Gość: MagdaAQQ
IP: *.*
10.09.02, 20:51
Traumatyczne przeżycie spotkało Gaję i nie wiem, czy zrobiłam wszystko, co mogłam. Otóż szłyśmy sobie jeszcze z jedną dziewczyną i jej synkiem wokoło osiedla. Gaja akurat jechała na jeździdełku, a z drugiej strony szła pani z ogromnym buldogiem. Pies był na smyczy, ale bez kagańca. Zaczął obwąchiwać Gaję, Gaja w krzyk, bo to tak z nienacka się stało. Pani powiedziała, że jej piesek to nic nie zrobi, bo on to wychowany był z dziećmi i on tak się bawi, ale na wszelki wypadek wzięłam Gaję z jeździdełka i zaczęłam uspokajać, a tu ten pies, jak nie rzuci się na to jeździdełko! Bawić się chciał, do cholery! Wywrócił samochodzik, a baba nie mogła go utrzymać na tej smyczy. Dzieci nam zaczęły krzyczeć, jak zobaczyły, co się dzieje. Ja powiedziałam babie, żeby kaganiec mu zakładała i żeby nie podawała argumentów, że pies chciał się bawić, bo przecież dla dziecka, to był widok mało zabawny. A ona na to: „a niech pani sobie wyobrazi, jak zdenerwowany musiał być mój pies?!” Nerwy mi puściły w tym momencie. Powiedziałam, że jest szalona, jeśli psychikę psa równa z dzieckiem. Nagle zobaczyłam, że ludzie stoją na balkonie i w oknach i wszyscy zaczęli mi sekundować, ale baba sobie poszła. Wprawdzie powiedziała: „przepraszam”, ale to za mało. Ten pies powinien być w kagańcu. No i w ogóle, jakby sytuacja była jakaś groźniejsza, to by jej się wyrwał! Ona go w ogóle nie potrafiła odciągnąć od tego samochodzika, a co dopiero, gdyby jej się wyrwał, gdyby skoczył na dziecko, bo chciałby się „bawić”. Groza ogarnia. Nie wiem, czy powinnam była dzwonić na policję? Ale co bym powiedziała, nie znam nazwiska tej baby, nigdy wcześniej jej nie widziałam, co oni by mogli zrobić? Boże! Gaja teraz na widok każdego psa wdrapuje mi się na ręce... A wcześniej tak żywo reagowała na wszystkie „łał-łał-y”... Co Wy o tym sądzicie?