Gość: EFFka27
IP: *.*
17.12.02, 04:14
Od dwoch lat`z kawalkiem swieta dzialaja na mnie przygnebiajaco. Wlasciwie to juz 3 swieta spedzone na obczyznie. Z daleka od rodziny przyjaciol.......pewnie sama sobie taki los wybralam ale mimo wszystko jest mi smutno. Amerykanskie swieta sa wstretna tania maszynka do robienia dobrego biznesu. Zero tradycji. Generalnie czas swiat to czas prezentow. Nic wiecej. zadnej zadumy, refleksji, rodzinnej atmosfery, ciepla rodzinnego ogniska. 24grudzien jest`po to aby upic sie ja jakims CHristmas Party (no coments). Ktos moze powiedziec co kraj to obyczaj, ale mi gula staje w gardle i chce mi sie plakac. Tak wiec postaram sie o prawdziwa polska kolacje. wigilijna. Na szcescie Ameryka nie jest na koncu swiata i mozna kupic karpia. Podjemy sobie barszczyku z uszkami, pierozkow z grzybkami, kapustki,sledzikow chyba nie bo nie bardzo je lubimy. Maz przebierze sie za Mikolaja i beda prezenty. Dylan pewnie sie ucieszy. Bedzie milo, cieplo, rodzinnie. I pewnie ja glupia baba znowu wszytsko zepsuje swoim placzem i tesknota. Jak malutkie dziecko...........Powinnam sie cieszyc tym co mam prawda?Tyle ze to nie moj swiat i nie moja kultura. Ze zgroza zaczynam sobie to uswiadamiac coraz czesciej/Pozdrawiam wszytskie mamy emigrantki i zycze wesolych swiat