Dodaj do ulubionych

Dopuszczacie zdradę???

29.03.06, 11:07
To tak w kontekscie wątku o kochankach, co to uwodzą cnotliwych małżonków. A małżonkowie niewinni bo krew nie woda...wątek mnie nieco zdziwił.

Nie dopuszczam zdrady.I miałabym ogromny problem z wybaczeniem.
Raczej nie umiałabym wybaczyć.
Zbyt wiele daję z siebie w zwiazku, żeby dopuścić zdradę partnera. Zbyt wiele biorę i zbyt mocno kocham żeby zdradzić...
Obserwuj wątek
    • umasumak Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 11:12
      Myślę, że Brenece nie chodziło o to, że mąż niewinny. Nie zauważyłam też, że
      dopuszcza zdradę z założenia. Ona napisała tylko, że zdradę można wybaczyć,
      kryzys można przeżyć. I jeszcze coś... męża się kocha, kochankę niekoniecznie ;-
      ). Stąd większa pobłażliwość dla męża, niż dla kochanki smile
      • edorka1 Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 11:18
        Może i tak. Czajka coś niecoś z jej wypowiedzi wycięła, ale zdążyłam rzucić okiem i się zdziwić. Zresztą nie o to chodzi.
        Generalnie ciekawa jestem, jak to z tą tolerancją dla zdrady jest...
        • ula_max ja tak samo jak TY 29.03.06, 11:28
          Nie wybaczyłabym zdrady, ani mój mąż nie wybaczyłby zdrady mi.
          DLa nas to byłby koniec naszego małżeństwa. Tego sie trzymamy.
          I nie ma zmiłuj...
        • umasumak Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 11:37
          edorka1 napisała:


          > Generalnie ciekawa jestem, jak to z tą tolerancją dla zdrady jest...
          >
          >
          Mogę mówić oczywiście jedynie za siebie i powiem tak: generalnie nie toleruje
          zdrady, ale uważam, że nie zawsze musi być ona powodem do rozpadu związku.
          Trzeba po prostu spojrzeć na swojego partnera i zastanowić się, czy zdrada,
          której się dopuścił, przekreśla go jako naszego partnera życiowego, czy nie.
          Jakim był do tej pory partnerem, czy mogłyśmy na niego liczyć, czy sie
          sprawdzał jako ojciec itp. Czy zdradził nas kochający, dbający o rodzinę
          człowiek (bo i tak się zdarza!!!), czy też lowelas, który zawsze miał wszystko
          gdzieś. I co bardzo istotne, jak zachowuje się po tej zdradzie? Czyli, uważam,
          należy dokonać po prostu bilansu i podjąc decyzję. A jeśli podejmiemy decyzje
          na "tak", czyli zdecydujemy sie zostać w związku, to oznacza tyle, że w tym
          konkretnym przypadku tolerujemy zdradę. Takie jest moje zdanie.
      • breneka Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 16:27
        Dzieki Uma. Nie wiem, moze ja nie potrafie jasno pisac. Ale ty teraz dokladnie
        napisalas to, co ja chcialam powiedziec. smile
    • czajkax2 Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 11:31
      Mój mąz ma świadomośc że zdrada oznaczałaby jego koniec jako mojego Partnera. I
      tego się trzymam. Inna kwestia jak naparwde wyglądałoby to w praktyce,ale tego
      nie jestem w stanie przewidziec.I wolałabym nie musiec sprawdzac teorii w
      praktyce.
      Ja ze swojej strony równiez nie dopuszczam zdrady jako rzeczy "mogącej mi sie
      zdarzyc".
    • elza78 nie dopuszczam 29.03.06, 11:43
      gdyby sie zdarzylo wolalabym nie wiedziec a nie zeby kosztem moich
      przeplakanych nocy maz oczyszczal swoje sumienie
      swoja droga... wystawilabym gnoja w skarpetach na klatke schodowa...
      • przeciwcialo Re: nie dopuszczam 29.03.06, 12:58
        podpisuje sie pod elza bo nie ma sensu przepisywac.
        • kamila862 Re: nie dopuszczam 30.03.06, 22:44
          i ja sie podpisuje smile
          tylko ja nie moge na klatke bo w bloku nie mieszkam... ale na schody owszem wink
      • be.em Re: nie dopuszczam 29.03.06, 15:53
        zdanie się zmienia nieoczekwianiewink najlepsza psiapsiółka chciała zawzse w
        razie czego w skarpetach wystawiacsmile on zdradził a ona szalała.. wystawiła,
        przyjęła spowrotem... naprawdę latwo jest rzucać deklaracje, gdy wszystko gra,
        gorzej jeśli moment prawdy nastąpi... ja dzisiaj mówię głośno : skarpetki +
        korytarz, ale... nie zarzekam się, naprawdę nie zarzekam...
        • elza78 a ja sie zarzekam :) nt/ 29.03.06, 20:00

      • axela elza pewna jestes????? 29.03.06, 16:50
        Gdyby to zdarzylo sie raz, poza tym jest kochajacym czulym partnerem, cudownym
        ojcem.
        Wydalo sie przypadkiem, nie chcial sam Ci powiedziec, nie chcial leczyc
        sumienia twoim kosztem.
        Przeprasza, przysiega, ze nigdy wiecej, ze kocha tylko Ciebie i Wasze dziecko.
        Wiesz ze nigdy wczesniej nie zawiodl.....
        Jestes na 100000% pewna, ze wystawilabys na schody i nie byloby powrotu????
        • elza78 Re: elza pewna jestes????? 29.03.06, 19:59
          jestem axela pewna na miliard procent zdrade przezylam, w poprzednim zwiazku...
          moje zdanie w temacie: zdazylo sie raz, drugi raz takze sie zdarzy,
          wystawilabym w skarpetach - won do pani i tyle, ja sobie poradze ja silna baba
          jestem nie potrzeba mi mezczyzny, ktory ciupcia na boku i jeszcze mi jakiegos
          syfa - hiv'a przyniesie...
          takiego kwiatu to pol swiatu, mysle ze moj nie zdradzi, ale jesli i sie dowiem,
          to won i tyle, nie ma rozmowy, bo ja wiem juz ze to nic nie daje
          • kamila862 Re: elza pewna jestes????? 30.03.06, 22:48
            dobrze. ja popieram. i tez jestem pewna ze bym nie umiala wybaczyc... jakby
            kochal to by nie zdradzil. ja kocham i tez nie moglabym nigdy w zyciu
            zdradzic... nie wyobrazam sobie nawet jakiejkolwiek sytuacji ktora moglaby
            poprowadzic do zdrady.
    • joaz Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 14:01
      Zdrady nie dopuszczam. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zdradzić. Jednak nie
      potrafię zdacydowanie powiedzieć, że zdrada mojego męża oznaczałaby koniec
      naszego małżeństwa. Zapomnieć bym nie umiała, wybaczyć ? - nie wiem, ale odejść
      chyba bym nie mogła.
      joanna
    • lila1974 Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 14:08
      Dla mnie istotny byłby kontekst zdrady.
      Romansu i zaangażowania mężowi bym nie wybaczyła.
      O skoku w bok wolałabym nie wiedzieć, ale znając męża domyśliłabym się. Myślę,
      ze doszukałabym się okoliczności łagodzących.
    • mamaoskarka Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 14:58
      Wolalabym sie nigdy nie dowiedziec, ale jeslibym juz wiedziala to mysle, ze
      probowalabym wybaczyc i walczyc o swoje malzenstwo. Znam takie zwiazki, ktore
      zdrada partnera mimo wszystko umocnila, co nie ktorzy dopiero wtedy portafia
      docenic jak wiele moga stracic.
    • vibe-b Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 15:34
      Nie dopuszczam zdrady. Ani swojej, ani meza.

      Nie znaczy to oczywiscie, ze na 100% jestem pewna lojalnosci meza lub swojej-
      na zasadzie :ten, kto uwaza, ze zdrada mu nie zagraza, jest glupcem.
      Ale przedyskutowalismy temat potencjalnej zdrady i doszlismy do porozumienia,
      ze jesli kiedys sie sobie znudzimy, to najpierw wylozymy kawe na lawe, a potem
      kazde z nas robi co chce. Wolimy uczciwie stawiac sprawe.
      • janet3 Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 16:39
        Nie wiem do końca jak bym się zachowała znajdując się w takiej
        sytuacji.Niezrozumiałe jest dla mnie życie z partnerem który regularnie
        zdradza, romansuje to jest dla mnie kosmos i brak szacunku dla siebie samej.
        • axela Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 16:44
          Zdrade dopuszcze sie po a nie przed.
          Przed raczej nikt nie znajac okolicznosci nie dopuszcza.
          • umasumak Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 16:48
            axela napisała:

            > Zdrade dopuszcze sie po a nie przed.
            > Przed raczej nikt nie znajac okolicznosci nie dopuszcza.

            O to, to!



          • edorka1 Nie zawsze. 29.03.06, 19:42
            Są pary, które dają sobie ten specyficzny margines wolności...
            Są inne pary, które lubią różne w miłości geometrie. Nawet kiedyś przewinął się i tutaj taki wątek- czy trójkąt albo czwotokąt to zdrada...Wbrew pozorom wielu ludzi dopuszcza przed faktem taką ewentualność. Inna rzecz, czy się do tego głośno przyznają.
          • vibe-b Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 20:45
            axela napisała:

            > Zdrade dopuszcze sie po a nie przed.
            > Przed raczej nikt nie znajac okolicznosci nie dopuszcza


            Niezupelnie.
            My z mezem omowilismy ten temat a priori. Czyli ustalilismy, jakie beda
            konsekwencje, gdy jedno z nas zdradzi. Zeby bylo jasne dla nas obojga, czego
            sie spodziewac.
      • umasumak Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 16:47
        vibe-b napisała:

        ten, kto uwaza, ze zdrada mu nie zagraza, jest glupcem.

        To racja

        > Ale przedyskutowalismy temat potencjalnej zdrady i doszlismy do porozumienia,
        > ze jesli kiedys sie sobie znudzimy, to najpierw wylozymy kawe na lawe, a
        potem
        > kazde z nas robi co chce. Wolimy uczciwie stawiac sprawe.

        Tyle że zdrada nie zawsze jest efektem znudzenia partnerem. Człowiek jest tylko
        człowiekem, zdarzają mu się lepsze lub gorsze dni, a jak wiadomo "okazja czyni
        złodzieja"... i co wtedy? Wystawiać faceta w skarpetkach/babkę w pończoszkach
        za próg, nie bacząc na przeżyte lata, na to co łączy, na dzieci, na to wszystko
        co tworzy RODZINĘ? W imię urażonej ambicji?
        >
        • mkolaczynska Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 16:57
          no tak ale pytanie na ile miała byś zaufanie do partnera który cię zdradził.
          Kurcze ja jakoś biore pod uwage ze możemy sie z męzem rozejść, ale jakoś mam
          nadzieje że odbędzie się to kulturalnie (nawet jeśli zdrada by była z którejś
          ze stron), a już wogóle nie dopuszczam do siebie mysli ze któreś z nas/obydwoje
          moze ignorować potrzeby naszego dziecka względem kontaktów z jednym z nas. Noż
          kurcze a jakby ojciec nie chciał sie z dzieckiem widywać to bym go przywlokła
          za chachły do domu.
          No a terażniejsza partnerka byłego męża też ma wpływ na jego zachwanie względem
          dziecka. Myśle nawet ze znaczący.
          • umasumak Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 17:08
            mkolaczynska napisała:

            > No a terażniejsza partnerka byłego męża też ma wpływ na jego zachwanie
            względem
            >
            > dziecka. Myśle nawet ze znaczący.

            Myslę, że ma wpływ... Ale jeszcze większe znaczenie ma to, w jakim stopniu
            matka dziecka dopuszcza do tych spotkań... Ty byś wzięła za fraki i
            przytargała, oki, ale uwierz, są takie, co to przedkładają mściwą satysfakcje z
            faktu możliwości ograniczania kontaktów, nad uczucia dziecka.

            Zresztą, myślę, że Edorka akurat nie ten problem chciała poruszyć. Pzdr
            • natiania Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 18:34
              ja bym chyba nie wybaczyła,ale bym została, chociaż pewnie zjadłabym go
              wymówkami i sam by uciekł. dzięki Bogu nie mam jednak tego problemu i mam
              nadzieję że nigdy mieć nie będę.
              • myelegans Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 19:35
                Psycholodzy mowia, ze u podstawy zdrady leza klopoty w malzenstwie,
                niekoniecznie od razu klotnie, awantury, ale nawet brak rozmow, utrata
                bliskosci, kontaktu z dusza drugiego czlowieka, tego kontaktu, ktory byl w
                momencie najwiekszego zakochania. Dlatego milosc trzeba pielegnowac nawet
                jeszcze bardziej po tym jak zostajemy rodzicami, bo wtedy najlatwiej od siebie
                sie oddalac, bo przestajemy byc malzokami/kochankami/partnerami, a zaczynamy
                byc rodzicami i trudno to zdrowo zbalansowac.

                Czesto ten kontakt sie urywa, rozpada, malzonkowie przestaja sie starac,
                wszystko obraca sie w szara codziennosc. Dlatego nie jest to takie "czarno-
                biale", jezeli do zdrady doszlo to powod tego tkwi w malzenstwie i pewnie w obu
                stronach.

                czy dopuszczam taka ewentualnosc? Pewnie. Za nikogo nie mozna reczyc w 100%,
                ale wiedzialabym, ze stworzylismy ku temu sprzyjajace warunki i mam nadzieje,
                ze zapobieglabym wczesniej, Zanim zwiazek by sie rozpadl i na pewno
                sprobowalabym terapii malzenskiej, jezeli obie strony bylyby zdeterminowane
                naprawic to co sie zepsulo.

        • vibe-b Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 20:43
          umasumak napisała:

          > vibe-b napisała:
          >
          > ten, kto uwaza, ze zdrada mu nie zagraza, jest glupcem.
          >
          > To racja
          >
          > > Ale przedyskutowalismy temat potencjalnej zdrady i doszlismy do porozumie
          > nia,
          > > ze jesli kiedys sie sobie znudzimy, to najpierw wylozymy kawe na lawe, a
          > potem
          > > kazde z nas robi co chce. Wolimy uczciwie stawiac sprawe.
          >
          > Tyle że zdrada nie zawsze jest efektem znudzenia partnerem. Człowiek jest
          tylko
          >
          > człowiekem, zdarzają mu się lepsze lub gorsze dni, a jak wiadomo "okazja
          czyni
          > złodzieja"... i co wtedy?


          Znudzenie jest skrotem myslowym. Moze byc cala gama innych uczuc, ktore pchna
          do zdrady: pogarda, zlosc, zal, inne priorytety itd. Ale generalnie rzecz
          ujmujac, jesli w malzenstwie jest zle, to i prawdopodobienstwo zdrady wieksze.
          Jesli sie kochamy,szanujemy, jestesmy szczesliwi- wowczas byle jaka okazja nie
          okaze sie zgubna.


          Wystawiać faceta w skarpetkach/babkę w pończoszkach
          > za próg, nie bacząc na przeżyte lata, na to co łączy, na dzieci, na to
          wszystko
          >
          > co tworzy RODZINĘ? W imię urażonej ambicji?
          > >


          Nie, nie w imie urazonej ambicji.'
          Jakby to wytlumaczyc...
          Nie chcialabym byc wulgarna, ale musze, jesli mam to oddac wlasciwie [miejmy
          nadzieje, ze post nie zostanie wyciety], , a zatem...
          penis, ktory zostal wlozony w c### innej kobiety obrzydl by mi bezgranicznie
          [pozwole sobie oszczedzic opisu szczegolow, jakie z ta kwestia mi sie
          nasuwaja], czysto fizycznie i literalnie, nie wyobrazam sobie uprawiac seksu
          potem. A jakby mial istniec nadal zwiazek bez seksu?
          Oczywiscie, to nie jest jedyny powod, alke bardzo wazny dla mnie.
    • barabaszka5 Re: wybaczyłabym 29.03.06, 19:08
      Zdradę bym wybaczyła. Z pewnością by mnie to bolało bardzo, ale wiem, że bym
      wybaczyła. Dlatego, że uważam, że prawdziwa miłośc wszystko wybaczy.
    • blue-angel Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 19:26
      zalezy jaka zdrade...chociaz uwazam ze dwoje kochajacych sie ludzi potrafi sie
      jakos dogadac trzeba byc przede wszystkim partnerami i przyjaciolmi w
      zwiazku,szanowac sie wzajemnie i wtedy po co szukac pocieszenia w innych
      ramionach?ok moze chce sie sprobowac jakiejs odmiany ale z drugiej strony jak
      sie kocha ta druga osobe to chyba sie ma za duzo do stracenia zeby skakac na
      boki no chyba ze komus nie zalezy........
    • kawka74 Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 19:35
      Mam szczerą nadzieję, że jeśli mój mąż kiedykolwiek puści mnie kantem, nie
      dowiem się o tym nigdy. Musiałabym się jakoś do tego odnieść, coś postanowić, a
      jestem potwornie leniwa wink
      A gdybym już się dowiedziała...? Wykopałabym gada z domu, jeśli nie
      definitywnie, to przynajmniej na jakiś czas. Myślę jednak, że gdybyśmy nawet
      podjęli próbę ciągnięcia małżeństwa dalej, zamordowałabym męża złośliwostkami,
      przycinkami i kąśliwym wypominaniem.
      • michiko [...] 29.03.06, 20:02
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • mamadacja Re: a ja myslę tak.... 29.03.06, 20:10
          Zdrada męża bolała by bardzo. Myślę, że zabiłaby moją wiarę w siebie - w to, że
          się podobam, że jestem godna uczucia. I zabiłaby moje zaufanie - raczej nie
          dałabym rady. Wyzwoliła by wiele złości za to, że tak naiwnie wierzyłam w
          zapewnienia o miłości.
          Obawiam się, że po zdradzie męża związek nasz rozpadłby się (nawet gdybyśmy
          próbowali go sklecić) przez moją zazdrość, brak zaufania. Nie wiem czy po takim
          ciosie chciałoby mi się w ogóle walczyć z zazdrością, próbować zaufać - bo niby
          czemu?
          Myślę tak teraz - kiedy nic nie wskazuje, żebym coś w małżeństwie zaniedbała -
          mąż nie zdradza(albo o tym nie wiem). A co by było gdyby? Nie mam bladego pojęcia...
        • janet3 [...] 29.03.06, 21:43
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • mkolaczynska Re: czajka dobre 29.03.06, 22:06
            co za różnica w zasadzie? I ta i ta ogryzki zjada smile
            • janet3 Re: czajka dobre 29.03.06, 22:43
              mkolaczynska napisała:

              > co za różnica w zasadzie? I ta i ta ogryzki zjada smile

              Mój mąz miał więcej patnerek przede mną, ale go nie uważam za ogryzkasmile
              • mkolaczynska Re: czajka dobre 29.03.06, 23:05
                janet3 napisała:

                > Mój mąz miał więcej patnerek przede mną, ale go nie uważam za ogryzkasmile
                ale chyba nie był używany w trakcie?


                • janet3 Re: czajka dobre 29.03.06, 23:40
                  Był, przeze mniesmile
                  • mkolaczynska Re: czajka dobre 30.03.06, 07:14
                    czyli nie zjadałaś kawałka jabłka które ktoś właśnie pogryzł i wypluł
          • michiko janet nie wypowiadaj sie n/t mojego m. 29.03.06, 22:08
            kochanica mojego m. ma wiekszy rozum niz twój.
            • janet3 Re: janet nie wypowiadaj sie n/t mojego m. 29.03.06, 22:27
              michiko napisała:

              > kochanica mojego m. ma wiekszy rozum niz twój.

              Nie wiem czy ma większy niż mój, ale z pewnością ma więcej do zaoferowania niż
              sfrustrowana michikosmile))
      • twinmama76 no tak 30.03.06, 08:53
        kawka74 napisała:

        > Mam szczerą nadzieję, że jeśli mój mąż kiedykolwiek puści mnie kantem, nie
        > dowiem się o tym nigdy. Musiałabym się jakoś do tego odnieść, coś postanowić,
        a
        >
        > jestem potwornie leniwa wink
        > A gdybym już się dowiedziała...? Wykopałabym gada z domu, jeśli nie
        > definitywnie, to przynajmniej na jakiś czas. Myślę jednak, że gdybyśmy nawet
        > podjęli próbę ciągnięcia małżeństwa dalej, zamordowałabym męża
        złośliwostkami,
        > przycinkami i kąśliwym wypominaniem.

        No tak, człowiek chciałby coś napisać od siebie, a tu przychodzi taka Kawka74
        i pisze dokładnie to samo wink)))
        P.S.
        czy juz pisałam, że Cię lubię? smile)
        • kawka74 Re: no tak 30.03.06, 13:25
          > No tak, człowiek chciałby coś napisać od siebie, a tu przychodzi taka Kawka74
          > i pisze dokładnie to samo wink)))
          He, kto pierwszy ten lepszy smile)))

          > P.S.
          > czy juz pisałam, że Cię lubię? smile)
          PS
          Nie pisałaś smile))
    • kalina_p tak, jeżeli 29.03.06, 22:04
      jezeli byloby to np.na zakra[pianej imprezie, jakies jednorazowe, chwilowe
      zacmienie umysłu.
      Jednorazowy numerek, zdrada fizyczna, bo cos komus odbiło - dopuszczam. Uważam,
      ze nie byłoby sensu rezygnowac ze wspólnego zycia dlatego, że któremus z nas raz
      cos głupiego strzelilo do głowy, któres zdradzilo i żałuje.
      Natomiast romansu pewnie bym nie darowała, bo wiąże się z zaangazowaniem
      uczuciowym, jest zdrada uczuciowa a nie tylko fizyczną.
    • blue-angel Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 22:39
      a ja nie rozumiem o co tyle szumu ?jak ma zdradzic to przeciez zdradzi po co to
      roztrzasac i zastanawiac sie czy wybaczyc czy nie i wogole i w
      szczegole....lepiej robic wszystko zeby nie uciekl do innej panienki ,,dac mu
      tyle ciepla i milosci i itd itp zeby nie musial szukac pocieszycielki ,a
      zreszta co tu gadac..
      • lila1974 nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 29.03.06, 23:12
        • lila1974 Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 29.03.06, 23:13
          a mieszkasz nad morzem?
        • lila1974 Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 29.03.06, 23:14
          caly czas wy o tej zdradzie i kochankach ,,co jest ??jak ma zdradzic to i tak
          zdradzi przeciez, po co to sie zastanawiac czy wybaczyc czy nie i czy i
          wogole???jeju nie rozumiem lepiej pobajdurzyc o glupotach no nie
          • lila1974 Re: nie rozumiem o co tyle szumu??astra161 29.03.06, 23:15
            Ile wypiłaś aniołku?

            • lila1974 Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 29.03.06, 23:16
              no nic niestety bo karmie tak wiec alkohol nie wchodzi w gre a szkoda jak sie
              czyta to sie chce cokolwiek dziabnac hihihi
              • mamaemmy Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 29.03.06, 23:19
                rozmawiasz sama ze sobąsmile))?
                • lila1974 mamaemmy 29.03.06, 23:30
                  Nie, blue-angel nie rozmawia sama ze sobą, jak widzisz ja poprzenosiłam posty.
                  • mamaemmy Re: mamaemmy 30.03.06, 00:56
                    aasmile
                    ale wyszło ciekawiesmile
                • zona_mi Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 29.03.06, 23:31
                  Spójrz na tytuły postów tam są autorzy - to powklejane posty z innego wątku na
                  ten sam temat. Moderator, aby niepotrzebnie nie dublować wątków poprzenosił je
                  tutaj. Jeśli nick jest czerwony, to sprawa oficjalna smile
                  • mamaemmy Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 30.03.06, 00:57
                    wiem,juz wiem,juz mundra jestemsmile)
                    • prosta.krosta Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 30.03.06, 01:03
                      Hehe..ja też w pierwszej chwili pomyślalam, że lilka ze sobą nawija, a do tego
                      sobie dziabnęła big_grin big_grin
                      Ups, sorry, lilus smile
                      • pijpulka he, he :-) 30.03.06, 01:12
                        przyznam się, że też przez chwilę sie zadumałam nad tymi pościkami wink.
                        Liluś, Ty to potrafisz człeka zadziwić ;-D
                      • lila1974 Re: nie rozumiem o co tyle szumu??blue-angel 30.03.06, 08:35
                        Jak sobie kiedyś "dziabłam" do gadałam do myszek tongue_out
                        Nie, nie białych - pluszowych smile
    • weronka77 Re: Dopuszczacie zdradę??? 29.03.06, 23:20
      Nie.MAm szacunek do siebie i partnera.Nie mogłabym przebywać z kimś kto
      zawiódłby moje zaufanie.BEz względu na wszystko-rozstalibyśmy się.
    • yenna_m Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 01:59
      wszystko zalezy od okolicznosci towarzyszacej zdradzie
      i o tym, czy bym sie o tej zdrdzie dowiedziala, bo jak nie to w ogole nie ma
      problemu wink

      bardzo trudno jest w jednej chwili przekresli 14 lat bycia ze soba.
      prawdopodobnie sprobowalabym wybaczyc i sprobowalaby leczyc malzenstwo -
      zdrada to nie wynik pokreconej psychiki tego drugiego, ale objaw jakiegos
      powaznego kryzysu w obrebie malzenstwa, za ktory jednak odpowiadaja zarowno
      kobieta jak i mezczyzna
      • setite nie zgodzę się 30.03.06, 22:21
        Czy fakt istnienia kryzysu musi narzucać potrzebę zdrady?

        Inaczej, czy jeśli jest kryzys, to facet musi (biedaczek) się puszczać?

        I dlaczego jeśli jest kryzys, to jedna strona może jednak być wierna, a druga
        (biedaczysko) nie potrafi?

        Zdradzający to... zdrajca, po prostu. Nie wiem, czy z pokręconą psychiką, ale
        jednak winny kokretnego czynu. IMHO nie uznaję teorii rozmytej
        odpowiedzialności, albo co gorsza - odpowiedzialności przerzucanej na partnera
        (mąż zdradził bo zona złą kobietą była).
    • mijaczek Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 02:00
      Absolutnie nie.
      Nie potrafilabym ani wybaczyc, ani zapomniec, wiec zwiazek nie mialby ansolutnie
      zadnego sensu...
    • olimpia.szuwar Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 08:29
      Jeśli Mąż mnie kiedykolwiek zdradzi (a uważam taką możliwość za bardzo realną)
      to mam nadzieję, że nigdy, przenigdy się nie dowiem. Boję się, że nie byłabym
      na tyle silna, żeby go wystawić za drzwi. Z drugiej strony - na pewno nie
      starczyłoby mi siły na przejście nad tym do porządku dziennego. Znając siebie
      prawdopodobnie najpierw odbiłabym sobie trzykrotnie jego zdradę, a następnie
      zadręczała go do upadłego i w efekcie skończyłoby się na związku tak toksycznym
      i koszmarnym, że lepiej żeby go w ogóle nie było.

      Ale tak naprawdę to najbardziej mnie przeraża to, że nie jestem w stanie na
      100% zadeklarować, że zrobiłabym tak albo inaczej.
    • oxygen100 Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 09:44
      tak dpouszczam, ludzie maja wieksze wady niz skok w bok. Zreszta oboje to
      przerobilismy na roznych etapach wspolnego zycia i mozna z tym zyc calkiem
      niezle.
      • escape5 Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 10:07

        Wiedziałam że mogę na Ciebie liczyćwink
        • oxygen100 Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 11:17
          jak zawsze kochana jak zawszesmile
    • wieczna-gosia Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 11:45
      Oczywiscie nie dopuszczam zdrady.

      Ale jednoczesnie- na ohecna chwile probowalabym jednak zdrade wybaczyc.

      Dlaczego?
      1. bo wierze ze zdrada nie jest ot wyskokiem tylko efektem kryzysu zwiazku,
      ktory zostal zbagatelizowany, niezauwazony, rozwiazny nieumiejetnie itd. A za
      kryzys odpowiadamy oboje.
      2. bo bladzic jest rzecza ludzka
      3. bo ja chcialabym dostac druga szanse.

      Oczywiscie maz musialby bardzo jednoznacznie sie zdeklarowac ze takej drugiej
      szansy chce.

      Jesli doszlabym do wniosklu ze nie umiem wybaczyc- odeszlabym. Ale odchodzenia
      bezposrednio po zdradzie, pod wplywem emocji sobie nie wyobrazam.
      • melka_x Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 12:50
        Zgadzam się z Wieczną, mimo że nie toleruję zdrady. Każda zdrada oddala. Zdrada
        burzy model monogamii, zdradzający - choćby na chwilę - wiąże swoje emocje i
        erotyczne skojarzenia z inną osobą, a to musi oddalać. Dlatego każda zdrada coś
        psuje, nawet ta jednorazowa, nawet ta w której szło tylko o seks, nawet ta,
        która nigdy nie wyszła na jaw.

        Ale jednocześnie decyzja o końcu związku nie jest oczywista. Nawet najbliżsi
        popełniają czasem błędy, i czasem to są bardzo i poważne i raniące błędy. Czy
        naprawdę warto burzyć małżeństwo, rodzinę? Warto się rozwodzić jeśli nadal się
        kocha? Jeśli mąż mimo zdrady kocha? Jeśli naprawdę żałuje? Jeśli do tego jest
        świetnym ojcem? Nawet nie rozważyć dania drugiej szansy?

        A na koniec dygresja. Moim zdaniem są zachowania raniące tak samo lub czasem
        nawet bardziej niż zdrada. Do nich należą nielojalność wobec męża/żony, nie
        dawanie w trudnych sytuacjach wsparcia, nie stanie za mężem czy żoną murem
        kiedy cały świat przeciwko.
    • joaz Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 13:22
      Zgadzam sie z wypowiedzią Gosi Wiecznej. Mam podobne odczucia.
      joanna

      ps. ciekawe ilu mężczyzn, korzysta z agencji. Z tego "biznesu" żyje tylu ludzi,
      że klientów musi być sporo. Pewnie nie wszyscy są samotni sad
      • roksi23 Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 13:30
        a ja nie wybaczyłabym zdrady...albo kocha albo się puszcza
        • kamila862 Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 23:01
          a ja bym nie umiala wybaczyc bo nie potrafilabym pozniej sie z nim kochac.
          mialabym jednym slowem obzydzenie... i pod tym wzgledem to juz by z tego nic
          nie wyszlo
    • mamakevina1 Re: Dopuszczacie zdradę??? 30.03.06, 22:56
      TAK
    • mamamikolaja7 Re: Dopuszczacie zdradę??? 01.04.06, 17:48
      ja jestem w stanie zrozumieć zdradę podyktowaną tęsknotą za potrzebami, których
      mąż/żona nie zaspokaja, gdy współmałżonek zaniedbuje drugiego i mimo
      alarmujących rozmów na ten temat nie próbuje nic z tym zrobić, to cóż sam lub
      sama jest sobie winna, że wpółmałżonek zdradził, ponieważ taka zdrada nie wzięła
      się znikąd. Ale jeśli zdradził bo miał kaprys itp. to raczej przekreśla związek.
      Z kolei tą pierwszą zdradę jak napisałam jestem w stanie zrozumieć jej motywy,
      ale czy wybaczyłabym???????
      • sowa_hu_hu Re: Dopuszczacie zdradę??? 02.04.06, 10:17
        kiedyś wydawalo mi sie że nie wybaczyłabym zdrady ani nigdy bym nie zdradziła...
        życie zweryfikowało moje poglądy...
    • triss_merigold6 Bez przesady 01.04.06, 22:23
      Wkurzyłabym się gdyby małżonek zdradził tak nieudolnie, że by się wydało ale
      żeby zaraz rozwodzić? Bez przesady. Romans to co innego, romans z
      zaangażowaniem emocjonalnym, kwiatami dla innej pani byłoby trudno wybaczyć.
      Specjalnie monogamiczna nie jestem (aczkolwiek w porządku) więc sam seks to IMO
      nie zdrada.
      POdobnie jak npisała Kawka, uważam, że czyste bzykanie powinno zostać tajemnicą
      bzykających ponieważ kiedy się wyda zmusza do podejmowania jakichś decyzji a to
      niekomfortowe.
      • michiko triss wiesz kiedy jest tajemnica- 02.04.06, 11:01
        kiedy o czyms wiedzą trzey osoby, z których dwie nie zyją.
        Seks jako czytse bzykaniewink) pownienien pozostac tajemnica, nie każdy
        wspólmalżonek jest tolerancyjny. A rozwalac związek jedynie z takiego powodu
        to bez sensu.
    • mama_dominika Re: Dopuszczacie zdradę??? 04.04.06, 09:24
      Ja o zdradzie nie myślę. To znaczy, myślę, że może się zdarzyć, jesteśmy tylko
      ludźmi i mimo miłości do naszych mężów/żon, zdarzają się momenty chwilowych
      fascynacji. Sama taki moment przeżyłam. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy
      byłabym zdolna zdradzić i nasunęła mi się odpowiedź - niewykluczone. I nie
      znaczy to od razu, że męża nie kocham, że nie kochałam go wtedy, gdy przeżywałam
      tę fascynację. Gdybym miała okazję, nie wykluczam, że mogłoby do tego dojść,
      chociaż z drugiej strony to czyta teoria - podejrzewam, że gdyby przyszło co do
      czego, nie miałabym na to odwagi. Bo nie wyobrażam sobie zbliżenia z kim innym
      jak mój mąż. To nie miałoby sensu.
      A jako, że sama siebie potrafię zobaczyć w takiej sytuacji, nie mam prawa mówić,
      że nie dopuszczam jego zdrady. I myślę, że gdyby to mu się przytrafiło,
      wybaczyłabym i on by wiedział, że jestem warta więcej niż się nawet spodziewał.
    • natiania Re: Dopuszczacie zdradę??? 04.04.06, 10:48
      wiecie mnie bardziej zraniła by zdrada w postaci przelotnego seksu no bo
      dlaczego skok w bok? A romans z zaangażowaniem uczuciowym, poprostu zakochałsię
      albo mu się tak wydawało, jednak da się wytłumaczyć. Jednak tak czy siak nie
      wybaczyłabym.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka