Gość edziecko: Gosia1
IP: *.*
09.11.02, 12:31
....a gdybym tak musiała pojechać do cioci do Mielca na badania? Na kilka dni? Żeby sprawdziła w końcu, co mnie tak boli? Bardzo byś rozpaczał?- Nie mamusiu, nie rozpaczałbym, ale bardzo bym tęsknił za Tobą...ale wytrzymam, żebyś tylko zdrowa była...Taką rozmowę przeprowadziłam dzisiaj z Krzysiem. Jestem po drugiej nieprzespanej nocy. I powoli mam dosyć bólu, który towarzyszy mi od kilku tygodni. W nocy wszystkie koty są czarne, wszystkie bóle są śmiertelne...a lęki urastają do rozmiarów Mount Everest. Ale ja nie boję się o siebie. Paraliżuje mnie lęk o smutek dzieci, zwłaszcza Krzysia. Jak sobie pomyślę, wyobrażę, Jego smutne oczy, zamknięcie się w sobie (ponowne), duszenie bólu w małym serduszku, dławi mnie szloch. A stres to jest to, co teraz powinnam oddalić od siebie jak najszybciej. Nie szukam u Was pociechy moje kochane, tylko chciałam powiedzieć - jak dobrze rozumiem te z Was, które muszą zostawiać dzieci, gdy wyjeżdżają, gdy idą się leczyć, gdy idą z drugim dzieckiem do szpitala, gdy wychodzą do pracy... Tak mi smutno. Nie chcę przysparzać smutku mojemu synkowi. Dopiero co wyciągnęłam Go z Jego "świata", dopiero co doszliśmy do stanu prawie zupełnej "normalności". Boję się. Najbardziej BRAKU Jego łez...Gosia