Dodaj do ulubionych

Czy mam rację?

03.12.05, 00:13
Mam problem w domu.Chodzi o delikatne spięcia z mężem,które czasem,tak jak
dziś kończą się na większych kłótniach.Do czasu urodzenia się córki
pracowałam ostro i praktycznie od rana do nocy.Taki zawód.Dobre
pieniądze.Gorzej z życiem osobistym.Postanowiliśmy,że dopóki mała nie skończy
dwóch lat zostanę z nią w domu.Nie mamy problemów finansowych,ja byłam
zmęczona i znudzona pracą od świtu i terminami,chciałam nacieszyć się
dzieckiem.Byłam dzieckiem żłobkowym i pragnęłam dla mojej córki innego
dzieciństwa,przynajmniej w tym pierwszym okresie.Mój mąż był bardzo za i
cieszył się,że mała będzie pod opieką najlepszą z możliwych.
Cieszy mnie dziecko,cieszy to,że nie mam rygoru,planów,terminów i pilnych
zleceń.Ale mój mąż zaczął w domu czuć się jak macho.Nie robi kompletnie nic.
Uważa,że wszystko jest teraz tylko na mojej głowie.Dodam,że nie ma ciężkiej
pracy.Znacznie lżej pracuje i zawsze pracował niż ja.Po powrocie je obiad i
zasiada przed kompem,gdzie gra do późnych godzin.No,kąpiemy razem dziecko i
czasem wracając z pracy robi drobne zakupy.
Ja wstaję do małej kilka razy w nocy.Ona o 6-7 rano już jest wyspana.W
dzień,gdy śpi,ja prasuję,gotuję itd,to co robią pewnie wszystkie mamy.A
wieczorem jestem nieprzytomna ze zmęczenia.Chciałabym,by mąż wyręczył mnie w
wieczornym myciu naczyń.Zrobił parę drobnych rzeczy,choćby symbolicznie,bym
poczuła,że chce pomóc.Tymczasem on to ma w nosie.Ostatnio powiedział
wprost,że skoro teraz to on zarabia to nie musi już nic robić w domu.
No żesz q... pomyślałam,jak to?To ja wolę też iść do pracy,i niech ktoś to
wszystko zrobi w domu,to będę sobie leżeć i pachnieć wieczorem,zamiast
słaniać się ze zmęczenia.Powiedziałam (choć marzę o tym,by być z małą i
towarzyszyć jej w tych pierwszych miesiącach życia),że skoro tak,to i ja idę
do pracy.Mąż oczywiście na to,że nie.Ale widzę,że nie szanuje mojej pracy w
domu.Zresztą to moja wina.Byłam strasznie głupia,bo w czasach,gdy pracowałam
nie nauczyłam go podziału obowiązków i zawsze to ja pracowałam w domu,on
czasem tylko gotował.Ale nie było tyle zajęć w domu co teraz,gdzie ciągle się
brudzi,wciąż na okrągło trzeba prać,prasować.Ja nie jestem przyzwyczajona do
takiej bezsensownej harówy.I do tego ten macho,którego zaczynam nienawidzieć.
Mam już serdecznie dość.Nie wiem,jak sobie radzą inne kobiety,ja już nie daję
rady!Zmęczenie fizyczne to pikuś,chociaż mam wory pod oczami do
kolan,najgorsze jest to psychiczne zniechęcenie,gdy myślę,że znowu
przyjdzie,siądzie i będzie odpoczywał,bo jemu się należy.
Nie pomaga rozmowa,głośniejsza rozmowa ani wrzask.Co się dzieje?
Obserwuj wątek
    • polka3 Re: Czy mam rację? 03.12.05, 00:27
      Weż sie za chłopa i to ostro ,bo Ci na głowę wejdzie....najlepiej weź urlop i
      zostaw go na dwa dni samego- tak na początek ,niech posmakuje domowego życia z
      dzieckiem- inaczej nie zrozumiesmile
      Jedno jest pewne- nie daj się i nie ulegnij bo się zaharujesz a jego
      znienawidzisz i potem sie na forum nasłuchasz, że jak Cię chłop rzucił to Twoja
      wina ,a Twoja będzie jak zrobisz z siebie męczennicę,żeby on mógł na kanapie
      leżeć i dziwić sie czemuś taka zmęczona, niezadbana, niechętnasmile
      • ingrid123 racja Polko! 03.12.05, 00:32
        Pakuj walizke i wyjedź na weekend !

        Szybko zrozumie , że Ty odwalasz w domu kawał ciężkiej robotysmile

        Mam tylko nadzieję, że córka dzielnie to zniesiesmile
    • gorgolka Re: Czy mam rację? 03.12.05, 00:31
      zastrajkuj
      Zrób obiad dziecku (sama zjedz z małą, żadnego pysznego obiadku dla męża), o
      nią sie zatroszcz aby wszystko ok, natomiast męża potrzeby delikatnie mówiąc
      lekko zlekceważ. Niech sobie uprasuje, ugotuje, zakupy zrobi. Wiem ze to
      złośliwe, ale skoro nic innego nie działa?
      Ja nie potrafię nic innego doradzić, bo u mnie mąż pracuje, ja jestem na
      wychowawczym ale jednocześnie sie uczę (dziennie) i ze strony męża mam dużą
      pomoc. W poniedziałek np. jak byłam na zajęciach a dzieckiem zajęła sie
      opiekunka, on nieplanowanie miał wolne to umył wszystkie okna w domu. Normalnie
      skarb
      Nie daj sie zrobić w gosposię, on też jest domownikiem i poza wkładem
      finansowym w dom powinien jeszcze coś w tym temacie robić
      pozdrawiam, Agata
    • polka3 Zrób tak 03.12.05, 00:37
      forum.gazeta.pl//forum/72,2.html?f=567&w=28345862&a=28355895
      mam nadzieję,że link się wyświetli
      • ingrid123 Polka! 03.12.05, 00:42
        o tym samym dowcipe pomyślałm ;tylko go nie mogłam znaleźć w swojej poczcie!!!
        he he he
        • polka3 Re: Polka! 03.12.05, 00:48
          Wpisałam w wyszukiwarce ostatnie zdanie i jestsmile
    • rebeka77 Re: Czy mam rację? 03.12.05, 00:41
      To faktycznie jak piszesz ,,bezsensowna harówa " Stajesz na głowie , by
      dogodzić Panu , ale chyba nie po to zostałaś w domu . Nie sadzę ,żebyś w
      takim stanie umiała cieszyć się macierzyństwem i dawała to ,,najlepsze z
      możliwych "(jak piszesz ) dziecku ...jak córcia śpi w dzień to kładz się obok ,
      odpuść sobie prasowanie jego koszuli . Mój jak wraca z tyrki i nie ma obiadu (
      bo nie zdążyłam )bez słowa robi sobie jajecznicę czy co tam chce . Pomyśl
      trochę o sobie .
    • babka71 zapytam w co gra Twój mąż?? 03.12.05, 01:00
    • ziazia17 Re: Czy mam rację? 03.12.05, 07:16
      Zatrudnij kobietę do sprzątania, prasowania, gotowania, a sama zajmij się tylko
      i wyłącznie dzieckiem- to jest twój etat
    • edorka1 Re: Czy mam rację? 03.12.05, 09:40
      Masz całkowita rację. Ja siedzę w domu z 2 dzieci, ale gdyby mąż mi nie pomagał wyprzęłabym juz dawno.
      Warto też zastanowić się, czy czasem nie robisz rzeczy których nie musisz. Bo pamietam, że kiedy urodziła się córeczka zadręczałam sie bezsensownymi pracami. Na przykład prasowałam tony dziecięcych ciuszków. Kiedy urodził się mały bardzo szybko przestałam prasować cokolwiek poza meżowymi koszulami w ilościach koniecznych czyli 1 sztuka na bieżąco.No i swoje bluzki (ale to się nie liczy smile ) Dzieciowe szmatki po prostu ładnie rozprostowuję po praniu na mokro, nie prasuje bo po co - i tak po paru godzinach wędrują do pralki. Tak samo z gotowaniem. Obiad na dwa, czasem trzy dni, czasem pierożki na wagę, gotowe krokiety. W nagłym napadzie lenistwa parówki z bułą na obiad też mogą być, jadalne prawda? Nie odkurzaj codziennie. Nie musi być sterylnie. Niech będzie czasem bałagan. Jak mąż się potknie ze dwa razy na zabawkach jest szansa że pozbiera je sam. Tak samo z garami. Jak nie znajdzie czystej szklanki będzie musiał wymyć sobie sam. Jak w potrzebie nie znajdzie papieru toaletowego w łazience to się wscieknie. Ale jest szansa,że następnym razem pomyśli czy nie trzeba kupić. Nie daj się zaorać. Po prostu wychowaj sobie faceta. Uda się - tylko nie rób awantur, nie płacz, nie krzycz. Uświadom mu faktami typu niewyprasowana koszula, żelazko i "zrób to sam" że nie dajesz rady. Na początku będzie sie miotał, z czasem się nauczy. Nie będzie miał wyjscia, po prostu.
    • 76kitka Re: Czy mam rację? 03.12.05, 14:55
      to sobie odpuść od czasu do czasu czegoś nie zrób, ja zawsze miałam wypastowane, wyczyszczone, wymyte, wyprasowane, ja za pracę w sobotę miałam jeden dzień w tygodniu wolny i wtedy przewracałam do góry nogami cały dom. No i nauczyłam mężusia nicnierobienia. Teraz mój mały śpi bardzo mało, a gdy nie śpi, nie chce żebym prasowała, więc prasuję tylko to co jest absolutnie konieczne. Jak mi się czegoś nie chce, albo mały goni jak szalony, to tego nie robię. Mój mąż jest zdania, że ma mnie prawo nudzić taki marazm, monotonnia. Wie, że mam większe ambicje niż szorowanie muszli.
    • 18_lipcowa Re: Czy mam rację? 03.12.05, 16:22
      No coz - maz palant bo mowi ze skoro on zarabia to juz nic nie musi w domu
      robic.
      Ty dziwna z kolei ze po calym dniu w domu PADASZ ze zmeczenia. To co Ty robisz?
      Kafelki kladziesz???????????????
      • 18_lipcowa Re: Czy mam rację? 03.12.05, 16:23
        a teraz doczytalam ze sama tak faceta nauczylas.
        No coz...
        • polka3 Re: Czy mam rację? 03.12.05, 22:09
          I tak to jest jak bezdzietna osoba sie wypowiada, pojęcia nie mając o czym mówi-
          I kiedy ona zostanie mamą? Oby jak najszybciej,wtedy jest nadzieja,że
          zobaczymy jak sie przeobraża w kobietę o szerokich horyzontachsmile Ma szansęsmile
          A póki co mówi, jak mąż załozycielki wątkusmile
          • 18_lipcowa Re: Czy mam rację? 03.12.05, 23:00
            bla bla
            po pracy sie nie pada na ryj ze zmeczenia a po siedzeniu w domu ma sie padac?
            nie przesadzaj
            • mama_debiutantka Re: Czy mam rację? 04.12.05, 00:29
              18_lipcowa napisała:

              > bla bla
              > po pracy sie nie pada na ryj ze zmeczenia a po siedzeniu w domu ma sie padac?
              > nie przesadzaj

              mówisz o byciu żoną domową czy, dodatkowo, matką małego patafianka? bo to
              różnica kolosalna jest.

              powiem Ci tak: mam doświadczenie z jednej (praca) i drugiej (dom) strony.

              'w cywilu' mam robotę taką, że czasem przez nie ma prawie nic do roboty, a
              potem przez miesiąc, dzień w dzień, od 9 rano do 3 w nocy. i _nigdy_ w życiu
              nie padałam na ryj ze zmęczenia tak, jak to mi się zdarza teraz, kiedy 'siedzę'
              w domu.

              problem nie leży w odkurzaniu/praniu/prasowaniu/gotowaniu itp. tylko w tym, że
              większość dnia ganiasz za dzieciakiem, którego pomyślunek nie nadąza jeszcze za
              pomysłowością. w robocie masz ten luksus, że możesz się skupić na pracy - nawet
              jeśli masz do zrobienia 15 rzeczy, z czego 10 na przedwczoraj. możesz sobie coś
              zaplanować, ustalić kolejność, zmienić plany itp. oczywiście czasem wtrąca się
              szef, ale przy dziecku, które chce zaraz-teraz-tu, to mały pikuś wink tutaj
              takich zbytków niet...

              jeśli mąż zarabia a Ty 'siedzisz', naturalne jest, że ew. atrakcje nocne
              również są Twoje. a w dzień musisz mieć maksymalnie napiętą uwagę. i rzadko
              możesz pozwolić sobie na luksus 'wyłączenia'. mnie to męczy bardziej niż
              najgorsze dni w pracy. bo w pracy możesz przynajmniej spokojnie pójść do kibla,
              bez obawy, że przez Twój pokój przejdzie tornado (które przy okazji rozbije
              sobie głowę i rozdepcze kota wink)

              no i nie ukrywajmy, wychodząc z pracy, nawet o 3 w nocy, wiesz, że masz ją z
              głowy na choćby parę godzin. a 'siedząc' w domu jesteś w pracy non-stop.

              i pewnie dlatego wiele kobiet 'siedzących' w domu regularnie pada na ryj

              btw. fajną masz pracę - mnie zdarzało się padać na ryj, mimo że głową zarabiam,
              nie 'ręcami'
              • tennessee Re: mamo_debiutantko 04.12.05, 00:34
                Fajnie napisałaś. Esensja smaku.
                Niezależnie od stopnia pochylenia i częstotliwości padania na ryj (jakie to
                obrazowe, nie?), to maksymalnie mnie wzdryga, kiedy ktoś mówi z lekceważeniem o
                matce na wychowawczym: "A... siedzi w dooomuuu" Czyli emerytura za życia.

                Zauwazyłas, że z innymi mamami w pół zdania się rozumiesz w tej sprawie? A z
                nie-rodzicem możesz o tym mówić... mówić... mówić...
                • tennessee Re: mamo_debiutantko 04.12.05, 00:34
                  Esesncja. Za dużo ssss mi wyszło.. od tego smaku wink
                • mama_debiutantka Re: mamo_debiutantko 04.12.05, 00:52
                  > Fajnie napisałaś. Esensja smaku.

                  dzięki smile

                  > Niezależnie od stopnia pochylenia i częstotliwości padania na ryj (jakie to
                  > obrazowe, nie?)

                  plastyczne wręcz

                  > to maksymalnie mnie wzdryga, kiedy ktoś mówi z lekceważeniem o matce na
                  > wychowawczym: "A... siedzi w dooomuuu"

                  a wiesz, że mnie nawet nie. jakoś tak zawsze jestem przekonana, że 'to z
                  głupoty, wasze wieliczestwo' wink

                  > Zauwazyłas, że z innymi mamami w pół zdania się rozumiesz w tej sprawie? A z
                  > nie-rodzicem możesz o tym mówić... mówić... mówić...

                  fakt. tylko ze mną, niestety, jest tak: 'słuchaj uważnie, bo nie będe
                  powtarzać' - ja zajęta jestem i nie mam czasu na wielokrotne darmowe prelekcje.
                  z resztą to męczy i potem padam na ryj wink
              • 18_lipcowa Re: Czy mam rację? 04.12.05, 11:16
                Ja i recami i glowa i nigdy nie padalam.
                • mama_debiutantka Re: Czy mam rację? 04.12.05, 13:52
                  > Ja i recami i glowa i nigdy nie padalam

                  a to może w końcu czas się wziąc za robotę, a nie tylko do pracy chodzić wink
                  wiesz to taka różnica ak między chodzeniem do kina a na film tongue_out
                  • 18_lipcowa Re: Czy mam rację? 04.12.05, 14:03
                    Dlaczego tak sadzisz?
                    Znam wiele osob ktore po pracy sprzataja caly dom, przyjmuja gosci albo gdzies
                    wychodza i maja mase energii - i ja do nich naleze.Oznaka zmeczenia to nie jest
                    oznaka efektywnej pracy bo rozni sa ludzie.
                    Wiesz spanie i lezenie tez meczy,,,,
                    • mama_debiutantka Re: Czy mam rację? 04.12.05, 14:11
                      > Dlaczego tak sadzisz?

                      zażartowałam sobie po prostu

                      > Oznaka zmeczenia to nie jest oznaka efektywnej pracy bo rozni sa ludzie.

                      racja, aczkolwiek _każdy_ choć raz w życiu padał na ryj, dlatego do Twoich
                      zapewnień podchodzę na zasadzie, że w necie wszyscy jesteśmy piękni, młodzi i
                      bogaci wink

                      > Wiesz spanie i lezenie tez meczy,,,,

                      oj wiem, wiem. im więcej człowiek śpi, tym bardziej zmęczony. to mówię ja,
                      śpioch.

                      a z tym wampirem energetycznym jakim jest dziecko, to było zupełnie na poważnie
                      • 18_lipcowa Re: Czy mam rację? 04.12.05, 14:41
                        Jasne zdarzalo mi sie padac na ryj ale nie bylo to konsekwencja pracy tylko
                        akurat takiego dnia, po prostu np. nerwy jakies, pogoda, niewyspanie, ogolne
                        zmeczenie i tez padam na ryj.
                        • mama_debiutantka Re: Czy mam rację? 05.12.05, 19:04
                          18_lipcowa napisała:

                          > Jasne zdarzalo mi sie padac na ryj ale nie bylo to konsekwencja pracy tylko
                          > akurat takiego dnia, po prostu np. nerwy jakies, pogoda, niewyspanie, ogolne
                          > zmeczenie i tez padam na ryj.

                          no widzisz, czyli jednak zdarza się, nawet superłumenkom, padać na ryj wink no to
                          o mówisz, że nie rozumiesz, skoro jednak rozumiesz ;P

                          wiesz, ja myśle, że autorka też nie pada każdego dnia, ale często jej się to
                          zdarza. i nie jest to konsekwencja siedzenia (trudno paść jak się siedzi), ale
                          właśnie dnia
                        • donatta Droga lipcowa 06.12.05, 00:17
                          Potrafię w ciągu doby pracować 10 godzin prawie bez wytchnienia, Tffuurczo,
                          psia jego mać. Pisać, tłumaczyć, poprawiać. Dwujęzycznie i to jednocześnie.
                          Autorskie projekty, książki, które potem sprzedają się w tysiącach egzemplarzy,
                          tłumaczenia. Bywam padnięta. Na tak zwany ryj.

                          Ale nic, powtarzam NIC, tak mnie nie umęczy, jak intensywny dzień z trójką
                          moich uroczych dzieci. Co w całej swej kwintesencji oddała mama_debiutantka. Ja
                          nawet kupę robię w wielkim stresie. Czego pewnie jeszcze długo nie
                          zrozumiesz ...
    • marripossa Re: Czy mam rację? 03.12.05, 16:33
      Masz rację, ale masz również źle zorganizowany dzień. Jak dziecko śpi, to Ty
      też sobie utnij drzemkę albo książkę poczytaj albo cokolwiek, byleby to byl
      czas wylącznie dla Ciebie. A to co masz robić w domu (gotowanie, sprzątanie)
      rób z dzieckiem razem. Ja gotowalam z dzieckiem na ręku albo w krzeselku/wózku
      w kuchni. I jak już ktoś napisal, po co gotować codziennie? Wystarczy dwa,
      trzy razy w tygodniu i potem zamrozić.
      Prasowanie? Tylko to co musi być wyprasowane. Pościeli nie prasuje,
      bawelnianych rzeczy też nie. Facet sam sobie musi wyprasować albo chodzić
      pomięty.
      Sprzątanie? Dom jest dla Ciebie, a nie odwrotnie.
    • misiamama Re: Czy mam rację? 03.12.05, 16:48
      Cześć
      Świetnie Cię rozumiem, ja też padałabym, gdybym robiła wszystko sama. Mąż mi
      pomaga. Ale ja nie o tym.
      Myślę, że rady "wyjedź na weekend", "nie gotuj mu" itp. nic nie dadzą. Będzie
      wiedział, że po weekendzie wrócisz, posprzątasz i zrobisz całą resztę. Wytrzyma
      i dwa tygodnie, tyle że Ty po powrocie będziesz miała więcej do zrobienia. nie
      ugotujesz mu obiadu - zje na mieście, zamówi pizzę, pójdzie do mamy. Wrzask
      itp. - spowodujesz piekło w domu, wystraszysz małą.
      Spodobała mi się natomiast jedna rada - zatrudnij panią (panie) do
      w.s.z.y.s.t.k.i.e.g.o. Do sprzątania (nawet dwa razy w tygodniu)przede
      wszystkim. Pranie nie jest wykańczające, do prasowania - pani sprzątająca.
      Zakupy - albo zrobi i przywiezie, albo pustka w lodówce. Totalna, plus brak
      papieru toaletowego, mydła itd. Zrób dokładną listę (na kartce) i daj rano, i
      poproś żeby przywiózł te zakupy. Myślę, ze tyle będzie w stanie załatwić, może
      też robić większe raz na tydzień.
      A sama - zajmij się małą, a może też przemyśl jeszcze powrót do pracy. Ja mam
      opiekunkę, mały (23 m.) jest z nią od 7 mies. życia, kocha ją, nigdy nie płakał
      kiedy rano wychodziłam. Zastanów się nad powrotem na część etatu (albo na
      zlecenie). Nie chodzi o to, żebyś zarabiała na dom (czy na panią do sprzątania
      i opiekunkę), ale żebyś wyszła z domu i odzyskała poczucie proporcji. Odnowiła
      kontakty z ludźmi, trochę pożyła innymi sprawami niż dom, kłoppoty z mężem. No
      cóż, jego nastawienie do Ciebie wiąże się niestety z tym, czy pracujesz
      zawodowo. Krzykiem i awanturą niewiele wskórasz. Zapuszczaniem domu i siebie
      też nie. Moja rada - prace domowe zostaw innym (daj komuś zarobić), dziecko nie
      musi iść do żłobka, można znaleźć dobrą nianię, zwłaszcza na pół dnia. Dla
      małej to tez może być miła odmiana, zobaczysz, o ile lepsza będzie wasza zabawa
      po Twoim powrocie. Zadbaj o relacje z mężem. Czy Ty masz siłę na seks, skoro -
      jak piszesz - słaniasz się ze zmęczenia? Może on już nie poznaje tej
      sharowanej, wiecznie skrzywionej i zaniedbanej kobitki? Może tęskni do tego co
      było dawniej? Może to jest problem, a nie zmywanie (kup zmywarkę!) czy ktyo
      pojeździ odkurzaczem?
      Pozdrawiam serdecznie
      Aga
      • delilian Popieram! Kup zmywarke!!! 04.12.05, 11:07
        Nie ma nic milszego, niz po calym dniu relaksowac sie z ksiazka, gdy zmywarka
        pracuje za ciebie! Te cholerne naczynia to minimum godzina dziennie
        zmarnowana...
        Ps. Moglabym nie miec telewizora, ale zmywarke - koniecznie!
    • kalina_p dziwny mąż 03.12.05, 22:41
      macho, hehehe...
      Współczuję, mój mąż tez pracuje, ja nie, a potrafi (i robi to zawsze) zająć sie
      małą, żebym ja odpoczęła, sprzatamy razem...dobry człowieksmile.

      Może zostaw męża a dzieckiem ja jakis weekend, niech zobaczy, jak to milo i jak
      mozna wspaniale wypocząć? Może wtedy Cię doceni i zrozumie?
    • bea.bea Re: Czy mam rację? 03.12.05, 23:05
      pisała tu kiedys dziewczyna...i bardzo mi sie podobałao....smile

      jej mąz twirdził , ze ona niepracując zawodowo....odpoczywa w domu...zwłaszcza z
      dzieckiem...
      wiec kiedys gdy wrócił i powiedział ,że chce odpocząc....ona wreczyła mu dziecko
      mówiąc , ze wychodzi...a on niech odpoczywa.....przecież ona odpoczywała 12
      godzin...smile

      pozdrawiam
    • asiakach Re: Czy mam rację? 04.12.05, 00:56
      zapytaj go wprost, kiedy ty wyjdziesz ze swojej pracy? moze to mu da cos do
      myslenia?

      Mozesz wspomniec, ze ostatnio w Stanach wycenili wartosc prac mam opiekujacych
      sie dziecmi i domem na ok. $130,000, co jest ponad trzykrotna srednia
      krajowa....
    • lila1974 Re: Czy mam rację? 04.12.05, 09:02
      Istnieje taki gatunek faceta, którego dewizą jest zarabianie na dom i tu jego
      obowiązki się kończą. Pojęcia nie mam, czy to jest reformowalne ale tak sobie
      myślę, że póki związek świeży, to można próbować poszerzać mężowi punkt
      widzenia i zwyczajnie zagonić do roboty. Ciężej, gdy oczy kobiety otwierają się
      dużo później (tak jak u autorki) i mąż zdążył już zakrzepnąć w swoich poglądach.
      Dumam i dumam, co tu robić i jak go oświecić???

      Próbowałabym początkowo po dobroci. Zwróć uwagę, że jak on wraca do domu, to Ty
      jesteś już tak zmęczona i zfrustrowana, że pewnie aż kipisz i gdy on w lot nie
      łapie, że można by np. pomyć naczynia, to masz ogromny żal i go "atakujesz". W
      takich okolicznościach spirala się nakręca. Mam rację?
      Może zwyczajnie powiedz: "Kotku proszę umyj naczynia a ja chwilkę odpocznę."
      lub temu podobne.

      Jesli powyższe nie odnosi się do Ciebie, a mąż na uprzejmą prośbę nie reaguje,
      to wtedy wskazany jest bunt na pokładzie. Zrób tak, jak dziewczyny radzą.
      Ogranicz swoją domową działalność do siebie i dziecka a on niech radzi sobie
      sam, ewentualnie wyjdź z domu i zostaw go na służbie z własną pociechą. Jest
      szansa, że skoro nie docierają słowa, to dotrą obrazy smile

      Życzę powodzenia i wytrwałości.
    • rebeka77 Re: Czy mam rację? 04.12.05, 13:40
      Czasem wolałabym iśc kopać rowy , niż ,,siedzieć w domu " z moim dzieckiem.
      • pesteczka5 Re: Czy mam rację? 04.12.05, 23:55
        A czy tu chodzi tylko o podział obowiązków?
        Bo ja czuję pismo nosem, że nie.
    • catalinka Re: Czy mam rację? 05.12.05, 21:10
      Mój mąż już jako kawaler sam prał swoje ciuchy, mył okna. Jestem teraz z
      dziećmi i mąż ma jednak swoje obowiązki. Bardzo często odkurza na zmianę z moim
      teściem. Pomaga mi w domu przy zabawach z dziećmi, ale nie lubi z nimi
      spacerować i myć garów. Myślę że to zasługa mojej teściowej, że wdrożyła go do
      pewnych domowych obowiązków. Pozdrawiam
      Kasia
      • mamabeaty Re: Czy mam rację? 05.12.05, 21:17
        Dziękuję za wszystkie opinie.Bardzo pomogła mi możliwość porozmawiania o tym na
        forum.Wezmę do serca niektóre rady.Muszę być bardziej egoistyczna i pomyśleć
        też o sobie.Rozważam pracę na pół etatu,choć tak naprawdę problem leży gdzie
        indziej-w podziale obowiązków.Pozdrawiam.
    • sakada Dzień relaksu z potomkiem:-) 05.12.05, 23:33
      Co do "nicnierobienia" w domu. Oto przykładowy dzień spędzony
      na "odpoczywaniu/leżeniu na kanapie/ oglądaniu TV". Niepotrzebne skreślić:
      Godzina 7.30 około. Ozz wstaje. Zaczyna od marudzenia. Z zamkniętymi oczami
      wstaję i pomrukuję pod nosem: "Juz idę Kochanie, chwila moment..."
      Idę do Ozza. Jest zły. Nie wyspał się, albo miał zły sen. Leży i kwiczy - nie
      chce nawet wyjść z łóżka. No nic. Gadam do niego, tłumaczę. Już mam sobie iść,
      machając na dowidzenia kiedy Ozz zmienia zdanie - jednak raczy wstać.
      Mówię: "Ozz - ściągamy koszulkę i spodnie." Ucieka. Schował się pod suszarką na
      ciuchy. Radośnie zdejmuje suszące się ubrania i ciska je na podłogę. Trzeba go
      wziąć siłą. Zakładamy strój składający się chyba z 1000 części. Oczywiście
      ubieranie jest o tyle atrakcyjniejsze, że syn wygina się i zdejmuje co się da,
      kiedy nie patrzę. Pieluszka waży z 5 kg. Zmieniamy? Nie? To nie. A może jednak?
      Minęło 10 min. Udało się. Czas do łazienki. Myjemy zęby, twarz, ręce. Ja się
      czeszę, Oskar w tym czasie wywala na posadzkę dezodorant taty, jego Adidasa w
      sztywcie wtarł we włosy a piankę po goleniu wsmarował w kota. Schodzimy na dół;
      na śniadanie. Oskarman nie ma ochoty na gotowane Morlinki ani na kanapkę z
      szynką ani na jajeczko po Wiedeńsku. Wszystko ląduje w psiej misce (Oskar nie
      omieszkał zawołać "Eli") PS:pies ma na imię "Hera". Włączam dzienną porcję
      bajek. Jednak miski, psie groszki i dekoder HBO są znacznie ciekawsze niż dwa
      puszowe, drętwe koty (na Jedynce zdaje się - nuda straaaszna, więc się po cichu
      synowi nie dziwię.) Czas na spacer. Idziemy za rączę. 10 minut było dobrze,
      potem mokre liście, czyjeś posesje zakrzaczone i domofony okazały się
      ciekawsze. Kolejne 10 minut schodzi mi na zanoszeniu do domu krzyczących,
      sztywnych 13 kilogramów. Gdy robię Ozzowi kanapkę przed spaniem ręce mi drżą z
      wysiłku. A on nie chce spać. Teraz się ubiera dla odmiany. Puszczamy baję na
      CD, pozytywkę, książka już przeczytana. Jeszcze 15 minut minęło na awanturach
      zanim zasnął. Czas mam wolny!!!smile)) Od czego zacząć? Pozmywać? Odkurzyć?
      Zrobić obiad? Pranie? A może w ramach relaksu sobie mężowe koszule poprasuje?
      Zanim się zdecydowałam co będzie w kolejności - Ozz jest już na nogach. Obiad
      zaczynam robić. Na jedym palniku pierś z kurczaka w sezamie, na drugim
      ziemniaki, potem sos i kapusta zasmażana. Oskar w tym czasie zdemolował
      kuchnię - groszki psie w całej kuchni (rozmoczone jak trzeba najpierw w misce z
      wodą) i wdeptane w parkiet. Dywan w salonie jest zielonkawy od wysypanej,
      suszonej pietruszki, miejsce zastawy stołowej jest na krześle, a korespondencji
      w śmieciach. Kosz na brudną bieliznę stojący w korytarzu pozbył się zawartości
      a masło ze stołu zaginęło w akcji. Zapewne znajdzie się za jakąś kanapą czy
      fotelem kiedy już zacznie porządnie śmierdzieć. Na szczęście wtedy wraca mąż -
      mam się położyć, on ogranie teren objęty klęską. Odpoczywam. "Tylko chwilkę".
      Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy. To jest oczywiście dzień w duuużym
      skrócie. Jak to się mimo wszystko człowiek zmęczy tym NICNIEROBIENIEM!big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka