Gość: wiesia
IP: *.*
01.07.02, 16:11
Dość długo już żyję na tym świecie i zawsze wydawało mi się ,że to mamusia rodzi dzieci... ale okazuje się, że tylko tak mi się wydawało.Pokusiłam się o przepisanie kawałka artykułu o życiu koników morskich (całość w VIVIE z 17 czerwca):"Dziwna z nich para. On, domator, każdą chwilę spędza przyczepiony do ulubionej gałązki koralowca, palca gąbki lub łodygi morskiej trawy. (...) Ona wędruje swobodnie po obszarze dziesieciokrotnie większym niż teren samca. (...)Przypływa by zapewnić go o stałości uczuć (...) i zobaczyć jak brzuch partnera uwypukla się i zaokrągla. (...) U koników morskich, zwanych też płwikonikami w "ciążę" zachodzi ... samiec. (...) Koniki robią zwroty , kręcą piruety, chwytają i porzucają łodygi. Tancerka nabrzmiała od jaj, tancerz- z torbą gotową na ich przyjęcie. Wreszcie nadchodzi moment, w którym podwodna klacz wysuwa kowadełko, czyli rurkę, za pomocą której wstrzykuje do otworu w torbie samca ponad tysiac jaj i odpływa. Tancerz zaś zapładnia ikrę już wewnątrz swego ciała. Zarodki dorastają w bezpiecznym zaciszu tatusinego brzucha. Sadowią się w rozpulchnionej, dobrze ukrwionej tkance i odżywiają się produkowaną przez nią wydzieliną. Hormonem, który steruje "ciażą" morskiego ogiera jest prolaktyna, ta sama , która jest wytwarzana w ciele brzemiennej kobiety. Tyle, że u ciężarnego ojca na roziwązanie trzeba czekać nie dziewięć miesięcy, lecz od dwóch do sześciu tygodni. (...)Gdy nadchodzi rozwiązanie, ojcem zaczynają wstrząsać dreszcze. Z otworu jego torby jeden po drugim wystrzeliwują maleńkie "źrebaki". (...) Samiec rekordzista rodzi ich półtora tysiąca. Wyczerpany odpoczywa dzień lub dwa i znów łączy się ze swoją ukochaną w wielogodzinnym tangu, by zajść w kolejną "ciążę".(...) Codzienne odwiedziny samicy są ważne, by zsynchronizować macierzyńskie i ojcowskie wysiłki . Toteż ona kończy wyczerpująca produkcję jaj i jest gotowa do ich złożenia właśnie w momencie, kiedy on się zbliża się do porodu."