Wczoraj był ten Ważny Dzień i wybralismy się z dalekich Jelonek, by usłyszeć "tak" eldada.

Ciezko było, gdyż Michasia pierwszy raz podróżowala autobusem i metrem i chyba była w lekkim szoku. No, ale w połowie Racławickiej udalo sie ja uspic- tak wiec zajechala pod kaplice jak nalezy czyli w wozku. Strasznie bylam zdenerwowana, bo Michasia poznala metro a ja mialam wreszcie poznac pare osob z chata (co to bedzie na zlocie!). Zobaczylam z daleka wozki i juz wiedzielismy ze to tu

Rozpoznalam Dragona, bo tak jak mowil mial niebieski polar, a kiedy powiedzialam ze jestem cleo, podeszla tez Patyk oraz zjawil sie takze Adam i z wielka kurtuazja ucalowal ma dlon!

Bunia, masz strasznie eleganckiego meza! Michasia wytrzymala kazanie i przysiege (eldad, slabo bylo cie slychac!), potem nastapila ewakuacja z zatloczonej kaplicy. Goblin byl glodny a tu zero laweczki w okolicy! Chcialam usiasc na schodach kosciola, ale w dalszym ciagu okropnie uprzejmy adam zaproponowal bym nakarmila potwora w ich samochodzie- tak wiec Michasia zjadla kolacje w komfortowej "restauracji" z przyciemnianym szybami!

Gdy skladalismy poem zyczenia eldadowi i jego Agnieszce, znowu wyznalam, zem cleo i ktos za mna zawolal: "a wiec to jest cleo!" i kurcze nie wiem kto i rzepraszam ze nie rozpoznalam wiecej ludzi (pewnie gdzies tam byla Basia i Aneta...), ale Michasia miala juz dosc, do tego padal deszcz. Powrotna droge goblin spedzil na rekach- w metrze, w KFC, w autobusie. Byl padniety i maksymalnie zdeozrientowany- z tego wszystkiego nie mogla potem usnac, ale i tak nie zaluje ze pojechalam. Strasznie sie ciesze ze poznalam pare osob!

a sam slub byl bardzo ladny, choc uczestniczylam w nim partiami. Swiadkowa grala na gitarze i spiewala, ksiadz bardo sympatyczny i mowil sensownie-