nisar
23.05.06, 10:31
Ponownie zainspirowana wątkiem pod tym samym tytułem chciałabym zwrócić Waszą
uwagę na nowy typ matek egoistek, których wysyp obserwuję m.in. w szkole u
mojej Córki.
Ela chodzi do państwowej szkoły podstawowej, w Warszawie, w przeciętnej
dzielnicy (mam tu na myśli, nie willowej i nie slumsy, norma). Ostatnio była
na kilkudniowej wycieczce szkolnej, na której jako jedna z (bardzo!)
niewielu, nie miała: mp3, komórki z aparatem fotograficznym, kosmetyków do
malowania (w tym firmy Dior, słowo honoru), mini laptopa, cyfrowego aparatu
fotograficznego. O firmowych ciuchach nie wspomnę - te mają praktycznie
wszyscy.
Gdzie tu tytułowe matki egoistki? A no właśnie. Spora część tych dzieci
nagminnie przychodzi do szkoły na czczo (np. na trzecią lekcję), nie przynosi
ze sobą żadnego śniadania (w szkolnym sklepiku mogą przecież kupić colę i
czipsy, a nawet drożdżówki i pączki) a na kanapkę z upieczonym w domu przeze
mnie chlebem (nawiasem mówiąc nie wyszedł nadzwyczajny), którą Ela miała w
szkole patrzą jak na zjawisko. Za to na zebraniach mamusie są prosto od
fryzjera i mają nienaganny manicure. Te same dzieci idą do kina czy teatru
tylko z klasą i wytrzeszczają oczy z zazdrością słuchając o niedzielnej
wyprawie rowerowej z rodzicami.
Nasuwa mi się refleksja: o egoizmie rodziców nie świadczy kupowanie dzieciom
ubrań w lumpeksach. Najwyraźniej prościej wystroić dziecko jak lalkę w
markowym sklepie za parę tysięcy, niż wstać pół godziny wcześniej i
przyszykować temu dziecku śniadanie i coś do szkoły, upiec razem ciasteczka
czy pojechać na wycieczkę.