gosiula81
06.05.06, 22:04
Miałam nigdy juz nie pisac na temat mojej tesciowej, ale musze. Zaczne od
tego ze bardzo nie ufam mojej tesciowej. Nigdy nie dawalam jej mojej coreczki
na spacer (jak sie pozniej okazalo ze slusznie, ale nie bede o tym pisala),
nigdy jej nie zostawialam malej pod opieke. Az do srody. Bylam z corka na
dzialce u tesciow i wynikla sytuacja ze musialam ja zostawic na 20min z
tesciami. Ale wczesniej, gdy sobie tak siedzielismy, tesciowa wymyslila, żeby
rozlozyc malej kocyk na ziemi i niech sie bawi. Nie wazne ze ziemia jeszcze
zimna (u niej tam gdzie trawa jest cien caly dzien), że wilgotna i ze mala
miala tylko spodenki. Zabronilam, powiedziala, że ok. W koncu musialam wyjsc.
Po powrocie patrze, a moja corcia bawi sie na ziemi na kocyku... Nic nie
powiedzialam, tylko sobie pomyslalam, że trudno, to byl ostatni raz. Dzis
przyszli do nas i tesciowa pochwalila sie mojemu mezowi, ze zostawilam córke
sama z nimi. Co mialam powiedziec, że juz nigdy wiecej? Przemilczalam, dalam
jej satysfakcje, a mój mąż wie doskonale o co chodzi i jakby co to w
przyszlosci stanie w mojej obronie.
Aha, jeszcze jedno. Byla zima, moja tesciowa jako bardzo oszczedna osoba
(oszczedza na innych nie na sobie) wylacza junkers, ze ma caly czas zimna
wode. Bylismy u niej i moja corcia raczkowala, wiec moja tesciowa pokazala
jednorazowo objaw troski o moją córcie i powiedziala ze umyje jej raczki.Moj
maz wyskoczyl, ze w lodowatej wodzie ma jej nie myc (az bolaly rece jak sie
mylo). Nagle tesciu cos nam pokazywal, a moja tesciowa po cichaczu poszla
umyc mojej corce rece w tej lodowatej wodzie. Nie pytajcie co bylo. Czy moge
zaufac mojej tesciowej? Boje sie jej dac jeszcze jedna szanse.
Ups, mial byc krotki post.