kotek121
16.06.06, 15:58
Kobitki kochane obiektywnie powiedzcie kto ma rację:
Kilka dni temu przyjechał do naszego miasta kolega męża.Wcześniej pytałam się
czy zamierza u nas przenocować małżonek powiedział że nie.Chłopaki poszli na
piwo,o 19 dostaję telefon,że zaraz będą do nas jechać.Zdziwiłam się,bo ostatni
pociąg miał 0 22-pytam się czy K ma zamiar u nas nocować na to mąż,że tak.Ja
się wkurzyłam bo:
-mógł to ze mną wcześniej ustalić,
-ostatnio przeżywam ciężki okres i nie mam ochoty na jakiekolwiek wizyty
Powiedziałam mężowi,że nie chcę tej wizyty bo źle się czuję.Mąż że oni i tak
przyjadą-więc zabrałam się i pojechałam spać do siostry.
Następnego dnia dostałam sms od tegoż kolegi że>
-NIE SZANUJĘ go bo jak przyjechali TO NIE BYŁO OBIADU,
-MOGĘ sobie GNIĆ DALEJ,
-JESTEM PORAŻKĄ,
-NIE JESTEM NA POZIOMIE,
Poryczałam się a mąż twierdzi że PRZESADZAM.
A co wy sądzicie?Cham czy ja histeryczka?