Dodaj do ulubionych

Boję się o naszą rodzinę

05.08.06, 13:05
Moze zaczne od poczatku moj maz pochodzi z rozbitej rodziny jego ojciec pil i
bil zapil sie na smierc i teraz boje sie o meza ze ma problem z alkoholem
przez jakis czas bagatelizowalam codzienne piwka (min 2) wieczorem albo
drineczki ostatnio zauwazam ze on nie moze nie pic wieczorem i na dwoch
piwkach sie nie konczy sa 3,4 a nieraz jeszcze drink mowi ze ma stresujaca
prace i to pozwala mu sie zrelaksowac po calym dniu, nieraz umawialismy sie
zeby w ciagu tygodnia nie pil powstrzymywal sie ale nie mogl, on oczywiscie
twierdzi ze to kontroluje ale ja nie jestem tego taka pewna boje sie ze
alkohol zniszczy nasza rodzine mamy wspanialego synka ktory ma 10 miesiecy
ktorego kochamy nad zycie i nie moge pozwolic zeby tak sie wychowywal
myslicie ze jestem jakas przewrazliwiona ze nie ma problemu moze sobie
wymyslam problemy ale tak chyba sie nie dzieje w normalnej rodzinie dodam
jeszcze ze praca meza polega glownie na jezdzeniu samochodem i boje sie ze
ktoregos ranka zlapie go policja i wtedy bedzie problem poradzci eco ja mam
zrobic a moze problem jest w mojej glowie...
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:09
      Problem będzie nie jak złapie go policja tylko jak na kacu albo w pijanym
      widzie kogoś zabije. Jest szansa, że wcześniej go z roboty wywalą, bo na
      szczęście tolerancja pracodawców dla chlejących coraz mniejsza.
      Wyszłaś za mąż za popijającego faceta z menelskiej rodziny i dziwisz się, że
      chla?
      Jedyna rada to niezalezność finansowa a panu kopa. Nie, nie zmieni się o ile
      nie pójdzie na terapię do AA (założę się o dowolną rzecz, że NIE PÓJDZIE). Ty
      do AA na spotkanie dla współuzaleznionych.
      Dziękuję za uwagę.
      • luxure Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:23
        Nie przesadzaj Triss, ok? Zaraz z "menelskiej", "chla". Poza tym mąż jej nie
        bije jak jego ojciec... a ostatecznie Polak nie kaktus umówmy sie.
        • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:25
          Przepraszam, że czy pan, który zapił się na śmierć nie kwalifikuje się jako
          menel?
          Mąż nie bije ale zaraz zacznie.
          Żartowałaś mam nadzieję.
          • a.lenard Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:27
            ja też swego czasu walczyłam z nałogiem męża, nie był to alkohol. I wygraliśmy.
            I nie wyobrażam sobie, żebym go wtedy opuściła i dała kopa! I też mieliśmy
            maleńkie dziecko.
        • niusianiusia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:31
          społeczne przyzwolenie na picie w naszym kraju mnie przeraża
          ... nie wyszłabym za mąż za człowieka z domu w którym był problem alkoholowy,
          podobnie jak osobę z rozbitej rodziny.... o innych patologiach nie wspominam...
          Polak nie kaktus.... żałosne, u mnie w rodzinie sie nie pije, to samo u mojego
          męża i jest to jak najbardziej normalne
          • luxure Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:43
            > społeczne przyzwolenie na picie w naszym kraju mnie przeraża
            > ... nie wyszłabym za mąż za człowieka z domu w którym był problem alkoholowy,
            > podobnie jak osobę z rozbitej rodziny.... o innych patologiach nie
            wspominam...
            > Polak nie kaktus.... żałosne, u mnie w rodzinie sie nie pije, to samo u mojego
            >
            > męża i jest to jak najbardziej normalne

            Dla mnie załosne są panienki którym sie wydaje że wszystkie rozumy zezarły. to
            czy u Ciebie w rodzinie sie pije czy nie to Twoja sprawa, tak samo jak Twoja
            sprawa czy uwazasz to za normalne.
            A narmalnie mnie rozłożyło: nie wyszłabym za mąż za alkoholika, za dziecko z
            rozbitej rodziny albo inna patologia. Bo niby co? Gorszy niż Ty?! Nie wiem kim
            Ty jesteś, pewnie księżną.
            Jak to sie w XIX wieku mawiało: zakochać sie trzeba z rozsądkiem, prawda?
            • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:46
              Oczywiście. Poznajesz pana, pan z menelskiej rodziny = nie kontynujesz
              znajomości. To jest ograniczanie ryzyka.
              • niusianiusia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:01
                dokładnie
                • monia145 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:04
                  No, ale już sa małżeństwem, więc po co te dywagacje?
              • elena70 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 15:07
                Mój ojciec pił i co z tego? Mój mąż miał mnie z tego powodu kopnąć w d...ę????
                • anatemka Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 10:58
                  dokładnie. w czym jestem gorsza? to mój ojciec był alkoholikiem, nie ja.
            • niusianiusia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:59
              rozbitej rodziny albo inna patologia. Bo niby co? Gorszy niż Ty?! Nie wiem kim
              > Ty jesteś, pewnie księżną.
              gorszy nie jest, poprostu w innej sytuacji wychowany i wyniósła z domu inne
              wrtości, ot co...byłoby mu trudniej stworzyć noarmalną rodzinę, bo w życiu
              zazwyczaj powiela się to co się wyniosło z domu...
              • rita75 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:44
                > gorszy nie jest, poprostu w innej sytuacji wychowany i wyniósła z domu inne
                > wrtości, ot co...

                chyba to nie jest kwestia wyniesionych wartosci- pociag do alkoholu, sklonnosc
                do alkoholizmu po prostu sie dziedziczy...i albo powiela sie "tradycje", albo
                jest sie zagorzalym wrogiem alkoholu- tak jest w przypadku mojego znajomego.
                do autorki:
                Mezowi moze sie wydawac, ze ma nad tym kontrole, ale jest to czestokroc zludne-
                powinnas mu to uswiadomic, zastosowac terapie szokową z przykladem jego,
                zapitego na smierc ojca, w roli glownej.

                Moze ci sie przyda, oby nie:
                Objawy choroby alkoholowej:

                Objawy tej choroby to przede wszystkim:

                zmiana tolerancji na alkohol – wypicie tej samej ilości alkoholu po pewnym
                czasie, sprawi słabsze efekty niż poprzednio
                objawy abstynencyjne – po odstawieniu alkoholu lub zmniejszeniu jego wypijanej
                ilości, pojawiają się bardzo przykre objawy - niepokój i drażliwość, dreszcze i
                drżenie kończyn, skurcze mięśniowe, poty, nudności, a nawet zaburzenia
                świadomości i majaczenia
                poczucie łaknienia alkoholu – po pewnym czasie bez alkoholu pojawiają się
                nieprzyjemne doznania podobne do głodu i wewnętrznego przymusu wypicia,
                połączonego z poczuciem paniki i obawą, że nie wytrzyma się bez alkoholu
                koncentracja życia wokół picia – obecność alkoholu w życiu codziennym staje się
                bardzo ważna, niemal cała aktywność koncentruje się wokół szukania okazji do
                wypicia
                utrata kontroli nad piciem – po wypiciu jednego kieliszka alkoholu ujawnia się
                niemożność skutecznego decydowania o kolejnych porcjach wypijanego alkoholu i o
                momencie przerwania picia
                zaburzenia pamięci i świadomości – po wypiciu pojawiają się braki w pamięci,
                całe fragmenty wydarzeń znikają z pamięci, coraz więcej rzeczy dzieje się poza
                świadomością osoby uzależnionej
                nawroty picia po próbach utrzymania okresowej abstynencji – człowiek powoli
                traci kontrolę nad piciem, nie potrafi nad tym zapanować

                A tak pogóle to powinniscie zasiegnac fachowej porady, bo to nie przelewki.
          • a.lenard Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:04
            Odpowiadasz na :
            niusianiusia napisała:

            > społeczne przyzwolenie na picie w naszym kraju mnie przeraża
            > ... nie wyszłabym za mąż za człowieka z domu w którym był problem alkoholowy,
            > podobnie jak osobę z rozbitej rodziny.... o innych patologiach nie
            wspominam...
            > Polak nie kaktus.... żałosne,

            podobnie jak osoba z rozbitej rodziny ...o innych patologiach nie wspominam -
            łoooo rozbita rodzina to patologia? Pierwsze słyszę, nie każdy kto się rozwodzi
            to musi pić, bić, ćpać itp. może poprostu się nie dogadywali i się rozstali?
            • a.lenard Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:06
              powiem jeszcze jedno, znam osoby których jedno z rodziców piło i to strasznie i
              te osoby nie piją, wychawali dzieci które tez nie piją. Więc nie ma regóły, że
              jak ktoś pochodzi z takiej rodzinki to odrazu stworzy pijacką rodzinkę swoim
              dzieciom
            • niusianiusia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:20
              .... właśnie to dla mnie jest niepojęte, "nie dogadywali się"... co to znaczy???
              jest się rodziną, są dzieci, jest się za nie odpowiedzialnym i trzeba się
              dogadać i je razem wychowywać. bardzo mało jest małzeństw, które idealnie do
              siebie pasują i nie ma tam żadnych różnic zdań... sztuka małżeństwa na tym
              polega, że trzeba potrafić znaleśc kompromis i nie zapominać o tym drugim
              człowieku, z którym się jest... taką umiejętność wynosi się z normalnej rodziny,
              osobom, które pochodzą z tzw. rozbitej rodziny, jest trudniej, bo dla nich
              istnieją takie powody, kiedy można tą rodzinę rozwiązać i się wynieść. Dla mnie
              takich powodów nie ma . Ponieważ od zawsze wiedziałam, ze małżeństwo to nie
              tylko sielanka i miłosć, dokonywałam wybórw takich a nie innych. Nie oznacza
              to, ze ja się z mężem nie kłócę i jest tylko rózowo. Bynjamniej i daje to czasm
              upust na forum.
              rozbita rodzina w moim mniemaniu jest rodzajme upośledzenia społecznego i tylko
              dlatego, ze takich rodzin jest wiele nie oznacza że jest to normą i nie muszę
              tego akceptować, tak samo jak alkoholizmu, przemocy w rodzinie, narkomanii,
              itd...
              • hossa76 Boshesh nie grzmisz... 06.08.06, 21:14
                niusianiusia napisała:

                > .... właśnie to dla mnie jest niepojęte, "nie dogadywali się"... co to
                znaczy??
                > ?
                > jest się rodziną, są dzieci, jest się za nie odpowiedzialnym i trzeba się
                > dogadać i je razem wychowywać. bardzo mało jest małzeństw, które idealnie do
                > siebie pasują i nie ma tam żadnych różnic zdań... sztuka małżeństwa na tym
                > polega, że trzeba potrafić znaleśc kompromis i nie zapominać o tym drugim
                > człowieku, z którym się jest... taką umiejętność wynosi się z normalnej
                rodziny
                > ,
                > osobom, które pochodzą z tzw. rozbitej rodziny, jest trudniej, bo dla nich
                > istnieją takie powody, kiedy można tą rodzinę rozwiązać i się wynieść.

                Twoje poglądy są śmieszne i porażające zarazem. Rzygać mi się chce na
                takich "pseudo" mądrych życiowo ludzi, a najczęściej nadgorliwych katolików.
                Upośledzona to chyba jesteś sama żeby takie głupoty wypisywać... Taaa być ze
                sobą za wszelką cenę, bo co ludzie powiedzą. Tylko wyobraź sobie, że nie każdy
                jest taką wzorową matką polką jak ty, i nie ma ochoty patrzeć jak związek się
                sypie albo jest się "tą trzecią". Ale pewnie zgodnie z Twoją chorą, zaściankową
                teorią, trzeba zacisnąć zęby i cierpieć, bo jaki to przykład damy naszym
                dzieciom! Powodzenia, tylko żebyś kiedyś nie zmieniła zdania...
          • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 15:40
            niusianiusia napisała:

            > społeczne przyzwolenie na picie w naszym kraju mnie przeraża
            > ... nie wyszłabym za mąż za człowieka z domu w którym był problem alkoholowy,
            > podobnie jak osobę z rozbitej rodziny.... o innych patologiach nie
            wspominam...
            > Polak nie kaktus.... żałosne, u mnie w rodzinie sie nie pije, to samo u
            mojego
            >
            > męża i jest to jak najbardziej normalne
            A co to ma do rzeczy .Maja mama jest alkoholiczka, ojciec nie.Zalozylam
            normalna rodzine mam trojke dzieci maz nie pije ja rowniez nie.
            Dlatego ,ze moja mama jest alkoholiczka mam byc skreslona juz na starcie.
            U mojej rodzinie maz ja trojka dzieci tez nikt nie pije i to jest normalne. Nie
            jestem odpowiedzialna z bledy moich rodzicow.
            Ja raczej obawialabym sie osob , ktore maja postrzeganie swiata takie jak Twoje.
          • zuzanna56 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 16:31
            U mnie w rodzinie też się nie pije. Cztery piwa codziennie wieczorem?
          • mangolda Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 13:05
            niusianiusia napisała:

            > społeczne przyzwolenie na picie w naszym kraju mnie przeraża
            > ... nie wyszłabym za mąż za człowieka z domu w którym był problem alkoholowy,
            > podobnie jak osobę z rozbitej rodziny.... o innych patologiach nie wspominam...

            dokladnie, Niusia

            mam takie same poglądy jak Ty

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=18111&w=40011238
            ciesze się, że jest jeszcze ktoś kto otwarcie glosi prawdę o ludziach z
            rozbitych rodzin.
            • rita75 Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 21:55

              > dokladnie, Niusia
              >
              > mam takie same poglądy jak Ty

              A twoj maz to kto? jak nie czlowiek z rozbitej rodziny?
              • mangolda Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 23:18
                rita75 napisała:

                >
                > > dokladnie, Niusia
                > >
                > > mam takie same poglądy jak Ty
                >
                > A twoj maz to kto? jak nie czlowiek z rozbitej rodziny?

                ????????????????????????????

                Mój mąż ma oboje rodziców, coś ci sie pomylilo.
                • rita75 Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 23:30
                  > Mój mąż ma oboje rodziców, coś ci sie pomylilo

                  nie w tym sensie napisalam...
                  Historia lubi sie powtarzac- kopnie cie ten twoj partner w 4 litery, tak jak i
                  poprzedniczki
          • lakie czy z rozbitej rodziny to znaczy gorszy?? 06.08.06, 14:51
            Przepraszam bardzo, czy osoba z rozbitej rodziny (nie z problemami alkoholowaymi tylko po prostu z rozbitej rodziny) jest czymś gorszym?? Ja nie jestem z rozbitej rodziny, ale moja córeczka niestety będzie taką osobą i ja akurat nic na to nie poradzę (już, bo próbowałam przez 2 lata) że tatuś ją olał. Czy dlatego jest kimś gorszym??

            Kasia
            • mangolda Re: czy z rozbitej rodziny to znaczy gorszy?? 06.08.06, 15:11
              lakie napisała:

              > Przepraszam bardzo, czy osoba z rozbitej rodziny (nie z problemami alkoholowaym
              > i tylko po prostu z rozbitej rodziny) jest czymś gorszym?? Ja nie jestem z roz
              > bitej rodziny, ale moja córeczka niestety będzie taką osobą i ja akurat nic na
              > to nie poradzę (już, bo próbowałam przez 2 lata) że tatuś ją olał. Czy dlatego
              > jest kimś gorszym??
              >
              > Kasia

              Może jeszcze uda ci się rodzinę zrekonstruować, jeśli znajdziesz sobie męża i on
              twoje dziecko przysposobi. Nie gwarantuje to sukcesu, ale zmniejsza szansę na
              niedorozwój psychiczny w doroslym życiu.
              Fakt, że nie udalo ci się utzrymać męża przy sobie jest twoją osobistą porażką.
              • eni.s Re: czy z rozbitej rodziny to znaczy gorszy?? 06.08.06, 16:55
                co to znaczy nie udalo ci sie utrzymac meza przy sobie to co miala go
                kajdankami przypiac i jaka jej porazka moze jego porazka? grunt to umiec
                pocieszyc, lakie twoja coreczka nie jest nikim gorszym
                pozdrawiam
                • lakie Re: czy z rozbitej rodziny to znaczy gorszy?? 06.08.06, 17:17
                  właśnie próbowałam posklejać wszystko, 2 lata próbowałam ale jeśli człowiek twierdzi że nie dla niego życie z dzieckiem (które notabene było dzieckiem nie z przypadku, po prostu tatuś zmienił zdanie juz po fakcie) to jak ja miałam go zatrzymać, oddać małą do domu dziecka i żyć tak jak on chce??
                  eni.s dzięki za niedobijające słowa smile wystarczajaco podle czuję z tym sama bez dodatkowych złośliwości.

                  Kasia
                  • eni.s Re: czy z rozbitej rodziny to znaczy gorszy?? 06.08.06, 23:38
                    nie ma za cosmile zycze ci zeby ci sie wszystko szczesliwie ulozylosmile
              • wredna_ja Re: czy z rozbitej rodziny to znaczy gorszy?? 06.08.06, 22:30
                Może jeszcze uda ci się rodzinę zrekonstruować, jeśli znajdziesz sobie męża i on
                twoje dziecko przysposobi. Nie gwarantuje to sukcesu, ale zmniejsza szansę na
                niedorozwój psychiczny w doroslym życiu.
                Fakt, że nie udalo ci się utzrymać męża przy sobie jest twoją osobistą porażką.

                Nastepna madra... gdzie wyczytalas takie madrosci? W poradniku?
              • aleksandrynka Re: czy z rozbitej rodziny to znaczy gorszy?? 07.08.06, 22:41
                zmniejsza szansę na
                > niedorozwój psychiczny w doroslym życiu.


                nie wierzę.....


                > Fakt, że nie udalo ci się utzrymać męża przy sobie jest twoją osobistą
                porażką.

                ...nadal nie wierzę, że można taie głupoty wypisywać. XXI wiek nie wszędzie
                dotarł...

                Cóż, zyczę sukcesów (braku osobistej porażki) w "utrzymywaniu męża przy sobie".
                W utrzymywaniu dobrego samopoczucia również.

                sad
          • anias29 niusianiusia 06.08.06, 21:37
            > ... nie wyszłabym za mąż za człowieka z domu w którym był problem alkoholowy,
            > podobnie jak osobę z rozbitej rodziny.... o innych patologiach nie
            > wspominam...

            Zastanów się trochę, co Ty wypisujesz.

            • wredna_ja Niusianiusia 06.08.06, 22:27
              Na tym forum nie powinno sie rzucac epitetami...ale jak czytam Twoje wypowiedzi
              to trudno sie powstrzymac!!! Z choineczki sie urwalas??? Czy po jakims
              psychiatrycznym leczeniu jestes??? Zastanow sie co piszesz...przerazajace jest
              to,ze Ty w to wierzysz...i to wpoisz swojemu dziecku...boszszszs....
              Jeszcze chyba nikt na tym forum nie podniosl mi tak cisnienia...gratuluje
              zdrowego podejscia do zycia.....obys sie nie przejechala,bo zycie lubi platac figle.
          • shamsa Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 22:13
            szerokosc twoich horyzontow myslowych uwiera mnie. to co napisalas. nie nadaje
            sie nawet do komentowania.
      • a.lenard Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:24
        triss_merigold6 napisała:
        Jedyna rada to niezalezność finansowa a panu kopa. Nie, nie zmieni się o ile
        > nie pójdzie na terapię do AA (założę się o dowolną rzecz, że NIE PÓJDZIE).

        tak, najlepiej kopa w d... A nie powinna pomóc mu? być na dobre i na złe?
        przecież mają małe dziecko, warto spróbowac, może nie jest za póżno!
        • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:26
          Błagam nie żartujcie. Na dobre i na złe to IMO w przypadku raka, urwania nogi,
          stwardnienia rozsianego ale nie w przypadku alkoholizmu. Jeśli pan sam nie
          będzie chciał sobie pomóc to żadna siła mu nie pomoże.
          • a.lenard Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:28
            triss_merigold6 napisała:

            > Błagam nie żartujcie. Na dobre i na złe to IMO w przypadku raka, urwania
            nogi,
            > stwardnienia rozsianego ale nie w przypadku alkoholizmu.
          • luxure Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:30
            Triss ja z tym kaktusem żartowałam ale z tym żeby zostawić i zadbać o siebie to
            już czysty egoizm. Męza biorę sobie nie tylke po to żebyy dawał na mnie i na
            dziecko ale żebym ja też coś dawała. I małżeństwem nie jest sie tylko wtedy gdy
            jest dobrze i wszystko ładnie -pięknie, ale także wtedy gdy jest źle i cięźko.
            IMHO.Może głupia i naiwna jestem.
            • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:32
              Chyba trochę za mało widziałaś... swoją drogą gratuluję optymizmu.
              • gerandia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:43
                czy mam mu postawic ultimatum ze albo piwka albo my (na terapie nie pojdzie
                przeciez, jak on twierdzi, nie ma problemu) jak mu w inny sposob pomoc wylewac
                jezeli cos kupi do domu a jak zacznie piwkowac poza domem a w moim poscie jest
                czysta prawda skoro chce DOBREJ rady to napisalam jak naprawde jest maz dba o
                nas nie BIJE jak by sprobowal to naszej rodziny juz by nie bylo
                • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:45
                  Jak wylejeesz piwo to pójdzie chlać poza domem. Jak nie będzie mógł w domu to
                  będzie pił wracając z pracy albo inaczej się ukrywał. Ultimatum mozesz sobie
                  stawiać, dopóki nie jesteś przekonana na 100%, że odejdziesz to będzie miał
                  Twoje ultimatum w dupie. Nie szantażuje się czymś co nie jest realne.
                  AA terapia.
    • a.lenard Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:22
      Problem jest w głowie męża, on ma duży problem. Tak to jest z alkoholikami, ze
      oni nie widza problemu i twierdza ze zawsze moga przestać a zycie pokazuje
      inaczej, ze niemogą. U mnie w bliskiej rodzinie jest dokładnie taki sam
      problem. Na razie facet jest na etapie zaprzeczania, że nie ma problemu, że
      żona się czepia i ze on ma stresy więc może chyba sobie wypić codzinnie piwa a
      w weekend porządnie się spić. Jego żona szuka pomocy w klubach dla AA i dla
      rodzin anonimowych alkocholików. To są spotkania dla Współuzaleznionych.
      Dowiedz się, gdzie u Ciebie w mieście są organizowane spotkania. Najlepiej
      gdyby tez mąż zapisał się na terapię, ale pewnie narazie nie bedzie chciał. A
      jak on nie bedzie chciał, to ty nic nie zrobisz. Możesz co najwyżej nauczyć się
      z tym żyć i tego m.in. uczą na tych spotkaniach.
      • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:23
        A nie lepiej zadbać o siebie i przyszłość dziecka i odejść?
        • luxure Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:27
          najłatwiej kopnąć wszystko w d...ę i sie zawinąć, małżeństwo to związek nie
          tylko na dobre, prawda? Ale niektórzy tutaj zupełnie o tym zapominają i jak
          tylko pokazuje sie chmurka na horyzoncie zaraz tracą rozsądek i po szczeniacku
          uciekają od problemu.
          • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:30
            Alkoholizm nie jest chmurką na horyzoncie. Chmurką na horyzoncie może być
            kosztowne hobby małżonka albo wścibski brat albo fanatyczna teściowa.
            Wg. mnie zostawienie alkoholika jest najlepszą rzeczą jaką można dla siebie
            zrobić. Alkoholik nie martwi się o samopoczucie żony/dzieci tylko uważa, że
            pije, bo lubi.
            • luxure Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:32
              Triss, posłuchaj, jej mąż nie jest ALKOHOLIKIEM jest co najwyżej PIJAKIEMa to
              zasadnicza różnica. Wierz mi wiem co mówię.
              • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:35
                Skąd wiesz? Założę się, że w opisie jest jakaś 1/4 prawdy, bo panna jeszcze się
                wstydzi opisać całość. Jak dla mnie jest alkoholikiem z genetycznym i
                środowiskowym bagażem alkoholizmu.
          • gerandia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:35
            wiem napewno czego nie zrobie nie odejde bede walczyc do ostatnich sil w koncu
            jestesmy rodzina trzeba zrobic wszystko co sie da zeby tak zostalo
            • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:37
              Co oznaczają "ostatnie siły"? Cudownie, że będziesz walczyć ale jak to sobie
              konkretnie wyobrażasz?
              • luxure Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:45
                konkretnie tak, że przysięgała przed Bogiem nawet jeśli dla innych to nic nie
                znaczy. I nic jej z tego nie zwalnia.
                • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:48
                  To znaczy, że pan może przechlewać pensję, zaniedbywać dom, wpędzać ją w
                  nerwicę, jeździć po pijanemu a ona ma wiernie trwać? To dziękuję, postoję.
                  Poglądy jak z podkarpackiej dziewiętnastowiecznej wsi.
                  • luxure Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:55
                    Może i jak z XIX wiecznej wsi ale mam swoje zasady.
                  • kizdam47 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:05
                    Co masz do podkarpacia?

                    Ja z podkarpacia, ale nie ze wsi, za to z mamą alkoholiczką i uważam, że masz
                    rację w tym wątku.
                  • lidkakn Re: Pohamuj się trochę,pochodzę z 05.08.06, 17:38
                    podkarpackiej wsi, wcale nie dziewiętnastowiecznej. Wiem, że alkoholikowi trzeba
                    pomóc, przynajmniej próbować. Mowię to, mając doświadczenie. Chyba masz jakiś
                    kompleks, ktoś w twej rodzinie pił,a może pije. Trochę mi cię szkoda. Uszczyp
                    się czasem w palec, pisząc tak mocne teksty.
                    • aleksandrynka Re: Pohamuj się trochę,pochodzę z 07.08.06, 22:53
                      nie wiem, czy triss ma kompleks, ale wiem, że ma rację. Jej słowa są mocne i
                      kontrowersyjne, ale ja się pod nimi podpiszę. Możesz stawać na głowie i
                      kostnieć w takim układzie - on alkoholik, ja - dobra żona. I nic. Co więcej, w
                      ten sposób wzmacnia się alkoholizm męża (drugiej osoby), ponieważ to żona się o
                      wszystko troszczy, stara, ma poczucie kontroli (bo niby może go wsypać wylać
                      flaszkę do zlewu) a tak na prawdę całkowitą kontrolę nad sytuacją ma osoba
                      pijąca, bo wokół niej wszystko się kręci, wokół flaszki... Dlatego alkoholika
                      trzeba zostawić na krawędzi - albo spadnie na dno i się podniesie, albo zatopi
                      się w mule i nadal jest szansa na wstanie, albo nie wstanie. A choćbyś i dobrą
                      wróżką była nie dasz rady MU pomóc. Bo to on decyduje, czy chce jakiejś pomocy.
                      A nie chce, bo nie widzi problemu i... Koło się toczy, zamyka. Jest szansa, że
                      problem zobaczy, jak żona odejdzie, ale to tylko szansa. Tylko i aż, to nie
                      perfidia, to nie zaprzeczanie przysięgom małżeńskim, ale właśnie SZANSA dla
                      tego człowieka na otrzeźwienie, w sensie przenośnym i dosłownym. Ale -
                      powtarzam - on dojdzie do tego sam albo wcale, cudów nie ma. Nikt z zewnątrz,
                      najwspanialsza nawet żona nie zrobi tego za niego. Takie są FAKTY, sama tego
                      nie wymyśliłam.

                      Chyba to wkleję na koniec bo tutaj zginie...
            • niusianiusia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:06
              nie jesteś odpowiedzialna tylko za męża, pamiętaj, ze jest jeszcze dziecko,
              które przez " do ostatnich sił" może zapłacić za to bardzo wysokoą ceną...
              niestety alkoholizm się "dziedziczy" społecznie
    • niusiaa1 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:25
      .. przykro to stwierdzic..... ale on juz jest alkoholikiem, bo w tej chorobie
      nie liczy sie ilosc.... tylko panowanie nad piciem. A on juz nie panuje....
      Musisz zrobic wszystko zeby rozpoczal terapie NATYCHMIAST. To sie rozwinie,
      beidzie coraz wiecej, coraz czesciej i moze pokryjomu.
      Kazdy alkoholik uwaza ze on nie ma problemu tylko jego otoczenie....
      Jezeli masz z nim dobry kontakt, jezeli zalezy mu na rodzinie WALCZ JUZ TERAZ...
    • niusianiusia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 13:34
      z tego co piszesz to facet mam problem alkoholowy. im wcześniej zacznie się
      leczyć i zda sobie sprawę z problemu ty większe ma szanse na wyleczenie..
      powinnaś spróbować mu pomóc, póki jest jeszcze czas, jeśli nie da sobie pomóc
      wtedy chociaż nie zmarnój sobie i życie i dziecku dzieciństwa
      • niusianiusia zmarnuj 05.08.06, 13:37
        opsss, ale byk zmarnuj oczywiście
    • monia145 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:00
      Kochana, problem jest i to chyba duży ale nie tylko Twój albo męża ale całej
      Waszej rodziny. W przypadku alkoholizmu cała rodzina jest współuzalezniona. Ja
      myślę, że nie jest za późno na pomoc dla męża ale trzeba sobie jasno
      powiedzieć, że bez bólu sie nie obejdzie. Jeśli mąż nie widzi problemu, bo niby
      dlaczego miałby widzieć, przeciez miał piekny przykład do nasladowania w domu i
      zapewne przysiągł sobie, że on taki jak ojciec nie będzie, TY musisz zadziałać.
      Nie ma co czekać na to, aż pracodawca wywali go z roboty, albo pod wpływem
      alkoholu spowoduje wypadek, bo jednego taki zimny prysznic otrzeźwi a drugiego
      jeszcze bardziej popchnie w nałóg. Ja bym zrobiła tak- w chwili trzeźwości
      wzięła męża na poważna rozmowę i szczerze wyrzuciła mu prosto w twarz, co o nim
      myślę, jak widze ten cały problem, że nie mam zamiaru patrzeć jak sie stacza i
      pozwolić na to, aby dziecko temu sie przygladało. Nie wiem, czy masz gdzie ale
      wyprowadziłabym sie z dzieckiem, aby sobie to przemyślał. Aby wybrał.
      Możesz spróbowac uzyskac pomoc w ośrodkach AA, przeciez telefony do nich są
      wszędzie, tam działaja kompetentni ludzie i może bedą w stanie Wam pomóc.
      • gerandia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:08
        monia145 dziekuje ci masz racje w 100% trzyeba sie wziac za ratowanie naszej
        rodziny nie mam sie gdzie wyprowadzic cala nasza rodzina mieszka 200 km od nas
        ale to bedzie ostatecznosc
        dziekuje wam dziewczyny za kubel zimnej wody w sumie nie zdawalam sobie sprawy
        z tego ze tak daleko pozwolilam w to zabrnac przeciez wiedzialam jak moze sie
        to skonczyc ale od dzisiaj koniec po pracy siadamy i gadamy jak wspolnie
        rozwiazac ta sytuacje w koncu od czegos trzeba zaczac
        • olinek11 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:19
          denerwwuja mnie wywody madrych panienek ktore twierdza ze jak ktos w rodzinie
          pil to dzieci tez beda takie same. Moj maz ma ojca alkoholika, sam lubi piwo a
          nawet wodke, piwko pije po ciezkiej pracy (12-14godzin na nogach ) jest
          pracowity,czuly uwielbia bawic sie z corka niedlugo bedziemy miec druga mala
          kruszynke i powiem szczerze ze nie uwazam ze wpakowalam sie w jakies bagno bo
          wole meza ktory nawet czasem sie napije niz towarzystwo zaciemnialych lalus
          ktorym kazdy kto trzyma kieliszek lub kufel piwa to juz alkoholik i
          patologia. "Popatrzcie ile w ogrodkach siedzi pijakow i pijaczek"
          • gerandia do olinek11 05.08.06, 14:22
            czy twoj maz pije te piwa codziennie
            • olinek11 Re: do olinek11 05.08.06, 14:38
              jesli wie ze nastepny dzien ma wolny to wypije dwa(jest po nich trzezwy,nie
              zatacza sie) jesli pracuje tak jak pisalam to nie. Nie przepija ostatnich
              pieniedzy jest naprawde super facetem ,mezem i ojcem mimo ze z rodziny
              patologicznej. Uwazam ze nalezy dawac szanse wszystkim i nie odwracac sie jesli
              tylko cos sie dzieje. Jego siostra (meza) wyszla za faceta starszego od siebie
              o 13lat (jego rodzina nie pila) a on po slubie nie bylo dnia zeby nie byl
              pijany na dodatek jezdzil po pijaku samochodem, nie zostawila go tylko zaczela
              walczyc trwalo to pol roku ,trafil na leczenie odwykowe i od osmiu miesiecy nie
              pije zaczal niestety wiecej palic ale to juz mozna przebolec.
              • niusianiusia Re: do olinek11 05.08.06, 14:52
                .... czyli te dwa piwka, bo następnego dnia laba to ok Twoim zdaniem? a
                normalnie jedno, normalnie czyli codziennie...???
                mój mąż czasem pije piwo czasem dwa a czsem nie a wydaje mi się to normalne bo
                np. jesteśmy na wczasach i mąż ma 6 puszek piwa w lodówce i ich nie rusza, bo
                jak sam twierdzi w pokoju mu piwo nie smakuje...
                smakuje mu na plaży, na obiedzie w restauracji i wtedy nawet wypije dwa, potem
                przez kilka tygodni nic bo poprostu nie ma takiej potrzeby, albo nie pamięta...
                w domu stoi bateria alkoholu, tylko nie wiem po co. Chyba bo czasem
                przekraczamu jakąś strefę bezcłową i wypadałonby coś kupić, wiec kupujemy..
                potem kończy się termin wazności i wylewamy, albo synek ostatnio rozbił butekę
                niechcący, czasem też komuś w prezencie coś damy, czasem ktoś przyjdzie i
                poprosi o drinka. Takie podejscie do alkoholu wydaje mi się normalne.
                Może się mylę, ale czy u Was są zapasy alkoholu, których nikt nie rusza, czy
                raczej jak coś jest to znajduje się okazja, zeby to wypić... jesli tak to bym
                się martwiła.
                Męża znam od 8 lat i nigdy nie widziałam go wstawionego,nie mówiąc, żeby się
                zataczał, upił, czy musialabym go prowadzić.
                • olinek11 Re: do olinek11 05.08.06, 15:00
                  u mnie tez piwo moze stac i nikt go nie ruszy nieraz ja szybciej napilam sie
                  niz maz(zanim zaszlam w ciaze) Ja tez nie widzialam meza zataczjacego choc raz
                  slyszalam jaki byl ale to byly narodziny naszej pierwszej corki i zdazylo mu
                  sie to raz na prawie piec lat ktore jestesmy razem (zdazaly sie sytuacje kiedy
                  cos wypil ale zawsze mial umiar i wracalismy w normalnym stanie a mamy
                  znajomych ktorzy nie pija ale jak juz zaczna to ich zony wynosza mezow prawie
                  na rekach bo jak sie taki dorwie to nie wie kiedy skonczyc)
          • monia145 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:24
            Bo rzeczywiście, badania potwierdzaja, że dzieci z rodzin alkoholików maja
            wieksze szanse na pójście w slady rodziców. Nikt nie mówi, że tak musi być, ale
            ryzyko istnieje i jest większe niż w rodzinach gdzie ten problem nie istnieje.
            Dlatego to bardzo dobrze, że autorka watku teraz szuka porady, a nie wtedy
            kiedy to mąż będzie kompletnie pijany chodził po ulicy, kiedy będzie pił do
            lusterka, straci pracę, stoczy sie zupełnie.
          • niusianiusia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:25
            nikt nie twierdzi, ze dzieci bedą takie same, mają poprostu duże szanse na to,
            większe od innych, ot co...wyjątki się zdażają wszedzie.
            dziecko alkoholików może nigdy nie być alkoholikiem, a dziecko normalnych
            ludzi może pić i zapić się na śmierć...
            każdy na formu ma prawo do wyrażania swojej opinii i swojego zdania, moim
            kryterium oceny potencjalnego kandydata na męża była jego rodzina, stosunek do
            matki, stosuneki między członkami rodziny do siebie. Te wszystkie wartości mój
            mąż przenosi na nasze wspólne życie i wiele się mogę od niego nauczyć.
        • agnieszkas72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:32
          Chyba po raz pierwszy odkąd zaglądam na forum,zgodziłam się w 100% z
          triss.Gerandio,jedynym wyjsciem jest rozmowa z mężem po której zacznie on
          terapię w AA i jego całkowita abstynencja.Jesli się nie zgodzi-złozenie wniosku
          o separację,wyprowadzka.Wylewanie i chowanie
          alkoholu,nudzenie,dogadywanie,godzenie się na picie przy okazji u
          człowieka,który ma taki problem niczego nie dadzą.
          I jeszcze:nie wierzę,żeby człowiek,który tak zaprawi się wieczorem,mógł
          następnego ranka być uważny i normalnie reagować na drodze...Pomysl,co będzie
          gdy kogoś zabije.
          Małżeństwo to trwanie przy sobie na dobre i złe ale żyjąc z alkoholikiem
          wyrządzasz straszliwą krzywdę dziecku.Masz obowiazek odciąć się od tego,co mąż
          robi źle a nie chronić go w tej sytuacji i dawać przyzwolenie przez zycie z nim
          pod jednym dachem i zachowywanie pozorów normalnosci.
          • aga55jaga Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 14:42
            ja też w pewnym sensie zgodzę się z triss.Na alkoholika nie działa nic innego
            jak terapia wstrząsowa, czyli zabranie dziecka, wyprowadzka z domu, wniosek o
            separację. Niestety i jest to prawda. Jednak najczęściej pokutuje pogląd że
            kilka piwek to nie pijaństwo, jeżeli nie tacza się po ulicy nie leje żony to
            jeszcze nie alkoholik. Nic bardziej błędnego!!! Póku czas dziewczyno musisz
            otworzyć mężowi oczy, chyba że jest typem, który musi najpierw sięgnąć dna aby
            uświadomić sobie swój nałóg. Niektórzy muszą stoczyć się na sam dół żeby mieć
            się od czego odbić. I niestety to co napisałam to nie teoria a życie którego
            doświadczyłam ja, moja rodzina a także rodzina męża.

            I wypraszam sobie insynuacje że dzieci alkoholików jak i dzieci z rozbitych (z
            różnych przyczyn) rodzin są obciążone w jakiś sposób w swoim dorosłym życiu.
            Liczy się przede wszystkim charakter człowieka i wartości którymi kieruje się w
            życiu. Ciekawe że największe patologie dzieją się najczęściej w tzw "normalnych
            rodzinach", dobrze sytuowanych materialnie i o których nikt nigdy nie
            powiedziałby że są patologiczne. Większość z was podejrzewam nie wie co to
            znaczy być dzieckiem alkoholika, więc się nie wymądrzajcie i nie zasłaniajcie
            statystykami
            • gerandia aga55jaga 05.08.06, 14:56
              dziekuje
              • aga55jaga Re: aga55jaga 05.08.06, 15:09
                nie dziękuj, bo nie ma za co. Ciężkie czasy przed wami ale mam nadzieję że
                jesteś na tyle zdeterminowana, iż nie popuścisz mężowi a tym samym wygrasz z
                jego "rozkręcającym się nałogiem". w razie czego służę na priv big_grin
            • elena70 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 15:15
              ja też, w imieniu dzieci alkoholików....
              • elena70 to było do Agi!!! n/t 05.08.06, 15:16

            • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 15:29
              Co do dzieci z rozbitych rodzin nie wypowiadam się, bo rodzina może zostać
              rozbita np. w wyniku śmierci jednego z rodziców.
              Co do dzieci z rodzin alkoholików to przeważnie mają syndrom DDA i masę
              związanych z tym urazów, problemów emocjonalnych i problemów z relacjami. Mają
              też z reguły niższe poczucie własnej wartości.
              Mężczyzna ma znacznie większe szanse na pójście w ślady pijącego ojca a kobieta
              w ślady matki tj. na związek z uzależnionym od czegoś partnerem.
              Dzieci z takich rodzin (o ile rodzice odpowiednio szybko się nie rozstali i nie
              miały fatalnych wzorców) są inne, bo środowisko je tak kształtowało. Na
              charakter mają wpływ normy - m.in. środowiskowe właśnie.
              Patologia to wg. uproszczonej definicji stan odbiegający od normy. Rodzina
              patologiczna nie jest więc normalna mimo np. dobrego statusu materialnego.
              Patologią jest przemoc, alkoholizm, narkomania, prostytucja.
              • elena70 o dzięki ci Triss! 05.08.06, 15:52
                gdyby nie ty nie wiedziałabym, że mam problemy psychiczne. Znowu mnie
                uświadomiłaś.
              • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 16:05
                triss_merigold6 napisała:

                > Co do dzieci z rozbitych rodzin nie wypowiadam się, bo rodzina może zostać
                > rozbita np. w wyniku śmierci jednego z rodziców.
                > Co do dzieci z rodzin alkoholików to przeważnie mają syndrom DDA i masę
                > związanych z tym urazów, problemów emocjonalnych i problemów z relacjami.
                Ok wiem o tym. Mozna wszystkie te problemy przepracowac jesli sie chce.
                Tak naprawde znam niewiele osob , w ktorych dziecinstwie lub wieku dojrzewania
                nie rozegrala sie jakas mniejsza czy wieksza tragedia.
                Rozwod rodzicow , smierc matki czy ojca , smierc kogos z rodzenstwa czy inne
                drobniejsze wydarzenia, ktore maja wplyw na twoje przyszle zycie.
                Moze obracam sie w jakims patologicznym srodowisku ale jesli wglebie sie w
                dziecinstwo moich znajomych znajde cos ciekawego.Moze poprostu dlatego ,ze
                zycie takie jest.
                Jedynym "normalnym" , ktory przychodzi mi na mysl jest moj maz.No moze tylko ta
                matka despotka, ktora psuje wizerunke.
                U Ciebie triss tez mozna zrobic niezla psychanalize pierwszy zwiazek zakonczony
                rozwodem, mozna by sie tez napewno czegos doszukac i ewentualnie zawazy to na
                losach twojego syna bo matka miala dwoch mezow.
                pozd
                Ni


                Mają
                > też z reguły niższe poczucie własnej wartości.
                > Mężczyzna ma znacznie większe szanse na pójście w ślady pijącego ojca a
                kobieta
                >
                > w ślady matki tj. na związek z uzależnionym od czegoś partnerem.
                > Dzieci z takich rodzin (o ile rodzice odpowiednio szybko się nie rozstali i
                nie
                >
                > miały fatalnych wzorców) są inne, bo środowisko je tak kształtowało. Na
                > charakter mają wpływ normy - m.in. środowiskowe właśnie.
                > Patologia to wg. uproszczonej definicji stan odbiegający od normy. Rodzina
                > patologiczna nie jest więc normalna mimo np. dobrego statusu materialnego.
                > Patologią jest przemoc, alkoholizm, narkomania, prostytucja.
                • monia145 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 16:26
                  Ja jestem osobą w której życiu, w dzieciństwie i w okresie dojrzewania, nie
                  wydarzyły sie żadne tragedie, zadnej traumy nie przezyłam, to tak na
                  marginesie, aby pokazać, ze życie tez takie potrafi być.
                  Jak wspomniałaś jestes dzieckiem alkoholiczki a jednak Twoje życie ułożyło sie
                  normalnie, kochajacy mąż, rodzina. Świetnie. Tylko czy w życiu takiego dziecka
                  nie musi byc choc jednej osoby dorosłej, "normalnej", kochajacej, silnej aby
                  zamortyzować złe emocje płynace z alkoholizmu rodzica? Nie wiem, czy u Ciebie
                  taka była, ale znane mi dorosłe dzieci alkoholików, które teraz nie powielaja
                  wzorca z domu, maja rodziny itp. ZAWSZE taką znalazły- drugi rodzic, babcia,
                  sasiadka, nauczycielka itp. Tak sobie myslę, że w innym przypadku ich los byłby
                  zupełnie inny.
                  Co z tymi dzieciakami, które nie maja znikąd pomocy? Czy charakter człowieka,
                  nawet z najlepszymi zadatkami, nie wykoślawi się, kiedy naokoło jego bedą
                  słabe, wciagniete w alkoholizm jednostki?
                  • aga55jaga Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 17:19
                    wiesz ja pochodzę z rodziny gdzie alkoholikiem był mój śp ojciec, dziadek,
                    mieszkałam w kamienicy w którym pili prawie wszyscy. Raz na jakiś czas jakiś
                    pijak popełniał samobójstwo - wieszał się najczęściej. Widziałam to wszystko
                    jako dziecko. Potem moja mama rozwiodła się z ojcem i wychowywała nas sama (ona
                    nie pije). Mój mąż ma ojca alkoholika (teraz jest po odwyku i żyje w trzeźwości
                    od roku), brata alkoholika (który nie pija od kilku lat) i? W jego otoczeniu
                    alkohol i pijani rodzice to była także norma i???? Na pewno mamy jakieś
                    kompleksy (a kto ich nie ma?), jakieś frustracje (jak każdy) pijamy też
                    okazjonalnie alkohol (też jak każdy) żyjemy wg określonych zasad, nasze dzieci
                    wychowywane są najnormalniej na świecie i mają najnormalniejszych rodziców.
                    Jeszcze raz powtarzam znam rodziny "pełne" w których działo się znacznie więcej
                    złego niż w rodzinach rozbitych. Mogłabym opowiedzieć ci nie jedno. Wszystko w
                    życiu zależy od przyjętych prirytetów, to że cała rodzina chlała i padała na
                    pysk po imprach nie czyni mnie alkoholiczką. A mądrym książkom o których pisze
                    Triss mówię stanowcze NIE big_grinDD
                  • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 18:47
                    monia145 napisała:

                    > Ja jestem osobą w której życiu, w dzieciństwie i w okresie dojrzewania, nie
                    > wydarzyły sie żadne tragedie, zadnej traumy nie przezyłam, to tak na
                    > marginesie, aby pokazać, ze życie tez takie potrafi być.
                    Monia 145 czy aby napewno?? Tym pytaniem oczywiscie nie chce zarzucic Ci
                    klamstwa, czasami jednak jakis domorosly psycholog doszuka sie czegos, gdzie
                    mogloby sie zdawac ,ze doszukac sie niemozna.
                    Patrz np zycie moich dzieci. Niby wszystko w porzadku kochajaca rodzina a
                    jednak Babcia alkoholiczka i o zgrozo matka, ktora miala matke alkoholiczke.
                    Albo mniejszy ladunek: najstarszy ma kompleksy bo najstarszy a najmlodszy bo
                    najmlodszy zahukany przez starszych braci, sredniak wogole zawieruszyl sie
                    gdzies w tlumie.
                    Sredniak ma astme wiec tez traktowany troche ulgowo ze wzgledu na swoja chorobe
                    a jednoczesnie napietnowany bo wiele ,rzeczy nie moze robic.

                    > Jak wspomniałaś jestes dzieckiem alkoholiczki a jednak Twoje życie ułożyło
                    sie
                    > normalnie, kochajacy mąż, rodzina. Świetnie. Tylko czy w życiu takiego
                    dziecka
                    > nie musi byc choc jednej osoby dorosłej, "normalnej", kochajacej, silnej aby
                    > zamortyzować złe emocje płynace z alkoholizmu rodzica? Nie wiem, czy u Ciebie
                    > taka była, ale znane mi dorosłe dzieci alkoholików, które teraz nie powielaja
                    > wzorca z domu, maja rodziny itp. ZAWSZE taką znalazły- drugi rodzic, babcia,
                    > sasiadka, nauczycielka itp. Tak sobie myslę, że w innym przypadku ich los
                    byłby
                    >
                    > zupełnie inny.

                    Nie mialam specjalnego wzorca paradoksalnie alkoholizm mojej matki wzmocnil
                    mnie a nie oslabil.
                    Ojciec do dzis probuje ukryc problem mamy i neguje jego istnienie.
                    Kiedy dzwonie i z wiadomych wzgledow mama nie moze podejsc do telefonu
                    tlumaczy : choroba , wyjsciem do sklepu itp
                    Poza tym , to tak na podwazenie argumentow dobry dom. Ja tez pochodze z tzw
                    " dobrego domu" niby wszystko ok o alkoholizmie mojej matki wiedzieli tylko
                    najblizsi , popijala w domu podczas weekendow.
                    > Co z tymi dzieciakami, które nie maja znikąd pomocy? Czy charakter człowieka,
                    > nawet z najlepszymi zadatkami, nie wykoślawi się, kiedy naokoło jego bedą
                    > słabe, wciagniete w alkoholizm jednostki?
                    Tak na zakonczenie chcialam tylko dodac,ze gdybysmy patrzyli na naszych
                    potencjalnych partnerow przez pryzmat ich rodziny to lepiej wogole z nikim sie
                    nie wiazac.
                    Istnieje cale mrowie roznego rodzaju przypadlosci, z ktorymi wolalabym sie nie
                    zetknac.
                    pozd
                    • monia145 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 20:59
                      W życiu kazdego człowieka sa jakies przykre wydarzenia, nie kazdy natomiast
                      doswiadcza traumy, prawda? Chyba nie zaprzeczysz, że byłoby śmieszne gdybym
                      napisała tu w kontekście Waszych przeżyć z dzieciństwa, o moich ukochanych
                      rybkach, ugotowanych w akwarium przez moja mamę i smutku jaki wtedy czułamsmile?
                      Dlatego napisałam, że nie doswiadczyłam żadnych traumatycznych przeżyć.
                      • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 21:21
                        monia145 napisała:

                        > W życiu kazdego człowieka sa jakies przykre wydarzenia, nie kazdy natomiast
                        > doswiadcza traumy, prawda? Chyba nie zaprzeczysz, że byłoby śmieszne gdybym
                        > napisała tu w kontekście Waszych przeżyć z dzieciństwa, o moich ukochanych
                        > rybkach, ugotowanych w akwarium przez moja mamę i smutku jaki wtedy czułamsmile?
                        > Dlatego napisałam, że nie doswiadczyłam żadnych traumatycznych przeżyć.

                        Ty swoim zdaniem:

                        cytat "Ja jestem osobą w której życiu, w dzieciństwie i w okresie dojrzewania,
                        nie
                        > wydarzyły sie żadne tragedie, zadnej traumy nie przezyłam, to tak na
                        > marginesie, aby pokazać, ze życie tez takie potrafi być."

                        odnioslas sie do pierwszej czesci mojej wypowiedzi
                        cytat
                        "Tak naprawde znam niewiele osob , w ktorych dziecinstwie lub wieku dojrzewania
                        nie rozegrala sie jakas mniejsza czy wieksza tragedia.
                        Rozwod rodzicow , smierc matki czy ojca , smierc kogos z rodzenstwa"

                        Ja tylko dopisalam sprostowanie i zwrocilam uwage na dalsza czesc wypowiedz
                        cytat
                        " czy inne
                        drobniejsze wydarzenia, ktore maja wplyw na twoje przyszle zycie.
                        Moze obracam sie w jakims patologicznym srodowisku ale jesli wglebie sie w
                        dziecinstwo moich znajomych znajde cos ciekawego.Moze poprostu dlatego ,ze
                        zycie takie jest."

                        Nie pisalam tylko o traumatycznych przezyciach, jakim jest niewatpliwie
                        posiadanie rodzica alkoholika, ale o innych wydarzeniach mniej istotnych ,
                        ktore wplywaja negatywnie na Twoje zycie ( niekoniecznie ugotowanie rybki w
                        akwarium)

                        Zreszta ja nie lubie takiego podporzadkowywania naszego terazniejszego zycia do
                        przyszlosci.Moja wypowiedz dotyczyla wypowiedzi triss (syndrom dzieci
                        alkoholikow)
                        Duzo zalezy od nas samych i nie szukam usprawiedliwienia dla moich ewentualnych
                        problemow w przeszlosci.
                        Krotko mowiac staram sie nie winic mojej matki za moje ewentualne
                        niepowodzenia, to by bylo za prostesmile
                        Troche zaplatalysmy sie w temacie i glowny watek gdzies sie nam zagubil.
                        pozd
                • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 18:40
                  Oczywiście, że problemy związane z życiem w domu z alkoholikiem można
                  przepracować. Może się mylę ale chyba częściej problem z wzorcami po ojcach
                  pijakach mają panowie a nie kobiety.
                  Tragedie rodzinne nie są patologią. Śmierć, kalectwo, wypadek kogoś bliskiego
                  nie jest patologią. Alkoholizm jest, podobnie jak przemoc czy to fizyczna czy
                  psychiczna.

                  Napisz proszę w jaki sposób na losach mojego syna może zaważyć to, że z
                  pierwszym mężem rozwiodłam się na długo przed poznaniem kolejnego? Rozwód
                  ludzka rzecz, lepiej się rozstać niż żyć jak związek jest kiepski.wink Z mojej
                  psychoanalizy najwyżej wyniknie, że miałam spory przerób panów i lightowe
                  podejście do seksu, czego zresztą nie kryję. D
                  • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 18:58
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Oczywiście, że problemy związane z życiem w domu z alkoholikiem można
                    > przepracować. Może się mylę ale chyba częściej problem z wzorcami po ojcach
                    > pijakach mają panowie a nie kobiety.

                    Mialam matke alkoholiczke,smile

                    > Tragedie rodzinne nie są patologią. Śmierć, kalectwo, wypadek kogoś bliskiego
                    > nie jest patologią. Alkoholizm jest, podobnie jak przemoc czy to fizyczna czy
                    > psychiczna.

                    Nie sa patologia ale maja wplyw na nasze zycie.
                    >
                    > Napisz proszę w jaki sposób na losach mojego syna może zaważyć to, że z
                    > pierwszym mężem rozwiodłam się na długo przed poznaniem kolejnego? Rozwód
                    > ludzka rzecz, lepiej się rozstać niż żyć jak związek jest kiepski.wink Z mojej
                    > psychoanalizy najwyżej wyniknie, że miałam spory przerób panów i lightowe
                    > podejście do seksu, czego zresztą nie kryję. D
                    Dla mnie w zaden sposob nie zawazy, bo gucio mnie obchodzi czy ktos sie rozwiod
                    czy nie.
                    Gdy jednak na swej drodze ( doroslej drodze zycia ) Twoj syn spotka corke np
                    niusianiusia do malzenstwa nie dojdzie bo lustracja Twojej rodziny bedzie
                    doglebna i fakt ,ze pierwszy zwiazek Ci nie wyszed nie przejdzie niezauwazony
                    pozd
                  • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:06
                    triss_merigold6 napisała:

                    Z mojej
                    > psychoanalizy najwyżej wyniknie, że miałam spory przerób panów i lightowe
                    > podejście do seksu, czego zresztą nie kryję. D
                    Z tej wypowiedzi co poniektorzy tez moga wysnuc odpowiednie wnioski, dorobic
                    sobie filozofie tam gdzie jej niema.
                    Oczywiscie w realu, jak rozumiem pewnych zwierzen nie czynisz bo swiat nie jest
                    tak tolerancyjny jakby sie moglo wydawacsmile
                    • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:13
                      To nie filozofia tylko libido.wink Świat mnie średnio obchodzi, w kręgu znajomych
                      wszyscy wiedzą jakie mam poglądy a w kręgu zawodowym o prywatnym życiu nie
                      rozmawiam - nie mieszam tych klimatów po prostu.
                      • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:58
                        triss_merigold6 napisała:

                        >Świat mnie średnio obchodzi,

                        No mnie tez, ale po przeczytaniu tego watku zdalam sobie sprawe ,ze mialam
                        wiele szczescia.
                        Mialam szczescie ,ze zycie postawilo na mej drodze osoby pokroju mojego meza
                        czy np moja tesciowa a nie np jakas nietolerancyjna osobke , ktora potrafilaby
                        mnie tylko zaszufladkowac jako corke alkoholiczki.
                        Uwazajmy wiec bo zycie potrafi nas niemile zaskoczyc a za nasze bledy (ktore
                        moze dla nas bledami nie sa) beda odpowiadac nasze dzieci,smile
                        Pozdrowienia
                        w kręgu znajomych
                        >
                        > wszyscy wiedzą jakie mam poglądy a w kręgu zawodowym o prywatnym życiu nie
                        > rozmawiam - nie mieszam tych klimatów po prostu.
          • trissie Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 12:25
            Gerandio, z Twojego postu wynka, że mąż ma rzeczywiście problem alkoholowy, ja
            tylko dodam, że nie ma czegoś takiego jak ośrodki AA, grupy AA to grupy
            wsparcia dla osób uzależnionych, a terpaię i profesjonalna pomoc znajdziesz w
            Ośrodkach dla osób uzależnionych i współuzależnionych, najlepiej jeżeli to
            ośrodki PARPY: www.parpa.pl/?subL=11, tam znajdziesz dokładne adresy.
            Najlepiej, jeżeli zadzwonisz i umówisz sie na spotkanie z terapeutą w takim
            Ośrodku, tam dostaniesz bardzo dużo wskazówek dotyczących konkretnej pomocy dla
            Ciebie i Twojej rodziny, trzymaj się, pozdrawiam Cię serdecznie
    • vibe-b Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 16:40

      Nie czytalam calego watku, nie chce mi sie.
      Jednego jestem pewna, od pijaka nalezy sp....ac jak najszybciej. Jesli jeszcze
      tego nie zrobilas, to zrob zanim zycie Ci przeleci i obudzisz sie z reka w
      nocnku na emeryturze i smierdzacym pijakiem w lozku.

      Nie wierze w resocjalizacje alkoholikow, nie wierze w dawanie szansy, w ogole w
      nic nie wierze jesli sie rozchodzi o chlanie.


      A jesli nie chcesz go porzucic ze wzgledu na siebie, to chociaz zrob to dla
      dziecka. Ono ci nie wybaczy, zes go skazala na dziecinstwo u boku alkoholika.


      I mowie to ja, corka nalogowca.
      • aga55jaga Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 17:24
        a ja wierzę mając w swoim środowisku dwóch nawróconych" - wprawdzie jeden
        ocknął się dość poźno ale drugi sam uratował swoje małżeństwo i chylę przed nim
        czoła.
        • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 18:42
          A koszty dla rodzin? Zmarnowany czas, stracone nerwy, urazy, życie jak na
          bombie, bo alkoholik jest nieprzewidywalny... i co z tego, że się nawrócili,
          zrekompensują rodzinom krzywdę?
          • lidkakn Re: Owszem, zdarza się, że zrekompensują 05.08.06, 19:00
            Mój ojciec jest alkoholikiem, gdybyśmy go kopnęli w d... kilkanaście lat temu,
            pewnie by już nie żył. Ale pomogliśmy mu, żyje, pracuje, jest wspaniałym mężem,
            ojcem, a zwłaszcza dziadkiem. Życzę mu 100 lat,a tego, co było nie pamiętam -
            mieszkanka zabitej dechami podkarpackiej wsi - Triss - nieco mnie obraziłaś.
            Uważaj czasem na to, co piszesz.
            • triss_merigold6 Re: Owszem, zdarza się, że zrekompensują 05.08.06, 19:11
              Podkarpacka wieś mi się skojarzyła po paru artykułach na temat chlania górali.
              Tradycyjne rodziny, panowie łoją, biją, panie się modlą a ksiądz na Górce
              przyjmuje ślubowania i zamiast na terapię wysłać każe żonie wspierać męża a
              jemu daje obrazek z Matką Boską. Miodzio. Dwudziesty pierwszy wiek.
              WIEM, że Podkarpacie to nie tylko okolice Zakopanego.
              • monia145 Re: Owszem, zdarza się, że zrekompensują 05.08.06, 19:44
                Ale skoro dzięki temu nie piją? Może własnie dlatego, że są to tradycyjne,
                religijne rodziny, wierzą w sens takiego ślubowania i potrafią wytrwać w
                abstynencji.
              • kizdam47 Re: Owszem, zdarza się, że zrekompensują 05.08.06, 21:00
                WIEM, że Podkarpacie to nie tylko okolice Zakopanego.

                No coś podobnego! Podkarpacie to W OGÓLE nie okolice Zakopanego.


                Widac warszaffka tylko swoje okolice znasmile
          • aga55jaga Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:03
            triss_merigold6 napisała:

            > A koszty dla rodzin? Zmarnowany czas, stracone nerwy, urazy, życie jak na
            > bombie, bo alkoholik jest nieprzewidywalny... i co z tego, że się nawrócili,
            > zrekompensują rodzinom krzywdę?

            zadajesz pytania retoryczne. Ja także chciałaby żeby mój ojciec nie pił, żeby
            wóda go nie zgubiła i nie doprowadziła do śmierci. Chciałabym aby siedział
            teraz z wnukami i zajadał z nami placki ziemniaczane, które właśnie smażę ale
            on wybrał... Natomiast widzą jak cieszy się mój mąż (mimo iż to starannie
            ukrywa) z tego, iż jego ojciec na "stare lata" przestał pić. Widzę też dzieci
            innych osób które znam i które są szczęśliwe, bo ojciec jest także po terapii

            tak. alkoholik jest nieprzewidywalny tak jak każdy z nas. Ale on zna siebie, po
            wielu rozmowach z psychologami, terapiach, odtruciach i ma tę przewagę nad
            alkoholikami którzy właśnie dopiero zaczynają staczać się w dół, tak jak mąż
            autorki wątku. Nie można takich luczi zostawić samym sobie. I tak jak napisałaś
            często jedynym sposobem na uświadomienie im nałogu jest "terapia wstrząsowa" np
            odejście od niego
            • triss_merigold6 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:14
              Do tzw. trzeźwych alkoholików nic nie mam. Powiedziałabym, że podziwiam za wolę
              i chęć zmiany siebie i swojego życia.
              • aga55jaga Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:36
                no właśnie ale ci trzeźwi niezłe bagno zgotowali kiedyś swoim rodzinom. Czy
                wyobrażasz ile walki kosztowało nie tylko pijaka ale i rodzinę wyjście na
                prostą? Na szczęście cżłowiek sam nie wie jaki może być silny. I właśnie ja
                podziwiam takich ludzi - nie tylko trzeźwych pijaków ale ich żony ich dzieci. A
                to że sa razem jest właśnie zasługą miłości nie sądzisz i byciem ze sobą nie
                tylko na dobre ale właśnie i w chorobie. Autorce wątku zależy na mężu, kocha
                go, chce jak najlepiej dla swojej rodziny, ale chce zapewne aby u jej boku był
                ojciec jej dziecka i zapewne widzi na to szansę, tylko na pewno nie zdaje sobie
                sprawy jak trudna czeka ją droga, wyzwiska nie tylko męża ale i całej jego
                rodziny, nienawiść, szantaż, oszukiwanie, kłamstwa męża itd - czy jest na to
                gotowa? Czy skoczy na głęboką wodę? czy będzie twarda? Z całego serca tego jej
                życzę, bo warto.
                • virtual_moth Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:46
                  No cóż, wydaje mi sie, że przed autorką wątku ciezka droga. Alkoholik zwykle
                  decyduje się na leczenie TYLKO po osiągnieciu dna. 3 piwa dziennie dnem jeszcze
                  nie jest, ale właśnie znamionuje prostą drogę do niego i to długą. Wbrew
                  pozorom łatwiej byłoby dziewczynie ratować męza gdyby ten codziennie chlał wódę
                  i non stop chodził pijany, gdyby upijał się do nieprzytomności co drugi dzień,
                  gdyby spowodował wypadek, gdyby utracił przez picie pracę itd.
                • gerandia Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:54
                  bede ratowac nasz zwiazek nasza milosc nasza rodzine moze uda mi sie to bez
                  dotykania dna calym sercem w to wierze i wierze ze moja milosc i milosc naszego
                  synka zdziala cuda
                  pozdrawiam i dziekuje za wsparcie
                  • aga55jaga Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 21:28
                    gerandia - a ja jestem całym sercem z wami. Pamiętaj, że możesz liczyć z mojej
                    strony zawsze na słowa otuchy, o ile będą Ci tylko potrzebne
    • burza4 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 16:43
      o problemie alkoholowym mówi nie to co i ile się pije - ale jak często.
      Nawet jedno piwo, ale codziennie - to już jest UZALEŻNIENIE.

      mąż stosuje klasyczny motyw wyparcia, problemu nie chce widzieć - jak zobaczy,
      to będzie już za późno. Nie łudź się, że sam się ocknie - zmuś do popatrzenia
      na stronę i zrobienie testu, może to mu uświadomi, że coś nie gra:
      www.alkoholizm.akcjasos.pl/122.php
      zadzwoń do telefonu zaufania, rozejrzyj się za grupą wsparcia - może ci ludzie
      podpowiedzą w jaki sposób z nim rozmawiać, żeby dotarło.
      • oza74 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 19:53
        jeśli codziennie jedno piwo to uzależnienie to Niemcy są narodem alkoholików.
        piwo tam się leje strumieniami. zresztą Anglicy też. mnie przerażała ta ilość
        wypijanego tam piwa, ale naprawdę nikogo kogo znam z nich nie zaliczyłabym do
        alkoholików. niektóre stwierdzenia o spożywaniu alkoholu są na wyrost, ale nie
        dziwi mnie to. należymy do narodu, który za koszulę nie wylewa. w Polsce nie ma
        kultury picia.
        • phantomka Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 20:49
          Patologia to tu zawialo od niektorych madralinskich. Po pierwsze wg opinii
          niektorych, to pol Europy to alkoholicy, bo wypija sobie dwa piwa, czy kilka
          lampek wina i nie widza w tym nic zdoznego. Co zabawniejsze, zapewne osoby,
          ktore tak wyklinaja (nie meza autorki postu),same zapewne lubia wypic piwo i
          nie widza w tym nic zlego - a to dlatego ze w tym nic zlego nie ma.
          Poza tym wg naukowcow alkoholizm nie jest dziedziczny - to chyba Rita napisala.
          Mozna co najwyzej przejac pewien model zycia, kiedy dziecko nie ma alternatywy.
          Po trzecie, alkoholizm to jest nalog, poki co nie widze, zeby maz autorki bil,
          wyzywal czy znecal sie w inny sposob nad rodzine i dlatego nie rozumiem powodu,
          dla ktorego nie mozna mu dac szansy. Zagrozenie jest, ale jest tez szansa, ze
          za rok to bedzie tylko wspomnienie (oczywiscie po terapii).
          Na koniec dodam tylko, ze pochodze z rodziny osob niepijacych, sama pije raz na
          jakis czas, ale poglady swoje opieram raczej na wiedzy i wierze w czlowieka, a
          nie na wyrachowaniu i sygerowaniu, ze autorka ukrywa jakies fakty, jak to
          zasugerowala ktoras z was.
          • rita75 Re: Boję się o naszą rodzinę 05.08.06, 21:28
            > >Poza tym wg naukowcow alkoholizm nie jest dziedziczny - to chyba Rita
            napisala.

            Nie napisalam, ze alkoholizm jest dziedziczny, chodzilo mi o to, ze
            dziedziczne są pewne skłonności, które w określonych warunkach mogą powodować
            zwiększenie niebezpieczeństwa uzależnienia się czlowieka od alkoholu

        • trissie Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 12:58
          O, co ty powiesz, a ja znam wielu anglików, którzy SĄ uzależnieni od alkoholou.
          Nie mieści nam sie to może w głowie, bo nie leżą pod płotem i nie biją żony,
          to inna kultura picia, ale: piją codziennie, nie mają zainteresowań nie
          zweiązanych z piciem (mecz przy piwie, itd), czas wolny spędzaja w pubach,
          więzi międzyludzkie nie oparte na wspólnym spędzaniu czasu w pubie mają dla
          nich małe znaczenie. Nawet jeżeli oni określają to jako dobrą zabawę, to jednak
          jest uzależnienie, tylko inny wzorzec picia. Przepraszam, ale facet, który ma
          rodzinę i wiekszość wieczorów musi (w jego pojęciu lubi) spędzać w pubie z
          kolegami przy piwie, jest uzależniony, bez względu na narodowość.
          • phantomka Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 14:31
            W ktorym miejscu napisalam, ze ktos kto wybiera alkohol ponad rodzine nie jest
            alkoholikiem? Ja tylko napisalam, ze pol Europy moznaby uznac za alkoholikow. A
            tak nie jest, wiesz skad to sie m.in. bierze? z kultury picia, z faktu, ze samo
            np. wypicie dwoch piw w ciagu tygodnia nie jest alkoholizmem - jest nim
            niemoznosc zrezygnowania z tego lub dostosowanie zycia do mozliwosci wypicia
            alkoholu. Nasze normy uznawania osoby za alkoholika znacznie roznia sie od tych
            europejskich. Natomiast bez watpienia z przymusem picia nalezy walczyc i tu
            nikt nie ma watpliwosci.
            • margosia.kr Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 15:57
              Witajcie.
              Tak czytam niektóre posty i włosy mi stają dęba. Dziecko rozwiedzionych
              rodziców, alkoholików = gorsza kategoria. Oj kobiety, kobiety. Znam rodziny z
              tradycjami, tytułami, które mają dzieci po wyrokach, na odwykach, z dużymi
              problemami. Znam również dzieci z niepełnych rodzin, z rodzin gdzie alkohol
              bywał ważniejszy od nich i są to ludzie, których życiowym celem było żyć
              inaczej niż rodzice. Są po studiach, mają pracę mniej lub bardziej
              satysfakcjonującą i mimo wszystko są podporą dla swoich rodziców.
              Wydaje mi się, że nie jest ważne jakie roślinka ma korzenie, ale jaki kwiat
              wyda. Nie ważne jakich masz rodziców, ważne jakim jesteś człowiekiem.
              Ile człowieczeństwa mają w sobie autorki postów, które przekreślają człowieka
              bo z niepełnej rodziny, bo ojciec czy brat złodziej ?
              Nie wierzę w Waszych idealnych rodziców, nieskazitelnych mężów, bo zwyczajnie
              ideałów nie ma. Każdy ma swoje plusy i minusy.

              Do autorki postu :
              jeżeli uważasz, że Twój mąż ma problem z alkoholem to powinnaś mu pomóc to
              sobie uświadomić. Nie jest to łatwe zadanie. Każda z osób uzależnionych
              najdłużej jak to możliwe broni się przed tą prawdą. Oszukują samych siebie, bo
              przyznanie do prawdy wiąże się z odpowiedzią na pytanie: co dalej ?
              Albo walczę, albo dalej się pogrążam. Uwierz,nie jest łatwo uwolnić się z
              nałogu. Często uzależnieni bardzo tego chcą, ale nie mają nikogo, kto im w tym
              pomoże, kto poda rękę. My, ci "idealni" nie zniżymy się do tego.
              Twój mąż powinien otrzymać od Ciebie jasny i wyraźny komunikat, że nie
              akceptujesz jego codziennego picia piwek ( chociaż u niemców to standard, tak
              jak u francuzów winko do obiadku), nie zgadzasz się na to. Twój sprzeciw wynika
              z troski o niego, o was i o wasze dziecko, które potrzebuje zdrowego ojca i
              szczęśliwej mamy. Jeżeli Twój mąż uważa, że nie ma z piciem żadnego problemu,
              to niech przez tydzień zamiast piwka kupuje coś synkowi. Jeżeli to zrobi i przy
              tym nie będzie podenerwowany, nie będzie przesypiał wolnych chwil to jest duża
              szansa, że nie ma dużego problemu. Jeżeli jednak będzie chodził jak tykająca
              bomba, to jest to jeden z typowych objawów każdego uzależnienia.
              Szczera rozmowa, plusy i minusy życia w nałogu, nawet wizyta w szpitalu
              psychitrycznym na oddziale odwykowym (jest szansa na wejście na taki oddział),
              zobaczenie ludzi na detoksie, którzy nie poznają samych siebie, którym każdy
              oddech sprawia ból, którzy nie chodzą,bo nie są w stanie utrzymać równowagi tak
              im drżą nogi, którzy wyglądają jak zaszczute, przestraszone zwierzątka, bo
              wszędzie czai się zło ( omamy ), których skóra wygląda jak gazeta i schodzi
              płatami. Myślę, że może to być pierwszym krokiem, by mężowi pomóc.
              Twoja wizyta w AA, to nie wstyd.Pracują tam ludzie, którzy chcą pomagać, którzy
              fachowo podpowiedzą jak postępować, by nie zostać współuzależnioną i
              jednocześnie pomóc mężowi.
              Najłatwiej powiedzieć, zostaw, kopnij w dupę itd. Jeżeli kochasz męża, zależy
              ci na Waszej rodzinie to walcz, bo o szczęście trzeba walczyć i warto.
              Życzę Ci wielu sił i trafnych decyzji.
              Pozdrawiam - Małgosia
              • monia145 Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 16:18
                Bardzo proszę, abyś zacytowała, w którym miejscu ktokolwiek twierdzi, że
                dziecko z rozbitej rodziny= gorsza kategoriasad
                Piszesz, ze znasz ludzi z dobrych domów, którzy maja wyroki na koncie i takich
                z rodzin alkoholowych, którzy wyszli na porządnych ludzi. I co? Każdy takich
                zna. Jak również ludzi z dobrych domów, którzy sa porzadnymi członakmi
                społeczeństwa i ludzi z rodzin alkoholików, którzy stoczyli sie tak jak ich
                rodzice. I wbrew pozorom ważne jest jakich ma się rodziców- to, że dziecko
                alkoholików wyjdzie na prostą, nie oznacza, że trauma z dzieciństwa w jakis
                sposób nie zaważa na ich dorosłym zyciu. Pozostają wspomnienia, żale, po prostu
                nie wierzę, że nie ma to znaczenia, w jakim domu się dorasta. Myślę, ze
                dziewczyny, które tu pisały o swoim domu rodzinnym, nie są tych wspomnień
                pozbawione. I to jest największe obciązenie, jakie dziecko może wynieść z domu-
                złe wspomnienia. Proszę więc nie pisz, ze to nie ważne.
                • margosia.kr Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 18:37
                  Wiesz, znam ludzi, że mocno byś się zdziwiła poznając ich, jakie przyszło im
                  mieć dzieciństwo. Są wspaniałymi mężami/ żonami, z radością przebywa się w ich
                  towarzystwie i patrzy na ich szczęście.
                  Miłość, obdarzenie drugą osobę uczuciem, to przecież nie powinna być czysta
                  kalkulacja. Facet z dobrego domu - mogę się zakochać, facet z patologii - nie.
                  Nie kocha się przecież partnera za to z jakiego domu pochodzi, tylko za to, że
                  jest. Albo się ma to uczucie do drugiej osoby, albo nie. Chociaż nie, są
                  kobiety, które za priorytet uważają złowienie faceta z szanowanej rodzinki, z
                  zasobnym kontem, ale jak to życie potem wygląda ? Pozostają Harlequiny.
                  Ja bym nie potrafiła tak kalkulować. I nie potrafiłabym zostawić mojego męża
                  samego. Niech sam sobie radzi z problemem. Nawet z szacunku dla wspólnie
                  przeżytych cudownych chwil próbowałabym pomóc i walczyć o nas.
                  Pozdrawiam - Małgosia
                • marianna72 Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 21:25
                  monia145 napisała:

                  > Bardzo proszę, abyś zacytowała, w którym miejscu ktokolwiek twierdzi, że
                  > dziecko z rozbitej rodziny= gorsza kategoriasad
                  > Piszesz, ze znasz ludzi z dobrych domów, którzy maja wyroki na koncie i
                  takich
                  > z rodzin alkoholowych, którzy wyszli na porządnych ludzi. I co? Każdy takich
                  > zna. Jak również ludzi z dobrych domów, którzy sa porzadnymi członakmi
                  > społeczeństwa i ludzi z rodzin alkoholików, którzy stoczyli sie tak jak ich
                  > rodzice. I wbrew pozorom ważne jest jakich ma się rodziców- to, że dziecko
                  > alkoholików wyjdzie na prostą, nie oznacza, że trauma z dzieciństwa w jakis
                  > sposób nie zaważa na ich dorosłym zyciu. Pozostają wspomnienia, żale, po
                  prostu
                  >
                  > nie wierzę, że nie ma to znaczenia, w jakim domu się dorasta. Myślę, ze
                  > dziewczyny, które tu pisały o swoim domu rodzinnym, nie są tych wspomnień
                  > pozbawione. I to jest największe obciązenie, jakie dziecko może wynieść z
                  domu-
                  >
                  > złe wspomnienia. Proszę więc nie pisz, ze to nie ważne.

                  Monia145 oczywiscie ,ze ma znaczenie to wszystko o czym piszesz powyzej .Tylko
                  czasami te negatywne doswiadczenia dziecinstwa umacniaja, pomagaja docenic to
                  co sie ma , stwarza sie cos innego swoim dziecia, swojej rodzinie.
                  Dlatego wlasnie ,ze ma sie te zle wspomnienia probuje sie oszczedzic podobnych
                  przezyc swoim dzieciom.
                  Bedac dzieckiem oczywiscie marzylam zeby miec normalny dom .Teraz nie ma to dla
                  mnie juz takiego znaczenia, moje dziecinstwo.
                  Czasami mysle ,ze gdyby nie moja przeszlosc bylabym zupelnie innym czlowiekiem
                  a tego bym nie chciala , moje zycie obecne byloby tez zupelnie inne a nie
                  chcialabym zadnego innego bo jestem absolutnie szczesliwasmile))
                  Nie demonizujmy udane dziecinstwo to nie znak rownosci do udanego zycia
                  pozdrawiam
    • mathiola Czy co niektore nie widza absurdu w tym co mowia? 06.08.06, 15:55
      Jesli ona go zostawi, to tym samym skaze swoje dziecko na bycie wyrzutkiem
      spolecznym, niegodnym, zeby z nim sie zadawac - zrobi swoje dziecko patologia z
      rozbitej rodziny. I wy jej to tak czystym sumieniem proponujecie zrobic,
      jednoczesnie wyznajac, ze dzieci z rozbitych rodzin to gowno, ktore trzeba
      omijac z daleka (swoja droga - zenujace poglady).
      Gerandia, mysle, ze moge wiedziec co przezywasz, ja tez wkurzam sie na meza ze
      piwkuje za czesto, a on twierdzi, ze tak sie odstresowuje... Nie wiem co z tym
      zrobic, na razie nie panikuje, bo: nie zauwazam tendencji zwyzkowych, taki stan
      rzeczy jest od poczatku i sie nie poglebia, maz dba o mnie i dzieci wrecz
      fanatycznie, ma swietna prace i swietnie zarabia, jest odpowiedzialny i dalby
      sie posiekac za rodzine. Co nie zmienia faktu, ze jego odstresowywanie sie
      doprowadza mnie czasem do szalu. Nie pochodzi co prawda z rodziny obciazonej
      alkoholizmem, ale za to pracuje w srodowisku obciazonym umilowaniem do
      zodstresowywania sie piciem. Wierze ci, ze twoj maz nie pojdzie na zadna
      terapie, jedynie ciebie wysle do psychiatryka, jesli mu to zaproponujesz, bo
      przeciez NIE MA PROBLEMU.
      A moze faktycznie nie ma problemu, sa przeciez ludzie, ktorzy rzeczywiscie
      lubia sobie wypic wieczorem piwko, dwa i dalej sie nie posuwaja?
      Jesli u twojego meza nie zauwazasz tendencji zwyzkowych, moze nie ma co robic
      od razu wielkiego halasu z rozwodem wlacznie? Moze stopniowo, malymi kroczkami
      uswiadamiaj mu, jak bardzo sie o niego boisz (walac z grubej rury wywolasz w
      nim tylko furie jak znam zycie), uswiadamiaj mu czesto, ze jego picie nie jest
      rzecza normalna... A moze z czasem sam zauwazy problem i dojrzeje do terapii? A
      moze potrzebuje jakiejs terapii wstrzasowej?
      Tak naprawde to nie umiem nic madrego wymyslic, to sa ciezkie sprawy.
      Trzymaj sie i walcz. Rozbicie rodziny to najgorsze co mozna zrobic sobie i
      swojemu dziecku.
      • gerandia bedzie lepiej wiem to 06.08.06, 16:12
        Witajcie!!!!
        Wczoraj przeprowadzilam z mezem powazna rozmowe powiedzialam o wszystkim co mi
        lezy na watrobie kazalam mu pomyslec jak czuli sie jego bracia jak widzieli
        ojca pijanego (on byl malutki i nie pamieta) spytalam czy chce zeby jego syn
        widzial go w takim stanie on oczywisci mowil ze do tego duzo mu brakuje i nigdy
        nie dopusci nie dawalam za wygrana i dalej gadalam ze jezeli teraz nie
        zaczniemy cos z tym robic to tak wlasnie moze sie to skonczyc oczywiscie byly
        lzy obiecywania ze to koniec z piwkowaniem jestem zadowolona i bede
        konsekwentna to jest moja rodzina i tak juz zostanie na zawsze
        Dziekuje za dobre slowa jestem wdzieczna daly mi sile do dzialania
        Pozdrawiam
        • aga55jaga Re: bedzie lepiej wiem to 07.08.06, 11:11
          świetnie - pierwszy krok postawiłaś. Mąż zna twoje zdanie na temat spożywania
          przez nieg alkoholu. Mam nadzieję że coś do niego dotarło. Jednak, jeżeli
          faktycznie, mąż ma problem alkoholowy ufaj mu ale w ograniczony sposób. Nie
          wiem jak się umówiliście - czy abstynencja całkowita, czy jedno piwko
          wieczorem? Jednak dyskretnie obserwuj męża czy nie wygląda na pijanego, czy nie
          zachowuje się nienaturalnie, czy nie zaczął żuć nadmierne ilości gum miętowych
          itp. W jakim stanie wraca z pracy, czy nagle nie zaczął podejrzanie dbać np o
          higienę i zamykać się w łazience i podobne dziwne zachowania - przepraszam za
          może brutalne słowa, ale są to, nazwijmy, "przepisy bezpieczeństwa". Nawet nie
          wiesz jakie pomysły mogą mieć ludzie którzy piją a udają przed wszystkimi, że
          nie piją. Mam głęboką nadzieję że u was będzie ok, jednak obserwacja nie
          zaszkodzi. Moja rada - zachowuj się bardzo dyskretnie, tak aby mąż nie
          zauważył, że go szpiegujesz. Jeszcze jedno - alkoholicy są także mistrzami w
          oszukiwaniu nie tylko bliskich ale i samych siebie. Jeżeli obiecują że nie będą
          piś, faktycznie mogą nie wziąć kropli alkoholu do ust nawet i przez kilka
          tygodni, właśńie po to aby udowodnić wszystim że nie sa pijakami. Potem
          uspokojeni że nałóg ich nie dotyczy wracają do chlania.
          Jeszcze raz przepraszam za powyższe słowa. Pozdrawiam serdecznie
      • aleksandrynka Re: Czy co niektore nie widza absurdu w tym co mo 07.08.06, 23:07
        Rozbicie rodziny to najgorsze co mozna zrobic sobie i
        > swojemu dziecku.

        tak, zgadzam się, tylko w przeciwieństwie do Ciebie (o ile dobrze zrozumiałam)
        ciążar odpowiedzialności przenoszę z kobiety na pijącego - to on rozbija
        rodzinę, a nie kobieta, która odchodzi. Subtelna różnica, ale decydująca...
    • feema-to-ja Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 20:43
      a znaki przestankowe znasz? normalnie czytac nie mozna...
    • kiniozaur Re: Boję się o naszą rodzinę 06.08.06, 20:48
      Gerandio!
      Z opisanych przez Ciebie faktów mogę wysnuć przypuszczenie , iż Twój mąż ma
      problem z alkoholem , bez wątpienia nadużywa go i zaczyna tracić kontrolę nad
      piciem tzw. towarzyskim. Nie będę wymądrzać się na forum jak co niektóre
      domorosłe "terapeutki" i wybitne znawczynie tematu, bo to nie miejsce na
      wirtualne porady terapeutyczne. Myślę , iż najlepiej byłoby- może nawet przed
      rozmową z mężem, abyś wybrała się do poradni odwykowej/leczenie uzależnień i
      umówiła się na rozmowę z psychologiem/terapeutą uzależnień. Taka rozmowa
      rozjaśni Ci wiele w głowie , spotkania pozwolą lepiej poznać CHOROBĘ A NIE
      PATOLOGIĘ jaką jest alkoholizm. Życzę Ci dużo wytrwałości i odwagi.
    • mama.igora Re: Boję się o naszą rodzinę 08.08.06, 09:02
      Myślę, że już macie problem. Nie wiem, jak długo to trwa, ale jak facet
      codziennie pije 3 piwka to JEST problem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka