Nie wiem co mnie skłania do pisania coraz smutniejszych postów. Zmiana, jednak wiem. Wiem, że tutaj mogę wywalić cały swój żal, smutek. Tak sobie czytam posty innych mam i w zasadzie to dochodzę do wniosku, iż nie wiem kim naprawdę jestem. Większość z nas ma te same problemy. Ostatnio nie potrafię znaleźć w sobie jednej pozytywnej cechy.Jestem straszną matką, bo posłałam dzisiaj swoje dziecko do żłobka z katarem po kolana i troszkę kaszlące. Niedawno pisałam sama o mamach, które posyłają swoje chore dzieci do żłobków. Teraz robię to samo, bo przyrodnia siostra nie może się zająć małym, teściowa może od 13.00, czyli do tego czasu nie mam co z synkiem zrobić. Z pracy nie mogę się zwolnić, o wolnych dniach nie wspomnę , pomijam fakt niewykorzystanego urlopu z roku ubiegłego. Tylko nie piszcie, że pracodawca ma obowiązek wysłać na urlop. U mnie się to mija z celem.Za mało czasu poświęcam dziecku, bo po przyjściu z pracy przygotowuję małemu jedzenie a wg. męża powinnam się bawić z dzieckiem. Wniosek z tego – dziecko głodne ale „ zabawione „, gratulacje dla mojego męża.

Na żonę się nie nadaję, bo jak przychodzę z pracy i tyram do późnego wieczora jest ok. , czyli jestem wspaniała.....Natomiast jeżeli przychodząc z pracy usiądę i napiję się kawy jestem ...szkoda słów.W pracy zgrywam twardą, takie zasady. W przeciwnym razie wylatujesz. Na pytania: o znowu masz nowe spodnie ? odpowiadam z premedytacją, że teściowa mi kupiła ( i tak za każdym razem, czyli wszystko mam od teściowej ). Raz, jeden raz powiedziałam, zgodnie z prawdą i co? Pensja obniżona o prawie 40%.Przecież nie mogę się ubierać lepiej niż Pani Prezes. Nie powiedziano mi tego dosłownie, ale tłumaczyli się obniżeniem kosztów, słabą sprzedażą... , taka sama sytuacja w przypadku mojej koleżanki z pokoju obok. Nawet tego nie komentujcie, nie warto. Długo by można pisać , ale czy jest sens.Nie potrafię sobie poradzić sama ze sobą. Kim jestem? Staram się aby dzieciństwo dziecka było inne od mojego. Nie wychodzi ,ponieważ nie potrafimy się dogadać z tatusiem. Choć ostatnio zanosi się na lepsze.” Pożyjemy zobaczymy”Dlaczego nie potrafię się cieszyć tym co mam? A przecież mam tak wiele. Dom, rodzinę.Siedzę i myślę i nic nie przychodzi mi do głowy. Ulegam praktycznie we wszystkim , choć ostatnio już nie awanturami a szczerą rozmową. Wychodzi na moje, ale ulegam .Dlaczego?Kim ja właściwie jestem? Pewnie chaotyczne to wszystko, ale ulżyło mi.Co nie zmienia faktu, iż nadal nie wiem kim jestem.

Maria rosa – czyli kto?