trzeci.koniec.kija
04.10.06, 13:02
Drążą mnie ostatnio takie przemyślenia. Ile złych cech, wad naszych rodziców
wynosimy z domu wraz z "posagiem"?
Mam koleżankę, której ojciec, że tak powiem - prowadził bujne życie
pozamałżeńskie. Ona za nic nie może sobie ułożyć życia. Niby z kim jest ale
zaraz potem tęskni do kogoś z kim była. Niby jej pasuje ale po jakimś czasie
pojawia się na horyzoncie ktoś potencjalnie lepszy i awansuje do roli księcia.
A babka dawno już 25 lat skończyła.
Inna znowóż była wychowywana przez mamę. Po w sumie nijakiej kłótni ze swoim
od razu wywaliła go z domu i życia twierdząc, że tak będzie lepiej.
Moja ciotka, do rany przyłóż, miała bardzo kochających się rodziców. Dzisiaj
mieszka z typem, którego dawno powinna kopnąć w tyłek ale nie, woli stawać na
głowie aby "odbudować" związek.
Macie takie wrażenie, że relacje damsko-męskie z naszych rodzin cholernie
determinują kształt naszych własnych? Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak
kopiujemy wzorce. Czasem, patrząc na rodziców z boku łatwo zauważyć własne wady.