Dodaj do ulubionych

Ryczę sobie z cicha...

IP: *.* 23.02.02, 14:13
...a łzy mi kapią na klawiturę.Mieliśmy iść dzisiaj na Władcę Pierścieni. Bilety kupione od ponad tygodnia. Nastawialiśmy się przez cały tydzień, dzisiejsze plany były temu podporządkowane. I nagle o 13.30 telefon: Michał ma przyjechać do szpitala. Zawsze o weekendowe zabiegi się wszyscy zabijają, a dziś nikt nie mógł przyjechą? I musieli mojego męża ściągać? Akurat dzisiaj?Więc sobie rycze, bo zamiast kina - samotne popołudnie i wieczór...
Obserwuj wątek
    • Gość: PAULA Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 23.02.02, 14:20
      głowa do góry wejdź na czat i humor ci się poprawi wiem że to nie to samo co wyjście do kina z mężem ale zawsz to coś.kiedy miałam zły dzień po wizycie na czacie powracał uśmiech.
      • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 00:25
        Na czat to tak trochę niebardzo, bo mam modem i za każde trzy minutki coś tam dopisuą mi do rachunku. Ale za dwa-trzy miesiące mają nam założyć stałe złączę. Wtedy i na czacie się pewnie pojawię. Aneczka
    • Gość: MiZ Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 23.02.02, 15:27
      :sweat: Biedna Aneczka :sweat:Wiesz.... moja zona stwierdzila... (szkoda ze jest zbyt delikatna by Ci to sama napisac :sarcastic: ) , ze z Twoimi problemami zyciowymi to juz by chyba wyskoczyla przez okno... :crazy: :hap:nie idz jednak moze za jej punktem widzenia... moze kiedys naprawde dostaniesz od zycia w kosc i wtedy nauczysz sie cieszyc z tego co masz... :sol:Pozdrowienia.. :hello: Chcesz na nastepny bilet do kina?? :sarcastic:maz :hap: :p: :hap:
      • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 00:22
        Dziękuję za nieukrywane wyrazy współczucia :sarcastic:Zazdrościsz błachych problemów? I tego, że wg Ciebie nie mam poważnych? Tego, że mnie nie wylali ze studiów, że mam zdrowe dziecko? Że mąż mnie nie zdradza? Że mnie nie zostawił? Że mam gdzie mieszkać (w tym się chyba orientujesz...) i co jeść? Że sama jestem zdrowa i mnóstwa jeszcze innych "że"? A co wiesz o mnie? Tylko tyle ile tu, na forum napisałam. Skąd Twoja niezachwiana pewność, że życie mi w kość nie dało? Łatwo Ci przychodzi osądzać. Chcesz mnie zbawiać na siłę, że tak spieszno Ci do zmiany mojego myślenia? No i nie każda kobieta jest tak dzielna jak Twoja żona (bez ironi!). Są takie, co to muszą sobie popłakać, żeby się wziąć za konstruktywną "robotę". A że powód do płaczu był według Ciebie błahy - cóż Twoja ocena. Ja się z nią nie zgadzam, ale to z kolei jest moje zdanie. Aneczka
      • Gość: Kakarzynka Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 06:47
        Ja tu jestem krótko i bardzo rzadko się odzywam ,a teraz pewnie będę jeszcze rzadziej.Ludzie skąd w was tyle jadu???Mnie naprawdę wystarczają codzienne dawki "standardowe"(sklepy,urzędy itp.)Jeśli wolno mi się pożalić tylko wtedy kiedy okaże sie,ze mam raka albo mąż mnie zdradził to myślę że sens istnienia takiego forum staje sie "lekko" wypaczony.
        • Gość: Kakarzynka Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 07:07
          A może przydałoby się założyć nowe forum. W stylu "Masz chandrę napisz, gwarantujemy,że będziesz mieć znacznie większą jak ci pomożemy" :fou:
      • Gość: MartaN Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 19:50
        A ty, MĄŻ, co? naćpałeś się, Czy twoja "DELKATNA ŻONA" cię zeźliła i nie masz się na kim wyżyć?
    • Gość: Gosia1 Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 23.02.02, 16:18
      Kochana Aneczko, skąd ja to znam...... Mój mąż jest fotoreporterem i też nie znam dnia ani godziny. Nigdy niczego nie mogę sobie zaplanować. Powiem Ci tylko jedno - rozczarowanie minie, i może trudno Ci w to uwierzyć, ale przyzwyczaisz się do takiego życia. Nie ma innego wyjścia. I jeszcze jedno - Twój mąż ratuje życie, a mój najczęściej jeździ robić zdjęcia ofiarom wypadków, dla których często jest już za późno..... To mnie jeszcze bardziej przygnębia. Pozdrawiam serdecznie GosiaP.S. Aha, a jakim lekarzem jest Twój mąż?
    • Gość: Monika_A/P. Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 23.02.02, 19:56
      A nam się udało, Stachu do cioci a my do kina. Bałam się zostawić go na ponad 3 godziny ale wytrzymał i on i my :)pozdrawiam,Monika A/P.
    • Gość: Zilka Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 08:06
      Kobieto, ile ty masz lat. W pełni zgadzam się z wypowiedzą MiG, wydoroślej. Poczytaj sobie watek "A maz znowu wyjechal" to moze otrzeźwiejesz. Zawsze fascynowało mnie niezadowolenie żon lekarzy, fotoreporterów, policjantów, że ich nagle nie ma w domu w niedziele i nigdy nie wiadomo o której wrócą. Przepraszam, za dosadność ale "widziały gały co brały". Myślałaś, że od dnia waszego ślubu nagle nie będzie na tym świecie nagłych wypadków?Życzę wszystkim takich problemów jakie ma Aneczkasmile
      • Gość: Gosia1 Re: Ryczę sobie z cicha...Do Zilki! IP: *.* 24.02.02, 10:59
        Ale jesteś miła i współczująca!!! Nie ma to jak jeszcze kobiecie w łeb pałą prawdy przyłożyć!!!No tak, ale ja przecież też jestem wiecznie narzekającą, marzącą o gwiazdce z nieba żoną fotoreportera. Nic tylko mi dokopać, bo śmiem jak Ania odczuwać przykrość, jak kolejny raz nie ma z nami mojego męża!!!! Ale za to możemy być dumne z naszych mężów, bo mimo, że nie są z nami w domu jak "nudni" urzędnicy od 16.30 tylko mają ciekawą pracę i są super facetami....... O to Ci chodzi?Jestem już 7 lat po ślubie i nigdy, powtarzam NIGDY nie przyzwyczaję się do nieobecności mojego męża w domu. I nie ma to nic wspólnego z niedojrzałością, marudzeniem czy syndromem wiecznie niezadowolonej żony, ale z tym prostym faktem, że KOCHAM mojego męża i po prostu, najzwyczajniej w świecie TĘSKNIĘ za Nim. Nie przyszło Ci to może do głowy, zanim napisałas ten zjadliwy post? Jak można się przyzwyczaić do tego, że wiecznie jestem sama z dziećmi, że na spacery chodzę sama, że do kina, nawet jak mamy wszyscy bilety, dzieci się cieszą, a tu nagle telefon i idziemy tylko w trójkę. I powtarzam, że nie ma to nic wspólnego z jakimś niezadowoleniem, ale po prostu jest przykro, że tak się stało. Przecież, do cholery, jest to najzupełniej normalne uczucie!!! Ślub nie jest gwarancją pozbycia się marzeń. Nie zasypuję męża wymówkami, nie truję Mu, że jestem taka strasznie samotna, bo wiem, że nie to jest Mu potrzebne, ale żona która potrafi sobie dać radę w prawie każdej sytuacji. I wiem, że zdaję ten egzamin na piątkę z plusem. Bo daję sobie radę. Ale do licha, mam prawo czuć to co czuję!!!! I mam prawo, tak jak Ania, napisać o tym, i mam prawo do współczucia!!! A nie do przykrego pouczania, że jestem do luftu i może będzie lepiej, jak coś innego mi się przytrafi w życiu, to wtedy zobaczę, jak wygląda życie (w tym momencie "piję" do MiZ....). Zapewniam, że wiem, jak wygląda życie z różnych stron i naprawdę doceniam to co mam, oj doceniam. Życie dało mi w kość, jak nic innego. Ale przecież to nie oznacza, że będę wiecznie się uśmiechać i dziękować Bogu, że nie mieszkam np z pijakiem pod mostem..... To absurd! Jeśli byłam za ostra, przepraszam, ale dopiekło mi to osobiście. Wkurza mnie takie traktowanie kogoś, tylko dlatego, że ma może zbyt błahe, według innych, problemy. Nie nam oceniać płytkość kłpotów, każdy na swoje zycie patrzy subiektywnie, przez własny pryzmat a my - czy nam się to podoba czy nie - powinniśmy uszanować to. To tak jak z dziećmi - one płaczą gdy zgubią zabawkę, a rozpacz jest autentyczna i nigdy nie przyjdzie mi do głowy wyśmiać takiego smrodka, że to głupie tak płakać. Tylko przytulam i pocieszam, a w myślach się modlę aby większych kłopotów nie miało. I tak to widzę ja. I tego właśnie oczekuję od emam. Wsparcia i pociechy a nie oceny, jak dalece tragiczne są moje kłopoty, i czy warte zachodu. Pozdrawiam Gosia
        • Gość: MiZ Re: Ryczę sobie z cicha...Do Gosi1 ! IP: *.* 24.02.02, 12:19
          Gosiu, zauwazylam w Twojej wypowiedzi pewna niespojnosc. W pierwszym poscie pisalas:"Mój mąż jest fotoreporterem i też nie znam dnia ani godziny. Nigdy niczego nie mogę sobie zaplanować. Powiem Ci tylko jedno - rozczarowanie minie, i może trudno Ci w to uwierzyć, ale przyzwyczaisz się do takiego życia. Nie ma innego wyjścia."A teraz piszesz:"Jestem już 7 lat po ślubie i nigdy, powtarzam NIGDY nie przyzwyczaję się do nieobecności mojego męża w domu."No wiec jak to jest? Ja popieram w zupelnosci mojego meza i Zilke. Oby wszystkie kobiety na tym swiecie mialy takie problemy!! Nie przekonasz mnie, ze "ryczenie sobie z cicha" z powodu odwolania wyjscia do kina bo maz zostal wezwany ratowac czyjes zycie nie jest niedojrzaloscia. Dla mnie jest i bedzie. Przeciez Aneczka wiedziala przed slubem z czym wiaze sie zawod lekarza. I wydaje mi sie, ze powinna byc dumna ze swojego meza, ze pomaga ludziom, leczy, a moze nawet ratuje zycie. Moim zdaniem wiazac sie z kims kto wykonuje zawod wymagajacy calkowitego poswiecenia, nienormowanego czasu pracy nalezy sie liczyc z czesta nieobecnoscia w domu. To dotyczy rodzin lekarzy, strazakow, policjantow, ratownikow gorskich i wielu innych, a takze Twojej rodziny Gosiu ... Wiazac sie z taka osoba, czy wychodzac za maz za kogos kto wykonuje taki zawod trzeba byc tego swiadomym bo inaczej mozna znienawidziec. Wiem o czym mowie bo praca mojego meza tez wiaze sie z ciagla nieobecnoscia w domu. Nigdy nie pisalam o sobie osobistych rzeczy, ale prosze bardzo, ciekawe co na to powiesz i jak to skomentujesz:Juz w niecaly tydzien po przeprowadzeniu sie do mojego meza okazalo sie, ze on musi mnie opuscic na dwa tygodnie. Nie znalam tu nikogo, nie znalam miasta, nie znalam jezyka. Jakos musialam sobie sama poradzic, robic zakupy, jakos funkcjonowac. Nie sadze, ze zalewajac sie lzami poradzilabym sobie. Policzylam, ze od naszego poznania sie, polowe czasu spedzilismy oddzielnie. Ostatnie Swieta Bozego Narodzenia wygladaly tak, ze moj maz wrocil pare minut przed polnoca... Spozniona kolacje wigilijna skonczylismy o czwartej rano, a w pierwszy dzien Swiat juz w poludnie musial wrocic do pracy. Nowy Rok tez spedzilam sama. I co? Jakos sobie radze, nie narzekam. Bardzo kocham mojego meza, bardzo za nim tesknie. Ale nie rycze, nie robie mu wyrzutow, ze polowe czasu jestem sama. Zdawalam sobie sprawe, ze tak bedzie. Nauczylam sie cieszyc z nielicznie wspolnie spedzonych chwil. Zaakceptowalam wszystko co wiaze sie z moim mezem. Jesli bym tego nie zrobila to pewnie znienawidzilabym najpierw jego a pozniej moze siebie...Teraz tez wiem, ze niedlugo rozstajemy sie na pol roku... I co mam zrobic? Pocieszac sie Waszym wspolczuciem? Zalac caly komputer lzami? A moze masz jakies inne propozycje?zonaP.S.Ciekawe ile razy przez te pol roku nie pojdziemy do kina...
          • Gość: Gosia1 Re: Ryczę sobie z cicha...Do MiZ! IP: *.* 24.02.02, 13:10
            Witaj!Po pierwsze nie jest to niespójność, ale to o czym pisałam a czego chyba nie zrozumiałaś - nie chodzi mi o to, czy Ania ma rację narzekając, ale o to, że ma prawo narzekać. A ja odpisując Jej próbowałam Ją pocieszyć. I na tym polega różnica między nami. Po co miałam Jej pisać, że też tęsknię, że czasem płaczę, że jest mi ciężko??? Napisałam, że rolą takich żon jest nauczyc się z tym żyć, bo taka jest prawda. I ja całe życie będe się tego uczyć. A czy nauczę, to już inna sprawa. Ja swojego męża nie zagnębiam faktem tęsknoty i nie sądzę aby robiła to Ania. Ale, że przeżywa to? Że płacze? Dlaczego odbierasz Jej do tego prawo? Wiesz z czym mi się to kojarzy? Niedawno napisała post Fuga o ciężkiej depresji poporodowej. Ja też ją miałam. I w sumie - gdyby chcąc odpowiedzieć i Jej i mnie na takie żale w Waszym stylu - można by napisać: czego Ty do cholery chcesz dziewczyno? Masz wspaniałe, zdrowe dziecko, sama jesteś zdrowa, a marudzisz. Weź się lepiej w garść, do roboty, bo nikt za Ciebie tego nie zrobi. Inne nie mają dzieci, albo rodzą chore, upośledzone, więc jak śmiesz jeszcze narzekać???? Ja to właśnie usłyszałam. A przy okazji krwotoków, że nie takie choroby moja rozmówczyni przechodziła........ Widzisz, wszystko zależy od punktu widzenia. Powtarzam jeszcze raz - nie nam osądzać rozmiary i wagę problemów. Każdy je przeżywa bardzo subiektywnie. Są kobiety dla których życiowym kłopotem jest którą suknię wybrać na kolejny bal. Powiedz, kto dał mi prawo oceniania takich ludzi???? Ja mogę tylko pójść i powiedzieć jej w której jej będzie do twarzy. I poważnie podejść do problemu a nie opryskliwie jej powiedzieć, że na świecie właśnie umiera kolejne dziecko - z głodu a ona mi tu z suknią..... Na tym polega przyjaźń, przynajmniej w moim odczuciu, na uwaznym słuchaniu co się do Ciebie mówi, na nieocenianiu, na niekomentowaniu, na skupieniu się i taktownym wytłumaczeniu o co chodzi. Powtarzam - TAKTOWNYM. A tego własnie, taktu, brakuje wielu paniom na tym forum. Bo można wszystko powiedzieć, zależy tylko w jaki sposób. Można nawet powiedzieć Ani, że to błahy kłopot, bo np są mamy, które w ogóle nie mają za kim tęsknić, ale dlaczego od razu odsądzać Ją od czci i wiary??? Czy to jest potrzebne?? Czy nie można pocieszyć Jej i delikatnie powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że się przyzwyczai, że może być dumna z męża, i w końcu żeby się modliła o to, by nie mieć gorszych problemów??? Czy to takie złe, jeśli się człowiek przyzna do tęsknoty? Powiem Ci raczej, że nie bardzo ufam ludziom, którzy nie chcą się przyznać do słabości.... Którzy twierdzą, że w ich życiu jest wszystko wspaniale.... Którzy uważają się za nieomylnych, za twardych, za wszystkowiedzących, i którzy dają sobie prawo do surowej oceny innych. Mam w sobie dużo pokory. Po tym wszystkim co sama przeżyłam nigdy więcej nie pokuszę się do takiego zachowania. Powiedz, tak trudno przyznać się do tego, że było Ci ciężko, że tęskniłaś mimo, iż wiedziałaś w co się pakujesz? Przecież to nie wstyd!!! Wszystko zależy od tego, JAK sobie z tym radzimy! A ile jest ludzi na świecie, tyle sposobów. Nie każdy musi być taki doskonały jak Ty. Są tacy ludzie jak Ania, jak ja.... Którzy głośno przyznają się do własnych słabości.... Szkoda, że tak ostro jesteśmy oceniane. Widać powinno się zaciskać zęby i uśmiechac przez łzy nawet tutaj, anonimowo. Mimo, że właśnie tutaj chciałybyśmy uzyskać siłę do walki z codziennością, aby mężowi pokazać radosną twarz. Ja jednak nie zrezygnuję. I będę pisać o swoich duperelowatych kłopotach (przepraszam za wyrażenie....), będę pisać, że płakałam po przyjściu np od fryzjera, że całą noc się przemartwiłam, co podać na stół gościom, że nie mogę niczego jeść z powodu remontu w domu itp, itd. Mam nadzieję, że choć część forumowiczek da mi swoje wsparcie bez analizowania, że właśnie na drugim końcu Polski umarł ktoś, a ja tu......Nadal wierząca w dobrą wolę GosiaP.S. Całe życie byłam właśnie w ten sposób traktowana najpierw przez mamę a potem przez teściową. Właściwie to boję się Im mówić o swoich problemach, bo wiem, że zostanę wyśmiana.... Podejrzewam, że dopiero jakbym umarła to może uznałyby prawo mojego męża do rozpaczy. Choć, kto to wie.... Pewnie znalazłyby coś jeszcze gorszego....
            • Gość: MiZ Re: Ryczę sobie z cicha...Do Gosi1! IP: *.* 24.02.02, 14:57
              Gosiu, na czym polega wedlug Ciebie prawdziwa przyjazn? Na pocieszaniu i potakiwaniu? Na utwierdzaniu przyjaciolki w jej problemie?Widzisz, ja w przyjazni najbardziej cenie szczerosc. Od moich przyjaciol tego oczekuje i tego, ze bede mogla na nich zawsze polegac. Moi przyjaciele sa bardzo rozni. Niektorzy sa podobni do mnie a z niektorymi jestem jak niebo i ziemia. I wiesz, jak mam problem to oni pomagaja mi spojrzec na to inaczej. Pomagaja mi znalesc dobra strone danej sytuacji. Owszem, czasem smuca sie ze mna, ale staraja sie zredukowac moj problem niz go wyolbrzymiac. I ja staram sie odwdzieczyc sie im tym samym. Albo szukamy razem rozwiazania.Jesli chodzi o mnie. Owszem, bylo mi ciezko, ale powiedz, czy gdybym sie uzalala nad soba i powtarzala jaka jestem biedna bo sama z dala od domu to byloby mi latwiej? Myslisz, ze gdybym plakala mamie do sluchawki zrobilo by mi sie lepiej od tego? I ja i Ona bylybysmy w gorszym stanie. Poza tym takie sytuacje hartuja, wzmacniaja. A poza tym napisalas:"Powiedz, tak trudno przyznać się do tego, że było Ci ciężko, że tęskniłaś mimo, iż wiedziałaś w co się pakujesz?"Gosiu - ja sie w nic nie wpakowalam. Ja dokonalam wyboru. Kocham mojego meza i wszystko co sie z nim wiaze. Wybralam Go swiadomie. Wiedzialam czym sie zajmuje i jaki ma zawod i z czym sie to wiaze. Poza tym nie zmienie zdania i nadal uwazam, ze nalezy sie cieszyc z tego co sie ma, a nie zauwazac to czego sie nie mapozdrawiamzona
              • Gość: Gosia1 Re: Ryczę sobie z cicha...Do Gosi1! IP: *.* 24.02.02, 15:38
                Chyba znowu doszło do nieporozumienia - przecież właśnie o tym piszę!!!! Że nie powiedziałabym przyjaciółce - jesteś gruba jak świnia, tylko: fakt, masz problem z nadwagą, ale nie martw się damy sobie radę, pójdziemy na siłownię, może poszukam Ci jakiejś diety? może po prostu będę Cię wspierać w tym tak trudnym procesie, jakim jest odchudzanie... I o to chodzi! Na tym polega właśnie przyjaźń, nie jak mi zarzuciłaś na potakiwaniu, bo ja również nie tego oczekuję od przyjaciół, ale na mówieniu prawdy w sposób DELIKATNY I TAKTOWNY, tak aby kogoś nie zranić jeszcze bardziej. Bo przecież gdybym miała postępować, tak jak Ty zrobiłaś to z Anią to wypadałoby powiedzieć: kobieto jak mogłaś dopuścić do nadwagi, podczas gdy w Afryce głodują i umierają ludzie.... Nie wiem, może za ostro Cię oceniam, ale ja właśnie w taki sposób odebrałam Twojego posta. Ja równiez nie sądzę, aby w każdej sytuacji głaskanie po główce przynosiło super efekty, ale nie lubię, jak na podstawie tak krótkich informacji, jakim jest post, wyciągać daleko idące wnioski i tak ostro i surowo traktować osobę proszącą o pomoc. Użyłam słowa "wpakować się" nie po to aby Ci dokuczyć, po prostu pasowało do kontekstu mojej wypowiedzi. Nie miałam niczego złego na myśli. Trzeba Ci pogratulować Twojej siły, hartu ducha. Właśnie takie powinnyśmy być my wszystkie kobiety, nie tylko te borykające się z mężami wiecznie nieobecnymi w domu. Ale, właśnie - ale - nie wszystkie są takie silne. Są różni ludzie, jedni nie uginają się pod ciężarem nawet śmierci bliskiej osoby, inni popełniają samobójstwa z powodu depresji po stracie pracy. Czy uważasz, że są gorszymi ludźmi tylko dlatego, że tak łatwo się załamali? Ja nie. Jak również nie będę odsuwać się od ludzi, którzy nie potrafią doceniać tego co mają, kosztem nawet drobiazgu, który stracili. Po prostu konstrukcja psychiki u ludzi jest tak odmienna jak noc i dzień. Tak jak już pisałam - ilu jest ludzi na świecie tyle różnych zdań, myśli, uczuć.... U róznych ludzi jest różny próg cierpliwości, wrażliwości. I o to mi własnie chodziło, stąd ta cała dyskusja - chciałabym abyś zrozumiała o co mi chodzi. Nie uważam, aby sprawa Ani była godna aż tylu łez i cierpienia, ale Ona TAK TO PRZEŻYWA i już! I co? Czy przez to jest kimś gorszym? Skąd nam o tym wiedzieć? Może jest to osoba niezwykle ciepła, wrażliwa, subtelna, delikatna, może jest to cudowny człowiek, który mógłby być najwspanialszym przyjacielem??? Skąd nam to wiedzieć? Dlatego tak delikatnie odnoszę się do cudzych problemów, bo samej też kiedyś było mi trudno.... Straciłam ciążę, trzecią, i bardzo ale to bardzo cierpiałam. Wpadłam w depresję. Nie pomogły mi twarde słowa moich bliskich (nie męża!!!), że powinnam się wstydzić, bo mam już dwoje pięknych dzieci, bo to był tylko (!!!!) embrion, bo płaczę nad tym, czego nie mam (!!!) nie doceniając to, co już mam..... Nie pomogło mi, zapewnim Cię. Pomogła mi czuła opieka męża i przyjaciół, którzy godzinami mnie wysłuchiwali, którzy godzinami mnie tulili, gdy zanosiłam sie od płaczu. Bo ja tak to właśnie przeżywam!!!! I już. Bo taka jestem! Bo taką mam konstrukcję psychiczną! I już. Bo tego właśnie mi było trzeba! I już. Co nie znaczy wcale, że wszyscy tego potrzebują. Chyba to tyle. Czy już choć troszkę rozumiesz o co mi chodzi?Pozdrawiam Gosia
                • Gość: MiZ Re: Ryczę sobie z cicha...Do Gosi1! IP: *.* 24.02.02, 16:05
                  Czesc.To nie moja zona tylko ja, jej maz...Przykro mi, ale teraz ja odpowiem na Twoj post, bo mnie juz zaczelo wkurzac, ze Ona pol dnia spedzila przed kompem i "WSZYSTKO ZLE ROZUMIE" :crazy:Przeczytalem od poczatku wszystkie posty w tym temacie i naprawde... dziewczyno... (kobieto) ja Ciebie tez nie rozumiem...Ty w kazdym nastepnym zmieniasz swoja poprzednia wypowiedz i ja prostujesz. Za to Cie nie krytykuje, bo zmieniac swoje poglady jest rzecza ludzka i wlasnie to pozwala nam byc doskonalszymi, ale przynajmniej skoro widzisz ,ze napisalas cos "niescislego", nie staraj sie innym udowodnic, ze to oni sie myla...Ja zaczalem pierwszy "krytykowac" Aneczke... i mialo to na celu zbagatelizowanie jej problemu, moze by dzieki temu spojrzala na niego inaczej i teraz juz by sie sama z niego smiala, niestety takie osoby jak Ty podtrzymuja ja w jej "rozpaczy" i jesli uwazasz ,ze to jej pomoze to prosze...A jeszcze co do Aneczki.. to prawda ,ze jej nie znamy osobiscie, ale kilka jej postow mialem okazje juz przeczytac..Koncze ta bezproduktywna dyskusje i poprosze tez zone, by w tym temacie sie wiecej nie wypowiadala... a Wy sobie placzcie dalej... moze dzieki temu swiat sie zmieni?:)pozdrawiam :hello:maz
                  • Gość: Gosia1 Re: Ryczę sobie z cicha...Do meza MiZ!!!! IP: *.* 24.02.02, 16:34
                    Biedna Aneczka Wiesz.... moja zona stwierdzila... (szkoda ze jest zbyt delikatna by Ci to sama napisac ) , ze z Twoimi problemami zyciowymi to juz by chyba wyskoczyla przez okno... nie idz jednak moze za jej punktem widzenia... moze kiedys naprawde dostaniesz od zycia w kosc i wtedy nauczysz sie cieszyc z tego co masz... Pozdrowienia.. Chcesz na nastepny bilet do kina?? maz Skopiowałam cały Twój pierwszy post. Jeśli to jest bagatelizowanie problemu w Twoim stylu, to wolałabym nigdy nie być przez Ciebie skrytykowana......Ja równiez przeczytałam wszystkie posty - swoje i nie swoje. Czy mogę spytać gdzie tak sobie zaprzeczam? Gdzie zmieniam wypowiedzi? Gdzie je prostuję? Usiłuję wytłumaczyć jak dziecku, ale nie dogadam się z zwłaszcza z Tobą - to jak ze ślepym o kolorach.....Na tym polega ogólnie pojmowana znieczulica, że niektórzy nie potrafią wczuć się w położenie drugiej osoby. Ewentualnie w imię źle pojętego dobra, które nie dla wszystkich tym dobrem być musi, na siłę próbuje się pokrzywdzonego przywracać do pionu.... Nie wszyscy to akceptują. Tak trudno to zrozumieć? Droga ta sama, ale buty, buty drogi mężu inne......Łączę wyrazy szacunku Gosia
                    • Gość: MiZ Re: Ryczę sobie z cicha...Do Gosi 1 IP: *.* 24.02.02, 22:05
                      Tak Gosiu.Mojego meza cechuje az taka znieczulica, ze ryzykuje swoim zyciem dla innych...zona
                  • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha...Do Gosi1! IP: *.* 25.02.02, 00:31
                    >Ja zaczalem pierwszy "krytykowac" Aneczke... i mialo to na celu zbagatelizowanie jej problemu, moze by dzieki temu spojrzala na niego inaczej i teraz juz by sie sama z niego smiala, niestety takie osoby jak Ty podtrzymuja ja w jej "rozpaczy" i jesli uwazasz ,ze to jej pomoze to prosze. MiZ mąż - masz ciekawy sposób podnoszenia na duchu, czy jakkolwiek to nazwać. Problem się zbagatelizował, bo się "wpłakał". I "popocieszał" na forum.
          • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha...Do Gosi1 ! IP: *.* 25.02.02, 00:28
            >Nie przekonasz mnie, ze "ryczenie sobie z cicha" z powodu odwolania wyjscia do kina bo maz zostal wezwany ratowac czyjes zycie nie jest niedojrzaloscia.Otóż z niedojrzałością może nie mieć nic wspólnego. Zasadniczo płacze się ze smutku, żalu, rozpaczy i innych takich. Ale z niedojrzałości? Nigdy nie byłaś rozczarowana, kiedy się na coś cieszyłaś, a to się nie udało? A Twoje osobiste przeżycia skomentuję tylko tak (jeżeli mogę): dzielna z Ciebie kobieta. Też nie płaczę nad każdą nieobecnością męża, bo bym się za bardzo odwodniła. Nie czynię mu wyrzutów, bo jestem szczęśliwa, ze ma pracę, którą lubi. I nie liczę osobno spędzonych dni, tylko cieszę się "jak wariat", kiedy znów jesteśmy razem, śpimy w jednym łóżku, razem jemy obiad... > I co mam zrobic? Pocieszac sie Waszym wspolczuciem? Zalac caly komputer lzami? A moze masz jakies inne propozycje?A mnie współczucie dziewczyn pomaga - szczególnie, że dotyczy sprawy błahej... >Ciekawe ile razy przez te pol roku nie pojdziemy do kina...Ależ mnie nie chodzi o hipotetyczne wyjścia do kina czy gdziekolwiek. Chodzi mi o to konkretne, zaplanowane i oczekiwane. A to duuuuża różnica. Aneczka
          • Gość: MartaN Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 20:30
            tak sobie czytam i myślę: "biedna sflusrowana Żonka" - jak Ona chce wszystkim udowodnić jaka jest wspaniała, silna i samodzielna :) ,a najbardziej to chyba sobie :) czytam dalej...., a tu wypowiedź MĘŻA !!! - czyżby jakiś mały kompleksik ;), szef w pracy nie docenił, czy oczekiwanej podwyżki nie dał? I jakiś mały problemik z czytaniem ze zrozumieniem (to odnośnie postów od Gosi1)....
            • Gość: MiZ Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 26.02.02, 20:06
              Dzien dobry (Dobry wieczor??) :hello: Martusiu :)(podobno zdrobnienia sa tu mile widziane! ;) )Na wstepie chcialem Ci podziekowac za tak wspaniala i trafna psychoanalize... a do tego darmowa... :crazy: (mozemy umowic sie tez na leczenie?? :spookie: )Co do zony nie bede sie wypowiadal... bo uznasz, ze po znajomosci ja wychwalam... :love:, ale powiem ,ze ze mna trafilas w dziesiatke :sol:No, moze poza tym ,ze nie zauwazylas, ze to ja pierwszy sie wypowiedzialem w tym temacie, a nie Ona... :sweat:Oczywiscie w pracy jestem nie doceniany juz od lat... :fou: :cry: :fou: , przeciez gdyby bylo inaczej , bylbym juz conajmniej prezydentem... :sol: (nie moge tego przebolec.... :sweat: :cry: :sweat: )Podwyzka tez dawno mi sie nalezy... (nie mialem jej juz od 4 miesiecy :eek: :fou: :cry: ) i gdyby nie ta ostatnia premia, :ouch: to pewnie popadlbym w depresje... :what: (oj... tu by bardzo przydala mi sie znajomosc z Toba...:sarcastic: )I rzeczywiscie masz tez racje co do mojego rozumienia... :what:To zawsze byl moj problem... w Twoim poscie tez jest niestety zwrot, ktorego nie rozumiem, bo niestety w encyklopedi ani w slowniku wyrazow obcych go nie znalazlem ( to normalne... przeciez nie umiem czytac :)Otoz prosilbym Cie o wyjasnienie slowa "SFLUSROWANY".Madrzy znajomi podpowiadali mi slowo SFRUSTROWANY, ale nie sadze ,zeby tak inteligentna i bystra osoba jak Ty, mogla popelnic az dwa bledy w tak prostym wyrazie...Z gory dziekuje za odpowiedz... :hello:maz
              • Gość: Beata32 Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 27.02.02, 11:22
                • Gość: MartaN Re: Ryczę sobie z cicha... do Beaty32 IP: *.* 27.02.02, 15:02
                  ale fajne!!! :lol: :lol: :lol::hello:Onka
                  • Gość: Beata32 Re: Ryczę sobie z cicha... do Onki IP: *.* 27.02.02, 23:15
                    Fajne ... choć trochę chyba przerost formy nad treścią ;) Chciałam pokazać, że umiem sprawić aby post wyglądał tak śliczne jak choinka na święta ... BeataPS. Takie popisywanie się, to chyba świadczy o niedojrzałości. :(
              • Gość: Beata32 Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 27.02.02, 11:22
                cons/icon22.gif" alt="cry" border=0 align=absmiddle> :cry: :cry: :cry: :cry: :sweat: :cry: :sweat: :cry: :sweat: :sweat::eek: :hello: :hello: :hello: :hello: :hello:Tak jakoś mi się skojarzyło. Beata
              • Gość: MartaN Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 27.02.02, 15:00
                no, no, no..... ależ ta Rodzinka lubi się chwalić... :lol:przynajmniej nikt tam na skromność nie umrze.... :lol:SF(R)US(T)ROWANY upssss... pomyłeczka - palcóweczka ;-)Ale żeby zaraz z tego powodu przyjaciół słownikiem maltretować?! no chyba, że MĄŻ przez to słówko miał bezsenną noc, to co innego..... aaaleee, jak to Jego ŻONA stwierdziła (teraz będzie cytat - do MĘŻA)" z Twoimi problemami życiowymi to już by chyba wyskoczyła przez okno... nie idź jednak może za jej punktem widzenia..." (koniec cytatu):-)A mądrzy przyjaciele nie podpowiedzieli, że "encyklopedii" to przez dwa "i" się pisze, a nie przez jedno?No i MĄŻ nie zauważył odpowiedzi na swój post, która jest "pięterko" wyżej, i się czepia ...(oczywiście MĄŻ, nie odpowiedź) :-) Ale ten fakt pozostawię bez komentarza ;-)
        • Gość: Zilka Do Gosi1 IP: *.* 24.02.02, 13:10
          Osobiście uważam temat za wyczerpany, MiZ poczynili słuszne obserwacje, chciałam tylko dodać jeden cytat z Twojego postu "Nie ma to jak jeszcze kobiecie w łeb pałą prawdy przyłożyć!!!" Pałą PRAWDY. To Twoje słowa. Więc cieszcie się tym czym macie dziewczyny a jak usłyszycie słowa prawdy to nie wybuchajcie zajadliwością. Pozdrawiam ciepło i życzę wielu udanych wspólnych wyjść do kina - Wam, sobie i wszystkim innymsmile
          • Gość: Gosia1 Re: Do Zilki! IP: *.* 24.02.02, 13:23
            Ależ oczywiście, że prawdy!!!! Ale: czy do tęgiej osoby powiedziałabyś, że jest tłusta, jak świnia? Czy do matki brzydkiego dziecka, powiedziałabyś, że ma brzydkie dziecko? Czy do osoby rozpaczającej po stracie przyjaciela powiedziałabyś, żeby się nie wygłupiała, bo sa gorsze tragedie, np śmierć dziecka? Widzisz, PRAWDA, ale zależy jak się o niej mówi..... Poza tym co to jest prawda? Ile ludzi na świecie tyle jest prawd. Skąd wiesz, która jest jedynie słuszna? Ja też życzę Nam wszystkim TYLKO takich problemów. Byłam bliska śmierci, ale to nie daje mi prawa opychac Ani z takimi Jej problemami. A jako osoba, która tyle przeszła mogłabym traktowac Was wszystkie z wyższością. Ale po co?? Moje przeżycia nauczyły mnie POKORY!! Właśnie pokory.... Chylę czoła przed Waszą filozofią. Daj Panie Boże, abyście nie były wyśmiane nigdy za Wasze łzy... NIGDY.Pozdrawiam Gosia
            • Gość: MiZ Re: Do Zilki! IP: *.* 24.02.02, 15:10
              Gosiu, napisalas:"Ależ oczywiście, że prawdy!!!! Ale: czy do tęgiej osoby powiedziałabyś, że jest tłusta, jak świnia?"No i ciekawa jestem czy gdyby faktycznie Twoja przyjaciolka byla osoba tega, to powiedzialabys jej, ze jest szczupla, ze ma talie osy, ze ladnie wyglada i zaprosilabys ja jeszcze na wielkie ciacho tylko po to, zeby sprawic jej przyjemnosc? Czy moze bys powiedziala: tak, masz racje, faktycznie moglabys zrzucic kilka kilo, moze pojdziemy jutro na basen lub silownie? Czy nie lepiej powiedziec przyjaciolce prawde i pomoc w rozwiazaniu jej problemow? A tak w ogole Gosiu czy uwazasz ze sa brzydkie dzieci?? Bo ja uwazam, ze kazde dziecko jest piekne, a zwlaszcza dla swojej matki. Ciekawa jestem czy spotkalas jakas mame ktora chcialaby swoje dziecko zamienic na ladniejsze?"A jako osoba, która tyle przeszła mogłabym traktowac Was wszystkie z wyższością." - to Twoje slowa Gosiu. Wiec gdzie Twoja pokora o ktorej piszesz? Skad wiesz ile inni przeszli. Tymi slowami dajesz sobie prawo do oceniania innych.zona :hello:
              • Gość: Gosia1 Re: Do MiZ! IP: *.* 24.02.02, 15:42
                Podałam tylko przykład. Na tym forum emamy znają mnie juz troszkę i nie sądzę, aby którakolwiek mogła powiedzieć, że kogokolwiek potraktowałam z wyższością. To był tylko przykład!!! A z Twojej strony czepianie się słówek... Przykre to, muszę Ci powiedzieć... Gosia
                • Gość: Aguś Re: Ryczę sobie z cicha... Do Gosi1 IP: *.* 24.02.02, 18:17
                  Gosieńko! Czytałaś "Anię z Zielonego Wzgórza"? Pewnie tak. Więc przypomnij sobie, że są na świecie ludzie, w których od razu wyczujesz "bratnią duszę" i porozumiesz się bez słów. A są i tacy, jak pani Małgorzata Linde ;) , którym nie pomoże nawet i cała wygłoszona epopeja - bo one i tak wiedzą swoje i koniec. I nie docierają żadne argumenty, a Twoje słowa przeinaczą w taki sposób, że i tak ich będzie na wierzchu. To są zazwyczaj ci, którym po prostu brak wyobraźni... I empatii. Trzymaj się cieplutko. A.P.S. Dobrze, że są na świecie jeszcze takie Anie Shirley, bo inaczej to jak by ten świat wyglądał? (Chociaż pewnie dla niektórych to okropnie infantylne porównanie, hehe)
                  • Gość: Zilka do wszystkich, którzy znają Józefa... IP: *.* 24.02.02, 18:41
                    A pamiętacie dzięki komu Ania mogła wyjechać na Uniwersytet po tym jak Maryla zaczęła tracić wzrok? No dzięki komu?I to właśnie jest życie.
                    • Gość: Gosia1 Re: do wszystkich, którzy znają Józefa... IP: *.* 24.02.02, 18:50
                      Niby tak Zilki, ale wiesz, nie wszyscy by sobie dali radę z taką panią. Ja pewnie bym tylko ryczała i w ogóle na dobre by mi to nie wyszło. :-)Pozdrawiam Gosia
          • Gość: MartaN Re: Ryczę sobie z cicha.... IP: *.* 25.02.02, 20:42
            no, nie dość, że problemik z czytaniem ze zrozumieniem ;) , to jeszcze leniuszki z tych MiZ: czytają po łebkach :-)oj, nieładnie, nieładnie ;)
      • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 00:20
        Zilko o nieinfantylnym nicku. Gratuluje grzecznego i uprzejmego tonu! Co Ci zrobiłam, że tak na mnie wyskoczyłaś? >Kobieto, ile ty masz lat. W pełni zgadzam się z wypowiedzą MiG, wydoroślej. Czemu tak się interesujesz moją "niedojrzałością" i "infantylnością"? Jesteś pewna, ze nie pomyliłaś postów? Mój był o tym, że jest mi smutno i przykro, bo nie wyszło wspólne wyjście do kina. I nie zawierał pytania o moją dojrzałość. >Poczytaj sobie watek "A maz znowu wyjechal" to moze otrzeźwiejesz. Czytałam. I co mnie ma tam tak otrzeźwić? >Zawsze fascynowało mnie niezadowolenie żon lekarzy, fotoreporterów, policjantówCzy to aby zdrowe zainteresowanie? Fascynacja czyimś smutkiem i tęsknotą? I czy, kurka, mam być zadowolona, że czasem praca męża psuje nam zaplanowany wspólnie czas? A moje największe szczęście - to chyba jak mąż jest na dyżurze? A co tam, nie będę siedzieć cichutko: nie lubię samotnych nocy, wyjazdów na zabiegi o niespodziewanych porach, siedzenia w szpitalu do nocy. Nie lubię i już. A czy to umniejsza w czymkolwiek pracy mojego męża? I szacunkowi dla niej? >Myślałaś, że od dnia waszego ślubu nagle nie będzie na tym świecie nagłych wypadków?A gwoli ścisłości, nie był to nagły wypadek, tylko planowy zabieg. A że ktoś inny miał wyłączoną komórkę, to padło akurat na nas. Dziękuję, skończyłam
    • Gość: Gosia26 Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 13:43
      A ja tam Aneczke rozumiem. Owszem powod placzu jest banalny aleja tez bym sie rozplakala z bezsilnosci po tym jak przez tydzien sie na cos czlowiek nastawia jak wszystko robi zeby wyszlo a tu klops. Jestem z samotnikiem z natury i generalnie nie przeszkadza mi samotne spedzanie wakacji i swiat ale zawsze z lekka zazdosilam moimprzyjaciolom, ktorzy od 10 lat jak golabki zawszerazem i nie wyglada zeby sie nudzili. Ale to nie jest kwestia niedojrzaliosci tylko kanstrukcji psychicznej. Aneczka pewnie jako przyszla medyczka rozplakala sie na forum i poszla pranie zrobic czy pouczyc sie Bochenka ;) bo mysle ze to byl bardziej zal ze nie wyszlo niz cos innego. Sa poprostu ludzie ktorzy maja oczy na mokrym miejscu. Moja mama nigdy tego nie mogla zrozumiec, ja Aneczke rozumiem swietnie. eczna przepierka wtedy dobrze robi ;) i przytulenie sie do czterech cieplutkich brzuszkow :)Aneczka Wladca rzadzi jeszcze go zobaczysz ;)
      • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 00:19
        Gosiu26, jak zwykle jesteś wielka. Prania nie poszłam zrobić, bo było już wyprane. Bochenka nie poszłam studiować, bo mózg mi jeszcze paruje po sesji, ale poszłam się bawić z Martusią, bo właśnie wstała. (Nie mam jeszcze czterech ciepłych brzuszków, ale pewnie na chmurkch się już biją, kto będzie następny w kolejce "na ziemię")A oczy mam na bardzo mokrym miejscu :)Aneczka
        • Gość: DorotaJ Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 10:11
          "Oczy na mokrym miejscu" - super określenie. Przyłączam się do wszystkich obarczonych tą słabością.Pozdrawiam cieplutko i wesolutko. :-)
    • Gość: _Su_ Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 15:02
      Aneczko ja też Cię doskonale rozumiem i wiem że ten płacz tak naprawdę nie jest dlatego że chciałaś iść do kina ale jak powiedziała Gosia26 raczej z bezsilności. Znam to uczucie-mój mąż jest ratownikiem medycznym i jeździ w załodze R, często bywało tak, że mieliśmy już coś zaplanowane i nagle telefon, że pilny transport albo po prostu wracał z pracy po 22 zamiast po 19. A ja czekałam z kolacją i wyłam, że go nie ma a tak bardzo chciałam spedzić z nim tę chwilę. Własnie słucham "Samby przed rozstaniem" Jonasza Kofty w wykonaniu Hani Banaszak i wyć mi się chce, że znowu go nie ma i mimo naszych problemów czuję że ciągle go kocham. Czasami dobrze jest sobie popłakać, zawsze przynosi to pewną ulgę-przynajmniej mi bo zdarzają się takie chwile kiedy zatrzymuję się na moment w tym moim życiowym pośpiechu i czuję że jest mi źle i że tak naprawdę jestem samotna i beczę wtedy z powodu rozlanej herbaty czy że coś mi nie wyszło. Czasami nie da się panować nad emocjami-ja przynajmniej nie potrafię.Aneczko jak będziesz miała ochotę wybeczeć się to napisz do mnie na priva żeby nie narażać się na złośliwe krytyki idealnych nadludzi.A Ciebie Gosia skarbie tez popieram-zresztą Ty wiesz, przecież w końcu rozumiemy się bez słów.Pozdrawiam Su
    • Gość: Beata32 Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 16:06
      A ja Aneczkę rozumiem. Mój mąż może nie ma tak odpowiedzialanego zawodu, ale również zdarzało się że musieliśmy zmienić plany, bo akurat miał dyżur i w pracy była awaria. Tak więc Aneczko - rozumiem Cię i wiem że Ci przykro (zwłaszcza, że film ... wspaniały - jeden z lepszych jakie widziałam). Na pewno uda się Wam wybrać przy najbliższej okazji.A poza tym uważam, że skoro Aneczka napisała swój post, to naprawdę było jej przykro - chciała się nam wyżalić i oczekiwała współczucia - nie oczekiwała na gromy w stylu - "ty to masz problem". Kiedy ja widzę jakieś posty i problem autorki jest dla mnie śmieszny czy niezrozumiały - nie odpowiadam na niego. A to formu jest dla nas i każdy ma prawo do wyżalenia się i dla każdego jego problem w danej chwili jest ważny i uważam, że nikt nie powinniśmy tego kwastionować.PozdrawiamBeata
    • Gość: humbak Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 17:43
      A ja od dzis, po przeczytaniu niektorych "przemilych" postow, to chyba na przyszlosc bede wiedziala, ze jak bedzie mi smutno i przyjdzie mi ochota na opisanie smutku na forum, to powiem sobie "nie martw sie, inni maja raka..." :(((I to wcale nie mialo byc smieszne...A propos postu o naszym forum (do MiZ) - istnieje pewna granica krytyki... (takie tam kanony kultury..)
      • Gość: KrysiaW Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 21:09
        A ja tam tez Aneczke rozumie. Sama czasami placze bez powodu.A na Wladce Pierscieni tez mialam isc z mezem ale nie bylo juz biletow. I bylo mi przykro bo zalatwilismy juz z babcia ze zostanie z nasza coreczka. Bo odkad mamy niunie to cieszko z wiadomych powodow jest nam sie gdziekolwiek wybrac a wyjscie do kina to juz PRAWDZIWE SWIETO na ktore czasem sie dlugo czeka .Dlatego rozumiem Aneczke bo tez bym ryczala co wcale nie oznaczalo by ze jest to taka tragedia zyciowa i wcale nie chodzi o kase(MiZ zaproponowal kase na bilety hi hi hi) tylko o to ze troche przykro ze plany nie wyszly.Codziennosc jest taka przygnebiajaca wiec dlaczego nie mamy sprawiac sobie malych rodosci iczuc sie rozczarowani jezeli sie plany nie powioda? Pozdrawia Aneczke i Gosie1 z ktorymi sie zgadzam w 100%Krysia mama Krysi
    • Gość: Aga_1972 Re: Ryczę sobie z cicha...-szybka refleksja IP: *.* 24.02.02, 22:20
      Szybka dlatego, ze mąz wola mnie do łozka ;)Słuchajcie tu naprawdę nie można nic napisac! Gdy bedzie bolała mnie głowa i bedę myslała, ze z tego powodu wali mi się świat nie odważę się chyba o tym napisac bo MiZ mnie zlinczuje!Forum jest właśnie po to aby pisać o problemach dużych i małych, z których składa się życie każdego z nas a ,że (ja na przykład) traktujemy forum jak dobrego przyjaciela zwierzamy się z małych i dużych kłopotów.Aga :hello:
    • Gość: YennaM Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 23:10
      ojojoj...chyba troche przegieliscie z tymi okrzykami, ze reakcja Aneczki jest infantylna.Coz, ja jestem w stanie ja zrozumiec. Choc nie znam Aneczki i jej problemow.Dlaczego?Ano dlatego, ze zwykle rozczarowanie boli.I to pewnie takie rozczarowanie.Aneczko - co moge ci powiedziec? Uszy do gory, pewnie uda sie spedzic wieczor tylko we dwoje nastepnym razem. Ciezki los zony zapracowanego meza, ale inaczej sie nie da. Zwlaszcza, ze recesja az piszczy po katach, a o jakakolwiek robote coraz ciezej. Nawet tym lepiej wyksztalconym.Co do argumentu - widzialy galy co braly: kurcze, moze widzialy, moze nie widzialy? Skad wiecie?Jestem zona sedziego, w dodatku naukowca (dwa etaciki, niestety). Ale pobieralismy sie bedac ludzmi naprawde bardzo mlodymi (ja mialam 21 lat, maz 22 lata), bez wyznaczonej sciezki zyciowej. Ot, pozaczynane studia. To jednak, moim zdaniem, troche za malo, zeby powiedziec, czy te galy widzialy, czy tez nie widzialy. Nawet jesli widzialy, to na pewno, wulgaryzujac, moj tylek wowczas nie odczul, na czym polega bycie zona czesto nieobecnego (a rok temu wiecznie nieobecnego) mezczyzny, ktory wykonuje dosyc niebezpieczny zawod.Mysle, ze problem tkwi w borykaniu sie z samotnoscia. Jak bardzo fajnie napisala Gosia26 (swoja droga - strasznie lubie te Twoje przemyslane, wywazone posty, Gosiu)- nie kazdy jest samotnikiem. Nie kazdy sobie wiec w takiech trudnych sytuacjach radzi. Pamietajcie, ze bezradnosc wobec nieustannego bycia samotna moze doprowadzic do powaznego konfliktu (wiec lepiej, ze tutaj sobie Aneczka wyleje te frustracje, niz gdybymiala za mocno wlezc na meza). Nie o takie pierdlowy ludzie klocili sie na smierc i zycie, nie tylko z powodu takiech "bzdur" sie rozwodzili. Sztuka kompromisow nie bez powodu nazywana jest wlasnie sztuka. Aneczko kochana, musicie sobie wypracowac cos na ksztalt kompromisu, trudna to rzecz, ale warto. Bedzie Ci znacznie latwiej. Nam to pomoglo. Prosze Was, nie oceniajcie, czy dany problem jest blahy, czy tez nie. Dla Was (uwzgledniajac uklady panujace w Waszych malzenstwach) moze nie byc zabojczy. Ale gdzie indziej moze narobic wiele szkod.To tyle.YennaM, zona faceta, ktorego generalnie od dluzszego czasu niezle zna z widzenia, z ktorym zyciowe problemy zalatwia przez telefon i z ktorym sypia w jednym lozku (podobno - tego nie jest pewna do konca, bo ja sie kladzie, to go w tym lozku niet, a jak wstaje, to juz go tam nie ma, hihi ;) - tylko sad te dzieci? ;) hihi )...
      • Gość: _Su_ Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 23:27
        Yenna twój post jest jak zwykle super-bardzo lubię czytać to co piszesz więc nie przestawaj.:) i jak zwykle masz rację.pozdrawiam Su
      • Gość: Gosia1 Re: Ryczę sobie z cicha...Do Yenny! IP: *.* 25.02.02, 09:01
        Yenno kochana, toż ja całą batalię przeprowadziłam coby pewne osoby zrozumiały, że nie nam jest sądzić, który problem jest błahy, a który nie..... I nic. Jakby grochem o ścianę! Wręcz, jeśli pokusić się o przeanalizowanie tych postów, doszło do czepiania się wybranych słówek, sformułowań, wyjętych z kontekstu zdań.... Ech, życie. Dałam się sprowokować, bo szlag mnie trafia, jak się kogoś tak źle traktuje, tylko dlatego, że "śmiał" napisać coś niestandardowego. A dla Ciebie Yenno, jak zwykle jestem pełna podziwu!!! :-)Pozdrawia cieplutko zabrzusioną Yennę, lękającą się, że śpi sama, Gosia, która ma takie same lęki, a której dzieci na "żywca" widzą tatusia czasem od święta.... Całuski :-)
    • Gość: bunia Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 24.02.02, 23:46
      Jeny, strach się bać!!! :fou:Skąd u ludzi tyle siły, by (wg nich) powiedzieć innym prawdę? Kochani (mam nadzieję, że się nie spoufalam ;) ), trochę szacunku dla bliźnich i ich kłopotów, nawet gdyby było to "tylko" nieudane wyjście do kina (Aneczko- jestem z Tobą)... Po co tak od razu z grubej rury? Może lepiej przemilczeć? No chyba, że milczenie doprowadzi do uduszenia... :lol:Pozdrowienia :hello:bunia
    • Gość: Adzia Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 07:46
      O rany, ludziska...Dużo tu powiedziano. Ja bym chciała tylko zaznaczyć: strasznie nie lubię, jak ktoś mi mówi, że mój problem jest bagatelny, bo inni mają gorzej. Jaka to niby ma być pociecha??? Pewnie że problem Aneczki jest bagatelny. Dla mnie osobiście w ogóle nie ma problemu. Czy to znaczy jednak, że nie może o tym pisać?I jeszcze a propos obuchów w łeb ;-) Ja kiedyś tutaj rozpoczęłam temat specjalnie po to, żeby takim obuchem dostać. Chodziło o moje głupawe przemyślenia na temat "co by ludzie pomyśleli, jakby nam się nagle trafiło dziecko rok po poprzednim" - wiecie, że bardziej myślę o ludzkiej opinii niż o swojej rodzinie, co wydawało mi się strasznie nie w porządku i dlatego sama wlazłam pod pręgierz ;-) I parę trzeźwych słów przywróciło mi właściwą hierarchię wwrtości, za co jestem dziewczynom wdzięczna. Czyli że obuchy ;-) się przydają. Przemyśl też te posty, Aneczko :-)Pozdrawiam - i pamiętajcie, że w dyskusji jak jeden z uczuciem, a drugi z logiką, to dyskusję o kant rozbić...;-)
      • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 12:50
        Adziu, przemyśliwuje sobie słowa krytyki. I sobie je cenię. I przyznaję, że obuchy się przydają. Ale są pewne granice w wyrażaniu swojej krytyki.
        • Gość: Adzia Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 14:22
          Aneczka napisała/ł:> Adziu, przemyśliwuje sobie słowa krytyki. I sobie je cenię. I przyznaję, że obuchy się przydają. > Ale są pewne granice w wyrażaniu swojej krytyki.Aneczko - zgadza się. A my wczoraj wybralismy się na "Władcę" i biletów nie było. Aż wstyd mi się przyznać, ze się trochę rozczarowałam, bo cóż to znaczy w porównaniu z prawdziwymi problemami ;-)
          • Gość: usia Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 26.02.02, 09:13
            a tam wstyd!!!!!!Ja rozczarowałam się jak głupia, gdy duchowo nastawiona na przesadzanie kwiatków (uwielbiam to)nie dostałam odpowiedniej donicy wielkości słonia....I autentycznie było mi przykro, bo to zajęcie odstresowuje mnie, a stresów ostatnio jakoś mi nie brakuje....Z histerycznym pozdrowieniem........Posiadajaca, wbrew pozorom, prawdziwe problemy Urszula.
    • Gość: KK Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 09:22
      Całe szczęście że tych którzy Cię rozumieją i są z Tobą jest więcej ( dużo)niż tych "praktycznych" - więc nie jest źle z nami wszystkimi.Pozdrawiam i głowa do góry - też jestem z tych które chodzą same na spacery, w odwiedziny, siedzą same w domu - i też bywa mi z tego powodu czasem przykro.Nie sądzę, że przez to że widziały gały co brały mam nie mówić ,że jest mi czasem smutno, bo samej. Każdy ma prawo mieć zły dzień i pożalić się reszcie. Pozdrawiam........
    • Gość: usia Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 11:45
      Aneczka, przeczytałam wątek do listu MiZ i nasunęło mi się przypuszczenie, że to KvM i Dorka (jesli się mylę, to sorry). A ja Cię rozumiem. To nie chodzi o to głupie kino, tylko zawód, że coś, na co się szykowałaś, co planowałaś i na co się cieszyłaś, nagle okazało się niemożliwe do realizacji. Bo w sumie to jest bzdura, film. Ale te nasze oczekiwania.....Biedna, współczuję Ci.I nie wszyscy sa gruboskórni.A może by kto pomyslał o kropli przepełniajacej kielich.....mam nadzieje, że uda Wam się jeszcze wyrwać gdzieś we dwoje.PS. Sama bardzo tęsknię za taka sutuacją. Z braterskim pozdrowieniem
      • Gość:  Dorka Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 26.02.02, 10:20
        Ja sobie wypraszam takie insynuacje! ;-)Wolę przyglądać się z daleka. Gosie i Yenna (i inne dziewczyny) napisały już mądre słowa, więc nie będę czynić duplikacji. ;-)Dorka żona prześmiewcy KvM-a ;-)M. Eleonory i Marceliny
      • Gość: KvM Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 26.02.02, 10:40
        A za wszystko to odpowiedzialni są Żydzi i Masoni. Zapomniałbym o cyklistach. Coraz większe chamstwo na tym forum!
        • Gość: usia Re: Ryczę sobie z cicha...kurde, guzek IP: *.* 26.02.02, 12:56
          kurde, przepraszam wszystkich, których uraziłam. Ale JA mam dopiero problem - właśnie wróciłam od lekarza, który wykrył mi guzek w lewej piersi. To wcale nie jest jakiś makabryczny żart. Jestem w grupie ryzyka - babcia zmarła na nowotwór sutka. W każdym razie czekam na werdytk ostateczny, mam nadzieję, że to nie potrwa długo...Tak więć jeszcze raz przepraszam wszystkich, których uraziłam działając pod wpływem negatywnych emocji (pierś dokucza mi już od pewnego czasu, ale się bałam , kretynka, iść do lekarza).
          • Gość: malanda Re: Ryczę sobie z cicha...kurde, guzek IP: *.* 26.02.02, 13:06
            Usia, strasznie mi przykro, nie wiem co napisać. Trzymam kciuki, żeby Twój organizm wygrał.
          • Gość: gutki Re: Ryczę sobie z cicha...kurde, guzek IP: *.* 26.02.02, 19:48
            Przede wszystkim nie stresuj sie na zapas! (latwo mowic, nie?). 1) poczekaj z tym do ostatecznego wyniku2) jesli wykryja ci jakies paskudztwo, to napisz do mnie na priva. Mam troche doswiadczenia (osobistego)w tej materii, i znam genialnego lekarza, ktory sie takimi rzeczami zajmuje (W-wa, Centrum Onkologii)3) a jesli sie okaze, ze wszystko OK, to tez napisz! Trzymam kciuki, i mysle, ze bedzie dobrze. Babcia to babcia, a ty to tysmile (z calym szacunkiem dla BAbci... wiesz o co mi chodzi)
            • Gość:  Dorka Re: Ryczę sobie z cicha...kurde, guzek - do usi IP: *.* 27.02.02, 12:56
              Ula, podpisuję się pod postem Ewy.Poczekaj na wynik.Powiem Ci w sekrecie, że ja mam po trzy guzki w każdej piersi. Kontroluję to regularnie. Póki co wszystko jest o.k. - czego i Tobie życzę.Dorka
    • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 12:57
      Ech, źle się stało, że z jednego niewinnego postu znów się awanturka zrobiła. I nie rozumiem, dlaczego mój problem urósł do rangi problemu życiowego? Był to problem w sobotę, byłby i dziś - ale dlaczego ktoś próbuje mnie odsądzać od wiary i czci? Że lubię być z mężem? Aż mi się już więcej nie chce pisać. Dziękuję wszystkim dziewczynom, które łączyły się ze mną w zrozumieniu. I pozdrawiam Was wszystkie, które wiecie, co to znaczy mąż wiecznie nieobecny.AneczkaPS. A ja się chciałam wyżalić...
      • Gość: Beata32 Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 13:27
        A ja to zrozumiałam i jak widzę wiele innych również. Bo właśnie od tego mamy to forum i nikt nie powinien kwestionować powagi naszego problemu. Nie zwracajmy więc uwagi na lekceważące nasz problem posty. Bo zawsze tu znajdzie się osoba, która wykaże się odrobiną empatii wczuje się w naszą sytuację zrozumie, pocieszy.Beata która przez "problem roku 2000" spędziła tego jedynego na 1000 lat Sylwestra samotnie w domu nie mogąc nawet zadzwonić do męża z życzeniami aby "dodatkowo nie obciążać sieci".PS. Książka również super ...
        • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 14:10
          Beacia napisała/ł:> Nie zwracajmy więc uwagi na lekceważące nasz problem posty. Bo zawsze tu znajdzie się osoba, która wykaże się odrobiną empatii wczuje się w naszą sytuację zrozumie, pocieszy.Na szczęście.
    • Gość: AneczkaG Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 12:59
      Aha, i może dobrze się stało, że to kino sie odwlekło, bo może zdążę przeczytać książkę?
    • Gość: ulaa Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 15:38
      Dużo już zostało powiedziane, ale pozwólcie, że i ja króciutko. Moja mama potrafi np. wylać łzy nad uschniętą paprotką, a z drugiej strony dzielnie znieść ciężkie operacje (ktorych parę miała) i przy tym jeszcze z uśmiechem na twarzy pocieszyć zaniepokojoną rodzinkę.To tylko przykłady (prawdziwe), ale chodzi mi o to że nierzadko zdarzają się ludzie (piszę ogólnie, niekoniecznie Aneczka musi być taka osobą, ale może jest?), że z błohostkmi (czasem są to tylko na pozór błahe sprawy) trudno im sobie poradzić (np. gdy jest gorszy dzień - ja mam takie przed okresem :))) ); a innym razem w obliczu naprawdę trudnych spraw trzymają się dzielnie, i potrafią stawić czoła przeciwnościom.Aneczko, pozdrawiam Cię :)))
    • Gość: MiZ Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 15:54
      No i tak... Wyrazilam swoje zdanie i co widze? Zostalam niemalze odsadzona od czci i wiary. Dlatego, ze mam odmienne zdanie i nie balam sie go wyrazic? Widze, ze niektore osoby nawet nie pofatygowaly sie przeczytac moich postow. A byloby chyba warto i w to takiej kolejnosci w jakiej byly pisane. Wdalam sie w polemike z Gosia1. Ja to potraktowalam jako normalna wymiane zdan. Nie zrozumialam czegos, cos wydawalo mi sie niespojne, wiec pytalam. Byla to juz rozmowa miedzy nami i pozniej juz nie dotyczyla Aneczki ! Nasza wymiana zdan dotyczyla w pewnym momencie m.in. przyjazni... Przeczytajcie sobie dokladnie. Dla mnie to byla zwykla wymiana zdan, ale teraz jak przeczytalam posty Gosi1 i innych wypowiadajacych sie osob dochodze do wniosku, ze niemalze wytoczylam Wam wojne! Wiec prosze powiedzcie mi jak to jest? Mam prawo do wypowiedzi czy nie? Niektore osoby zarzucaja mi, ze lamie kanony kultury: "A propos postu o naszym forum (do MiZ) - istnieje pewna granica krytyki... (takie tam kanony kultury..)" Dlatego prosze Cie, Ago wskaz mi, gdzie to robie? Podaj mi dokladnie przyklad. Zwracam sie rowniez do Agi_1972, ktora napisala: "Gdy bedzie bolala mnie glowa i bede myslala, ze z tego powodu wali mi sie swiat nie odwaze sie chyba o tym napisac bo MiZ mnie zlinczuje!" Ago, czy uwazsz, ze skoro mam odmienne zdanie i pisze o tym, to znaczy, ze linczuje? Czy odnioslas takie wrazenie, ze postepuje tak wobec Aneczki? Jesli tak, to rowniez Cie prosze, wskaz mi w ktorym miejscu. Bo widzisz, nikogo nie mialam zamiaru linczowac, a jesli to zrobilam to chce przeprosic. Ja nie widze gdzie to zrobilam, wiec moze Ty mi otworzysz oczy. W koncu czlowiek uczy sie cale zycie.Ponadto ciesze sie niezmiernie, ze jednak sa osoby ktorym nie przeszkadza, ze ktos ma odmienne poglady. Mam tu na mysli Yenne, Gosie26, Adzie, KrysieW. Napisaly to co mysla. I ja tez. I zadna z nich nie zarzucila mi, ze "zle" mysle. Ciekawe dlaczego? Moze dlatego, ze uznaja moje prawo do posiadania przeze mnie odmiennego i wlasnego zdania.Dla tych co juz tworza spiskowa teorie dziejow ( a szczegolnie dla Usi) - nie jestem KvM, ani Dorka. Bardzo prosze nas nie mylic. zona
      • Gość: humbak Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 19:19
        Alez MiZ!!! Nikt Cie od niczego nie osadza i wierz mi, WSZYSCY pofatygowali sie przeczytac Twoje posty - o tym jestem przekonana, bo ostatecznie one wywolaly w duzej mierze ta dyskusje. To, ze wdalas sie w rozmowe z Gosia1 (przeciez zupelnie przypadkiem akurat w tym miejscu - tak wyszlo, prawda?) i to, o czym rozmawialyscie pozniej to jedno, a to jaka byla odpowiedz na zale Aneczki G to drugie. Tak wiec nie dziw sie, ze wiele osob do niej nawiazuje - badz co badz to ona jest autorka tego postu - i nie pociaga to wprawdzie za soba wylacznosci, ale ma chyba prawo do dyskusji na JEJ problem?No, pewnie, ze kazdy ma prawo do wlasnego zdania (ostatecznie po to nawet ja tu jestem - to niesamowite, jak wiele nauczylam sie wlasnie od Was - emam...), ale pytasz o te kanony, ktorych brak Tobie zarzucilam:Nie bede sie tu wymadrzac opowiadajac, ze czlowiek to istota rozumna, ktora WIELE czyta z podtekstow. My - czyli emamy jestesmy tu po to, by sobie pomoc, by sie wspierac, tez krytykowac, ale z glowa!!! Przeciez kazda opinie, nawet gdy jestesmy wzburzeni, mozna przedstawic na wiele sposobow i nie trzeba nikogo sprowadzac do poziomu zera, a taka wymowe mial Twoj pierwszy post. Tak wiec cytuje fragmenty (calosc wyzej):"szkoda, ze jest (zona) zbyt delikatna, by Ci to sama napisac(...)nie idz moze za jej punktem widzenia (...)moze kiedys naprawde dostaniesz od zycia w kosc(...) itd. Rozumiem, ze chcialas byc sarkastyczna (co Ci sie zreszta udalo...), ale gdyby to bylo do mnie poczulabym sie, jakbym za moje uczucia dostala w twarz.A glownie chodzi mi o to ze forum jest dla nas - tymi z powaznymi i mniej powaznymi problemami. Nikt nie zabrania wrzasnac na AneczkeG "kobieto, opamietaj sie, nie Ty jedna, nie rozczulaj sie nad soba, bedzie dobrze, pomysl, jak maja inni" itd. Ta sama opinia (czyli dosc trzezwiaca), a inny oddzwiek slow. A odezwalo sie na Twoj post tak wiele osob prawdopodobnie tylko dlatego, ze kazdy sobie pomyslal "to, co, ja tu nie mam znaczenia? musze umierac, by ktos potraktowal moje problemy powaznie?" Stwierdzenie, ze czyjs problem jest blachy i zeby ten ktos sie zastanowil, czy warto, to nie to samo, co sarkazm. A przeciez badz co badz do siebie piszemy, cos nas laczy i lubimy to forum, bo kazdy jest nam w jakis sposob bliski (uff... ale patetycznie zabrzmialo...)Krytykujmy wiec, ale bez wysmiewania...
      • Gość: MartaN Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 25.02.02, 21:11
        A ja widzę jak to MiZ próbują odwrócić kota ogonem... ;)Ja przeczytałam ich posty dokładnie... były napastliwe i przykre i nie miały nic wspólnego z "wypowiadaniem swojego zdania". Raczej z chęcią zrobienia komuś przykrości (jeżeli chodzi o pierwszy post; natępne były tylko konsekwencją pierwszego)I jestem pełna podziwu dla cierpliwości i taktu Gosi1 :)Aneczko: :) !!!:hello:P.S. A postów Zilki nie bedę komentować .... (na razie ;) )
      • Gość: usia Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 26.02.02, 09:07
        być może czasami jestem zwolenniczką spiskowej teorii dziejów, ale nie tylko ja, jak widzę,...Moje przypuszczenie oparłam na pewnych analogiach w sposobie myślenia i dyskusji (?). Tym bardziej, że KvM jakos zniknął.Nie ma się o co obrażać, bo to skadinąd inteligentny facet...A co do sposobu wyrażania swoich poglądów i "pocieszania" pozostanę przy swoim zdaniu i nie będę polemizować...
      • Gość: wiesia Re: Ryczę sobie z cicha... IP: *.* 28.02.02, 08:40
        >No i tak... Wyrazilam swoje zdanie i co widze? Zostalam niemalze odsadzona od czci i wiary. Dlatego, ze mam odmienne zdanie i nie balam sie go wyrazic? Widze, ze niektore osoby nawet nie pofatygowaly sie przeczytac moich postow. A byloby chyba warto i w to takiej kolejnosci w jakiej byly pisane. Nie było mnie tu prawie przez tydzień, dzisiaj weszłam i co widzę? Afera o... :what:Zwykle nie chodzę z "tłumem" i tym razem też nie pójdę. Być może moja ocena będzie się różnić od wiekszości właśnie dlatego , że czytam to po kolei i "nie na gorąco", ale zgadzam się MiZ. Wcale nie widzę w ich postach przypisyanej im zjadliwości, w mojej ocenie jest wręcz przeciwnie-zjadliwość pojawiła się raczej w reakcjach na ich post. Kolejność pisania postów jest bardzo istotna-sama doświadczyłam boleśnie na sobie konsekwencji zapominania co został napisane najpierw, a co potem. W pierwszym poście MiZ było pełno buziek typu :-) i ;-) co dla mnie w sposób oczywisty łagodzi ton samych słów. Dziwne, że nikt tego nie zauważył :ouch:.Na dodatek wcale nie uważam , że Anecznka nie miała prawa odczuwać rozczarowania i wyrazić go na forum - pod tym względem zgadzam się z większościa dyskutantów, jednak mam dziwne przeświadczenia, że i MiZ to zdanie podzielają , a w ich postach chodziło o coś zupełnie innego.I tak sobie myśle, że dobrze , że mnie nie było przez parę dni, bo pewnie zareagowałabym na post wiodący w podobny sposób jak MiZ, w pełnym przekonaniu ,że jest to rozsądna forma pocieszenia i obiektywnego spojżenia na sytuację, ale wtedy na mnie spadłyby te gromy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka