Dodaj do ulubionych

pytanie do nieszczesliwych zon

20.10.05, 12:17
Czytam sobie to forum od czasu do czasu i zastanawia mnie ilosc watkow od mam,
ktore sa nieszczesliwe w malzenstwie. Jestem w stanie zrozumiec przejsciowe
klopoty, kryzys itd. Ale duza czesc mam pisze, ze maz nie ma dla nich za grosz
szacunku, wyzywa, nie pomaga w domu, ma wygorowane wymagania, o niczym nie
mozna z nim porozmawiac. Gdzie tu milosc? Dlaczego jestescie z tymi facetami?
Dlaczego nie zadbacie o siebie i o dzieci, aby mialy dom szczesliwy i pelen
milosci? Dlaczego tkwicie w takich chorych ukladach? Nie miesci mi sie to w
glowie. 100 lat temu - ok, kobieta miala male mozliwosci na dobre
wyksztalcenie i prace. Ale dzisiaj? Dlaczego z nimi jestescie?

---
"Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
Obserwuj wątek
    • syla113 Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 12:37
      bo moze kocha sie tych facetow gdzies w glebi, moze sie wierzy ze to
      przejsciowe , moze ma sie dziecko i nie ma sie pracy wiec gdzie ma sie pojsc?
      mysle jednak ze wikszosc kobiet po prosty musi sie wyzalic ze troche
      wyolbrzymia a potem weryfikuje to i dochodzi do wniosku ze nie ma jednak
      najgorszego mezasmile
      • kosmitos Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 12:46
        nie wiem co to znaczy najgorszy mąż? dla mnie mąż, który nic w domu nie robi i
        nie zajmuje się dziećmi, a do tego wydziela niepracującej żonie jakieś groszaki
        na życie to zwykłe zero i po co się z takim męczyć, a co do miłości to dla mnie
        po prostu niepojęte, że coś takiego można kochać
      • janowa Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 12:55
        Nie bylabym z czlowiekiem, ktory mnie unieszczesliwia, za zadna cene. Wolalabym
        isc sprzatac niz byc na utrzymaniu kogos, kto mnie nie szanuje i nie kocha (dla
        mnie nie istnieje milosc bez szacunku).
        Chyba, ze rzeczywiscie wcale nie jest im tak zle tylko sobie musza pogadac. To
        ok. Przynajmniej lepiej widze jak mi jest dobrze...

        ---
        "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
        fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
        kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
    • yenna_m Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 12:49
      ze strachu, z wygody, z chronicznej nieumiejetnosci uwierzenia w siebie, w
      swoje mozliwosci, w swoj potencjal intelektualny.
      • syla113 Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:18
        nie mozecie powiedziec ze na pewno to albo tamto nie wiecie co zrobilybyscie na
        miejscu tych kobiet bo kazda sytuacja jest inna , troche samokrytycyzmu
        • yenna_m Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:21
          łomatko, a do czego to bylo?
          • syla113 Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:22
            do zarozumialych
            • yenna_m Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:25
              a kto jest zarozumialy?
              tylko bez generalizacji
              • syla113 Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:28
                sadze ze kobiety ktore sa szczesliwymi matkami i zonami lub niezonami i uwazaja
                ze jak ktos jest n ieszczesliwy to na wlasne zyczenie i z wlasnej glupoty.....z
                tego co czytam na forum pelno takich odp ...a moze one tak pisza zeby siebie
                podbudowac smile
                • janowa Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:37
                  Jezeli jest ci zle, maz cie zdradza, upokarza, wyzywa, nie pomaga, nie szanuje
                  itd. - to jest draniem i on jest winien. Zgoda. Ale to, ze z nim jestes i
                  godzisz sie na to - to juz nie jest jego wina. W pewnym sensie kontynuacja
                  takiego zycia jest juz na twoje zyczenie, bo wiesz, ze on sie nie zmieni. Wydaje
                  mi sie to logiczne. I nie chodzi o porownywanie na zasadzie: ja mam lepiej a ty
                  gorzej. Dlaczego po prostu te kobiety nic nie robia aby to zmienic? Tego nie
                  pojmuje.
                  ---
                  "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
                  fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
                  kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
              • yenna_m Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:32
                doprecyzuje pytanie:
                nie kazdy musi rozumiec, dlaczego ktos tkwi w zwiazku, ktory go wewnetrznie
                niszczy - niestety, kazdy z nas ma zupelnie inna konstrukcje psychiczna. Jeden
                sobie poradzi, szybko stanie na nogi, wyjdzie z trudnego i toksycznego
                malzenstwa. A inna osoba bedzie w nim trwac licząc, że moze cos sie zmieni, bo
                wlasnie w tej konkretnej chwili jest lepiej.
                Mysle, że umiejetnosc wyjscia z trudnego malzenstwa zalezy wlasnie od
                samooceny, samoakceptacji, siły charakteru. Niektorzy tego nie maja. Nie
                oceniam - czy to dobrze czy zle. Tak po prostu jest.
                Strach o zapewnienie bytu materialnego dzieciom, strach przed potyczkami w
                sądzie, przed wyciaganiem brudow naprawde mozna zrozumiec, prawda? Zrozumiec
                mozna tez tkwienie w malzenstwie z wygody - bo niestety, nie jest powiedziane,
                że w razie rozwodu wszystko w zyciu ułoży się super i w ogole...
                • janowa Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:45
                  yenna_m napisała:

                  > Strach o zapewnienie bytu materialnego dzieciom, strach przed potyczkami w
                  > sądzie, przed wyciaganiem brudow naprawde mozna zrozumiec, prawda? Zrozumiec
                  > mozna tez tkwienie w malzenstwie z wygody - bo niestety, nie jest powiedziane,
                  > że w razie rozwodu wszystko w zyciu ułoży się super i w ogole...
                  >
                  Yenna, tak, ja rozumiem - strach itd. Ten sam mechanizm powoduje, ze pomimo
                  tego, ze nienawidzimy swojej pracy boimy sie zmienic cokolwiek. Ale z drugiej
                  strony przeciez mamy tylko jedno zycie! Po prostu nie moge sobie wyobrazic, ze
                  juz po kilku latach malzenstwa mozna byc nieszczesliwym i mimo wszystko nic nie
                  robic majac w perspektywie kilkadziesiat lat z tym czlowiekiem! Jeszcze dopoki
                  dzieci sa male moga byc pociecha, ale przeciez dorastaja, wychodza z domu,
                  zakladaja wlasne rodziny, i te kobiety zostana i tak same w gruncie rzeczy (same
                  w sensie psychicznym, nawet jesli maz ich nie rzuci w miedzyczasie). Moglabys
                  zyc z taka swiadomoscia? W imie czego? Czy te dzieci naprawde sa szczesliwe w
                  zimnym domu bez milosci, akceptacji i zrozumienia? Co do wygody, to ja rozumiem,
                  ze mezowi wygodnie - ktos o niego i dom zadba i jeszcze mozna sobie pouzywac.
                  Ale zonie? Gdzie tu wygoda? Nie lepiej dac sobie szanse na szczescie? Wyciagnac
                  wnioski i sprobowac ulozyc sobie zycie z kims, kto nas doceni i pokocha?
      • syla113 Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:21
        zauwazylam ze jak ktos tu sie zali na cokolwiek to od razu jest besztany ,nie
        ma wspolczucia slow pocieszenia tylko jaka jestes glupia a mmy jestesmy swietne
        bo mamy inaczej i dobrze ze nie jestesmy takie glupie ...gdzie ludzkie
        odruchy ,mozna komus czasem powiedziec dobre slowo a nie stawiac do poionu od
        razu i tak nas zycie stawia do pionu
        • yenna_m Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:24
          wszystko zalezy na co sie żali i jak sie zali
          prawda?
          swoja droga nie uwazam, żeby forum publiczne bylo miejscem do zalenia się, z
          racji tego, jak wyglada odpowiedz na takie skargi na forum i sposob traktowania
          zalącego się
        • janowa hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 13:32
          Ja nikogo nie oceniam. Po prostu probuje zrozumiec, dlaczego ktos komu jest zle
          nie stara sie nic zmienic, tylko tkwi w beznadziei. Znam takie osoby rowniez w
          realu. Niby prosza i rade, ale potem nic z tego nie wynika i dalej narzekaja.
          Jest to dla mnie dziwne i tyle. Jestem w stanie zrozumiec (paradoksalnie!)
          kobiety maltretowane psychicznie, ktore nie uciekaja z domu, bo to jest
          mechanizm psychologiczny, ktory jest trudny do przezwyciezenia samemu. Ale nie o
          takim kalibrze tu mowa.
          I nie widze nic zarozumialego w tym, ze ktos bierze swoj los w swoje rece,
          zamiast je zalamywac. Dlatego PYTAM, a nie krytykuje. Moze zamiast nas besztac,
          przeczytalabys uwazniej o co chodzi. Po co te emocje?

          ---
          "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
          fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
          kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
          • yenna_m Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 13:35
            janowa, poczytaj sobie samodzielna matke. Czasem rozwod do wkroczenie w jeszcze
            wieksza beznadzieje. Z trudnego malzenstwa wchodzi sie czesto w bardzo trudne
            macierzynstwo, gdzie pieniądze nie starczają nawet na jedzenie dla dziecka,
            gdzie leki sa drogie i niestety ktoś musi za nie zapłacić, gdzie praca nie lezy
            na ulicy, a nieustanne zwolenienia na chore dziecko nie pomagają w stabilizacji
            sytuacji zawodowej...
            • syla113 Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 13:42
              nikogo nie besztam po prostu dziwie sie ze tak latwo mozna powiedziec wezcie
              los w swoje rece niestety nie kazdy jest silny na tyle by to zrobic sa slabsi
              luszie slabsze kobiety ma to tez uwarunkowanie w dziecinstwie , jak kobieta
              ktorej zalozmy rodzice nie dali poczucia bezpieczenstwa i poczucia wlasnej
              wartosci ma wziaz zycie w swoje rece , to nie takie proste wiec milej by sie
              czutalo posty gdyby byly bardziej zyczliwe mniej krytyczne to wszystkosmile
              • bea.bea Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 13:49
                pozwole się z tobą nie zgodzić...to co???
                chociaż ...sama juz nie wiem ...typ kobiety pijawki...bluszcza...
                najpierw ssie matkę ...potem ...faceta...a sama nie potrafi zyc??

                reprezentuje inny typ...wolałabym sama pod mostem , niż z jakąś gadziną...i wiem
                to napewno...
                nawet w małzeństwie należy być niezależnym i samodzielnym...finansowo również...

                a co do kobiet które nie potrafia uwolnic sie od mężczyzny , bo z czego będą
                ,żyły to mam zawsze jedno pytanie...

                OK...jasne...ale z czego będziesz życ i co zrobisz , jeśli go jutro przejedzie
                samochód...?

                każdy jest kowalem swojego losu...dlatego skłonna jestem przyznac racje janowej
                • syla113 Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 13:52
                  boze kobieto nie kazdy ma mozliwosc zeby pracowac....zwlaszcze w malym
                  miescie , to nie jest tak ze mowisz i masz !!!!!
                  • janowa Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 13:53
                    Mozna sie przeprowadzic...

                    ---
                    "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
                    fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
                    kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
                    • lola211 Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 15:30
                      Tak, nie majac pracy, z dziecmi, do obcego miasta- ha ha.Nie widze tego .Znam
                      pare matek po rozwodach, ledwo przeda, sa ciagle same, bo jakos trudno znalezc
                      im amatora matki z dziecmi,wcale nie jest im lepiej.Te sie odwazyły, inne bojac
                      sie takiej sytuacji , wpadniecia z deszczu pod rynne trwaja w pokopanych
                      zwiazkach.Najwieksza role odgrywa sytuacja materialna- dopoki kobieta nie
                      bedzie w stanie utrzymac siebie i dzieci, bedzie z takim facetem, bo
                      przynajmniej ma gdzie mieszkac i co dac dzieciom jesc.
                      • janowa Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 16:02
                        >dopoki kobieta nie
                        > bedzie w stanie utrzymac siebie i dzieci, bedzie z takim facetem, bo
                        > przynajmniej ma gdzie mieszkac i co dac dzieciom jesc.
                        -
                  • bea.bea Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:04
                    masz racje....ALE JA DALEJ PYTAM......co jak go przejedzie samochód..albo nie
                    daj boze zostanie kaleką...???
                  • bea.bea Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:06
                    i własciwie jeszcze jedno pytanie....a co ona zrobi jeśli to on ja w końcu
                    zostawi...i pójdzie do innej....przeciez to mozliwe
              • janowa Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 13:52
                Widzisz, akurat tak sie sklada, ze mnie rodzice nie dali prawdziwego domu,
                ciepla i przykladu jak stworzyc dobra rodzine. I do tej pory nie moge zrozumiec
                wlasnie mojej Mamy, dlaczego nie zostawila ojca. A raczej dlaczego w ogole za
                niego wyszla. A wyszla, bo byla w ciazy. Moge jeszcze pojac, ze 30 lat temu
                panna z dzieckiem miala w spoleczenstwie gorsza sytuacje i byla wytykana
                palcami. Ale moja Mama miala prace, ojciec wlasciwie wiecej przejadl i przepil
                niz przyniosl. Nie mowiac o wiecznych awanturach z rekoczynami i wobec mnie i
                niej. Zostala z nim "ze wzgledu na mnie", zebym miala ojca... Mam o to w pewnym
                sensie zal, bo gdyby zrobila inaczej moze mialabym szanse miec normalnego
                kochajacego ojca, a ona nie bylaby sama do konca zycia (teraz nie jest w stanie
                zaufac zadnemu facetowi).
                I dlatego miedzy innymi jest to temat, ktory mnie nurtuje - a nie dlatego, ze
                mam lepiej, nie znam problemu i latwo mi powiedziec. I nie ma w moich postach
                nic niezyczliwego wobec tych kobiet - wrecz przeciwnie, chcialabym, zeby chociaz
                jedna osoba zastanowila sie i zrozumiala, ze warto zaryzykowac, zeby zyc a nie
                wegetowac...

                ---
                "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
                fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
                kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
                • syla113 Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:00
                  przykro mi ze mialas takie problemy ale powiedz jak wyobrazasz sobie ta
                  przeprowadzke ????z dzieckiem bez mzknia?ies
                  • janowa Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:06
                    Nie mowimy o konkretnej sytuacji, wiec trudno mi konkretnie poradzic. Skad ta
                    przeprowadzka, jakie kobieta ma kwalifikacje, w jakim wieku sa dzieci, jakie ma
                    wyksztalcenie, jak bardzo jest zdeterminowana, zeby pracowac obojetne gdzie, czy
                    ma przyjaciol, rodzine itp. itd.
                    Po prostu zycie nauczylo mnie jednego: ZAWSZE jest wyjscie z sytuacji i
                    przeszkody, ktore sobie wyobrazasz, sa ZAWSZE wieksze od tych, ktore napotkasz w
                    rzeczywistosci (strach ma wielkie oczy). To moze banal, ale prawdziwy: zeby
                    dojsc do celu trzeba zrobic jeden krok. A potem nastepny, i nastepny... Ja tak
                    spelniam swoje marzenia i jak dotad dziala.
                    ---
                    "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
                    fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
                    kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
            • janowa Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:02
              Oczywiscie, ze gwarancji szczescia nie ma. Ale czy to znaczy, ze nie trzeba
              probowac? OK, jezeli dla kogos kazde wyzwanie jest nie do podjecia, to tkwi w
              impasie. Tylko po co wtedy narzekac?
              Czytalam kiedys bardzo dobra ksiazke: "Kto zabral moj ser" ("Who moved my
              cheese") Spencera Johnsona. Teoretycznie dla biznesmenow, ale praktycznie o
              zyciu. Polecam, jezeli ktos nie czytal. Daje niezlego kopa w sytuacjach, w
              ktorych mamy za slaba motywacje albo za duzy strach, aby cos zmienic.
              Podziwiam kobiety, ktore podjecly wyzwanie i chca cos dla siebie i swoich dzieci
              zrobic. To jest tez dobry przyklad dla tych dzieci. Te, ktore wola narzekac po
              prostu mnie dziwia. Nie krytykuje ich, tylko nie rozumiem...

              ---
              "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
              fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
              kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
              • syla113 Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:12
                zgodze sie ze zawsze cos sie da zrobic trzeba baardzo chciec , tylko zal mi
                tych kobiet bo moze szukaja tu zyczliwego wsparcia a przewaznie dostaja
                reprymende
                • janowa Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:21
                  Tylko czy na pewno pomaga im to, ze ktos ich zaluje? Czy nie lepiej czasem
                  przejrzec na oczy, chocby w bolesny sposob? Zgadzam sie, ze niektore dziewczyny
                  bywaja przykre i nic poza zlosliwosciami nie wnosza. Niektore przychodza tu
                  tylko po to, zeby komus dokopac. Ale tak to juz jest na forum... Moze wsparcia
                  nalezy szukac raczej wsrod przyjaciol? Takich mozna tez na forum znalezc smile

                  ---
                  "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
                  fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
                  kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
                  • syla113 Re: hej, nie tak ostro siostro :-) 20.10.05, 14:57
                    no wlasnie chodzi mi o to dokopywanie .najlepiej napisac to co ty ze zawsze
                    jest wyjscie ze trzeba chciec ze trzeba zrobic krok i takie wsparcie mialam na
                    mysli zyczliwe cieple bo niektorzy wlasnie wyzywaja sie tu na innychsmile
        • pade Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 13:47
          Poczytaj sobie wątek "musze się wygadać".
          Wiesz dlaczego tak ostro zareagowałam? Bo uważam, ze czasem kopniak bardziej
          pomaga od głaskania po główce. Co miałam napisać: biednaś Ty biedna. No biedna
          dziewczyna, bo facet ma ją pod pantoflem a ona na to pozwoliła i to pewnie z
          radością, a teraz ma dość. Więc mam nadzieję, że przeczyta odpowiedzi, choć na
          razie się nie odzywa i da jej to coś do myślenia. Szkoda mi jej i innych, ale
          co ja zza tego komputera mogę zrobić? Jedynie dać radę, czasem kopniaka a
          czasem pogłaskać.Wszystko zalezy od tego w jaki sposób ktoś pisze, co to za
          sytuacja itd. a czasami i tak do końca nie będziemy wiedziały jak jest naprawdę.
    • faceeet wszyscy sa nieszczesliwi, nie martwcie sie... 20.10.05, 13:44
      wasi mezowie pewnie tez (przynajmniej moi zonaci koledzy sa nieszczesliwi)...
      • janowa Re: wszyscy sa nieszczesliwi, nie martwcie sie... 20.10.05, 13:55
        Hmmm... Ciekawy poglad. Zdefiniuj szczescie smile
        Bo wg mojej definicji jestem szczesliwa.

        ---
        "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
        fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
        kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
        • faceeet chwilowo :P 20.10.05, 13:56
          • janowa Re: chwilowo :P 20.10.05, 14:07
            "W zyciu piekne sa tylko chwile" smile Chodzi o to, zeby ich nie przegapic smile
            ---
            "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
            fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
            kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
      • bea.bea Re: wszyscy sa nieszczesliwi, nie martwcie sie... 20.10.05, 14:11
        bo z facetami to jest tak jak w tym kawale...
        Jacio....tato chciałlbym sie odkochać .....ale nie mogę!!!
        Tato....to sie z nia ożen...

        i po ostatniej samicy....(Epoka lodowcowasmile)))
    • mieszkowamama A z drugiej strony... 20.10.05, 14:06
      ... zaskakuje ilość tych szczęśliwie zakochanych:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=30251570
      • janowa No i cale szczescie :-) n/t 20.10.05, 14:08

    • lila1974 Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 14:19
      Włączę się do dyskusji, bo ostatnimi czasy posypało się rozwodami, odejściami
      itp. wśród znajomych. I dochodzę do wniosku, że faceci-gnidy wybierają na żony
      właśnie bezwolne dziewczyny. W znanych mi przypadkach one są takie, bo nie mają
      za grosz wiary we własne siły, inteligencję ... w nic. W przypadkach, które mam
      na myśli dziewczyny były stłamszone przez ojców. Ojciec był panem, który
      podporządkował sobie całą rodzinę, kompletnie liczył się ze zdaniem własnych
      dzieci. One były po to, by mógł sobie na nich udowadniać jaką ma siłę i potęgę.
      Wyszły więc z tego domu zastraszone, bezwolne ale co dziwnego - bezgranicznie
      dobre - dobre aż do głupoty. Wyszły za mąż za pierwszego miłego faceta, który
      się nawinął, nie zważając, że już przed ślubem chłopak miał wpadki. Nic i nikt
      by im nie wmówił, że ten miły chłopak, to tak naprawdę gnida. Zresztą otoczenie
      też potrafili oczarować. Teraz małżeństwa się posypały ale nie dlatego, że one
      wreszcie tupnęły nogą i upomniały się o swoje prawa. Nie, to oni mieli dość
      potulnych i nijakich żon i zamamiły im się przygody. Zresztą dobrze wiedzą, że
      jak już się wyszaleją to durna żona i tak przyjmie na rodzinne łono.

      Rozmiawiając z nimi, staram się wstrząsnąć ale na darmo. Są tak wyzute z
      poczucia własnej wartości, że nie widzą żadnej możliwości ruchu.
      Czuję się jakbym waliła głową w mur.

      Dziwię się, jak można pozwalać się tak upokarzać a z drugiej strony wiem skąd
      się to wzięło.
      • faceeet Nie martw sie jak bede miec corke to tak nie 20.10.05, 14:24
        bedzie tongue_out. Podrecznik "Grzeczne dziewczynki nie awansuja" bedzie glownym
        podrecznikiem wykorzystywanym w jej wychowywaniu, rotfl...
        • lila1974 Re: faceeet 20.10.05, 14:39
          O Ciebie i Twoją córkę chyba naprawdę martwić się nie muszę.
          Podczytuję Twoje wypowiedzi i z tej lektury mi wychodzi, że niegłupi z Ciebie
          człowiek. Może nie zawsze delikatny względem wypowiadających się tu dziewczyn
          ale generalnie w porządku. Wierzę, że ewentualną córkę obdarzysz miłością i
          szcunkiem a z żoną będziecie się lubili po wsze czasy smile
      • kosmitos Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 14:40
        szkoda, że twoja teoria nie jest prawdziwa; u mnie też się posypały rozwody;
        faceci odeszli od zabanych, zaradnych i świadomych swojej wartości dziewczyn;
        one się pozbierały, ale nadal jest im przykro (jedna została z 2 małych dzieci)
        i co gorsze wszystko wydarzyło się z dnia na dzień; niestety nie tylko bezwolne
        i potulne kobiety są porzucane-normalne też niestety; oczywiście to lepiej niż
        żyć z kimś 50 lat i być nieszczęśliwym ale mimo wsystko przykre
        • pade może nie jest regułą 20.10.05, 14:44
          ale jest prawdziwa. Nie odchodzi się od zony, czy męża zupełnie bez powodu,
          zwłaszcza jak są dzieci. Powód jest, tylko wszystko zalezy od tego czy ktoś
          chce go widziec.
          • kosmitos Re: może nie jest regułą 20.10.05, 14:46
            mojej koleżance mąż powiedział, że ta sytuacja go przerasta (czyli konieczność
            zajmowania się dziećmi, prace domowe); no i oczywiście związał się z inną
            dziewczyną
        • lila1974 Re: kosmitos 20.10.05, 14:47
          Ja nie napisałam, że faceci porzucają TYLKO takie dziewczyny.
          Moja wypowiedz dotyczyła tego, że one nie potrafią same zrobić z mężami
          porządku, choć od dawna wiedzą, że ich małżeństwo jest fikcją, a mąż skończonym
          draniem.
          Nie ma reguły na to jakie dziewczyny są porzucane.
          Dziś uważam, że dobrze się z mężem dobraliśmy ale nie wiem, czy za parę lat
          któreś z nas nie wpadnie na głupi pomysł. Reguły w takich sprawach nie istnieją.

          Dla mnie brak odwagi na zmianę swego położenia jest chory i sądzę, że w
          przeważającej liczbie dziewczyny maltretowane psychicznie lub fizycznie przez
          mężów, to dziewczyny, które już we własnym domu nie miały łatwego życia.
          • kosmitos Re: kosmitos 20.10.05, 14:49
            wiem, ale tak mi się skojarzyło, bo zaczęłaś o rozwodach i pomyślałam, że
            fajnie by było, gdyby jakieś reguły jednak były
            • lila1974 Re: kosmitos 20.10.05, 14:54
              Szkoda, że takiego forum nie mają panienki, które zamierzają wyjść za mąż albo,
              że w szkołach tego nie uczą, że należy na swego narzeczonego patrzeć rozumem a
              nie tylko sercem.

              Nasłuchałam się w życiu już tylu dziewczyn, które widząc karygodne występki
              swoich chłopaków i tak wychodziły za mąż, że najchętniej machnęłabym na nie
              ręką. Po co na siłę wychodzić za mąż. NO PO CO????
              • faceeet Panienki jak chca to moga sobie 20.10.05, 14:56
                tu wejsc, ale zamiast myslec glowa mysla d... Ja tez jestem tu chwilowo tylko
                po to by przeprowadzic rozpoznanie wroga, upsss... znaczy tematu smile...
                • pade nie wszystkie myślą d... 20.10.05, 14:58
                  tylko się tym nie chwalą, no i one się przede wszystkim tu nie wyżalają, więc
                  dużo ich na forum nie spotkaszsmile))
                • lila1974 Re: faceeet 20.10.05, 14:59
                  a to Ty jeszcze kawaler - mądralo?
                  Czytaj, czytaj smile
                  A do jakich wniosków doszedłeś we swtępnym stadium badań?
                  • faceeet troszke nieciekawych :) 20.10.05, 15:00
                    • janowa Re: troszke nieciekawych :) 20.10.05, 15:10
                      Podziel sie, moze masz skrzywione spojrzenie (nie mylic z zezem smile


                      ---
                      "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
                      fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
                      kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
              • pade jak to po co? 20.10.05, 14:57
                Ze strachu. Po prostu ze strachu, że może nikt inny mnie nie zechce i zostanę
                sama. Tak mi to wytłumaczyły moje koleżanki, które teraz szukają sobie
                kochanków, bo się pobudowały i odejść od mężów nie mają zamiaru, a że im źle...
    • your_and Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 15:00
      Tu baby narzekają na facetów a na bliźniaczym forum etata cały czas faceci
      narzekają na to co się dzieje z babami jak urodzą dziecko i nic już nie widza
      poza nim, jak rozpadają się ich związki bo nie ma już w nich miłości...
      Drani wśród facetów nie brakuje na pewno ale i babom w tym czasie odbija i warto
      wziąć na to poprawkę.
      A jak się komuś nie chece zwrócić uwagi i poczytać że okres po urodzeniu
      pierwszego dziecka to najbardziej kryzysowy okres w życiu małżeństwa wymagający
      uwagi i zaangażowania obu stron, to może być tylko sobie winny.
      Czasem warto wysłuchać drugiej strony zanim się osądzi sprawę
      • lila1974 Re: your_and 20.10.05, 15:04
        Owszem i panowie mają spore kłopoty z babeczkami ale to wszystko raczej wygląda
        mi na niedopasowanie juz wcześniejsze, które ciąża, poród, połóg tylko wywalają
        na światło dzienne.

        Przeszłam przez to wszystko i mąż razem ze mną i co? Jakoś obyło się bez
        kryzysu. A dlaczego? Bo jesteśmy dobraną parą, czyli taką która się na wzajem
        szanuje, a nie tylko wymaga i oczekuje.
        • your_and Re: your_and 20.10.05, 16:49
          lila1974 napisała:
          > Owszem i panowie mają spore kłopoty z babeczkami ale to wszystko raczej wygląda
          > mi na niedopasowanie juz wcześniejsze, które ciąża, poród, połóg tylko wywalają

          Trudno mówić o wzajemnym dopasowaniu kiedy dziecko wszystko przewraca w związku
          do góry nogami. Tu problemem jest komunikacja. No i naprawdę ważny problem
          bliskości. Normalnie w związku wzajemne kompromisy są osładzane wzajemną
          bliskością. Po urodzeniu dziecka najczęściej kobieta niemal w całości zaspokaja
          bliskość z dzieckiem i na męża niewiele jej zostaje. Mężczyzna z reguły nie
          potrafi się tak przestawić. Pozostają jedynie wymagania i obowiązki i związek
          obustronnie przestaje być postrzegany jako satysfakcjonujący, bez rekompensaty,
          obie strony zaczynają się obwiniać i spirala żalów się nakręca. Facet ma żal że
          trafił na oziębłą, zwariowaną na punkcie dziecka wiecznie narzekającą jędzę, a
          kobieta że trafił jej się niedorosły do roli ojca egoista, często nie umiejący
          wyrazić narosłej frustracji inaczej jak tylko siłą.

          O kryzysach jak kogoś ciekawi
          polki.wp.pl/kat,1678,wid,5185249,wiadomosc.html?ticaid=1658
          www.mediweb.pl/psyche/wyswietl.php?id=1067
          prace.sciaga.pl/23232.html

          • lila1974 Re: your_and 21.10.05, 01:41
            Nadal będę się upierać przy swoim.
            Jak dla mnie dziecko nie musi wywracać świata do góry nogami. Jesli tak się
            dzieje, to znak, ze coś nie gra. Kobieta potrzebuje mężczyzny podobnie jak
            wcześniej, może tylko nie tak często, bo jednak to zmęczenie daje o sobie znać.
            Wydaje mi się jednak, że przy odrobinie dobrej woli i obopulnego zrozumienia
            wszystko da się unormować i nikt nie bedzie się czuł pokrzywdzony.
            To chyba nie jest normalne ani zdrowe, gdy kobiecie do szczęscia wystarcza
            jedynie dziecko. Z drugiej strony nie jest normalne, gdy jej mąż nie potrafi
            zrozumieć, że krótko po porodzie może nie mieć ochoty na sex.

            Jak dla mnie jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, lubi i szanuje to góry można
            przenosić.
            • your_and Re: your_and 21.10.05, 14:18
              lila1974 napisała:
              > Jak dla mnie jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, lubi i szanuje to góry
              > można przenosić.

              Jak najbardziej sie zgadzam. Tylko szkoda że tak często w zyciu wychodzi
              zupełnie innaczej bo ludzie są tylko ludźmi i ich reakcje układaja sie w
              schematy opisywane przez psychologów. I bez ich znajomosci partnerzy łatwo winią
              za wszystko druga stronę, w sobie żadnej winy nie znajdując.

              > Z drugiej strony nie jest normalne, gdy jej mąż nie potrafi
              > zrozumieć, że krótko po porodzie może nie mieć ochoty na sex.

              Jasne że nie jest normalne. Ale ile twoim zdaniem to krótko? 6 miesięcy? 2 lata?
              4 lata? Bo o takich problemach z brakiem ochoty często pisują faceci. A na forum
              (Brak) Seks(u) opisują jeszcze dłuzsze. I wszystkie zbiegaja sie wokoło
              wydarzenia jakim jest urodzenie dziecka. Postępowanie w ten sposób to proszenie
              się o problemy.
              • lila1974 Re: your_and 22.10.05, 10:14
                Krótko po porodzie to dla mnie okres połogu, no może jeszcze pare dodatkowych
                tygodni.
                Jeżeli taki stan utrzymuje się dłużej, to coś musi być na rzeczy - albo
                dziewczyna ma problemy sama z sobą albo maż nie daje jej poczucia
                bezpieczeństwa, troski, zainteresowania itp.

                Nie oszukujmy się sporo małżeństw zawartych jest zupełnie bez sensu, czasami
                wręcz na siłę, czasami wbrew zdrowemu rozsądkowi. W takich parach tym bardziej
                dojdzie do zgrzytów w tym okresie.

                I mój mąż przerabiał "post", może nie zupełny ale był moment, że kompletnie nic
                mi się nie chcialo. W naszym przypadku zawiniła depoprovera - wzięłam ją krótko
                po porodzie i namieszala mi w gospodarce hormonalnej. Mimo tego nie uciekałam
                od męża, bo wiedzialam, że tym go do siebie zrażę. On dla odmiany nie fochał
                się, gdy widział brak entuzjazmu. Dzięki temu, że oboje mieliśmy wobec siebie
                sporo wyrozumiałości i staraliśmy się pozbyć egoistycznych odruchów, nasze
                małżeństwo nie ucierpiało.

                Tylko, że tak wobec siebie zachowają się partnerzy dobrani - kochający się,
                lubiący i szanujący.

                Przyznasz, że wiele małżeństw zawieranych jest pod wpływem namiętności i z
                chwilą, gdy namiętność zostaje z lekka przygnieciona przez codzienność okazuje
                się, że między nimi nie ma przyjaźni. W dobrych małżeństwach to właśnie
                przyjaźń scala ludzi.
      • faceeet your_and to prawdziwy weteran etaty i rzadze mu 20.10.05, 15:05
        wierzyc na slowo smile
      • janowa Re: pytanie do nieszczesliwych zon 20.10.05, 15:13
        W tych przypadkach jest tylko jeden, ale za to zasadniczy problem. Ci ludzie ze
        soba nie rozmawiaja. Jezeli jedna strona nie powie drugiej co czuje, tylko ma
        pretensje, ktore wylaza bokami, to trudno oczekiwac zmiany na lepsze. I dotyczy
        to i facetow i babek. A poczytac zawczasu zawsze dobrze, lepiej sie uczyc na
        cudzych bledach smile

        ---
        "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
        fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
        kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
        • senna_ropuszka Re: pytanie do nieszczesliwych zon 22.10.05, 13:34
          Nie czytając wszystkich powyższych postów:
          Moja teoria jest taka: kto jest zdrowy psychicznie, tzn. ma taką dobrą, silną
          psychikę i dobre zdanie o sobie, po pierwsze nie wplącze się w chory, niszczący
          związek. A nawet jeśli nie spotka ideału, da sobie radę i będzie
          tym "uzdrawiającym" współpartnerem.
          Kto natomiast jest słaby, zakompleksiony i nie wierzy w siebie, ani ludzi, w
          jakikolwiek by nie wszedł związek, z kimkolwiek- najprawdopodobniej i tak i tak
          będzie średnio szczęśliwy, lub nieszczęśliwy. Sam doprowadzi do tego, że będzie
          wykorzystywany i nieszanowany. Czasem jest tak, że taki ktoś spotyka ideał, ale
          nawet z nim nie potrafi być szczęśliwy.
          Nie tyle wierzę we wpływy z dzieciństwa, bo one też determinują postrzeganie
          świata i siebie na całe życie, ale -można powiedzieć- genetyczną umiejętność
          bycia szczęśliwym.
          Ja osobiście wiodę średnio zadowalające życie ze swoim mężem. Wiem na pewno, że
          gdybym zamieniła go na jakiś "lepszy model", ja sama nie byłabym przez to
          bardziej szczęśliwa.
          Pozdrawiam
          • lila1974 Re: pytanie do nieszczesliwych zon 22.10.05, 13:59
            Co racja to racja, przy czym ja się będę upierała, że w przeogromnym stopniu
            determinują nas doświadczenia z dzieciństwa. I nie mam tu nawet na myśli
            patologicznej rodziny, bo nawet w normalnych domach nie zawsze dzieci
            traktowane są jednakowo i nie jednakowe bagaże zabieraja w dorosłe życie.

            Oczywiście, że genetyka ma tutaj również duży wpływ. Inaczej się bowiem żyje
            optymistom a inaczej pesymistom, ekstrawertykom i introwertykom itp.

            Czasami słyszy się teorię, że małżeństwa powinny dobierać się na zasadzie
            przeciwieństw, innym razem, że szczęśliwe związki tworzą tylko ludzie do siebie
            podobni - reguł nie ma! Sami jesteśmy kowalami swojego losu.
            Na razie jestem zdania, że sukces małżeństwa polega na zdjęciu różowych
            okularów i przypatrzeniu się partnerowi z rozsądkiem.

            I zeby nie było, że tylko sobie gdybam. Odrzuciłam 4 propozycje małżeństwa, w
            jednym przypadku zakochana byłam na zabój ale intuicja mi szeptała, że
            szczęśliwym małżeństwem nie będziemy. Aż pewnego dnia spotkałam chłopaka, który
            pod mikroskopem wyglądał na dobry materiał na męża i ojca. Nie żałuję ani
            minuty z nim spędzonej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka