Dodaj do ulubionych

Małżeństwo? na odległość

IP: *.* 27.09.01, 11:11
Witam wszystkie e-mamy i nie tylko,Postanowiłam napisać i poprosić o radę, bo przyznam się, że sama już nie mam konceptu jak ułożyć, w zasadzie poskładać moje małżeństwo. Tzn. niby pomysł mam, gorzej z jego realizacją. Zaznaczam, że nie będzie tu o złym mężu, wrednej teściowej i takie tam ... Ale od początku. W maju "99 urodziłam córę, mąż w tym czasie studiował dziennie i dojeżdżał na uczelnię i do pracy jedyne 40 km dziennie. Później przyszedł kolejny rok akademicki (na szczęście 5), była praca. Ja do końca września byłam na urlopie, ogólnie zarabiałam nieźle, więc jakoś interesik się kręcił, trochę pomagali nam rodzice. Ale zbieraliśmy na własne M... Pod koniec roku mój mąż stwierdził, że praca jest do d. i zaczął szukać czegoś bliżej, a przede wszystkim lepiej płatnego zajęcia (po odliczeniu kosztów dojazdu z jego pensji zostawało ok. 600 zł, oczywiście robił jakieś dodatkowe projekty, ale wiadomo na to nie ma co liczyć), no i ... mimo świetnego kierunku studiów (telekomunikacja), jakiejś już zdobytej praktyki nici z pracy. Dostał co prawda kilka propozycji, ale za najniższą krajową, więc szkoda się było przenosić. Ale pewnego dnia buszując po necie znalazł kilka ciekawych ofert. I tu się zaczęło. Oferty ciekawe, ale w ... oczywiście nie zgadniecie gdzie? Warszawa. I tu wkroczyła moja skromna osoba. Powiedziałam tak: wysyłaj cv, jak Cię będą chcieli, to pojedziesz na rozmowę. Chyba do końca nie zastanowiliśmy się nad tym problemem. I efekt jest taki, że mąż dostał kilka propozycji, wybrał jedną, wg niego najbardziej odpowiednią. Zamienił stryjek, siekierkę na kijek ;) dojazd 40 km na bagatelka 300 km. Ponieważ pierwsza umowa była na trzy miesiące, to stwierdziliśmy, że to będzie okres próbny. No bo zawsze mogą z niego zrezygnować, albo on nie będzie zadowolony. Minęły trzy miesiące i dostał nową umowę, oczywiście za większe pieniądze. Szybciutko uzbieraliśmy brakującą kwotę na własne M, poczyniliśmy zakup i ... mam wrażenie, że wszystko umarło. Aha ważne jest jeszcze to, że mąż pracuje w dziwnej konfiguracji godzinowo-dniowej, tzn. pn-pt np. od 6-14 lub 14-22 lub 22-6, pt-nie 6-18 lub 18-22 przy czym tydzień pracy jest 40 godzinny. W praktyce wychodzi to tak, że 5 dni pracuje, weekend w domu, kolejny tydzień pracuje weekend w domu, później troszkę dłużej niż tydzień (zależy jakie ma dniówki – 8 czy 12) i wolny cały tydzień, a czasem i dłużej (hura!). Pracy zmienić nie może, bo w firmie, w której aktualnie pracuje trzymają go lojalki (szkolenia zagraniczne - niby fajnie, ale...) do końca maja 2002. Od dawna szuka u nas na miejscu, ale wiadomo, że na Śląsku jest recesja, a poza tym kurna chata! niech nikt mi nie mówi, że kasa nie jest ważna. No i teraz jest bardzo duży problem, co robić dalej, bo ta sytuacja po prostu nas dobija. Niby można się przenieść do W-wy, ale wtedy trzeba wziąć drakoński kredyt na własne M !!!, a z jednej pensji, mimo, iż nie jest mała, też nie jest tak łatwo. A ja znowu nie mogę znaleźć nic w W-wie i koło się zamyka. Aha i jeszcze wspomnę, że w między czasie musiałam zmienić pracę, na własne życzenie :fou: oczywiście nie wspomnę jakie kolosalne zarobki mam teraz.Efekt końcowy jest taki, że głównie z mężem gadamy przez telefon, dobrze, że firma płaci :hap: , piszemy maile i jakoś leci. To jest po prostu do bani – umawiać się np. na kolor kafelków do łazienki, jak i tak nie wiadomo, czy będziemy tam mieszkać. W mieszkaniu mamy jak w hotelu, no bo po co kupować cokolwiek jak nie wiadomo co dalej. Poza tym niestety cała sytuacja zaczyna wpływać niekorzystnie na nasze pożycie małżeńskie (o ile takowe istnieje) i to w całym tym bajzelku jest chyba najważniejsze. Był cel, został osiągnięty, ale co dalej? Czekam na jakieś konstruktywne rozwiązania. Ale się rozpisałam t="surprised" border=0 align=absmiddle>Papatki i pozdrawiam wszystkie małżeństwa na odległość,Politea
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 13:15
      Moim zdaniem, życie ma się jedno. Nie warto tak długo byc osobno. na pewno jakoś da sie załatwic zebyście byli razem. A przeciez nie musicie kupowac mieszkania w Warszwwie możan gdzies w okolicach zawsze to taniej. A jak sprzedacie to co macie to na cos tam na pewno starczy. A prace w stolicy tez mozna znaleźć, jak się poszuka...trzymam kciuki, zycie jest za krótkie żeby sie tak torturowac rozstaniami :)trzymaj się!
      • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 13:29
        Nie jesteś jedna.Nasze dziecko miało 3 miesiące gdy tata zacząL bywać w domu na weekendy. Po upływie urlopu macierzyńskiego moje życie rodzinne wyglądało tak: rano odwoziłam Misia do żłobka, ja do pracy, po pracy po odbiór dziecka i do domu. I tak od poniedziałku do piątku. W piątek wieczór przyjeżdzał tata i wszyscy udawaliśmy się na "nabożeństwo" do supermarketu, aby zrobic zakupy na następny tydzień. W sobotę załatwianie różnych spraw, rachunki, naprawy czegoś tam w mieszkaniu. W niedzielę wreszcie normalne życie rodzinne. Od kilku tygodni widzę , że może być jeszcze gorzej. Mąż stracił pracę i jeżdzi w poszukiwaniu czegokolwiek tak, że wraca w sobotę wieczorem, a moja firma przenosi siedzibę do stolicy. I jaki teraz mam wybór? Tata w Krakowie, mama w Warszawie, a dziecko z babcią w domu? Jak się okazuje nigdy nie ma tak źle, aby nie mogło być jeszce gorzejwink
        • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 13:53
          Dziękuję Wiesiu za postawienie do pionu. Ja sobie świetnie zdaję sprawę z tego, że moja sytuacja nie jest wcale taka najgorsza, oboje mamy pracę. Niestety w dzisiejszej dobie jest to duży sukces. Ale nie o to dokładnie mi chodziło.Widzę, że rozkład dnia mamy prawie identyczny -żłobek, praca, dom i tak w kółko ;) - samemu. Słusznie zauważyłaś, że zawsze może być jeszcze gorzej.Ja wiem, że muszę to zmienić, tylko jak, chyba potrzebny mi potężny kopniak w d. Poza tym zdaję sobie sprawę, że mi łatwiej będzie poświęcić aktualną pracę - ze względu na wysokość pensji i miłość z jaką do niej pałam :sarcastic: , tylko muszę mieć jakąś inną choćby za tyle samo (jest to naprawdę śmieszna kwota) i nic nie moge znaleźć. Politea
          • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 14:11
            Opiszę dokładniej moją sytuację. Właściwie zamierzałam napisać sama na ten temat, ale raźniej mi, że jest nas więcej.Mieszkamy w Kielcach, które powoli zamieniają się w wymarłe miasto, z końcem roku największa firma regionu, ktora dawała ma zatrudnienie przenosi siedzibę do Warszawy. Mąż dostał wypowiedzenie w lipcu, teraz zarejestrował swoją działalność i dziś kończy pracę , którą przez te ostatnie tygodnie ciągnął na starym kontrakcie firmy, pracując w Krakowie.Ja dostałam propozycję nie do odrzucenia ( a jednak na razie odrzuciałam) wyjazdu do Warszawy. Tu w Kielcach mam obie babcie, któe w razie potrzeby mogły zostać z dzieckiem i ja byłam dyspozycyjna. Tu dopiero co kupiliśmy i urządziliśmy małe mieszkanko. Warszawa mnie przeraża, ale.. być może będziemy musieli zapomnieć o górach i lasach, o mieszkanku i zaszyć się w jakiejs kawalerce w mrówkowcu ochydnego miasta , aby przeżyć? Tylko czy tam można być ze sobą więcej czasu?Przecież Warszawa jest ogromna ,same dojazdy pożerają kilka godzin dzienie, wymogi dyspozycyjności są dużo wyższe, a z braku babć ta dyspozycyjnośćb ardzo by mi opadła. W niedzielę wyjeżdzamy na dwa tygodnie ,a potem trzeba będzie podejmować decyzje. Ciekawa jestem na czym Wy staniecie. Ile macie czasu na podjęcie decyzji? A nie myśleliście o przeprowadzce do jakiegoś bardziej ludzkiego miasta np. Poznania lub Wrocławia? Wprawdzie w tych miastach nie mamy ani żadnych kontaktów, ale ta Warszwa tak bardzo mnie odpycha...
            • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 14:15
              Wiem ,wiem , ohydnego ortografa strzeliłam. :-(
            • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 28.09.01, 08:37
              wiesia napisała/ł:> Opiszę dokładniej moją sytuację. Właściwie zamierzałam napisać sama na ten temat, ale raźniej mi, że jest nas więcej.Mnie też jest o wiele raźniej, chociaż to dziwne, że człowiek cieszy się z cudzego nieszczęścia.> Mieszkamy w Kielcach, które powoli zamieniają się w wymarłe miasto, z końcem roku największa firma regionu, ktora dawała ma zatrudnienie przenosi siedzibę do Warszawy. A my(? ja z Karolinką) w Sosnowcu, największe bezrobocie na Śląsku. Ogólnie znalezienie pracy u nas w regionie graniczy z cudem. > Ja dostałam propozycję nie do odrzucenia ( a jednak na razie odrzuciałam) wyjazdu do Warszawy. Może jednak pomyśl o tej propozycji nie do odrzucenia, przynajmniej będzie jakaś praca.Ja szukam od jakiegoś czasu i nic, więc sama już nie wiem.> Tu w Kielcach mam obie babcie, któe w razie potrzeby mogły zostać z dzieckiem i ja byłam dyspozycyjna. Tu dopiero co kupiliśmy i urządziliśmy małe mieszkanko. Właśnie wbrew pozorom to jest problem - mieszkanie. Jak nie ma to jest bardzo źle, a jak jest to świetnie tylko co w przypadku konieczności przeprowadzki, albo przypadku podjęcia decyzji co zrobić? Oczywiście można sprzedać, ale...A poza tym babcie, u mnie to też problem. Zazwyczaj mogę liczyć na pomoc, jak męża nie ma w domu. Chociaż ostatnio zauważyłam, że aktywność ogólnie rodziny męża zwiększa się jak on jest albo ma przyjechać?!> Warszawa mnie przeraża, ale.. być może będziemy musieli zapomnieć o górach i lasach, o mieszkanku i zaszyć się w jakiejs kawalerce w mrówkowcu ochydnego miasta , aby przeżyć? Mnie też przeraża, miałam bardzo częste wyjazdy służbowe do stolicy w poprzedniej pracy. Pomijając konieczność dojazdu min, trzy godziny samochodem. Raz nawet jechałam 9 godzin. Oczywiście nie wspomnę to o Maluchu, którego podstawowym pytaniem było "mama, tata w paćy?" > Tylko czy tam można być ze sobą więcej czasu?Przecież Warszawa jest ogromna ,same dojazdy pożerają kilka godzin dzienie, wymogi dyspozycyjności są dużo wyższe, a z braku babć ta dyspozycyjnośćb ardzo by mi opadła. Dlatego my nastawiamy się :what: na jeśli, to zakup mieszkania, wynajęcia w określonej lokalizacji (stronie Wisły). O dyspozycyjności nie wspomnę, bo wiadomo jak to może być.> W niedzielę wyjeżdzamy na dwa tygodnie ,a potem trzeba będzie podejmować decyzje. Miłego wyjazdu. mam nadzieję, że wyjazd wam się uda, a mąż Cię nie sprzeda jakiemuś Turkowi :hap:> Ciekawa jestem na czym Wy staniecie. Ile macie czasu na podjęcie decyzji? Nie określiliśmy konkretnego terminu i to chyba jest kolejna przeszkoda. A właściwie, to decyzja może się będzie musiała podjąć z dnia na dzień lub z godziny na godzinę, w przypadku kiedy mąż np. dostanie kolejną propozycję wyjazdu na szkolenie zagraniczne. Wcześniej mówił, że nie zgodzi się na żaden kolejny wyjazd, bo z tych, na których już był i tak nic nie ma (oczywiście poza jakimiś certyfikatami, które i tak kiedyś się przydadzą), ale teraz dowiedział się, że "awansował" do działu wyżej, więc tekst: "po co pojadę i tak mi to nie jest potrzebne" będzie nie na miejscu.> A nie myśleliście o przeprowadzce do jakiegoś bardziej ludzkiego miasta np. Poznania lub Wrocławia? Wprawdzie w tych miastach nie mamy ani żadnych kontaktów, ale ta Warszwa tak bardzo mnie odpycha...Myślelismy o Białymstoku (ja mam tam rodzinę), ale po dokładnym przeanalizowaniu rynku pracy i nie tylko, zrezygnowaliśmy. Inne miasta raczej nie wchodzą w grę, no chyba, że wygram w totka, ale na razie jeszcze nie zaczęłam grać.Pozdrawiam i jeszcze raz życzę udanych wakacji :hello:Politea
              • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 28.09.01, 09:22
                Dzieki za odpowiedź, ja niestety odpisywać w tej kwestii już dziś nie będę, bo myślami jestem już na urlopie, za parę godzin zaczynam pakowanie walizek i po prostu nie mam serca do tego tematu.Odezwę się po powrocie.
    • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 13:24
      To bardzo źle robi, takie rozłąki małżeńskie...zgadzam się z KAMĄ - możecie srzedać to mieszkanko , które macie i kupić coś innego, i kredycik wtedy mniejszy..Pomyślcie - warto! Po czasie (właściwie już to dostrzegasz!) stweirdzisz, że kasa - owszem, duzo znaczy, ale nie najwięcej.Powodzenia!EWA
    • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość - małe wyjaśnienie IP: *.* 27.09.01, 13:30
      Jeszcze małe wyjaśnienie.Jak najbardziej bierzemy po uwagę sprzedaż aktualnego mieszkania i reszta na kredyt (w innym wypadku nie byłoby to mozliwe), ale to i tak jest dość duża kwota, a wcale nie mamy zamiaru gonić się na 100 m, raczej (oby starczyło) na ok. 40. A może ktoś był w podobnej sytuacji. Jeśli nie chce na formu, please na priva.Politea
    • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 14:42
      Nie wiem czy to dobry pomysl,ale...Moja siostra mieszkala w Lodzi. Wykupili mieszkanie za odstepne(?). Oboje pracowali. Jednak w pewnym momencie jej maz-informatyk dostal znacznie lepsza propozycje-jako informatyk w tvn-nie. Przez pewien czas dojezdzal codziennie do W-wy. Katarzyna w tym czasie szukala tam pracy. Gdy juz sie udalo, zrezygnowala z tej w Lodzi, wynajeli mala kawalerke w W-wie, swoje mieszkanie w Lodzi wynajeli studentom. Po roku wykupili nowy domek w Grodzisku Maz(taniej niz w W-wie i przyjemniej) W tej chwili Kasia jest na macierzynskim. Jej maz dojezdza do W-wy. Nie jest to dluzsza podroz niz ta ktora wczesniej odbywal przez W-we zwlaszcza,ze z pociagu przezucil sie na auto. Coz, moze to jest jakis pomysl. PowodzeniaBogusia
    • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 14:52
      Kochane Osamotnione Mamy :-)To Wy przynajmniej widujecie mezow w weekendy !!! Moj maz 2 tygodnie po slubie wyjechal - bagatelka za ocean i powiedzial ze odwiedzi mnie za pol roku... ja studiowalam dziennie. Wyobrazacie sobie takie malzenstwo? Wtedy jeszcze nie bylo Olenki. Ja sobie nie wyobrazalam. Wzielam dziekanke i polecialam do niego (na szczescie mialam wize). Bylam tam pol roku (tyle moglam) i wrocilam do Polski ale przed wyjazdem spakowalam rowniez meza - przyjechal miesiac po mnie. Rowniez chodzilo o pieniadze i prace. Tam praca byla i dobre wynagrodzenie. Ale musielibysmy byc osobno. Ja sobie tego nie wyobrazalam. Wrocilismy. Ja na dzienne studia a maz szukal pracy. Na szczescie znalazl. Utrzymuje nas. Bardzo duzo nam pomagaja tescie (sa w Stanach), praktycznie wszytkie ubranka dla coreczki dostaje od nich. Postawilam na rodzine na nasze malzenstwo - ryzykowalam bardzo ale sie oplacilo :-). Trzeba przemyslec wszystkie plusy i minusy... Ja wiedzialam ze ta rozlaka zabije nasze uczucia... dlatego wybor byl oczywisty...Marta.
      • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 27.09.01, 18:27
        Ja nie wyobrażam sobie małżeństwa na odległość...... niestety, może jestem samolubem ale tak całkiem sama bez ukochanego faceta? Wyjechałam sama na tydzień do Rodziców a ten tydzień wydawał mi się miesiącem i nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę swojego męża. Zrobiła bym wszystko, żeby znaleźć się jak naszybciej i jak najbliżej niego.Trzymam kciuki. Monika A/P.
    • Gość: slvkoleczko Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 28.09.01, 08:32
      POlitea... czytam i tak jakbym czytała o sobie... w listopadzie mój mąż zmienił pracę (powody te same). Ja pracuję w szkole i byłąm zobligowana do pracy aż do czerwca ( nie mogłam zostawić dyrekcji na lodzie). Tak więc mąż przyjeżdzał raz na 2 tygodnie...POwoli przyzwycziliśmy się do teego. Ale wiedzieliśmy że to nie jest najzdrowszy układ. Mimo protestów całej rodzinki pod koniec sierpnia zaciągnęliśmy olbrzymi kredyt i mieszkamy razem w MIlanówku. Poprzednia sytuacja była niezdrowa i bardzo nas i nasze dzieci męczyła. Nie mówię że teaz jest nam łatwiej ale w końcu jesteśmy razem. Wbrew pozorom sugeruję abyście zastanowili się nad takim rozwiązaniem. Jeśli chcesz to napisz do mnie na priva. Pytanie z jakiej części śląska jesteś? Trzymam kciuki . Sylwia
    • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 28.09.01, 20:17
      Pozdrawiam wszystkich widujacych sie w weekendy. A teraz jeszcze jedna historia: Oboje jestesmy a Krakowa, a ja w czerwcu 97 dostalam -wlasciwie mozna powiedziec rewelacyjna- prace w Warszawie. Maz na slowo "stolica" dostawal wysypki, wiec widywalismy sie tylko w weekendy az do lutego 99, kiedy to na swiecie pojawila sie Ninka. Zjechalam do rodziny do Krakowa (Bogu dzieki za duuuzy dom rodzicow)na macierzynski, i razem z mezem wrocilismy do Warszawy w sierpniu 99, juz do naszej, kupionej w miedzyczasie kawalerki i rowniez niezlej, znalezionej poczta pantoflowa pracy meza. I teraz: w grudniu 00 moja firma zaproponowala mi wyjazd na 5-6 lat do Brukseli. ha ha . No i siedze sobie od 4 miesiecy w Brukseli, w 6 miesiacu ciazy i powoli zaczynam miec dosc wyjezdzania w piatek wieczorem, po 1)tygodniu dosc zajmujacej pracy 2)tygodniu kombinowania jak sie z niej urwac jak najwczesniej i odebrac z przedszkola coreczke 3)ciazowa sennoscia i zmeczeniem na lotnisko i usmiechania sie do faceta, ktory znowu zniknie w poniedzialek rano. Na szczescie zlozyl juz wymowienie w Polsce i bedzie z nami przez jakis miesiac, a nastepnie ma prace, owszem, blizej, bo
      • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 29.09.01, 12:19
        Hej! Ja na problem Politei rozwiazania nie mam, ale nie wyobrazam sobie zycia bez meza. Od slubu (rok i 4 miesiace) nie rozstalismy sie ani jednego razu. Wlasciwie osobno jestesmy tylko te 8 godzin gdy jestesmy w pracy... potem Jas po mnie przyjezdza i do nastepnego dnia pracy jestesmy razem...Gdy musialam pojechac na 3 dni do miasta obok (135km) - Jas codziennie do mnie przyjezdzal. Potem mialam szkolenia w tym samym miescie (tzn ja dawalam szkolenia)... firma zaproponowala mi hotel lub samochod z kierowca... tak, ze codziennie na 18 bylam w domu... w ktorym czekal na mnie kochajacy Jas (z obiadem :love: ).Raz Jas musial poleciec do Kopenhagi na konferencje... wzielam tydzien wolnego z pracy i polecielismy razem.Wiem, ze to nie wnosi nic nowego do sprawy, ale po prostu zadne z nas nie wyobraza sobie zycia bez tego drugiego.. po to wzielismy slub by byc razem. (Narzeczenstwo przertwalismy na chacie :) ).I mysle, ze gdyby Jas sie musial gdzies przeniesc na dluzej to bym natychmiast zrezygnowala z pracy by jechac z nim.Pozdrawiam i zycze bys i Ty mogla jak najszybciej byc na stale z mezemSuzann
        • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 01.10.01, 10:01
          Suzann napisała/ł:> I mysle, ze gdyby Jas sie musial gdzies przeniesc na dluzej to bym natychmiast zrezygnowala z pracy by jechac z nim.Podziwiam Cię za tryskający z każdej strony optymizm. Mnie on już przeszedł po kilkunastu miesiącach życia na odległość.Pa, pa :hello:
          • Gość: guest Re: Małżeństwo? na odległość IP: *.* 01.10.01, 10:13
            Ja też jestem samotną mamą na pół etatu. Mój mąż od kilku lat pracuje za granicą i wyjeżdża na kilka tygodni. Ostatnio na trzy, ale czasem na 5-6. Plusem są oczywiście dobre zarobki no i jego wolne, bo ma wolnego tyle, co pracy, czyli 3 tygodnie w domu non stop. Ale czas szybko mija. Przyzwyczaiłam się już do takiej sytuacji, ale było mi ciężko, szczególnie wtedy, gdy synek miał 3 tygodnie, a on pojechał. Próbował zmienić pracę na ląd, ale on ma specyficzne wykształcenie (inżynier okrętowy) , więc niełatwo było mu coś znaleźć. Trochę pracował w Szczecinie, ale w rezultacie spędzaliśmy mniej czasu razem, niż gdy wyjeżdżał. Marzę, że kiedys przestanie wyjeżdżać i znajdzie pracę niedaleko domu, ale same wiecie, że z tym coraz trudniej. Pozdrawiam wszystkie mamuśki i żony pół na pół samotne!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka