Dodaj do ulubionych

UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...

IP: *.* 15.07.02, 09:25
Witam wszystkich,chciałabym się wyżalić - pisząc przeżycia z ostatniego weekendu...W piątek mój synek był bardzo marudny, płakał, gorączka 38,7.,ogólnie katastrofa - piątkowe popołudnie ,co robić?Pojechałam do przychodni - lekarz stwierdza zapalenie nerek lub układu moczowego ???, po za gorączką nie miał objawów żadnie choroby ( przechodził właśnie bolesne ząbkowanie ) a że mamusia nadgorliwa poszła do lekarza... Dostaliśmy skierowanie do szpitala na badania moczu i krwi....Pojechaliśmy na ul.Działdowską w Warszawie: badania wyszły wspaniale, dziecko zdrowe ale boleśnie ząbkuje.Szczęśliwi wracamy do domku....O sobotniej nocy nawet nie wspomnę - może tylko tyle,że nikt nie spał...W niedzielę jeszcze lepiej: malutki cały zapuchnięty jakby miał świnkę: co robimy? jedziemy jeszcze raz do szpitala.Ponownie Działdowska z tą różnicą,że inny lekarz po oględzinach stwierdza, iż sununio jest bardzo chory ( ząbkowanie swoją drogą )ma zapalenie gardła, jamy ustnej itd... ANTYBIOTYK - takie zalecenie lekarza, żaden syrop nie pomoże.......Dodam jeszcze, że Pani Doktor była bardzo zdenerwowana ponieważ przerwaliśmy chyba piękne sny ( wyglądała na zaspaną , a może ten upał? ), pomijam sugestie pielęgniarek - bez skierowania?.Co dalej?Jedziemy do kolejnego szpitala, tym razem Instytut Matki i Dziecka ul. Kasprzaka...Po oględzinach dziecko zdrowiusieńkie,żadnej choroby.Nie wierzę i proszę o konsultację z innym lekarzem. Zgoda ale muszę zapłacić za wizytę.Ok nie ma sprawy - bo przecież bez skierowania, wszystko rozumiem...Po zapłaceniu przychodzi Pani Docent bardzo dokładnie bada naszego maluszka i co stwierdza:dziecko zdrowiuśkie, nic mu nie jest ( dostałam to nawet na piśmie ). Patrzy na nas jak na przybyszy z obcej planety: gardło czyściutkie owszem dziecko opuchnięte bo... wychodzą mu CZTERY ząbki, wszystkie chcą wyjść razem, żeby jeszcz jeden za drugim.nie, nie, nie, wszystkie razem.Zdziwiona pyta dlaczego nie wierzymy, opowiadam o innym szpitalu i antybiotyku......Słuchajcie katastrofa i jak tu wierzyć lekarzom?Mój małżonek na co dzień opanowany chciał jechać spowrotem na Działdowską i pobić lekarkę, przez którą tyle przerzyliśmy.( przy okazji miałam lekcję poglądową -jaki to mój ślubny wrażliwy itd...)Przpraszam za błędy, za to że może piszę niestylistycznie itd. ale jest mi lżej na serduchu więc chyba ty jest najważniejsze.Pozdrawiam serdecznie,Mama Kubusia 13 miesięcy.
Obserwuj wątek
    • Gość: Ptaszyna Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 15.07.02, 09:58
      Współczuję bardzo - takie przejścia... My doświadczyliśmy podobnego "przyjęcia" w szpitalu na Niekłańskiej. A właściwie nie przyjęcia, bo odmówiono przyjęcia mojego malucha 14 mieś., z bardzo wysoką gorączką, przelewającego się przez ręce. Makabra. A tacy są biedni, ci lekarze, tak mało zarabiają, do cholery, sami wybrali sobie taki zawód i ich obowiązkiem jest przyjęcie chorych i postawienie prawidłowej diagnozy! Takie bączki to nie my, dorosłe jednostki, one nie powiedzą nam co je boli, a rodzice nie muszą znać się na wszystkim, włączając w to medycynę. Jestem na prawdę zbulwersowana.
    • Gość: kasjana Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 15.07.02, 13:47
      Właśnie wróciłam ze szpitala. Byłam na oddziale chirurgicznym. Położono mnie na oddział o godzinie 18. Na korytarzu, bo wszystkie sale były pełne.Jeszcze tego samego dnia miałam mieć zabieg chirurgiczny. Około godziny 20 zabrali kogoś innego na blok operacyjny. To położyłam się. O 22 zrobił się ruch. Przywieźli chorego z bloku operacyjnego. Pojawili sie lekarze. Zaraz następna osoba pojechała na blok operacyjny, a lekarze do roboty. Zasnęłam. Trochę po północy znowu ruch. Obudziłam się. Podnoszę głowę. Jedzie łóżko z chorym do sali. Z innej sali zabierają następną osobę na operację. Ja już byłam przerażona. Bo myślałam, że operacje są tylko w dzień. No cóż, zasnęłam. I znów ruch około 4 nad ranem. I znów pojawia się ta sama pani doktor w ubraniu takim operacyjnym. Przysiadła przy pielęgniarkach. Coś opowiadała. Usłyszałam jak przez telefon informuje kogoś jakie to będą jeszcze zabiegi operacyjne. Wymieniła moje nazwisko. Poszłam szybko do łazienki. Myślałam, że teraz ja.Nie. Inną osobę wzięto. Może jakąś z zewnątrz. Bo to wciąż był jeszcze ostry dyżur. Obudziła mnie pielęgniarka za dziesięć szósta. Teraz pani. Byłam zaspana. Cała noc nieprzespana. Zachodzę na salę zabiegową. Trochę mi lżej, że nie na blok operacyjny. Ta sama pani doktor. Anestezjolog. Drugi doktor. Pielęgniarka. Zabieg był krótki. Po 10 minutach leżałam w swoim łóżku na korytarzu. O 7 rano zmiana. Przyszły nowe pięlęgniarki, te po nocy poszły do domu. Ale moja pani doktor nadal się szwenda. Musi przecież zdać dyżur, omówić każdego pacjenta z lekarzem obejmującym dyżur.Godzina 9. Moja pani doktor już bez ubrania operacyjnego. Tym razem w białym fartuchu. Zagląda jeszcze do sal do pacjentów. Jest 9,30 gdy bez fartucha, za to z torebką opuszcza oddział.W szpitalu byłam zaledwie 2 doby. Akurat spotkałam się z taką sytuacją. Widocznie różnie to bywa.
    • Gość: mamaNikoluni Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 15.07.02, 14:43
      Bardzo Ci współczuję bo wyobrażam sobie co przeżyłaś, a swoją drogą to jak potem wierzyc jakiemukolwiek lekarzowi?Potem człowiek nie wie kiedy i który lekarz mówi prawdę i że nie jest to zwykła jak dla nich pomyłka lekarska...Pozdraiwam i zdrówka życzę.Mama Nikoluni.
    • Gość: kocurek Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 15.07.02, 17:26
      To, że owa pani doktor o godzinie 9.30 po dyżurze opuściła szpital, to wyłącznie czyjaś dobra wola (przełożonego). Tzw. zejście po dyżurze już lekarzom nie przysługuje, senatorzy zmienili ustawę na ten temat o ile się nie mylę jakieś trzy-cztery lata temu. Teraz bardzo często jest tak, że padający na nos po ciężkim dyżurze lekarz jeszcze musi pełnić swoje obowiązki na oddziale do godz. 15-tej. Fajnie, nie?
      • Gość: dorsi Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 15.07.02, 22:10
        Cześc dziewczyny ...Tak sobie czytam, co napisałyście i...już kolejny raz na forum są posty o tym,że a to lekarz postawił złą dignoze, a to był zaspany, a to nie chciał przyjąc kolejnego pacjenta.Wiem,że takie historie się zdarzają, wiem,że człowiek sam wybiera sobie zawód i ponosi konsekwencje takiego wyboru itd. Ale mam taką propozycje...A może byście jako pacjenci spróbowali coś zmienić.... Może można wpłynąc na decydujących o pracy lekarza....Może warto napisać jakiś protest do Izby Lekarskiej zanim się coś strasznego zdarzy, by lekarze pracowali krócej, by po nocnym dyżurze szli do domu spać a nie jeszcze pracowali do 15:00, by lekarki w ciąży czy karmiące mogły wcześniej iśc do domu, a nie jak to sie zdarza w niektórych klinikach: zachciało sie dzieci, to do domu a nie leczyć ludzi........ i wiele jeszcze innych spraw...Bo przecież Skubi jak by pani doktor przyszła do pracy 3 godziny wcześniej wypoczęta, to by nie musiała spać. Bo jak pisze Kasjana i takie noce są, że przy czwartej operacji, to tylko robot by nie byl zmęczony a nie kobieta. Bo jak pisze Kocurek senatorzy bardzo szybko i nadwyraz chętnie zwiększają czas pracy(rozumiem,że jest to mile widziane przez wyborców).To tak troche refleksji.....Bo jak zdałam na medycyne, to byłam dumna z siebie, pełna zapału, szczęśliwa, a dziś to jestem zmęczona po sesji, mam wstęt do słowa pisanego, i z niepokojem patrze w przyszłość, tak nieodgadnioną, że aż się czuje oszukana. Po medycynie muszę żebrać o miejsce pracy i albo nie mam etatu, albo laboratorium pracuje tylko do 15:00, albo nie ma lekarstw.pozdrawiam i życze zdrowiaDorsi
        • Gość: Ptaszyna Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 16.07.02, 14:24
          OK. Wszystko pięknie, ale weź pod uwagę, że do lekarzy nie przychodzą ludzie zdrowi, tylko ci którzy potrzebują pomocy. Wkradają się po cichu do gabinetu i proszą o pomoc, a pani/pan doktor rozmawia beztrosko z pielęgniarką, zapyta co boli i nawet nie poinformuje pacjenta co jest. Nie spotkałam się z lekarzem, który wypytałby mnie o to wszystko, o co wg niektórych powinien wypytać. I co? Jak tu współczuć? Kiedy się widzi lekarzy wsiadających w luksusowe samochody, albo oczekujących na koperty? Każdy wtedy- widząc jednego - widzi wszystkich. A odrobina dobrej woli i zaangażowania nikomu nie przyniosła ujmy na honorze. A jeśli chodzi o lekarzy to powinno być ich obowiązkiem.
        • Gość: AneczkaG Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 16.07.02, 18:35
          Wiesz Dorsi mogłabym się podpisać pod Twoim postem.Może dlatego, że "po fachu" jesteśmy :)Aneczka
    • Gość: kocurek Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 16.07.02, 17:04
      Ktoś kiedyś powiedział, że każdy medal ma dwie strony. Myślę, ze w ten sposób należy też i na to patrzeć.Lekarze to tylko ludzie i nigdy o tym nie zapominajmy!Oczywiście nie usprawiedliwia to niedbalstwa i innych ich wad, ale także tu, jak w każdym innym zawodzie, są ludzie z powołaniem i bez powołania; z talentem i bez talentu; ze współczuciem i bez......A że czasem są zmęczeni bardziej niż inni...cóż.W każdej sytuacji starajmy się patrzeć tak, by ujrzeć rację obu stron.Ktoś kiedyś powiedział, że prawda leży zwykle gdzieś pośrodku. I coś w tym jest :) A w ogóle to więcej empatii!Czego sobie i wszystkim życzę :hello:Kicia
      • Gość: Reszka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 16.07.02, 18:35
        OK., wszystko bardzo pięknie. Ale zauważ tylko jedno: lekarz też człowiek i ma prawo do gorszego dnia, bo dziecko ma chore, bo mu ukradli ten samochód który sobie za łapówki kupił, bo ją brzuch boli od miesiączki lub cieknie mleko po brzuchu bo pora karmienia, bo przydałaby się kroplówka przeciwskurczowa na twardniejący w ciąży brzuch. Nie jest to kwestia jakże opiewanej na tym m.in. forum przysięgi Hipokratesa, bo nie reguluje ona kwestii uprzejmości wobec ludzi, podejścia ogólnoludzkiego czy jak to sobie nazwiesz, ale „sprawy techniczne”, zresztą obecnie składa się ślubowanie lekarskie. Nie można generalizować, droga Ptaszyno, ale skoro ty to robisz, więc i ja sobie pozwolę („widzisz jednego – widzisz wszystkich”, koń by się uśmiał”wink. Wobec tego po moich doświadczeniach z pacjentami (widzę jednego – widzę wszystkich) mogę śmiało dojść do wniosku że wszyscy pacjenci to bierne podmioty procesu leczenia, którzy własnym postępowaniem doprowadzają się do ruiny zdrowotnej, następnie żądają jednej cudownej tabletki na wszystko, żeby na dodatek ta tabletka była tania i łatwa do połykania, że mają w d.... zalecenia i profilaktykę prozdrowotną, że kłamią w żywe oczy praktycznie we wszystkim, śmierdzi im z ust gnijącymi pieńkami zębów, że o niemytych nogach i niepranej od lat bieliźnie nie wspomnę, że kradną w gabinecie z torby lekarzy (niedawno ktoś z pacjentów świsnął mi komórkę, kiedy wyszłam sprawdzić coś na moment), ze potrafią wezwać na PILNĄ wizytę domową do odczytania wyników morfologii, itd. No i co rozpoznajesz się w tym portrecie zbiorowym przeciętnego pacjenta? Podoba ci się takie podejście? Czy wyobrażasz sobie że można by było pracować gdybym do każdego pacjenta miała takie nastawienie?A skoro jeszcze nie spotkałaś takiego lekarza który wytłumaczyłby ci o co chodzi, to albo nie pytałaś (zainteresowany pacjent to prawdziwa rzadkość, można się odzwyczaić, może powinnaś chodzić do tych innych, o których piszesz), a jeśli pytałaś i nie odpowiedział to zmień lekarza. Ja czasem zmieniam pacjentów z obustronną korzyścią, czyli proszę ich żeby sobie wybrali innego lekarza prowadzącego, jak już stwierdzę że tak się dlaej nie da i współpraca nam się nie układa. Trudno, nie muszę się ze wszystkimi rozumieć. Natomiast dobra wola i zaangażowanie to cecha osobista, nie zawodowa i tego nie regulują żadne przepisy i obowiązki zawodowe. Postępowanie w razie niezadowolenia - jak wyżej.A żeby jeszcze było na temat główny, to zazwyczaj najmądrzejszy jest ten lekarz który widzi chorego w pełnym rozkwicie choroby, a nie na początku, kiedy obraz przypomina wszystko, od przeziębienia, do początkowych stadiów gruźlicy. Więc wołanie że powinien wiedzieć, to wołanie o Zbigniewa N. który leczy i diagnozuje dotykiem.
        • Gość: KvM Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 16.07.02, 21:01
          Reszka, czy ja już pisałem, żę Cię lubię? Pisałem, ale napiszę jeszcze raz :-) Ech... Święte słowa. Zawsze są dwie strony medalu. Mimo, że ja osobiście mam ciągotki do różnych generalizacji i mimo, że osobiście miałem nieciekawe doświadczenia z chirurgiem pijakiem, to jednak uważam, że lekarze generalnie nie są aż tacy źli jak się o nich pisze (no i kolejna generalizacjia ;-) ) Zakuwać przez 6 lat, potem pracować kilka następnych za marne grosze w takich warunkach i z takimi ludźmi jak opisujesz (bo wielu takich się trafia - wystarczy wejść do dowolnego, zatłoczonego autobusu aby to stwierdzić) dla ideei. Podziwiam.
          • Gość: Reszka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 16.07.02, 21:48
            KvM, ja to widzę z obu stron bo bywam też i pacjentem, generalnie (ha ha) swoją pracę lubię i pacjentów też lubię, zdarzają się tacy jak pisałam, ale większość jest po prostu biednymi, chorymi, często zagubionymi w meandrach służby zdrowia ludźmi, często gęsto traktowanymi per noga przez przedstawicieli tejże, aż się nóż w kieszeni otwiera, bo nie każdy się postawi nawet mając światłe rady lek. Reszki na uwadze „zmień sobie lekarza”. Ja sobie zmienię, bo umiem i robię to do skutku, ale dla kogoś to może być zadanie nie do wykonania. Nie żałuję tych 6 lat studiów (w Szczecinie zresztą!), warunki (czytaj pensja) jakie są takie są na razie, co przy bezrobociu jednak się liczy (ostatnio znajomi szukali opiekunki dla synka i zgłosiły się 3 dziewczyny po stażu podyplomowym, bo nie znalazły pracy i nie dostały się na etaty rezydenckie), zresztą nie jestem dożywotnio przypisana w jedno miejsce, specjalizację mam, doświadczenie zdobywam, teraz już czas pracuje na moją korzyść. No i dopiero po zrobieniu specjalizacji doszłam do wniosku że byłoby bezczelnym kłamstwem z mojej strony gdybym twierdziła że pracuję dla idei, może do tamtej pory byłam zbyt nabuzowana wzniosłymi myślami które z rzeczywistością nie miały wiele wspólnego (jak wiele opinii forumowiczek). Pracuję jak pewno dużo z was „dla chliba, pane, dla chliba” czyli dla pieniędzy właśnie i też niedawno przestałam się tego wstydzić, bo takie jest nastawienie i tak to sobie wyobrażałam, anioł poświęcenia (czyli ja) szeleszczący skrzydłami troski nad pacjentami, bezinteresownie (=nieodpłatnie) służący im w dzień i w nocy. A tu figa z makiem, szybko zostałam sprowadzona ziemię, ale bardzo mi było łyso że materializm mnie dopadł. Więc robię co powinnam i staram się to robić dobrze skoro skrzeczącego materializmu nie da się zignorować :eek: .Więc na koniec długich a przemądrzałych wywodów łączę wyrazy sympatii oraz uznania dla stworzonej piętrowej generalizacji (bardzo mi się to podobało) oraz pozdrówki dla ukochanego Szczecina.
          • Gość: Rysia Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..do KvM. IP: *.* 16.07.02, 21:56
            Nie rozumiem tylko co tu podziwiać??? Przecież nikt na siłę na studiach ich nie trzymał sami podjęli taką decyzję, skończyli studia i wykonują swój zawód. Zawód niestety bardzo specyficzny i dla każdego. Bo jak sam doskonale wiesz lekarzy jest wielu ale ze świecą szukać na prawdę dobrego i mieć do niego 100% zaufanie. I właśnie to świadczy o tym, że studia medyczne wcale nie kończy, jak to Ty ująłeś "dla ideii", tylko po to żeby zarabiać ciężkie pieniądze, nie ważne czy otwierając prywatny gabinet, czy dorabiać się poprzez łapówki. W swoim czasie miałam do czynienia ze studentami medycyny jak i już z lekarzami i nie zauważyłam jakoś wśród nich zbyt wielu osób, które studiują medycynę tylko po to aby zostać drugim doktorem Judymem. Nie chcę generalizować, że wszyscy są tacy i każdy lekarz tylko czeka na łapówę, bo wiem, że tak nie jest. Tylko nie mogę się zgodzić z Twoim ubolewaniem nad ich ciężkim losem, bo dla ideii już chyba nikt nie studiuje w tym kraju. pozdrawiam wszystkich,Paulina mama Wiktorka
            • Gość: KvM Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..do KvM. IP: *.* 16.07.02, 22:53
              Podziwiam tych ludzi bo znam o wiele prostsze sposoby na zarabianie pieniędzy (większych) Rzuciłem studia po 4 latach "studiowania". Uważam, że pracuję mnniej niż przeciętny lekarz, a zarabiam o wiele więcej. Jest to praca o wiele mniej odpowiedzialna i stresująca. Podziwiam ludzi, którzy, zanim zaczną zarabiać pierwsze rozsądne (a i tak stosunkowo nieduże) pieniądze, męczą się przez ok. 10 lat z nauką, stażami, etc. Zgadzam się, że nikt ich nie zmusza, ale właśnie dlatego ich podziwiam. Owszem, za jakąś wielką elitę ich nie uważam (argumenty Twoje), ale w moich oczach stoją o niebo wyżej niż tacy dajmy na to nauczyciele.
              • Gość: rybka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..do KvM. IP: *.* 16.07.02, 23:00
                A co masz do powiedzenia o takich,dajmy nato nauczycielach?
              • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..do KvM od nauczycielki IP: *.* 17.07.02, 07:28
                KvM - a ja myślałam, że jako nauczyciel niemieckiego jestem "kimś" ;). Żartuję, ale to też ciężki kawałek chleba...Magda :hello:
                • Gość: KvM Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..od KvM do nauczycielek IP: *.* 17.07.02, 07:56
                  Madziu. Prestiż zawodu nauczyciela prysł wraz z poziomem nauczania. Nie twierdzę, że nie ma nauczycieli z powołania. Jest ich jednak mało, bardzo mało. Między innymi z powodów które opisała Adasia.Nie jestem fachowcem od "nauczycielstwa", ale moim zdaniem przyczynami fatalnego poziomu nauczycieli są:selekcja negatywna;kiepska jakość nauczania nauczycieli (doświadczenia małżonki);upolitycznienie zawodu w PRL (ciągle uczą ludzie z tamtego okresu);fałszywa solidarność zawodowa.Pewnie jest tego więcej, nie siedzę w temacie zbyt głęboko.Rozmawiałem z wieloma młodymi, mądrymi i inteligentnymi ludźmi o ich doświadczeniach szkolnych. Zawsze ta sama odpowiedź - większość ich nauczycieli nadawała się co najwyżej aby "barany paść", a nie uczyć w szkole. W ten sposób poznałem opinie o kilkuset nauczycielach. Z około setką miałem własne doświadczenia.Żeby sprawa była jasna, dla mnie, dobry (przyzwoity) nauczyciel to:1 Mający opanowaną wiedzę ze swojego przedmiotu nauczania na poziomie znacznie szerszym niż program nauczania.2 Potrafiący tą wiedzę (z programu nauczania) przekazać w sposób efektywny (dobre metody nauczania)3 Będący dobrym pedagogiem, wychowawcą.4 Potrafi wzbudzić w uczniach zainteresowanie swoim przedmiotem i pobudzić ich do samodzielnych poszukiwań.Dobry nauczyciel ma wśród uczniów poważanie i cieszy się szacunkiem (nie stosje agresji i terroru psychicznego i fizycznego). Miałem takich nauczycieli dwuch, może trzech :-(Abym miał dobre zdanie o tym środowisku musiałaby być takich większość.Do tego wszystkiego dochodzą elementy społeczno-polityczne. Blokowanie reform w oświacie (nowa matura) etc.Zaznaczam, że moje opinie na temat nauczycieli nie uwzględniają nauczycieli akademickich (to całkiem inna historia, choć część uwag się pokrywa)
                  • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..od KvM do nauczycielek IP: *.* 17.07.02, 08:43
                    Może jestem nieskromna /a co mi tam ;)/, ale ja czuję powołanie do tego zawodu. Mam jedynie to nieszczęście /chociaż szkoły bym już nie zmieniła/, że uczę w technikum i tam jakoś trudno mi przekonać chłopaków do nauki "szwabskiego" - jak mówią. Mimo to jako wychowawca czuję się doceniona. W tym roku pożegnałam moją V klasę. Nie obyło się bez łez, wspólnego piwka po wszystkim i przejścia na "ty". Mimo to niektórzy mi powiedzieli, że za bardzo mnie szanują, zeby mówić do mnie Magda, co najwyżej "profesorka Madzia" ;). Staram się być sparawiedliwa, zaciekawić, kiedy trzeba wymagam i jestem nie do ugładzenia - mimo to raczej nie mam wśród uczniów wrogów...Magda :hello:
                    • Gość:  Dorka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH.. do prof MAdzi ;-) IP: *.* 17.07.02, 13:41
                      Tu KvM. Problem polega na tym, że takich nauczycieli jest niewiele. Sama chyba doskonale o tym wiesz, prawda?
                      • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH.. do prof MAdzi ;-) IP: *.* 18.07.02, 07:44
                        Wiem :(... Może byłoby ich więcej, ale na siłę trzyma się tych /a może sami się trzymają, bo puścić się już nie wypada ;)/, którzy już dawno powinni być na emeryturze i uczą resztkami sił. Tymczasem młodzi, zapaleni nauczyciele - przeprowadzając dzieci przez przejścia drogowe - w ten jedyny sposób starają się je wychować...Magda :hello:
                        • Gość: Adzia Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH.. do prof MAdzi ;-) IP: *.* 18.07.02, 07:49
                          Pani magister, zapraszam na słówko na czata! :-) Musimy się ugadać.
            • Gość: Reszka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..do KvM. IP: *.* 17.07.02, 06:46
              A niby dlaczego ktoś miałby wkładać mnóstwo pracy żeby zostać Judymem? Czy możesz to jakoś wyjaśnić, bo nie rozumiem, nie pojmuję. Czy jest w tym coś złego, że ktos pracuje dla pieniędzy, większość jednak nie nazbyt wielkich (zapytaj stażystów czy rezydentów lub mnie). A jeśli jednak ma dużą forsę, to zapewne jednak z tego prywatnego gabinetu, i znowu - co jest w tym złego? Proszę o wyjaśnienie bo gadać komunały to sobie można. Przeczytaj sobie mój poprzedni post, to może się dowiesz jak ewoluowało u mnie pojęcie idei.
              • Gość: Adasia Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH..do KvM. IP: *.* 17.07.02, 07:23
                Idealizm?? W ubiegłym roku skończyłam studia. Wymarzona filologia polska, wyczekane bycie nauczycielem. Pół roku szukałam pracy w szkole, nieważne za ile, gdzie i z jakimi dziećmi. Straszyli, roztaczali czarne wizje bycia nauczycielem. Byłam nieugięta i dzielnie przkonywałam wszystkich ewentualnych pracodawców, ze naprawdę chcę. Zdarzało się, ze wiedziałam o wolnym etacie, szłam, a pani dyrektor zdziwiona mówiła, że nie ma miejsca. Bo byłam znikąd. Teraz pracuję gdzie indziej, nie mogę tu realizować marzeń tak, jak bym chciała, ale kaganek oświaty niosę. Tylko dlaczego ci, którzy pracują w szkołach i deklarują, że tego nie lubią, nie pozwolą nam, którzy od dzieciństwa bawimy się w bycie nauczycielem, sprawdzić się, porwać siebie i dzieci na jakąś małą przygodę zdobywania nowych umiejętności?Myślę, ze dopóki nie zmieni się coś w sposobie zatrudniania, trudno będzie znaleźć idealistów tam, gdzie powinni być.Ale może trochę obok tematu...Asia
        • Gość: Gosiafka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 17.07.02, 08:30
          Reszko!Ja się zasadniczo zgadzam ,lekarz też człowiek itd,itp tylko bagaż odpowiedzialności jest znacznie większy niż dajmy na to zmęczonego nauczyciela ( wiem co gadam ;) )cztery lata temu u mojej 10 dniowej córeczki pani doktor nie wykryła koarktacji aorty (pani uważająca się za znakomitego specjalistę ) ,przez absolutny przypadek badanie ECHO zostało ponownie wykonane przez inną panią i w zasadzie w ostatnim momencie zostałyśmy wysłane do Łodzi I co ja usłyszałam od "sławy diagnostyki" ?? Ano to że była ZMĘCZONA :gun: (była to jej 6 godzina dyżuru )problem w tym że to jej zmęczenie mogło moje dziecko kosztować życie Lekarz ma prawo do zmęczenia ,ale jego zmęczenie może przynieść nieodwołalne i bardzo przykre konsekwencjeDarzę lekarzy wielkim szacunkiem ,uważam e nie mają stworzonych warunków do pracy ,są nisko wynagradzani ale trzeba sobie zdawać sprawę że w ich rękach leży nasze i naszych dzieci życie ,czy może być coś cenniejszego ? czy można w takim wypadku jakoś wytłumaczyć się zmęczeniemGosia :hello:
        • Gość: Ptaszyna Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 18.07.02, 12:10
          Gdzie przyjmujesz? Chętnie się przepiszę. Serio.
    • Gość: Gosia1 Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...do KvM! IP: *.* 17.07.02, 10:43
      KvM, prestiż nauczyciela prysł....... owszem. Może i prysł, ale dla mnie prestiż lekarza też prysł. Jak bańka mydlana. Niestety. Zauważ jedną ale za to kolosalną różnicę. Jeśli błąd popełni nauczyciel konsekwencje są hmmmm - duże. Trzeba nadrabiać zaległości, być może dziecko potem ma zmarnowane szanse na to, by dostać się do dobrego liceum, na dobre studia itd, itp. Ale jeśli błąd popełni lekarz.....Często tego nie da się już nadrobić. Co ja piszę! Czasami nie da się już zrobić niczego. Mam wśród najbliższych i nauczyciela i lekarza. Moja Mama jest nauczycielem, teraz już emerytowanym. Nie będę Jej chwalić (za bardzo hehehe) ale była naprawdę dobrym nauczycielem - takim z poświęceniem. Siostra mojej Mamy, a moja chrzestna jest lekarzem internistą z dwójką, jest ordynatorem, ma swoją przychodnię i gabinet. Pracuje niezwykle ciężko. Widzę jak się męczy, aby zarobić na godziwe życie. Ale Ona sama przyznaje, że to był Jej wybór, Jej wola i że w takim razie nie ma prawa narzekać, bo wiedziała już z góry "w co się pakuje"........I to jest pierwszy lekarz, do którego mam zaufanie. Drugim jest pediatra moich dzieci. Mam do Niego 100% zaufanie. I to wszystko. Mam 35 lat i nie spotkałam więcej ANI JEDNEGO LEKARZA, o któym mogłabym powiedzieć, że jest fachowcem, że dobrze się mną, moimi dziećmi zajął. I nie chodzi mi bynajmniej o kulturę osobistą, o fakt złego czy dobrego humoru, o kłopoty, któe to moim zdaniem lekarz powinien zostawić za drzwiami gabinetu. Niestety, takie są realia. Oczekuje się uśmiechu od ekspedientki, bo to Jej obowiązek, profesjonalizm - klientom ma pokazać uśmiechniętą twarz i tyle. A lekarz? Ja wiem, że to też człowiek, absolutnie tego nie neguję, ale jest to SZCZEGÓLNY człowiek. Jeśli nie jest w stanie podołać odpowiedzialności, jaka na Nim spoczywa - niech zrezygnuje. Przykro mi, ale jeśli idę do Niego z pokładającym się dzieckiem, czy z krwotokiem - guzik mnie obchodzi, czy ukradli Mu samochód, czy Jej cieknie z piersi i myśli w tej chwili o dziecku, czy o chorej mamie. MAJĄ SIĘ ZAJĄĆ MNĄ, MOIM DZIECKIEM - NASZĄ CHOROBĄ!!! Ode mnie oczekuje się uśmiechu, kiedy przeprowadzam wywiad, i nikogo nie obchodzi to, że np akurat teraz moje dziecko leży w szpitalu, chore, zagubione - sytuacja sprzed kilku miesięcy, kiedy Ania była w szpitalu a ja musiałam "zrobić" wywiad z Piaskiem. Miałam Mu płakać w rękaw? Kochani, tak się po prostu nie robi. Opisywałam już na forum sytuację, kiedy to dwa lata temu miałam ciążę pozamaciczną. I panią doktor, która nie chciała zrobić mi USG, mimo iż błagaliśmy Ją o to razem z mężem. Ja wykrwawiałam się na śmierć, a Ona twierdziła, że muszę poczekać do rana. Dlaczego? Prawda była tak bezsensowna, prozaiczna, bezmyślna, że aż śmieszna, gdyby nie to, że mogła kosztować mnie życie - pani doktor NIE POTRAFIŁA OBSŁUGIWAĆ APARATURY USG!!!!!! Ale w swojej próżności (?) nie chciała się do tego przyznać, wolała ryzykować moim życiem. Przypadek zrządził, że badanie zrobił mi inny lekarz (notabene Jej szef....), który natychmiast skierował mnie na operację a potem czuwał przy moim łóżku całą noc. Mąż, zanim wyszłam ze szpitala, odbył spokojną rozmowę z tym lekarzem. Bez awantury, bez krzyków. Tylko zapytał, gdzie jest etyka, gdzie odpowiedzialność. Jak poradziliby sobie z własnym sumieniem, gdybym umarła z upływu krwi, bo pani doktor nie chciała się przyznać, że nie umie zrobić badania, bo nie wezwała na pomoc innego lekarza.......Ja wiem. Ja wszystko wiem - lekarze zarabiają skandalicznie mało. Pracują baaardzo ciężko, mają kontakt z takimi ludźmi, że płakać się chce (Reszka - ukłon), ale to nie usprawiedliwia Ich w niczym. Zanim młody człowiek pójdzioe na studia medyczne, powinien zadać sobie pytanie, czy zdoła wziąć na swoje barki taka odpowiedzialność, czy zdoła - w razie tragedii - spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć: tak, zawiniłem. A ilu jest lekarzy, którzy przyznają się do błędu? Ja osobiście nie znam ŻADNEGO. W jednym z kieleckich szpitali położniczych lekarz przyczynił się do śmierci noworodka. Lekarz bardzo znany, bardzo popularny. To był Jego ewidentny błąd. I co zrobił? Wyszedł do załamanego ojca na dwór. Ten wstał, bowiem sądził, że chociaż współczucie Mu się należy. A pan doktor podszedł do Niego i jadowicie wyszeptał: "I tak mi niczego nie udowodnicie.....". Sprawa jest w sądzie. Ojciec zmarłego dziecka jest tak zajadły i zawzięty, że chyba się uda. Za te słowa. Za te straszne, okrutne słowa. Przykładów mogłabym mnożyć, ale po co? Chcę tylko podkreślić, że nie można pracy lekarzy porównywać do żadnej innej. Nigdzie nie znajdziemy aż takiej odpowiedzialności za drugiego człowieka. I właśnie to zobowiązuje do tego, czego oczekujemy od nich. Nigdy nie uprzedzam się do lekarza przed wejściem do gabinetu. Ale moja agresja rośnie proporcjonalnie z tym, jak jestem traktowana. Moja bielizna jest czyściutka, moje zęby nie smierdzą, słucham zaleceń i przestrzegam ich. A jednak jestem traktowana jak zło konieczne, jak kolejne 50 zł w kieszeni. Daj kasę i najlepiej już idź - nic ci nie będzie........I wiecznie tylko słyszę narzekania, jak to jest ciężko, jak mało zarabiają, jacy ludzie są podli, jakie teraz złe czasy przyszły. Kurde, a ja to co? Co ja jestem winna???? Mój mąż zapiernicza po kilkanacie godzin na dobę, 7 dni w tygodniu, 30 dni w miesiącu. Prawie Go nie widuję, ale nie narzekamy tak, jak właśnie np lekarze. Nie odpowiada zawód? To zmień! Załóż własny biznes, zajmij się czymś, co naprawdę przyniesie Ci satysfakcję. Bo skoro narzekasz, to w tym zawodzie chyba jej nie masz. Nie generalizuję, nie uważam, że wszyscy są tacy, mimo, że jak napisałam na początku, oprócz tych dwóch przypadków, nie spotkałam się z żadnym innym lekarzem, który potraktowałby mnie - wymagając bardzo mało - jak CZŁOWIEKA. A wymagam naprawdę malutko. Pokory. "Proszę pani nie wiem, co się dzieje, zrobimy badania i zobaczymy. Teraz jest za wcześnie, aby cokolwiek wyrokować. Te badania powinny nam coś wykazać. A jeśli ja nie będę potrafił/a wyleczyć, skonsultujemy się z innym lekarzem" - to własnie usłyszałam już kilka razy od pediatry swoich dzieci. Nigdy się nie pomylił, kształci się nadal (ma dwójkę, jest ordynatorem na OIOM-ie),ale najbardziej szanuję i uwielbiam Go za tę właśnie pokorę, że jest TYLKO (!!!) człowiekiem omylnym.....i nie zawsze i nie wszystko musi wiedzieć. Nigdy przy Nim nie poczułam tej charakterystycznej agresji, złości. Wręcz odwrotnie - jak bym mogła całowałabym Go po rękach. Z wdzięczności. Tacy właśnie powinni być lekarze. Pozdrawiam GosiaP.S. Kurcze, trochę przydługie wyszło, powinna to być chyba powieść w odcinkach :lol:
      • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...do Gosi1 IP: *.* 17.07.02, 11:54
        Gosia!Nawet nie żartuj z tymi odcinkami - umarłabym z ciekawości, tak lubię Cię czytać. No i dodam tylko: z ust mi to wyjęłaś. Poza tym sama jestem nauczycielką i mam nadzieję, że jeśli nie zachęciłam to na pewno nie zniechęciłam nikogo do nauki niemieckiego. Magda :hello:
      • Gość: il Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...do KvM! IP: *.* 17.07.02, 12:53
        To i ja dorzucę swoje trzy grosze. Generalnie zgadzam się z Gosią1, wielu lekarzy zupełnie nie ma powołania do swojego zawodu, ale także są ci, którzy kochają swoją pracę i mają dużo serca dla pacjentów.Swojego synka rodziłam w szpitalu w mojej miejscowości (50 tys. mieszkańców) i niestety z tego szpitala mam jak najgorsze wspomnienia. Na trzeci dzień po porodzie okazało się, że mój maluszek jest bardzo chory, nikt nie wiedział co mu jest, serduszko zwalniało, oddech był nierównomierny. Wsadzono go do inkubatora, wbito wenflon w główkę i nie pozwolono mi karmić. Żadnych wyjaśnień tylko „tak czasem bywa” lub „proszę się nie martwić”. Miotało się przy nim kilku lekarzy, żaden nie wzbudzał naszej sympatii (mojej i męża) wreszcie p. ordynator zasugerowała żebyśmy wyrazili zgodę na przewiezienie dziecka do innego szpitala, bo stan jest b. ciężki, a w szpitalu nie ma respiratora. Byliśmy kompletnie załamani, myśleliśmy, że stanie się najgorsze, a ordynator rozmawiała z nami półsłówkami robiąc sobie makijaż i tapirując włosy. To tapirowanie wspominamy do dziś!Przewieźliśmy Jurka do Centrum Zdrowia Dziecka i tam zupełnie co innego. Karmić mogłam go bez problemu – w tamtym szpitalu nic nie jadł parę godzin, bo był na obserwacji – lekarze psioczyli na kolegów po fachu, że wenflon w główce, podobno robi się to tylko w ostateczności, u wcześniaków, u których nie widać innych żył. Inkubator u dziecka z wagą 3800g mógł tylko pogorszyć jego samopoczucie. Każde dziecko na Oddziale Patologii Noworodków ma swojego prowadzącego lekarza, który zajmuje się nim i udziela informacji rodzicom, mimo tego każdy lekarz zapytany przez nas o cokolwiek zawsze poświęcał nam czas i dokładnie wszystko tłumaczył. Widząc jak odnoszą się do swojej pracy i do pacjentów wierzę, że kochają oni swój zawód i swoich podopiecznych. Tak samo położne i pielęgniarki, cały czas przy maluszkach, który zapiszczał już były przy nim poprawiając im kołderkę, podnosząc aby się odbiło, zmieniając pieluszkę itp. Wiem, bo cały czas siedziałam przy moim synku i obserwowałam co się dzieje na oddziale. Od tego czasu wierzę, że jest wielu wspaniałych lekarzy i pracowników służby zdrowia.A w moim szpitalu miałam okazję być parę dni temu na USG brzuszka u synka. Zapisani byliśmy na 17.30, a weszliśmy o 19.00. Okazało się, że wszyscy pacjenci byli zapisani na tą samą godzinę, a poza tym przed dziećmi „z miasta” wszystkie noworodki ze szpitala miały robione USG główki – było ich 7. Lekarka b. się spieszyła, była bez fartucha i pytała panią piszącą na maszynie ile jeszcze pacjentów. W gabinecie byliśmy 7 minut, badanie trwało 3 minuty i jakoś nie wierzę żeby było ono wiarygodne. Przy okazji wizyty w szpitalu chciałam odebrać wyniki testu na obecność lamblii (nt musiałam za niego zapłacić, bo kasa nie refunduje). Laboratorium jest czynne całą dobę, ale oczywiście z odbiorem nie obyło się bez problemów. Młody analityk krzywił się, że godziny odbioru są inne, na to, że mam daleko do szpitala i przy okazji chciałabym odebrać wynik odburknął, że mnie może jest wygodniej a nie jemu. Nadmienię jeszcze że półeczka z wynikami leżała na wyciągnięcie jego ręki, nie musiał nawet wstawać, a w tym czasie nie był jakoś szczególnie zajęty poza czytaniem gazety. W końcu rzucił mi wynik. Bez komentarza.
        • Gość: il Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH... IP: *.* 17.07.02, 12:55
          powyższy post post miał być nie do KvM tylko do wszystkich.ilka
        • Gość:  Dorka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY - IP: *.* 18.07.02, 07:11
          Ilka,jedyna rada, to pisać skargi. Nie może być tak, że pacjent (szczególnie mały) jest traktowany przedmiotowo.Gdy poszłam z 4 mies. Marceliną do okulisty, zastałam wielgaśną kolejkę. Sami dorośli.Porozmawiałam z pielęgniarką i zostałam przyjęta bez kolejki.Mam to szczęście, że trafiam raczej na przyzwoitych pracowników szpitali i przychodni. Dorka
          • Gość: Adzia Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY - IP: *.* 18.07.02, 07:30
            mama Sikorek napisała/ł:> Mam to szczęście, że trafiam raczej na przyzwoitych pracowników szpitali i przychodni. Bo wbrew pozorom tacy też są. I z moich doświadczeń wynika, że naprawdę nie należą do mniejszości. Tylko, czy ktoś ich zauważa?.....Wiem, wiem, nikomu łaski nie robią, bo to ich praca. Ale czemu w takim razie każda "wsypa" lekarza czy pielęgniarki powoduje lawinę gromów rzucanych na całe środowisko? Popatrzcie - jeśli architekt źle zaprojektuje budynek i pojawią się rysy, to czy ktoś krzyczy, że środowisko partackie i skorumpowane? Hę?Pozdrawiam Agnieszka
      • Gość: Reszka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...do KvM! IP: *.* 17.07.02, 14:23
        Gosiu, nie ma żadnych badań które zdając na studia określiłyby predyspozycje moralne kandydata na lekarza. To znaczy czy będzie go charakteryzował takie czy inne podejście do pacjentów, czy będzie chamem prostakiem i próżnym tchórzem czy wręcz przeciwnie. To się okazuje dopiero podczas normalnej pracy w zawodzie, a czasem wynik takiej konfrontacji bywa zaskakujący dla samego zainteresowanego. Studia nie przygotowują ani do rozmowy z pacjentem, takiej jak powinna być, czyli do rozmowy o np.śmierci i umieraniu, o przewlekłych chorobach, o niemożności dalszego leczenia, ani do porażek- śmierci kalectwa, niewiedzy na co dzień. Co się wie o sobie jak się ma 18 lat, maturę w kieszeni i bliżej nieokreślone (zwłaszcza teraz) pojęcie o zawodzie. Mam paru kolegów którzy pokończyli summa cum laude studia i pracują w firmach farmaceutycznychh, nie tylko dla kasy ale po porstu nie byli sobie w stanie dać rady ze sobą w charakterze lekarzy, lub zagrzebali się w laboratoriach. I co, jak to twoim zdaniem można było wykryć wcześniej? Medycyna to z reguły zamknięta ścieżka, jak się już raz wejdzie, to zboczyć się w inną raczej nie da. Ale to oczywiście, to inna bajka, masz rację niczego nie wyjaśnia i nie usprawiedliwia.Piszesz że się oczekuje uśmiechu, a jednocześnie piszesz o specyfice tego zawodu. No właśnie, nie porównuj panienki ze sklepu z krawatami z pracą lekarza, bo to zupełnie co innego. Panienka nie musi w ciągu 10 minut decydować czy dać dziadziusiowi na uspokojenie czy odesłać do szpitala, a jeśli tak to karetką czy planowym transportem, mając za drzwiami żądny natychmiastowego przyjęcia tłum dla którego JEGO sprawa jest najważniejsza na świecie i MUSI być załatwiona poza kolejnością, choćby chodziło o receptę na asiprynę oraz na linii 2 telefony z prośbą o poradę. Przykro mi, może mnie ocenisz jako złego lekarza, ale moje poświęcenie dla pacjentów ma swoje granice. Opisywałam kiedyś jak wyszlam nagle z pracy w trakcie z powodu powikłań w ciąży. I guzik mnie obchodziło czy czeka dziecko z gorączką czy przyjdzie ktoś z kaszlem. Trudno. Są rzeczy których nie poświęcę za żadne skarby, bo jak ja o siebie nie zadbam, to niestety nikt za mnie tego nie zrobi (taki przykład). Nie potrafię poświęcić się do końca.Niestety w Polsce nadal pokutuje mit lekarza wszechwiedzącego co z jednej strony nie powala panu szanownemu doktorowi przyznać się do niewiedzy (a kto twierdzi że wie wszystko ten się po prostu nie uczy) a z drugiej strony nie pozwala pacjentowi pzryjąć do wiadomości że coś trzeba odłożyć do wyjaśnienia - no bo lekarz powinien wszystko wiedzieć natychmiast o od razu. Oraz paternalistyczne podejście lekarzy do pacjentów, stąd ich milcząca w większości pokora. No oczywiście nie wspominam tu o chlubnych wyjątkach z jednej i z drugiej strony. Moim ideałem pracy jest to co widziałam podczas stażu za granicą, gdzie lekarz był partnerem w zdrowiu, pomocnikiem w zdrowieniu. No właśnie - patrnerem. U nas tzreba zmiany jednej i drugiej strony, na razie jest jak jest.Oczywiście istnieje ideał "dobrego lekarza" i "dobrego pacjenta", obydwa to byty wirtualne i w rzeczywistości nie istnieją. Chodzi o to, aby w każdej sytuacji starać dopasować własne ułomności do tych cudzych, żeby się kręciło możliwie z najmniejszą ilością zgrzytów. Jedni się tego nauczą szybciej, inni później, inni wcale. Czy będzie ich weryfikowal rynek zdrowia czy dopiero dobry Pan Bóg tego nie wiem. Na razie robię co do mnie należy niemniej wkurzają mnie uogólnienia typu "wszyscy...." więc stąd mój opis przeciętnego pacjenta widzianego okiem nieżyczliwym. A co do wpływu wydarze ń w życiu osobistym na zawodowe - nie istnieje taki filtr którym daloby sie je oddzielić, i jedne wpływają na drugie, niestety.Pozdrowienia, długie przebywanie przed komputerem jest niewskazane dla baby w ciąży. Czyli dla mnie. Aha, wszystkie obserwacje zawarte w moich postach dotyczą tylko i wyłącznie mojej pracy w POZ.
        • Gość: Reszka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY... IP: *.* 17.07.02, 14:27
          To bylo ogólne, nie tylko do KvM-a. Wogóle to wynika z tytulu, że lekarze to przychodzą do szpitala po to żeby sie wyspać. Ach, te konowaly...
        • Gość: Gosia1 Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...do Reszki!! IP: *.* 17.07.02, 15:14
          Reszko, z całym szacunkiem, ale pisząc o uśmiechu nie porównywałam pracy ekspedientki z pracą lekarza, lecz odpowiedziałam na sugestie, jakoby lekarz (jako tyż człowiek) miał prawo mieć zły nastrój z powodu np kradzieży samochodu, kłopotów osobistych itd. NIE KŁOPOTÓW ZDROWOTNYCH - bo to przeciez nie podlega absolutnie żadnej dyskusji!!!!!! Nie rób ze mnie takiej jędzy....... Lekarz tyż człowiek i to może być chory człowiek. A wtedy zwolnionko i po kłopocie. Ale mam jedno pytanie właśnie odnośnie tych lekarzy, u których zawiodły oczekiwania, którzy jednak nie sprawdzili sie w zawodzie - z różnych przyczyn (ale to też jest przecież naturalne i absolutnie nie twierdzę, że taka sytuacja to grzech). Czy i w jaki sposób wyłapujecie takich ludzi? Ludzi, którzy psują Wam - dobrym lekarzom - opinię. Dla których pacjent to tylko kasa jaką można z niego wyciągnąć, a książka (ta przysłowiowa) do dokształcania się - co w zawodzie lekarza jest, przyznaj sama, koniecznością - to zło, którego unikają jak ognia. W jaki sposób staracie się odsunąć od wykonywania zawodu lekarzy, którzy są EWIDENTNIE winni śmierci, kalectwa swoich pacjentów? Albo tak, jak w moim przypadku, byli tego bliscy? Otóż droga Reszko lekarz w żaden sposób nie zaszkodzi drugiemu lekarzowi. Mówi się nawet rączka rączkę myje. I to jest najprawdziwsza prawda. Nie wiem, jak Ty byś się zachowała w danej sytuacji, więc nie piszę tutaj - nie daj Boże - o Tobie. Ale nigdy, odkąd żyję na tym świecie, nie zdarzyło mi się usłyszeć choćby, że coś takiego miało miejsce. A pracuję w zawodzie dziennikarza, mój mąż fotoreportera, więc kto jak nie my mielibyśmy o tym słyszeć? Lekarka, która w tak rażący sposób zaniedbała moją skromną osobę nadal pracuje w szpitalu i ma się dobrze. Lekarz, który spowodował śmierć noworodka, który ma toczącą się sprawę w sądzie, nadal przyjmuje porody. Nie jest odsunięty od wykonywania pracy (nie zawodu!!) nawet na czas trwania sprawy. Podam Ci jeszcze jeden przykład. To też zdarzyło się w Kielcach. Po operacji wyrostka umarła dziewczyna. Młodziutka. Tuż po Jej śmierci lekarka prowadząca stwierdziła: "wyjątkowo trudny pacjent.....". Dlaczego? Otóż dziewczyna przed smiercią płakała z bólu, prosiła o zbadanie Jej, bo okrutnie cierpiała. Kilka dni!!! Zmarła na zapalenie otrzewnej. Czyli powikłania po wyrostku. Ewidentny, rażący błąd w sztuce lekarskiej. I jeszcze ten komentarz, po którym ojciec zmarłej mało tej francy nie zabił.......Sprawa toczyła się KILKA LAT. Dlaczego? Bo znikały karty, bo brakowało świadków, albo byli przekupieni (np salowe). ŻADEN LEKARZ NIE ZEZNAŁ PRZECIWKO TEJ LEKARCE. Dlaczego? Tylko nie pisz mi proszę, że mogli nie być pewni Jej winy. W końcu poproszono o komisję z innego miasta. I dopiero ta orzekła, że wina jest BEZSPORNA. Pani doktor dostała kilka lat W ZAWIESZENIU, plus rok czy dwa zakazu wykonywania zawodu........Oczywiście przez te kilka lat, kiedy ta sprawa się toczyła, pani doktor nadal leczyła w szpitalu......Nawet nie mam siły komentować tego. Pozostawię to Tobie. Widzisz, ja naprawdę rozumiem wszystkie argumenty, których użyłaś. Jestem bardzo tolerancyjną osobą. Ale i mam ogromne poczucie odpowiedzialności i brak tej odpowiedzialności u innych doprowadza mnie do szału. Rozumiem, że ktoś kto ma 18 lat nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak będzie wyglądać jego życie za lat nawet 5. Rozumiem, że na studiach nie uczą młodych, jak się odnosić do pacjentów, jak z nimi rozmawiać o śmierci, chorobie. Rozumiem, że nie możecie sie rozdwoić, roztroić, roz....ić, gdy na korytarzu czeka 30 chorych, wściekłych, uważających swoją przypadłość za nowy produkt badań dla naukowców, rozumiem 20 tys telefonów, z prośbą o przedyktowanie wyników badań (że to może zniecierpliwić najbardziej cierpliwcyh). Słowem - ja naprawdę dużo jestem w stanie zrozumieć. Ale nie rażący brak odpowiedzialności, nie krycie lekarza przez lekarza w imię........ Boże, nawet nie wiem w imię czego!!!! Nie rozumiem, dlaczego to ja mam prosić o skierowanie na badania krwi mojej słabnącej córki, nie rozumiem dlaczego ordynator, ze specjalizacją pediatrii, chce dzwonić na policję, na mnie, bo nie pozwalam wepchnąć córce silnych leków przeciwpadaczkowych, wypisanych tylko na podstawie nieprawidłowego (nie zlego!) zapisu EEG, bez żadnych innych objawów, bez konsultacji neurologa........Nie rozumiem wreszcie dlaczego do dobrego specjalisty muszę jechać kawał drogi, bo u nas ich nie ma, albo może nasi po prostu nie chcą się douczyć. Dalej - nie rozumiem, jak lekarz może postawić diagnozę zapalenia oskrzeli nie osłuchując nawet klatki piersiowej, na podstawie rzucenia okiem w gardło, z daleka......Ech, już pisałam, że przykładów mogłabym mnożyć mnóstwo. Moje dzieci, zwłaszcza Ania kilkakrotnie były w szpitalu. Największym hitem było dla mnie wypisanie przez lekarza w jednym przypadku karty informacyjnej. Przy przyjęciu do szpitala mówiłam głośno i kilka razy - podkreślając jeszcze - że Ania NIE STRACIŁA PRZYTOMNOŚCI. Po wypisie co czytam w karcie? "Dziecko po utracie przytomności".........no coments. Pozdrówka GosiaP.S. Reszko, a jakiej jesteś specjalizacji? Chyba się do Ciebie udam. Może wreszcie ktoś mnie wysłucha. Dlaczego Ciebie nie ma TUTAJ??? :cry:
          • Gość: Reszka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY do Gosi IP: *.* 17.07.02, 19:50
            Gosiu, w żadnym przypadku nie chciałam robić z Ciebie jędzy, tfu, na psa urok, może coś nadinterpretowałam sobie na skutek ciążowego przegrzania obwodów, za co przepraszam :jap: Gosiu, tak jak już napisałam ja nie potrafię sciśle oddzielić wydarzeń z mojego życia osobistego i zawodowego. Po prostu nie umiem i już, staram się ale nie zawsze mi to wychodzi, więc czasami to co przynoszę z domu ma odbicie na pacjentach (nie mówię już o extremach zdrowotnych) i niestety na odwrót też, staram się z tego otrząsać, ale tego też nas na studiach nie uczyli (jak tak sobie teraz myślę, to czego nas tam właściwie uczyli, do jasnej ciasnej?). To nieprofesjonalne, ale mam szczerą i uzasadnioną nadzieję że się jeszcze tego nauczę.Co do twojego pytania o wyłapywanie tych którzy się nie sprawdzili. Nie ma na razie systemu weryfikacji lekarzy którzy się nie kształcą, miało to wejść z nowym systemem specjalizacji, tzn. jednostopniowe, weryfikowane punktami zbieranymi na szkoleniach lub powtarzanymi co jakiś czas egzaminami. To oczywiście też nie wyklucza możliwości duuużych przekrętów ale zawsze to więcej niż teraz, gdy systematyczne kształcenie jest dobrowolne. No więc na razie zależy to od dobrej woli zainteresowanego jak i jego finansow, bo wszystkie takie szkolenia są płatne. Co do łapówkarstwa, to na ten temat napisano już tyle w przeróżnych pismach, że trudno tu dodać coś nowego. Myślę że jednak Twoje główne zainteresowanie dotyczy problemu błędów lekarskich i postępowania w stosunku do autorów. Dla mnie jest taka rzecz o której nie wiem i nie chcę wiedzieć, tzn. z własnego doświadczenia (tak mi dopomóż Bóg i Św. Kosmo i Damianie), więc trudno mi tu wymądrzać się i mówić pseudomądre rzeczy, a w tej chwili wszystko co powiem miałoby te cechy. Myślę tylko że za każdym takim zdarzeniem kryje się niewyobrażalna tragedia pokrzywdzonych w każdy możliwy sposób ludzi, którzy nie dość ze stracili swoich bliskich lub zdrowie, to jeszcze na dodatek nie usłyszą choćby głupiego i nic nie zmieniającego „przykro mi”. Cały czas myślę jednak że jest to pochodna tego o czym pisałam poprzednio czyli arogancji i przeświadczenia o własnej wszechwiedzy, zresztą... Mój profesor od etyki powtarzał, że medycyna tych którzy się nią przejmują i biorą na poważnie szybko uczy pokory i odwzajemnia się dozgonnym przywiązaniem do lekarza. Nie wiem jak można się nie przejmować, jak można nie czuć odpowiedzialności, bo ja się przejmuję za bardzo i nie umiem sobie wyobrazić że mogłabym robić inaczej, i nie jest to dla mnie kwestia „oddechu prawnika” na karku, a po prostu sumienia. Jak można być tak przeświadczonym o własnej wiedzy, żeby nie szukać wyjaśnienia wątpliwości u innych, lub jak można nie mieć wątpliwości wreszcie. Myślę zresztą że Twoje pytania miały charakter retoryczny. Pozostaje mi na koniec stwierdzić „Obyśmy wszyscy zdrowi byli” czego wam i sobie życzę.Pozdrowienia Reszka.Aha, mam specjalizację z medycyny rodzinnej długościeżkowej, zapraszam do mnie, lubię słuchać, czasami jest to jedyna rzecz którą mogę , a czasem nawet jedyna rzecz jaką powinnam zrobić. Nie ma mnie tam, ponieważ jestem TUTAJ! I dzięki za miłą i rzeczową dyskusję.
            • Gość: Gosia1 Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY do Gosi IP: *.* 17.07.02, 21:37
              :lol: :lol: - ale ja jędzą czasem jestem, jestem......A Ty jesteś TAM niestety, a ja chciałabym mieć Cię TUTAJ!!! ;) Boli mnie brzuch pani doktor, od groszków z rumem, i chyba mi się już we łbie kiełbasi boć to przecie alkohol.....Więc na dzisiaj kończę radosną twórczość, bo nie wiem, czy ktokolwiek zrozumiałby mój bełkot. :lol: Będą mi się śnić spalone strusie jedzące groszki czekoladowo-kokosowo-rumowe.......Cześć pracy!Do jutra - Gosia
          • Gość: Rysia Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...do Reszki!! IP: *.* 17.07.02, 21:16
            Przeczytałam Twoje wypowiedzi i muszę Ci powiedzieć, że pierwszy Twój post dla mnie zabrzmiał paradoksalnie. Bo oto jest lekarz, któremu nie podoba się, że chorzy ludzie przychodzą do niego po poradę. Może miałaś nie do końca takie intencje ale zabrzmiało to dosyć dziwnie. A w mojej wypowiedzi chodziło mi głównie o to, że lekarzami powinni zostawać ludzie, którzy chcą pomagać innym, a nie odwalać swoją pracę z przymusu i z wielką łaską. Bo niestety wygląda na to, że są lekarze i żebyś nie twierdziła że prawię jakieś tam komunały przykładem jest chociażby mail wyjściowy do tej dyskusji, którzy nie za bardzo lubią swoją pracę i mają gdzieś zdrowie ludzi, których leczą. A wynika to głównie z tego, że na medycynę nie idą głównie ludzie z powołaniem do tak specyficznego zawodu, tylko widzą pieniądze i prestiż. I właśnie o to mi gównie chodziło w mojej wypowiedzi. I myślę, że to co napisała Gosia1, te wszytkie przypadki nie kompentencji w szpitalach i nonszalancji niektórych lekarzy świadczy o tym, że Ci ludzie nie powinni pracować w takim zawodzie. Brak im profesjonalnego podejścia do swojej pracy i przede wszystkim odpowiedzialności za to co robią. Pozdrawiam Ciebie i mam nadzieję, że nie odbierzesz mojej wypowiedzi jak atak na własną osobę, bo przecież nie o to mi chodzi.Paulina mama Wiktorka
            • Gość: Reszka Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY...od Reszki IP: *.* 18.07.02, 18:35
              Jako żywo nie mogę się w swoim pierwszym poscie doczytać gdzie napisałam że mi się nie podoba...itd., a przeczytałam go i następne specjalnie, i raczej dość wyraźnie piszę, że większość tych z którymi pracuję to biedni, chorzy, zagubieni ludzie, itd. A całą resztę czyli opinie teoretyczne rozważania tematu kto się nadaje, kto nie , kto powinien a kto nie powinien pracować z chorymi wymieniłyśmy z Gosią i nie mam więcej do dodania. Oraz będę się upierać, że tej części mózgu która odpowiada za życie cywilne nie amputuję sobie z chwilą wejścia do przychodni i vice versa. Pozdrowienia.
            • Gość: Lia Re: UWAGA NA ŚPIĄCYCH LEKARZY W SZPITALACH...do Reszki!! IP: *.* 18.07.02, 20:48
              No więc, jest jak jest - bo społeczeństwo polskie ma pełno przywar, a lekarze to nie jakijś specyficzny szczep, tylko część tego właśnie społeczeństwa. Śmiem nawet twierdzić, że nienajgorsza część. Nie chcę tu opowiadać banałów o powołaniu, misji i tp - bo tak najczęściej nie jest.To jest zawód, sposób zarabiania na życie - często bardzo też wielka pasja. Zawód lekarza wymaga jednak pewnych predyspozycji, odwagi, zdrowego rozsądku - i dużej odporności psychicznej, tak, tak. Właśnie ta odporność, moim zdaniem, jest postrzegana często jako ignorancja, złośliwość lub brak współczucia. Ale każdy człowiek, który widzi na codzień tyle nieszczęść, ma do czynienia z bólem , cierpieniem - po pewnym czasie po prostu przestaje się rozczulać, bierze się w garść i obrasta w pancerz. Bo musi - inaczej można zwariowac. Reszka, Jestem z Tobą - mądrze bardzo to wszystko opisałaś. Pomijam milczeniem ewidentne błędy lekarskie i chamstwo w stosunku do innych - co tu komentować. Ale nie generalizujmy - to nie wszystkich lekarzy dotyczy, tak jak nie wszystcy pacjenci są aroganscy , niedomyci i td. Nie wszystcy lekarze mają odlotowe bryki i inne symbole dobrobytu - tak jak i przedstawiciele innych zawodów . A kto jest lepszy , skuteczniejszy - całkiem możliwe, że i zarabia więcej . I tak powinno być.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka