mamabeaty
03.12.05, 00:13
Mam problem w domu.Chodzi o delikatne spięcia z mężem,które czasem,tak jak
dziś kończą się na większych kłótniach.Do czasu urodzenia się córki
pracowałam ostro i praktycznie od rana do nocy.Taki zawód.Dobre
pieniądze.Gorzej z życiem osobistym.Postanowiliśmy,że dopóki mała nie skończy
dwóch lat zostanę z nią w domu.Nie mamy problemów finansowych,ja byłam
zmęczona i znudzona pracą od świtu i terminami,chciałam nacieszyć się
dzieckiem.Byłam dzieckiem żłobkowym i pragnęłam dla mojej córki innego
dzieciństwa,przynajmniej w tym pierwszym okresie.Mój mąż był bardzo za i
cieszył się,że mała będzie pod opieką najlepszą z możliwych.
Cieszy mnie dziecko,cieszy to,że nie mam rygoru,planów,terminów i pilnych
zleceń.Ale mój mąż zaczął w domu czuć się jak macho.Nie robi kompletnie nic.
Uważa,że wszystko jest teraz tylko na mojej głowie.Dodam,że nie ma ciężkiej
pracy.Znacznie lżej pracuje i zawsze pracował niż ja.Po powrocie je obiad i
zasiada przed kompem,gdzie gra do późnych godzin.No,kąpiemy razem dziecko i
czasem wracając z pracy robi drobne zakupy.
Ja wstaję do małej kilka razy w nocy.Ona o 6-7 rano już jest wyspana.W
dzień,gdy śpi,ja prasuję,gotuję itd,to co robią pewnie wszystkie mamy.A
wieczorem jestem nieprzytomna ze zmęczenia.Chciałabym,by mąż wyręczył mnie w
wieczornym myciu naczyń.Zrobił parę drobnych rzeczy,choćby symbolicznie,bym
poczuła,że chce pomóc.Tymczasem on to ma w nosie.Ostatnio powiedział
wprost,że skoro teraz to on zarabia to nie musi już nic robić w domu.
No żesz q... pomyślałam,jak to?To ja wolę też iść do pracy,i niech ktoś to
wszystko zrobi w domu,to będę sobie leżeć i pachnieć wieczorem,zamiast
słaniać się ze zmęczenia.Powiedziałam (choć marzę o tym,by być z małą i
towarzyszyć jej w tych pierwszych miesiącach życia),że skoro tak,to i ja idę
do pracy.Mąż oczywiście na to,że nie.Ale widzę,że nie szanuje mojej pracy w
domu.Zresztą to moja wina.Byłam strasznie głupia,bo w czasach,gdy pracowałam
nie nauczyłam go podziału obowiązków i zawsze to ja pracowałam w domu,on
czasem tylko gotował.Ale nie było tyle zajęć w domu co teraz,gdzie ciągle się
brudzi,wciąż na okrągło trzeba prać,prasować.Ja nie jestem przyzwyczajona do
takiej bezsensownej harówy.I do tego ten macho,którego zaczynam nienawidzieć.
Mam już serdecznie dość.Nie wiem,jak sobie radzą inne kobiety,ja już nie daję
rady!Zmęczenie fizyczne to pikuś,chociaż mam wory pod oczami do
kolan,najgorsze jest to psychiczne zniechęcenie,gdy myślę,że znowu
przyjdzie,siądzie i będzie odpoczywał,bo jemu się należy.
Nie pomaga rozmowa,głośniejsza rozmowa ani wrzask.Co się dzieje?