Mam problem z, którym sama już sobie nie radze. Sama się sobie dziwie, że
pisze o tym na forum, ale chyba nawet nie mam się komu wyżalić. Mój mąż jest
chory na schizofrenię. Wiedziałam o tym juz przed ślubem i takiego go
kochałam. Ale ta choroba, zaczeła przerastac mnie. Zwłaszcza teraz gdy
pojawiło sie dziecko, i gdy mój mąż przytłoczony ta nowa sytuacja, po prostu
uciekł z domu. Dosłownie uciekł

(( To było 2 tygodnie po porodzie. Prawie
cały czas płakałam. Sama się dziwie, że dziecko nie ma po tamtym okresie
sladu nerwicy. Jest spokojnym, pogodnym niemowlaczkiem. (nawet teraz gdy o
tym pidze, pisze o moim dziecku bezosobowo, bojac się, że ktoś może mnie
rozpoznać0. Mąż jest teraz juz w domu, po długiej i żmudnej hospitalizacji,
nie oznacza to jednak, że jest już dobrze. Własciwie sama zajmnuje sie
dzieckiem, wysłuchując jego dziwacznych teorii. Jeszcze nigdy nie czułam się
tak samotna i zaniedbana. Jasne mam koleżanki, znajomych, przyjaciół chyba
jednak nie... Ale moje kolezanki tez ta sytuacja przerosła, były mnie
odwiedzic i... troche sienasłuchały"opowieści z krypty" od mojego męża.
Widziałam w ich oczach współczucie. A ja współczucia akurat nie potrzebuje,
tylko zrozumienia, kolezanki, nawet nie zadzwoniły już później. Wszyscy
znajomi uważają, że powinnam go zostawić, ale jak mam to zrobić,???, przecież
ślubowąłm mu, że go nie opuszcze, że będe z nim w zdrowiu i chorobie,
wieżyłam w to co mówiłam, bardzo go kochałam, a teraz, nie umniem mu pomuc w
chorobie, nie umiem pomuc sobie, boje sie o przyszłość dziecka. Może któraś z
was ma podobną sytuację???
Piszie, bede wdzięczna za wszelką rade
Antolka