Dodaj do ulubionych

Dziewczyny; po co takie małżeństwa?

23.12.05, 13:16
czytam różne wątki i bardzo dużo dziewczyn marudzi, że mąż twierdzi, że one
ne macierzyńskim nic nie robią; albo jak już facet w domu coś zrobi to pomaga
żonie, a nie wykonuje swoją część domowych obowiązków; o kłótniach
dotyczących kasy w sytuacji gdy żona nie ma dochodów nie wspomnę; w związku z
tym mam pytanie-po co jesteście z facetami, którzy traktują was jak tanią
siłę roboczą, wydzielają kasę i na was rozładowują frustracje? nie znałyście
ich wcześniej czy co?
Obserwuj wątek
    • 18_lipcowa Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 23.12.05, 13:21
      To nie wszystko. Do tego dodałabym
      po co jesteście z ewidentnymi maminsynkami ktorzy jak trwoga to do...mamy,
      ktorzy jak to określiła forumowiczka chyba - ledzeppelnin mają wydmuszki
      zamiast jaj
      z takimi którzy mają jakieś dziwne "przyjaciółki" w necie, w spisie telefonów,
      którzy nie umieją odróżnić w sklepie pora od selera,
      jestescie z takimi co jak cos sie nie podoba to buciki szybko i trzask drzwiami
      że nie wspomnę o chamskich ,ordynarnych tekstach typu " głupia ci..o" i
      innych ....
      • 18_lipcowa Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 23.12.05, 13:27
        że nie wspomnę o zasadniczej kwestii dogadania się co do modelu rodziny, ilości
        dzieci itp.
        Teraz widzę że to bardzo ważne...kiedyś tego też pod uwagę nie brałam.
      • lila1974 Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:27

        • 18_lipcowa tak i dopiero małżenstwo otwiera jej oczy... 23.12.05, 13:28
          tak kiedys słyszałam....
        • kosmitos Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:30
          oczywiście, że tak; ale jak można kochać kogoś kto nie ma za grosz szacunku do
          drugiej osoby; wiesz ja nie chcę żeby to był kolejny złośliwy wątek tylko po
          prostu żal mi dziewczyn, a z drugiej strony nikt ich do małżeństwa nie zmuszał;
          mi czasem wystarczy normalna kłótnia, żeby się głęboko nad rozwodem
          zastanawiać, a gdyby ktoś mnie traktował we własnym domu jak obywatela drugiej
          kategorii to dawno bym zakończyła taki związek; dziwi mnie po co ktoś to znosi
          • lila1974 Re: Kosmitos 23.12.05, 13:35
            Zapewne zdajesz sobie sprawę, jak wiele jest powodów wyjścia za mąż, prawda?
            Ogromna większość z nich od razu skazuje małżeństwo na niepowodzenie, np.
            chęć wyrwania się z rodzinnego domu. W dodatku mało kto ma świadomość, że ma
            skrzywioną psychikę lub emocjonalną stronę swej osobowości. Osoba z boku może
            to widzieć, sama zainteresowana nie.

            I jeszcze coś, już o tym nie raz pisałam, powinien być zakaz ślubu dla osób
            zakochanych smile
          • 18_lipcowa Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:36
            Można kochać kogoś kto nie ma szacunku dla drugiej osoby. W wielu małżenstwach
            xczy parach ludzie sie nie szanują - szydzą z siebie przy innych, w domu,
            kłamią, zdradzają, wyzywają.
            Fajny wątek, wcale nie złośliwy.
            Ale ja tez nie rozumiem jak mozna byc z kimś kto traktuje gorzej, upokarza, czy
            to słowem czy czynem.
            Nie wiem, ja bym nie umiala, ale ludzie z różnych powodów zostają przy takich
            osobach
            strach przed samotnościa
            wiara w zmianę tej osoby
            nie wiem co jeszcze moze byc powodem by byc z kims takim, by wychodzić za mąż
            za takiego i miec z nim dzieci.
            • edorka1 Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:41
              Nie zawsze to co tu dziewczyny wypisują jest stanem faktycznym. Często to są emocje, nerwy...zadawnione żle. Wyrzucaja to z siebie...po prostu, co nie musi oznaczać stanu faktycznego.
              Nie ma ludzi idealnych.
              Nie ma idealnych małżeństw.
              Są tacy, co się umieją dobrze dogadać i tacy którzy tego nie potrafią.
              Tak sądzę smile.
              • mik5 Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:45
                Edorka, po raz kolejny dzisiaj - dla mnie bingo!
          • moofka Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:38
            kosmitos napisała:

            > oczywiście, że tak; ale jak można kochać kogoś kto nie ma za grosz szacunku
            do
            > drugiej osoby; wiesz ja nie chcę żeby to był kolejny złośliwy wątek tylko po
            > prostu żal mi dziewczyn, a z drugiej strony nikt ich do małżeństwa nie
            zmuszał;
            >
            > mi czasem wystarczy normalna kłótnia, żeby się głęboko nad rozwodem
            > zastanawiać, a gdyby ktoś mnie traktował we własnym domu jak obywatela
            drugiej
            > kategorii to dawno bym zakończyła taki związek; dziwi mnie po co ktoś to znosi
            ___________________________________
            nie ma malzenstw idealnych, kotre zawsze mowia jednym glosem
            a gdyby byly to zapewne byloby nudno smile
            tylko rozny jest kaliber tych nieporozumien, a kazdy ma inny prog "znoszenia"
            oczywiscie najlepiej podwinac ogon i isc, za kazdym razem jak sie nie podoba
            tylko nie po to sie slub bralo i do smierci przyrzekalo
            cos czego ty byc nie znosila dla kogos moze byc nic nie znaczaca upierdliwoscia
            i odwrotnie
            rodzina jest wartoscia i warto o nia dbac
            a nieporozumienia probowac rozwiazywac a nie przecinac i odchodzic

            • kosmitos Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:46
              pewnie; rodzina jest wartością i ja to wszystko wiem, ale co to za wartość
              jeżeli facet traktuje żonę jak popychadło do garów i sprzątania, a na dodatek
              twierdzi, że zarabia (najczęściej średnią krajową), więc decyduje o wszystkim;
              co w tym wartościowego; mówicie, że chodzi o strach przed samotnością, ale z
              kimś takim te dziewczyny czują się samotne, a na dodatek tracą poczucie własnej
              wartości; nie ma ludzi idealnych, ale można się kócić w sposób w miarę
              cywilizowany a można kogoś poniżać i w tym problem; ja tak sobie myślę, że
              gdyby mój poziom życia po ślubie miałby być gorszy od tego przed ślubem to po
              co mi takie coś (nie mam tu na myśli tylko kasy ale przede wszystkim stosunki
              pomiędzy ludźmi)
              • moofka Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:56
                kosmitos napisała:

                > pewnie; rodzina jest wartością i ja to wszystko wiem, ale co to za wartość
                > jeżeli facet traktuje żonę jak popychadło do garów i sprzątania, a na dodatek
                > twierdzi, że zarabia (najczęściej średnią krajową), więc decyduje o
                wszystkim;
                > co w tym wartościowego; mówicie, że chodzi o strach przed samotnością, ale z
                > kimś takim te dziewczyny czują się samotne, a na dodatek tracą poczucie
                własnej
                >
                > wartości;
                ____________________________
                a ja zaryzykuje stwierdzenie
                ze takie osoby z kazdym stworzylyby podobny zwiazek chyba ze trafilyby na anioła
                tylko pewnie tego nie potrafiłyby docenić
                bardzo czesto osoby traktowane jak popychadła same na to pozwalają
                bo mają problem same ze soba a nie z facetem
                czesto tkwi on jeszcze gleboko w dzieciństwie
                i wymagałoby profesjonalnje terapii
                zaczyna sie od toksycznych rodziów, złych wzorców, moze alkoholizmu w rodzinie
                przyczyn moze byc mnostwo
                sa pewne osoby ktore po prostu mają zadatki na ofiary i podswiadomie takich
                osob poszukują
                jesli chca uleczyc swoje zwiazki powinny najpierw uleczyc same siebie
                a to duzo trudnijesze niz zabrac walizke
                kazdy nas traktuje tak, jak mu na to pozwolimy
                ale najłatwiej samemu będąc zdrowym powiedzieć głupie cipy




                • 18_lipcowa Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 14:00
                  Z tymi wzorcami z dziecinstwa to jest swieta prawda, naprawdę.
                  • your_and Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 14:10
                    > Z tymi wzorcami z dziecinstwa to jest swieta prawda, naprawdę.
                    Nie tylko wzorcami...

                    Zespół modliszki

                    Postawa kobiety wobec mężczyzny polegająca na przewadze lub wyłącznym istnieniu
                    uczuć negatywnych, a po urodzeniu dziecka braku potrzeby więzi uczuciowej oraz
                    seksualnej z partnerem. Najczęściej dotyczy kobiet wychowywanych przez
                    dominujące i oziębłe płciowo matki, w atmosferze negacji wobec męskiego świata.
                    Może być on wyrazem ukrytych lub nieuświadomionych skłonności homoseksualnych.

                    Zespół braku matki

                    Niezaspokojenie potrzeby miłości oraz bezpieczeństwa. Spowodowane jest brakiem
                    matki w wychowaniu dziecka, wiążące się w związkach partnerskich z wielkimi
                    oczekiwaniami uczuciowymi wobec partnera, a także tendencjami uzależnieniowymi.

                    Zespół braku ojca

                    Zaburzenia w zdolności do podporządkowania się jakimkolwiek normom. Powodowane
                    są brakiem ojca w wychowaniu dziecka. W związkach partnerskich jednym z
                    następstw tego zaburzenia może być nieobowiązkowość oraz zbyt małe poczucie
                    odpowiedzialności.

                    Zaburzenia emocjonalne - encyklopedia
                    www.pfm.pl/u235/navi/169077/back/169076
                • lila1974 Re: Moofka 23.12.05, 14:00
                  Właśnie o to mi chodzi.
                  I jak to mówią "syty głodnego nie zrozumie". Nie wolno nam oceniać dziewczyn na
                  zasadzie "głupia ci..", bo w wielu przypadkach za nieszczęśliwe małżeństwo
                  odpowiada nieszczęśliwe dzieciństwo.
                  • 18_lipcowa Re: Moofka 23.12.05, 14:02
                    Wiesz co, to prawda, napisalam to juz pod postem moofki, ale z drugiej strony
                    ile mozna zwalać na to dziecinstwo. Czasem trzeba dorosnąc. Po prostu.
                    Jestem z kimś kto mial spaprane dziecinstwo ale umie nawiązac dobry związek a
                    szacunkiem do kobiet przewyższa niejednego super wychowanego faceta.
                    • lila1974 Re: 18_lipcowa 23.12.05, 14:07
                      W przypadku spapranego dzieciństwa jest tak jak ze wszystkim w życiu - są dwie
                      możliwości. Młody człowiek widzi, że w jego domu źle się dzieje i robi
                      wszystko, by nie stać się kopią własnych rodziców, a inny bezwiednie zgotuje
                      swojej rodzinie to samo piekło.
                      • 18_lipcowa Re: 18_lipcowa 23.12.05, 14:15
                        Dokladnie, dlatego najpierw sie zgodzilam z tym a potem w sumie zaczęlam myslec
                        ze znam przyklad powielania wzorców i znam przyklad ucieczki od tego. Oba w
                        bardzo bliskim otoczeniu.
                  • moofka Re: Moofka 23.12.05, 14:10
                    lila1974 napisała:

                    > Właśnie o to mi chodzi.
                    > I jak to mówią "syty głodnego nie zrozumie". Nie wolno nam oceniać dziewczyn
                    na
                    >
                    > zasadzie "głupia ci..", bo w wielu przypadkach za nieszczęśliwe małżeństwo
                    > odpowiada nieszczęśliwe dzieciństwo.
                    ____________________
                    świete słowa liluniu, w wielu a kto wie czy i nie wszystkich
                • kawka74 Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 14:05
                  Owszem, są takie typy, co nie zmienia faktu, że nikt nie ma prawa się nad drugą
                  osobą znęcać psychicznie. To, co piszesz, to prosta droga do przyjęcia na
                  siebie winy za to, że mąż popycha, obsobacza, upokarza i jeszcze leje, jak ma
                  zły humor. Owszem, trzeba uświadomić sobie swoje rozmaite obciążenia
                  psychiczne, jeśli takowe istnieją, ale nawet przy największych obciążeniach
                  nikt nie ma prawa się pastwić nad współmałżonkiem.
                  BTW czasem zdarza się tak, że pewna siebie, trzeźwo myśląca i inteligentna
                  dziewczyna, która nie ma za sobą np. traumy ojca alkoholika, wychodzi za mąż za
                  faceta, który w ciągu roku czy kilku lat doprowadzi do tego, że żona będzie
                  małą, szarą myszką, która będzie się bała odezwać, żeby nie narazić się na
                  gniew pana i władcy. Są, niestety, takie sztuczki. Na przykład usadzenie żony w
                  domu i - niby to z troski o rodzinę - zakaz pracy, potem odcięcie od przyjaciół
                  i rodziny, i tak dalej. Ostateczny produkt to kobieta kompletnie pozbawiona
                  wiary we własne siły, zdana całkowicie na męża, bojąca się podejmowania
                  jakichkolwiek własnych decyzji.
                  • moofka Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 14:09
                    kawka74 napisała:

                    > To, co piszesz, to prosta droga do przyjęcia na
                    > siebie winy za to, że mąż popycha, obsobacza, upokarza i jeszcze leje, jak ma
                    > zły humor.
                    _______________________
                    on jest gnida to raz
                    trfaił na podatny grunt to dwa
                    dopasowali sie i to trwa
                    dlazego? dlatego, ze kat ma swoją ofiare a ofiara kata
                    w tej symbiozie sobie zyją bo on jest chory
                    i ona jest chora
                    nikt mnie nigdy nie uderzył, zaden facet
                    a sporo ich poznałam
                    ciebie pewnie tez nie, dlaczego?



                    • mmaggz Niezgadzam się z takim teoretyzowaniem NIE 26.12.05, 23:08
                      Dziewczyny każda a was ma odrobinę racji w tym co pisze, ALE...
                      Nie obraźcie się nie macie tak naprawdę zielonego pojęcia o czym piszecie. Po
                      prostu nie byłyście w takiej sytuacji i nie jesteście w stanie zrozumieć co
                      dzieje się z osobą poniżaną czy bitą. Kiedyś byłam pewną siebie, przebojową
                      dziewczyną. Zakochałam się. Znacie hasło Rodzina to podstawa. Na tym koniu
                      urabiano mnie przez 2 lata. No i jeszcze było hasło, że na dobre i na złe.
                      Chrześcijańskie wartości pomocy osobie chorej. Nie zapominając, że dla dobra
                      dzieci, które potrzebują pełnej rodziny.itd itp
                      Odizolowano mnie, a potem urabiano. Mąż, teściowie. Do tego niezbyt dobry
                      kontakt z własną rodziną i gotowe.
                      Nie pochodzę z patologicznej rodziny.
                      Po prostu ktoś umiejętnie wykorzystał moją ufność, łatwowierność, religijność i
                      zgotowałam po częsci sama sobie piekło na ziemi.
                      NIKT NIE MA PRAWA PONIŻAĆ I BIĆ, bez względu na wszystko!!!
                      • 18_lipcowa Re: Niezgadzam się z takim teoretyzowaniem NIE 26.12.05, 23:11
                        Ufność, łatwowierność - można wykorzystać, o ile dana osoba ma takie cechy
                        charakteru. Ja nie daję sie urabiać, nie jestem naiwna, cięzko wpłynąć na mnie
                        tak bym miala poczucie winy czy wyrzuty sumienia.

                        Nie dałabym się tak urobić.
                  • lila1974 Re: kawka74 23.12.05, 14:10
                    W życiu nie jest łatwo i lekko, więc oczywiście taka sytuacja również może mieć
                    miejsce ale ...
                    Jesli dziewczyna wyrosła w szczęśliwym domu, gdzie ludzie się nawzajem
                    szanowali, to dostrzeże prędzej czy później zapędy współmałżonkas i nie będzie
                    się godziła na taki los. Jesli godzi się na to, to moim zdaniem źle została w
                    dzieciństwie ukształtowana.
                    • 18_lipcowa Re: kawka74 23.12.05, 14:16
                      lila1974 napisała:

                      > W życiu nie jest łatwo i lekko, więc oczywiście taka sytuacja również może
                      mieć
                      >
                      > miejsce ale ...
                      > Jesli dziewczyna wyrosła w szczęśliwym domu, gdzie ludzie się nawzajem
                      > szanowali, to dostrzeże prędzej czy później zapędy współmałżonkas i nie
                      będzie
                      > się godziła na taki los. Jesli godzi się na to, to moim zdaniem źle została w
                      > dzieciństwie ukształtowana.


                      Albo jest typem matki ratowniczki czyli " ja mu pomoge,ja go z tego wyciągnę,
                      on sie przy mnie zmieni, musze mu pomoc ,bo kto inny mu pomoze"...brrr
                    • kawka74 Re: kawka74 23.12.05, 14:34
                      Lila, to czasem nawet nie jest kwestia zgody. Bo wredny mąż uprawia swoje
                      niecne działania w taki sposób, że jego ofiara nawet nie wie, że coś jest nie
                      tak. Popatrz sama: zaczynamy od "kochanie, nie chcę, żebyś pracowała, chcę,
                      żebyś sobie siedziała w domku i wychowywała nasze dzieci, ja będę zarabiał".
                      Przecież na taki układ połowa kobiet pójdzie z radością, gdzie tu w ogóle myśl
                      o tym, że to nie jest troska o rodzinę? (Oczywiście nie mówię, że każda taka
                      propozycja to zamach na wolność kobiety.) Ciach - następuje odcięcie nie tylko
                      od własnych dochodów, ale i od znajomych spoza kręgu stałych przyjaciół. Ten
                      krąg też poleci, w równie subtelny sposób przyjaciele żony idą na bok,
                      dziewczyna obraca się tylko w kręgu znajomych męża. Cała ta gra to lata coraz
                      to nowych ograniczeń, aż w końcu dziewczyna spostrzega się, że nie ma
                      pieniędzy, nie ma przyjaciół, nie podejmuje żadnych decyzji, odizolowano ją od
                      rodziny. No, ale przeciez to z miłości! On tak dba o rodzinę, itp. Potem gra
                      toczy się dalej...
                      • lila1974 Re: kawka74 23.12.05, 14:40
                        A ja dalej będę się upierać przy wersji, że normalna osoba spostrzeże
                        niebezpieczeństwo i zadziała. Jesli dziewczyna nie godzi się na siedzenie w
                        domu, to nawet największa troska w głosie męża nie przekona jej, by w tym domu
                        się zakopała. Jeśli wbrew sobie w tym domu zostaje, to znaczy, że ma problem z
                        uzewnętrznieniem własnych pragnień i coś jest z nią nie tak. Gdzieś tkwi
                        przyczyna takiego stanu rzeczy.

                        • wesolek11 Re: Zgadzam się z lilą! 23.12.05, 14:42
                        • 18_lipcowa Re: kawka74 23.12.05, 14:43
                          lila1974 napisała:

                          > A ja dalej będę się upierać przy wersji, że normalna osoba spostrzeże
                          > niebezpieczeństwo i zadziała. Jesli dziewczyna nie godzi się na siedzenie w
                          > domu, to nawet największa troska w głosie męża nie przekona jej, by w tym
                          domu
                          > się zakopała. Jeśli wbrew sobie w tym domu zostaje, to znaczy, że ma problem
                          z
                          > uzewnętrznieniem własnych pragnień i coś jest z nią nie tak. Gdzieś tkwi
                          > przyczyna takiego stanu rzeczy.


                          Oczywiście że tak. Jestem pewna że osoba normalna, w sensie nie z syndromem
                          ofiary czy coś takiego szybko wyczuje niebezpieczenstwo i albo zwieje albo sie
                          ofiarą stanie...
                          Mam znajomą ktorej sposob bycia, zycia oraz wygląd nawet nie powiedzą nigdy w
                          zyciu osobie postronnej iz w domu jest ofiarą gnojoną maksymalnie jak tylko
                          można przez nic nie wartego buraka. I ona go kocha i zyc bez niego nie umie...
                          • kawka74 Re: kawka74 23.12.05, 14:49
                            Owszem. Tylko na początku tego wątku już padło stwierdzenie, które wiele
                            wyjaśnia: miłość jest ślepa. Plus: dopiero małżeństwo otwiera jej oczy.
                          • miang Re: kawka74 27.12.05, 12:39
                            > Oczywiście że tak. Jestem pewna że osoba normalna, w sensie nie z syndromem
                            > ofiary czy coś takiego szybko wyczuje niebezpieczenstwo i albo zwieje albo sie
                            > ofiarą stanie...

                            albo też facet wyczuje że sobie z nią tak łatwo nie poradzi i poszuka innej
                        • kawka74 Re: kawka74 23.12.05, 14:45
                          Lila, ależ możesz się upierać smile
                          Poza tym może kobieta właśnie chce siedzieć w domu i wychowywać dzieci. Czy tak
                          się nie zdarza? Tylko że potem okazuje się, że to siedzenie wygląda inaczej,
                          niż sobie wyobrażała. Właśnie tak, jak opisałam.
                          Zostawanie w domu to tylko część problemu.
                          • lila1974 Re: kawka74 23.12.05, 14:50
                            Jeśli kobieta chce siedzieć w domu, to liczy sie z tym, że jej świat nieco się
                            zmieni. Jednak wcale nie musi być ubogi i wyznaczony granicami przez męża.
                            Z domu można wyjść, samej czy z dziećmi, nawiązać nowe znajomości, nawet
                            przyjaźnie itp.

                            Oczywiście, że mąż nie musi być tyranem z maczugą w ręku, by można było mówić o
                            maltretowaniu psychicznym. Czasami odbywa się ono tak jak opisujesz - w białych
                            rękawiczkach. Co nie zmienia faktu, że nadal jest maltretowaniem i zdrowa
                            emocjonalnie osoba się na to nie zgodzi.
                            • kawka74 Re: kawka74 23.12.05, 14:59
                              Czasem mężowi łobuzowi udaje się zrobić z osoby emocjonalnie zdrowej osobę
                              emocjonalnie chorą. Wystarczy mąż alkoholik. Ja wiem, że na najmniejsze oznaki
                              uzależnienia od alkoholu (a potrafię je rozpoznać z niemal stuprocentową
                              trafnością) spowodują u mnie nie chęć niesienia pomocy, ale chęć jak
                              najszybszego opuszczenia męża. Ale ktoś, kto nie ma z tym do czynienia, choćby
                              był najzdrowszy, nie rozpozna, nie zrozumie, potem będzie chciał pomóc, a za
                              chwilę okaże się, że jest współuzależniony.
                              Wiem, że to trochę inna sytuacja, niż ta, o której mówimy - chcę tylko
                              powiedziec, że własne zdrowie psychiczne i brak szczególnych problemów nie są
                              gwarancją powodzenia.
                              • lila1974 Re: kawka74 23.12.05, 15:03
                                Bo w życiu żadnych gwarancji na szczęście nie ma ale za to są przesłanki, ktore
                                temu szczęściu ewidentnie nie służą.
                                Jedną z nich jest właśnie nieszczęśliwe dzieciństwo.
                                • kawka74 Re: kawka74 23.12.05, 15:14
                                  To ja się sama sobie dziwię, że, po dość traumatycznym dzieciństwie i wcale
                                  niełatwych latach młodzieńczych plus trauma ostatnich dwóch lat, potrafiłam
                                  (chyba) szczęśliwie wyjść za mąż, chociaż pewnie powinnam iść do zakonu.
                                  Chlubny wyjątek...? wink
                                  • lila1974 Re: kawka74 23.12.05, 15:17
                                    Tak, chlubny wyjątek smile

                                    Kawko uczepilam się tematu, bo od roku przechodze wraz z dwiema koleżankami
                                    przez ich rozwody. W obu przypadkach wogóle nie powinno dojść do małżeństwa ale
                                    właśnie obie dziewczyny to córki władczych ojców i bezsilnych matek, choć domy
                                    z pozoru bez skazy.
              • 18_lipcowa Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:59
                Czasem bywa tak ze lepiej byc samotnym w malzenstwie ale miec tego męza, niż
                byc rozwódką.
            • kawka74 Re: Bo miłość jest slepa 23.12.05, 13:56
              > nie ma malzenstw idealnych, kotre zawsze mowia jednym glosem
              > a gdyby byly to zapewne byloby nudno smile
              > tylko rozny jest kaliber tych nieporozumien, a kazdy ma inny prog "znoszenia"
              > oczywiscie najlepiej podwinac ogon i isc, za kazdym razem jak sie nie podoba
              > tylko nie po to sie slub bralo i do smierci przyrzekalo
              > cos czego ty byc nie znosila dla kogos moze byc nic nie znaczaca
              upierdliwoscia
              > i odwrotnie
              > rodzina jest wartoscia i warto o nia dbac
              > a nieporozumienia probowac rozwiazywac a nie przecinac i odchodzic
              Zgadzam się, ale to wszystko do czasu... Ile razy można ustępować, tłumaczyć,
              prosić, zaklinać, wysyłać na pielgrzymkę do Częstochowy, żeby się nawrócił/a, i
              nie wiem, co jeszcze?
              Przypomniał mi się fragment statystyki - rozstania w małżeństwie, w których
              jedna strona ma problem z alkoholem. Na dziesięć par, w których mąż jest
              alkoholikiem, odchodzi tylko jedna kobieta, natomiast na dziesięć par, w
              których kobieta jest alkoholiczką, tylko jeden facet zostaje. Fatalnie to
              świadczy o obu płciach. Poświęcenie poświęceniem, ale wszystko ma swoje
              granice. W którymś momencie trzeba ratować swój tyłek.
    • rita75 a ja trochę off topic... 23.12.05, 13:46
      A najciekawszy w tym wszystkim jest wylaniajacy sie obraz polskiego,
      przecietnego zwiazku...nie dwojga przyaciol, a osob majacych trudnosci w
      podstawowej komunikacji miedzyludzkiej.
      • wesolek11 Re: a ja trochę off topic... 23.12.05, 13:49
        Właśnie, brak rozmowy. Najłatwiej się rozejść. Na tym sztuka polega, by sie
        dotrzeć, porozumieć.
        A te które mają z takim gburem gromadkę dzieci, to siedzą cicho, bo same nie
        dadzą rady wychować. A tego dlaczego z takim typem i az tyle, to nie wiem...
      • kosmitos Re: a ja trochę off topic... 23.12.05, 13:51
        to już nawet nie chodzi o problem z komunikacją, ale o stereotypowe
        postrzeganie świata, o zaściankowe zasady wpojone niektórym facecikom; o rolę
        kobiety w "tradycyjnej" rodzinie; nie mogę pojąć, że w 21 wieku jakaś kobieta
        chce wyjść za faceta o poglądach jaskiniowca; a co najlepsz to najbardziej
        czują się w domu władcami nieudacznicy, którym nie udaje się w życiu (kiepskie
        wykształcenie, brak pracy lub niskie zarobki; kompleksy z przeszłości itp); nie
        chciałabym, żeby o moim życiu decydował zakompleksiony niedojda
        • iwoniaw No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdziesz 23.12.05, 14:02
          i ja też nie i jeszcze trochę dziewczyn też. Ale obok wspomnianych przez Ciebie
          facecików są jeszcze dziewczątka, co to dla nich suknia biała (najlepiej typu
          "beza") jest szczytem marzeń, a status "mężatka" = dla nich "człowiek lepszego
          gatunku". Też są bez wykształcenia, a mądrości życiowe biorą z telenowel
          brazylijskich i "najpanidomu" czy innych takich pisemek. Nie mają żadnego
          pomysłu na własne życie, zatem korzystają z recepty "mąż, dzieci i się ułoży"
          zapominając o tym drobiazgu, że scenariusz taki jest całkiem możliwy i udany
          jedynie w przypadku, gdy się męża WYBIERZE z pełną świadomością swoich i jego
          potrzeb, a nie złapie i uwiesi się na pierwszym lepszym, który akurat spodnie nosi.
          • lila1974 Re: Dlatego brakuje mi przedmiotu .... 23.12.05, 14:05
            "Wychowanie do życia w rodzinie".
            Sporo jest chorych małżeństw, więc przekazują chore wzorce.
            Szkoła mogłaby przyjść z pomocą ale oczywiście tylko przy pomocy dobrego
            człowieka i pedagoga, a nie przypadkowej osoby z własnym bagażem kompleksów.
            • 18_lipcowa Re: Dlatego brakuje mi przedmiotu .... 23.12.05, 14:17
              lila1974 napisała:

              > "Wychowanie do życia w rodzinie".
              > Sporo jest chorych małżeństw, więc przekazują chore wzorce.
              > Szkoła mogłaby przyjść z pomocą ale oczywiście tylko przy pomocy dobrego
              > człowieka i pedagoga, a nie przypadkowej osoby z własnym bagażem kompleksów.


              Myślę że szkola nie pomoze, tak jak w wielu przypadkach otoczenie nie pomaga,
              np. rodzina, przyjaciele. Czesto dana osoba tej pomocy nie chce po prostu.
              • lila1974 Re: Dlatego brakuje mi przedmiotu .... 23.12.05, 14:21
                W tym przypadku nie chodzi mi nawet o jakąś konkretną pomoc, ale o GADANIE.
                W trakcie rozmów można wiele wniosków wysnuć ...
                I jeszcze - uczyć poszanowania do siebie na wzajem.
          • moofka Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:05
            iwoniaw napisała:

            > i ja też nie i jeszcze trochę dziewczyn też. Ale obok wspomnianych przez
            Ciebie
            > facecików są jeszcze dziewczątka, co to dla nich suknia biała (najlepiej typu
            > "beza") jest szczytem marzeń, a status "mężatka" = dla nich "człowiek lepszego
            > gatunku". Też są bez wykształcenia, a mądrości życiowe biorą z telenowel
            > brazylijskich i "najpanidomu" czy innych takich pisemek. Nie mają żadnego
            > pomysłu na własne życie, zatem korzystają z recepty "mąż, dzieci i się ułoży"
            > zapominając o tym drobiazgu, że scenariusz taki jest całkiem możliwy i udany
            > jedynie w przypadku, gdy się męża WYBIERZE z pełną świadomością swoich i jego
            > potrzeb, a nie złapie i uwiesi się na pierwszym lepszym, który akurat spodnie
            n
            > osi.
            ______________________________________
            to nie jest takie proste
            wykaształcenie nie daje gwarancji na szczesliwy zwiaek
            sa poniewierane prawniczki i ksiezniczki domowe krawcowe
            nie od tego to zalezy niestety
            • iwoniaw Oczywiście masz rację, tylko 23.12.05, 14:34
              jeśli ktoś jest prawniczką lub krawcową, to mu (jej w zasadzie) łatwiej próbować
              przynajmniej naprawić bląd niż dziewczynie, która nigdy nawet nie miała planów,
              by robić COKOLWIEK.
          • mik5 Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:08
            Oj iwoniu, jak ty wszystko wiesz...
            A zakompleksione szare myszy, dla których biała suknia nie jest szczytem
            marzeń, bo myslą, że wcale nie wyjda za mąż, ale dla ich matek - tak, które
            wpadają z takim sobie kiepskim facetem, bo nie wierzą, ze moga zainteresować
            kogoś fajniejszego, a potem ślub, i nie ma siły zeby to przerwać...??
            • iwoniaw Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:38
              mik5 napisała:

              > Oj iwoniu, jak ty wszystko wiesz...
              > A zakompleksione szare myszy, dla których biała suknia nie jest szczytem
              > marzeń, bo myslą, że wcale nie wyjda za mąż,

              Jak rozumiem, szczyt marzeń to coś, co do czego ma się pewność, że się to
              osiągnie? No tośmy się nie dogadały, moja definicja jest inna.

              ale dla ich matek - tak, które
              > wpadają z takim sobie kiepskim facetem, bo nie wierzą, ze moga zainteresować
              > kogoś fajniejszego, a potem ślub, i nie ma siły zeby to przerwać...??

              No wybacz, ale jeśli ktoś "wpada z kiepskim facetem" to dla mnie jest to tylko
              dowód na to, że nie uważa WYBRANIA męża i kierowania swoim życiem za coś
              normalnego. Za to "łapanie, kogo się trafi" - owszem. O tym właśnie pisałam.
              Zatem w czym konkretnie się nie zgadzasz ze mną?
              • moofka Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:42
                iwoniaw napisała:

                >
                > Jak rozumiem, szczyt marzeń to coś, co do czego ma się pewność, że się to
                > osiągnie? No tośmy się nie dogadały, moja definicja jest inna.
                ________________________________
                ale co sie osiagnie iwoniaw?
                w milosci nie ma cenzusow - klasowych, majątkowych, dyplomowych
                kazda dziewczyna wychodzac za maz wierzy ze jej sie uda
                i zapewne powodują nią te same pobudki co czytelniczek naj
                skąd ta wyzszosc nad mniej wykształconymi?
                • iwoniaw moofko 23.12.05, 14:51
                  mik5 napisała:
                  A zakompleksione szare myszy, dla których biała suknia nie jest szczytem
                  marzeń, bo myslą, że wcale nie wyjda za mąż,

                  No więc ja tylko się przyczepiłam do ciągu logicznego w tym zdaniu. Dla mnie
                  pojęcie "szczyt marzeń" oznacza coś, co mogę sobie wyobrazić jako najlepsze z
                  danej kategorii. Jeśli mam obawy/kompleksy/przekonanie, że w życiu tego nie
                  osiągnę, nie zmienia to mojej definicji. Tylko tyle.

                  Nie chciałam, żeby ktokolwiek odczytał moją wypowiedź jako wywyższanie się nad
                  niewykształconymi, jako że wiadomo powszechie, iż wśród analfabetów procent tzw.
                  głupców życiowych nie jest bynajmniej wyższy niż wśród ludzi z 15 fakultetami i
                  profesurą belwederską.
                  Nawiązałam tylko do wypowiedzi którejś z poprzedniczek o "niewykształconych,
                  zakompleksionych facecikach".
          • rita75 Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:18
            są jeszcze dziewczątka, co to dla nich suknia biała (najlepiej typu
            > "beza") jest szczytem marzeń, a status "mężatka" = dla nich "człowiek lepszego
            > gatunku".

            Na dodatek dosc powszechnym zwyczajem u tych dziewczątek, jest lapanie meża na
            przysłowiowy brzuch- dla kasy, gdy kandydat z bogatej rodziny- jest wtedy od
            kogo roscic sobie prawa np. do domu po tesciach , albo w mysl zasady, ze nie
            ważne, że bedzie pił i bił, najwżniejsze, by był.
            • 18_lipcowa Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:20
              oczywiście bo jak babka jest panna bo wybrzydza to znaczy ze jest nienormalna i
              zaden jej nie chcial a jak jest rozwódka znaczy ze z nią cos nie tak skoro
              chlop od niej uciekł...
              takie jest myslenie
              a jak jest mezatka to juz cos....
              • rita75 Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:27
                > oczywiście bo jak babka jest panna bo wybrzydza to znaczy ze jest nienormalna

                tak, a jak dziewucha nie wyjdzie za mąż dajmy na to do 30tki, to ułomna , bo
                zaden jej nie zechcial.
                • 18_lipcowa Re: No widzisz i dlatego Ty za takiego nie wyjdzi 23.12.05, 14:29

                  > tak, a jak dziewucha nie wyjdzie za mąż dajmy na to do 30tki, to ułomna , bo
                  > zaden jej nie zechcial.


                  no pewnie że tak
                  a w mniejszych miejscowościach i na wsi to jak do 25 nie wyjdzie to stara
                  panna, nikt jej nie chcial, pewnie ma nie po kolei w glowie...
    • lila1974 Re: I jeszcze inna strona medalu 23.12.05, 14:31
      Dlaczego jest teraz tyle rozwodów - moda taka?
      Zapytał wczoraj mój mąż.
      Może należałoby sie cieszyć, że są, może to oznacza, że ludzie wreszcie
      zrozumieli, że nie muszą żyć w nieudanych związkach?
      Co oczywiście nie wyjaśnia sprawy, dlaczego wogóle je sobie zafundowali.
    • floric Konkurencja nie śpi 23.12.05, 14:35
      Wy musicie się bardziej starać w malżeństwie, bo w każdej chwili możecie być
      wymienione na nowszy model, zwlaszcza kiedy macie już dzieci. Kobiety z cudzym
      dzieckiem nikt nie zechce, a facet który co najwyżej placi alimenty będzie mial
      powodzenie. Nie powinno was więc dziwić, że macie więcej obowiązków, niż my.
      • 18_lipcowa Re: Konkurencja nie śpi 23.12.05, 14:37
        Kobiety z cudzym
        > dzieckiem nikt nie zechce


        zdziwiłbyś się kolego, wszystkie moje koleżanki które samotnie wychowywały
        dzieci mają już nowe super związki. Nigdy nie miały problemu nawiązać
        znajomości, pobyć z kimś i jeszcze rzucić bo facet się nie sprawdził. To one
        wybrzydzały i przebierały mimo iż miały dzieci...
      • moofka Re: Konkurencja nie śpi 23.12.05, 14:38
        floric napisał:

        > Wy musicie się bardziej starać w malżeństwie, bo w każdej chwili możecie być
        > wymienione na nowszy model, zwlaszcza kiedy macie już dzieci. Kobiety z
        cudzym
        > dzieckiem nikt nie zechce,
        _____________________
        łojoj ales nas nastraszył smile
        gdyby w ten sposób zakonczyło by sie moje pierwsze malzenstwo
        napewno ostatnią rzeczą jaką bym robiła byłoby pakowanie sie w nastepne
        owszem na randeczki, perfumy, kwiatuszki, kolacyjki ze sniadaniem
        ale na pewno nie oczekiwałabym ze mnie ktos zechce i dziecko moje tongue_out
        jestes w :mylnym bledzie" sadzac ze jedyna sluszna rola dla kobiety to rola zony


        a facet który co najwyżej placi alimenty będzie mial
        >
        > powodzenie. Nie powinno was więc dziwić, że macie więcej obowiązków, niż my.
      • lila1974 Re: Floric moze nieumiejętnie ale jednak ... 23.12.05, 14:46
        poruszył pewną ważna kwestię. Kobiety rzeczywiście mają więcej obowiązków.
        Jesli zakładamy stereotypowy model naszego społeczeństwa, to obowiązki faceta
        kończyły się z chwilą przyniesienia mamuta pod nogi kobiety. Reszta to już jej
        brocha. Faceci w życiu swych rodzin często są nieobecni. Nasza rola w tym, by
        zmieniać obraz naszego społeczeństwa. I mam wrażenie, że sporo już uczyniono w
        dobrym kierunku.
        Mamy synków.
        Nie uchylajcie im nieba, bo robicie własnym synom krzywdę.
        • 18_lipcowa Re: Floric moze nieumiejętnie ale jednak ... 23.12.05, 14:51
          Wiecej obowiązków, wiecej krytyki dostaje kobieta jak sie nie sprawdzi,,,,

        • moofka Re: Floric moze nieumiejętnie ale jednak ... 23.12.05, 14:51
          zgłasza sie mam synka smile
          podział obowiazkow to jedno (na pewno dziecko moje bedzie umialo sobie ugotowa
          i guzik przyszyć smile
          a przemoc domowa to jednak co innego
          i tu bede sie upierac ze milosc winna nie jest
          przemocowcy, ktorzy takie pieklo gotuja swoim zonom i dzieciom to nie sa osoby
          rozpieszczone
          to sa chlodnie emocjonalne same krzwdzone odrzucone i niekochane
          i odwrotnie - rozpieszczona tatus-cora bedzie umiała brac w zwiazku to co
          najlepsze
          a nie skomlec o odrobine milosci i zainteresowania
          wiec jak jednak uwazam ze dzieci rozpieszczone to zadatki na szcześliwych
          partnerow ktorzy kochają siebie i potrafią kochac innych
          • 18_lipcowa Re: Floric moze nieumiejętnie ale jednak ... 23.12.05, 14:56
            No ale jeśli dziewczyna jest wychowywana w domu gdzie ojciec jest chamem,
            brutalem, poniża matkę i ona to widzi to zapewne takiego wlasnie partnera
            znajdzie. I nie bedzie od niego zbyt wiele oczekiwala, bo wychowala sie w takim
            domu gdzie męzyczna dominuje, kobieta jest nic nie warta. I nie bedzie nawet
            tesknila za normalnym pelnym szacunku zwiazkiem bo nie wie co to jest
            Tak samo jak osoba wychowana w ciemnej piwnicy nie marzy o slońcu... bo o nim
            nie wie...
            • lila1974 Re: Floric moze nieumiejętnie ale jednak ... 23.12.05, 15:02
              Jest duże prawdopodobieństwo, że znajdzie męża, który nie będzie jej szanował,
              choc z pozoru będzie to miły człowiek. I nie dlatego, że ojciec bił matkę i to
              uważa za model życia tylko dlatego, że ona również padła ofiarą zapędów swojego
              ojca. Jego sposób bycia i traktowania najbliższych sprawił, ze dziewczyna jest
              pozbawiona własnej wartości i
              1) poleci na kązdego, kto się nią zainteresuje
              2) nie będzie widziala w nim żadnej skazy
              3) jesli nawet dostrzeże jakieś nieprawidłowości, to je sobie wytłumaczy na
              korzyść faceta
              4) o wszelkie nieowodzenia będzie oskarżała siebie nie męża
            • rita75 Re: Floric moze nieumiejętnie ale jednak ... 23.12.05, 15:07
              > No ale jeśli dziewczyna jest wychowywana w domu gdzie ojciec jest chamem,
              > brutalem, poniża matkę i ona to widzi to zapewne takiego wlasnie partnera
              > znajdzie.

              Nie zawsze- wszystko zalezy od charakteru, rozsądku i inteligencji osobnika
              wink. To jet tak jak z dzieckiem alkoholika- albo samo w przyszlosci pojdzie w
              slady rodzica, albo bedzie obsesyjnym abstynentem. Tym nie mniej, to co
              opisałas to jest pewien model rodziny- model, a nawet wzorzec, ktore dziecko
              moze powielic, ale wcale nie musi- poniewaz nie zyje w hermetycznym srodowisku.
          • lila1974 Re: moofko 23.12.05, 14:58
            Nie samą przemoc miałam na myśli ale właśnie takie stereotypowe podejście do
            życia. Rozpieszczanie w sensie ulatwianie życia na każdym kroku rodzi życiowe
            niedojdy. Nie mam natomiast nic przeciwko rozpieszczaniu w sensie okazywania
            uczuć. Tego można tylko wszystkim dzieciom życzyć.
            • moofka Re: moofko 23.12.05, 15:02
              a to na pewno smile
              takie niedojdy same mamuski wychowują, ktore kazdy pyłek strzepną spod
              włochatych nóżek
              pamietam kiedy poznałam mojego męża, wówczas jeszcze nie męza - oczko w głowie
              mamusi - ona z wielką czułością mówiła, ze ten to nawet "wode na herbate
              przypali" bo to słodkie ze to takie lewe w domysle
              predziutko sie okazało, ze nie tylko nie przypali, ale jeszcze i mi zrobi i
              koszule uprasuje
              czyli umie - rasa dwujajeczna - tylko trzeba im pokazac ze umie
              mój dwulatek potrafi sobiejuz sam kanapke zrobic - pochwale sie smile)
              • lila1974 Re: moofko 23.12.05, 15:05
                O kurcze! dwutalek?
                No to ja się zabieram za edukację Nelki i Koniczyny - cholerka, kanapki robią
                im rodzice.
                • moofka Re: moofko 23.12.05, 15:08
                  nie, no dokładnie ma
                  kromke dostaje skrojoną resztę sam smaruje i kładzie - serio smile
                  • lila1974 Re: moofko 23.12.05, 15:09
                    No to mi ulżyło, bo już mialam wizję sprawnego osługiwania się nożem smile
                  • moofka Re: moofko 23.12.05, 15:11
                    zjadło mi w poprzednim poscie - dokładnie ma dwa i pół chciałam napisać smile
                    sam tez robi sobie płatki z mlekiem i herbatkę z vibovitem z uprzednio
                    przygotowanych składników smile
      • triss_merigold6 Błędne założenie 23.12.05, 17:30
        Zakładasz, że kobieta MUSI z kimś być. Guzik, nie musi. Mając do wyboru tyrana
        domowego, faceta maminsynka czy chama pasożyta i samotność, 100X bardziej wolę
        samotność. Prosta kalkulacja czy bycie z danym egzemplarzem przysparza więcej
        radości czy stresów.
        Zgoda, że nie ma małżeństw czy związków idealnych ale są DOBRE.
        Zresztą uważam, że kwestią naprawy układu czy rozwiązywania konfliktów powinny
        być zainteresowane obie strony a nie tylko jedna.
        • floric Re: Błędne założenie 23.12.05, 19:22
          triss_merigold6 napisała:

          > Zakładasz, że kobieta MUSI z kimś być. Guzik, nie musi. Mając do wyboru
          tyrana
          > domowego, faceta maminsynka czy chama pasożyta i samotność, 100X bardziej
          wolę
          > samotność. Prosta kalkulacja czy bycie z danym egzemplarzem przysparza więcej
          > radości czy stresów.

          To Ty tak twierdzisz, w dodatku jest to stwierdzenie nie poparte doświadczeniem.
          Tym czasem poczucie wlasnej wartości kobiety zależy od odanych związków z
          ludźmi, zwlascza tego najwazniejszego związku. Fectowi to nie jest tak bardzo
          potrzebne.
          • 18_lipcowa Re: Błędne założenie 23.12.05, 19:26

            > Tym czasem poczucie wlasnej wartości kobiety zależy od odanych związków z
            > ludźmi, zwlascza tego najwazniejszego związku.

            Nie u każdej, słonko, nie u każdej.
            • natiz Re: Błędne założenie 23.12.05, 19:35
              Popieram, tysiąc razy wolałabym samotność niż chory związek małżeński.
          • kawka74 Re: Błędne założenie 23.12.05, 19:36
            > To Ty tak twierdzisz, w dodatku jest to stwierdzenie nie poparte
            doświadczeniem> .
            > Tym czasem poczucie wlasnej wartości kobiety zależy od odanych związków z
            > ludźmi, zwlascza tego najwazniejszego związku. Fectowi to nie jest tak bardzo
            > potrzebne.
            Patrz, nie wiedziałam. Nie ma to jak złudne poczucie wartości... smile Dowcipne z
            Ciebie stworzonko.
          • triss_merigold6 Re: Błędne założenie 23.12.05, 20:11
            Jest to twierdzenie w 100% poparte doświadczeniem (moim) o czym dobitnie
            przekonał się mój pierwszy mąż.wink
            Jeśli poczucie wartości kobiety zależy od jakości związków z ludźmi to wynika
            to z wychowania i wpojonej społecznie hierarchii potrzeb i na szczęście coraz
            częściej młode kobiety nie trzymają się kurczowo byle typa.
            Uważaj, bo natniesz się na takim myśleniu.
          • mamamonika Re: Błędne założenie 27.12.05, 12:48
            Kobiecie też...
            Wbrew pozorom coraz mniej mężczyzn szuka takiego "bluszcza" który się na nim
            powiesi i spodziewa zapewnienia bytu. Czasy są takie, że rodzina powinna mieć
            dwie ekonomiczne i partnerkie "odnóża". Dla mnie równowaga emocjonalna i
            ekonomiczna to podstawy naprawdę udanego związku. Inne rozwiązania najczęściej
            nie kończą się zbyt dobrze
    • halszkabronstein Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 23.12.05, 20:02
      Serio to też nie rozumiem sensu istnienia takich związków , dobrze pomieszkać z
      mężczyzną przed śłubem - wtedy wszystko wychodzi i czar księcia od razu może
      prysnąć . Wg. mnie tam gdzie od poczatku nie ma partnerstwa tam nigdy go nie
      bedzie i któraś ze stron prędzej czy pózniej bedzie sfrustrowana . jesli
      zdecydujemy sie na tradycyjny model rodziny to nie dziwmy sie pózniej ze facet
      chce zgodnie z nim być głowa rodziny , trzymać kase i wielki macho sie z nami
      już nie bedzie liczył bo my jesteśmy tylko małym i potulnym elementem dbajacym
      o ciepło ogniska hehe smile.
      • your_and Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 24.12.05, 12:32
        Równe prawa = równe obowiązki
        Tylko czasem nastepuje pomylenie co jest wzajemnym obowiązkiem a co zachcianką.

        Bo jak facet kupuje i przykręca kolejne aluminiowe felgi i woskuje lakier co
        sobotę w ich wspólnym samochodzie nie ma wątpliwości że to jego zachcianka i hobby.

        Ale jak ona sprząta mieszkanie codziennie i odkurza kryształy co tydzień we
        wspólnym mieszkaniu to się już poświeca.

        • halszkabronstein Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 24.12.05, 18:03
          Zależy jak na to patrzeć - dla mnie jak ktoś lata ze szmatką codziennie to ma
          widac takie hobby . Jeśli ma taką potrzebe i ochote to ok , ale mnie niech nie
          wciąga do wielkiej rozrywki typu sprzątanie bez przerwy uncertain w ogóle nie lubie
          gotować ani sprzątać , ale jak już ukochany coś pichci to mu niby pomagam co
          wygląda tak , ze w zasadzie przez większość czasu się gapie i pewnie
          rozpraszam big_grin.. acz moge cos obrac czy umyć hehe . Nie uważam ,że powinnam na
          siłe gotować tylko dlatego , że równe prawa = równe obowiązki bo to by chyba
          nikomu nie wyszło na dobre. Co innego sprzątanie - tu chyba nie trzeba miec
          specjalnego daru czy umiejętności , każdy może to robić .Chętniej jednak w tym
          czasie wymieniłabym alufelgi albo sprawdziła co tam szwankuje z autkiem .
          Niekoniecznie trzeba zawsze wymieniać dobre felgi ... jednak np.wymiana silnika
          na lepszy bedzie z wyrazna korzyścia dla wszystkich etc. Z drugiej strony
          gdybym była facetem a moja żonka nie raczyła tknąć sie remontów , naprawy
          auta , naprawy komputera , skopania działki itp tego co można wykonać z
          powodzeniem samemu of coz , to pewnie też sprzątanie i gotowanie miałabym
          kompletnie w d... Jak widać wszystko jest względne i każda sytuacje trzeba
          rozpatrywać indywidualnie .

          Ja nie widze różnicy miedzy lataniem ze szmatka na siłe a wymianą nawet dobrych
          alufelg( choc jakoś wątpie ,ze ktos bedzie ciągle wymianiał alufelgi to chyba
          jakaś kompletna abstrakcja wink jeśli jednak ich na to stać to może sobie żona
          wynająć gosposie i nie ma problemu ).
        • jktasp Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 26.12.05, 19:04
          your_and napisał:

          > Równe prawa = równe obowiązki
          > Tylko czasem nastepuje pomylenie co jest wzajemnym obowiązkiem a co
          zachcianką.
          >
          > Bo jak facet kupuje i przykręca kolejne aluminiowe felgi i woskuje lakier co
          > sobotę w ich wspólnym samochodzie nie ma wątpliwości że to jego zachcianka i
          ho
          > bby.
          >
          > Ale jak ona sprząta mieszkanie codziennie i odkurza kryształy co tydzień we
          > wspólnym mieszkaniu to się już poświeca.
          >
          Coś w tym jest.
    • lolinka2 Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 23.12.05, 22:34
      Ech, kosmitos, pytanie mi z ust wyjęłaś...
      Po lekturze tego forum w ciagu kilku ostatnich dni zrobiliśmy sobie z małżem
      burzę mózgów pod takim właśnie tytułem... i nic nie wymyśliliśmy konkretnego.
      Chyba tyklo tyle, ze swoim małzeństwem wygraliśmy przysłowiowy los na loterii.
    • jktasp Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 24.12.05, 22:04
      kosmitos napisała:

      > czytam różne wątki i bardzo dużo dziewczyn marudzi, że mąż twierdzi, że one
      > ne macierzyńskim nic nie robią; albo jak już facet w domu coś zrobi to pomaga
      > żonie, a nie wykonuje swoją część domowych obowiązków; o kłótniach
      > dotyczących kasy w sytuacji gdy żona nie ma dochodów nie wspomnę; w związku z
      > tym mam pytanie-po co jesteście z facetami, którzy traktują was jak tanią
      > siłę roboczą, wydzielają kasę i na was rozładowują frustracje? nie znałyście
      > ich wcześniej czy co?

      Poprostu takie jazdy po pierwsz wychodzą "w praniu", czyli im dłużej się z kimś
      jest tym bardziej szeroko gały na wierzch wyskakują ze zdziwienia, po drugie
      zawsze ma się naiwną nadzieję, że sie go zmieni, na ogól g...prawda, po trzecie
      kiedy jest się już powiązanym z kimś emocjonalnie, rodzinnie (dzieci) i
      finansowo, to nie da sie przy pierwszym z brzegu starciu wziąć zabawki i pojśc,
      bo są np dzieci i tzreba rozważyć, czy to jest dla ich najlepsze a poza tym
      patrz punkt 2.Pozdro
    • kaaari Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 25.12.05, 07:58
      Wychowałam się w dobrym domu.Mama zawsze nas uczyła szacunku dla siebie i dla
      innych.Uczyła nas rozmawiać ze sobą.
      Ale ja zawsze byłam jakimś dziwolągiem - nie byłam lubiana ani w szkole ani na
      podwórku.Wszyscy się zawsze ze mnie śmiali.
      Kiedy poznałam mojego pirerwszego męża nie zorientowałam się że on mnie okręca
      wokół palca.
      Od razu zaszłam w ciążę.Kłóciliśmy sie non stop.Nikomu o tym nie
      powiedziałam.Założyłam że dziecko musi mieć ojca a ja zrobię wszystko żeby go
      zmienić.Chciałam go odizolować od jego patologicznej rodziny.
      Chyba mi się nie udało.
      Po macierzyńskim i wykorzystanym bezrobociu poszłam do pracy.
      Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam szczęśliwa,że mogę sobie z kimś legalnie
      porozmawiać,bo w domu było coraz gorzej.
      Miał pretensje do mnie o to że moim szefem jest facet.
      Poznawałam różnych ludzi ale on zawsze miał jakieś ale,nikt mu się nie podobał.
      A ja nie potrafiłam żyć w izolacji.
      Pobił mnie.
      Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i uciekłam z córką do mamy.
      Na drugi dzień mój kolega wyznał że się we mnie zakochał.
      Nie będę Wam teraz wszystkiego opisywać.
      Dziś jesteśmy małżeństwem.
      Ja czuję się spełniona jako żona ,matka a przedewszystkim jako kobieta.
      • kaaari Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 25.12.05, 09:14
        Czasmi udaje się zmienić swoje beznadziejne życie.
        Wystarczy chcieć wierzyć w siebie.
        • jktasp Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 26.12.05, 19:02
          Szczerze Ci gratuluje kaari, to jedna z niewielu pozytywnych historii.Pozdrawiam
        • kosmitos Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 27.12.05, 12:27
          no właśnie; twoje małżeństwo nie zaspokajało żadnych twoich potrzeb i nie było
          perspektyw, że będzie lepiej, więc ułożyłaś życie od nowa (przy okazji-
          gratulacje!!!); ale wiele kobiet tkwi nadal w takich sytuacjach; ktoś napisał,
          że boją się samotności, ale nadal pozosają samotne;
    • mamamonika Re: Dziewczyny; po co takie małżeństwa? 27.12.05, 12:52
      Związek kształtuje się przez lata, codziennie pracujemy na to jak wygląda.
      Wiadomo, że człowiek już "przed ślubem" ma jakieś inklinacje w tym czy innym
      kierunku, ale kształt związku wypracowuje juz dwoje ludzi tworzących rodzinę.
      No czasem nie tylko dwoje (te słynne teściowe, mieszkanie razem w 3 rodziny na
      40m itp horrory).
      Jestem zdania, że nie ma co zwalać na błędną diagnozę przedslubną, tylko brak
      pracy nad sobą już w trakcie trwania zwiazku, uporczywe ładowanie się w jakieś
      bzdurne koleiny i nieumiejętność stawiania sobie granic.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka