
ze już nie wiem co mam zrobić, jak sobie pomóc. Chodzi o moją mamę i
siostre. U nas w rodzinie panuje ten niemilosierny rak, ktory zabil już moją
babcię, wujka, ciocię i wykańcza drugiego wujka. Siostra majac 15 lat miala
wycinaneo guza z piersi, byl lagodny. Mineło od tego zdarzenia 10 lat.
Niedawno moja mama wyczuła w swojej piersi guzek, zrobila mammografie,
pozniej biopsję i do dzis nie ma odwagi isc po wyniki, choc pani powiedziala,
ze to tylko zwykly torbiel. Od badania minely juz 4 tyg, troche sie nie
dziwie mamie, bo panie robiace jej biopsje okropnie ja potraktowaly i siniaki
ma do dzis. Dzis z nia rozmawialam i prosilam zeby w koncu sie
zarejestrowala, obiecala ze to zrobi.
Kilka dni bylam u siostry (mieszka w Berlinie), ktoregos dnia bylam z nia u
lekarza, bo strasznie bolala ja ta piers, z ktorej kiedy wycinany miala guzek
i lekarz powiedzial, ze ma od pachy do piersi nawalone guzki,zrobil jej USG i
dal skierowanie do szpitala na biopsje i powtorne USG. Ma sie tam zglosi w
srode. Ostatnio strasznie schudla, ale tlumaczy sobie tym, ze ma 2 malutkich
dzieci (3 latka i drugie 1,5r). STrasznie sie boje. Ona nie dba o siebie tak
jak powinna, pali, malo ale pali. Robila to od 16 roku zycia. NIe moge
pozbierac mysli. Co bedzie jesli okaze sie najgorsze?? Co bedzie z dziecmi??
Z nami?? Ja juz nie wierze, ze rak moze byc uleczalny, nie po tym, co
przytrafilo sie w mojej rodzinie. Nie umiem juz pozytywnie myslec. Boże!! Jak
ja bardzo sie boje, sni mi sie najgorsze

( Te tygodnie beda chyba najdluzsze
w moim zyciu. Co ja mam robic? Nie okazuje przy nich paniki, ale jak jestem
sama?? Nie mam sie komu zwierzyc. Narzeczony w górach, kolezankom nie chce o
tym mowic. Jak mi zle

((