Dodaj do ulubionych

KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE???

08.10.05, 11:21
...........no właśnie, ja czy mój mąż...? może Wy mi coś poradzicie, albo
uświadomicie. może być krytyka, oburzenie, szczera porada, byleby ktoś mi
powiedział, jak to wygląda z zewnątrz.
otóż, pisze, bo wkurzył mnie wczoraj mój mąż, a wkurzenie tym
intensywniejsze, ze z natury jestem nerwową(niestety, wiem,ze to niedobrze)
osobą, i czasami nawet drobizagi ( w mniemaniu męża) wyprowadzają mnie z
równowagi. ale wczoraj to już przegiął, aż mnie szlag trafił. byłam w pracy,
do 15ej, mąż miał wolne, opikował się synkiem, i powidziałam,zeby poszedł na
spacer i po drodze zaszedł do marketu (mamy blisko) i kupił 4 rzeczy, w tym
jedną dla synka. dodam tylko,ze akurat wczoraj te rzeczy były w promocji (ja
na tym bazuje, jeśli to nie jest żarcie, i można coś kupić taniej), i była
okazja je kupić dużo dużo taniej. ok, to były pampersy, papier toaletowy,
rajtuzki dziecięce i coś tam. poleciłam kupić 2 paczki papieru i pakę
pampersów no i te rajtuzy. na to mój mąż: ale ja nie wiem, czy to wejdzie do
wózka, a nie będę brał..............no, myslałam,ze mnie coś rozniesie.
myslicie, ze jestem dziwna albo wyolbrzymiam??? dziewczyny, ja nie patrze,
jak coś kupuje, ile waży, z optymizmem biore...a jakoś dam rade, myśle.
dzisiaj już pewnie wszystko wykupione, do męża się nie odzywam, i
powiedziałam ze nie ide na zakupy(sobota), bo też nie bede się przeciążać.
ale,,,,,,,,do czego to doprowadzi....czy ja go przez to nie znienawidzę....
dlaczego on jest taki obojętny, hrabia czy co?? dla mnie to kupuje????
tylko????? co za męska bezradność. brak słów. no i mamy "cichy" weekend, bo
ja jak coś mnie wkurzy, to się "wyłamuję". tak, jak by mi zrobił na złośc.
nawet nie pomyślał, zeby pójść po to 2 razy, czy np. zamiast 2 wziąć jedną
paczkę papieru (byłabym mniej złasmile..... dodam, ze poza tym jest dobrym
mężem, ale takie sytuacje wyprowadzają mnie z równowagi.. czy to ja przeginam
czy on>......??? co myślicie?????
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 11:24
      Nie widze problemu z przyniesiem trzech rzeczy na krzyz, nawet jesli niesc
      w reku trzeba. Ale Twoja rekacja jest IMO niewspolmierna do winy.
      Spokoju wiecej zycze smile Zebys tylko takie problemy miala wink
      • kacperka-mama Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 11:41
        no właśnie, ja też nie widziałam problemu, wzięłabym te 3 rzeczy i już. a on
        nie poszedł. a myślisz, ze jak miałam zareagować... sama po pracy pojechać po
        to wszystko..??? a męża w ramkę oprawić....??
        • e_r_i_n Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 11:42
          Wiesz co - nie wiem, jak mialas sie zachowac. Nie mam tego typu problemow, wiec
          nie bede na poczekaniu radzic.
    • zona_mi TY n/txt 08.10.05, 11:36
    • lila1974 Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 12:13
      W tym względzie to ja Cię kochana rozumiem doskonale!
      Poprosiłam męża, aby przywiózł mi Kornelkę do karmienia. nie mial jeszcze
      wówczas auta, więc musiał pofatygować się autobusem. Lato wtedy było. Dzwonię a
      on mi na to:
      - Nie przyjadę, bo się spocę!
      Ręce mi opadły.
      To ja worzę się z dziećmi, wózkiem po całym mieście załatwiając przeróżne
      sprawy, żeby on już nie musiał, bo długo pracuje, więc wolę go mieć od razu po
      pracy. Targam się jak dromader tysiące razy, a on mi mówi, że się spoci????

      Cholerny HRABIA i egoista!
      To ja tu jak ta mleczna krowa, prawie pacjentom po oczach mlekiem tryskam, boli
      mnie wiadomo co a tu taki klaps??? Poleciałam oczywiście po laktator ale w tym
      momencie zakiełkowała we mnie mściwa myśl:
      "Nigdy ale to przenigdy nie polecę więcej na miasto w żadnej sprawie. Żadnej
      poczty, administracji, Urzędu Skarbowego, ZUSu, sądu, banków itd. itp. Zemsta
      będzie okrutna".

      Oczywiście jak go wieczorem dopadłam to wyłuszczyłam powyższe raczej mało
      przyjaźnie. Piana mi się prawie na pysk rzucila i bielmo na oczy. Różne
      zagrywki puszczalam płazem ale tym razem przegiął! Totalnie!!!

      Jednak nawet największa burza nie kończy się u nas cichymi dniami ani
      obrażaniem, bo zwyczajnie szkoda nam na to czasu. I tak się przecież trzeba
      będzie pogodzić to po co wlec zgniłą atmosferę przez weekend np. Sprawę
      załatwia się albo od ręki, albo poprzez nocne Polaków rozmowy, albo wysłanie
      smsa, albo łaskotki, albo kawę pokoju ... sposobów są tysiące.

      Normalnie fajny facet ale czasami ma takie wielkopańskie zagrywki, że aż
      człowieka w zdumienie wbija. Podejrzewam, ze Twój z tego samego gatunku.
      Nie miał przypadkiem sielskiego życia u mamusi i tatusia????

      I jeszcze jedno. Facet nie ma takich masochistycznych zapędów jak baba.
      Slyszałaś kiedyś o pomniku OJCA-POLAKA? No właśnie.

      A ja teraz na każdą jego sugestię, że może jednak bym gdzieś pojechała i coś
      załatwiła odpowiadam - "Nie mogę, bo się SPOCĘ!"
      Łapie aluzje i prośby nie ponawia.
      Spróbuj i Ty.
      A teraz smsa wyślij, że "jest burak ale go przepraszasz, za niedostosowanie
      broni do zagrożenia"
      • kacperka-mama Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 20:16
        lila1974 napisała:
        > uffff, wiesz co, trochę poprawiłaś mi humor i uświadomiłaś, ze to nie tylko
        mój mąż jest hrabioskiego jak widze pochodzenia. tak, w sielskie zycie u mamci
        i tatka nie wątpię, pewnie stąd to wszystko.....a my durne to tone ziemniaków
        na plecach możemy przytaszczyć, jak trzeba. dla mnie nie ma bowiem rzeczy
        niemożłiwych, no i może stąd ten problem, bo dla męża tak(musi
        najpierw "wyważyć" wszystko..............ehhh dzięi, i jak byś miała jakieś
        problemy, napisz na priv. podam Ci gg, wtedy coś "wymyślimy"smile
    • kalina_p Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 12:24
      hehehe, Ty przeginasz.
      Ja mówię wprost - kochanie, nie bój się, od dzwigania sie nie umiera i smieje
      sie z niego. Ale obrazać się? Mnie takie sytuacje bawią.
    • kartoflanka Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 13:13
      Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, ze facet dba o swoja wygodę, a kobieta
      nie. I pozniej sa pretensje. Bo chciałoby sie zeby on mial taki sam
      poswiecajacy sie stosunek do rodziny(zakupowsmilejak ja, a on ma inny. Daj sobie
      wiecej luzu, sama przestan dzwigac( zmywac mimo, ze padasz na twarz, prasowac
      chociaz juz nie maz sily itd itp duzo pewnie by sie uzbierało) odpusc a
      bedziesz szczesliwsza. A facet jak nie bedzie mial w co przewinac dziecka to
      moze zalapie, ze pieluszki skads sie przynosi, a nie spadaja z nieba.
      • e_r_i_n Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 13:17
        Otoz to. Nie kupowac czegos tam (skoro nie chce pomagac - no moze poza
        pieluchami dla dziecka), nie sprzatac, nie zmywac, nie prac - skoro tego nie
        docenia. A jak bedzie pretensja, to zapytaj, dlaczego Ty masz to robic, skoro
        on ma to w nosie.
        Ja swojego meza ostatnio do pionu postawilam, bo mial zamiar wyjsc wieczorem,
        nawet nie zajaknawszy sie z prosba o przygotowanie ubran na wyjazd (ktory mial
        nastapic nastepnego dnia rano). Poinformowalam go wiec o tym, ze nie ma tego
        i tamtego, a ja po calym meczacym dniu nie mam zamiaru mu tego szykowac.
        Komunikat dotarl bez pudla.
        • lila1974 Re: tak, tak lenistwo jest dobre na wszystko 08.10.05, 13:19

          • e_r_i_n Re: tak, tak lenistwo jest dobre na wszystko 08.10.05, 13:20
            To do mnie? Ze niby ja leniwa jestem??? tongue_outP
            • lila1974 Re: erin gdzież bym śmiała... 08.10.05, 13:22
              to miało tak filozoficznie zabrzmieć.

              Hihi stosuję z powodzeniem i miewam się wyśmienicie big_grin
              • e_r_i_n Re: erin gdzież bym śmiała... 08.10.05, 13:23
                Hehe smile A ja ze soba walcze - czasem bardziej do szalu doprowadza mnie gora
                garow w zlewie, niz to, ze sie maz nie garnie do pomocy.
            • cocollino1 Lila:) 08.10.05, 13:23
              ja to zawsze sobie mowie, zeby stosowac sie do Twojej sygnaturki, ja tak robie
              i jest supersmile))
              • lila1974 Re: cocolino 08.10.05, 13:35
                To cieszę się ogromnie, że mogłam podsunąć dobrą myśl ... choć to niestety nie
                jest moja własność sad

                Wrócę jeszczę na chwilkę do męża.
                Cały miniony tydzień miał na 12:00 do pracy. Wstawał oczywiście o 11:00. Zdołał
                tylko się wyszykować i już go nie było. Przez pierwsze dwa dni prosiłam by
                wstał wcześniej i pomógł mi w domu. Był wręcz oburzony, że nie rozumiem jego
                potrzeby snu, a zwlekał się z wyra z wielkim trudem i przy dźwiękach zgrzytu
                zębów. Na trzeci dzień już go nie obudziłam ale za to jak wrócił wieczorem, to
                poszłam spać. Próbował mnie namówić na wspólny wieczór a ja naciągając się
                kocem mruknęłam tylko:
                - Ty masz prawo spać w dzień, ja mam prawo spać wieczorem. (Swoją drogą padałam
                na pysk)
                Rano wstałam jak gdyby nigdy nic. Nie budziłam męża. Gdy wstał ledwie
                zauważałam jego obecność (absolutnie nie przez złośliwość - było mi zwyczajnie
                przykro). Mijaliśmy się prawie bez słowa. W końcu nie wytrzymał.
                Najpierw klepnął mnie delikatnie w tyłek. Wie, że tego nie znosze, więc liczył
                na wymianę zdań. Nie zareagowałam. Uznał, że sprawa jest poważna. Wszedł za mną
                do kuchni i mówi:
                - Kochanie, no może przesadziłem z tym spaniem. Zrób mi listę na jutro, to
                wszystko załatwię. Skęcę szafkę, pomyję okna, rozkręcę meble (które od miesiąca
                czekają na zmiłowanie), płaszczyk Ci do czyszczenia oddam i zakupy zrobię.

                Tak się moje kochane wychowuje męża.
                • cocollino1 Re: cocolino 08.10.05, 13:43
                  no u nas niestety wieczne wojny o spanie, bo maz na nocki pracuje, ale juz
                  nauczylam sie wybaczac tzn. szanowac to ze ma prawo byc zmeczony skoro w dzien
                  zajmuje sie malym a w nocy pracuje. Teraz doceniam i pozwalalm sie wyspac do
                  woli kiedy tylko chce, ale zauwazylam, ze teraz zadko z tego korzysta, jak sie
                  obrazalam i gadalam cos pod nosem to lezal chyba specjalnie dluuuuuuuzej.
                  Złośliwiec.
                • kacperka-mama Re: lila 08.10.05, 20:31
                  lila1974 napisała:

                  > To cieszę się ogromnie, że mogłam podsunąć dobrą myśl ... choć to niestety
                  nie
                  > jest moja własność sad
                  >
                  >
                  > Tak się moje kochane wychowuje męża.

                  wszystko się zgadza, kochana, u mnie tych przeprosin, mycia garów własnoręcznie
                  przez męża(mimo,ze mamy zmywarkę, ale w ramach przeprosin,zebym widziała, jak
                  moczy te "nieskazitelne " dłonie mokrą wodą...), kwiatów, czy nawet
                  nieoczekiwanego obiadku po moim buncie, kiedy wstaję po drzemce, było już
                  mnóstwo. i, ponieważ jestem osobą, której jak raz sie coś powie, to kapuje,
                  albo umie wyciągać konsekwencje z błędów,to nudzi mnie juz w kółko ta zgoda, na
                  jakiś czas potem znowu jakis niewypał, i te przeprosiny, bo to tylko chwilowe.
                  ile takich przeprosin, pogodzeń można znieść... w nieskończoność...?? czy to
                  nie jest bezcelowe...... czy tak ma być. no, fakt, może to głupi powód
                  (nizrobienie poleconych zakupów), zeby sie od razu rozwodzić, no, ale co robić,
                  jak po przeprosinach i obiecanej "poprawie" problem wraca za kilka dni w innej
                  postaci. np. od 4 dni mówię (czyt. trąbię) mężowi: jak wychodzisz z domu, na
                  spacer z synkiem, ja jestem w pracy, otwórz do cholery okna w domu, niech sie
                  wietrzy w tym czasie. ale on k..... ani razu jeszcze tego nie zrobił, bo akurat
                  zdarzyło mi isę wrócić wcześniej niż oni, i co..? w domu zaduch jak w kotłowni,
                  a mąż kiedy pytam o powód, na to: ubierałem synka, albo: nie było jakoś
                  czasu.... no jasna gnida albańska!!!!! co ma piernik do wiatraka......... albo:
                  kiedyś robiliśmy zakupy razem, i wychodzimy już mąż trzyma w ręku Omo(proszek)
                  drugą pcha wózek(o dziwo, mógł), w wózku zakupy, ja na chwile się gdzieś
                  zatrzymałam, mówie mu zeby dał synkowi pić w tym czasie. wracam po 2, 3 minutach
                  (oni stoją i czekają) i pytam: dałeś Kacperkowi pić?, a ślubny: nie.. ja:
                  czemu??? mąż: nie miałem jak, bo trzymałem Omo!!!!!!!!!!!!! ratunku,
                  dziewczyny........ osiwiałam!!!!!!!!!!! ufffff
                  • lila1974 Re: kacperka-mamo 09.10.05, 12:53
                    Może to zabrzmi śmiesznie ale powiedz spod jakich jesteście znaków?

                    A teraz bardziej na poważnie.
                    Wygląda mi na to, że jesteście zupełnie odmiennymi osobowościami i to tak
                    odmiennymi, że aż strach. To co dla Ciebie jest kwestią życia lub śmierci w
                    Twoim mężu nie zostawia śladu. Sama przyznajesz, że jesteś nerwowa to kolejny
                    powód, przez który przeżywasz męki. Reagujesz zapewne zbyt szybko i gwałtownie,
                    bez zastanowienia.

                    Przykłady, ktore podałaś to drobiazgi. Wiem, że do szewskiej pasji może
                    doprowadzić taka beztroska jaką objawia Twój mąż ale zamiast się nakręcać
                    postaraj się inaczej na to wszystko spojrzeć.

                    Ja również przez długi czas uważałam swojego męża za p i e r d o ł ę. Dopiero
                    moja siostra uswiadomiła mi, że czepiam się Go zupełnie bez powodu. Dlaczego
                    uważałam za pierdołę kogoś, kto jest tak cenionym pracownikiem, dobrym
                    człowiekiem, serdecznym i pomocnym przyjacielem itp.? Kochał mnie i dzieci,
                    nieba by przychylił, a że nie zawsze zgadywał w lot moje myśli, zapominał o
                    prośbach ... nikt nie jest doskonały.

                    Pomogło również to, że uświadomiłam sobie, że był wychowywany w sielankowych
                    warunkach. Tatuś nieba chciał mu przychylić. Rodzice i dalsza rodzina odnosili
                    się do niego jak do Księcia, nic więc dziwnego, ze ma egoistyczne zapędy.
                    Zauważyłam jednak, że oddaje mi, dzieciom, przyjaciołom całe serce, bo był
                    wychowany w miłości. Zamiast więc skupiać się na jego wadach, wolę cieszyć się
                    zaletami.

                    Oczywiście zdarza mi się czepianie, gderanie itp., bo mi nerwa czymś szarpnie
                    ale tak jak już wspominałam, wolę z nim przegadać całą noc, niż tydzień się nie
                    odzywać. Częściej też dostrzegam, że to moje nieugięte stanowisko stanowi
                    większy problem niż jego wykręty.
                    Powolutku naprowadzam Go na właściwe tory i choć jest to orka na ugorze -
                    uważam że warto. Tylko, że ja mam świadomość, że bardzo się kochamy i to dodaje
                    mi skrzydeł.

                    Może napisz, jak wogóle wygląda Wasz związek. Co do męża czujesz? Co on czuje
                    do Ciebie? Jacy jesteście? Pogadajmy smile
    • kolorko Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 16:07
      W tej sytuacji poprosiłabym, zeby zrobił te zakupy jak wrócisz z pracy ( no,
      chyba, ze miałas po drodze i mogłas kupic sama), po prostu jesli mam inną
      mozliwosc staram sie nie ciagac dzieci do marketówsmile)
      A co do przeginania- to naprawdę drobiazgi - musicie sie po prostu dogadaćsmile
    • aricia2 Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 16:17
      Nie jestem ekspertem, ale odnosze wrazenie że wszyscy faceci maja taki defekt.
      Odwżyłabym sie nawet na sformułowanie "upośledzenie". Oni nigdy nie wiedzą
      jakie pieluchy kupić, albo ile to jest 150 g kaszki, w dodatku mleczna czy
      ryżowa (...o! a to są mlecznoryżowe?!)Nie załamuj się, dla promocji chcesz
      mieć "cichy weekend" ? daruj mu i tak się nie nauczy ma to w "męskim" genotypie.
      • e_r_i_n Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 20:18
        No nie, nie zgodze sie z tym twardym stwierdzeniem, ze wszyscy.
        Ja mojego meza z czystym sumieniem wysylam na zakupy i wiem, ze wybierze dobrze
        i nie wyda majatku. A kiedys, bedac w ciazy, sobie kupilam kaszke (ryzowa)
        i sie dziwilam, ze srednio mi smakuje wink
        • kacperka-mama Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 20:32
          odpisałam 2 razy powyżej,
          • kacperka-mama Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 21:14
            dzień mimo wszystko był cichy, właściwie mało się widzieliśmy, bo wyszłam z
            domu (łaziłam po sklepach z ciuchami), wróciłam, to mąż poszedł do pracy.
            ciekawe, co bedzie jutro...., spytał, czemu nie kupiłam nic do jedzenia(o tak,
            tylko wymagać), więc powiedziałam, ze nie bedę się przeciążać, skoro on nie
            może kupić 3 głupich rzeczy. troche mi teraz przykro, może był głodny (coś tam
            było w lodówce, ale widziałam, ze nic niejadł). coś rzucił na odchodne, ze
            skoro nie robie zakupów, zeby mu dała pieniadze,w końcu daje na zycie, i nie
            ma co jeść. no wiecie co. patrzcie, ile zamieszania się wokół tego zrobiło,
            niemiła wymiana smsów (ciętych), no i ta cisza. pewnei mnie przeprosi za dzień,
            dwa, albo po prsotu zaczniemy się znowu, jakby nigdy nic do siebie odzywać,
            wszystko ucichnie i za parę dni znowu o coś pójdzie, już mnie to nudzi...
            ciągle to samo. dziewczyny, ja naprawde trace do niego szacunek ( a jak stracę
            miłość....to co bedzie), bo kilka razy mówić to samo, i jak grochem o ścianę....
            np. od 4 dni mówię (czyt. trąbię) mężowi: jak wychodzisz z domu, na
            spacer z synkiem, ja jestem w pracy, otwórz do cholery okna w domu, niech sie
            wietrzy w tym czasie. ale on k..... ani razu jeszcze tego nie zrobił, bo akurat
            zdarzyło mi isę wrócić wcześniej niż oni, i co..? w domu zaduch jak w kotłowni,
            a mąż kiedy pytam o powód, na to: ubierałem synka, albo: nie było jakoś
            czasu.... no jasna gnida albańska!!!!! co ma piernik do wiatraka......... albo:
            kiedyś robiliśmy zakupy razem, i wychodzimy już mąż trzyma w ręku Omo(proszek)
            drugą pcha wózek(o dziwo, mógł), w wózku zakupy, ja na chwile się gdzieś
            zatrzymałam, mówie mu zeby dał synkowi pić w tym czasie. wracam po 2, 3 minutach
            (oni stoją i czekają) i pytam: dałeś Kacperkowi pić?, a ślubny: nie.. ja:
            czemu??? mąż: nie miałem jak, bo trzymałem Omo!!!!!!!!!!!!! ratunku,
            dziewczyny........ osiwiałam!!!!!!!!!!! ufffff
            • lila1974 Re: znowu ja 09.10.05, 12:58
              Tak nie powinno być, że po kilku dniach zaczynacie powoli wracać do życia i o
              danym problemi nie gadacie. Wydaje mi się, ze facet odbiera to wtedy na zasadzie
              "Żona przywaliła focha ale na szczęście jej przechodzi".
              Nie ciągnij takich sytuacji w czasie.
              Masz pretensje to na spokojnie wyklaruj mu o co chodzi.
              Jeśli faktycznie zawinił, niech się zrehabilituje (w tym przypadku pójdzie po
              zakupy).

              I jeszcze coś.
              Mój mąż zawsze mi tłumaczy, że jak czegoś od niego chcę to mam mu to wyraźnie
              zakomunikować, a nie liczyć, ze on się nie domyśli. Rzeczywiście połowa moich
              dąsów brała się stąd, że mialam żal, bo mąż się nie domyślił, że coś tam.
              Byłoby super, gdyby się domyślali ale oni przwaznie są tej umiejętności
              pozbawieni i nie należy się w tym zaraz doszukiwac złej woli lub (co gorsza)
              podejrzewać, że nie kocha.
    • mamapiotra Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 21:56
      mężczyźni wogule chyba tak mają. ale ja mam spsób na moje go kochanego. mowie: jak to sobie nie poradzisz. ja codziennie to robie i jeszcze....(np. niose zakupy), a ty sobie nie poradzisz? Na pewno dasz sobie rade. smile I działa.
      • kacperka-mama Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 22:07
        ojej, gdyby mi to tak łatwo przyszło... tylko widzisz, jakoś nie ma mi się na
        żarty, jeśli mój mąż-hrabia z góry zakłada,że się nie uda..a dla mnie nie ma
        rzeczy niemożliwych, i jeszcze moja nerwowość (łatwa) dochodzi do tego, ze
        jakoś nie chce mi się go "prosić", zeby łaskawi poszedł po papier toaletowy.
        chociażby.. gdybym tak mogła obrócić to w żart... jakąś mam blokadę w
        charakterze i od razu odbieram takie zachowanie jako ugodzenie we mnie, no i
        kłótnia gotowa. jak tu "wyluzować.....
        • czajkax2 Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 22:36
          Moim zdaniem problem nie tkwi w tym ze maż nie zrobił zakupów,tylkow twojej
          reakcji na to. ja rozumiem ze mozna się wkurzyc(u nas czasem mamy podobny
          problem,ze ja prosze tygodniami zeby cos zrobil) ale obrazanie się nie jest
          najlepszym sposobem na poprawę sytuacji. Wiem,ze kiedy takie drobne problemy są
          częste to ciezko o cierpliwosc. Ale tak jak pisaly dziewczyny,lepiej go
          próbowac "wychowac" niz fundowac sobie nawzajem nerwy i ciche weekekdy.
    • zona_wojtka Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 22:44
      Za dobrze ci z nim chyba, skoro za taką bzdetną sprawę potrafisz się
      naburmuszyć...
    • elena70 Re: KTÓREŚ Z NAS PRZEGINA....TYLKO KTÓRE??? 08.10.05, 23:02
      Ciesz się, że Cię przeprasza i miej na uwadze, że to tylko facet. Wiele rzeczy
      z których ty robisz HALO jemu nawet przez myśl nie przejdą. Znam takich, którzy
      nie przepraszają, choćby się mieli dwa tygodnie nie odzywać. Szanuj męża swego
      mogłaś mieć gorszego.
    • faceeet wielkiiiii zieeeeeef... 09.10.05, 14:07
      Czy maz jak jest w pracy i szef mu kaze cos zrobic to mowi mu ze nie, bo cos
      tam...?
      Moze nie stawiaj przed nim nastepnym razem tak trudnych wyzwan?
      Mysle ze mialas powod sie wkurzyc bo trudno sie zyje z niezaradnymi zyciowo
      marudami - niewazne czy to faceci czy kobiety...

      Z drugiej strony ile teraz chcesz sie wkurzac? Tydzien, dwa, trzy?
      Na drugi raz zrob mu liste i powiedz ze zlosliwym usmieszkiem, ze jesli bedzie
      mial problem z przyniesieniem, to nie musi wszystiego kupowac hehe...
      • dagmama Jeszcze o przegięciach... 09.10.05, 16:15
        U mnie przełom był, kiedy robiłam spaghetti na kolację. W niedzielę. Gar
        makaronu się gotuje, mięso się smaży, woda na sparzenie pomidorów się gotuje. I
        ja w tym wszystkim. I słyszę, jak mąż mówi do synka:
        - Mamusia sobie tutaj pokucharzy, a my pójdziemy na górę, przed komputerek.
        Trafiło mnie, dopadłam męża, wcisnęłam mu drewnianą łychę, dopadłam synka,
        wzięłam go na ręce i mówię:
        - O, nie. Teraz tata pokucharzy, a my pójdziemy na górę przed komputerek.
        Dotarło do mnie, że normalnie w niedziele, wszyscy wyspani, po kilometrach
        spacerku, wracamy do domu i ja do garów, a mąż przed komputerek.
        No i zmieniłam obyczaje weekendowe.
        Polecam takie mrożone warzywa na patelnię. Mąż polubił kucharzyć, bo szybka
        kolacja i mi serwuje dzisiaj. Mniam mniam.
        • mamcia00 Re: Jeszcze o przegięciach... 09.10.05, 17:14
          dobre, z tą łychąsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka