Gość: usia
IP: *.*
04.01.02, 10:23
Drogie emamy, muszę się pożalić.Moje dziecko ma zmiany w płucach i tylko cudem nie wylądowałyśmy w szpitalu, w poniedziałek sie okaże, czy leczenie domowe jest skuteczne.W dodatku przeżyłysmy dantejskie sceny przed drzwiami gabinetu lekarskiego, bo osmieliłam sie przyjść z dzieckiem (świszczący oddech+kaszel+bladość+nieskuteczny antybiotyk)bez numerku. Dopiero jakas litosciwa dusza nas przpuściła, bo chyba siedziałabym tam do 20.To znaczy rozumiem zdenerwowanie ludzi, którzy pędzą świtem bladym do przychodni po numerek a potem ktoś im się wpycha w kolejkę, ale z drugiej strony, nagle sie idzie, gdy dzieje sie coś złego....A do tego Laura utrudniała mi zadanie jak mogła,ganiała jak wolny elektron i za nic nie wygladała na dziecko z zapaleniem płuc.I jeszcze mam poczucie winy, że częściowo zaniedbałam wczesniejsze leczenie(niestety,jest to prawda). Niech mnie kto pocieszy......