herbata26
31.08.06, 00:07
piszę bo nie ma mam z kim o tym pogadać... siedzi to we mnie i jakoś nie umiem
zapomnieć, niby nic się nie stało ale...
jesteśmy po slubie 6lat mamy dziecko, czuję się kochana i dogadujemy się -
jest naprawdę OK,
kilka dni temu małz wyznał mi ze 2lata temy był zauroczony pewną panną, był to
czas kiedy jeżdził na delegacje - tydzień w tydzień, panna wynajmowała pokoj w
tym samym domu, wieczorami wiadomo gadki-szmatki z kumplami przy piwie,z nią,
podobała mu się i on jej, zabiegała o niego - kanapki, piwo - taka codzienna
troska ;-P [bynajmniej nie robię mu kanapek i nie kupuję piwa! moze to błąd
;D] i był pewien wieczór kiedy panna mało mu do łóżka nie wlazła, - a on po
piwach nawet trawie... dał jej do zrozumienia ze nic z tego , znajomość się
skończyła...
powiedział mi o tym bo go to dręczyło, powiedział ze jest z siebie dumny - bo
to własnie w chwili kiedy powinien był "najłatwiejszy" nie zdradził...
a ja no cóz ja bardziej boję się tej emocjonalnej zdrady i to jego określenie
"byłem spaprany strasznie" - zabolało.
ok było minęło, spłakałam się strasznie ;-D i wtedy stwierdził ze nie
potrzebnie mi o tym mówił "bo to naprawdę nic takiego nie było"
nic takiego?..
cholera czemu kobiet tak wszystko biorą do serca??
ech no powiedzcie coś....