Dodaj do ulubionych

Odszedł ode mnie

IP: *.* 08.02.03, 22:53
Nie mam komu o tym powiedzieć. Sprawa nie należy do takich,o których chciałoby się mówić komukolwiek... Jestem tu pierwszy raz. Piszę, bo jest mi ciężko. Zostałam sama. No może nie całkiem. W sąsiednim pokoju śpi spokojnie słodycz mojego życia - Oleńka (skończyla niedawno roczek). Na dole w naszym dużym domu mieszkają moi rodzice. Ale czuję sie samotnie, bo dziś mój mąż odszedł ode mnie (wiem że od Oli nie - tylko ode mnie). W piątek nie wrócił po pracy do domu, tylko pojechał do swojego rodzinnego miasta - do swojej mamy. A dziś rano zjawił się, nie po to by ze mną pogadać i próbować (kolejny raz) pogadać i dać sobie (znów) szansę, tylko spakował najbardziej potrzebne rzeczy, przytulił Olę i pojechał do swojej mamy. Od jakiegoś czasu naszym kłótniom nie było końca. A że jesteśmy bardzo do siebie podobni, żadne nie potrafiło ustąpić - oboje uparci, zawzięci, drobiazgowi, skończyo się tak a nie inaczej... Mamy cudowną córeczkę, oboje pracujemy i nieźle zarabiamy, na pozór wszystko dobrze. A jednak... Nie potrafimy się dogadać, zrozumieć, oddalaliśmy się od siebie od urodzin naszej Oli. Nie wiem jak to sie stało - zmęczenie codziennymi obowiązkami, brak jego pomocy (praca wyjazdowa), później mój powrót do pracy i jeszcze więcej obowiązków. I z jednej strony radość jaką niesie przyjście na świat dziecka, a zdrugiej ciągłe przemęczenie. No i może jeszcze moja oziębłość, przyznaję... Ale co mam zrobić, kiedy ostatnio czuję się przede wszystkim mamą i trudność sprawia mi przestawienie się na inną rolę. Choć wiem że powinnam... Boże, przytłoczyło mnie dziś to wszystko. nawet nie mogłam się wypłakać (albo raczej "wyzłościć" bo chyba złość czuję przede wszystkim), bo Ola mnie uważnie obserwuje i coraz więcej rozumie. Cholernie trudno jest żyć z dreugim człowiekiem. Dziecko dużo zmienia. Nie wiem co robić. Pewnie czekać co przyniesie los, bo walczyć i zabiegać już mi się chyba nie chce... jestem strasznie zmęczona... Odchodząc powiedział, że za wcześnie na jakąkolwiek rozmowę, za świerze nasze ostatnie złe doświadczenia. Boję się tylko tego że jak on w końcu zdecyduje sie na rozmowę, dla mnie może byc za późno... Serce mi się tylko kraje jak patrzę na Olunię, przecież najbardsziej na świecie chcę jej dobra...
Obserwuj wątek
    • Gość: madzia22 Re: Odszedł ode mnie IP: *.* 08.02.03, 23:16
      Spróbuj teraz ochłonąć z tych przeżyć. Może jutro rano będzie lepiej. A jeśli nie jutro to może pojutrze....Z tego co piszesz, bardzo dużo was łączy, a dzieli przed wszystkim zmęczenie i nie dostosowanie do roli matki-żony i ojca-męża. Ty myślisz głownie o tym, że jesteś matką, on o tym, że jest mężem.Jeśli go kochasz to wytrzymasz te kilka dni, a potem porozmawiajcie, co dla każdego z was jest dzisiaj istotne, jak on widzi siebie i ciebie, i jak ty to widzisz.Spróbuj go wysłuchać.PozdrawiamMadzia
      • Gość: ewkka Re: Odszedł ode mnie IP: *.* 12.02.03, 11:47
        Twoje słowa czytałam tak, jak moje własne. Tylko dla mnie to juz przeszłośc - Ty przez to przechodzisz teraz. W moim przypadku mąż nagle wyprowadził sie w czerwcu 2002 a obecnie jesteśm juz po kilku sprawach rozwodowych. Nie znaczy to, ze w Twoim przypadku musi być tak samo - zalecam rozwagę i rozmowy. Dajcie sobie trochę czasu aby odpowiedziec sobie na wiele waznych pytań. Macie dziecko i ono jest najwazniejsze. Ale aby dorastało w kochającej sie rodzinie konieczna jest przede wszystkim miłość rodziców. Jezeli kochasz swojego męża a on ciebie bedziecie potrafili zrezygnować z tzw. walki o "swoje na wierzchu". Mnie nie udało się przekonać męża, ze warto być razem. Ale w zwiazku z tym świat się nie zawalił. Zapraszam na Samodzielną mamę. A jezeli jesteś z W-wy to na sobotnie spotkanie. Powodzenia. Ewkka
    • Gość: 220571 Re: Odszedł ode mnie IP: *.* 09.02.03, 17:16
      Najważniejszą sprawą jest, czy Go kochasz. Czy chcesz z nim być. Spróbuj sobie przypomnieć, jak to było dawniej, przedtem, za "dobrych czasów" ;). Wspominaj same miłe chwile, które razem spędzaliście. I zastanów się, czy jak opadnie zmęczenie nie będzie Ci żal, że jednak nie "schowałaś dumy do kieszeni" i nie zadzwoniłaś pierwsza. Czy nie będziesz kiedyś żałować, że nie wyciągnęłaś pierwsza ręki do zgody? Dla mnie jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia - wiary i przysięgi małżeńskiej. Mam jednego męża. Ten, albo żaden - wtedy człowiek ma inne spojrzenie spawę (niż przy założeniu "jak nie ten, to inny"). Bardziej chce się walczyć o taki związek.Dziecko jest ważne, zgadzam się, ale nie najważniejsze. Dzieci się kiedyś wyprowadzą. Dzieci wychowujemy tak, żeby potrafiły od nas odejść, żyć własnym życiem. I w tym kontekście ważniejszy jest mąż, On nam zostaje na starość ;), nie dzieci.Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki :hello:
      • Gość: Gusiak Re: Odszedł ode mnie IP: *.* 12.02.03, 10:13
        Pewnie jest Ci bardzo ciężko i bardziej niż rad potrzebowałaś się po prostu wyżalić. Stram się wczuć w Twoją sytuację, ale nie potrafię - z mężem w chwili poznania się obiecaliśmy sobie zawsze rozmawiać o problemach. Też jestem (byłam ;-) ) bardzo oziębła po porodzie (do niedzieli ;-) - czyli 10 miesięcy), na seks w ogóle nie miałam ochoty. Rozmawiamy tylko o synku. Nie dosypiamy. Pracujemy oboje, więc dla siebie nie mamy już czasu - tyle co tuz przed zaśnięciem... zatem nie byliście jedyną parą z takimi problemami (jeśli Cię to trochę pocieszy). Mam nadzieję, że uda się Wam porozumieć. Ja już wiem, że w związku dwojga ludzi najważniejsze jest porozumienie i umiejętność rozmawiania o swoich odczuciach i słuchania, rozumienia odczuć drugiej osoby. To trudna sztuka, ale przy woli obu stron - możliwa do opanowania. Wierzę, że u Ciebie wszystko się ułoży. Głowa do góry. Nie poddawaj się i jeśli uważasz, że warto walczyć - walcz. Bo faktycznie to z nim, a nie z córeczka powinnaś spędzić starość ;-)Buziaczki:hello: Gusiak
    • Gość: wera6 Re: Odszedł ode mnie IP: *.* 12.02.03, 16:44
      powiedzial mi o rozwodzie w dzien moich urodzin 6 lutego 2003.wiem co czujesz
    • Gość: RybkaKatarzyna Re: Odszedł ode mnie IP: *.* 12.02.03, 20:29
      Aniu, być może nie oczekujesz pomocy i nie chcesz, żeby ktokolwiek dawał Ci jakieś rady, ale po preczytaniu Twojego postu nasunęło mi się jedno, zasadnicze pytanie - czy Ty kochasz tatę Oleńki ?Czy ten człowiek jest dla Ciebie kimś ważnym ?Napisałaś, że zabiegać o Niego już Ci się nie chce, a jednak jest Ci żle i smutno..........Wiesz, tak z własnego doświadczenia powiem Ci, że to nie dziecko zmienia życie, to nasze podejście do sytuacji stwarza takie , bądż inne sytuacje.Kiedy urodziłam Dominika, miałam tylko 19 lat i wszystko było dla mnie straszne, ale bardzo szybko zrozumiałam, że jeśli chcę stworzyć ciepły dom i kochającą się rodzinę dla moich dzieci muszę być nie tylko matką, ale także żoną, odpowiedziałam sobie wtedy na to pytanie, które wyżej zadałam Tobie.Bardzo Kocham swojego męża, jest dla mnie podporą, moim przyjacielem, kimś na Kogo czekałam całe życie.Teraz (23 dni temu), urodziłam córeczkę.Weronika jest maleńka, potrzebuje mnóstwo uwagi, czasu.........ale mój mąż też potrzebuje uwagi i czasu, potrzebuje mojej miłości i mojej obecności......tak jak ja potrzebuję Jego.Wiem, że ciężko jest na zimno wszystko przeanalizować, ale trzeba zapytać samą siebie, czy kocham na tyle mocno, zeby się postarać jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz......nie dla dobra córki, tylko dla siebie samej, dla Niego........oczywiście tylko w przypadku kiedy Ci zależy.Życzę powodzenia i tarfnych wyborów, jeśli będzie Ci ciężko pisz na priva, słuzę poradą lub po prostu wysłuchaniem :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka