Dodaj do ulubionych

Do tych co radzą sobie z porządkami

02.04.06, 16:05
Macie jakieś patenty na sprzątanie?

Nie wychodzi mi nijak utrzymanie porządku w domu. Chłop w życiu nie umył
podłogi i nie odróżnia ścierki do naczyń od ścierki do podłogi, więc wszystko
na mojej głowie. Przed świętami wpada trwale w zły humor bo jednak proszę o
jakąś pomoc. Mam już dosyć wspólnego życia w zalepionej kuchni i
zapiaszczonym mieszkaniu. Ostatecznie na pomocy faceta mi nie zależy aż tak,
sama jednak jestem dosyć niepoukładana i brak mi jakichś zasad czy reguł i
dłużej już nie mogę, zwłaszcza, że mały chyba dostał jakiejś alergii.

Co ile sprzątacie, odkurzacie, sprzątacie w szafach, mobilizujecie swoich
facetów do pomocy (i jak), jak to ogarnąć?
Obserwuj wątek
    • syla113 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 02.04.06, 16:11
      im czesciej sprzatasz tym mniej czasu ci to zajmuje ...jesli robisz generalne
      porzadki dwa razy do roku to takie sprzatanie to maly remont jak dla mnie , ja
      sprzatam codziennie, w szafach na bierzaco , lodowke myje raz na dwa tygodnie ,
      podlogi odkurzanie lazienka co dwa dni i jesli trzeba
    • tamara5 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 02.04.06, 16:30
      No więc ja faktycznie robię porządki na święta i masz rację, jest to mały
      remont. Tzn. staram się odkurzać, ale często wychodzi co tydzień - dwa i w
      ogóle mieszkanie jest już tak zapuszczone, że też wymaga niemal remontu.
      Obecnie sytuacja wyglada upiornie bo jednocześnie zepsuła się pralka i zalała,
      lodówka sama rozmroziła i również pozalewała wszystko , w szafach nie ma na nic
      miejsca, na komodzie są jeszcze porozkładane świąteczne bombki, na balkonie
      smętnie powiewają kolorowe lampki a ja nie wiem od czego zacząć. Zawsze jakoś
      udawało mi się to ogarnąć, ale teraz przy maluchu zupełnie wszystko się
      zawaliło.
      • k1234561 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 02.04.06, 17:45
        Doskonale Cię rozumiem.Ja w takiej sytuacji wzięłabym dzień lub dwa urlopu
        jeśli pracujesz,dziecko na czas porządków powędrowałoby pod opiekę babci,bo
        również wiem z doświadczenia że przy dziecku to nie porządki.No i od
        początku,najpierw te bombki i światełka .Stopniowo "odgruzowywałabym
        pomieszczenie po pomieszczeniu ale tak naprawdę od A do Z.Po ukończeniu pracy
        starałabym się możliwie długo utrzymać ten stan poprzez niestety częste ale
        mniej pracochłonne porządki.Po czasie sama zobaczysz,że pracy jest mniej.

        Pozdrawiam i życzę powodzenia
        Anika
    • gruba-buba Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 02.04.06, 17:38
      Faktycznie trzeba starać się być systematycznym. Zwłaszcza jeśli się mieszka w
      dużym domu i kompleksowe sprzątanie zabiera zbyt wiele czasu.

      Generalnie sprzątam raz na tydzień, ale wszystko co się nakapie, narozlewa,
      napiaszczy i nakruszy sprzątam na bieżąco, żeby się nie zdążyło po chałupie
      roznieść. Niestety kibelki, poplute umywalki i lustra trzeba ogarniać częściej,
      tak przy okazji bytności w łazience zawsze coś ścierka machnę.
      I nie myślcie sobie, że u mnie taki glanc i błysk. Też umiem zapuścić chałupkę
      raz na jakiś czas. Tak dla zdrowia psychicznego. Mojego.

      Do pomocy raczej zamierzam zacząć angażować dzieci (niech się uczą, a co), bo
      na męża raczej nie ma co liczyć za wiele - właśnie temat tych identycznych dla
      niego ścierek do naczyń i podłogi smile.
      Jeśli masz kasę możesz wziąć raz na jakiś czas pomoc do sprzątania generalnego
      z oknami i razem z nią sprzątać, szybciej, weselej i efektywniej, no i
      dopilnujesz, żeby było po Twojemu.
    • an_kaa1 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 02.04.06, 21:39
      Teraz gdy masz malucha milion razy trudniej będzie ci utrzymać w domu porządek.
      Po prostu przy dziecku nawet super-kobity typu scierka przedłużeniem dłoni nie
      wyrabiająwink Odpuść więc sobie chwilowo, bo zwariujesz, ale musisz
      szukać "patentów". Po pierwsze pan MUSI ci pomagać i kropka. Jesli nie jest w
      stanie posprzątać (są takie typy, które jak nawet jakimś cudem sie zapedzi, to
      jak zrobią, i tak trzeba po nim powtórzyć) to niech się dzieckiem zajmie, na
      spacer wyjdzie tak, żebyś spokojnie mogła zająć sie tylko porządkami. Poza tym
      nawet największy lewus do czegoś tam talent ma, odkryj go w nim. Uczyń go
      odpowiedzialnym na początek za jakąś małą rzecz np. codziennie rano ma wynieść
      śmieci i niech nie czeka, aż napełni sie cały 60l. worek, tylko niech wynosi
      tyle ile jest. Zapiaszczone buciory niech zdejmuje przed wejściem do
      mieszkania - to nie jest może super trendy, bo teraz taka moda, żeby
      papciuszków nie podsuwać, ale chromole bycie trendy i łażenie później po domu
      po brudnym piachu. W szafie wyznaczyłam jego rewir, w którym on ma utrzymywać
      porządek, bo jak nie, wywalę wszystko, jak leci. Raz tak sie wkurzyłam, że
      wszystko, co było na jego zabałaganionych półkach, wrzuciłam do worka na
      śmieci, postawiłam przy drzwiach i dałam trzy dni na uporządkowanie.
      Zapowiedziałam, że jak nie uporządkuje, na trzeci dzień ma to wynieść na
      śmietnik. Sposób tak mi sie spodobał, że stosuję też na sobie. Gdy tygodniami
      nie mogę sie zebrać do posprzątania stosów ciuchów albo papierów, wrzucam do
      wora na śmieci. Jeśli poleży w tym worze i odpowiednio długo do niego nie
      sięgnę, znaczy że mogę to wszystko wyrzucić, bo i tak niepotrzebne. A teraz mój
      super patent: nie znosić do domu pierdół tj. np. stosów papieru a to gazetki, a
      to reklamówki, a to pan cos fajnego znajdzie w internecie i mi wydrukuje do
      poczytania. A później stosy makulatury poniewierają sie po domu. Ja teraz po
      prostu nie dopuszczam, żeby papierzyska w ogóle były przynoszone. Reklamówki od
      razu do kosza i to przed domem a nie w mieszkaniu, prasówki tylko ta z
      internetu, zamiast wydruków niech przesyła linki. Jeszcze jeden mój prywatny
      super patent: zabieram sąsiadkę, która nie ma samochodu, ze mną na zakupy.
      Babinka zadowolona, bo ma transport za darmo, pomogę jej zapakować i wypakować.
      W zamian za to zdobyłam sie na odwagę i zaproponowałam, czy miałaby ochotę umyć
      mi np okna. Super się zgrałyśmy, bo ona to typ czyścioszki, która by tylko ze
      ściera po domu ganiała. No i myje te okna, kurze też powyciera. Na
      chłopa "psychologicznie" podziałałam jeszcze tak,że gadam mu ciągle, że musimy
      się jakoś do porządku przyzwyczaić, choć z natury jesteśmy bałaganiarzami, bo
      dziecko musimy jakoś do porządku przyuczyć, inaczej - gdy podrośnie - po prostu
      utoniemy w bałaganie i łby sobie pourywamy w ciągłych kłótniach. To nas bardzo
      mobilizuje.
      • mamaemmy do An_kaa1 04.04.06, 00:19
        super to napisałaś!
        A ogólnie takie wątki nakręcają mnie do sprzątaniasmile
      • gruba-buba Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 04.04.06, 13:50
        Dodam jeszcze od siebie:
        piorę tylko to co jest w koszu na brudy. Jeśli coś się pałęta po podłodze, to
        robię duży krok na owymi ciuchami i (klnąc w duchu siarczyście) przechodzę
        obojętnie dalej. Mąż się nauczył wrzucać ciuchy do kosza, teraz kolej na moje
        dzieci.
    • karolcia86 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 03.04.06, 20:57
      Ja generalnie też mam dość zapuszczone mieszkanie. Mam wiele fajniejszych
      rzeczy do robienia niż sprzątanie.
      Ale jak trzeba tak gruntownie to robię tak, że codziennie jedno pomieszczenie,
      ewentualnie dwa. Niestety to ma tą wadę, że w tym czasie pozostałe się trochę
      zabrudzają, ale najwyżej na koniec jeszcze ostateczny szlif przed godziną zero.
    • em_em71 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 03.04.06, 22:36
      Przychodzi pani i robi błysk. Doraźnie sprzatana jest kuchnia i łazienka. No i
      zabawki spod nóg usuwane...
    • a.lenard Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 03.04.06, 23:42
      ja odkurzam codziennie i podłogi na mokro, to ze względu na roczną córeczke
      która zjada wszystko co znajdzie od paproszka do włosa smile ale sama jestem
      alergikiem więc porzadek musi być!!! meble co 4-5 dni przecieram pronto,
      łazienka kafle oj za żadko, bo mi sie nie chce, ale wanna i zlew co 4-5 dni, WC
      co drugi dzień, najgorzej idzie mi z porzadkiem w kuchni, nie myję naczyń na
      bierząco i to jest duuuzy błąd, ale poprostu czasami brakuje mi czasu, więc jak
      urośnie sterta to zabieram sie do zmywania. To samo z ciuchami do prasowania,
      jak uzbiera się kupa wielka około 3-4 pralek to wtedy poświęcam wieczór na
      prasownie + oczywiście w tym czasie jakis serialik dla umilenia tej
      czynności smile Mój facet niestety nic nie pomaga i jakakolwiek prośba o pomoc
      kończy się wysłuchaniem i nicniezrobieniem albo jeśli już to po łepkach, więc
      wolę sprzątać sama.
      • dzoaann do a.lenard 04.04.06, 00:08
        ja mam identycznie jak ty(sic!),mój facet pomaga.o tyle,że myje podłogę bo ja
        tego nienawidzę,a czasem naczynia.No i zakupy to jego sprawa.Ja sprzatam.Reguły
        jak u ciebie.pzdr.
    • shamsa Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 04.04.06, 00:22
      zażądaj ekwiwalentu godzinowego za jego niebyły wkład w porządki w postaci pani
      sprzatającej. wilk syty i owca cała
    • nieszkasob Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 04.04.06, 12:06
      A tak na odstresowanie:

      wiecie jak facet sprzata w domu??
      leżąc na kanapie omiata.........wzrokiem sufit big_grinbig_grin

    • kalina_p Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 04.04.06, 14:00
      hmmm...radzic sobie trzebasmile
      Mam 2 psy, wiec kupe piachu w deszczowe dni szczególnie. Odkurzam raz-dwa a
      czasem 3 razy dziennie, ale raz dokladnie a potem tylko srodekwink
      Podlogi na mokro w przedpokoju i kucni połączonej z pokojem tez co dzień,
      pozostałe co 5-7 dni, jak mam czas i wenę.
      Wanne - jak sie zbiore, to szoruje, wtedy od razu i kafelki i umywalke.
      W kuchni problemu niemam, bo jest zmywarka, a płyte i blat przecieram na bieżąco.
      Kurz...no z tym jest problem, bo przewaznie zbieram sie do tego, jak juz mozna
      palcem pisac wierszyki na szafkachwink)) Ale tak z raz w tyg. sie zbieram.
      Mąz pomagał, ak był czesciej w domu, wtedy raz na tydzień robilismy gruntowne
      sprzatnaie - czyli wszystko szorowalismy. Odkąd jest córa a męża częsciej nie ma
      w domu, to sama sprzatam...kazdego dnia po trochu, jednego dnia lustro na wysoki
      połysk, innego lodówke (mam koszmarną do czyszczenia - srebrną i robia sie
      smugi), innego dnia wanne i kafelki, drugiego kibel i kafelki, innego mycie
      podłóg w całym mieszkaniu.
      Nie udaje mi sie wszytskiego na raz - przy dziecku i zwierzakach jest to
      niewykonalne.
      Spróbuj co dzień cos sprzatac oraz odkurzyc całe mieszkanie i przetrzec na mokro
      jakies plamy na podłodze, jeśli są, i będzie goodwink))
      Powodzenia.
    • stamag Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 04.04.06, 14:20
      Ja sobie radzę, bo jestem leniwa smile)).
      Sytuacja u nas jest taka: dwójka dzieci, trzecie w drodze, mąż baaardzo
      zapracowany, średniej wielkosci dom do sprzątania i do tego dość duży ogród
      (własnie zaczął się sezon na prace ogrodowe).

      Mąż nie odbiega od normy w tym sensie, że prac odmowych nie cierpi, ale się
      poczuwa, że powinien się udzielać. W związku z tym dość dawno temu wysunął
      propozycję, żeby zatrudnić kogoś do cotygodniowego "pucowania", bo mu na to
      szkoda weekendu. Dla niego to jedyny czas na odpoczynek i rozrywkę, no i oboje
      możemy wtedy powalczyć w ogrodzie (samo koszenie trawy w sezonie to co sobota
      dwie godzinki...).
      No i od dwóch lat raz w tygodniu przychodzi do nas niejaka pani Adela i
      grunotwnie sprząta. Ona zadowolona (bo zarabia, a gospodynią domową jest), my
      zadowoleni, dom czysty. Naprawdę nie kosztuje to dużo (choć to na pewno zależy
      od tego, gdzie się mieszka).
      Dla nas zostaje sprzątanie na bieżąco, w którym wszyscy biorą udział, dzieci
      też. Młodszy ma 4 lata, więc na razie sprząta głównie swoje zabawki i nakrywa
      do stołu, ale starsza córka robi już w domu sporo - nastawia i wiesza pranie,
      ładuje i rozładowuje zmywarkę, pomaga w kuchni (np. obiera ziemniaki), no i
      oczywiście sprząta swój pokój.

      A ja w rezultacie mogę bębnić w klawiaturkę na forum bez wyrzutów
      sumienia smile)), czego wszystkim umęczonym mamom życzę.
    • tamara5 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 04.04.06, 22:37
      Chłop podejrzał co piszę, nie skomentował, ale wieczorem zapytał co ma zrobić.
      I zrobił łazienkę, na koniec szuka "szmatki" do podłogi, suchej, chce zetrzeć
      pianę bo nachlapał. Nie chciał mokrej. Tak mi rozmazać, żeby się lepiło!
      Kazałam na mokro! Pytam: umyłeś? - Tak. Wchodzę a tam nieruszone. -Umyłeś? -
      Tak z grubsza. Nie dość, że leniwy, to jeszcze kłamie i głupi myśli, że nie
      zauważę. Strasznie się burzył, że taki syf za kibelkiem. Było to jego pierwsze
      mycie łazienki.

      W "gotowych na wszytsko" Lynette wpuściła do kuchni kupnego szczura, co w końcu
      zmusiło jej faceta do zrewidowania jego teorii sprzątania (a właściwie
      niesprzątania). Genialne.

      Naprawa pralki 550 !!!!!!! Zrobią może na koniec tygodnia. Wanna pełna brudów.
      Piorę tylko ciuszki małego.
      Cud, że lodówce wystarczyło samo rozmrożenie się.

      Sprzątnęłam lampki z balkonu. Facetowi zapowiedziałam, że świąt nie będzie
      (wywarło wrażenie, pomógł sprzątać w kuchni wieczorem).

      Chłop określił się, że lubi sprzątać w szafach, ale musi wiedzieć gdzie co
      położyć. Muszę przemyśleć co mu kazać sprzątnąć. Na razie porzadkuje stare
      kwity. Cóż, dobre i to.

      Ja sobie muszę jakś regulamin narzucić. Sprzątanie przy okazji, a to lustro, a
      to zlew, raczej nie wchodzi w grę, bo próbowałam i zapętliłam się kompletnie.
      Dojście do kuchni by zrobić herbatę, przy okazji zahaczając o łazienkę,
      włączając pranie, zbierając suche..., i tak po nitce, powodowało, że do kuchni
      docierałam po godzinie kompletnie wykończona.

      Ogromnym problemem jest mnóstwo, całe góry gazet, dupereli, starych ciuchów,
      których żal, i innych połamanych, zepsutych śmieci, bo może się do czegoś
      przydać. Przepychane z kąta w kąt.
      Święte słowa, żeby tego nie znosić do domu.

      Zakupy trzeba rozpakowywać od razu po powrocie do domu.

      Do jednego się przyłożę: nie wychowam synka na ignoranta, który myśli, że od
      sprzątania sa tylko krasnoludki albo kobiety.

      Niestety, póki co pomoc nie wchodzi w grę, muszę to wszytko sama "odgruzować"
      najpierw.
    • gruba-buba Jak mi się większy bajzel zalęgnie... 05.04.06, 09:10
      ...to najpierw pomieszczenie po pomieszczeniu układam, segreguję, chowam,
      wynoszę aż zrobi sie na tyle ład, by móc wejść do tego pomieszczenia tylko z
      odkurzaczem i ścierkami. Wtedy idę do następnego pomieszczenia i też robię
      generalne porządki. Dopiero, gdy odgruzuję chatę z bałaganu zabieram się do
      sprzątania właściwego, czyli odkurzania, zmywania podłóg, kurzów i innych bez
      remanentów i porządków. Wtedy zabiera mi to dwa dni. Staram się to odkurzanie i
      zmywanie załatwić za jednym podejściem, żeby się nie nosiło po chałupie.

      Patentem na utrzymanie ogólnego porządku jest co wieczór, jak dzieci śpią,
      zgarnięcie bajzlu i uporządkowanie wszelkich ciuchów, zabawek, książeczek,
      garów w kuchni..... Ale komu się chce tak co wieczór? wink Czasem trzeba sobie
      odpuścić.

      Faceta najlepiej zaangażować do zajęcia się dzieckiem w czasie Twojego
      sprzątania. Ale i tak pewnie będziesz musiała go zdalnie sterować, bo chłop to
      chłop... zero własnej inicjatywy zarówno w pracach domowych jak i w opiece nad
      dzieckiem. Jak nie popchniesz i palcem nie pokarzesz to sukcesów niet.

      Nie obrażając oczywiście tych nielicznych idealnych mężów.
      • nadja11 Re: Jak mi się większy bajzel zalęgnie... 05.04.06, 10:31
        Ja raz w tygodniu sprzątam gruntownie całe mieszkanie zajmuje mi to w porywach
        do 4,5 godziny a mieszkanie mam małe ,urządzone minimalistycznie
        niezagracone,plan otwarty kuchnia + salon i pokoj dziecka.Jednak efekt tego
        gruntownego sprzatania trwa tylko jeden wieczor ,juz rano budze sie w bałaganie
        wiec tak czy siak musze sprzatac na bieząco bo dziecko i pies i dziecko
        bałaganią straszliwie,kurzy sie bardzo bo mieszkamy w centrum duzego miasta,
        pozatym mam w domu duzo szkła ,pleksy ,metalowe blaty ktore są non stop
        upackane,pies zrzuca kudły cały rok czasami roznosi suchą karme ,musze odkurzac
        i szczotkowac dywan bardzo czesto, gdybym odpusciła codzienne sprzatanie
        zaroslibysmy brudem sadwiec tkwie w tym kieracie sprzatam ,sprzatam i konca
        nie widacsad((
        Ah musze jeszcze napisac ze to co irytuje mnie najbardziej to zniszczenia
        jakich dokonało moje 2 letnie dziecko , mieszkanie zmienilismy niedawno
        wszystkie sprzety i meble nie maja roku , wnetrze wygladało tip top , aktualnie
        mam ekstremalnie polamione dywany , kanape , fotele ,dekoracyjne pokrowce na
        krzesła, zniszczoną podłoge,poodrywane wykonczenia,pomijam juz w jakim stanie
        sa sciany choc malowane Duluxem ktory miał byc odporny na zabrudzeniauncertain
        • nadja11 Re: Jak mi się większy bajzel zalęgnie... 05.04.06, 10:33
          Przepraszam posiadam tylko psa i dziecko ( nie zas 2 razy dziecko jak
          napisałam)wink
    • gruba_dynia Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 05.04.06, 13:47
      U mnie w domu jest czysto. Ale w sumie nie wiem co doradzic, choć sama sobie z
      tym dobrze radzę. Wg mnie niektórzy ludzie mają szczególny talent do
      bałaganiarstwa, brudzenia i niszczenia sprzętów. Ten sam mebel używany przez
      jednych może służyć całe pokolenie i wygląda jak nowy. U innych po dwóch latach
      do wyrzucenia.
      Nigdy w życiu nie udało mi się tak zapuścić mieszkania jak autorka wątku, żeby
      załamać ręce. Dla mnie naturalne jest że jak wchodzę do domu to płaszcz jest
      powieszony od razu do szafy, buty do szafy i cała reszta ze mnie albo do kosza
      na brudna bieliznę albo na półkę. Rozpakowuję zakupy i też lądują w szafkach
      gdzie ich miejsce a nie przypadkowo. Bieżąca poczta - reklamy, koperty od
      listów i inne niepotrzebne rzeczy do kosza. Na opłatę rachunków przelewy
      robione na bieżąco przez męża przez internet. W sumie zawsze jakieś papiery są
      na wierzchu ale jest to kilka sztuk i mają swoje określone miejce. Brudne
      naczynia prosto do zmywarki.
      Nie skupiam się na powyższych czynnościach jakoś specjalnie. To wychodzi
      spontanicznie i nie jest czymś uciążliwym.
      Zostaja mi zatem puste powierzchnie do ogarnięcia. Regularnie sprzątam raz w
      tygodniu. Czyli sprzątanie łazienki, wycieranie kurzu i mycie, odkurzanie
      podłóg. Czasami dochodzi jakieś dodatkowe szorowanie sedesu w tygodniu jak jest
      taka konieczność.
      A rzeczy typu, wytarcie plamy z podłogi jak się wychlapała kawa czy umywalki
      jak zostały ślady od pasty do zębów nie zaliczam do sprzątania. Nawet nie wiem
      kiedy to robię.
      Bardzo pomaga w zachwaniu porządku sposób urządzenia mieszkania. Na jasnym
      parkiecie nie widac kurzu wink nawet jeśli jest. Ciemny parkiet podejrzewam, że
      trzeba czyścić codziennie. Na matowej glazurze nie widać osadu z wody tak jak
      na błyszczącej. To są drobiazgi ale sprawiają wrażenie czystości nawet jeśli
      wypucowane nie są wink No i generalna zasada - zlikwidować wszystkie durnostójki
      i wszelkie zbieracze kurzu. Łatwiej i szybciej wyciera się pusty stół niż
      zastawiony duperelami. Minimum rzeczy na wierzchu w kuchni gdzie osiada tłusty
      i nieprzyjemny do czyszczenia bród. Ja nie potrzebuję wywieszonych na relingu
      wszystkich utensyliów kuchennych i szeregu przypraw. To wszystko mam w
      szufladach.
      Generalne porządki zaczęłabym od przygotowania wielkiego kartonu na śmieci i
      bez sentymentów wyrzuciła 50% tego co się pałęta wszedzię a widać, że nie było
      dotykane przez cały sezon wink Ubrania nienoszone przez dwa lata - nie będą już
      noszne, a zakurzone gazety czytane - do kosza. Pamiątki do pudła i do piwnicy.
      Na zabawki dziecka lepiej zorganizować jakieś pojemniki zamykane niż otwarte
      półki. Tak jak na wszystko z resztą. Wygodniej drobiazgi trzymac w szafach
      zapakowane i posegregowane w pudełkach niż leżące luzem na półkach. Mniej sie
      kurzą i nie wymagają pilnowania porządku.
      Powodzenia smile
    • tamara5 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 06.04.06, 12:50
      To mi się dostało.
      Ale żeby była jasność co do podłogi w łazience, to jest myta co tydzień, to
      tylko mąż mył ja po raz pierwszy w życiu, swoim, nie łazienki.
      Do pralki też się nie przyznaję, nie miałam wpływu na jej zepsucie (specjalnie
      pytałam).

      Generalnie jak już coś robię, to raczej dokładnie, szoruję płytki, fugi, czasem
      przejadę czyścikiem parowym, ale jak już zacznę się przykładać to ciągle widzę
      nowe dziewicze obszary do sprzątania, no i cierpi na tym codzienne dbanie o
      porządek.

      Wszystko mi się teraz zawaliło.

      Do bałaganiarstwa się przyzaję. Kiedyś tak nie było. Wszystko na swoim miejscu,
      herbaty sobie nie zrobiłam, dopóki wszystko wokół nie było poukłądane, bez
      zarzutu.
      Ale pojawił się facet, potem koty, dziecko, a co za tym idzie kuwety, kocie
      legowiska, krzesełka, leżaczki, maty, chodzik, miliony zabawek i piłek. Samo
      mycie zabawek młego i pranie maty, wycieranie plam po synku, to jest dodatkowy
      etat.
      I nawet jak wiem, że powinnam powiesić ten płaszcz po wejściu do domu to od
      drzwi się zaczyna, koty natarczywie domagają się miski i powitania, dziecak
      zaczyna ryczeć bo mu gorąco, no i nie tracę czasu na rozpakowywanie zakupów
      tylko zajmuję się gromadką. Może powinnam to zmienić. Poza tym jakoś taka
      zniechęcona jestem, bo czego nie zrobię to po godzinie wygląda na kompletnie
      zasyfione.

      Tak się tłumaczę, żeby nie wyszło że jestem totalną syfiarą.

      Mieszkanie jest małe, gratów jest ogromna ilość. Jest bardzo słoneczne i widać
      każdy najmniejszy pyłek, nie mówiąc o tonach unoszącego się teraz wiosną
      kociego futra i koszmarnie pylących dywanach. Jeżeli kiedyś wymienię dywan to
      bezwzględnie sprawdzę czy nie kurzą. To jakaś paranoja, po jednym dniu całe
      mieszkanie jest pokryte niebieskim kurzem.

      W każdym razie muszę sobie narzucić żelazną dyscyplinę, bo tonę w tym
      śmietniku. Coś jest w teorii, że jak masz w szafie nieporzadek, to masz i w
      życiu niepoukładane. Nie mówiąc o tym ile czasu zajmuje mi znalezienie
      czegokolwiek, czasu, który mogłabym poświęcić na coś konkretnego.


      • roksi23 Re: Do tych co radzą sobie z porządkami 06.04.06, 13:56
        Ja nie mam problemu z porządkami.Sprzątam codziennie(odkurzanie,mycie podłóg
        itp),okna myje co dwa tygodnie,łazienka tez codziennie w koncu codziennie się
        myjemy i z niej korzystamy,ale tak solidniej to w kazdą sobotę.Najgorzej jest z
        pokojem małego,u niego musiałabym sprzątac co 5 min smile
      • iwoniaw Rację ma gruba-buba 06.04.06, 16:45
        główną przeszkodą w utrzymaniu porządku nie są, wbrew pozorom, hektary podłogi
        do mycia czy dziesiątki okien, które i tak myje się raz na jakiś czas, tylko
        sterty rzeczy, które nie są potrzebne, lub których żal się pozbyć, a które nie
        mają własnego miejsca.
        Generalnie jak w którejś szafie, szufladzie czy, nie daj Boże, pomieszczeniu
        zaczyna mi się robić bałagan, to dla mnie znak, że jakieś niepotrzebne graty
        przestrzeń zajmują. Wtedy segreguję i nie ma przebacz - co zniszczone i zepsute,
        to na śmietnik, co się jeszcze nadaje do użytku, ale ja nie używam, to oddaję
        komuś, kto wyraża chęć zabrania lub wystawiam przy śmietniku w kartonie - ktoś
        zawsze weźmie i spożytkuje.
        Nigdy nie będziesz mieć porządku jeśli rzeczy będzie w domu więcej niż miejsca
        na ich przechowywanie (w sensie: jest gdzie schować i można łatwo stamtąd rzecz
        wyjąć). Zatem generalnie w małych mieszkaniach tych rzeczy nie może być za dużo.
        Na szczęście nigdy nie miałam upodobania do bibelotów, bo sprzątanie zamiast
        parę chwil zajmowałoby mi pewnie całe godziny.
        • iwoniaw przepraszam, chodziło mi o grubą-dynię oczywiście 06.04.06, 16:45

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka