami mamy rozne zdanie (chociazby z tesciem), ale w razie czego
              oni moga liczyc na nasza pomoc, my na ich.
              • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:16
                e_r_i_n napisała:

                > No coz, ja na rodzenstwo mojego meza narzekac nie moge, na moje tez nie (choc
                > w innym wymiarze - bo mlodzi jeszcze sa). Mysle, ze wiele zalezy do
                wychowania
                > -
                > i u mojego meza, i u mnie rodzina byla zawsze bardzo wazna i wiezi
                > z rodzenstwem oboje mamy bardzo silne. Dlatego jestem przekonana, ze na nich
                > mozemy liczyc, o czym juz mielismy okazje sie przekonac. To samo tyczy sie
                > rodzicow - czasami mamy rozne zdanie (chociazby z tesciem), ale w razie czego
                > oni moga liczyc na nasza pomoc, my na ich.


                Jasne że tak. Wiele zależy od stopnia zżycia. U mnie w rodzinie mogę liczyć na
                pomoc każdego prawie, nie tylko rodziców i brata ale i kuzyna, kuzynek, wujków,
                dziadka, babci.
                Fajne to jest, ale rzadkie.
                • e_r_i_n Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:18
                  18_lipcowa napisała:

                  > Fajne to jest, ale rzadkie.

                  Mysle, ze jednak (cale szczescie) - nie takie rzadkie. Zasada jest taka, ze jak
                  jest dobrze, to sie o tym nie mowi/pisze, dlatego biorac pod uwage to forum,
                  jako jakas reprezentacje spoleczenstwa, wydawac by sie moglo, ze tylko wredni
                  tesciowie, bratowe, rodzice i ciotki sa na tym swiecie. A tak naprawde czesto
                  jest inaczej - tylko nikt o tym nie pisze, bo nie ma takiej potrzeby.
                  • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:22
                    e_r_i_n napisała:

                    > 18_lipcowa napisała:
                    >
                    > > Fajne to jest, ale rzadkie.
                    >
                    > Mysle, ze jednak (cale szczescie) - nie takie rzadkie. Zasada jest taka, ze
                    jak
                    >
                    > jest dobrze, to sie o tym nie mowi/pisze, dlatego biorac pod uwage to forum,
                    > jako jakas reprezentacje spoleczenstwa, wydawac by sie moglo, ze tylko wredni
                    > tesciowie, bratowe, rodzice i ciotki sa na tym swiecie. A tak naprawde czesto
                    > jest inaczej - tylko nikt o tym nie pisze, bo nie ma takiej potrzeby.

                    W sumie masz rację.Ja nigdy nie żaliłam się na rodzinę bo narzekać na nią nie
                    mogę.Jest fajna.
                    Jak się czyta czasem posty o chorych sytuacjach w rodzinach to można odnieść
                    wrażenie że to częste.
    • mruwa9 Obie propozycje sa do d... 25.09.05, 12:56
      IMHO. Dzieci to nie rybki w akwariumm, ktore mozna przestawiac z kata w kat,
      jak doroslym wygodnie. Matka dzieci- nawet przy ograniczeniach wynikajacych z
      choroby- jest matka sprawna intelektualnie i na pewno kocha swoje dzieci, wiec
      odbieranie jej ich uwazam za niczym nieusprawiedliwione okrucienstwo. jedynym
      dopuszczalnym sposobem pomocy moim zdaniem jest stala pomoc domowa dla rodziny,
      ewentualnie np. zamieszkanie matki razem z dziecmi w jakims domu opieki, aby
      miec mozliwosc stalej pomocy w kazdej chwili bez rozdzielania rodziny.
      Gdybym na przyklad ja musiala sie zaopiekowac dzieckiem swojego rodzenstwa, nie
      zastanawialabym sie ani chwili, choc nie wiem, jak dziecko by to znioslo sad
      • 18_lipcowa Re: Obie propozycje sa do d... 25.09.05, 12:59
        mruwa9 napisała:

        > IMHO. Dzieci to nie rybki w akwariumm, ktore mozna przestawiac z kata w kat,
        > jak doroslym wygodnie. Matka dzieci- nawet przy ograniczeniach wynikajacych z
        > choroby- jest matka sprawna intelektualnie i na pewno kocha swoje dzieci,
        wiec
        > odbieranie jej ich uwazam za niczym nieusprawiedliwione okrucienstwo. jedynym
        > dopuszczalnym sposobem pomocy moim zdaniem jest stala pomoc domowa dla
        rodziny,
        >
        > ewentualnie np. zamieszkanie matki razem z dziecmi w jakims domu opieki, aby
        > miec mozliwosc stalej pomocy w kazdej chwili bez rozdzielania rodziny.


        Dokładnie tak. Bzdurą jest dla mnie zabierać dzieci gdy matka jest chora, ale w
        miarę sprawna. Nie pije, nie ćpa kocha swoje dzieci i tylko za to że ma SM chcą
        je zabrać, zamiast zapewnić pomoc, albo umożliwić sytuację w której siostra np.
        deklaruje pomoc, nie bierze dzieci ale odwiedza, pomaga ile może.
        Ale tak nie jest-niestety.
        > Gdybym na przyklad ja musiala sie zaopiekowac dzieckiem swojego rodzenstwa,
        nie
        >
        > zastanawialabym sie ani chwili, choc nie wiem, jak dziecko by to znioslo sad
        • mruwa9 Re: Obie propozycje sa do d... 25.09.05, 13:06
          .. w dodatku taka pomoc domowa finansowo bedzie najtanszym wyjsciem. Utrzymanie
          dzieci w rodzinie zastepczej czy domu dziecka ( w Niemczech pewnie takich nie
          ma) jest o wiele drozsze.
    • pannajoanna1 Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:12
      Kobieto nad czym tu sie zastanawiać?????????
      Brać do siebie te dzieciaki i już !!!!!!!!!

      Ludzie opiekują sie obcymi dziećmi a tu własna siostra nie pomoże " w biedzie"!
      Co to za siostra!

      I nie mów że mąż ,że dziecko, że brak czasu. Dyrdymały!!!

      To sa dzieci Siostry!
      Kto ma im pomóc jak nie rodzina. A gdyby to chodziło o twoje dzieci?

      Joanna
      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:21
        pannajoanna1 napisała:

        > Kobieto nad czym tu sie zastanawiać?????????
        > Brać do siebie te dzieciaki i już !!!!!!!!!
        >
        > Ludzie opiekują sie obcymi dziećmi a tu własna siostra nie pomoże " w
        biedzie"!
        >
        > Co to za siostra!
        >
        > I nie mów że mąż ,że dziecko, że brak czasu. Dyrdymały!!!
        >
        > To sa dzieci Siostry!
        > Kto ma im pomóc jak nie rodzina. A gdyby to chodziło o twoje dzieci?


        Gdyby chodziło o moje dzieci chciałabym by zostały jak najbliżej. Czyli u
        rodziców, rodzeństwa itp.
        >
        > Joanna
        • pannajoanna1 Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:34
          Dla dzieci wystarczającym wstrząsem będzie to , że zostaną oddzielone od matki
          po co jeszcze je stresować dodatkowo. Ja też mam dziecko ,małe i nie chciałabym
          aby obcy opikowali sie nim. I głeboko jestem przekonana, że moja siostra wzi
          ęłaby moje dziecko do siebie .Tak jak ja bym wzięła jej.

          Joanna
    • czarna_mewa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:28
      Ja bym wzięła te dzieci, ale mój mąż odpowiedział na zadane mu pytanie "Nie
      wziąłbym bo nie mamy warunków, jest przecież jeszcze babcia".
      • mosze_singer Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 14:05
        Nie wziłąłbym, chociaż u nas nie ma "jeszcze babci" (babci też bym nie wziął).
        Pomoc pomocą, ale nikt nie ma prawa wymagać od innych żeby dla czyjegoś dobra
        rujnowali własne życie.

        Jedno dziecko w wieku szkolnym mozna jeszcze zaakceptować, ale 2 maluchów ????

        Poza tym nalezy się zastanowić nad innymi rozwiązaniami:
        1. opieka w domu chorej matki
        2. rodzina zastępcza
        3. ojciec

        Jednego jestem pewien: NIKT nie powinien brać tych dzieci jeśli nie czuje
        potrezeby zaopiekowania się nimi, strach przed ostracyzmem rodziny nie jest
        dobrym doradcą, nie warto ryzykować rozpadu własnej rodziny.
        • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 15:01
          mosze_singer napisał:

          > Nie wziłąłbym, chociaż u nas nie ma "jeszcze babci" (babci też bym nie
          wziął).
          > Pomoc pomocą, ale nikt nie ma prawa wymagać od innych żeby dla czyjegoś dobra
          > rujnowali własne życie.

          No własnie to druga strona sprawy o ktorej też myslę.


          > Jedno dziecko w wieku szkolnym mozna jeszcze zaakceptować, ale 2 maluchów ????
          >
          > Poza tym nalezy się zastanowić nad innymi rozwiązaniami:
          > 1. opieka w domu chorej matki -

          to by było najlepsze wyjście

          > 2. rodzina zastępcza
          > 3. ojciec

          zapomnij...
          > Jednego jestem pewien: NIKT nie powinien brać tych dzieci jeśli nie czuje
          > potrezeby zaopiekowania się nimi, strach przed ostracyzmem rodziny nie jest
          > dobrym doradcą, nie warto ryzykować rozpadu własnej rodziny.


          I tutaj się z Tobą zgadzam.
    • czajkax2 Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 13:32
      Ja bym się zaopiekowala. I wiem ze mój mąż nie robił by problemu. Rozumiałby.
      Ale w tej konkretnej sytuacji ja naprawdę nie rozumiem dlaczego chcą zabrac tej
      kobiecie dzieci? Toż to barbarzyństwo. I jak wogóle oni zamierzają to
      prezprowadzić. Tak bez jej zgody umieścic dzieci gdzie im się podoba? Co ona na
      to? Czy nie leipeij by było(skoro finanse jak piszesz nie są problemem) nająć
      jakąś pomoc,pielęgniarkę czy kogoś takiego. I rodzina tez by mogła pomagac.
      Moim zdaniem nad takim rozwiązaniem powinnis się zastanowić,a nie nad
      zabieraniem matce dzieci.
      • boranet Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 17:39
        Jestem przerażona i w głowie mi się nie mieści jak można chorej na SM kobiecie
        odebrać dzieci?! To dopiero chore. Moja mama choruje na SM i całkiem nieżle
        mimo pewnych (dużych) ograniczeń) z powodu choroby mnie wychowała.Zachorowała w
        wieku 19 lat. Myślę, że w przypadku opisywanym przez Ciebie Lipiec tej kobiecie
        potrzebna jest pomoc rodziny. Nie wiem w jakim ona jest stanie. Ale z pewnością
        oddanie dzieci to nie jest dobry pomysł. Kobieta już cierpi przez chorobę.
        Zdaje sobie sprawę, że to niestety choroba nieuleczalna i powoli wykańczająca
        organizm a tu dodatkowa tragedia: odebranie dzieci. Siostra tej dziewczyny
        mogłaby pomóc ale nie zabierać dzieci. Nawet na jakiś czas. Trochę pewnie zbyt
        emocjonalnie do tego podeszłam, ale nie nie wyobrażam sobie takiego
        rozwiązania w mojej rodzinie jak byłam mała. Oby historia nie skończyła się
        żle.
        Pozdrawiam
    • ma.dzia Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 15:38
      Gdyby chodzilo o moja siostre i jej dzieci to zaopiekowalabymn sie nimi i moja
      siostra. Tak juz jest,ze ja kocham jej dzieci jak swoje i nie pozwolilabym zeby
      zabral je ktos obcy.
      • aszar.kari Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 17:14
        Nie mam rodzenstwa, moj maz ma i to sporo smile Nie wyobrazam sobie protestowania
        przeciwko wzieciu dzieci ktoregokolwiek z Jego braci lub siostr gdyby sytuacja
        tego wymagala. Prawde mowiac, na miejscu tej zdrowej siostry mocno bym sie
        zaczela zastanawiac nad tym jakim jest czlowiekiem moj maz, gdyby w takich
        okolicznosciach protestowal przeciwko wzieciu tych dzieci. Sa sytuacje kiedy
        wygoda lub ustalony porzadek rzeczy staja sie kompletnie nieistotne wobec
        koniecznosci "staniecia na wysokosci zadania" - i to jest wlasnie taka
        sytuacja. Jesli zona nie moze polegac na swoim partnerze w takich
        okolicznosciach, to czy w ogole moze na Nim polegac? Przeciez kazdy problem
        zyciowy, kazda mniejsza lub wieksza tragedia odwracaja wszystko do gory nogami.
        Jak sie w obliczu innych zyciowych wyzwan zachowa ten maz? Moze dobrze, ze sie
        stalo to, co sie stalo - dzieki temu ta zona ma teraz "material do
        przemyslenia".
        Dodam jeszcze, ze moja corka byla niepelna nastolatka gdy ja sama bardzo ciezko
        zachorowalam - pomoc wszelkiego typu jaka uzyskal wtedy moj maz od swojej
        rodziny i naszych wspolnych przyjaciol nigdy nie zostanie splacona. Tyle dobra
        ile okazali nam ludzie nie da sie podsumowac. Smutno sie czyta o dwojce
        maluchow, ktorych nikt tak naprawde nie chce - gdybyz tylko mozna bylo troche
        ludzkiej zyczliwosci i dobroci Im podeslac smile
        Podsumowujac - wedlug mnie tu nie ma dylematu - dziecmi siostra MUSI sie zajac
        podobnie jak MUSI przedyskutowac ze swoim mezem Jego stosunek do swiata i ludzi.
        Aszar
    • 18_lipcowa Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:15
      Dodam że kilka miesięcy temu szukałam dla niej - dla chorej przez internet,
      oraz ogłoszenia matrymonialne faceta. Poprosiła mnie o to żebym poszukała pana,
      niepełnosprawni wchodzili w grę -dla niej. Mógł być z dziećmi, ona z chęcią
      zaprosiłaby do siebie, zapewniłaby dach nad głową, szukała przyjaciela,
      opiekuna co było zaznaczone od razu. Mnóstwo facetów się odezwało,ale jej się
      nie podobali. Bo ona chorego nie chce, chce przystojnego i fajnego.Nie to nie.


      Dziś rozmawiałam na temat tych sióstr.
      Oto co doszło ciekawego.

      Po pierwsze dzieci wcale nie muszą jej zabierać pod warunkiem że ona z tymi
      dziećmi przeniesie się do czegoś w stylu domu samotnej matki. Super
      rozwiązanie, nie byłaby sama, miałaby pomoc, może i przyjaciółki. Ale ona nie
      chce. Nie będzie mieszkała z patologią - powiedziała i tyle. Ma mieszkanie w
      Berlinie za które nie płaci,właściwie nie płaci za nic oprócz telefonu.

      Druga możliwośc. Zatrudnienie stałej opiekunki. Tak jasne, ona zatrudni, ale da
      nie więcej niż 100 euro. Nie muszę dodawać że za 100 euro nikt jej nie
      przyjdzie nawet popatrzeć na te dzieci.

      Więc okazuje się ze ma możliwości ale z nich skorzystać nie chce.
      A siostra powiedziała ze nie pomoże bo mąz jej nie pozwala.

      Heh,,,sama nie wiem co o tym myśleć. Dziewczyna ma szansę na bycie z dziecmi
      ale sama ją przekreśla. W tej sytuacji może i ta siostra i jej mąż są lekko
      usprawiedliwieni.
      • mosze_singer Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:27
        czyli chora CHCE im wcisnąć te dzieci, a nie jest to tego zmuszona sytuacją
        • 18_lipcowa Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:32
          mosze_singer napisał:

          > czyli chora CHCE im wcisnąć te dzieci, a nie jest to tego zmuszona sytuacją


          Nie. Ja nie wiem co ona o tym sądzi. Nigdy nie było mówione i ja nie słyszałam
          że "ona prosi a oni nie chcą pomóc" słyszałam że " oni powinni pomóc". Nie mam
          pojęcia jakie stanowisko ma ta dziewczyna, czy kiedykolwiek prosiła siostrę.To
          raczej inni chcą wcisnąć zdrowej siostrze te dzieci.
      • boranet Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:34
        Faktycznie trudna sytiacja sad Szczerze mówiąc nie bardzo można doradzić.
        Rozumiem obawy tej siostry. Wg mnie matka dzieci powinna wybrać opcję najlepszą
        dla dzieci. W dalszym ciągu uważam, że nie można jej odebrać dzieci. To nie
        jest rozwiązanie. Ale ona też musi pozwolić sobie pomóc a nie odrzucać każdą
        propozycję. Bądż co bądż wkrótce będzie skazana na pomoc innych i lepiej żeby
        zdała sobie z tego sprawę. Może powinna porozmawiać o swojej sytuacji z
        psychologiem i neurologiem, który jej wytłumaczy sytuację zdrowotną i pomoże
        podjąć decyzję. Myślę, że w tej sytuacji warto poprosić o pomoc specjalistów. A
        co do kwestii mieszkania w domu opieki. Trzeba zrozumieć psychikę tej chorej
        kobiety. Moja mama np. bardzo długo nie chiała usiąść na wózku inwalidzkim, bo
        uważała, że nie jest chora tak jak inni. Nie potrafiła się porównywać z ludżmi
        chorymi na SM. Była "inna". Ta choroba jest bardzo trudna i naprawdę trzeba
        dużo serca i taktu aby takiej chorej osobie pomóc. Życzę wytrwałości
        Aneta
        • 18_lipcowa Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:42
          boranet napisała:

          > Faktycznie trudna sytiacja sad Szczerze mówiąc nie bardzo można doradzić.
          > Rozumiem obawy tej siostry. Wg mnie matka dzieci powinna wybrać opcję
          najlepszą
          >
          > dla dzieci. W dalszym ciągu uważam, że nie można jej odebrać dzieci. To nie
          > jest rozwiązanie. Ale ona też musi pozwolić sobie pomóc a nie odrzucać każdą
          > propozycję. Bądż co bądż wkrótce będzie skazana na pomoc innych i lepiej żeby
          > zdała sobie z tego sprawę. Może powinna porozmawiać o swojej sytuacji z
          > psychologiem i neurologiem, który jej wytłumaczy sytuację zdrowotną i pomoże
          > podjąć decyzję. Myślę, że w tej sytuacji warto poprosić o pomoc specjalistów.
          A
          >
          > co do kwestii mieszkania w domu opieki. Trzeba zrozumieć psychikę tej chorej
          > kobiety. Moja mama np. bardzo długo nie chiała usiąść na wózku inwalidzkim,
          bo
          > uważała, że nie jest chora tak jak inni. Nie potrafiła się porównywać z
          ludżmi
          > chorymi na SM. Była "inna". Ta choroba jest bardzo trudna i naprawdę trzeba
          > dużo serca i taktu aby takiej chorej osobie pomóc. Życzę wytrwałości
          > Aneta


          Z tego co widzę ta dziewczyna nie chce żadnej pomocy. Nie wynika to z dumy
          tylko raczej z jej głupoty - z tego co wiem z opowiadań o niej.

          Inna sprawa to ta, że już po 1 dziecku miała objawy SM i miała nakaz uważania
          na siebie i raczej odradzano jej kolejną ciąże. Ale co tam, jak widać olała
          sprawę, po 2 dziecku jej stan sie strasznie pogorszył. Po częsci ma to na
          własne życzenie...mogła uważać.No ale co winne dzieci że mają matkę głupią...?
          • boranet Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:49
            No cóż, w takim razie warto jasno przedstawić jej sytuację. Czy siostra z nią
            rozmawiała jak ona sobie wyobraża dalsze życie i przyszłość swoją i dzieci?
            Może się nad tym zastanowi i wówczas będzie można jej pomóc w wychowaniu
            dzieci. W każdym razie jeśli na razie jest na nie, to ja bym nie ingerowała.
            Dopóki radzi sobie z dziećmi - jej sprawa. Może wkrótce sama poprosi o pomoc.
            Aneta
            • 18_lipcowa Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:51
              boranet napisała:

              > No cóż, w takim razie warto jasno przedstawić jej sytuację. Czy siostra z
              nią
              >
              > rozmawiała jak ona sobie wyobraża dalsze życie i przyszłość swoją i dzieci?
              > Może się nad tym zastanowi i wówczas będzie można jej pomóc w wychowaniu
              > dzieci. W każdym razie jeśli na razie jest na nie, to ja bym nie ingerowała.
              > Dopóki radzi sobie z dziećmi - jej sprawa. Może wkrótce sama poprosi o pomoc.
              > Aneta

              Z dziećmi to ona sobie wcale nie radzi. Dlatego też chcą jej je zabrac. Ponoć
              opiekunka ktora kiedys do niej przychodziła doniosła gdzie trzeba że nie dośc
              że chora to jeszcze sobie nie radzi.
              Ja nie wiem, jak jest naprawdę, ale wiem ze dzieci kocha i boi się tego co może
              nastąpić więc jest głupia jesli ma mozliwosc pomocy a jej nie chce
              • boranet Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 18:59
                18_lipcowa napisała:

                >>
                > Z dziećmi to ona sobie wcale nie radzi. Dlatego też chcą jej je zabrac. Ponoć
                > opiekunka ktora kiedys do niej przychodziła doniosła gdzie trzeba że nie dośc
                > że chora to jeszcze sobie nie radzi.
                > Ja nie wiem, jak jest naprawdę, ale wiem ze dzieci kocha i boi się tego co
                może
                >
                > nastąpić więc jest głupia jesli ma mozliwosc pomocy a jej nie chce
                >
                >
                Jeśli jedynym wyjściem dla niej jest przeprowadzka z dziećmi do domu opieki, to
                ją rozumiem. Jakie to warunki dla dzieci na dorastanie? Gdyby to była moja
                siostra/kuzynka pewnie bym wzięła te dzieci... Ale każdy sam musi podjąć
                decyzję. Wg mnie rodzina tej dziewczyny, czyli rodzice, bracia, siostry powinni
                jej pomóc. W końcu po to jest rodzina. Tym bardziej, że dziewczyna sobie nie
                radzi. Może i dziewczyna postępuje nierozważnie, ale trzeba pamiętać, że SM to
                choroba neurologiczna, u każdego pacjenta przebiega inaczej. Może to jest też
                przyczyna jej "nieracjonalnego" postępowania? Ale byłoby okrucieństwem odbierać
                jej dzieci. I to w takiej sytuacji...
                • 18_lipcowa Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 19:04
                  boranet napisała:

                  > 18_lipcowa napisała:
                  >
                  > >>
                  > > Z dziećmi to ona sobie wcale nie radzi. Dlatego też chcą jej je zabrac. P
                  > onoć
                  > > opiekunka ktora kiedys do niej przychodziła doniosła gdzie trzeba że nie
                  > dośc
                  > > że chora to jeszcze sobie nie radzi.
                  > > Ja nie wiem, jak jest naprawdę, ale wiem ze dzieci kocha i boi się tego c
                  > o
                  > może
                  > >
                  > > nastąpić więc jest głupia jesli ma mozliwosc pomocy a jej nie chce
                  > >
                  > >
                  > Jeśli jedynym wyjściem dla niej jest przeprowadzka z dziećmi do domu opieki,
                  to
                  >
                  > ją rozumiem. Jakie to warunki dla dzieci na dorastanie? Gdyby to była moja
                  > siostra/kuzynka pewnie bym wzięła te dzieci... Ale każdy sam musi podjąć
                  > decyzję. Wg mnie rodzina tej dziewczyny, czyli rodzice, bracia, siostry
                  powinni
                  >
                  > jej pomóc. W końcu po to jest rodzina. Tym bardziej, że dziewczyna sobie nie
                  > radzi. Może i dziewczyna postępuje nierozważnie, ale trzeba pamiętać, że SM
                  to
                  > choroba neurologiczna, u każdego pacjenta przebiega inaczej. Może to jest też
                  > przyczyna jej "nieracjonalnego" postępowania? Ale byłoby okrucieństwem
                  odbierać
                  >
                  > jej dzieci. I to w takiej sytuacji...


                  Najgorsze jest to że matka tej dziewczyny nie zyje. Gdyby żyła, nie byłoby
                  problemu. A tak- jej własny ojciec się wypiął, ojciec dzieci się wypiął.
                  Siostra nie za bardzo chce.No a babcia ,,,wiadomo.
                  Najbliższa rodzina ma własnie takie podejście.
                  • boranet Re: Sytuacja się zmieniła... 25.09.05, 19:08
                    Wspólczuję. Nie zyczyłabym takiej sytuacji nikomu. Ciężki egzamin dla rodziny
                    tej dziewczyny(bliższej/dalszej). Mam nadzieję, że uda się jakoś rozwiązać ten
                    problem. Pozdrawiam
    • gagunia Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 18:43
      Nie mam zadnych watpliwosci - wzielabym dzieci brata. Wzielabym nawet dzieci
      kuzynki i za nic na swiecie nie oddalabym do zadnych domow opieki. Juz predzej
      sama zalozylabym rodzinny dom dziecka, gdyby mnie np nie bylo stac na ich
      utrzymanie. To nie sa OBCE dzieci, to dzieci jej siostry. Ja bym sie chyba
      zalamala, gdyby tak potraktowano mojego syna. Na szczescie wiem, ze mam na kogo
      liczyc.
      • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 18:48
        gagunia napisała:

        > Nie mam zadnych watpliwosci - wzielabym dzieci brata. Wzielabym nawet dzieci
        > kuzynki i za nic na swiecie nie oddalabym do zadnych domow opieki. Juz predzej
        > sama zalozylabym rodzinny dom dziecka, gdyby mnie np nie bylo stac na ich
        > utrzymanie. To nie sa OBCE dzieci, to dzieci jej siostry. Ja bym sie chyba
        > zalamala, gdyby tak potraktowano mojego syna. Na szczescie wiem, ze mam na
        kogo
        > liczyc.


        Ja też bym wzieła dzieci brata. Kuzynki- nie wiem.
        Kuzynem chorej dziewczyny jest mój chłopak wiec na dobrą sprawę i on powinien
        się nad tym zastanowić ?
        • aszar.kari Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 19:18
          Czy ktos z rodziny z ta kobieta w ogole rozmawial? Bo narazie to z opisow
          wszystko brzmi troche jak "jedna pani drugiej pani". Gdy sa takie sytuacje
          kryzysowe, to rodzina powinna sie zebrac przy jednym stole i poglowkowac jak
          zaradzic glupocie, chorobie, samotnosci, losowi dzieci, moznosciom i
          niemoznosciom wszelakim. Naprawde duzo wiecej mozna zalatwic jak sie ze soba
          rozmawia niz jak sie o czyms lub o kims tylko opowiada z daleka. To nie przytyk
          do Ciebie, 18lipcowa, Ty w tym wszystkim i tak najmniej mozesz i powinnas - to
          tylko taka obserwacja ogolna. Po co spekulowac? Lepiej sie spotkac na weekend w
          Berlinie czy gdzie trzeba i sprobowac cos zaplanowac na najblizszych kilka
          miesiecy.
          Aszar
          • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 19:32
            aszar.kari napisała:

            > Czy ktos z rodziny z ta kobieta w ogole rozmawial? Bo narazie to z opisow
            > wszystko brzmi troche jak "jedna pani drugiej pani". Gdy sa takie sytuacje
            > kryzysowe, to rodzina powinna sie zebrac przy jednym stole i poglowkowac jak
            > zaradzic glupocie, chorobie, samotnosci, losowi dzieci, moznosciom i
            > niemoznosciom wszelakim. Naprawde duzo wiecej mozna zalatwic jak sie ze soba
            > rozmawia niz jak sie o czyms lub o kims tylko opowiada z daleka. To nie
            przytyk
            >
            > do Ciebie, 18lipcowa, Ty w tym wszystkim i tak najmniej mozesz i powinnas -
            to
            > tylko taka obserwacja ogolna. Po co spekulowac? Lepiej sie spotkac na weekend
            w
            >
            > Berlinie czy gdzie trzeba i sprobowac cos zaplanowac na najblizszych kilka
            > miesiecy.
            > Aszar


            Wszystko to sprawdzone informacje, prawie z pierwszej ręki.
            Co do spotkania, powiesz mi kto ma się spotkać i pogłówkować? Pisałam że ją
            rodzina olała właściwie.
            • aszar.kari Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 19:41
              18_lipcowa napisała:

              > Wszystko to sprawdzone informacje, prawie z pierwszej ręki.
              > Co do spotkania, powiesz mi kto ma się spotkać i pogłówkować? Pisałam że ją
              > rodzina olała właściwie.
              >
              Nawet ta olewajaca rodzina zdaje sie wyrazac opinie smile I czy olewajac zycza Jej
              i dzieciom zle? Watpie. Jesli wiec Twoj mily ma odrobine chrakteru i choc
              ociupinke dobrej woli, powinien pewnie skrzyknac wszystkich a wiec babcie,
              swoja siostre, chora kobiete, Jej siostre z mezem, ktos tam chyba jeszcze byl
              zainteresowany - wybacz, zgubilam sie sad Bo podstawowa kwestia jest, czy
              chcemy, zeby Jej i dzieciom bylo w miare OK, czy lejemy na wszystko cieplym
              moczem. Jesli to drugie, to na temat chorej kobiety winno w rodzinie zapasc
              milczenie, bo nie ma co ozorami mlocic, jak i tak nie ma o czym mowic. Ale
              generalnie ludzie potrzebuja przewodnika stada i czasem pewnego przyparcia do
              sciany w stylu "czy chcesz zeby umarla sama i opuszczona wiedzac, ze dzieci sa
              w domu dziecka?" - niewielu jest ludzi, ktorzy na tak postawione pytanie z
              zimna krwia odpowiedza "tak". A jesli odpowiedza "nie", to jest to wstep do
              szukania zadowalajacych rozwiazan. Bo sama wiesz, ze jesli sie powiedzialo "A"
              czyli w tym wypadku wyrazilo jako-takie zainteresowanie pania z SM, to idzie za
              tym "B" a wiec plan dzialania.
              Czasem zwyczajnie trzeba dac ludziom szanse na wykazanie sie dobrym sercem i
              pomyslowoscia smile
              Aszar
              • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 19:43
                aszar.kari napisała:

                > 18_lipcowa napisała:
                >
                > > Wszystko to sprawdzone informacje, prawie z pierwszej ręki.
                > > Co do spotkania, powiesz mi kto ma się spotkać i pogłówkować? Pisałam że
                > ją
                > > rodzina olała właściwie.
                > >
                > Nawet ta olewajaca rodzina zdaje sie wyrazac opinie smile I czy olewajac zycza
                Jej
                >
                > i dzieciom zle? Watpie. Jesli wiec Twoj mily ma odrobine chrakteru i choc
                > ociupinke dobrej woli, powinien pewnie skrzyknac wszystkich a wiec babcie,
                > swoja siostre, chora kobiete, Jej siostre z mezem, ktos tam chyba jeszcze byl
                > zainteresowany - wybacz, zgubilam sie sad Bo podstawowa kwestia jest, czy
                > chcemy, zeby Jej i dzieciom bylo w miare OK, czy lejemy na wszystko cieplym
                > moczem. Jesli to drugie, to na temat chorej kobiety winno w rodzinie zapasc
                > milczenie, bo nie ma co ozorami mlocic, jak i tak nie ma o czym mowic. Ale
                > generalnie ludzie potrzebuja przewodnika stada i czasem pewnego przyparcia do
                > sciany w stylu "czy chcesz zeby umarla sama i opuszczona wiedzac, ze dzieci
                sa
                > w domu dziecka?" - niewielu jest ludzi, ktorzy na tak postawione pytanie z
                > zimna krwia odpowiedza "tak". A jesli odpowiedza "nie", to jest to wstep do
                > szukania zadowalajacych rozwiazan. Bo sama wiesz, ze jesli sie
                powiedzialo "A"
                > czyli w tym wypadku wyrazilo jako-takie zainteresowanie pania z SM, to idzie
                za
                >
                > tym "B" a wiec plan dzialania.
                > Czasem zwyczajnie trzeba dac ludziom szanse na wykazanie sie dobrym sercem i
                > pomyslowoscia smile
                > Aszar

                Tak. Podziwiam za idealizm. Nie, ta rodzina się nie zejdzie.Nie spotkają się bo
                nie ma możliwości, czasu i nie mają ochoty na to poszczególne osoby.
                Tym bardziej ze dziewczyna ma wyjście, ale nie chce z niego skorzystać.
                • aszar.kari Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 19:59
                  18_lipcowa napisała:

                  > Tak. Podziwiam za idealizm. Nie, ta rodzina się nie zejdzie.Nie spotkają się
                  bo
                  >
                  > nie ma możliwości, czasu i nie mają ochoty na to poszczególne osoby.
                  > Tym bardziej ze dziewczyna ma wyjście, ale nie chce z niego skorzystać.
                  >

                  Z czego wynika, ze zadawalas pytanie z teza i niezaleznie od otrzymanych
                  odpowiedzi teza wciaz jest jedynie sluszna. Bywa i tak sad
                  Aszar
                  • 18_lipcowa Re: Sytuacja wcale nie hipotetyczna. Z zycia wzię 25.09.05, 20:01
                    aszar.kari napisała:

                    > 18_lipcowa napisała:
                    >
                    > > Tak. Podziwiam za idealizm. Nie, ta rodzina się nie zejdzie.Nie spotkają
                    > się
                    > bo
                    > >
                    > > nie ma możliwości, czasu i nie mają ochoty na to poszczególne osoby.
                    > > Tym bardziej ze dziewczyna ma wyjście, ale nie chce z niego skorzystać.
                    > >
                    >
                    > Z czego wynika, ze zadawalas pytanie z teza i niezaleznie od otrzymanych
                    > odpowiedzi teza wciaz jest jedynie sluszna. Bywa i tak sad
                    > Aszar


                    Nie, ja zadałam pytanie "co byście zrobiły"
                    ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka