Czy tylko ja mam obsesje na punkcie chorych/zasmarkanych/kaszlacych
rozglosnie dzieci, ktorych matki ciagna je ze soba w inne skupiska zdrowych
dzieciakow? Sezon grypowy w pelni, ja staje na glowie, zeby moj
pieciomiesieczny maly sie nie przeziebil, ale gdziekolwiek z nim pojde,
zawsze znajdzie sie w poblizu jakis upiornie zasmarkany dzieciak rozsiewajacy
beztrosko zarazki. Ja wiem i rozumiem, ze nie sposob siedziec z przeziebionym
dzieckiem caly czas w domu, ale troche zrozumienia dla innych tez by sie
przydalo. Rekord pobila ostatnio babka w mojej przychodni dla dzieci, w
ktorej wielkimi wolami napisano "prosimy nie przyprowadzac chorych dzieci"
(przychodnia dla dzieci zdrowych). Ona oczywiscie przyszla z zasmarkanym po
pachy i kaszlacym straszliwie malcem, ktory oblizal wszystkie zabawki i
okaszlal co mogl. Efekt - moj maly, ktorego staralam sie trzymac jak najdalej
od niego, jest chory. Czy wy zwracacie uwage mamom biednych zasmarkancow, ze
nie chcialybyscie ich w poblizu swoich dzieci? Mnie ciagle swierzbi jezyk,
ale na razie uciekam sie do odsuwania od nich mojego syna. Jak widac nie jest
to skuteczne