Jeszcze do niczego nie doszło. Ale ponieważ staje się to coraz bardziej
prawdopodobne, muszę brać to pod uwagę i zastanawiać się teraz a nie
podejmować decyzję pochopnie.
Mieszkamy w Siedlcach. Oboje pracujemy w tej samej firmie ( dodam,że pracuję
tu bo on tu pracował i jak on odejdzie to na pewno nie będzie tu dla mnie
miejsca ) On zarabia sporo ponad średnią krajową, ja grubo poniżej ( ale wolę
to niż siedzieć w domu, poza tym jednak moja praca i płaca ułatwiają nam
życie ) Mieszkanie wynajmujemy ( 3 duże pokoje kosztują nas jakieś 850 zł
miesięcznie ze wszystkim ). Mamy synka ( 3.7 roku ) z autyzmem
wysokofunkcjolanym. Kuba chodzi tu do przedszkola, wydaje mi się, że jednego
z lepszych w mieście, w każdym razie Kuba zaklimatyzował się tu do tego
stopnia, że nie chce wychodzić

W razie choroby ( a choruje niestety
często ) siedzi z nim babcia ( robi co prawda łaskę, ale wnuka lubi i Kuba
zostaje z nią ) albo niepracujący szwagier, ktoremu odwdzięczam się np.
pomagając w lekcjach - zatem problem opiekunki mnie w zasadzie nie dotyczy.
Problem w tym, że maż swojej pracy ma dość ( aż tak rewelacyjne płatna nie
jest, poza tym... spłacamy ogromny kredyt - nie nasz, kredytobiorca jest
niewypłacalny) pracuje dużo i długo.
Dostał propozycję pracy w Warszawie. I gdyby to od niego zależało, to już by
tam siedział. A ja... ja mam wątpliwości. I ...wychodze na egoistkę.
Co prawda, płaca tam wyższa , ale - wynajęcie mieszkania pochłonie tę
nadwyżkę ( kupno nie wchodzi w grę z popwodu komornika ) Ja tu pracę mam -
tam licho wie ( moze znajdę, a może nie. Ale tu mam i nie chodzę na
zwolnienia a tam nie będę miała z kim zostwić Kuby a opiekunka "zje" moją
pensję ) Tu Kuba ma przedszkole ktore lubi - tam nawet nie wiem, czy gdzieś
są wolne miejsca, a jak są to czy tez będzie tak dobrze...
Zatem ... jestem na nie z powodów powyższych. Zostać sama tu też nie mogę bo
nawet jesli mnie z pracy nie wyrzucą to bez sensu jest utrzymywac dwa domy...
zresztą na to nas nie stać. To wszystko było na nie. Za: ambicja męża i
potencjalny rozwój ...
Mój maż uważa, że to ja jestem egoistką i nie może ciągle myśleć o mnie i o
dziecku. Buhahaha. To ja mam sobie tam poszukać pracę, ja mam poszukać
przedszkole, ja mam martwić się o to, kto zostanie z Kubą, gdy zachoruje (
kto będzie chciał pracownika ktory co dwa tygodnie będzie brał zwolnienie na
tydzień, ktory będzie się co rusz wcześniej urywał, bo musi z dzieckiem na
terapię, ktory nie będzie mógł zostać po godzinach bo przedszkole czynne do
17? )
Nie wiem, czy to ja mam zły punkt widzenia? Bo te wszystkie argumenty do
niego nie docierają...