Dodaj do ulubionych

Fatalna sprawa.....

IP: *.* 04.01.02, 10:23
Drogie emamy, muszę się pożalić.Moje dziecko ma zmiany w płucach i tylko cudem nie wylądowałyśmy w szpitalu, w poniedziałek sie okaże, czy leczenie domowe jest skuteczne.W dodatku przeżyłysmy dantejskie sceny przed drzwiami gabinetu lekarskiego, bo osmieliłam sie przyjść z dzieckiem (świszczący oddech+kaszel+bladość+nieskuteczny antybiotyk)bez numerku. Dopiero jakas litosciwa dusza nas przpuściła, bo chyba siedziałabym tam do 20.To znaczy rozumiem zdenerwowanie ludzi, którzy pędzą świtem bladym do przychodni po numerek a potem ktoś im się wpycha w kolejkę, ale z drugiej strony, nagle sie idzie, gdy dzieje sie coś złego....A do tego Laura utrudniała mi zadanie jak mogła,ganiała jak wolny elektron i za nic nie wygladała na dziecko z zapaleniem płuc.I jeszcze mam poczucie winy, że częściowo zaniedbałam wczesniejsze leczenie(niestety,jest to prawda). Niech mnie kto pocieszy......
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Fatalna sprawa..... IP: *.* 04.01.02, 10:33
      Wszystko jest dobrze. I będzie dobrze.Pozdrówka
    • Gość: guest Re: Fatalna sprawa..... IP: *.* 04.01.02, 11:27
      WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE!!!! Skoro dziecko lata jak wolny elektron, to znaczy, że mimo zmian w płucach nie jest aż tak strasznie chore i szybko dojdzie do siebie :) !Na pewno to nie wina Twojego zaniedbania, tylko jakiś wredny patogen zaatakował Laurę, żebyś się trochę pomartwiła ;) !:hello:Kasia R mama Luizy, którą wczoraj całą zsypało po Planteksie i mamusia rozpaczała, a dziś już prawie wszystko zeszło :) !
      • Gość: usia Re: Fatalna sprawa..... IP: *.* 04.01.02, 11:41
        czyli witamy w klubie, Kasiu. Wszystko przed Tobą, to znaczy paniczny strach o dziecko, oby jak najczęściej nieuzasadniony, i wyrzuty sumienia (oby też).
    • Gość: guest Re: Fatalna sprawa..... IP: *.* 04.01.02, 11:48
      Hej Ula.Ja pod koniec października przeżyłam to samo. Mateusz był przeziębiony, poszłąm do lekarza, nic wielkiego nie było, ot zwykła infekcja. Żadnej gorączki,kaszlu-nic. Nie było powodów do zmartwień. Dwa dni później ni stąd ni zowoąd dostał strasznie wysokiej gorączki. Ja do lekarza, a tu zapalenie oskrzeli i zmiany w płucach. Gorączka 39, kaszel, wymoty-i to w ciągu kilku godzin. Mateo dostał Rulid, ale nie pomógł, dopiero Klacid + Zinnat +Teofilina, syropy i juz było dobrze.Teraz to nawet nie poznasz, że był tak bardzo chory.Tak więc głowa do góry, na pewno będzie dobrze.Pozdrawiam-Dalia
    • Gość: guest Re: Fatalna sprawa..... IP: *.* 04.01.02, 12:06
      Ula, opisałaś jakby scenę z mojego życia - zdenerwowana mama, bez numerku, kolejka jak stąd do Nowego Sącza, a dziecko z kaszlem, gorączką i zasmarkane po pas ani myśli współpracować we wzbudzaniu litości - biega jak wolny elektron, zachwyca się dzidziami ;-) i gada do każdego, kogo widzi. Ufff, ciężko było...Głowa do góry, jesteśmy silniejsi niż wirusy i ze wszyskim sobie poradzimy! Najważniejsze, że mała jest z Wami, napewno wyzdrowieje.Serdeczne buziaczki :bic: Agnieszka
    • Gość: guest Re: Fatalna sprawa..... IP: *.* 04.01.02, 15:00
      Ula,Ja przeżywam te same męki; zaczęło się niewinnie- katar, więc pomyślałam,żeby zastosować coś na katar( porady z forum), potem doszedł kaszel kt. zaczął się pogłębiać no to doszłam do wniosku, że może lekarz powinien Michała obejrzeć. I w samą porę bo mały ma zapalenie oskrzeli; i stąd właśnie te wyrzuty sumienia, że za późno zareagowałam.Trzymaj się, dzieci( dzięki Bogu) mają bardzo dużo energi i tak szybko jak chorują, tak szybko wracają do zdrowia.Iwona
      • Gość: guest Koniec "miłości" z teściową i co dalej? IP: *.* 04.01.02, 15:21
        Mam bardzo duży problem; wręcz nienawidzę swojej teściowej, zawsze jednak udawało mi się zachować spokój i nie okazywać swoich uczuć. Niestety na Wigili ( a właściwie przed) strasznie się poklóciłyśmy, do tego stopnia, że chciała wyjechać. Czarę goryczy dopełnił fakt iż mój mąż chciał wyjechać razem z Nią, zostawiając mnie i synka samych w domu. Sytuacja została uratowana, przez moją siostrę; Wigilia się odbyła. Niestety moja gorycz i rozczarowanie mężem nie. Dlaczego jej nie znoszę? - bo uważa mojego męża za małego synka, któremu trzeba wszystko pod nos podstawić, z drugiej strony jego zdanie jest zawsze najmądrzejsze, jest dla Niej wyrocznią; Ona ma zawsze takie zdanie jak jej syn itd. Nazywa go niuniuś, maleńki ( facet ma prawie 40 lat!), całuje go jak małego chłopca, płacze na widok jego przemoczonych butów itd.O co nam poszło? - zarzuciłam jej, że obmawia mnie ze swoim synem ( rozmowa w stylu: gdyby nie Ty to Ona...,nie wiem jak by sobie poradziła, przecież wszystko sam robisz). No i najgorsze, zwróciłam się do Niej per "Ty"( stwierdziłam, iż nie mieszka z nami więc nie wie co ja robię w domu a co jej syn; opiera się tylko na rozmowach telefonicznych z synem, kt. notabene zawsze mówi: ja zrobiłem, ja kupiłem itp.)Nie zwarcam się też do Niej per "Mamo".No i ja ją prześladuję i na pewno ja to sobie wszystko zaplanowałam. Stąd ta cała awantura. Bardzo też ubodło mnie zachowanie męża, kt. potraktował mnie jak obcą osobę; stwierdził: mamusiu Ty nie chcesz tu zostać, ja Cię odwiozę do domu( 400 km od naszego)a Ona tu zostanie sama na Wigilię; i bardzo dobrze, wszystko sobie pzremyśłi. Poczułam się jakby ten nasz dom, ja, syn byli dla Niego obcymi ludźmi, z których może bardzo szybko zrezygnować!Zastanawiam się co mam teraz zrobić; jak postępować z mężem i z teściową.Bardzo zależy mi na Waszych radach, może odezwie się tu psycholog.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka