Dodaj do ulubionych

Ile się wynosi z domu

04.10.06, 13:02
Drążą mnie ostatnio takie przemyślenia. Ile złych cech, wad naszych rodziców
wynosimy z domu wraz z "posagiem"?

Mam koleżankę, której ojciec, że tak powiem - prowadził bujne życie
pozamałżeńskie. Ona za nic nie może sobie ułożyć życia. Niby z kim jest ale
zaraz potem tęskni do kogoś z kim była. Niby jej pasuje ale po jakimś czasie
pojawia się na horyzoncie ktoś potencjalnie lepszy i awansuje do roli księcia.
A babka dawno już 25 lat skończyła.

Inna znowóż była wychowywana przez mamę. Po w sumie nijakiej kłótni ze swoim
od razu wywaliła go z domu i życia twierdząc, że tak będzie lepiej.

Moja ciotka, do rany przyłóż, miała bardzo kochających się rodziców. Dzisiaj
mieszka z typem, którego dawno powinna kopnąć w tyłek ale nie, woli stawać na
głowie aby "odbudować" związek.

Macie takie wrażenie, że relacje damsko-męskie z naszych rodzin cholernie
determinują kształt naszych własnych? Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak
kopiujemy wzorce. Czasem, patrząc na rodziców z boku łatwo zauważyć własne wady.
Obserwuj wątek
    • a.lenard Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 13:18
      oj mam nadzieje ze u mnie bedzie inaczej :p i jak narazie jest zupełnie
      inaczej smile
    • marta.kunc Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 13:21
      trzeci.koniec.kija napisała:


      > A babka dawno już 25 lat skończyła.


      odpadlam..... no tak juz powinna miec mezusia i ze 2 dzieci. stara panna
      zalosna. wybredna wyschnieta macica.
      • trzeci.koniec.kija Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 13:25
        To była zawoaluowane wink
        Te 25 lat to skończyła ze 15 lat temu wink
        • marta.kunc Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 13:26
          aaaaaa.... no coz, to ma babka problem jak nie potrafi nawiazac glebszych
          relacji...
    • demarta Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 13:22
      no wiesz, jak ktoś nie zauważa u siebie tego garba, no to dramat, ale już sobie
      uświadomi, to połowa drogi do sukcesu, wystarczy tylko znaleźć dobrego
      psychoterapeutę, pochodzić z kilka lat i zawsze ma się te 50% szans
      na "wyprostowanie krzywizn".
      • dagmama Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 14:45
        Ja jednak widzę takie zależności.
        Mam koleżankę z tradycyjnego domu. Dziewczynka pomaga w kuchni, chłopca goni sie
        do ksiązek, mama z rękami stale zajętymi (plus praca zawodowa)i pan domu po
        pracy oglądający telewizję.
        Mało, że stworzyła identyczny związek, to jeszcze AUTENTYCZNIE uważa, że życie
        kobiety to wyłącznie obowiązki i poświęcenia.
        Są też takie rodziny: córka się rozwodzi, jej matka po rozwodzie, siostra nie
        potrafi stworzyć związku.
        Coś w tym jest.
    • oxygen100 Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 14:47
      niesmile moja mama np. jest silna osobowoscia a ojciec slabszasmile Ja jestem raczej
      ugodowa i malo upierdliwasmile) ale w tej kwestii musialby sie wypowiedziec moj maz
      • trzeci.koniec.kija Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 15:27
        Rozumiem, że się wypowie jak uzyska Twoją zgodę, poodkurza i położy dzieci spać?
        tongue_outtongue_outtongue_out
    • mysia-mysia Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 15:11
      trzeci.koniec.kija napisała:

      > Moja ciotka, do rany przyłóż, miała bardzo kochających się rodziców. Dzisiaj
      > mieszka z typem, którego dawno powinna kopnąć w tyłek ale nie, woli stawać na
      > głowie aby "odbudować" związek.

      czyli jak rodzice się nie kochali - źle, jak się kochali - jeszcze gorzej wink

      mój ojciec jest chory psychicznie i mama się z nim w sumie tylko męczyła
      ja się ze swoim facetem nie męczę a w dodatku jest on normalny, choć oczywiście
      ma wady smile
      • iwles mysia-mysia :) 04.10.06, 17:19
        wiesz, byłoby conajmniej dziwne, gdyby Twój mąż odziedziczył chorobę po Twoim
        tacie.

        wink
        • mysia-mysia Re: mysia-mysia :) 04.10.06, 17:35
          nie, ale powinnam sobie wybrać takiego, z którym będę się męczyć bo taki model
          związku poznałam w domu wink
    • dag_mara Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 17:13
      ja chciałam dużo, ale rodzice mi nie pozwolili.
      Najbardziej zależało mi na słoikach - wekach zrobionych przez mame, ale wynieść
      niezauważalnie sie nie dało sad
    • chupachups1 Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 17:26
      Na pewno rodzina w jakis sposób warunkuje nasze życie (wszak wychowanie na tym
      polega), ale też zauważyłam ostatnio trend, że winą za wszystkie swoje
      niepowodzenia życiowe najlepiej obarczyć rodziców. Bo albo nie kochali
      dostatecznie, albo kochali za bardzo, albo byli nieobecni, albo za bardzo
      ograniczali wolność. Na to z jakim bagażem wyjdziemy z domu mamy ograniczony
      wpływ, ale dorosłość polega na tym, żeby brać odpowiedzialność za swoje życie.
      Do szału doprowadza mnie użalanie się nad sobą dorosłych ludzi, których rodzice
      np. się rozwodzą. Każdy ma w jakiś sposób "patologiczne" dziciństwo i każdy
      mial jakąś traumę.
      • syriana Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 17:33
        z domu wynosi się przede wszystkim cechy charakteru i predyspozycje do pewnych
        zachować (pewność siebie, silny charakter, skłonność do depresji, etc..)

        i to wnętrze, które wykształcili w nas rodzice, odpowiada w dużym stopniu za to
        jaki związek stworzymy

        myślę, że sporą rolę może też odgrywać społeczna emancypacja i świadomość
        pewnych postaw - np. dzisiaj dziewczyny mniej skłonne są do pełnienia tylko i
        wyłącznie ról "pani domu", bo wiedzą że w społecznej hierarchii taka kobieta
        traktowana jest gorzej niż ta ambitna, myśląca o karierze

        no i są jeszcze media - promujące określone modele związków, postawy partnerów
        wobec siebie
        to też działa
        • miezekatze_78 Re: Ile się wynosi z domu 04.10.06, 23:11
          Moja apodyktyczna matka zawsze wykorzystywała fakt, że Andy i ja byliśmy dość
          nieśmiałymi i uległymi dziećmi.
          Samodzielne decyzje z duszą na ramieniu zaczęłam podejmować w wieku 18 lat (a
          właściwie to po wyjeździe na studia, które były dla mnie wybawieniem).
          Przedtem jednak zdążyłam się nabawić porządnej nerwicy.

          Obiecywałam sobie, że nigdy nie będę taka jak ona i będę się trzymać z daleka
          od ludzi tego pokroju.
          Ale niedawno z przerażeniem odkryłam, że wchodzę w związki z mężczyznami,
          którzy mnie sobie podporządkowują.
          Najśmieszniejsze jest jednak to, że ja tego w ogóle nie zauważam, no, może po
          roku, dwóch, kiedy mija okres fascynacji (tzw. klapek na oczach).

          I dopiero wtedy zaczynam walczyć o swoją autonomiczność.

          A najgorsze jest to, że nieświadomie powtarzam pewne zachowania matki.
          Pamiętam z dzieciństwa, że nienawidziłam, kiedy potrafiła mnie zwymyślać,
          wyzwać od najgorszych kure..., a za chwilę chciała przytulać.

          Z przerażeniem stwierdziłam, że ostatnio postąpiłam identycznie w stosunku do
          mojego kota, i dziwiłam się, podobnie jak kiedyś ona, dlaczego kot nie chce się
          do mnie przytulać.

          To przerażające. I chyba dyskwalifikuje mnie jako matkę, więc nie wiem, czy
          nawet będę próbować. Może naprawdę nie wszyscy powinni mieć dzieci.

          .....
          Morgen wirst du sein was du heute denkst
          • zosia_1 do miezekatze_78 05.10.06, 13:15
            Na pewno powinnaś mieć dzieci. Ja tez mam chwilami takie zachowania jak
            opisujesz, i też z przerazeniem odkrywam ze mam to po mamie. Najpierw zwymyślam
            męża a potem przepraszam i żąluję, sa typy różne są typki co to nie krzyczą, ale
            dusza w sobie i długo trzymają urazę a są cholerycy, to raczej my, ale i jedni
            i drudzy mają swoje zalety, najwazniejsze zeyś znalazła kogoś kto Cie taką
            pokocha i zrozumie. Ja znalazłam smile.
            Każdy w inny sposób rozładowuje emocje,
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka