igielka6
30.06.06, 22:48
włączyli mi dziś w końcu internet po kilkudniowej awarii po burzy. Weszłam na
forum, żeby poczytać i poklikać i doszłam do wniosku, że macie rację.
Zakładam same pesymistyczne wątki. Chyba - jak już napisałam wcześniej w
odpowiedzi na jedną z takich uwag - to czarny humor z mojej strony. Bawią
mnie te staruszki na placu narzekające na cały świat, a w koło tyle radosnych
szkrabów i roześmianych "mordek". Mamuśki pazerne i świętokrowate mniej, ale
też.
Ale dziś będzie na prawdę optymistycznie. Na placu nikogo nie było. nawet
seniorek. Tylko duuuuża kałuża. Mały był bardzo szczęśliwy...
W sklapiku osiedlowym była kolejka miłych ludzi, którzy rozczulali się nad
moją dwójką aniołków. Niunia rozsyłała do wsystkich dwuzębne uśmiechy, a
niuniek wstydził sięniewinnie, a na wyjście powiedział słodkie "dzenia".
Mama nie przychodzi od poniedziałku i jest pięknie. Maluchy ćwiczą moją
cierpliwość i wytrzymałość na decybele. Od czwartku nasza wspólna tlerancja
na zaistniałe okoloczności znacznie się podniosła. Mały już nie domaga się
wszystkiego natyczmiast i godzi się jeść jako drugi, żeby tylko mała już nie
wyła. Sam nawet podaje mi butelkę, albo od razu ładuje jej do buzi, żeby
tylko była cisza. Zasypia pięknie obłożony wszystkimi pluszakami, jkie
posiada. ale jednego małego misia podarowal ostatnio małej, jak nie mogła
usnąć. Taki kochany braciszek. W kwestii organizacji obowiązków doszłam do
perfekcji i nawet udało mi się dwa dni w tym tygodniu uciąć godzinną drzemkę
z moimi szkrabami.
A jutro mam urodziny i mąż zadzwonił na wieczór po nianię i zabeira mnie na
kolację.
Nie mówiałam, że będzie optymistycznie.