ale pewnie nigdy tego nie zrobię, bo nie mój biznes.
Ale męczy mnie to, więc może coś poradzicie.
Otóż, mam zajomą rocznik 58, która nigdy nie była u ginekologa. Nie rodziła, nie współzyła, wiem bo kiedyś gadałyśmy o moich cyrkach ginekologicznych i pogadałyśmy sobie od serca

I cholerka, nie jest to mój interes, ale dzwoni mi w głowie "mądrość życiowa" od mojej matki, która spędziłą sporo czasu jako anaestezjolog usypiając do operacji - że bardzo często, lub nawet najczęściej problemy ginekologiczne trafiają się zakonnicom, na przykład. Czyli nieródkom, dziewicom (z założenia

.
Na gina namawiać nie będę, bo ona nie pójdzie "bo przecież się nie puszcza i nie łąjdaczy" - cytuję (jest panną i ma pewien ustalony system wartośći jeżeli o to chodzi - co rozumiem, wolny kraj w końcu).
Ale korci mnie, że hej, żeby coś w tym kierunku zrobić, wtrąćić się, urobić na swoje i zatargać do tego gina. Co byście zrobiły? Coś czy nic? Może mnie jakoś natchniecie, albo chociaż uspokoicie zapędy